czwartek, 29 czerwca 2017

263. Majowe denko pełne hitów.

Witajcie kochani! Ostatnio było mnie tutaj na prawdę mało, a wszystko przez imprezę rocznicową rodziców i moją obronę, za którą na poważnie wzięłam się dopiero tydzień temu. Niemniej jednak czuję się przygotowana i myślę, że JUTRO będzie dobrze (tak, tak jutro się bronię!). Mimo wszystko proszę Was o trzymanie kciuków, ponieważ Wasze wsparcie zawsze dodaje mi mnóstwo otuchy!

Dziś - późno bo późno, po prawie tygodniu ratalnego pisania notki, udało mi się przygotować dla Was przegląd kosmetyków, które dosięgnęły dna w zeszłym miesiącu. A wśród nich prawie sami moi ulubieńcy! Zapraszam do czytania! (i pamiętajcie o trzymaniu za mnie kciuków! :D)

Pierwsze foto prezentuje cudowny duet, który szczerze polecam każdej z Was. Numer jeden to  regenerujące mleczko do ciała agranowe ziaja. Bardzo lubię balsamy i mleczka z ziaji, ponieważ mają świetną konsystencję - wiecie, taką gęstą. Swego czasu bardzo długo używałam masła kakaowego, jednak jego zapach drażnił mojego B., więc musieliśmy się rozstać (ja i balsam :D). Mleczko agranowe ma za to tak delikatny i piękny zapach, że zaakceptował je nawet mega wrażliwy nos mojego narzeczonego. Jedynym minusem mleczka jest fakt, iż pompka nie wyciąga całości i po rozcięciu butelki okazuje się, że całkiem sporo balsamu siedzi sobie jeszcze na ściankach, ale i z tym można sobie poradzić zgrabną rączką. ;) Jak wszyscy wiemy, olejek agranowy bardzo dobrze nawilża, więc z mleczkiem, które ma go w składzie, nie może być inaczej. Produkt pojawia się tutaj po raz kolejny, więc jest to najlepszy dowód na to, iż warto po niego sięgnąć - ja z pewnością zrobię to jeszcze nie raz. :)

Numer dwa to żel do higieny intymnej iladian. Ten produkt również prezentuję Wam już któryś raz z kolei i niezmiennie jestem nim zachwycona. Żel nie ma w sobie barwników czy substancji zapachowych, które mogłyby podrażniać wrażliwe okolice. Jest po prostu przeźroczystym żelem myjącym i zabezpieczającym przed infekcjami. Mogę potwierdzić, że od momentu, kiedy zaczęłam go używać, nie spotkały mnie żadne nieprzyjemności w tamtych strefach, a jest to już ponad rok. ^^ Jeśli chodzi o wydajność tego żelu, to spokojnie wystarcza mi na kilka miesięcy codziennego stosowania, a całość bardzo ładnie spływa po ściankach tuby - po jej rozcięciu okazało się, że w tubie prawie nic nie zostało. :) Produkt dostępny jest w aptece. 

Kolejna fota i kolejna trójka wspaniałych - całkiem nieźle zapowiadające się denko, co nie? :)
Numer jeden to mgiełka utrwalająca makijaż AVON. Nie wyobrażam sobie wyjścia w makijażu bez jej aplikacji na sam koniec. Zanim zaczęłam stosować utrwalacze do makijażu podkład nigdy nie wytrzymywał całego dnia, a teraz? Nakładam go rano i to tyle - na cały dzień. Nie poprawiam się ani razu, nie noszę przy sobie pudru matującego ani żadnych innych kosmetyków, bo po prostu nie jest mi to potrzebne - po ośmiu godzinach w pracy mój makijaż wygląda jakbym przed chwilą go nałożyła. Mało tego - nawet teraz moja cera ma ładny kolor wyrównany podkładem, mimo że jest już wieczór. Także bardzo polecam ten produkt wszystkim, które borykają się z problemem "uciekającego" pudru. Produkt nie wysusza ani nie zapycha, nie spowodował też u mnie żadnego uczulenia. Używam go do bardzo dawna i z pewnością jeszcze nie raz sięgnę po kolejną butelkę. :)

