niedziela, 10 września 2017

272. Ślub w sześć miesięcy, część druga - kościół.

Witajcie kochani. Znów miałam zamiar napisać do Was wcześniej, jednak mam ostatnio tyle rzeczy na głowie, że najzwyczajniej w świecie się nie wyrobiłam. Dodatkowo złapało mnie przeziębienie, więc od środy nie myślałam o niczym innym jak tylko moje cieplutkie łóżeczko. Dziś jednak po ogarnięciu lekcji tańca, zaproszeń, wizycie u ortodonty, zakupach ślubno-codziennych i skręceniu szafy z IKEI znalazłam w końcu czas by napisać. :)
Dziś mam dla Was drugą część moich ślubnych przygotowań - tym razem na tapetę idzie kościół. ^^


pinterest
Pierwszą sprawą związaną z kościołem jest wybór parafii, w której chcecie wziąć ślub. Kiedyś zwyczajowo brało się ślub w parafii panny młodej - obecnie istnieje dowolność, zależna od dobrej woli księdza. 
Otóż jeśli decydujecie się na ślub w parafii jednej ze stron - problemu raczej nie będzie. Gorzej jeśli podoba Wam się świątynia (lub z jakiegoś innego powodu wybierzecie inną) która nie jest parafią ani panny młodej, ani pana młodego. Wówczas konieczna jest zgoda proboszcza, którejś z tych parafii - a jak wiadomo, uciekający młodzi, to uciekająca kasa, więc nie każdy chce się zgodzić. Jednak cytując klasyka "nie jestem tani, ale do kupienia" - wszystko da się załatwić magicznym papierkiem. :D Jednak nie o tym miałam pisać.

Przed ślubem będziecie mieli trzy spotkania z księdzem, który będzie udzielał Wam ślubu. Na pierwszym spotkaniu otrzymaliśmy indeksy (otrzymujemy w nich wpis po każdym spotkaniu z księdzem, po każdej spowiedzi oraz po każdym spotkaniu w poradni rodzinnej), ksiądz przeprowadził z nami krótki wywiad na temat naszych miejsc zamieszkania, wykształcenia itp. Generalnie w naszym przypadku była to bardzo miła atmosfera, dość luźna, ksiądz zapytał również o wybrany przez nas termin i wpisał nas do swojego kalendarza. 
Jeśli chodzi o sprawy, które musieliśmy załatwić do drugiego spotkania, to musieliśmy wyciągnąć metryki, z parafii, gdzie byliśmy ochrzczeni (w metryce zawarte są informacje o przyjętych sakramentach), przystąpić do pierwszej spowiedzi przedślubnej i zaliczyć spotkania w poradni rodzinnej. 

Jeśli chodzi o wyciągnięcie metryki - trwa to około 10 minut. Proboszcz parafii spisuje nasze dane z księgi na specjalnym druku - oczywiście wszystko oficjalnie jest za "Bóg zapłać", ale wiadomym jest, że nie ma nic za darmo i w naszym przypadku stwierdziliśmy, że jednak wypada coś położyć. :)

Spowiedź przedślubna trochę mnie stresowała - nie powiem. Jak każda spowiedź z resztą, za sprawą pewnego spięcia z księdzem podczas spowiedzi kilka lat temu. Wyżaliłam się Wam z resztą o tym na blogu. :D Tym razem poszliśmy z B. na spowiedź do kościoła w mieście gdzie pracujemy. Miejsce nam zupełnie obce, jak i ksiądz. Spowiedź przedślubna powinna być spowiedzią z całego życia, więc powinniśmy powiedzieć na niej wszystko, co zdarzyło nam się kiedykolwiek pominąć. Szczerze podeszłam do niej poważniej niż do tych "zwykłych" spowiedzi, ponieważ stwierdziłam, że jeśli dostanę po głowie, to i tak już więcej do tego księdza nie pójdę. :P Powiem Wam jednak, że ksiądz nie był z kosmosu i zamiast burczeć na nas, on obrócił pewne sytuacje w żart, także nawet podczas spowiedzi czułam się bardzo swobodnie - jak nigdy. Dodatkowym atutem był fakt, że w tym kościele konfesjonał wygląda jak szafa, więc nikt nie ma prawa nas usłyszeć za zamkniętymi drzwiami. Możemy normalnie rozmawiać z księdzem. Moim zdaniem ta atmosfera jest najważniejsza w momencie, gdy człowiek przyznaje się do swoich błędów. ^^ Tak więc pierwsza spowiedź zaliczona, druga przed nami - do zaliczenia przed samym ślubem. Jeśli mieszkacie ze sobą przed ślubem, musicie zaliczyć nie dwie, a trzy spowiedzi przedślubne.

