sobota, 20 maja 2017

259. Kwietniowe denko bez dna - część pierwsza.

Witajcie kochani! Wiem, że ostatnio bardzo zaniedbuje bloga i niestety nie jest to wina pięknej pogody. Niestety przyczyną nie jest fakt, iż przesiaduje całe dnie na łące łapiąc cieplutkie promyczki słońca na policzkach. Niestety - przyczyna jest szara i bura - ale oczywiście ze światełkiem w tunelu. Otóż właśnie trwa ostatnia sesja w moim życiu. Tak więc staram się zacisnąć zęby i przebrnąć przez tę stertę nauki, by zaliczyć wszystko w pierwszym terminie i móc się bronić w przyszłym miesiącu. Może nie jest jakoś tragicznie ciężko, bo umówmy się - przez te pięć lat studiów nie raz byłam nauką bardziej zmęczona, niż po biegu na 10 kilometrów, jednak jakoś tak zwyczajnie mi się nie chce. Jakoś tak już przejadła mi się ta nauka i gdyby ktoś powiedział mi, że mam 3 bez pisania, to biorę w ciemno, rzucam notatki w kąt i lecę na dwór cieszyć się życiem - mimo, że umiałabym na więcej. Ale okej... Dam radę, jeszcze tydzień i będę wolna. Jeszcze tydzień i będę mogła powiedzieć Wam, że skończyłam studia (a potem z pewnością poczuję się staro xD).

Coby  Was jednak nie zanudzać za bardzo swoimi wywodami, zapraszam Was na denko bez dna, które pozwoliłam sobie podzielić na dwie części. Kwiecień zebrał bardzo obfite żniwo jeśli chodzi o kosmetyki - było ich około 20. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że w przypadku denka rzuconego na raz - co za dużo, to nie zdrowo, bo człowiek po prostu się w tym wszystkim gubi i koniec końców sam nie wie, co chciał skomentować. :P Dlatego też dziś zapraszam Was na pierwszą część kwietniowych zbiorów.

Numer jeden na dziś to suchy szampon ISANA, dla brązowych włosów. Generalnie wybrałam go z ciekawości. Jak wiecie suche szampony mają to do siebie, że w większości przypadków pozostawiają na włosach biały proszek. W tym przypadku ten proszek jest po prostu rudo-brązowy. Nie podobał mi się ten efekt, gdy miałam ładnie i równo ufarbowane włosy, jednak w momencie, gdy pojawiły się odrosty szampon genialnie je maskował! Poza tym ISANA całkiem nieźle radzi sobie z przetłuszczaniem włosów - zawsze minusem dla mnie był właśnie biały ślad pozostawiany przez wersję standardową. W tym przypadku jednak nie mam się do czego przyczepić i pomimo kiepskiego początku ostatecznie oceniam ten produkt bardzo pozytywnie i polecam.

Numer dwa to maska do włosów KALLOS ALOE. Po tym jak ekstremalnie wysuszyłam sobie włosy keratyną, postanowiłam szukać silnie nawilżających masek. KALLOS ALOE właśnie takie nawilżenie oferuje - przynajmniej w opisie. :) Generalnie podczas używania tej maski stan moich włosów nie pogorszył się - co najważniejsze. Jednak jakiejś wielkiej regeneracji oraz poprawy wyglądu niestety także nie zauważyłam. Moje włosy o wiele lepiej wyglądały po użyciu olejów lub jednego z produktów, o którym będzie mowa za chwilę. Nie było gorzej to najważniejsze. Maska zatrzymała efekt przesuszania, myślę, jednak że w przypadku normalnych włosów, które nie miały takich atrakcji jak moje mogłaby spisać się całkiem fajnie. Mimo wszystko nie nazwałabym jej intensywnie nawilżającą, a po prostu - nawilżającą. :)

Na kolejnym zdjęciu witają Was próbki, próbeczki! Tym razem postawiłam na testowanie kremów do twarzy. Oczywiście ciężko mi jest ocenić ich działanie po 2-3 użyciach (bo na tyle wystarczają) aczkolwiek są kwestie do których mogę się odnieść. Wszystkie próbki to kremy z Yves Rocher - sama nie wiem skąd ich tyle mam, zapewne podczas każdych zakupów pani coś tam mi dorzuca i tak się magazynują później u mnie w domu. No ale przejdźmy do recenzji.

