poniedziałek, 28 sierpnia 2017

270. Lipcowe denko

Witajcie kochani. Wróciłam z nad morza i niestety mój urlop - jak wszystko co dobre, dobiegł końca. Dziś dzielnie przebrnęłam przez pierwszy dzień w pracy i wcale nie było aż tak tragicznie. Jednak z decydowanie wolę wolne dni. :P
Miniony urlop był na prawdę genialny, pozwolił mi chociaż na chwilę oderwać się dosłownie od wszystkiego co zaprząta mi głowę.
Co do ślubu - ogarniamy resztki drobnych spraw, a mnie na bieżąco dopadają ataki paniki czy aby na pewno wszystko ogarniemy. W końcu zostały nieco ponad 2 miesiące... Chociaż wewnętrznie wiem, że nawet jeśli mielibyśmy stać na głowie, to sobie poradzimy, to jakoś ten stres nie daje za wygraną.
Tak więc żeby oderwać się od tego ślubnego zamieszania, zapraszam Was na rozluźniające, lipcowe denko - bo cóż może nas bardziej odprężyć niż spora dawka kosmetyków? ^^

sobota, 19 sierpnia 2017

269. Ślub w 6 miesięcy, część pierwsza - sala, kamerzysta, fotograf i zespół.

Witajcie kochani! Wróciłam z naszych pięknych Tatr w jednym kawałku, więc możecie być ze mnie dumni. :D Tym razem zdobyłam Giewont, który tak bardzo mnie przerażał - generalnie najbardziej bałam się słowa ŁAŃCUCHY, jednak jak się okazało, nie taki diabeł straszny. Aż dostałam chętkę na małą powtórkę. ^^ Kolejnym szczytem była Kopa Kondracka, która jest jak na razie moim najwyższym szczytem  - 2005 m. n.p.m., kolejny raz wdrapałam się również na Kasprowy. Po drodze podziwiałam widoki, które z pewnością bardzo długo zostaną w mojej pamięci. Są one najpiękniejszą nagrodą za cały ten wysiłek i litry potu wylane podczas chodzenia po górach. To taki telegraficzny skrót na temat tego, co robiłam podczas pierwszej części mojego urlopu. :)
Jednak nie o górach miałam dziś pisać. Z pewnością bardziej w tym temacie rozpiszę się podczas podsumowania miesiąca - chyba że będziecie chcieli na ten temat osobny wpis, dajcie po prostu znać w komentarzach, a z pewnością coś da się zrobić. :) Na dziś obiecałam Wam w końcu jakiś wpis w kontekście mojego ślubu i tych całych przygotowań. Postanowiłam więc zacząć od początku - brawo ja i tą ścieżką pokazywać Wam, co załatwiałam po kolei. Zapraszam więc Was do lektury, co w moim przypadku poszło na pierwszy ogień. :)

środa, 9 sierpnia 2017

268. Nadmorski lipiec.

Witajcie kochani! Jejku! Prawię się doczekałam! Jeszcze dwa dni i rozpoczynam urlop, jeszcze cztery i wyjeżdżam w góry. Mimo ogromnego zmęczenia, które ogarnia mnie już od dłuższego czasu na samą myśl o górach, o tym zmęczeniu wędrówkami odczuwam ekscytację i jakiś niewytłumaczalny przypływ energii. Wreszcie zostawię za sobą i to na całe dwa tygodnie te wszystkie papiery, telefony, maile. Wreszcie moim jedynym problemem będzie "jak zejść z tej skały, a jak się na tą wdrapać?". Coś wspaniałego! Byleby tylko nie padało przez cały tydzień, chociaż co by nie było, już teraz wiem, że na pewno wypocznę. :)
Tymczasem zastanawiałam się z jakim postem wyjść do Was tym razem. Wahałam się pomiędzy pierwszą częścią ślubnych przygotowań - co wiem, że z pewnością by Was zaciekawiło, a lipcowymi wspominkami. Uznałam że podstawię na drugą opcję, ponieważ, gdy jestem zmęczona, nie chce mi się nawet myśleć o tych wszystkich formalnościach, a tak byle jak nie chciałabym o tym pisać. Dziś więc coś lekkiego dla mnie - a Wam obiecuję, że już w kolejnym poście napiszę coś więcej o ślubie i całym tym zamieszaniu. :)