poniedziałek, 27 lutego 2017

250. Pierwsze denko '17

Witajcie kochani. Wiosennie nam się zrobiło - chociaż na chwilę, mam jednak nadzieję, że tak pozostanie i powoli będziemy mogli przerzucać się na cieńsze kurtki i sportowe buty. U mnie temperatura sięgała dziś 14 stopni i w zimowej kurtce dosłownie się roztapiałam, a jak było u Was? 
Dziś na podtrzymanie ciepłej atmosfery przygotowałam dla Was styczniowe denko - czyli zbiór kosmetyków, które w 2017 roku zużyłam jako pierwsze. Czy są tam jakieś noworoczne perełki? Przekonajcie się sami. :)



Jako pierwszy kosmetyk, przedstawiam Wam żel pod prysznic, swego czasu bardzo rozsławionej w telewizji marki Le Pettit Marselliais o zapachu białej brzoskwini i nektarynki.  Reklamy za wszelką cenę starały nam się wbić do głowy cudowność zapachów ów żeli, a jakie one są w rzeczywistości? Iście zaje..fajne. ^^ Dawno nie spotkałam się z kosmetykiem, który tak pięknie i naturalnie pachniał owocami. Zapach nie jest przesłodzony, nie jestem w stanie wyczuć w nim ani odrobiny sztuczności - jak oni to zrobili? Czyżby perfumowali żele kompotem? :D Szczerze właśnie tak mi się ten zapach kojarzy - z naturalnym i świeżym kompotem zrobionym w samym środku lata. :P Żel jest też bardzo wydajny, wystarczy jego niewielka ilość, żeby umyć całe ciało. Ja sama przez dłuższy czas nie mogłam przyzwyczaić się do ilości potrzebnego produktu, przez co ciągle lałam go za dużo, a później nie mogłam wypłukać myjki, bo pieni się on jak szalony. :D Bądź co bądź - moje pierwsze zetknięcie z tą marką jak najbardziej pozytywne i chętnie jeszcze kiedyś sięgnę po coś z tej serii. Macie jakieś ulubione zapachy godne polecenia? :)
Numer dwa to już dobrze Wam znana Rexona Motionsenses, aloe vera. Mój numer jeden - niezmiennie. Nie brudzi ubrań, chroni przed przykrymi zapachami, a do tego sam ma dość subtelny zapach, którego raczej się nie wyczuwa, dzięki czemu nie gryzie się z perfumami (a jak wiecie, ja nie cierpię zapachowych antyperspirantów). Jakiś czas temu testowany w warunkach skrajnych - podczas a6w, także daje radę! 
Numer trzy to krem do rąk i paznokci firmy cztery pory roku, tym razem cytryna, limonka i olejek rycynowy. Z ogromną przykrością muszę stwierdzić, iż jest to najsłabszy krem tej firmy, jaki do tej pory używałam. Mimo mojej wielkiej miłości do wszelkich cytrynowych zapachów i wszystkiego co cytrynowe - ten krem nie nawilżał tak dobrze jak inne z jego rodziny. Często musiałam nanosić krem kilka razy pod rząd, żeby poczuć ulgę i pozbyć się uczucia suchości. Tak więc pomimo pięknego zapachu, jeśli nie zostanę nim obdarowana, to sama raczej po niego nie sięgnę. 
Kolejny produkt na dziś to żel peeling do twarzy Hydra Vegetal Yves Rocher. Zacznę od tego, że kupiłam go tylko dlatego, iż pani ekspedientka była przemiła i skusiła mnie rabatem -50% na cokolwiek. A że akurat potrzebowałam żelu do twarzy, postawiłam właśnie na niego. Mimo sporej obniżki, jak dla mnie cena 15 złotych za 75 ml produktu jest kosmiczna. Ale niech będzie, że się poświęciłam dla Was i dla denka. :D A jak moje wrażenia dotyczące samego produktu? Już po otwarciu czuć zapach, który oznajmia nam, że jest to kosmetyk z wyższej półki - nie potrafię go opisać, ale z pewnością wiecie o co chodzi. Sam peeling ma bardzo przyjemne działanie, ścierających drobinek nie było ani za mało, ani z dużo - w sam raz. Żel miał również nawilżać skórę - czy nawilżał? Powiem Wam, że jakieś wielkiej różnicy, która rzuciłaby mi się w oczy nie zauważyłam. Także bądź co bądź kosmetyk bardzo fajny, ale w regularniej cenie 30 złotych z pewnością bym go nie kupiła. 
