środa, 12 października 2016

228. A6W - tydzień drugi.

Witajcie kochani. Jesień nam nie odpuszcza i nadal uparcie nas moczy i ziębi. Doszły mnie jednak słuchy, że od piątku ma być nieco ładniej, a nawet swoją obecnością ma nas zaszczycić słońce. Wyglądam więc z utęsknieniem i nie mogę się doczekać na to spotkanie. ^^ Póki co siedzę w szalu nawet w domu, ponieważ z racji mojego ogólnego osłabienia przewiało mnie i odczuwam denerwujące ciągnięcie od ucha do samego migdała. ;/ Staram się wygrzać i liczę, że do weekendu będzie dobrze. A jak tam u Was? Trzymacie się w walce z otaczającymi kichającymi i zakatarzonymi ludźmi?

Aby odciągnąć Was nieco od aury hulającej za oknem dziś przychodzę do Was z kolejnym tygodniem a6w - te ćwiczenia na pewno Was rozgrzeją! :D


Dzień pierwszy – pierwszy kryzys przy ćwiczeniu trzecim, serii pierwszej. Ćwiczenie szóste dziś kompletnie mnie wycisnęło.  Zaskoczeniem była dla mnie seria trzecia – lekko, łatwo i przyjemnie. Ćwiczenie szóste podczas siódmego i ósmego powtórzenia bolało. (216 powtórzeń)

Dzień drugi – Byłam dziś biegać, w sumie nie wiem czy dobrze zrobiłam, ponieważ dziś górna partia brzucha boli przy każdym ćwiczeniu i to dość hardo. Dodatkowo zaczęłam odczuwać ból rąk – od łokci w stronę dłoni. Czyżby kolejna partia ciała intensywnie brała udział w ćwiczeniach? (216 powtórzeń)

Dzień trzeci – dziś przed ćwiczeniami poszłam na rower. Wróciłam tak naładowana energią, że nie mogłam się doczekać ćwiczeń. Wszystko byłoby pięknie, gdyby w połowie drugiej serii nie złapał mnie skurcz w lewej stopie! Nie poddałam się jednak i dokończyłam ćwiczenia, mimo że nie opuszczał mnie do końca. Co dziwne – gdy wstałam, skurcz nagle minął. O.O Co do samych ćwiczeń – numer sześć nieustannie demotywuje, jednak w chwilach słabości myślę o 2 cm straconych w pasie podczas pierwszego tygodnia. Wówczas w głowie pojawia się tylko jedna myśl – WARTO. (216 powtórzeń)

Dzień czwarty – Zaczęłam dziś wyczuwać aktywność nowych partii brzucha podczas ćwiczeń, na co nie zwracałam wcześniej uwagi  np. przy ćwiczeniu szóstym napinają się boczki. :D Pod koniec pierwszej serii miałam wrażenie, że mięśnie środkowej partii brzucha dosłownie mi się rozrywają.  W połowie drugiej serii  o swoim udziale w ćwiczeniach przypomniały również uda. Zarówno delikatny ból brzucha jak i ud towarzyszył mi do końca ćwiczeń. Cytując klasyka „jak boli, to dobrze”. (216 powtórzeń)

Dzień piąty – dzisiaj weszły trzy serie po 10 powtórzeń. To była mordercza dziesiątka. To co czuję w zupełności oddadzą dziś słowa mojej A. „Przy tym trzeba się mocno skupić, żeby nie umrzeć.” … (270 powtórzeń)

Dzień szósty – wrażenia niezmienne od wczoraj. 3 serie po 10 ćwiczeń dają w kość (a raczej w mięśnie) bardziej niż poprzednie serie. Tak więc jeżeli wcześniej mówiłam, że jest ciężko, to nie wiedziałam co mnie czeka… i pewnie powtórzę te słowa jeszcze nie raz.  Kiedyś też pisałam o tym, że brzuch zaczyna się pocić – cóż… dziś na brzuchu miałam jezioro, nie wspominając o macie pod plecami – i w cale nie ćwiczyłam na deszczu. :P Jutro dzień przerwy i NIESTETY rodzinna impreza. Mam nadzieję, że nie popsuję tym swoich efektów, chociaż na stronie WWW pisali, że nie trzeba stosować dodatkowo żadnej diety. ;) Już nie mogę się doczekać niedzielnego mierzenia i ważenia, jestem taka ciekawa efektów! (270 powtórzeń)


Tydzień drugi - łączna liczba powtórzeń: 1408


A oto i one: efekty we własnej osobie! 