Pierwszy krem to hydra vegetal. Z tą próbką miałam już kiedyś do czynienia i powiem Wam, że jestem niezmiennie zachwycona. Producent obiecuje nam głębokie nawilżenie i tak też jest. Dodatkowo krem ten pięknie pachnie - tak jak wszystkie z tej firmy z resztą. Ma on wodnitą i lekką konsystencję, bardzo szybko się wchłania, a cera po nim wygląda na prawdę ładnie i zdrowo. Myślę, że pewnego dnia skuszę się w końcu na pełnowymiarowy produkt. Zużyłam dwie jego próbki, które wystarczyły mi na 4-5 dni, więc mogę spokojnie powiedzieć, że krem również nie podrażnia ani nie uczula. Bardzo polecam.

Drugi krem to ELIXIR 7.9 - jest to krem usuwający oznaki zmęczenia, dla skóry suchej. Ja mam cerę mieszaną, jednak nie zauważyłam, żeby na miejsca tłuste działał zbyt silnym nawilżeniem. Tak jak poprzednik miał bardzo fajną konsystencję i ładny zapach. Nic mi po nim nie wyskoczyło na twarzy, więc generalnie jestem na tak - to wszystko co mogę powiedzieć po dwóch użyciach. :D

Trzeci krem to ANTI AGE GLOBAL - jest to krem, którego nazwa wskazuje nam, że ma zwalczać oznaki starzenia. Cóż, używałam go około dwa dni i nie postarzałam się w tym czasie, więc chyba działa. :D No a tak serio - również nie zapchał mi skóry, chociaż kojarzy mi się, iż ma już bardziej tłustą konsystencję od poprzedników. Również można go pochwalić za ładny zapach i wygląd skóry po zastosowaniu.

Generalnie podsumowując kremy z Yves Rocher - mogę o nich spokojnie powiedzieć, że nie podrażniają i nie zapychają skóry, mają lekką konsystencję i pięknie pachną. Jedyne co mi się nie podoba, to cena pełnowymiarowych produktów. :D Ale jak kogoś stać, to polecam! ^^


Numer sześć na dziś, to krem do rąk z dobrze Wam już znanej serii CZTERY PORY ROKU. Tym razem glicerynowy. Jak wiecie bardzo lubię te kremy i są według mnie najlepsze. Szybko się wchłaniają i pozostawiają długotrwałe uczucie nawilżenia. No i kosztują zaledwie kilka złotych. Kusząca może być również cała gama zapachów. Moimi ulubieńcami są obecnie właśnie glicerynowy oraz ten czerwony - z neroli? O ile dobrze kojarzę. :) Chyba nawet, nie muszę pisać, że gorąco polecam. :)

Kolejny produkt, to totalna nowość - jego jeszcze tutaj nie było. Krem ziaja - liście zielonej oliwki. Kupiłam go jakiś czas temu, gdy zaczęło obsypywać mi czoło, a pierwsze podejrzenia rzuciłam na swój dotychczasowy krem. Winowajcą okazał się być jednak tonik. Co do kremu - ja obecnie od dłuższego czasu używam liści manuka, więc pozwolę sobie odnieść się w porównaniu właśnie do niego. Liście zielonej oliwki są na pewno bardziej tłuste - być może przyczyną jest większy filtr UV - 20. Poza tym krem fajnie nawilża, jednak potrzebuje on większej ilości czasu, żeby całkowicie się wchłonąć. Twarz wygląda po nim ładnie, jest nawilżona, a krem sam w sobie może pochwalić się całkiem ładnym, naturalnym zapachem. Mimo wszystko nie sięgnę po niego kolejny raz, ponieważ mam już swojego ulubieńca, no i trochę odpycha mnie ta tłusta konsystencja.