Obok również dobrze Wam znany krem do twarzy Ziaja liście manuka. Pochodzi on z serii, którą znają już chyba wszyscy i zdecydowana większość tych wszystkich ją uwielbia. Ja skupiłam się jednak jedynie na kremie na dzień i pozostaję mu niezmiennie wierna. Bardzo ładnie się wchłania, jest idealny jak baza pod makijaż - nawilża, ale nie przetłuszcza skóry. Używam go od kilku lat i jak na razie nie zanosi się na jakiekolwiek zmiany. :)
Na kolejnym zdjęciu szampon koloryzujący Joanna czekoladowy brąz. Z tego co pamiętam pojawił się tutaj przynajmniej raz. Jak pisałam już kiedyś, jest to moje koło ratunkowe w momencie, gdy totalnie nie mam czasu na farbowanie włosów, a ewidentnie widać, że tego potrzebują. Coś o czym nie wspomniałam wcześniej, to fakt, że kolor całkowicie się spiera z włosów, co może być plusem dla osób, które boją się długotrwałych zmian lub tylko chcą przetestować jakiś kolor. Trwałość to 4-8 myć - u mnie kolor utrzymuje się około miesiąca, przy myciu głowy 2-3 razy w tygodniu, więc producent nie kłamie. Przy czym z każdym myciem kolor jest coraz jaśniejszy. Szampon nie niszczy ani nie wysusza włosów, nie podrażnił mi też skóry głowy. W razie ubrudzenia sobie twarzy bardzo łatwo się zmywa. Minusem może być fakt brudzenia ręczników po myciu głowy, gdyż kolor podczas mycia dosłownie spływa brudząc wodę, aczkolwiek jest to tak łagodny produkt, że po wypraniu nie ma ani śladu, nawet na bardzo jasnych materiałach. Ja mimo wszystko polecam, bo jest to wygodne rozwiązanie dla osób, które totalnie nie mają czasu na dłuższe zabiegi czy wyjście do fryzjera. :)
A teraz prawdziwy hit! Hotelowe kosmetyki! Podczas ostatniego pobytu w novotelu postanowiłam zostać Hotelowym Januszem i zabrałam ze sobą resztki hotelowych kosmetyków, aby wykorzystać je podczas denka. :D Pomyślałam, że pewnie wiele osób, przed pierwszym nocowaniem w hotelu zastanawia się co trzeba wziąć ze sobą i ostatecznie z tej całej niepewności biorą WSZYSTKO. Ale czy potrzebnie? 
Ja skupię się na kosmetykach, bo tych najczęściej zabieramy ze sobą najwięcej. Tak więc jadąc do novotelu możecie zapomnieć o szamponie, żelu pod prysznic oraz mydle do rąk. W hotelowej łazience czekają na Was całe zestawy tych kosmetyków. Jednak najważniejsze - jak się spisują? Novotel szczyci się naturalnością swoich kosmetyków i powiem Wam, że ma do tego prawo. Kosmetyki aż czuć naturalnością i pod tym względem nie można im niczego zarzucić. 
Idąc po kolei - szampon zachowuje się tak jak większość naturalnych ziołowych szamponów - czyli dobrze się pieni, oczyszcza głowę, nie podrażnia, jednak po jego użyciu włosy są bardzo suche i koniecznie musicie użyć po nim jakiegoś olejku czy odżywki (ja zazwyczaj zabieram ze sobą olejek arganowy lub coś w tym stylu, ponieważ zajmuje minimum miejsca :)). 
Jeśli chodzi o żel pod prysznic - ja nie mogę się tutaj przyczepić do niczego. Ładnie pachnie, nie wysusza skóry i nieźle się pieni - chociaż mój B. uważa, że pieni się za mało. :D
 Do każdego zestawu dołączone jest również mydło w kostce, ale jak tylko je rozpakowałam od razu wyrzuciłam papierek, więc foci nie ma. Z mydła nie jestem zadowolona i używam go tylko do mycia rąk, ponieważ w odróżnieniu od pięknie pachnących poprzednich kosmetyków ono pachnie zwykłym szarym mydłem, co mnie osobiście drażni. 
Buteleczki z żelem i szamponem mają po 40 ml, jednak spokojnie wystarczają na 4-6 użyć, a w razie potrzeby obsługa dokłada nowe. Co do mydła - w życiu nie udało mi się zużyć całej kosteczki, mimo, że jest na prawdę malutka (może dlatego, że za nią nie przepadam?). :P
Z tego co ostatnio słyszałam novotel ma łączyć się z ibisem, więc pewnie i tam spotkamy niedługo te same kosmetyki. Z tego co pamiętam, w ibisie za koszyczek kosmetyczny trzeba było zapłacić 6-8 złotych, ale nie jest to wielki koszt w porównaniu z miejscem, które możemy dzięki temu zaoszczędzić - zwłaszcza gdy wybieramy się w trip pociągiem. :P Novotel wlicza kosmetyki w cenę pokoju, wiec czy chcemy czy nie - dostaniemy je. :D

