czwartek, 6 kwietnia 2017

255. O marcu, który stał się początkiem.

Witajcie kochani. Ostatnio jest mnie tutaj niewiele, a wszystkiemu winna jest moja uczelnia, a konkretniej - jeden z wykładowców. Wymyślił on sobie tak totalnie odjechane w kosmos zadanie zaliczeniowe (a to dopiero jedno z trzech), że już normalnie spać po nocach przez to nie mogę, gdyż ni cholerci nie wiem jak je ugryźć. No, a jak to mawiał swego czasu jeden z moich katechetów - czas ucieka, wieczność czeka - w tym przypadku zamieniłabym słowo wieczność, na termin. Tak więc większość czasu poświęcam ostatnio na rozbrojenie tej tykającej bomby, ochrzczonej moim zadaniem, przez co musieliście poczekać nieco dłużej na nowy wpis. 
No ale jest! Udało się, w końcu, po kilku dniach sklejania zdań w całość napisałam dla Was sensownej długości post, o tematyce retrospektywnej - mianowicie, wspominamy marzec. 
Zapraszam do czytania. :)

instagram
W pierwszą sobotę marca zmuszona skierowaniem wybrałam się na badanie krwi. O matko z córką, jak ja nienawidzę tego robić. Ogólnie na samą myśl robi mi się słabo i już boli mnie to miejsce, w zgięciu łokcia. :P Ale dałam radę i kolejny raz okazało się, iż jestem zdrowa jak ryba. Z jednej strony złoszczę się na mojego lekarza, że przy każdej nadarzającej się okazji wysyła mnie właśnie na krew, ale z drugiej, to nawet się cieszę. Mam swoje zdrowie pod kontrolą i jakoś spokojniej mi się żyje w tym dzisiejszym - dosłownie chorym świecie.

Skoro już tak medycznie zaczęłam ten miesiąc, to idąc za ciosem umówiłam się na kontrolę do dentysty, który przypomina mi o tym co pół roku, przysyłając sms oraz  do ginekologa, gdyż minął mi już rok od ostatniej wizyty. Co do dentysty, to wizyty tam w ogóle mnie nie przerażają i nie rozumiem tej całej nadmuchanej dentofobii. Natomiast do ginekologa nadal nie lubię chodzić, ale wiem, że trzeba i wypada, więc idę i Was również namawiam. :P Swego czasu śmiałyśmy się z koleżanką, że mamy zupełnie odwrotne odczucia, bo ona ma strach przed dentystą, ale za to po dwóch porodach wizyta u ginekologa w ogóle jej nie rusza. :D

Ósmego marca - w dzień kobiet przeżyłam chyba najlepszy dzień kobiet w swoim życiu. Po pracy pojechałam do biedronki, po jakąś tonę słodyczy - bo przecież umówiłam się z A. u niej na kawę, no a z pustymi rękami nie wypada! Nawet nie wiem z jaką prędkością mijały nam kolejne godziny, gdy nagle z 16.30 zrobiła się 20. Jak zwykle nie mogłyśmy się nagadać, a tematy zmieniały się same, jak kolejne piosenki w odtwarzaczu. Po powrocie do domu czekały na mnie kwiaty, czekolady i... goście! Mój kuzyn z żoną wpadli na ten babski wieczór, który zakończyliśmy pizzą i winem (mimo, iż był to środek tygodnia!). Podsumowując - genialnie się ubawiłam tego dnia i już nie mogę się doczekać jakiejś powtórki! :)

W marcu zaliczyłam też kolejną wizytę u ortodonty. Tym razem pani uraczyła mnie bardzo miłą wiadomością, iż "jeszcze trochę i będziemy ściągać" aparat. :D Po mojej prośbie o skonkretyzowanie terminu "jeszcze trochę" Pani oznajmiła, że jeszcze jakieś pół roku maksymalnie. Sama nie wiem czy już nie mogę się doczekać. W sumie zdążyłam polubić mój aparat i nie mogę wykluczyć, że nie będzie mi go brakować w przyszłości. ^^

