niedziela, 3 września 2017

271. O sierpniu, który zaprowadził mnie na dwa krańce... Polski.

Witajcie kochani. Mamy wrzesień, dzieciaki i młodzież w wieku szkolnym rozpaczają, studenci cwaniakują i cieszą się, że mają jeszcze miesiąc, a mi pierwszy raz w życiu jest wszystko jedno. Skończyłam studia, nie mam zamiaru rozpoczynać kolejnych, co równa się wolnym weekendom do końca życia. <3 Wczoraj sprzątnęłam nawet notatki, które magazynowałam przez 5 lat - nie wiadomo po co. 
Dziś mam dla Was podsumowanie sierpnia - nie pamiętam kiedy ostatnio podsumowanie minionego miesiąca ukazało się tak szybko. :D Czyżby to dobra blogowa wróżba na wrzesień? Mam nadzieję, że tak. :)

instagram
Sierpień był dla mnie miesiącem, na który czekałam z utęsknieniem chyba od początku czerwca. W połowie sierpnia miałam zaplanowany ten wymarzony, wyczekany i upragniony urlop. Wspaniałe 14 dni bez myślenia o pracy, bez przejmowania się czy wszystko jest zrobione - bo przecież mam urlop, to nie mój problem. ^^

W sierpniu poza samym urlopem działo się sporo, jednak od urlopu zaczniemy. 

Pierwszy tydzień przeznaczyliśmy na góry - nasze polskie Tatry. Rok temu zakochałam się w nich tak bardzo, że śmiałam się, iż teraz żadne niższe góry mnie do siebie nie przekonają. Tym razem miłość do gór ponownie mnie pochłonęła. Pierwszego dnia naszym celem był Giewont, który przerażał mnie tymi sławnymi łańcuchami, a które okazały się być całkiem miłe i pomocne. :D Wejście na tę górę i widoki, które rozpościerają się wokoło rekompensuje całe zmęczenie na trasie, wszystkie otarcia (zdarłam sobie skórę z palca wchodząc właśnie na Giewont :P) i małe co nieco strachu. Coś wspaniałego, nawet teraz wspominając to wejście czuję taką wewnętrzną dumę i radość, że mi się udało. Barwo ja! :D

Drugi dzień to odpoczynek dla nóg i zwiedzanie Zakopanego. Celem były jak zwykle zapchane Krupówki, jednak po drodze załapaliśmy się na festyn w parku, który stał nam na drodze. Tam kupiliśmy wspaniałe piwa smakowe - bernardy. :D Pooglądaliśmy różne lokalnie pierdołki i pognaliśmy dalej, by zjeść na Krupówkach obiad - dla mnie jak zwykle żurek i ruskie pierogi. ^^

Dzień trzeci to Czerwone Wierchy -> Kopa Kondracka -> Kasprowy Wierch -> no i do domu. Powiem Wam, że największe wrażenie zrobił na mnie widok z dołu, ze schroniska i ta myśl, że właśnie tam, na horyzoncie, gdzie niebo dotyka gór - że właśnie tam, będziemy szli! <3 Druga sprawa - przejście Wierchami do Kasprowego - ścieżka przy górskiej ścianie, z drugiej strony urwisko i niezapomniane widoki. Coś wspaniałego. <3

Czwarty dzień to oczywiście burza! Rok temu było to samo, tyle że deszcz padał od rana i przemoczeni nie mieliśmy ochoty już nigdzie iść. Tym razem z rana postanowiliśmy wdrapać się na mały Nosal.  Widoki czy trasa nie były już tak spektakularne - jedynie w jednym miejscu czekała nas wspinaczka. W momencie gdy schodziliśmy zaczęło grzmieć, a gdy byliśmy już na dole - zaczęło padać. Jednak byliśmy już zadowoleni, ponieważ wszystkie tegoroczne cele zostały zrealizowane. :)