No i to by było na tyle. Mam nadzieję, że miło Was zaskoczyłam hotelową odsłoną denka, z która ja się obecnie jeszcze nie spotkałam. :D 
Któryś z kosmetyków szczególnie Was zainteresował? A może któregoś z nich szczególnie nie lubicie? ;) Czekam na Wasze opinie. 
Pozdrawiam i do następnego! 

53 komentarze:

  1. Rany, a ja nigdy nie byłam w prawdziwym hotelu :/ Tzn w Zakopanem, w tamtym roku mieliśmy ładny pensjonat, ale to nie był hotel. Muszę jakoś przekonać Ciacha by wydać w ten sposób trochę kasy ;)
    Jeśli chodzi o żele pod prysznic Marselle czy jakoś tak to ja zapamiętałam, że nie zrobiły na mnie wrażenia, bo pachniały jakoś tak mało świeżo. Ale to było dawno ;p Zaś Rexonę miałam niedawno i nie wiem co się ze mną stało, ale mega mnie dusił. Strasznie po nim kaszlałam i zaczęłam podejrzewać u siebie uczulenie na talk. A szkoda, bo pachniał ładnie.
    Ives Rocher to sklep do którego chodzę rzadko, ale jak już zajrzę to zostawiam dużo kasy ;p Ostatnio byłam w sierpniu odebrać swój urodzinowy prezent, nawiasem mówiąc, piękny i zrobiłam zakupy na 60 zł z czego dwa szampony, które mam do tej pory xD Seria Liście Manuka uwielbiam, chociaż kremów jeszcze nie używałam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, hotele mają taki swój klimacik. :D
      Może wszystko zależy od zapachu. :) Mi na szczęście nic nie jest, bo nie lubię kulek itp. :P
      Ja byłam ostatnio po wisiorek z kryształkiem Swarovskiego (rzekomo) i wieeeelką czerwoną torbę na zakupy. :D

      Usuń
  2. Ten krem do rąk to mi śmierdział kostką do wc ;) Ja w ogóle nie lubię cytrynowych kosmetyków, bo większość pachnie jak odświeżacze do toalet,albo tylko mi się tak wydaje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, mi nawet do głowy nie przyszło takie porównanie. :D

      Usuń
  3. Ooo! Mój ulubiony żel pod prysznic <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naj naj? :D
      A miałaś inne zapachy?

      Usuń
    2. Malinę i Piwonię, Mleczko Waniliowe i Kwiat Pomarańczy. Dwa ostatnie są moimi naj :)

      Usuń
    3. To muszę je przetestować przy okazji. ^^

      Usuń
  4. Rexona to również moja miłość;p a zapach szarego mydła jest dla mnie be;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie dla mnie też. :P

      Usuń
    2. Kiedyś dostałam w zestawie prezentowym dezodorant z dove to myślałam, że się wścieknę, bo wydawało mi się, że cały dzień czuć mnie mydłem. :D

      Usuń
    3. Ty a wiesz ze miałam podobne odczucia w przypadku Dove xd

      Usuń
    4. Zapach też kojarzy Ci się tylko z mydłem? :D

      Usuń
    5. no:) tak samo produkty Nivea kiedyś mydłem mi waliły;p

      Usuń
    6. Ja z nivei to tylko kremu używałam przez długie lata, więc nie mam porównania. :D

