czwartek, 20 lipca 2017

266. Relacja z Warszawy wpleciona w czerwcową masę pozytywnych wspomnień.

Witajcie kochani. Miałam pisać częściej, chciałam pisać częściej, ale jak zwykle los rzuca mi kłody pod nogi i niestety nie wszystko idzie po mojej myśli. Przez ostatni miesiąc mieszkałam u mojego B. z powodu braku samochodu i zerowej komunikacji publicznej łączącej moje miejsce zamieszkania z miejscem pracy - żenada. Z tego powodu też bardzo mało pisałam, bo brakowało mi w tym jego małym domku odpowiedniej ilości prywatności. Dużym plusem jest jednam fakt, że codziennie mogłam chodzić na rolki. ^^ (może chociaż schudłam przez ten czas? :P)
Mam ogromną nadzieję, że po weekendzie będę mogła powrócić już do domu - czyli, że samochód wróci wreszcie z warsztatu (błagam trzymajcie za to kciuki razem ze mną, bo mam dość tego życia na walizkach :P), a tym samym będę miał więcej czasu dla siebie i bloga.
Poza tym jutro znów wybywamy nad morze, (tak nam się spodobało ostatnio) żeby umilić sobie czas oczekiwania na ten "prawdziwy" urlop. Później już do połowy sierpnia będziemy grzecznie siedzieć w domu i zajmować się znów weselnymi sprawami, o których nawet mi się myśleć nie chce. :D
Dziś przygotowałam dla Was WRESZCIE podsumowanie czerwca, więc zapraszam do czytania, bo nieco przydługawe mi wyszło...

instagram
Czerwiec rozpoczął się dla mnie urodzinowo - nie chodzi jednak o moje urodziny, a o trzecie urodziny mojego chrześniaka, małego terrorysty, który kilka dni wcześniej dał mi na tyle w kość, że gotowa byłam na iść na tę całą imprezę. :P No, ale że jestem dobrą ciotką, to zamiast się obrażać zapakowałam do bagażnika taczkę z całym osprzętem dla małego ogrodnika i pojechałam. Nie zapomniałam też o prezencie z okazji dnia dziecka - ma farciarz dobrze z taką kumulacją świąt. :P Tak jak na początku nie chciało mi się jechać, tak na końcu nie miałam ochoty wychodzić do domu. Dzieciaki szalały w ogrodzie, a ja z kuzynem, jego żoną i koleżanką siedziałyśmy do wieczora przy stole pełnym przekąsek i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Wspominaliśmy nawet nauczycieli z podstawówki, przez co poczułam się na prawdę staro. :D