Nasz cel -> TRSTENA .
Wracając do domu postanowiliśmy jechać przez Słowację - a żeby sobie urozmaicić podróż. Co śmieszne GPS na Słowacji widział tylko wyznaczoną trasę, żadnych dróg pobocznych, więc jechaliśmy trochę na czuja, ale udało się. Co mnie zaskoczyło na Słowacji? Bardzo szerokie drogi nawet w małych wsiach - gdzie kombajn jadąc swoim pasem nie musiał zjeżdżać przy mijaniu, ponieważ idealnie mieścił się w pasie - u nas to nie do pomyślenia. Druga sprawa - ludzie jeżdżą tam zgodnie z przepisami - jest 50 to wszyscy jadą 50 i nikomu nie przychodzi do głowy, żeby Cię wyprzedzić. Dla kontrastu - w Polsce nikt nie zwracał uwagi na 50 i wszyscy hamowali tylko wtedy, gdy widzieli tabliczkę o fotoradarze. :D Trzecia sprawa - na Słowacji kręci się mnóstwo policji. Śmialiśmy się, że przez 2 godziny jazdy po Słowacji minęło nas ich więcej niż przez 8 godzin jazdy po Polsce.

Z gór wywiało mnie nad morze. Na drugi koniec Polski - do Krynicy Morskiej. Tam naszym celem było dojechanie rowerami do granicy Polsko-Rosyjskiej. No i się udało. Mimo, że początkowo nie miałam ochoty na ten nadmorski wyjazd - bo w dzień wyjazdu padało i było zimno, to koniec końców bardzo mi się podobało. Mieliśmy fajną pogodę - 3 dni słońca, w tym dwa dni wręcz upałów. Udało mi się opalić na ładny brązowy kolor, przejechaliśmy bardzo dużo km i dwa razy widziałam chmarę dzików biegnących sobie przez miasto. xD Także wrażenia niezapomniane. ^^

W sierpniu wybrałam również suknię ślubną, biżuterię i buty. Udało nam się załatwić samochód z kierowcą, który będzie nas woził w tym ważnym dniu. Także mimo wakacji - nie obijaliśmy się w kwestii ślubu.

W minionym miesiącu przyciemniłam też dość mocno włosy - co zauważyli nawet faceci w mojej pracy. Oczywiście większość osób stwierdziła, że są za ciemne, ale mi się podoba. Wyglądam szczuplej niż w jasnych. :D Chyba, że faktycznie wyszczuplałam przez to, że nie jem prawie nic od trzech tygodni. xD

Jeśli chodzi o filmy, to obejrzałam aż jeden! (ostatnio było zero, więc jest progres) Z Archiwum X: Chcę wierzyć. Powiem tak - film dziwny, jak to bywa w "Z Archiwum X", trochę mieszający w głowie - ale pewnie o to chodziło. Film opowiada o tajemniczych zniknięciach młodych, wysportowanych kobiet, jedną z nich jest agentka FBI bodajże. W rozwikłaniu tej zagadki policjantom pomaga jasnowidz - były ksiądz, skazany za pedofilię. Poprzez jego przeszłość zdania na temat jego prawdomówności są podzielone - jedni mu wierzą, inni uważają, że jest zamieszany w całą sprawę, dlatego tak trafnie wskazuje miejsca zdarzeń. Jaka była prawda - to pozostawiam Wam, do obejrzenia i odgadnięcia. Powiem tylko, że cała sprawa kręci się dodatkowo wokół rosyjskich eksperymentów na psach - kojarzycie psy z przeszczepianymi głowami - takie dwugłowe? Coś potwornego, ale i kosmicznie wciągającego. Polecam obejrzeć wszystkim ciekawskim, którzy mają nieco mocnych nerwów w zapasie.

Piosenki miesiąca znów będą dwie, ponieważ katowałam się nimi na zmianę. :D
Selena ponownie wróciła do moich łask. Nie potrafię jej nie lubić i nawet mimo, iż na początku Bad Lair totalnie nie przypadła mi do gustu to jakimś cudem siedziała w mojej głowie tak długo, aż nie zaczęłam jej ponownie słuchać - tym razem przepadłam. <3

Sportowo był to najlepszy miesiąc w tym roku, jednak nie pobiłam swojego zeszłorocznego rekordu. Nieco zabrakło, ale i tak jest bardzo dobrze. 
Tak więc w sierpniu zrobiłam 137 km, w nieco ponad 30 godzin, spaliłam przy tym 8702 kcal. Jak widzicie aktywność w tym miesiącu kręciła się pomiędzy chodzeniem po górach, a rowerem. Kolejny miesiąc nie biegałam, jednak mam nadzieję, że moje nogi dostały taki wycisk, iż nie zapomniały jak się biega. :D Mam zamiar to sprawdzić już w tym tygodniu. ^^


No i to by było na tyle z sierpniowej relacji. Trochę mi obszernie wyszło, ale mam nadzieję, że wytrwaliście do końca. ^^

Pozdrawiam i do następnego! 