      Usuń
    7. my kiedyś też. to był jedyny słuszny krem uważany przez moją rodzinę. a potem się nam przejadł;p

      Usuń
    8. U mnie w domu jest po dziś dzień, jednak w wersji soft. :D

      Usuń
  5. Zawsze używam kremów Cztery Pory Roku, ale ich zapach jest jak dla mnie tak okropny, że po każdym ich użyciu smaruję jeszcze jakiś krem z Tutti frutti :D Ale ogólnie uwielbiam kremy do rak, więc nigdy nie stosuję tylko jednego.
    Byłam kiedyś w takim lepszym hotelu (bo raz w życiu wypada, nawet jeżeli jesteś biednym studentem :D) i oczywiście, ze wzięłam te urocze mydełko, przydało się potem w górach i na innych wycieczkach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, używasz dwóch na raz? Nieźle. :D
      Ja kiedyś zakosiłam czyścik do butów. XD Ale ciiicho, bo mnie więcej nie wpuszczą tam. :D

      Usuń
  6. Boziu, jakie my zawsze mamy wojny z P., kiedy chodzi o nocowanie w hotelu. Ja najchętniej zabrałabym wszystko, co możliwe, a on potem narzeka, że większość dźwiga w plecaku, bo przecież "cięższego mi nie da" xD
    Bardzo długo używałam kremy do rąk z "Czterech pór roku", ale odeszłam od nich, bo z Garniera dużo bardziej mi odpowiadają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, u nas nie ma tego problemu. :D Oboje jesteśmy minimalistyczni w kwestii pakowania walizki.
      Póki ładnie nawilżają, to ich nie zmienię. Z Gariniera raz miałam ten czerwony. :)

      Usuń
    2. Oj ja się muszę tego minimalizmu nauczyć. Później połowy rzeczy i tak nie używam :P
      Też miałam :D Teraz z Garniera mam taki różowy. Bardzo ładnie pachnie i nawilża, w ogóle używam go od dłuższego czasu :)

      Usuń
    3. Powiem Ci, że mimo, iż ja biorę to minimum, to i tak zawsze w walizce są rzeczy, których np. ani razu nie ubrałam przez cały wyjazd. :D
      Ja wczoraj dostałam nową dostawę kremów od teścia, więc nie będę miała okazji w najbliższym czasie kupić jakiegokolwiek. xD

      Usuń
    4. Tak już to chyba jest po prostu :D
      Pozazdrościć :D

      Usuń
    5. Jakkolwiek byśmy się nie starały, to zawsze weźmiemy coś na zapas. :D

      Usuń
  7. Z tej serii z Ziaji miałam paste, która okazała się być dla mnie świetna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wiele osób chwali tę pastę, a ja nie miałam okazji jej jeszcze wypróbować. :)

      Usuń
  8. Również moim numerem jeden jest Rexona, a z Ziaji bardzo lubię paste z tej serii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba muszę w końcu wypróbować tę pastę. :D

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Z tej serii Ziaji to używałam toniku i pasty na wągry,świetny zapach miały :)
    Ja też przeważnie używam koloru farby czekoladowy brąz :D

    Le Pettit Marselliais - tyle razy spoglądałam na te żele, miałam ochotę je kupić i zawsze to odkładałam na później, ale myślę, że w końcu się skuszę:)

    Nie dogaduje się z koleżanką, poza tym nie zbyt komfortowo mi jest 'wynajmować' salon dostępny dla każdego...
    U siostry mam swój pokój i rzeczywiście dogadujemy się świetnie :)

    Na rozruszanie polecam spacery :) ja dziś wyszłam z dzieciakami na 2 do parku - rewelacja:)poza tym zawsze jakaś gimnastyka w domy też może być :P ja czekam na luźniejsze dni i zamierzam poskakać przy ćwiczeniach z Ewą Chodakowską:)
    Jeszcze jak ciepło to dobra jest jazda na rowerze lub rolkach:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie po toniku totalnie obsypało ropniakami. ;/
      Ja trwałych farb nieco jaśniejszych używam, a ten szampon i tak się spiera więc może być ciemniejszy. :D

      W ogóle Ci się nie dziwię, też nie zgodziłabym się na mieszkanie w salonie!