Niecały tydzień później czekał mnie wyjazd do Warszawy. Nie macie pojęcia jak brakowało mi tego miasta i jak się za nim stęskniłam od ostatniego razu. Stolicę odwiedziliśmy specjalnie ze względu na mecz Polska - Rumunia. Pojechaliśmy jednak dzień wcześniej, żeby sobie jeszcze na spokojnie po tej Warszawie pochodzić. Byłam taka szczęśliwa i podekscytowana, że nie przeszkadzała mi nawet pobudka o 5. rano. Wspomnę również że cały wyjazd był prezentem urodzinowym dla mojego B., który postanowił zrobić sobie sam. :D
Pierwszego dnia odwiedziliśmy między innymi Muzeum Żydów Polskich - powiem Wam, że wystawa jest bardzo ciekawa, jednak chyba nieco za długa. Idąc muzeum przesuwamy się tzw. osią czasu od samych początków Żydów Polskich aż do czasów nam najbliższych. Niestety pod koniec wystawy koszmarnie bolały mnie już nogi, dlatego nie byłam w stanie z takim skupieniem oglądać tych, myślę, że najciekawszych fragmentów, bo opowiadających o czasach drugiej wojny światowej. Najbardziej poruszająca dla mnie była ściana, na której wypisane było ile tysięcy Żydów zostało wysiedlanych każdego dnia i prowadzonych na Umschlagplatz - liczby były ogromne, a jak wiadomo, była to droga w jednym kierunku. Całościowo oceniam muzeum bardzo pozytywnie, idzie się po nim jakby uliczkami, gdzie można podejść do pocztowego okienka po pieczęć czy usiąść na ławce stojącej na jednym z placów, możemy wejść do redakcji jednego z pism oraz skorzystać z multimedialnych tablic, które zmuszają nas do ruszenia głową. Prawdziwym hitem muzeum z pewnością jest cena biletów dla uczniów oraz studentów - za dwa bilety razem z B. zapłaciliśmy 2 złote. :D Także jeśli macie jeszcze jakieś wątpliwości, to ja tym bardziej polecam. :)
Wieczorem razem z B. wylądowaliśmy w multimedialnym parku fontann na wieczornym pokazie, który totalnie mnie zaskoczył. W życiu nie spodziewałam się, że można wykorzystać pryskającą wodę jako "płachtę" do rzutnika. :D Cały pokaz bardzo mi się podobał, jedynym minusem były pożerające nas komary oraz chłód, który ogarnął nas za sprawą pryskającej wody. 
instagram
Sobotę natomiast spędziliśmy na stadionach. Pierwszym punktem podróży był stadion Legii, gdzie B. chciał jedynie podejść pod bramę i może "jak się uda" przejść dookoła. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się jednak, że mamy nieprawdopodobne szczęście, ponieważ wbiliśmy się na dzień otwartych treningów na stadionie Legii, a co za tym idzie - mogliśmy szwędać się bezkarnie po całym stadionie. Tak więc zaliczyliśmy najwyższe trybuny, słynną żyletę i sklep kibica, w którym widziałam takie kibicowskie gadżety, że głowa mała. :D 
Wieczorem w końcu wybraliśmy się na Stadion Narodowy, żeby odhaczyć główny punkt naszego wyjazdu. Pierwszy raz siedziałam na stadionie tak wysoko i mimo, iż na początku - zanim trybuny się zapełniły - miałam wrażenie, że koszmarnie się boję i na pewno nie wstanę ze swojego krzesełka przez cały mecz, to emocje były tak ogromne, że zapomniałam nawet o swoich lękach i kibicowałam jak szalona. :D No i wreszcie odkryłam tajemnicę światełek oświetlających Stadion Narodowy od wewnątrz, czym podzieliłam się z Wami na instastory. :D
Z całego wyjazdu jestem ponownie mega zadowolona i już nie mogę się doczekać kolejnego razu - a takowy będzie miał miejsce na pewno. ^^

Po powrocie do domu czekała mnie wizyta u fryzjera, gdzie pierwszy raz w życiu umówiłam się na "profesjonalną koloryzację". Miałam trochę stres, ale powiedziałam fryzjerowi czego oczekuję, on przyszedł do mnie z paletą, pokazał odcienie, które mogą fajnie wyjść na mojej głowie oraz takie, które mogą po czasie zrobić się pomarańczowe z racji na naturalnie jasny odcień. Generalnie poczułam się jak podczas oglądania Afery Fryzjera czy Ostrego Cięcia, gdzie fryzjerzy uczą się rozmowy z klientem - w tym salonie była ona przeprowadzona na 6! Generalnie fryzjer nieco zaszalał z odcieniem przy głowie, ponieważ u nasady tak ciemnych włosów jeszcze nie miałam, jednak wystarczyło mi kilka dni, żebym się przyzwyczaiła. Cały efekt podobał mi się od samego początku, ponieważ pierwszy raz miałam na włosach tak fajnie skomponowane dwa kolory. :) No i umówiłam się na kolejną wizytę, co może poświadczyć o moim zadowoleniu. 