32 komentarze:

  1. Czekam na zdjęcia sukni :)
    Dalekie podróże, ale fajnie, dla i morze i góry, letnia klasyka w najlepszym wydaniu:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed ślubem nie pokażę. :D
      Powiem Ci, że jedynie podróż samochodem z gór była nieznośnie długa.

      Usuń
  2. Góry są najlepsze :D Też właśnie wróciłam ze swoich, chociaż jestem miłośnikiem Beskidów, a zwłaszcza Bieszczad. W Tatry mnie nie ciągnie, bo nie mam potrzeby pchania się najwyżej - wolę spokojny, bukowy Beskid gdzie przy dobrych wiatrach spotkasz jednego człowieka na szlaku. Jednak w przyszłym roku pojadę wreszcie w te tatry, to może mnie tez oczarują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w Bieszczadach nie byłam. Za daleko mam. Jechałabym jeszcze dłużej niż teraz. :P

      Usuń
  3. Są i tacy uczniowie, ktorzy początkowo cieszą się z rozpoczęcia roku, ale potem narzekają :P

    Zazdroszczę Ci tych gór.. w prawdzie od Tatr wolę Pieniny, ale góry to góry KOCHAM. Nie byłam od 2010 rok - zdecydowanie zbyt długo ;/ Heh... tak to jest jak nie masz z kim jechać a samej nigdy nigdzie nie jeździłaś a z Twojego miasta są problemy z dojazdami. Moim marzeniem jest wrócić w Pieniny. Czy to marzenie kiedyś się spełni? Mówią, że marzenia się spełniają, ale ja akurat w to nie wierzę ;/
    Chciałabym również zobaczyć Bieszczady, Karkonosze... do polskiego morza mnie nie ciągnie i tutaj nawet nie chodzi o to, ze musiałabym przejechać przez całą Polskę. Góry to moja miłość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak miałam. :D Najpierw jarałam się nowym sprzętem, a potem już miałam wszystkiego dość. xD

      Nie byłam w Pieninach. Mnie po wyjeździe w góry też nigdy nie ciągnie nad morze. :D Wręcz mi się nie chce nad nie jechać. Koniec końców jednak zawsze okazuje się, że było warto. :D

      Usuń
  4. Polskie góry to mój cel na wakacje kiedyś tam zupełnie jak morze - ale tu chciałabym zrobić coś więcej niż tylko leżeć i się opalać. Kiedyś wciągnęłam się w Archiwum X choć nigdy zbytnio mnie nie przekonywało. Jednak nie sądzę bym tym razem się znów do niego przekonała. Chyba sobie odpuszczę. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tego leżenia i opalania trzeba jeszcze nad naszym morzem trafić pogodę - a z tym jak z totolotkiem :D
      Ja kojarzę tylko trochę serial Z archiwum X, ale nie pamiętam co o nim myślałam. A do tego filmu namówił mnie B. ;)

      Usuń
  5. Zazdroszczę i gór, i morza :D Super, że udało Ci się też ogarnąć sprawy ślubne. Faktycznie wcale nie próżnowałaś w tym miesiącu pod żadnym względem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie przez to ten miesiąc tak szybko mi minął. :P

      Usuń
  6. Widziałam zdjęcia z gór i byłam pozytywnie zaskoczona. Widoki na prawdę piękne! Jakiś czas temu polubilam chodzenie po górach, ale raczej chodzę po takich mniejszych szczytach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie teraz się boję, że po tym co widziałam w Tatrach mniejsze góry mnie nie pochłoną tak bardzo. :P