pinterest
Poradnia rodzinna. Dostaliśmy od księdza na pierwszym spotkaniu książkę - o rodzinie, o naturalnych metodach antykoncepcji i o tym, jak to jest wszystko w kit ważne. Jeśli mam być szczera, to ta książka naładowała mnie tak dużą ilością negatywnych emocji w stosunku do kościoła - a dokładniej do jego podejścia dotyczącego seksualności, że przed spotkaniem w poradni byłam nastawiona na wielkie NIE. Byłam pewna, że Pani będzie nam wciskać te wszystkie głupoty z książki jako jedyną i słuszną wiedzę. Tak więc totalnie zaskoczyła mnie rozmowa, jaką przeprowadziła z nami faktycznie. Była NORMALNA. Rozmawiała o seksie, jak o jedzeniu, nie szukała problemów w antykoncepcji "nienaturalnej", nawet sama przyznała się, że zdarza się jej ją stosować - jednak i z niej spowiadać. Rozmawiała z nami o budowaniu rodziny i o tych małych rzeczach, które tworzą całość i sprawiają, że po latach ludzie nadal się kochają. Mówiła o chwaleniu żony za tzw. pierdoły typu obiad czy niezarzucaniu męża obowiązkami zaraz po przyjściu z pracy, bo "facet musi poleżeć". Co ciekawe Pani uczyła nas również jak się robi chłopca, a jak dziewczynkę. xDD Generalnie było bardzo miło i na prawdę pozytywnie. Znów była to rozmowa, a nie tłuczenie czegoś głupiego do głowy. Mi to spotkanie na prawdę bardzo się podobało - może przez to, że po tej książce byłam tak negatywnie nastawiona. :P Pani była tak miła, że trzy obowiązkowe spotkania zaliczyła nam za jednym razem. :) 

Drugie spotkanie z księdzem -3 miesiące przed ślubem. Wręczyliśmy metryki, ksiądz przeprowadził dalszą część wywiadu. Tym razem pytania bardziej osobiste, o długość naszego związku, o to czy sami podjęliśmy decyzję o ślubie czy nie jesteśmy rodziną itp. Powiem Wam, że tych pytań było od groma, a niektóre z nich tak absurdalne, że szkoda słów. Teraz do załatwienia pozostały nam papiery z Urzędu Stanu cywilnego, ponieważ zdecydowaliśmy się na ślub konkordatowy. Jeśli chodzi o świadków - nasz ksiądz nie wymaga żadnych kartek spowiedzi, uważa on, że każdy powinien sam siebie przypilnować, a on nie będzie nikogo ścigał. Rozmawialiśmy również o wystroju kościoła oraz organiście. Wszystko załatwia ksiądz. Co do wystroju - kolor i nasze preferencje ustalimy później, wówczas również nastąpi wpłata na kwiaty, które ksiądz sam kupuje na giełdzie. ^^ Na drugim spotkaniu również "złożyliśmy ofiarę" na mszę ślubną, co również zostało odnotowane w naszych papierkach. ;)

Czeka nas jeszcze jedno spotkanie - przed samym ślubem, no i ta jeszcze jedna spowiedź. Więc jak widać, wcale tego kościoła nie jest tak dużo podczas całych ślubnych przygotowań. :)

Jak widzicie, nie taki kościół straszny, jak go malują. Jednak wszystko zależy od księdza i naszego wzajemnego nastawienia do siebie. :)
A jak tam Wasze doświadczenia w tej kwestii? Było strasznie czy może nie tak bardzo - jak u mnie? :) 
No i jestem też ciekawa, co myślą teraz o tym wszystkim osoby, które mają ślub i sprawy kościelne jeszcze przed sobą. Piszcie, piszcie! :)