Marzec to również miesiąc imienin mojej babci, którą odwiedziłam po czasie, ale zawsze. :D Babcia ugościła nas herbatą i całym mnóstwem słodyczy. Oczywiście podeszła do tego taktycznie i co kilka minut coś donosiła, przez co po jakiejś godzinie na stole było tyle jedzenia, że szpilki nie szło by nigdzie wcisnąć. :D Całe szczęście, że babcia nie ma większego stołu. ^^

google
W marcu obejrzałam dwa filmy, z kategorii tych kinowych. Pierwszy z nich to Alicja po drugiej stronie lustra. Jest to swego rodzaju kontynuacja Alicji w Krainie Czarów. Film opowiada o losach dorosłej już Alicji, która ponownie pojawia się w Krainie Czarów. Tym razem jej misją jest ocalenie rodziny Szalonego Kapelusznika. Powiem Wam szczerze, że tematyka Alicji nigdy mnie specjalnie nie pociągała, ale jedno o tym filmie muszę powiedzieć - jest wspaniały! Mnogość kolorów, charakter postaci. Mimo całej tej fantastyki akcja jest bardzo realna, a sama końcówka trzyma w napięciu do ostatniej sekundy. Jedyne co mi się nie podobało to... Alicja. :D Mogli wybrać ładniejszą aktorkę. :P Poza tym polecam Wam gorąco, na te lżejsze i cięższe dni. ^^

Drugi film to Bella i Sebastian 2. Tutaj muszę nadmienić, że jedynkę oglądałam bodajże rok temu, gdy na ekrany kin wchodziła druga część i zakochałam się w tym filmie. Opowiada on o małym chłopcu Sebastianie, który mieszka w górskiej, francuskiej wsi, w czasach wojny. Chłopiec odnajduje w górach bestie, która rzekomo zagryza gospodarzom owce. Prawda jest jednak zupełnie inna - bestia to pies - Bella, która okazuje się być dobrym i przyjacielskim stworzeniem, niesłusznie oskarżanym o spustoszenie. Wraz z Sebastianem mieszka Angelina i jej ojciec (nie będę Wam zdradzać ich więzi rodzinnych, ażeby za dużo nie spojlerować). Podczas wojny Angelina postanawia wyjechać do Anglii by pomagać na froncie. Część druga opowiada o powrocie Angeliny, podczas którego następuje awaria samolotu, który rozbija się w lesie powodując jego pożar. To co urzekło mnie zarówno w pierwszej jak i drugiej części, to przyjaźń pomiędzy psem, a człowiekiem. Film ukazuje, że nawet jeśli ludzie w nas nie wierzą, to nasz czworonożny przyjaciel zawsze będzie stał po naszej stronie. Jeśli moja krótka rekomendacja Was nie przekonuje - polecam obejrzeć chociażby zwiastun, gwarantuję, że złapie i Was za serce. :)

Od marcowego podsumowania wraca również wzmianka na temat sportu! Tak kochani, zaczęłam biegać, w ostatnich dniach marca - wykorzystując piękną pogodę. Stąd też tytuł posta - gdyby ktoś do teraz się nad nim głowił. Marzec stał się dla mnie początkiem sezonu biegowego. :D Na dobry początek - w marcu przebiegłam 5,37 km spalając przy tym 312 kcal. :) Jedno co mogę Wam obiecać - w kwietniu będzie lepiej! :D

No i to by było na tyle jeśli chodzi o moje marcowe wspomnienia. A jak sprawa wygląda u Was? Piszcie koniecznie co dobrego wydarzyło się u Was w marcu!

P.S.
Muszę się Wam pochwalić, że brałam udział w konkursie organizowanym przez Nescafe oraz Maffashion na instagramie i moja focia została doceniona! Zostałam wyróżniona jako jedna z 50 laureatów nagród dodatkowych. ^^ Co jak co, ale fotki na konkurs, to chyba umiem strzelać. :D

Tymczasem pozdrawiam i do następnego! 

