sobota, 19 listopada 2016

233. Październikowy róg obfitości - projekt denko.

Witajcie kochani. Dziś pomimo szarości za oknami mam bardzo dobry humor, ponieważ pierwszy raz od dwóch tygodni mogłam się wyspać. :D Genialne uczucie, co nie? ;)
Z racji dobrego humoru przygotowałam dla Was post obficie kosmetyczny. ^^
Tak jak w ostatnich miesiącach moje denko stawało się coraz uboższe, że aż zaczynało mi brakować odpowiedniego słownictwa na określenie tak małej ilości kosmetyków, tak w ostatnim miesiącu denkowe pudełko przeżywa odrodzenie swojej świetności i kompletnie się nie domyka - ku mojej i Waszej uciesze. 
Tak więc bez długiego wstępu - ponieważ sam post zapowiada się na niezbyt krótki - zapraszam do czytania. :)
A więc zaczynamy!
Numer jeden na dziś to szampon syoss COLOR. Nie jest tajemnicą, że od czasu do czasu farbuję włosy - jednak nie robię tego regularnie. W związku z tym mając na celu chociaż minimalne wydłużenie trwałości koloru sięgam po szampony do włosów farbowanych. Z produktu syoss jestem bardzo zadowolona. Szampon bardzo ładnie pachnie, jest gęsty, ale jednocześnie nie obciążał moich włosów, więc nie musiałam myć ich częściej. Szampon dobrze się pieni, a włosy po nim wyglądają na prawdę dobrze, są gładkie i spokojnie obyłyby się bez odżywki. Na promocji w rossmannie można ucapić tego przyjemniaczka za niecałe 10 złotych, więc myślę, że warto i sama z pewnością jeszcze nie raz po niego sięgnę. :)

Numer dwa na dziś to już dobrze Wam znany - suchy szampon Dove. Moje zdanie na jego temat nie uległo zmianie - nadal go uwielbiam i nadal utrzymuję. że jest to najlepszy suchy szampon z jakim się spotkałam. Ładnie pachnie - chociaż mój B. stwierdził, że jego ten zapach wkurza. :P Ogarnia włosy na cały dzień, dodatkowo podnosi fryzurę - także nadal gorąco polecam. Tutaj jedynym minusem może być cena, jednak rossmannowe promocje oferują go od czasu do czasu za 14 złotych. :)

Numer trzy - mgiełka utrwalająca makijaż AVON (już kiedyś pisałam, że denko bez avonu to denko stracone, prawda? xD). Mój totalny niezbędnik podczas każdego makijażu. Mgiełka sprawia, iż makijaż czy nawet najbardziej sypki puder utrzymuje się na twarzy przez cały dzień. Dodatkowo mgiełka nie wysusza ani nie podrażnia skóry. Można go zdobyć bardzo tanio, bo za niecałe 8 złotych.

Numer cztery - krem do rąk i paznokcie CZTERY PORY ROKU z ekstraktem z neroli. Bodajże identyczny wystąpił w poprzednim denku. Nie oznacza to jednak, że kremy te mają tak słabą wydajność - wręcz przeciwnie, niewielka ilość wystarcza bo genialnie nawilżyć dłonie, co cenie sobie szczególnie teraz, gdy na zewnątrz ich skóra narażona jest na straszliwe temperatury. :P Kremów tych używam zarówno w domu, jak i w pracy - dlatego właśnie pojawiają się tutaj tak często. :D Cena z tego co wiem jest niziutka, aczkolwiek nie wiem na jakim poziomie, ponieważ dostaję je za darmo. :P

Obok numer pięć - fluid matujący Bielenda MATT. Ten oto niewielkich rozmiarów przyjemniaczek wywrócił mój poukładany, pudrowy świat do góry nogami. Przez wiele lat używałam bowiem innego fluidu, wystarczyła jednak tylko niewielka próbka produktu z Bielendy abym się w nim totalnie zakochała i przepadła. Fluid genialnie matuje przez cały dzień - cera nawet po sporcie jest zmatowiona, idealnie gładka. Fluid jest lekki, wystarczy go na prawdę niewielka ilość, żeby wyrównać koloryt skóry (mi do dziś zdarza się wycisnąć go za dużo :P). Do tego idealnie wtapia się w skórę i staje się niewidoczny. Nie musicie się martwić o tzw. efekt maski. Różnica pomiędzy odcieniami jest na prawdę niewielka, jednak efekt zależy też od waszego naturalnego odcienia. W moim przypadku użycie 1 i 2 daje prawie identyczny efekt, jednak uważam, że po użyciu 2. wyglądam nieco korzystniej. :P Moja mama natomiast po użyciu 1. uznała. że wygląda jak trup i nie będzie go używać - ponieważ naturalnie ma jaśniejszą cerę. :P Cena równie genialna co sam produkt - nieco powyżej 11 złotych. :)