Na drugi dzień czekała mnie wizyta u ortodonty, gdzie Pani ucieszyła mnie wiadomością, że jeśli chcę, to mogę nosić wyciągi aby przesunąć zgryz, a jeśli nie, to po prostu będziemy ściągać aparat. :D Muszę Wam powiedzieć, że jest mi nawet trochę przykro na myśl o naszym rozstaniu, bo mimo iż czasem jest uciążliwy, to jakoś się z nim zżyłam i nawet go polubiłam. :P

Kolejnymi wydarzeniami na mojej osi czasu był dzień ojca, gdzie razem z bratem uraczyliśmy tatę wielką beczką piwa oraz imieniny mojego dziadka, którego odwiedziliśmy tego samego wieczoru z ogromną bombonierką. Był tam również nasz specyficzny wujek ze śląska, który wprowadził na prawdę wesołą atmosferę. 

instagram
Na drugi dzień odbywało się wyczekiwane 25-lecie małżeństwa moich rodziców. Obiecałam Wam, że przy okazji tego posta napiszę jaki to prezent dla nich wymyśliłam. Pisałam, że zaangażowanych w niego było na prawdę sporo ludzi. Pierwszym z prezentów była płyta z filmem z wesela. Największa trudność polegała na wyciągnięciu od mamy, gdzie ma schowaną kasetę, która była mi potrzebna do przegrania jej na płytę (sama przekopałam pół domu i nie mogłam jej znaleźć). Mój brat zajął się więc podstępnym wyciąganiem tych cennych informacji, po czym mój kuzyn nagrał płytę, z której to ja wyciągnęłam kilka zdjęć - ponieważ moi rodzice nie mieli na swoim weselu fotografa, więc tym samym nie mieli żadnego ślubnego zdjęcia. Później moja przyjaciółka - będąc jeszcze w dwupaku nadrukowała mi ilustrację na płycie oraz skomponowała piękne opakowanie z kolażem tych zdjęć. Ja natomiast zamówiłam przez internet album w postaci fotoksiążki i modliłam się, by doszedł na czas. No i udało się. Wszystko wyszło idealnie, dziękuję tutaj wszystkim, którzy mi pomogli, bo bez nich mój plan nie miałby szans na powodzenie. :D Cała impreza również była genialna, wytańczyłam się za wszystkie czasy, pojadłam i popiłam, a na drugi dzień pospałam do południa, gdyż w domu byliśmy dopiero koło 4 nad ranem. ^^

Przedostatnim punktem na mapie czerwcowych wydarzeń były imieniny mojego brata, o których nie mogę nie wspomnieć. Co prawda nie było mnie przy nim w ten dzień, ale już wcześniej obdarowałam go prezentem, który sam sobie wybrał. ^^

No i na sam koniec - moja obrona. Koniec czerwca oznaczał dla mnie koniec studiów i jakiejkolwiek nauki. Sama obrona przebiegła sprawnie i miło, o czym pisałam Wam już ostatnio. Tak więc od 30 czerwca mogę zwać się magistrem tudzież magazynierem. :D

Przechodząc do kącika muzyczno-filmowego stwierdzam, że czerwiec ze względu na mnogość pozytywności również w kwestii piosenek był bogaty. Dlatego też tytuł piosenki miesiąca czerwca otrzymują dwie piosenki autorstwa Seleny Gomez, która była przy mnie przez większość tego miesiąca:

Jeśli chodzi o część filmową - nie mam pojęcia jakim cudem miałabym wpleść w ten zabiegany miesiąc jeszcze oglądanie filmów, niemniej jednak udało mi się ogarnąć jedną pozycję, która w wieczór po imprezie była emitowana przez nasze TVP, mianowicie były to Wyznania zakupoholiczki. Nie mam pojęcia dlaczego ten film tak mi się spodobał, ale wciągnął mnie od pierwszej sekundy. :D Jest to komedia z przesłaniem o tym, co w życiu jest na prawdę ważne. Ukazuje losy zakupoholiczki, która z jednej strony chce walczyć ze swoim nałogiem za namową przyjaciółki, z drugiej strony ciągle ulega pokusom - mimo iż na karku siedzi jej komornik. Ciekawa i luźna pozycja, idealna na wieczór po imprezie. :D