Numer dwa to mgiełka do ciała AVON naturals zapach figi. Muszę Wam powiedzieć, że to była najcudowniej pachnąca mgiełka jaką kiedykolwiek miałam. Delikatnie słodki zapach genialnie sprawdzał się każdego dnia, gdy wychodziłam rano do pracy. Zapach oczarował mnie do tego stopnia, że na samą myśl o nim po prostu go czuję. :D Także jeśli macie w planach zamówienie jakiejś mgiełki i wahacie się nad zapachem - polecam Wam właśnie figę, nie pożałujecie. :)

Mój numer trzy to antyperspirant Rexona aloe vera. Co prawda dowiedziałam się jakiś czas temu, za sprawą Anelise, że jest on na liście tych złych i niedobrych kosmetyków, jednak w myśl zasady, że starych drzew się nie przesadza - nie zaprzestałam jego stosowaniu i nadal z niego korzystam. Genialnie chroni przed potem i przykrym zapachem, raczej nie zauważyłam brudzenia ubrań, a sam kosmetyk nie podrażnia wrażliwej skóry pod pachami, więc czego chcieć więcej? Ja póki co nie zamierzam go zmieniać, jednak nie wiem czy w momencie, gdy wiem o jego obecności na kosmetykowej czarnej liście, mogę Wam go polecić z czystym sumieniem. Tak więc - kupujcie jeśli macie w nosie listę, a jeśli nie - to omijajcie go szerokim łukiem. :D

Kolejna fota i znów na pierwszym planie mój ulubieniec. Po lewej stronie mamy mianowicie fluid matujący Bielenda MAT. Wspominałam już kilkukrotnie, iż jest to mój hit i ulubieniec od czasów zimy/jesieni. Obecnie jednak nieco nam przygrzało, więc mogę wypowiedzieć się na temat jego działania również w letnich warunkach. Generalnie na upały staram się nakładać go minimalną ilość, co by tylko ten koloryt wyrównać i powiem Wam, że zdaje to egzamin, ponieważ mimo upałów podkład nie warzy się na mojej twarzy. Może to być również zasługa wyżej wspomnianej mgiełki, która przytwierdza go do skóry tak, że nie ma prawa się ruszyć. :D Jednak wcześniej zachwycona nim moja mama stwierdziła, iż na lato podkład musi zmienić, ponieważ u niej nie wygląda to już tak kolorowo (a może właśnie wygląda bardziej kolorowo, niż powinno? :P). Także jak widać, zdania są podzielone - jestem więc ciekawa jak sprawa z tym podkładem przy obecnych warunkach atmosferycznych wygląda u Was? :) Ja ze swojej perspektywy polecam, ponieważ po jego nałożeniu jestem matowa przez cały dzień i choć bym chciała zabłysnąć, to nic z tego. ^^ Fluid mnie nie uczula ani nie zapycha, ma fajną "piaskową" konsystencję, a odcień 2 jest moim ideałem. :)

Obok widzimy (albo prawie widzimy) buteleczkę po peelingu myjącym Naturia, zapach czarnej porzeczki. Muszę się Wam przyznać, że ja uwielbiam kosmetyki o zapachu tych ciemnych - granatowych czy fioletowych owoców. Po prostu się rozpływam, tak było i tym razem. Zapach piękny, idealnie zrównoważony, z pewnością nie przesłodzony. Dodatkowym atutem jest kolor cieszący oczy, niestety nie jest dane Wam go podziwiać. :D Co do działania - nie jest to moja pierwsza przygoda z peelingiem Naturia, więc wiedziałam czego mogę się spodziewać. Genialnie drapiący, drobnoziarnisty peeling jest moim ideałem, dzięki któremu czuję się na prawdę czysta, a moja skóra jest nieziemsko delikatna, no i pachnąca. ;) Peelingi te są bardzo tanie, bo kosztują poniżej 5 złotych, przy dobrych wiatrach można je zdobyć nawet za około 3 złote. Są co prawda małych rozmiarów, jednak mimo wszystko są dość wydajne. A tak w ogóle atutem małego opakowania może być możliwość częstej zmiany cudownych zapachów, których jest na prawdę mnóstwo! Także gorąco polecam Wam te peelingi, ponieważ są to moi ulubieńcy w tej kategorii. ^^

