wtorek, 6 grudnia 2016

236. A6W tydzień szósty - przedostatni!

Witajcie kochani! Co tam u Was? Prezenty w butach odnalezione? Mnie z samego rana nic nie spotkało, za to gdy wróciłam z pracy, w moich długich kozakach czekał na mnie kubek termiczny z naszą reprezentacją. <3 Kocham Cię mamo  Mikołaju. :D
Poza tym prawie ogarnęłam wszystkie świąteczne prezenty i w kolejny poniedziałek mam zamiar zamknąć temat i żyć już spokojnie do świąt. :D A jak sytuacja wygląda u Was?
Dziś mam dla Was przed ostatni tydzień szóstki weidera, a kolejny post z tej serii będzie postem finałowym zawierającym ogromne podsumowanie. ^^ Kto się nie może doczekać??
Póki co, lecimy z szóstym tygodniem ^^



Dzień drugi – wczoraj, jak zwykle podczas pierwszego dnia jęczałam i piszczałam przy każdym ćwiczeniu. Moje mięśnie naprawdę bardzo rozleniwiły się podczas weekendu i nie miały ochoty wracać do ćwiczeń, ale oczywiście – nie odpuściłam im. Teraz podczas ćwiczeń jestem CAŁA mokra – najbardziej na plecach (paradoksalnie w miejscu, gdzie tłuszczu raczej nie mam xD). Dzisiaj najbardziej w kość dało mi ćwiczenie 4. Każdorazowo przy 12-13 powtórzeniu musiałam zrobić kilkusekundową przerwę. Przez chwilę chciałam napisać nawet, że miałam przy nim większy wycisk niż przy szóstce, ale nieeee… Ćwiczenie sześć jest dla mnie niezmiennie totalną MIAZGĄ. Przerwa co 2-3 powtórzenia mówi sama za siebie.

Dzień trzeci – dziś w domu nie jest napalone, więc pomyślałam, że nie zgrzeję się tak jak wczoraj. Nie macie pojęcia jak bardzo się pomyliłam. Nie skończyłam nawet pierwszego ćwiczenia, a już czułam, że płonę! Ćwiczenie numer cztery dziś ponownie dawało mi wycisk, tym razem bardziej niż ćwiczenie sześć, które dziś szło mi całkiem płynnie. Jestem w szoku, że przy pierwszej serii zrobiłam 12 powtórzeń bez przerwy! Za drugim razem było ich 10, za trzecim już tylko 5 – ale zawsze to progres w porównaniu z wczorajszym jęczeniem co trzy powtórzenia. :D Dziś mam jeszcze jedną radę dla Was – jeśli chcecie poprawić dynamikę ćwiczeń koniecznie pomyślcie o kimś, kto dziś Was wkurzył – działa w stu procentach, potwierdzam z doświadczenia. :P Wczoraj chciałam też wspomnieć o moich nóżkach. Otóż co jakiś czas powracał mi kompleks biegaczki, czyli umięśnione uda, które przy gorszym dniu wydawały mi się ogromne. Ostatnio podczas ćwiczeń tak sobie na nie patrzę i stwierdzam – ależ mam chude nóżki! <3 Na koniec zmierzę chyba też uda, żeby porównać je ze stanem pierwotnym. :P

Dzień czwarty – nie mogę się zabrać do ćwiczeń. Co ja nałażę i kółek narobię zanim położę się na macie, to chyba nikt nie zliczy. xD Co do ćwiczeń, dziś znów udało mi się powtórzyć wyczyn z szóstym ćwiczeniem: pierwsza seria 15 powtórzeń bez przerwy, druga 8, a trzecia 12. Co ciekawe bardziej bolą mnie uda niż brzuch. Ten za to cierpi niemiłosiernie przy ćwiczeniu 4 (nadal). Poza tym bez zmian. Nie mam zamiaru przerywać.


Dzień piąty – koło 30. powtórzenia pierwszego ćwiczenia zaczęłam odczuwać ból górnej partii brzucha. Utrzymał się on do końca pierwszej serii, później pojawiał się sporadycznie, na chwilę. Dziś nie powtórzyłam wyczynu z wczoraj dotyczącego ćwiczenia sześć. Niestety znów stękałam co kilka powtórzeń. :P Zauważyłam też, że gdy pewne ćwiczenia idą mi zbyt łatwo, to czasem się zapominam i lecę dalej… Tak jak dziś np. podczas ćwiczenia 3 ocknęłam się przy 49 powtórzeniu, przypominając sobie, że miały być 44. :D No ale od przybytku głowa nie boli – jak już to brzuch, akurat w tym przypadku. ^^A jutro… jutro kończę szósty tydzień! Niewiarygodne!

