sobota, 15 kwietnia 2017

256. Marcowe denko wielkanocne.

Witajcie kochani. Wielkanoc za pasem, a ja z przykrością stwierdzam, że w ogóle tego nie czuję. Gdyby nie to, że powyciągałam świąteczne ozdoby, które dodają nieco uroku, to chyba totalnie by mi te święta obleciały. 
Generalnie ludzie przed świętami mnie wnerwiają. Głównie na drogach. Jeżdżą jak ostatnie cioty, parkują jak jeszcze większe cioty i generalnie zachowują się jak stu procetnowe cioty - oczywiście wszystko w pogoni za magią świąt i wielkanocną szynką. Bądź co bądź - świąteczna atmosfera na drogach i w mieście przyprawia mnie o skoki ciśnienia (i weź tu człowieku idź do spowiedzi, jak się przekleństwa przez takich cisną na usta :P). Całe szczęście nie mam zamiaru już nigdzie jeździć, więc może będzie mi dane w spokoju przeżyć te święta. :D
W prezencie do zajączka na dziś przygotowałam dla Was marcowe denko, w którym znajduje się totalny misz-masz jakościowy. Zużyłam kilka na prawdę fajnych kosmetyków, niestety trafiło się też kilka pozycji, którym mówię zdecydowane NIE. Jesteście ciekawi, kto wypadł super, a z kim nie chcę mieć już do czynienia? Zapraszam do czytania. :)
Dzisiejsze denko otwiera czerwony duecik - mleczko do ciała GARNIER oraz szampon do włosów farbowanych GARNIER FRUCTIS. 

Regeneracyjne mleczko do ciała GARNIER okazało się być całkiem przyjemnym kosmetykiem. Ma bardzo fajną jak dla mnie konsystencję, chociaż, gdybym mogła się do czegoś przyczepić - to mogłoby być jeszcze bardziej gęste. Poza tym bardzo ładnie pachnie i nawilża skórę, tak że faktycznie pomiędzy kolejnymi smarowaniami (robiłam to co wieczór) skóra była cały czas nawilżona. Minusem może być też wydajność, ponieważ butelka mimo, że wysoka, to jest bardzo płaska, no i jakoś tak szybko mi się to mleczko skończyło. Kupiłam je jakiś czas temu na biedronkowej promocji - w regularnej cenie pewnie bym się nie skusiła i poszukała czegoś tańszego. :D Niemniej jednak uważam, że jest to produkt godny polecenia - ma intensywnie nawilżać i nawilża. Zadanie wykonane!

Szampon wzmacniający COLOR RESIST to dla mnie jedna wielka porażka. Używałam go już kiedyś i szału nie było, więc nie mam pojęcia dlaczego sięgnęłam po niego kolejny raz. Włosy po nim nie są jakieś super, nie zauważyłam też utrwalenia koloru na moich włosach, jednak nie to było najgorsze. Raz podczas mycia włosów nieco szamponu dostało mi się do oka. Ludzie! Ja przez dwa dni miałam podrażnione i zaczerwienione oko, z uczuciem szorstkości. Totalna porażka, która sprawiła, iż oświadczam Wam, że więcej tego szamponu nie kupię - choćbym miała myć głowę szarym mydłem. :P Także szamponu NIE POLECAM!

Numer trzy na dziś to żel pod prysznic z peelingiem Life. Jest to marka wypuszczana przez Superpharm. Żel ten kupiłam na promocji, przy kasie - wybrałam zapach granatu i papai. Niestety ten kosmetyk to kolejny bubel - połowiczny, ale zawsze. Co do peelingowania - tutaj nie mogę się przyczepić, bo posiadał on bardzo fajne, małe ale dość twarde drobinki, które oczyszczały skórę. Porażką jednak jest zapach. Ja w życiu chyba nie wąchałam tak sztucznie pachnącego kosmetyku. Gdyby granaty tak pachniały, to na pewno bym ich nie jadła. Zapach był bardzo chemiczny, czuć w nim było głównie sztuczność substancji zapachowych, a jak wiadomo - pod prysznicem zapachy są jeszcze bardziej intensywne. Zapach mnie wręcz odrzucał, tak więc tego kosmetyku również Wam NIE POLECAM, sama też będę się trzymać od niego z daleka.

Numer cztery na dziś to moje ulubione mleczko do demakijażu AVON. Pojawiało się tutaj już kilka razy i nadal będzie się pojawiać, bo jesteśmy BFF. :D Jest delikatne, nie uczula ani nie podrażnia twarzy. Mimo swojej tłustości również nie zapycha i co najważniejsze - radzi sobie nawet z bardzo mocnym makijażem oka, na którego zmycie wystarcza mi jeden wacik. :) POLECAM Wam to mleczko. :)