Numer sześć - krem na dzień Ziaja, oczyszczanie, liście manuka. Ten krem to również mój wieloletni przyjaciel. Bardzo ładnie nawilża moją cerę po umyciu, świetnie spisuje się również jako baza pod podkład, ponieważ bardzo szybko się wchłania pozostawiając skórę gładką. Dodatkowym plusem jest fakt, że krem nawilża, ale nie natłuszcza twarzy, nawet w miejscach na to podatnych. Jest to mój zdecydowany numer jeden wśród kremów to twarzy na dzień i z pewnością jeszcze nie raz do niego wrócę. :) Jeśli chodzi o cenę - około 10 zł.

Numer siedem - galaretka do mycia, avon naturals, zapach truskawki. Tutaj przyznam się, że podczas zamawiania górę wzięła gadżeciarska część mnie. Był to moment, w którym chciałam ją mieć, bo byłam ciekawa jak wygląda mycie się galaretką. :D Powiem Wam, że takiej frajdy podczas brania prysznica dawno nie miałam. Galaretka w pudełku ma zbitą formę, jednak w kontakcie z ciepłem dłoni staje się gęstym, lejącym żelem. Podczas nabierania galaretki oblepiała ona palce, jednak bez problemu z nich schodziła, nie zostawiając nawet najmniejszego śladu. Dużą radochę dawało mieszanie po prostu w pudełku z galaretką ponieważ momentalnie wracała ona do pierwotnego kształtu, a łapka - tak jak pisałam pozostawała czysta. :D Zapach truskawki utrzymywał się jeszcze chwilę po umyciu, a sam produkt całkiem fajnie się pienił. Moje gadżeciarskie ja mówi mi, aby wypróbować jeszcze drugi zapach z tej serii i sięgnąć po kolejną galaretkę. Także może niedługo się skuszę. :D  Tutaj ceny niestety nie pamiętam.

Numer osiem - nawilżający krem na noc, avon nutraeffects. Akcja reklamowa tych kremów była niesamowicie nadmuchana i obecna dosłownie wszędzie - nawet w moim serialu bohaterki smarowały się nim przed snem. :P Krem wzbogacony jest podobno o formułę głęboko nawilżającą skórę, a jak było na prawdę? Cóż, do samego nawilżenia nie mogę się przyczepić. Nawet rano, po wstaniu moja cera wyglądała zadowoloną, mimo tego, iż ja sama czułam się jak zmartwychwstałe zombie. :P Krem jednak w moim przypadku miał jeden minus. Musiałam stosować go z dala od oczu. Na prawdę z dala. Gdy posmarowałam się chociaż odrobinkę za blisko momentalnie odczuwałam pieczenie, a moje oczy zaczynały łzawić. Dlatego mimo na prawdę świetnego nawilżenia niestety nie wrócę już do tego kremu, właśnie ze względu na reakcję alergiczną moich oczu. Ale nie jest powiedziane, że Wy zareagujecie tak samo. Myślę, że warto go wypróbować właśnie ze względu na głębokie nawilżenie i genialny wygląd cery po całej nocy. Dla mnie dodatkowym plusem jest szklany pojemniczek, który jest na prawdę trwały. Początkowo obawiałam się kremu w szkle - wiecie spadnie mi w łazience na płytki i tyle z tego będzie. Opakowanie zaskoczyło mnie jednak totalnie. Krem rzeczywiście upadł mi jakieś 3 razy, a opakowanie? Pozostało nienaruszone. :D Poza tym mam zamiar zrobić z niego świecznik. :D  Cena kremu to chyba jakieś 14 złotych.

Numer dziewięć - kremowe mydło w płynie Cien o zapachu granata. Oczywiście mydło z Lidla, którego największym plusem jest objętość. Mydło wystarczyło mi na prawdę na długo. Mimo, iż z zapachami z ISANY nie ma startu, to ten zapach granatu jest na prawdę bardzo ładny, delikatny. Kolor oczywiście różowy - taki jak lubię w mydłach. :D Mydło nie wysusza rąk i rzeczywiście nawilża, gdyż krem stosowałam jedynie na noc. :)

Numer dziesięć - maseczka oczyszczająca z szarą glinką, Ziaja. Poprzednio używałam jej chyba ze sto lat temu, jednak pamiętałam, że byłam bardzo zadowolona z jej oczyszczania. Stosowałam ją gdy moja cera była jeszcze dość problemowa, gdy ten stan minął przestałam ją również głęboko oczyszczać. Ostatnio postanowiłam jednak do niej sentymentalnie wrócić. Ponownie się nie zawiodłam. Cera jest po niej bardzo gładka i widocznie oczyszczona. Szara glinka w moim przypadku spisuje się na prawdę genialnie, nie podrażnia mnie ani nie uczula. Jedna saszetka wystarcza na dobre 2-3 użycia.