36 komentarzy:

  1. Bardzo nie lubiłam skomplikowanych zaliczeń, bo bądź co bądź to komplikacja z życia. I po co to komu?;)
    Zapału do biegania zazdroszczę. Ja wraz z nadejściem wiosny odczuwałam mega zmęczenie i osłabienie. Do tej pory zresztą nie mogę się jakoś pozbierać.
    Gratuluję wyróżnienia w konkursie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że to uprzykrzanie życia na siłę. :P
      Dzięki, ja też czuję się jakaś zmęczona, jednak mimo wszystko staram się ruszyć tyłek i biegać te dwa razy w tygodniu. :)

      Usuń
  2. O, gratuluję :) I powodzenia z tym zaliczeniem:)
    Ja badań krwi się nie boję, lubię nawet, dziwne to:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      No to rzeczywiście dziwne, zgadzam się :D

      Usuń
  3. Dasz radę wszystko zaliczyć,wierzę w Ciebie ! :) Też nie lubię badania krwi ;-) Gratulacje <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój uniwersytet ma podobne zapędy, niestety, więc rozumiem twój ból. Zwłaszcza święta są łakomym kąskiem do zepsucia.
    Na szczęście żadnych lekarzy się nie boję. Boję się tylko sum, które chcąc ode mnie, za nic mając tłumaczenia, że co z tego, że będę miała zdrowe zęby, skoro nie będę miała za co kupić sobie jedzenia i będą stały nieużywane. Nigdy nie było mi u dentysty tak słabo jak kiedy podała cenę za jedna plombę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście zaraz po świętach nie mam zjazdu, więc raczej nie poświęcę ich na naukę (chociaż już czuję w kościach, że będę tego żałować xD).
      To dobrze, że do ortodonty nie chodzisz. xD Ja jak usłyszałam czterocyfrową sumkę za jeden łuk, to mnie aż ścisnęło. :D

      Usuń
  5. Uczelnia, wykładowcy cieszę się że mam to już za sobą. Tony papierów, bolące oczy od monitora. Niestety uczelnie w polsce jeszcze długo będą kuźnią papierologii nie koniecznie przydatnej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi zostały dwa miesiące :P
      No i cóż zrobić. ;/

      Usuń
  6. A myślałam, że moi wykładowcy są upierdliwi. :) Mam nadzieję, że ogarniesz wszystkie te zadania zaliczeniowe.
    O rany, a ja nie miałam krwi badanej chyba kilka lat. W ogóle lekarzy unikam jak ognia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wszyscy są. :P
      Ja też raczej się staram do nich nie chodzić. :)

      Usuń
    2. Może racja. :D
      Ale o zdrowie dbasz, a to ważne. :)

      Usuń
    3. Taki typ człowieka. xD
      No staram się, ale pewnie można to robić rzetelniej. :P

      Usuń
    4. Znaczy normalni ludzie nie zostają nauczycielami akademickimi? :D
      Pewnie można, ale też nie należy z tym przesadzać.

      Usuń
    5. Wiesz, możliwe, że w momencie, gdy zostają, to są jeszcze normalni, tylko ta branża ich zmienia. :D
      We wszystkim trzeba mieć umiar. ^^

      Usuń
    6. Mam nadzieję, że zmieniają się tylko w stosunku do studentów, bo chłopak mojej przyjaciółki planuje karierę w tej branży. :P
      Dokładnie. Nadmierna troska o zdrowie też do niczego dobrego nie prowadzi, tylko jeszcze bardziej się denerwujesz.