No i czas na to, co lubicie najbardziej - tabelka! 

Tydzień
Waga
Biodra
Pas
0 (28.08.2016)
61,4 kg
99 cm
76,5 cm
1 (04.09.2016)
61,0 kg
98,5 cm
74,5 cm
2 (11.09.2016)
60,8 kg
98 cm
73 cm
3 (18.09.2016)
60,0 kg
97 cm
72 cm
4 (25.09.2016)
61,0 kg
97 cm
73 cm
5 (01.10.2016)
60,6 kg
96,5 cm
71,5 cm
6 (08.10.2016)
60,2 kg
96,5 cm
71 cm

Jak widać waga ponownie poszła w dół, tym razem o 0,4 kilograma. A nie, PRZEPRASZAM, miałam pisać MASA ciała czy jakoś inaczej, bo waga to urządzenie. :P Także, moja waga nigdzie nie poszła, a masa ciała spadła. ^^ Z bioderek niestety nic mi nie ubyło, aż mam ochotę zadać sobie pytanie czy może przypadkiem stamtąd już nie ma co znikać? :D W pasie jednak nadal utrzymuje się tendencja spadkowa - minus 0,5 cm, co ponownie wprawia mnie w dumę! 

Na sam koniec przedostatni dla Was kolaż mojego brzucha. :)

Tydzień 5 => tydzień 6
Generalnie zdjęcie po lewej kojarzy mi się z takim różowym prosiaczkiem. xD Ale dobra, niech to będzie taka moja mini kompromitacja dla dobra ogółu w prezencie Mikołajkowym. :D Myślę, że zdjęcie po prawej rehabilituje moją sytuację z nawiązką. :P

No i tyle na dziś. Zalecam cierpliwość w oczekiwaniu na ostatni post z tej serii, jak i również na moje odpowiedzi dotyczące LBA. Obiecuję, że wszystko powoli się ukarze. :D

Tym czasem uciekam i do następnego. :)

Pozdrawiam!

53 komentarze:

  1. O kurde, zazdroszczę motywacji, serio. Mimo tego chodzenia wokół maty :D Kawał dobrej roboty! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, jak już się zaprę, to dzieło wykonam, do samego końca. Chociaż nie wiem jakby mi się nie chciało i ile kółek bym musiała wcześniej zrobić. :D

      Usuń
    2. To ja niestety tak nie umiem, podziwiam, serio :)

      Usuń
    3. A myślisz, że w przyszłości mogłoby się to zmienić? :)

      Usuń
    4. Mam taką nadzieję :)

      Usuń
    5. Ponoć wystarczy chcieć. :D

      Usuń
    6. U mnie to niestety słomiany zapał. Tak samo, jak z bieganiem... "zacznę biegać, jak rzucę palenie" - to niekonsekwentnie rzucam :(

      Usuń
    7. Aj, no niestety czasem jakoś tak wewnętrznie dobrze nam tak jak jest - mimo, że wydaje nam się że chcemy zmian i wówczas jakoś kiepsko wychodzi z tą motywacją. Są sytuacje, gdzie ja sama tak mam, że szukam wymówki, bo koniec końców nie mam ochoty nic zmieniać. :P

      Usuń
  2. Łał. 5 cm w pasie mniej, kilo wagi na wadze zrzucone, pięknie! :) gratuluję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję. :D Ważne, że cm zostają na stałe, bo z tą wagą to różnie bywa. :P

      Usuń
    2. Ale żeby utrzymać i same cm to chyba musisz dalej ćwiczyć?

      Usuń
    3. Nie aż tak intensywnie. Wystarczy nie siedzieć z tyłkiem i nie żreć tego co popadnie. :P Cm stracone na ćwiczeniach nie wracają tak szybko, jak te stracone podczas diet, gdy ktoś najpierw nie jadł nic, a potem zaczął nadrabiać. Tzw. efekt jojo. :P

      Usuń
    4. No tak ;) Obecnie się chyba z tym efektem zmierzam. Chociaż jak biegałam wydawało mi się, że jem normalnie, ale odkąd przestałam biegać waga znów wróciła do krytycznego momentu :(

      Usuń
    5. Ale obecnie w ogóle nie ćwiczysz?
      No to dość możliwe, że tłuszczyk, który zgubiłaś obecnie przez brak aktywności powrócił na swoje miejsce. ;/