Numer jedenaście płatki kosmetyczne Carea. Moi ulubieńcy z biedronki. Nie wiem czy stety czy niestety - ale obecnie zastąpione są przed produkty firmy BEBEAUTY - okaże się za jakiś czas. Póki co używam właśnie tych nowych płatków i ich jakość na prawdę nie odbiega od płatków Carea, które uważam za najlepsze. Nie rozdwajają się, genialnie wchłaniają preparaty do oczyszczania twarzy, mimo tego, że są na prawdę cieniutkie. :)

A teraz coś dla Waszych bucików. :D
No i na sam koniec numer dwanaście - coccine, spray zabezpieczający przed wilgocią. Na sam koniec kosmetyk nie dla Was, a dla Waszego obuwia. Od zawsze podobały mi się botki czy kozaki z zamszu czy nubuku, jednak obuwie na zimę z takich materiałów wydawało się absurdem podczas mokrej i śnieżnej zimy czy chlapowatej jesieni. Klika lat temu jednak mimo wszystko się zbuntowałam i postanowiłam zaryzykować, sięgając jednocześnie po zabezpieczający spray. Jaka była moja reakcja? Wow, materiałowe buty rzeczywiście nie przemakają, a woda spływa po nich dosłownie jak po kaczce. Trzeba jednak pamiętać o w miarę regularniej pielęgnacji obuwia, ponieważ spray nie ma wiecznej trwałości i ściera się podczas czyszczenia. Ja osobiście pryskam buty raz na tydzień lub dwa i jestem bardzo zadowolona. Nawet podczas tegorocznej mokrej jesieni w moich botkach z nubuku stopa nie przemokła mi ani razu. :)

No i wreszcie dobrnęliśmy do końca. Już dawno nie zaserwowałam Wam takiego długiego posta, aż ciężko uwierzyć, iż kiedyś pojawiały się tutaj tylko takie. :D
Znacie przedstawione kosmetyki? Któreś z nich polecacie, a może wręcz odradzacie?

To by było na tyle, przede mną pierwszy od dwóch tygodni wolny weekend, wypadałoby go jakoś efektywnie spędzić. :)
Także ja zmykam i do następnego. ;)

32 komentarze:

  1. Chyba bardzo lubisz Cztery Pory Roku, bo ciągle się przewijają ;D A jeszcze jak masz je za free, to już w ogóle ;D I widzę, że z podobną częstotliwością farbujemy włosy i mamy do tego podobne podejście ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią, za darmo to nawet i ocet słodki. xD
      Kiedyś farbowałam częściej i w równych odstępach, a teraz nie chce mi się. :D

      Usuń
    2. Dokładnie :)
      Aj, lenistwo...

      Usuń
    3. Wczoraj nie mogłam już patrzeć na odrosty, więc potraktowałam je na szybko szamponetką. :P

      Usuń
    4. A widziałaś takie spraye na odrosty? Ciekawi mnie ich działanie ;D

      Usuń
    5. Powiem Ci, że faktycznie coś takiego mi się gdzieś mignęło, ale nie skupiałam się na nich za bardzo. Chyba nawet w rossmannie mają. :P

      Usuń
  2. Uwielbiam ten krem do rąk, ma wspaniały zapach :)
    Nie mogę używać tych fluidów z Bielendy,mam dwa, ale do wyrzucenia idą. Kolory jak dla Włoszek, a wzięłam odcień numer 1, jaśniutki niby, a wyglądam kosmicznie, jak w masce. Dla mnie te fluidy to wielka porażka pod względem kolorów...
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest świetny, ale po dwóch takich tubach pod rząd na razie mi się znudził. :P
      Faktycznie tych odcieni jest bardzo mało, bo przy obecnych standardach 3 odcienie to prawie nic, aczkolwiek miałam to szczęście, że akurat mi pasują. :)

      Usuń
  3. O ja, nie będę ściemniał, że w stu procentach czaję o czym tu piszesz, ale dostrzegam pewien śmieszny klucz - coraz więcej kosmetyków pomaga nam w zawrotnym tempie życia. Suche szampony, mgiełki do odświeżania włosów i utrwalania makijażów, galaretki do mycia. Dezodoranty chronią już przed przykrym zapachem aż 72 godziny... :D

    Denkowe pudełko znów przeżywa swój Renesans. Fajno! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, jak to mówią - potrzeba matką wynalazku. :P Żyjemy coraz szybciej, a kosmetyki pozwalają nam nie zwalniać tempa. :P