      Usuń
    7. Wow, no to ambitnie. :D
      Zaraz mi na myśl przychodzą ludzie, którzy z każdą głupotą lecą do lekarza. :P

      Usuń
  7. lekarz, który wysyła na badanie krwi - super sprawa. nawet jeśli tylko dla swietego spokoju. a tego wykładowce, co dal takie zadanie zapamietasz do konca zycia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No z jednej strony tak, ale baaardzo tego nie lubię. :P
      Jego to nawet i bez tego zadania będę pamiętać. :D

      Usuń
  8. Też byłam na badaniu krwi... ale niestety z glukozą. Bleee!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A słyszałam różne opinie na ten temat. Jednej koleżance mojej kuzynki smakował ten "napój". :D

      Usuń
    2. Kudłatemu też smakował. I to do tego stopnia, że kupował sobie glukozę, aby wypić sobie tak o w domu.

      Usuń
    3. Hahah, no nie wierzę. :D Chyba właśnie się wydało, po kim Twoja córa ma pomysły. :D

      Usuń
    4. Bardziej jest do mnie podobna ;P Pierwszy raz widzę dziecko, które chodzi i sprząta ;D

      Usuń
    5. :O Brawo! Syn mojej chrzestnej jak był mały to uwielbiał sprzątać, nawet do tego stopnia, że jak do kogoś jechał, to wytykał bałagan. :D

      Usuń
  9. Ja obiecywałam sobie zacząć biegać od marca a tu już kwiecień i nie chce mi się :P Lubiłam biegać, ale nie mogę się zebrać do tego ;)
    Mam nadzieję, że pochwalisz nam się nowym uśmiechem :D
    Ja badanie krwi miałam ostatnio w wieku 17 lat i naprawdę bez absolutnie ostatecznej ostateczności nie zamierzam mu się poddawać ;p Chyba że wymyślą jakąś nową bezigłową metodę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mi też się nie chciało, ale powiedziałam sobie, że jak nie ruszę dupska w marcu, to pewnie i cały kwiecień przesiedzę. :P
      Ależ oczywiście. :D Już dawno umówiłam się z moją przyjaciółką, która jest fotografem na sesję, po zdjęciu aparatu. :D
      Ja chyba w takim wieku miałam badanie po raz pierwszy, a ostatnio zdarza mi się to co roku. :P

      Usuń
  10. Też bym się bał iść do ginekologa...
    Fajnie, że Ci zdejmą aparat, choć z drugiej strony dodaje on swoistego uroku. Ważne żebyś czuła się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, na szczęście nie musisz. :D
      Teraz, jak mam już proste zęby, to nawet te druty mi nie przeszkadzają. :P

      Usuń
  11. Dobrze, że badania wyniki badań masz poprawne. Zawsze masz już 'święty' spokój :)

    No, no Dzień Kobiet miałaś naprawdę udany :) Pogaduszki z przyjaciółmi to idealny relaks :) Jeszcze to wino wieczorem!

    Widzę, że pod względem wizyt zdrowotna kontrolnych to ten miesiąc miałaś zabiegany :D

    Ja nie oglądałam tych filmów. Tylko kiedyś gdzieś pierwszą cześć Alicji obejrzałam :P muszę nadrobić ;p

    Masz zaparcie do tych biegów :p ja mam za słabe kostki do tego sportu :P
    Gratuluję 'wygranej' w konkursie ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie. :)

      Taki dzień kobiet nie zdarzył mi się chyba nigdy wcześniej. :D

      Polecam filmy. Bardzo przyjemne pożeracze czasu.

      Do czegoś trzeba mieć :D

      Dziękuję. :)

      Usuń
  12. Ja tam lubię swojego ginekologa :-) A przez takie trudne zaliczenia na uczelbi od pół roku nie widziałam mojej przyjaciółki bo nie może wrócić do domu :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do swojego też nic nie mam, ale nie jest to wizyta, na którą skaczę z radości. :D
      Całe szczęście mi się udaje wracać. :D

      Usuń
  13. Czasem tak trzeba :p
    Hahah,ja też to sobie powtarzam..mam czas,mam czas,a potem się okazuje, że 'jutro' ostatni termin :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj staram się robić wszystko od razu, żeby właśnie nie latać na ostatnią chwilę, jednak sformułowanie STARAM SIĘ jest tutaj kluczowe. xD

      Usuń