Kolejna fotka to duet saszetek. Pierwsza z nich to krem do twarzy YVES ROCHER ELIXIR 7.9 . Taka sama próbka pojawiła się także w którejś części kwietniowego denka, dlatego wiecie już, że krem ten oceniłam bardzo pozytywnie. Genialny zapach, który jest charakterystyczny dla kosmetyków Yves Rocher, bardzo lekka konsystencja i miłe nawilżenie skóry. Krem nie uczulił, nie podrażnił ani też nie zapchał cery. Nieodwołalnie minusem jest cena pełnowymiarowych produktów, ponieważ uważam, że można znaleźć równie dobre kremy w o wiele tańszych cenach. :)

Obok również już Wam znany szampon koloryzujący Joanna, czekoladowy brąz. Szampon niezmiennie ratuje mnie w sytuacji, gdy nie mam czasu farbować włosów, a ich kolor woła o pomstę do nieba (albo chociaż do fryzjera). Szampon jest o tyle fajny, że całkowicie spiera się z włosów, dlatego jest fajną opcją dla osób, które chcą poeksperymentować z kolorem. Ostatnio moja ciocia potwierdziła, że ten efekt spierania koloru nie występuje tylko u mnie, a te szampony ogólnie tak się zachowują. ^^ Plusem jest wielka prostota użycia - wystarczy rozprowadzić zawartość saszetki na wilgotnych włosach, identycznie jak gdyby myło się głowę i spłukać po 20. minutach. Szampon nie brudzi permanentnie twarzy czy głowy, gdy się przytkniemy - wystarczy ciepła woda i mydło, by pozbyć się niechcianego ubarwienia. :D Z tego co mi wiadomo, gama kolorystyczna jest bardzo szeroka, więc raczej każdy znalazł by coś dla siebie. ^^ Koszt takiej naszej małej metamorfozy to nieco ponad 3 złote, więc całkiem nieźle - nie pozostaje mi nic innego, niż tylko napisać, że gorąco Wam go polecam. ^^

No i ostatnia już para na dziś. Numer jeden to NO NAME końcówka szczoteczki elektrycznej ORAL-B. Jest to jakiś niemiecki zamiennik, który kosztuje dosłownie grosze. Generalnie uważam, że nie warto przepłacać za oryginalne końcówki, ponieważ i tak powinno się je wymieniać raz w miesiącu ze względów higienicznych. Powiem Wam, że ja wymieniam przeważnie końcówki w momencie, gdy zaczynają wyglądać tak jak ta prezentowana na zdjęciu - nie zwracam uwagi na czas, wiem jednak że oryginalna szczoteczka ponoć jest trwalsza, jednak czy przypadkiem wymiana główki po kliku miesiącach nie jest mniej higieniczna niż wymiana zamienników, które wytrzymują właśnie około miesiąca? :D Stąd też wzięła się moja opinia, że zamienniki są mimo wszystko lepsze, bo przypominają o czasie, że czas na zmianę. :P Ja swoje zamawiam na allegro i powiem Wam, że są to groszowe sprawy (a nie kilku dziesięciozłotowe jak w przypadku oryginałów).