      Usuń
  3. Gratulacje, świetne efekty! Ja nadal poszukuje inspiracji :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      A może motywacji? :>

      Usuń
  4. Bardzo gratuluję efektów:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Warto się męczyć dla takiego brzucha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, efekty wynagradzają ten cały pot i ból. ;)

      Usuń
  6. Ja to jednak muszę być bardzo leniwa, że mnie takie przemiany nie motywują. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mam powiedzieć... Ręce opadają. xD

      Usuń
    2. Hahah, a wiesz, swego czasu jak już mi brakowało na coś słów, to mówiłam, że "opadło mi wszystko - nie tylko ręce" :D

      Usuń
  7. Gdyby tak od czytania Twoich postów się chudło :( Ni ma tak dobrze ;(
    (chlip, chlip):P

    Postępy rewelacyjne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby tak było, sama czytałabym je kilka razy dziennie. XD

      Usuń
  8. kurcze żeby mi się tak chciała ćwiczyć jak mi się nie chce xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie i reszcie świata. XD

      Usuń
    2. Od czasu do czasu można się polenić, byle nie za często. :P

      Usuń
  9. Ja wiedziałam, że tak będzie - Ty skończysz a ja nawet nie zacznę :D ale teraz mam bardzo dobrą wymówkę bo jestem chora :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, to żadna wymówka! Ja tylko przypominam, że ćwiczyłam nawet w chorobie. :PPP

      Usuń
  10. Podziwiam Cię, że ogarnęłaś już prezenty. Ja w tym roku żadnych robić nie będę. :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratulacje :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie Niecoinna

    OdpowiedzUsuń
  12. Faktycznie nieźle widać różnicę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście wysiłek nie poszedł na marne. :D

      Usuń
  13. Pamiętam, że jak byłem dzieckiem to tak czekałem na 6 grudnia wieczór przed, że miałem problemy z zaśnięciem zawsze "z nerwów" i adrenaliny. :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, coś mi się wydaje, że wszyscy tak przeżywaliśmy ten dzień. :D

      Usuń
  14. Ty skończysz, a ja niedługo zacznę. Taka wymiana :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja już czekam na święta, prezentów nie szykuje w sumie :p a na mikołaja nic nie dostałam, ale w sumie nie przejmuje się ;P

    Dobrze ciśniesz z tymi ćwiczeniami :D brawo Ty!!

    U mnie już też śnieg znikł, ale temperatura na plusie..
    Tez tak uważam, ale ten mój plan to nic pewnego :p ale chciałaby, bo mam kilka tytułów do nadrobienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja muszę jeszcze wykrzesać trochę czasu żeby przystroić pokoje. :P

      Dzięki. :)

      Usuń
  16. Jakie ćwiczenia wykonujesz?

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja ogólnie szukam jakiegoś kibka termicznego. Nie musi być jakiś super, ale wystarczy że będzie szczelny i niezbyt duży.
    Przd ostatni tydzien tk bardzo niewiele. Na pewno dasz radę. Z bioder spadają liczby, tylko może po prostu trochę wolniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam ostatnio takie srebrne z kolorowymi gumkami do trzymania w piotrze i pawle. :)
      Biodra to też kości, a ich już raczej nie przesunę. :D

      Usuń
  18. To super, że Mikołaj o Tobie nie zapomniał :*
    Gratuluję efektów, ja też myślałam, żeby zacząć a6w, ale słyszałam, że te ćwiczenia obciążają kręgosłup. A jak jest u Ciebie?
    Mój blog - HELLO-WONDERFUL
    Pozdrawiam cieplutko:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi a6w ćwiczyło się lepiej niż standardowe brzuszki, od których właśnie bolał mnie kręgosłup. Tutaj nic. :)

      Usuń
  19. Hehe, przerozkoszny pamiętniczek cierpienia i trudu w słusznej sprawie. Zauważyłem w tabelce, że w czwartym tygodniu miałaś jakieś załamanie progresji, przypomnij nam co to się wtedy stało? Imprezy rodzinne, kłopoty zdrowotne czy błąd w tabelce? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, Ty masz określenia. :D
      Okres wówczas miałam, czemu towarzyszy standardowe napuchnięcie w moim przypadku. :P

      Usuń
    2. Aaa, no tak! Wszystko jasne, przepraszam za pociągnięcie do tak intymnych wyznań! ;)

      Usuń