No i na sam koniec dość elegancko prezentujący się duet. Numer jeden to odżywka do włosów L'OREAL Preference, która dołączana jest do farb do włosów. Teraz mówię Wam to najbardziej szczerze na świecie: JEST TO NAJLEPSZA ODŻYWKA, KTÓRĄ UŻYWAŁAM! Włosy po niej są miękkie, lśniące, genialnie się układają. Niestety nie można jej dostać w normalnej sprzedaży. Pięknie pachnie i moje włosy najlepiej wyglądają właśnie po niej. Aż pożałowałam, że umówiłam się do fryzjera na farbowanie. :D Odżywka ma wystarczyć na 6 użyć, jednak jak wiadomo - zależne to jest od długości i gęstości włosów. :)

No i na sam koniec - mój ulubiony krem do twarzy na noc AVON planet spa z ekstraktem z czarnego kawioru. (tak poza tematem - chyba nie liczyliście na to, że denko może się ukazać bez jakiegokolwiek produktu AVON???? :D) Krem ma bardzo lekką i wodnitą konsystencję, przez co wystarczy na prawdę niewielka ilość, żeby posmarować nim całą twarz. Bardzo przyjemnie nawilża, co czuć od razu po nałożeniu. Rano cera jest wypoczęta i wygląda bardzo zdrowo. Krem ma, jak dla mnie całkiem fajny zapach, aczkolwiek nie gwarantuję, że spodoba się każdemu, bo jest dość charakterystyczny. Dużym plusem jest też to, że nie potrzeba przy niż żadnego dodatkowego kremu pod oczy, bo również w tych miejscach świetnie sobie radzi. W przypadku mojego ulubieńca nie mogę napisać nic innego, prócz tego, że polecam! :)

No i dobrnęliśmy do końca pierwszej części bezdennego denka. Chyba widać pod długości wpisu, że strasznie mi tego brakowało w ostatnich dniach. :D Cieszę się, że udało mi się odnaleźć nieco czasu i wreszcie mogłam wyżyć się pisarsko na blogu ukazując Wam co myślę - przynajmniej w kwestii kosmetyków. ^^
A co Wy o nich sądzicie? Piszcie koniecznie - mimo, iż przerwa w pisaniu postów była ostatnio porażająca, to na komentarze odpowiadałam prawie codziennie. :)

Do następnego - mam nadzieję, że po krótszej przerwie niż ostatnio.
Pozdrawiam!

33 komentarze:

  1. O tak, te kremy do rąk kocham po prostu. Dla mnie najlepsze :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sensie, że do rąk czy Yves Rocher? :D

      Usuń
  2. Bardzo cenię Yves Rocher. Może nie są to mega wydajne kosmetyki, ale wydają się w miarę naturalne...i te zapachy! Jest w czym wybierać.
    Oby sesja jak najszybciej skończyła się i było z głowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zapachy na prawdę powalają mnie na kolana. :)
      Oby, oby!

      Usuń
  3. lubilam tego kallosa, jakis czas temu tez wyladowal w denku :D a ta odzywka z farby to cudo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzę, że Tobie też jest dobrze znana! :)

      Usuń
  4. Miałam te produkty z avonu,a Yves Rocher kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo polubiłam ten krem do rąk jest świetny :D

    Pozdrawiam ~ Blue Butterfly

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że nie można dostać tej odżywki z L'Oreala, bo ja również zniszczyłam sobie włosy keratyną i o dziwo, tak jak Ty sięgnęłam po nawilżającego Kallosa. Nie było jednak aloesowego, którego szukałam, więc wzięłam algowy :) Nie mam porównania, ale opisałabym algową wersję podobnie jak Ty aloesową - nawilżająca, ale bez szału. Poszukam gdzieś na internecie tej odżywki z L'Oreala, bo dwa dni temu znów rozjaśniałam moje zniszczone włosy i nie wiem czy uda się jeszcze ominąć nożyczki ;)
    Miałam próbkę kremu nawilżającego z Yves Rocher z linii Vegetal, ale miałam po nim prawdziwy wysyp na twarzy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Algowy kupiłam mamie, ale nie pytałam jej nawet co o nim myśli. :D
      Ja i tak umówiłam się już na cięcie z farbowaniem, bo muszę okiełznać moje cieniowanie. :D
      :O Jestem w szoku, bo wydawało mi się, że tak naturalne (jak uważa producent) kosmetyki nie mogą nikomu zrobić krzywdy. A jednak.