No i na sam koniec puder w kamieniu Rimmel STAY MATT, 003. Jest to mój ulubiony puder matujący, dzięki któremu nie błyszczę się przez cały dzień. Idealnie matuje skórę, jednocześnie nie pozostawiając jakiejś widocznej, pyłkowej warstwy, której bardzo nie lubię. O jego trwałości na mojej twarzy z pewnością decyduje również wcześniej opisana mgiełka, więc trudno jest mi ocenić jak radzi sobie na twarzy bez takich wspomagaczy - jednak z nimi, siedzi grzecznie na skórze przez cały dzień, dzięki czemu nawet w upały jestem matowa, tak jakbym chciała. :) Niezależnie od pory roku wybieram odcień 003 ponieważ wydaje mi się bardzo uniwersalny, z resztą nie nakładam go nie wiadomo ile, żeby jego odcień rzutował jakoś na całokształt. Ma matować cerę i nie rzucać się w oczy - to właśnie robi. ^^ P.S. pamiętacie moje pechowe przygody związane z tym pudrem, kiedy to notorycznie lądował w moim zlewie, zmieniając się w puder sypki? :D Ten okaz chyba jako pierwszy od bardzo dawna przetrwał bez takich przygód! Brawo ja!

No i to by było na tyle!
W maju zużyłam na prawdę sporo hitów i myślę, że to chyba jedno z lepszych, jeśli nie najlepsze denko, jakie dotychczas opublikowałam. :)
A jakie są Wasze opinie? Znacie moje perełki? A może którejś z nich nie lubicie? ;)
Czekam na Wasze opinie, pozdrawiam i do następnego, kiedy (mam nadzieję) napiszę już do Was jako Pani Magister!! ^^


__________________________________________
Edit 01.07.2017
Zapraszam Was do polubienia strony bloga na Facebooku, z którą dziś ruszyłam - myślę, że na poważnie. :D

42 komentarze:

  1. kurcze, wszyscy zachwycają się tymi fluidami z Bielendy, ja próbowałam,ale te kolory, strasznie żółte, zupełnie nie dla mnie. Za ciemne :(
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to musisz mieć bardzo jasną cerę. :) Generalnie faktem jest, że trzy odcienie fluidu to na prawdę mało i mogliby się postarać o więcej.

      Usuń
  2. Nie znam żadnego z tych produktów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy obecnej różnorodności mnie to nie dziwi :D

      Usuń
  3. Ja odniosę się głównie do Iladianu. Z Twojego polecenia popędziłam do apteki po niego i jeszcze nigdy w życiu się tak intymnie nie rozchorowałam. Miałam takie zapalenie, że nie wiedziałam co ze sobą zrobić. On mnie albo uczulił, albo nie wiem co. Odstawiłam go, leczyłam się jakimiś globulkami, maścią oraz Tantum Rosą. Po trzech tygodniach wróciłam do siebie. Wypróbowałam Iladian na nowo. Od razu zaczął mnie szczypać, a jak użyłam go dwa razy z rzędu (bo nie lubię wyrzucać pełnych produktów) to znów zaczyna mi się już coś dziać :/ Myślę, że pasowałoby przeanalizować jednak skład, bo ja nie jestem jakimś specjalnym alergikiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mnie teraz mocno zaskoczyłaś! Bo w moim przypadku, gdy spotkała mnie infekcja ten żel był natychmiastowym ukojeniem! Od razu przyniósł mi ulgę. Jestem w ciężkim szoku po Twoim komentarzu, jednak kolejny raz okazuje się, że każdy może zareagować inaczej na dany kosmetyk.

      Usuń
    2. Otóż to :D Ja mam dokładnie odwrotnie. Chyba, że dostałam jakiś wadliwy kosmetyk. Może dostały się tam jakieś bakterie, albo był po terminie? Po każdym użyciu mam od razu infekcje. Tobie pomaga a ja od niego choruje. Aż ciężko uwierzyć w tak ogromną rozbieżność.