Tymczasem pozdrawiam i do następnego! :)

66 komentarzy:

  1. fajnie,że poszło sprawnie. Ja ślubu nie planuję, to nie skorzystam z rad:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to chyba zostanę starą panną z książkami (nie wiem, czy w komplecie z kotem) :P

      Usuń
    2. ja lubię określenie Stara Kawalerka ;)
      I dla przekory psa sobie sprawię;)

      Usuń
    3. Stara Kawalerka... fajnie brzmi xD
      To ja może królika :D

      Usuń
    4. Hahaha, Wy jesteście udane! :D
      Ale pamiętajcie, żeby NIGDY nie mówić NIGDY. ^^

      Usuń
    5. No oczywiście bo zamiast kota, psa lub królika możemy kupić/zaadoptować papużkę xD

      Usuń
    6. Albo stado świnek morskich - polecam. :D

      Usuń
    7. Moi rodzice kiedyś mieli... strasznie sikają :P

      Usuń
    8. Tylko jak się stresują. :D

      Usuń
    9. A tak to niby bez siku? xD
      Ile masz świnek? :)

      Usuń
    10. Nie wydaje mi się, żeby robiły to za często. xD
      Ja mam trzy. :)

      Usuń
  2. Teraz to co innego Ci w głowie niż blogowanie :) Życzę dużo zdrówka - pogoda jesienna to jakiś czort to Ciebie przywędrował, ale nie chcemy takich "gości" - niech idzie sobie.. "A paszoł won!" zD'

    Kiedy mój brat brał ślub w Jego parafii (żona z innego miasta), to ksiadz z Jej parafii chciał pieniądze za to, że wyciągnie wszystkie potrzebne dokumenty i z tego co opowiadał brat to wcale nie tak mało... Brat się zdenerwował, bo za to nie powinno brać się pieniedzy - nie wiem jak to się skończyło, ale metryki bratowa dostała. Tak w ogóle to ten ksiądz miał swój cennik za różnego rodzaju "usługi", które sprawuje - drogo się cenił...

    Konfesjonał jak szafa - takie powinny być. Nie raz stałam w kolejce i słyszałam jak ktoś spowiada się przede mną. Najczęściej babcie mówią dosć głośno - człowiek nie chce słuchać a i tak mimo wszystko coś usłyszy mimo iż nie stoi blisko ;/ Jedyna wada takiego konfesjonału to chyba fakt, że nie widać, czy ktoś w nim jest - tak mi się wydaje, bo u mnie takich konfesjonałów nie ma ;)

    Jeśli chodzi o tę "ofiarę" to w niektórych kościołach proboszcz życzy sobie kwotę w zależności od stanowiska i miejsca pracy pana młodego... ot taka ciekawostka ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mi się niestety pogorszyło, a jak poszłam do lekarza, to antybiotyk jeszcze bardziej mnie dobił. Wrr... Ale powoli się podnoszę.

      No właśnie naczytałam się w internetach o tych wszystkich przypadkach. Dlatego szłam po metrykę z duszą na ramieniu. xD

      Tak, to jest jedyny minus, jednak jak my poszliśmy to ksiądz rozwiązywał krzyżówki przy otwartych drzwiach więc widzieliśmy, że nikogo nie ma. :D

      No bo jak to się przyjęło, że każdy daje tyle, ile może. A że niektórzy mogą więcej. XD Strasznie się porobiło z tą kasą w kościołach.

      Usuń
    2. Współczuję :( Chyba trzeba się wygrzać, wypocić... dużo, dużo zdrowia ♥

      Idziesz do księdza i się boisz.... no zaskakujace :P

      Ksiądz też człowiek.. w końcu miał wolne :P

      Niedługo zaczną wystawiać paragony....

      Usuń
    3. Dzięki. :) Odstawiłam antybiotyk i jest coraz lepiej. ;)

      No, ja miałam takie palpitacje i napady nerwicy, że pojęcia nie masz. xDD

      Tak, ten akurat był bardzo spoko i na ostatnią spowiedź też pójdziemy do niego. :)

      Przed tym to się raczej będą bronić, bo musieliby odprowadzać podatek od każdej transakcji. :P

      Usuń
    4. I oby było lepiej ♥

      To jest troche dziwne... niby ksiądz, osoba której można zaufać a jednak budzi niepokój. To tak jak moja biologica z LO xD

      I mniej to portfela :P

      Usuń
    5. Hahaha, moja biologica była straszną histeryczką. xD

      Dokładnie. :P

      Usuń
    6. Chyba lepsza histeryczka od takiej postrachu szkoły :P

      Usuń
    7. No u tej też strach się było odezwać, bo zaraz padaczkę dostawała. xD

      Usuń
    8. U mnie uczniowie mdleli a u Was mogła nauczycielka... a co gdyby to polączyć? xD

      Usuń
  3. teraz jak o tym czytam to z sentymentem wspominam własne przygotowania. wydaje się jakby to było wczoraj, a tu zaraz rok minie! z mojej perspektywy powiem tak: trochę bieganiny było, ale sam "dzień zero" był tego wszystkiego wart, czego i Tobie życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Opinie są podzielone... Sama nie posiadam takich doświadczeń ale czasem miała okazję wysłuchać historii niczym z horroru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich własnie opowieści się naczytałam w internetach. :P

      Usuń
  5. To dla mnie chyba najmroczniejsza część ślubu. Z księżmi od zawsze mam na pieńku ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to prawie zawału dostałam, jak miałam iść do swojej byłej parafii. XD

      Usuń
  6. Mnie w tym wszystkim strasznie wkurza to, że nawet osoby, które są na bakier z kościołem i pojawiają się w nim tylko na ślubach i pogrzebach, koniecznie chcą ślub kościelny. Nic więc dziwnego, że wtedy mają problemy.
    Te wszystkie "dobrowolne" ofiary też nie nastawiają zbyt pozytywnie do instytucji kościoła.
    Cieszę się jednak, że udało Wam się załatwić już tyle spraw. Zaraz zabiorę się za część pierwszą, bo jestem bardzo ciekawa.
    Swojego ślubu nie planuję, ale lubię czasem pomyśleć, jak miałby wyglądać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, ja sama chodzę do kościoła tylko w święta. No sory, chodziłam, teraz grzecznie co niedzielę drepcę. :D

      Zwłaszcza, gdy istnieje cennik "dobrowolnych ofiar" . :P

      Powyobrażać sobie zawsze można. :D No i masz odniesienie na przyszłość. ^^

      Usuń
  7. dla mnie kosciol jest straszny
    jesli kiedykolwiek zdecydowalabym sie na slub to by mnie przed oltarz sila musieli zacignac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, no bez przesady. :D Mi się wydaje, że wszystko zależy od kapłana. ;)

      Usuń
    2. ja niezbyt uznaje panow w sukienkach wiec tu jest podstawowy problem

      Usuń
    3. No tak, Twoje nastawienie też jest ważne. ;)

      Usuń
  8. Ha ha ha już prawie zapomniałam jak to było :P A ze spowiedzi mamy nieprzyjemne wspomnienia :/ A kasa sypała się równie łatwo, na każdym kroku, za każdą 1/8 strony :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no ja też się naczytałam o spowiedzi mnóstwo negatywnych opinii, ale głównie wynikało to z tego, że ksiądz musiał wyciągać zatajone fakty. :P Ja postanowiłam, że powiem WSZYSTKO, to może potraktuje mnie łagodnie i tak też było. :D

      Usuń
  9. Mnie też wzięło na wspominki w tym poście 😀a wybilo nam niedawno 9lat!
    Spowiedź była jedna a mieszkaliśmy już razem papierki poszły sprawnie najśmieszniejsze były historie jak to mierzyć śluz kobiecie w te dni i kalendarzyk...srutututu
    Buziaczki i zdrówka 😀😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to moje gratulację. :) Za rok macie mały jubileusz. :D
      No całe szczęście udało nam się to "przelecieć" powierzchownie w poradni rodzinnej. :D
      Dziękuję :*