Kolejny kosmetyk to suchy szampon SYOSS. Kupiłam go na jakiejś promocji w rossmannie, po tym jak mój ulubieniec z Dove po prostu zniknął. :( Nadal szukam  swojego ideału, który mógłby go zastąpić. Co do tego szamponu, to początkowo mnie wkurzał, ponieważ pryskałam go za dużo, przez co zostawiał biały ślad, jednak z czasem nauczyłam się go stosować i powiem Wam, że jak na razie jest on chyba najbliższy mojemu ulubieńcowi z Dove. Włosy po jego użyciu są czyste i efekt też utrzymuje się przez cały dzień. Nie podrażnił mi skóry głowy, nie dostałam też po nim łupieżu, więc myślę, że sięgnę po niego kolejny raz - o ile suchy szampon Dove nie wróci z przytupem. :D

Kolejny kosmetyk na dziś to korektor w pomadce AVON COLORTREND. Przez chwilę po jego zużyciu naszła mnie myśl, że może to jest czas, by poszukać czegoś lepszego? No i kupiłam korektor w płynie, po którego użyciu przeprosiłam COLORTREND i stwierdzam wszem i wobec - dla mnie to on jest najlepszy! Świetnie kryje cienie pod oczami i wszelkie niedoskonałości. A co ważne - utrzymuje się przez cały dzień, ładnie wtapiając się w podkład, co powoduje, że jest totalnie niewidoczny. Dostępny jest on w dwóch odcieniach - ja zawsze wybieram ten jaśniejszy. Produkt ten również pojawia się tutaj już któryś raz i myślę, że nadal będzie się pojawiał - uważam że jest on godny polecenia. :)

Obok/poniżej jak kto woli - plasterek oczyszczający nos Cettua. Pojawia się tutaj drugi raz. Za pierwszym razem pisałam, że użyłam go zgodnie z instrukcją, co okazało się być zbyt krótkim czasem dla tego plasterka. Za drugim razem trzymałam go na nosie dłużej i powiem Wam, że... jak mu się uda, to coś wyciągnie. Nie jest to super oczyszczający produkt, ale z pewnością jest on nieco gadżeciarski, dla ciekawskich. Jeśli ktoś jest ciekaw i sam chce spróbować, to nie odradzam. Ja po zużyciu całego opakowania raczej ponownie go nie kupię, bo liczyłam na jakieś WOW, a tutaj - no niby działa, ale nie do końca. Mam mieszane uczucia co do tego produktu, więc ani nie polecam, ani nie hejtuję. :D 

Na koniec mam dla Was tragikomedię. W roli głównej szczoteczka z grzebykiem do brwi. Zamówiona na allegro. Cóż mogę więcej powiedzieć - całość widzicie na załączonym obrazku. Szczoteczka wykonana była z tak kruchego plastiku, że podczas podróży totalnie się pokruszyła i oto co z niej zostało. Ja stety niestety dość często się pakuję i wyjeżdżam, więc rzeczy, których używam muszą posiadać do minimum trwałości - jak widać ona nie miała takiej właściwości. Przestrzegam Was więc przed zakupem takich szczoteczek z przeźroczystego plastiku, lepiej wybierzcie coś masywniejszego. Ja obecnie posiadam szczoteczkę z czarnego plastiku, z grubszą rączką - ogólnie jest bardziej okazała i jak na razie przeżyła kilka wyjazdów. :P

Obok mam dwie wymienne główki do szczoteczki elektrycznej Oral-B. Szczoteczki elektrycznej zaczęłam używać za namową ortodonty. Mówi się, że szczoteczka elektryczna usuwa więcej płytki nazębnej i zapobiega powstawaniu kamienia - no i tak też jest. Przed używaniem szczoteczki co jakiś czas pani proponowała mi chociażby oczyszczanie zębów poprzez piaskowanie, gdy zaczęłam używać szczoteczki z okrągłą główką jej pytania zaniknęły. Jednak gdy zmieniłam główkę na tę podłużną, znów pojawił się osad. Podłużna szczoteczka zachęciła mnie faktem, że miała ruchome obie główki - jednak jak się okazało, nie oczyszczały one tak dobrze jak główka okrągła. Jak widać nie zawsze rozmiar ma znaczenie. ^^ Główka okrągła - Oral-B, podłużna to jakaś podróba z allegro. :)

No i to by było na tyle w marcowym denku. Nie za dużo, nie za mało lecz w sam raz. :D Do czegoś Was zachęciłam? A może odstraszyłam do jakiś produktów? :)

Chciałabym Wam jeszcze z okazji świąt życzyć dużo słońca, pysznego jedzonka, pozytywnej atmosfery, a w Śmigus Dyngus - żebyście byli mokrzy jedynie od wzajemnego polewania siebie wodą, a nie od lejącego deszczu. :P 
Wesołych Świąt! ^^

24 komentarze:

  1. Wspaniałych Świąt:)
    Nie znoszę produktów z Garniera do włosów, na moje w ogóle nie działają, tylko mnie denerwują :(
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, na pewno będę je miło wspominać. :)
      Ja też już jestem im przeciwna. :P

      Usuń
    2. A ja Fructisa lubię, szczególnie niebieskiego, fajnie pachnie:)

      Usuń
    3. Jakby mi nie próbował wypalić oczu, to pewnie nie miałabym wobec niego jakiś większych zastrzeżeń. :P

      Usuń
  2. Mam to mleczko z Garniera i je uwielbiam :) A zamiast plasterków na nos polecam pastę głębokooczyszczającą z Ziaji. Zawsze miałam problem z tymi zaskórnikami i nawet plasterek na to nie pomagał, a po tej paście jest super :) I na dłużej starcza, a cena za opakowanie wynosi około 7 zł, chociaż ostatnio widziałam ją na promocji w Hebe za 4 z groszami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę kupić tę pastę przy najbliższej okazji. :) A z jakiej serii jest ta pasta? Liście manuka?