      Usuń
  4. miałam ten fluid fajny tylko na mą tłustą skórę nie bardzo mat utrzymuje długo;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Ileż kosmetycznych testów, a ile bym ja chciała dopisać od siebie w komentarzu xD Może zacznę od początku:D
    Nie używam mgiełek utrwalających makijaż, gdzieś nie mam takiej potrzeby, nie mogę się przekonać do takich produktów. Dla mnie do poprawek wystarczy puder :D Za to szukam dobrego suchego szamponu i zwrócę uwagę na Dove :)
    Na pewno sprawdzę polecany przez Ciebie krem do rąk, nie mogę za to nigdzie znaleźć tego podkładu z Bielendy :/ Będę musiała go chyba zamówić przez internet, ale nie wiadomo jak trafię z kolorem :/ Z liści manuka używam mgiełki, żelu do mycia i miałam pastę i uważam, że jest to rewelacyjna linia kosmetyków. Obecnie kusi mnie krem na noc z tej serii, ale troszkę się go obawiam bo jest tłusty a mi się po takich kremach robią mega pryszcze... I właśnie z powodu szczypania oczu nie używam na noc kremów na twarz i pod oczy. A to, że i u mnie szara glinka dobrze się sprawdza, na pewno dobrze pamiętasz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie nie lubię zabierać ze sobą z domu kosmetyków i nigdy tego nie robię, dlatego używam mgiełki, bo wiem że nie będą mi one wówczas potrzebne. :D
      Jest w rossmannie, na pewno. :)
      Ja miałam tonik z liści manuka i on był straszny dla mnie, od razu mi czoło od niego wysypało. :P Całe szczęście krem mi odpowiada. :D
      Tłusty? Ja nie zauważyłam żeby był jakoś specjalnie tłusty, ale może faktycznie. :P Generalnie gdyby nie te oczy to pewnie sięgnęłabym jeszcze po niego.

      Usuń
    2. Ale nie musisz się poprawiać pudrem po mgiełce? :) Mi się nos zaczyna świecić po kilku godzinach ;p
      Byłam w Rossmannie i niestety u mnie go nie ma :/
      O widzisz, to u mnie tonik działa rewelacyjnie na skórę. Od razu niweluje uczucie ściągnięcia i nawilża, ale nie natłuszcza :)
      Chodziło mi o to, że krem na noc z liści manuka jest tłusty ;p Jeśli chodzi o Avon to ja miałam krem na dzień z tej linii ale do cery mieszanej i był rewelacyjny. Mój najlepszy krem na dzień jaki miałam do tej pory :)

      Usuń
    3. Nie, pryskam się rano i idę w świat bez żadnych poprawek przez cały dzień. :D
      Aaa, no tak krem jest tłusty w konsystencji, ale co ciekawe po posmarowaniu nim nie widać jakiegoś tragicznego błyszczenia w moim przypadku, może dlatego, że całkiem szybko się wchłania, a potem przyklepię go pudrami to już nie widać :D

      Usuń
    4. Lo :P a wcześniej zanim zaczelas uzywac mgielki to uzywalas duzo pudru? ;)

      Usuń
    5. Ja generalnie nigdy nie byłam fanką taszczenia ze sobą wszędzie kosmetyczki, więc używałam tyle co zwykle, ale niestety po kilku godzinach efektu już nie było, bo puder po prostu znikał z mej twarzy. :P A jak już się poprawiłam to sytuacja się powtarzała, bo ja generalnie bardzo często twarzy dotykam :P

      Usuń
  6. Awesome products! Thanks for sharing sweetie ***
    Great blog! I'm following you! Follow back? <3
    http://omundodajesse.blogspot.pt

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam tylko rzeczy z Ziaji i Biedronki, typowa Polka :D
    Tak sobie myślę, że miałam w życiu chyba tylko cztery rzeczy z Avonu. Gdzie ja się uchowałam? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, w sumie. :D
      A to ja Ci powiem w odzewie, że przez całe życie kupiłam tylko dwa produkty z oriflame :P

      Usuń
  8. Galaretka do mycia? A ja tego nie używałam :( ciekawe czy można ją jeszcze kupić :) A z tej serii Ziaji mam pastę oczyszczającą i jestem dosyć z niej zadowolona więc chyba czas na krem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że tak bo to dość świeży produkt. :)

      Usuń
  9. Do zabezpieczania butów najlepsza jest...pasta do siodeł, czego nauczyłam się w górach XD

    OdpowiedzUsuń
  10. szampony syoss są genialne, choć nigdy nie używałam tego do farbowanych włosów, gdyż sama mam naturalne :D
    ziaja zawsze spoko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosłownie pokochałam ich zapachy! <3

      Usuń