Pod względem sportowym w czerwcu, głownie z racji wcześniej wspomnianego zabiegania, była bida z nyndzą. Aż wstyd publikować taką statystykę w środku roku, zwłaszcza latem, ale cóż. Już się zrehabilitowałam jeśli chodzi o lipiec, więc ta licha statystyka jest tylko wspomnieniem. :P

Tak więc w czerwcu zajęłam się tylko bieganiem - udało mi się wyjść i pobiegać aż 4 razy, co dało łączny rezultat 13,81 km, poświęciłam na to 1,5 godziny i ponoć spaliłam w tym czasie 796 kcal. ^^

No i taki był to czerwiec. Był to miesiąc po brzegi wypełniony pozytywną energią, totalnie zabiegany i napięty jeśli chodzi o jakiekolwiek terminy, jednak były to same dobre wydarzenia. Życzyłabym sobie, żebym w każdym miesiącu miała tak wiele wspaniałych wspomnień do opisania. :)
A jak było u Was?

Pozdrawiam i do następnego! :)

51 komentarzy:

  1. Może kiedyś w lepszych czasach wybiorę się do tego Muzeum wydaje się ciekawe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, polecam. Warto poświęcić trochę czasu na poznanie historii. :)

      Usuń
  2. Muszę się wreszcie wybrać do Warszawy! To miasto chodzi za mną od czerwca, ale póki co nie mam tam noclegu. Zwłaszcza muzea - bo inne zabytki niby już widziałam, ale Muzeum Narodowe, kurcze, tego w jeden dzień nie obskoczę! W Narodowych też jest na szczęście bilet za złotówkę, to cudowna inicjatywa! Chociaż do tego Żydowskiego by mnie wołami nie zaciągnęli, bo bym się zbyt wzruszyła... No i nie cierpię multimediów. Jak dla muzeum powinno mieć gablotki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Narodowym byłam poprzednim razem - czyli z dwa lata temu. Całości nie zeszłam, ale najważniejsze punkty odhaczyłam. ^^
      A ja lubię coś co powoduje, że muzeum nie wygląda w stu procentach jak stereotypowe muzeum. :D

      Usuń
  3. Ludzie jadą do Warszawy, a ja wyjeżdżam z Warszawy ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudze chwalimy, swego nie znamy! :D

      Usuń
    2. Po prostu zna się aż za dobrze ;P

      Usuń
    3. Haha, a może coś w tym jest faktycznie :P

      Usuń
    4. Jak o czymś wiemy za dużo, to przestaje nam się podobać. xD

      Usuń
  4. Czerwiec upłynął na świętowaniu :D Najlepsze prezenty robimy sobie sami, czego dowodem jest pomysł B., ale Twój podarunek dla rodziców też cudowny. Bardzo wzruszający :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, bo dokładnie wiemy co chcemy. :D
      Bardzo mi na tym zależało. :)

      Usuń
    2. On wiedział, co chce, a Ty na tym skorzystałaś :D

      Usuń
    3. Dokładnie! To się nazywa upieczenie dwóch pieczeni na jednym ogniu. :D

      Usuń
    4. Oby tak dalej nam się układało. :P :D

      Usuń
  5. intensywny czerwiec miałaś - ja właśnie zbieram swoje kości i na stadion będę ruszać, droga przede mną daleka :)
    Piękny prezent dla rodziców, musieli być zachwyceni :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno na koncercie było nieziemsko! <3
      Taką mam nadzieję. :D

      Usuń
  6. ja jakoś za wawą nie tęsknię;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za dużo ludzi, tłok, gwar...

      Usuń
    2. Ale to jest fajne, że w tym tłumie nikt Cię nie widzi. :D A nie jak idziesz sobie spokojną uliczką i zaraz babcie okienne mają Cię na radarach. :D

      Usuń
  7. W Warszawie dawno temu byłam, ale póki co się nie wyvieram. Zamiast tego wybrałam sobie miejsce, którego nigdy nie widziałam. To dobrze, że intensywny miesiąc. Przynajmniej skorzystałaś dobrze z czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaciekawiłaś mnie co to za miejsce. :)
      Oj tak, nie ma chwili do stracenia.