      Ćwiczyć to ja ćwiczę, ale nie mogę się przemóc, żeby wyjść na zewnątrz. :D Może to jeszcze nie ta pora.:P

      Usuń
    2. Uu, to widocznie coś Ci nie pasowało w tym toniku, ja jestem zadowolona. Może musisz jakiś delikatniejszych używać :)

      Właśnie, teraz mam swój pokój i jest inaczej :)

      Może musisz mieć więcej słońca :D widocznie dopiero co się budzisz po tej zimie :P

      Usuń
    3. Obecnie w ogóle nie używam toniku. :)

      Idealnie. :) Mi też się właśnie najbardziej podobało, gdy miałam swój własny pokój. Chociaż dzielenie jednego przez dwa lata z koleżanką z technikum też nie było złe, jednak co własna przestrzeń to inny komfort. :D

      Może jak się faktycznie ociepli, to się wynurzę z tego snu zimowego. :D

      Usuń
    4. Własny to własny:) ja przez 2 lata też mieszkałam w kawalerce z koleżanka i ciagle własnie był probme o coś, bo światło, bo coś tam...
      Dlatego jak pojawiła się propozycja że będzie salon i dwa pokoje to przeniosłyśmy się od razu, tylko, że niestety właściciel chciał 3 osoby a nie dwie... :/ no i poświęciłam się, co nie zdało egzaminu zupełnie.

      Usuń
    5. Haha, my raczej konfliktowe nie byłyśmy, ale każdej z pewnością coś od czasu do czasu przeszkadzało. Miewałyśmy ciche dni. xD
      Ja nie rozumiem co mu to przeszkadza - ważne żeby kasa się zgadzała, a czy zapłacą to 2 czy 3 osoby to dla mnie jeden pies. :P

      Usuń
  11. oo bardzo lubię produkty Le Petit Marseillais ♥
    i chyba nigdy nie trafiłam na porządne hotelowe kosmetyki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porządnymi to ich nazwać nie można, ale są znośne. :D

      Usuń
  12. Używałam tylko Rexony i byłam zadowolona, ale reszty osobiście nie używałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jest taki wybór kosmetyków, że ciężko w czyimś denku trafić na coś swojego. :D

      Usuń
  13. O matko, jak ja tu dawno nie byłam. :o Mimo tego, ze jestem rzeczywiście śpiąca ( w końcu czwartek późnej godziny i zaczyna mnie chyba łapać jakieś choróbsko) to zauważyłam, iż zmieniłaś wygląd. Podoba mi się, ale z tego co pamiętam, nagłówek jest podobny.
    Z powyższego zestawienia znam jedynie krem do rąk i paznokci, ponieważ używała go moja mama. Pomińmy fakt innego smaku (?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszne spostrzeżenia, zegar w motywie głównym pozostał. :D
      Może lepiej - zapachu? Podejrzewam, że w smaku wszystkie są podobne. xD

      Usuń
  14. Słyszałam wiele dobrego o żelach pod prysznic Le Pettit Marselliais, ale jeszcze się nie złożyło, żebym kupiła i wypróbowała na własnej skórze. Może jak zużyję te 7 żelów pod prysznic, które mam w zapasie... O ile nie kupię kolejnych Fa albo Palmolive na promocji w Kruidvacie XD O tym dezodorancie Rexony też słyszałam wiele dobrego, ale również nigdy go nie miałam, a jakiś czas temu przerzuciłam się na takie w sztyfcie albo w kulce. Z tej serii Ziaji używam żelu do twarzy i jest przecudowny ♥ Innych kosmetyków z tej linii nie miałam, ale jeśli mi się coś pokończy, to niewykluczone, że się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś miałam takie zapasy. :D Ale ogarnęłam się. :PP
      Ja nie wiem czemu, ale mi te, które dotykają bezpośrednio skóry wydają się być niehigieniczne, więc je omijam. :D

      Usuń
  15. Z kosmetyków które podałaś mam jedynie pastę z ziaji. Niestety mnie podrażniła, ale nie ma się co dziwić skoro po częsci robi to nawet woda z kranu :D
    galantyka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahah, omg to masz na prawdę wrażliwą skórę. :D

      Usuń