      Usuń
  7. Nie podoba mi się to, że nie jesz. Mam nadzieję, że zmienisz ten nieładny nawyk ;)
    No i czekam na pierwsze zdjęcia sukni ślubnej ;p Nie zdradziłaś żadnych szczegółów ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko z tym będzie, bo zwyczajnie nie mam czasu. :P
      Jak będę pisać typowo o sukni to na pewno ją opiszę. :D A do ślubu sukni nie pokażę. ^^

      Usuń
  8. Świetny wakacyjny zestaw wyjazdów - klasyczny, ale czego chcieć więcej. Choć osobiście za Tatrami nie przepadam, bo albo są zatłoczone dolinki (i zatłoczone Zakopane), albo góry, na które boję się wyruszać - szłam kiedyś z łańcuchami, po słowackiej stronie Tatr albo na Babią, ale miałam wrażenie, że przepaście czekają, żeby mnie wciągnąć, jak tylko poluźnię chwyt i więcej takich atrakcji nie chcę. Pieniny wygrywają - jest ładnie, jest skaliście, a nie ma ryzyka. :)
    Drogi na Słowacji takie szerokie, a ja ostatnio przejeżdżałam tymi zachwalanymi niemieckimi, które w niektórych wioskach były wymierzone zdaje się na jeden kombajn - w każdym razie dwie osobówki ledwo się mijały... W Polsce mieszkam w aglomeracji, więc w sumie nie wiem. :P
    Chodząc po górach nogi miały co robić, nie musiały biegać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja aż takiego wrażenia nie miałam jeszcze. :D Może jak kiedyś mnie dopadnie jakiś strach, to przystopuję. Póki co wspominam wszystko bardzo pozytywnie. :)
      Ja kiedyś wjeżdżałam do Niemiec kocimi łbami! Więc nie wiem czy jest co zachwalać. xD
      Też sobie to powtarzam. :P

      Usuń
  9. ja byłam w górach stołowych. są lepsze od tater:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłam więc nie potwierdzam i nie zaprzeczam. ;)

      Usuń
  10. mnie do wspinaczki po górach nie przekonają nawet słowa zachwytu bo jak słyszę "łańcuchy" to automatycznie czuję się jakbym była gdzieś w chmurach, ojjjj nie z moim lękiem wysokości. ja bym była szorującą Krupówki :D
    ale nad morze jak najbardziej :D

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam lęk wysokości, ale na pewno nie czuję go w górach. :D

      Usuń
  11. Wszyscy wspominają wakacje w górach a ja .. chętnie bym się na nie wybrała, jednak póki co nie mam takiej możliwości. Spacery, wycieczki, rowery - cud, miód! Aktywność łączona z przyjemnością jest najlepsza i najbardziej satysfakcjonująca ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wszyscy jak nie wszyscy? Ja w górach nie byłam.. ho, ho. Marzę o tym aby się tam wybrać :(

      Usuń
  12. "Góry wysokie, co im z wami walczyć każe?" :) Musiałam, jedna z moich ukochanych piosenek, pierwsze skojarzenie xD
    Urlop pełen wrażeń - nie dość, że dwa krańce Polski, to jeszcze zahaczenie o granicę. Chyba jeżeli coś robisz, to na maksa, nie? :D Lubię taką postawę!
    Zaś po babsku przyznam, że jestem ciekawa Twojej sukni ślubnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam. :P
      A jak! :D Dzięki.
      Po ślubie się pochwalę :P

      Usuń
  13. Polska wzdłuż i wszerz. Super.
    Niestety tak się napodróżuję w ciągu roku, że nie mam siły, chociaż bardzo bym chciała...
    Widzę, że same przyjemności przed Tobą
    Pozdrawiam
    https://goodmorning73.blogspot.com/
    https://zolza73.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko wzdłuż! :D
      Przyjemności okraszone sporą dawką stresu. :D

      Usuń
  14. To był dla Ciebie naprawdę intensywny miesiąc! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Intensywnie spędziłaś urlop! :) Ja góry umiarkowanie lubię, w październiku robię kolejne podejście, czeka mnie wesele w Zakopanem, więc stwierdziłam z kumplem, że jak już tam będziemy to zostaniemy 1/2 dni dłużej i pochodzimy trochę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O całkiem ciekawie się zapowiada! :D
      Czyżby prawdziwe góralskie wesele? ^^

      Usuń