      Usuń
    2. Tak, liście manuka :)

      Usuń
    3. Od razu przyszła mi na myśl, gdyż wiele osób już mi tę pastę polecało. Muszę się w końcu skusić i wydać własny werdykt. :D

      Usuń
    4. Dzisiaj planuję odwiedzić rossmann to może ją znajdę. :P

      Usuń
  3. Miałam kiedyś ten suchy szampon i chyba nadal nie nauczyłam się z niego korzystać, bo właśnie zostawia białe ślady. Nie przekonał mnie do siebie.

    Wesołych Świąt życzę ~ Blue Butterfly :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczęłam stosować go mniej i to pomogło. :D

      Usuń
  4. Tak, a ja na święta się rozchorowałam. Na szczęście nie mam auta, więc bluzganie na kierowców, cóż jeszcze nie doświadczyłam tego doznania:). Myślę, że jeśli chodzi o szampon do włosów, to kwestia sporna. Ja na przykład używam i dobrze się u mnie sprawdza. Zaczęłam go stosować za namową siostry, która jest z zawodu fryzjerką. Ale muszę powiedzieć, że kiedy mi jakikolwiek doradzała, to zaznaczała, że do każdego rodzaju skóry głowy i włosów sprawdzają się rożne preparaty. Kosmetykom syoss'a niestety nie ufam. Co prawda nie próbowałam, ale swego czasu słyszałam wiele negatywnych opinii na ich temat i trochę boje się spróbować.
    Jeśli chodzi o plastry oczyszczające, to już rok temu o nich słyszałam, ale jeszcze nie miałam okazji z nich skorzystać. Dziękuje za przypomnienie. Myślę, że poszukam ich tu na miejscu, a jak nie to nabędę w trakcie pobytu w Polsce i przetestuje:)

    Nie wiedziałam, że elektryczna szczoteczka do zębów bardziej je oczyszcza z kamienia! Zawsze miałam opory przed jej kupieniem. Cóż w takim razie spróbuję, bo mam straszne problemy z kamieniem na zębach. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mam nadzieję, że już po chorobie i jest ona dla Ciebie tylko wspomnieniem. ;)
      O widzisz czyli coś co się sprawdza u mnie, niekoniecznie sprawdzi się u Ciebie itp. Ja szampony syoss bardzo lubię i powiem Ci, że w moim otoczeniu złego słowa o nich nie słyszałam. :D
      Ależ proszę, całkiem fajna z nich zabawka :P

      Oczyszcza z osadu nazębnego, z którego czasem powstaje kamień, no a z jego usunięciem nie jest już tak lekko. ;)

      Usuń
  5. Akurat mam w planach kupić Garnier Fructis, ale nie do utrwalenia koloru, ale przeciwłupieżowy. I ten podobno jest dobry. Poza tym liczyłam na kosmetyk z zapachem granatu i już mialam napisać, że chętnie bym sobie takk kupiła, ale skoro ma on sztuczny zapach, szkoda wydawać kasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś miałam jeszcze chyba do włosów przetłuszczających się. ;)
      Nie warto, mimo że kosztował chyba z 5 złotych, to sztuczność zabija wszystkie pozytywy.

      Usuń
  6. Ludzie przed świętami jakoś dostają zaćmienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosłownie i to przed każdymi świętami. :P

      Usuń
  7. Kiedyś uwielbiałam produkty z Garniera. Teraz natomiast moja skóra na głowie i włosy wolą naturalne produkty - Sylveco.
    Szczoteczki elektryczne to naprawdę dobra sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam jeszcze o tej marce. :)
      O tak, chociaż długo mi zajęło, żeby się do nich przekonać. :)

      Usuń
  8. Te balsamy Garniera sa dobre, faktycznie robią fajną robotę! Co do szamponu - niestety te szampony jak dla mnie są wielka porażką. Używałam do włosów przetłuszczających sie i było by ok gdyby nie fakt że włosy po jednym dniu były dwa razy gorsze niż przed użyciem produktu.

    Chętnie bym przetestowała ten plaster na wągry.. hm chociaż kiedyś używałam czegoś podobnego i tez nie było super efektu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że podzielasz moją opnie, iż lepiej się trzymać od nich z daleka. :D
      Wiesz, ja je dorwałam na promocji i dlatego stwierdziłam, że mimo wszystko warto się z nimi pobawić. Ale gdyby były droższe to pewnie byłoby mi szkoda kasy. :P

      Usuń
  9. Nie używam na co dzień prezentowanych przez Ciebie kosmetyków...;) szczoteczki elektryczne mamy w domu :) także tu jest jakaś płaszczyzna wspolna ;)

    OdpowiedzUsuń