sobota, 19 sierpnia 2017

269. Ślub w 6 miesięcy, część pierwsza - sala, kamerzysta, fotograf i zespół.

Witajcie kochani! Wróciłam z naszych pięknych Tatr w jednym kawałku, więc możecie być ze mnie dumni. :D Tym razem zdobyłam Giewont, który tak bardzo mnie przerażał - generalnie najbardziej bałam się słowa ŁAŃCUCHY, jednak jak się okazało, nie taki diabeł straszny. Aż dostałam chętkę na małą powtórkę. ^^ Kolejnym szczytem była Kopa Kondracka, która jest jak na razie moim najwyższym szczytem  - 2005 m. n.p.m., kolejny raz wdrapałam się również na Kasprowy. Po drodze podziwiałam widoki, które z pewnością bardzo długo zostaną w mojej pamięci. Są one najpiękniejszą nagrodą za cały ten wysiłek i litry potu wylane podczas chodzenia po górach. To taki telegraficzny skrót na temat tego, co robiłam podczas pierwszej części mojego urlopu. :)
Jednak nie o górach miałam dziś pisać. Z pewnością bardziej w tym temacie rozpiszę się podczas podsumowania miesiąca - chyba że będziecie chcieli na ten temat osobny wpis, dajcie po prostu znać w komentarzach, a z pewnością coś da się zrobić. :) Na dziś obiecałam Wam w końcu jakiś wpis w kontekście mojego ślubu i tych całych przygotowań. Postanowiłam więc zacząć od początku - brawo ja i tą ścieżką pokazywać Wam, co załatwiałam po kolei. Zapraszam więc Was do lektury, co w moim przypadku poszło na pierwszy ogień. :)

środa, 9 sierpnia 2017

268. Nadmorski lipiec.

Witajcie kochani! Jejku! Prawię się doczekałam! Jeszcze dwa dni i rozpoczynam urlop, jeszcze cztery i wyjeżdżam w góry. Mimo ogromnego zmęczenia, które ogarnia mnie już od dłuższego czasu na samą myśl o górach, o tym zmęczeniu wędrówkami odczuwam ekscytację i jakiś niewytłumaczalny przypływ energii. Wreszcie zostawię za sobą i to na całe dwa tygodnie te wszystkie papiery, telefony, maile. Wreszcie moim jedynym problemem będzie "jak zejść z tej skały, a jak się na tą wdrapać?". Coś wspaniałego! Byleby tylko nie padało przez cały tydzień, chociaż co by nie było, już teraz wiem, że na pewno wypocznę. :)
Tymczasem zastanawiałam się z jakim postem wyjść do Was tym razem. Wahałam się pomiędzy pierwszą częścią ślubnych przygotowań - co wiem, że z pewnością by Was zaciekawiło, a lipcowymi wspominkami. Uznałam że podstawię na drugą opcję, ponieważ, gdy jestem zmęczona, nie chce mi się nawet myśleć o tych wszystkich formalnościach, a tak byle jak nie chciałabym o tym pisać. Dziś więc coś lekkiego dla mnie - a Wam obiecuję, że już w kolejnym poście napiszę coś więcej o ślubie i całym tym zamieszaniu. :)