      Usuń
    3. Jest jeszcze opcja, że uczula Cię jakiś składnik tego żelu. Ciężko stwierdzić bez wnikliwych badań. :D
      Powiem Ci, że kiedyś czytałam opinie o Tantuum Rosa i też zdania były podzielone. Wiele kobiet zachwalało sobie, ale były też takie, które uważały, że wręcz je podrażnia. Także różnie bywa z tymi kosmetykami intymnymi.

      Usuń
    4. Tak, to bardzo prawdopodobna opcja, tylko szkoda, że na żelu jest napisane, że jest hipoalergiczny i nie zawiera barwników ani alergenów :D
      Wiele osób w ogóle odradza stosowanie Tantum Rosy, bo to bardzo silny specyfik i wypłukuje też te dobre bakterie, które odpowiadają za odporność.

      Usuń
    5. No barwników raczej nie zawiera. :D A co do reszty - coś poszło nie tak. :P
      Także trzeba być ostrożnym jeśli chodzi o takie kosmetyki.

      Usuń
  4. Kiedyś miałam jakiś peeling z Joanny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok, fajny zapach tylko szkoda że na skórze nie zostaje

      Usuń
    2. No tak, te zapachy nie są trwałe. Ale mi to w sumie nie przeszkadza, bo po myciu zawsze używam balsamu i tak. :D

      Usuń
    3. ale zapachy fajne i miło mi by było gdyby choć troszke został na skórze a tu nic...

      Usuń
    4. No coś za coś. Chociaż cena jest niska. :D

      Usuń
    5. Może polecisz jakiś długo pachnący peeling zatem? :D

      Usuń
    6. hmmmm nie wiem czy znam jakiś długo pachnący, ale taki wyczuwalny już po to może te małe z Farmony owocowe.... jak jeszcze mi sie coś przypomni to dam znać:)

      Usuń
    7. Chyba też je kiedyś używałam. :D Okej. ^^

      Usuń
    8. Wspominam je całkiem pozytywnie i myślę, że gdybym na nie trafiła za jakiś czas, to nie zawaham się nad zakupem. :)

      Usuń
  5. ja wczoraj chwalebnie zużyłam puder który miałam od roku:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łooo matko z córką, cóż to był za puder? :D

      Usuń
    2. rozświetlający:D fajny efekt dawał:)

      Usuń
    3. Rozświetlające niestety nie dla mnie, moja twarz sama się rozświetla. :D

      Usuń
    4. stosowałam go jako rozświetlacz;p

      Usuń
    5. Ja jeszcze nigdy sobie niczego nie rozświetlałam, chociaż kiedyś chodziło mi po głowie kupno jakiegoś rozświetlacza. :)

      Usuń
  6. Super, że trafiłaś na tyle świetnych produktów :-)) Mleczko Ziaja arganowe kusi mnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci je polecam, jeden z najlepszym balsamów jaki kiedykolwiek miałam. :)

      Usuń
  7. Miałam kiedyś peelingi Joanny, ale dla mnie były zbyt słabe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, jest ktoś kto lubi mocniejsze peelingi ode mnie :D

      Usuń
  8. Najbardziej mnie zaciekawiła mgiełka utrwalająca makijaż i mgiełka do ciała. Akurat nie mam nic co utrwala makijaż, a czasem coś takiego by mi sie przydało. Jeszcze nie miałam mgiełki do ciała o zapachu figi, ale skoro twierdzisz, że tak super pachnie, to może warto by wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wyobrażam sobie makijażu bez utrwalacza. :D
      Bardzo polecam. :)

      Usuń
  9. znam ziajke i miałam okazję stosować ten peeling naturia ;)
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że odebrałaś je równie pozytywnie. :D

      Usuń
  10. Chętnie wypróbuję mleczko do ciała z Ziaji ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. MIałam tylko puder z Rimmel, ale mnie nie zachwyca tak bardzo jak innych :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę. :) Nie dla wszystkich hit musi być hitem :D

      Usuń