      Usuń
  8. To był udany czas i oby więcej tak miłych wspomnień :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zauważyłem, że gdy ktoś ściąga aparat nie zauważam tego, ale z kolei, gdy ktoś zwróci mi uwagę nie mogę się przyzwyczaić.
    Ostatnio przypomniałem sobie o Selenie (może z miesiąc temu?) i stworzyłem całą playlistę z jej utworami. Trochę z sentymentu, ale "Love will remember" jest zdecydowanie jedną z moich ulubionych, a poza nią "Undercover" i "Fetish".

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha! I jeszcze "Me & The Rhythm" <#

      Usuń
    2. Hahah, nagle dostrzegasz różnicę :D
      U mnie obecnie "Fetish" na przemian z "Bad Lair" leci na okrągło. :D

      Usuń
  10. Nigdy dotychczas nie udało mi się zaliczyć choć krótkiego pobytu w stolicy, choć mam do niej ok. 150 km. Ubiegłorocznej jesieni mało brakowało, jednak ostatecznie wylądowałam na 2 dni w Krakowie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To połowę tego co ja. :D
      Trochę zboczyłaś z kursu. :D

      Usuń
    2. Ale to były świetne chwile mimo wszystko :D

      Usuń
    3. Najważniejsze, że jesteś zadowolona. :D A czy to było zgodne z planem, czy nie, to już mniej ważne. :D

      Usuń
  11. Widzę, że Ty też latasz z imprezy na imprezę tak naprawdę ;p Ja też dawno nie byłam w Warszawie, ale ostatnio mi się ona chyba śniła ;) Marzy mi się wyjazd do Wrocławia i może kiedyś się doczekam :)
    Zazdroszczę, że znalazłaś dobrego fryzjera. Ja myślę już o cięciu, chociaż planuję je dopiero na jesień, jak już skończy się to słońce :) Czy jednak odważę się pójść do kogoś czy znów sama sobie obetnę włosy to się okaże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrocław odhaczyłam podczas zeszłorocznej majówki bodajże i było genialnie. Tylko za krótko tam byłam, bo nie odszukałam wszystkich krasnali. :D
      Ja się przekonałam, gdy zobaczyłam, że moje koleżanki wychodzą od niego zadowolone i ładne. :D

      Usuń
  12. Super wycieczka :D najbardziej zazdroszczę stadionu ( czy ja na pewno jestem dziewczyną? :D )

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie marnujesz czasu. Podróże uczą
    A meczyk, same emocje.
    Pozdrawiam
    zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej na świecie nie cierpię uczucia, że zmarnowałam czas. :P Chyba dlatego tak krótko śpię. xD

      Usuń
  14. Poimprezowałaś, pozwiedzałaś i było fajnie :D
    "Wyznania zakupoholiczki" oglądałam, fajny film, ale najbardziej podobała mi się ta różowa rozkloszowana sukienka Rebekki ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :D
      Ta, w której miała być druhną? :D

      Usuń
  15. Tak, to uczucie kiedy dziecko da aż za bardzo w kość, ale chyba nie ma osoby która potrafiłaby się długo gniewać na dziecko, czyż nie? Muszę koniecznie wybrać się do Warszawy :) a w muzeum to 'wieki' nie byłam :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jakoś dziwnie szybko ta złość ulatuje. :D

      Usuń
  16. Mam nadzieje, że autko już naprawione :)
    Super, że pojechaliście nad morze :)
    sporo wybiegałaś :) Ja w tym roku jakoś nie potrafiłam się zebrać do biegania, ale za to ćwiczę w domu a od września na siłownie wracam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, całe szczęście.
      Sporo? Zawsze mogło być lepiej. :D

      Usuń