      Usuń
    2. A próbowałaś od niej wziąć? :D
      Yves Rocher znajdują się na liście producentów najbardziej szkodliwych kosmetyków ;) Zaraz poniżej podam Ci link do pewnego artykułu ;)
      https://www.wprost.pl/nauka/10048944/Opublikowano-liste-kosmetykow-zawierajacych-toksyczne-substancje-Wiekszosc-z-nich-to-produkty-znanych-marek.html

      Usuń
    3. Nie, bo mamy osobne łazienki, więc mi nie po drodze :D
      O proszę, w życiu bym nie pomyślała. Widzę, że mój dezodorant również jest na tej liście. :P

      Usuń
    4. Mój obecny również ;) Nawet nie wiemy czym nas trują, ale takie substancje są wszędzie, nawet w jedzeniu :/

      Usuń
    5. Jeśli chodzi o jedzenie to trudniej znaleźć chyba coś, co nie ma w sobie chemii...

      Usuń
  7. No to trzymam kciuki za tą sesje i obronę!! Życzę jak najlepszych wyników :D
    20 kosmetyków, omg! sporo tego!

    Ja suchych szamponów nie używam, bo własnie dużo z nich pozostawia ten biały proszek i jakoś ot mnie odstrasza ;p
    O tych próbkowych kremach nie słyszałam, jakoś nikt u nie ich nie wrzuca a szkoda ;p
    Za to miałam kiedyś próbkę tego kremu ziaji i nie sprawdził się u mnie bo był troszkę za tłusty. Mimo to lubię tą serię kosmetyków ;)
    Hmm i jak zobaczyłam ten krem do rąk... chyba muszę odkopać moje z kosmetyczki żeby nawilżyć ręce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIE dziękuję, żeby nie zapeszyć. :D
      No sama jestem w szoku! :D

      Mi pomagają w niemyciu włosów codziennie - bo bez nich niestety byłaby to konieczność.
      Ja bardzo lubię maseczkę do twarzy z liści zielonej oliwki.

      Usuń
    2. Skróciłam włosy jakieś 3 cm,sporo wycieniowałam oraz obcięłam grzywkę:D może to nie wygląda na wielkie zmiany,ale efekt widać :)
      Od 2 dni nie mogę się przyzwyczaić do siebie samej ;p

      Usuń
    3. Hahah,no to jednak musi to być widoczna zmiana, skoro się nie poznajesz. :D

      Usuń
  8. No proszę wiosna przeszła w lato i kosmetyki, jak na zawołanie
    Pozdrawiam serdecznie
    zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tylko nie postanowiła się cofnąć. :D

      Usuń
  9. Jak pachnie ta maska z Kallosa? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mamciu, teraz to mnie skasowałaś tym pytaniem. :D
      Zapach ma taki typowo maskowy, bym powiedziała - na pewno nie jest słodki, tak jak w przypadku keratynowej. Rześki można rzec. :D

      Usuń
    2. Rześkość to mi się kojarzy z powietrzem po burzy ;D

      Usuń
    3. Mówisz, masz - właśnie dziś. xD

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się przy obecnej różnorodności. :)

      Usuń
  11. Suchy szampon, no tyle już o nim słyszałam, muszę w końcu zakupić.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Na maskę muszę się kiedyś skusić ;) Oj drogie te kremy z YR i nawet w promocji. Cztery pory roku krem też uwielbiam duży dobry i tani, a na Ziaje mam ochotę muszę pamiętać że tłusta jak się wysuszę to będzie jak znalazł ;)
    Fajne produkty zużyłaś :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń