sobota, 31 grudnia 2016

240. Sylwestrowe denko listopadowe.

Witajcie kochani. Jak się mają Wasze plany na dziś? Mój obecny plan, to totalny brak planu - nie mam pojęcia co będę robić dzisiejszego wieczoru - wiem tylko, że na 99% spędzę go w domu, a czy to przed telewizorem czy przed komputerem (grając z chłopakami ^^) - wszystko mi jedno, wiec co by nie było - nie rozczaruję się. :P Jedno wiem na pewno - muszę przygotować jakieś pyszne przekąski, które będziemy mogli wciągać przez całą sylwestrową noc.
Na zakończenie tego roku udało mi się stworzyć jeszcze jeden, ostatni już post, a zaszczyt ten padł na cieszącą się dużą popularnością kategorię denko. 
Tak więc zapraszam do obejrzenia dzisiejszych, sylwestrowych gwiazd, rodem z listopada. :D 



 Na pierwszy ogień idzie dziś nawilżający balsam do ciała SORAYA. Kupiłam go jakiś czas temu w biedronce z dość błahego powodu - bardzo potrzebowałam balsamu, a on był jedyny, jaki udało mi się w tym sklepie znaleźć. Co mogę o nim powiedzieć? Same pozytywy: balsam bardzo ładnie i delikatnie pachnie, zapach podoba mi się nawet bardziej niż w przypadku mojego ulubieńca z ISANY. Dodatkowo zapach ten utrzymywał się na skórze bardzo długo - ja stosowałam balsam co wieczór, po kąpieli, a moja skóra rano nadal pięknie nim pachniała. Podobała mi się również konsystencja - idealnie taka jak lubię, gęsta, delikatnie przypominająca masła do ciała, a do tego idealnie wchłaniająca się w skórę. Cena balsamu to nieco powyżej 10 zł, jeśli natknę się jeszcze na niego, to z pewnością ponownie go zakupię, bo już tęsknię za jego ślicznym zapachem. <3

Numer dwa na dziś to szampon Dove hair therapy. Dla moich włosów to była terapia wstrząsowa. W życiu nie miałam tak wysuszonych i zniszczonych włosów, jak po tym szamponie. Bardzo się zawiodłam, ponieważ produkty Dove kojarzyły mi się z dobrą jakością - tutaj poległy na całej linii. Szampon kompletnie mi nie przypasował i będę się od niego trzymała tak daleko, jak to tylko możliwe. Co do ceny i dostępności - pojęcia nie mam, ponieważ dostałam go w zestawie prezentowym - a to mnie ktoś urządził! :P (czyżby planowany zamach na moje włosy? xD)

 Numer trzy na dziś, to krem do rąk i paznokci ze znanej już wam firmy CZTERY PORY ROKU. O ile mnie pamięć nie myli w poprzednim denku gościł chyba nawet ten sam zapach - neroli. Co do kremów zdania nie zmieniłam i nadal bardzo je lubię. :) Pięknie pachną, mają fajną konsystencję i ładnie się wchłaniają.

Numer cztery to znów męski element denka. Tym razem żel pod prysznic Finale z Lidla, zapach oriental touch. Z tego co pamiętam dostępne były trzy zapachy, mi najbardziej przypadł do gustu właśnie ten. W domu, po otwarciu produktu okazało się, że podbił on również moje serce swoim kolorem - bardzo ładnym odcieniem niebieskiego. Wszystkie żele przelewamy do przeźroczystych butelek z pompką, bo tak jest po prostu wygodniej, więc ten w jednej z naszych buteleczek prezentował się przeuroczo. Jeśli chodzi o opinię B. na jego temat, to nie usłyszałam niczego negatywnego, więc myślę, że warto zapłacić dosłownie te kilka złotych za duży żel pod prysznic o przyjemnym męskim zapachu. :)

Numer sześć przypadł dziś szamponowi koloryzującemu Joanna, kolor czekoladowy brąz. Ten szampon jest moim numerem jeden w kryzysowych sytuacjach czyli w momencie, gdy stwierdzę, iż moje odrosty osiągnęły poziom TRAGEDIA, a ja nie mam farby i/ani czasu na porządne farbowanie. Nie wiem jak wygląda pełna gama kolorystyczna tych szamponów, jednak u mnie w sklepie jest ona dość uboga - max 5-6 kolorów, za to w superpharmie wydaje mi się, że widziałam odcienie, których nie spotkałam u siebie. :) Trwałość koloru gwarantowana przez producenta to 4-8 myć i tak też jest w rzeczywistości. Sama aplikacja również jest banalnie prosta i szybka, a sam szampon lekko zmywa się z twarzy, gdy przypadkowo się pobrudzimy. Cena tego cuda to około 3 złote, więc jest to idealne koło ratunkowe, dla każdej z nas. ^^

Siódemka to dziś bardziej lub mniej znany specyfik TANTUM ROSA. Nie raz pomagał mi w przypadku infekcji lub podrażnień intymnych, myślę, że warto mieć go w domu, bo przeważnie nie znamy dnia ani godziny, gdy się przydaje. :P Jest to biały proszek, który ma przeznaczenie do użytku wewnętrznego - czyli płukania okolic intymnych, ja jednak używam go po swojemu, mniej inwazyjnie i również zawsze mi pomaga. Po prostu rozpuszczam zawartość w odrobinie wody i siadam obmywając się nim i płucząc. ^^ Za każdym razem po użyciu trzech saszetek każdy problem znika bez śladu. Polecam go każdej z Was.

Szczęśliwa ósemka to bardzo słoneczny kosmetyk będący wspomnieniem minionego lata - balsam do opalania i wzmacniający opaleniznę AVON sun+ maxi tan. Jest to mój ulubiony krem do opalania i używam go niezmiennie od kilku lat, ma bardzo ładny zapach i lekko lejącą konsystencję, dlatego odradzam nakładanie go w ubraniu lub pobliżu ubrań, ponieważ zawiera on karoten przez co ma lekko żółtawy odcień - tak brudzi, aczkolwiek spiera się bez oporu, takie szczęście w nieszczęściu. :D Jeśli zastanawiacie się jakim cudem zużyłam krem do opalania w LISTOPADZIE to spieszę z wyjaśnieniem, że to biedne puste opakowanie czekało na mą litość i umieszczenie w denku, stojąc w kącie szafki już od wakacji. :P

Zaraz obok mamy mgiełkę AVON naturals o zapachu zielonego jabłuszka i peoni. Bardzo ładny i lekki zapach, idealny na lato, gdy wówczas zaczęłam go używać. Jak widać mgiełka wystarczyła mi na kilka miesięcy codziennego stosowania. :)

Niżej PONOWNIE puder matujący Rimmel STAY MATT,  odcień 003, który PONOWNIE mi spadł, PONOWNIE do umywalki i PONOWNIE totalnie się rozsypał. Coś nie mam szczęścia do tych pudrów, ale ciiii, jego następca jak na razie całkiem nieźle się trzyma i chociaż zaliczył już upadek na płytki - przyprawiając mnie tym samym o zawał serca, to pęknięciu uległo jedynie wieczko. Wracając do samego pudru - nadal jest to mój numer jeden wśród pudrów w kamieniu o właściwościach matujących, ładnie wtapia się w skórę i pozostawia ją bez oznak świecenia nawet cały dzień - w duecie z podkładem matującym. ^^

No i na sam koniec weteranka kredka do oczy AVON COLOR TREND, kolor BROWN. Nie pamiętam, kiedy ją kupiłam, gdybym była starsza, to powiedziałabym, że ze sto lat temu. Kredki używałam do podkreślania i przyciemniania brwi, które z racji naturalnego blondu na głowie, są nieco za jasne przy obecnym brązie. Kredka daje naturalny efekt i bardzo ładnie i lekko się rozciera, dzięki czemu nie widać efektu narysowanej, sztucznej i mega kiczowatej brwi. Warto też wspomnieć o wydajności kredki - dopiero na 3 cm przed całkowitym wykończeniem kredki skończył się jej wkład koloryzujący, co jest wielkim plusem dla producenta. ;) Cena kredki również działa na jej plus, ponieważ zapłacimy za nią mniej niż 10 złotych. ^^

No i to by było na tyle na dziś, no i na ten 2016 rok. Jakoś dziwnie dodawać jest ostatni post w tym roku - generalnie nie lubię słowa ostatni, a Wy? ;)
Życzę Wam udanego Sylwestra kochani czy to w domu ze znajomymi, czy na wielkiej i pięknej sali oraz wspaniałego rozpoczęcia tego 2017 roku, aby dla każdego z Was był jeszcze lepszy niż 2016, aby spełniło się Wam w nim mnóstwo malutkich i chociaż kilka tych większych marzeń, no i żebyśmy następny już rok spędzili ponownie razem! <3 :)

Buziaki i bawcie się dobrze!

30 komentarzy:

  1. Szczęśliwego nowego roku. Oironio! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, również szczęścia życzę. ;)

      Usuń
  2. Wspaniałego Nowego Roku Ci życzę:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrego roku!
    Ja robię sobie dzisiaj maraton Sherlocka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Lusiu. ;)
      Widziałam co nieco na twitterze. :D

      Usuń
  4. Ja osobiście do Sylwestra nie przywiązuje wielkiej uwagi, nie muszę go spędzić jakoś nie wiadomo jak super, miałam podobne plany do Twoich, jednak troszkę się zmieniły, dla mnie Sylwester równie dobrze, można obchodzić w inne dni w roku :D a najlepiej latem, bo pogoda ładna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Latem obchodzę urodziny, więc póki co Sylwestra zostawiam w spokoju na zimę. :D

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Czyli większe grono go lubi. ^^

      Usuń
    2. tak:) niska cena i działanie i jest super;D

      Usuń
    3. No i ten wybór zapachów. :D

      Usuń
    4. myślę że na Polska kieszeń i gusta w sam raz:)

      Usuń
  6. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Te szamponetki są w piętnastu kolorach, wiem, bo mam je u siebie ;p Będę wiedzieć, że mogę je polecać z czystym sercem ;p A powiedz mi czy one wypłukują się do końca, czy zostawiają już na zawsze jakiś kolor? Mam rozjaśniane końce a mam ochotę zobaczyć się w całych ciemnych włosach tylko boję się, że szamponetka mi się do końca nie zmyje - kiedyś tak mi się działo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łooo, to ale bym buszowała tam u Ciebie. :D
      Szampon zmywa się totalnie, ja mam wymyte, wypalone przez słońce złoto-rude pasemka, które szczególnie widać, gdy np. wiążę włosy i mogę Ci powiedzieć z ręką na sercu, że za każdym razem po użyciu szamponu wracają one do swojego koloru. :)

      Usuń
    2. Jeśli chcesz możesz sobie u mnie zamówić je pocztą ;p Ale ten kolor, który Ty wybierasz jest chyba z ciemnych brązów najładniejszy ;p
      To może spróbuję zwłaszcza, że dziś strzelił mi do głowy pomysł, że jeszcze bardziej będę rozjaśniać włosy xD

      Usuń
    3. No właśnie, z ciemnych, a ja generalnie wolałabym coś nieco jaśniejszego. :D U mnie jest z brązów ten, potem czarny, jakiś blond, rudy i czerwony. :D
      Ja miałam latem rozjaśnione, a jak nałożyłam szamponetkę, to uznałam, że jednak w ciemniejszych mi lepiej. :D

      Usuń
  8. Znam mgiełkę z Avonu i puder z Rimmela, z obu produktów byłam zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie wiedzieć, że nie tylko ja jestem z nich zadowolona. ^^

      Usuń
  9. Ale Ty masz przeżycia z tymi pudrami ;D Znam jednak to uczucie. Mi tak kiedyś spadł podkład. W szklanej buteleczce... Przeklinałam chyba z 30 min, że mi piiiip spadł. No, ale cóż. Poprzeklinałam i nabierałam go patyczkiem, bo na szczęście pękł na pół, a nie w drobne kawałeczki :D O dziwo, nie zasychał, używałam go, aż się skończył! Nie mam pojęcia, jak tego dokonał, w każdym razie miałam ochotę wycałować go za to, że się trzymał xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jak w jakiejś głupiej komedii xD
      Wiesz, może dlatego, że było go sporo, to nie wysechł. Całe szczęście, że się nie rozprysł, bo wówczas współczułabym Ci sprzątania. :D

      Usuń
  10. połączenie zapachu zielonego jabłka i peoni brzmi jak cudo :) poczekam jednak do lata :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo pobudzający, letni zapach. ^^ Lato przybywaj! :D

      Usuń
  11. Spóźnionego wspaniałego owocnego roku życzę :)

    OdpowiedzUsuń