      Usuń
  10. Właśnie to mnie najbardziej odstrasza by wziąść ślub kościelny. Takie maglowanie. Ale skoro mówisz ze nie jest tak źle. Możliwe ze to zależy od ludzi , księża na jakiego trafisz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od księdza. :) No i trochę waszego nastawienia. ^^

      Usuń
  11. Wydaje mi się, że w kwestii kościoła to co kraj to obyczaj, jak to mówią. U nas potrafią być nawet w dwóch sąsiadujących parafiach ogromne różnice w cenie, kulturze i wymaganiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Powtarzam już w którymś komentarzu z rzędu, ale wszystko zależy od księdza. :) Jeśli on jest spoko, to wszystkie formalności idą jak po maśle, z kolei jak się trafi filozof, to masakra jakaś i wszystko idzie pod górkę...

      Usuń
  12. U mnie ewentualna ceremonia byłaby cywilna. Tym bardziej podziwiam pary, które przechodzą przez te wszystkie formalności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też motywuję się innymi parami! Mówię sobie - no jak oni sobie poradzili, to ja nie mam dać rady? :D

      Usuń
    2. Dobra motywacja nie jest zła :D

      Usuń
    3. Wiadomo, że najlepiej motywuje fakt, że innym się udało. :D

      Usuń
    4. Byle bez zazdrości w tle, bo wtedy robi się niezdrowo :P

      Usuń
    5. Zazdrość bywa destrukcyjna. :P

      Usuń
  13. Zdrówka życzę!

    My jeżeli będziemy brać ślub, to raczej tylko cywilny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)

      Też Wam nie po drodze z kościołem? :)

      Usuń
  14. Cóż...mnie też to czeka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc gratuluję i trzymam kciuki. ^^

      Usuń
  15. Oj tak, bywa stresująco...Ja też pamiętam pewne spięcie z księdzem, dlatego teraz do tego typu spraw wysyłam Męża, lepiej się dogaduje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, ja swojego przyszłego raczej nie dałabym rady samego wysłać. Więc zapewne będziemy musieli na przyszłość wszystko załatwiać razem. :P

      Usuń
  16. oj to teraz macie zamieszanie małe;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze, to całe zamieszanie mamy raczej za sobą i teraz już na spokojnie sobie ogarniamy resztki. :)

      Usuń
  17. Dość sprawnie Wam to idzie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj jak ja sobie to wszystko przypomnę :D było trochę latania, ale dało się przetrwać :) chociaż ja na poradni musiałam się kłócić z panią prowadząca, bo nie mogłam słuchać tych doslownych bzdur i gdyby P. nie kopnął mnie wtedy w nogę to pewnie byśmy papierka nie dostali xD
    Powodzenia!:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, uwierz mi, że po przeczytaniu tej głupiej książki ja też byłam gotowa na taką bitwę słowną. xD

      :*

      Usuń
  19. To dobrze, że masz sprawnie idzie Wam załatwianie tych wszystkich spraw :) W moim otoczeniu kilka par brało ostatnio śluby i jest tak, jak mówisz - wszystko zależy od księdza i jego podejścia :)

    Trochę Ci zazdroszczę tych przygotowywań ślubnych! U mnie na razie przez najbliższe lata raczej się nie zapowiada na takie planowanie, więc chętnie poczytam jak Tobie się to wszystko udaje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w obecnych czasach trudno o wyrozumiałego kapłana. Ale zdarzają się tacy, na szczęście. :)

      Przyjdzie i Twoja kolej. ^^

      Usuń
  20. Słyszałam, że ze ślubem nie jest tak prosto wszystko załatwic, ale może rzeczywiście nie taki ten kościół straszny? Dobrze wiedzieć, że spowiedź przedślubna jest z całego życia. Wątpię, żebym podczas niej pamiętała wszystko co się zdarzyło mi w życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie był po części straszny, ale nie było tak źle, jak sobie to wyobrażałam. :D
      Chodzi o ogólny zarys, co złego zrobiłaś, a może pomijałaś w spowiedziach. Coś w stylu pierwszej spowiedzi. Ma być dłuższa niż przeciętna. :)

      Usuń