Tydzień
Waga
Biodra
Pas
0 (28.08.2016)
61,4 kg
99 cm
76,5 cm
1 (04.09.2016)
61,0 kg
98,5 cm
74,5 cm
2 (11.09.2016)
60,8 kg
98 cm
73 cm

Jak widzicie - waga nie zmniejszyła się jakoś spektakularnie, ale nadal idzie w dół, co przyznam, że jest miłym zaskoczeniem. Widocznie tłuszczyk też coś waży. :P  Z bioder uciekło kolejne 0,5 cm - systematycznie, regularnie, oby tak dalej. :) W pasie straciłam znów dość sporo, bo aż 1,5 cm w tydzień. Widać, że mięśnie pracują i to ma sens. 

Na koniec jeszcze fotyszki, co by ocenić efekty wzrokowo. ^^
Tydzień pierwszy kontra tydzień drugi


I jak? Czujecie się zmotywowani nieco bardziej niż wcześniej? :D

Tymczasem ja uciekam i do następnego. :)
Pozdrawiam!

50 komentarzy:

  1. podziwiam zapał,konsekwencję i efekty:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. A moja waga po ćwiczeniach wciąż niemiłosiernie idzie w górę :( Już nie wiem co mam robić :( Efekty u Ciebie wizualnie naprawdę dobre.
    Mnie też często podczas ćwiczeń łapie skurcz w łydce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdopodobnie miałaś nierozbudowane mięśnie, które teraz się ruszyły i przez to Twoja waga rośnie. :) Lepiej weź miarę i porównuj efekty w ten sposób. ^^
      Polecam sok pomidorowy :D

      Usuń
    2. Wiem, powinnam się zmierzyć. Ja w lustrze widzę, że jestem szczuplejsza, ale jednak oczekiwałam zrzucić wagę :( Czuję się za ciężka po prostu. :(

      Usuń
    3. Jeżeli wcześniej nie ćwiczyłaś i Twoje mięśnie nie były rozbudowane, to raczej pierwszym etapem ćwiczeń może być wzrost wagi, dopiero gdy przyzwyczaisz siebie i organizm do ćwiczeń - mięśnie rozbudują się do swojego optimum, wówczas możesz zacząć obserwować spadek wagi. Sama to przerabiałam, mam za sobą mnóstwo ćwiczeń, a waga ciągle rosła, dopiero teraz PIERWSZY raz podczas a6w ona spada. :D A myślałam, że to niemożliwe. :P

      Usuń
    4. Nie dalabym rady robic tak morderczych cwiczen jak Ty ale moze zanim wykupie trzeci karnet na silownie bede juz widziec roznice w wadze :)

      Usuń
    5. Prawda jest taka, że przy odrobinie samozaparcia każdy by dał. To tylko z boku tak strasznie wygląda. :D
      O ile w ogóle masz co gubić jeśli chodzi o tę wagę. :D

      Usuń
  3. Alicja zmotywuj się wreszcie nooo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ala! Dajesz, dajesz! Ruszamy się maleńka! :D

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Aż sama się zdziwiłam. :P

      Usuń
    2. fajnie:) ja np. mam plan i nie jem słodyczy w tyg tylko w piątki:D

      Usuń
    3. Każdy sposób na dbanie o siebie jest dobry. :D
      Ja tam nie muszę jeść wcale słodkiego, nawet cały tydzień. :P

      Usuń
    4. Nie ciągnie mnie po prostu. :P

      Usuń
  5. A ja się czuję jak coraz większy pulpet :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesłodki pulpecik! <3 :D Tobie wolno.

      Usuń
    2. Jeszcze tylko przez trochę ;P

      Usuń
    3. Jakoś po nowym roku masz termin, jeśli dobrze pamiętam?

      Usuń
  6. Zaczynam się zastanawiać czy aby nie zacząć tego ćwiczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To apeluję o zakończenie rozważań i rozpoczęcie ćwiczeń. Jak już zaczniesz, to nie będziesz miała wyjścia - musisz to pociągnąć do końca. :D

      Usuń
    2. Dzisiaj na siłowni dałam sobie taki wycisk, że teraz nie mogę chodzić :D

      Usuń
    3. W sumie mogłabym powiedzieć, że "ojeju, biedactwo", ale generalnie PODOBA MI SIĘ TO. :D Sama lubię ten stan, bo wiem, że coś się dzieje. Tak trzymaj! ^^

      Usuń
  7. Może i ja wreszcie ruszę do ćwiczeń :-) Podziwiam Cię :-)
    xoxo,
    xiyavalentina.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. wow, wow, wow, podziwiam w dalszym ciągu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w dalszym ciągu. :D

      Usuń
    2. Daj mi kopa motywującego, no! :D

      Usuń
    3. Hahah prawda jest taka, że jeśli sama nie poczujesz takiego kopa wewnętrznego to nikt ani nic Cię nie przekona. :D :P

      Usuń
    4. Może pewnego dnia obudzisz się z myślą "Ach, ale bym sobie poćwiczyła!" :D

      Usuń
    5. Patrzę codziennie na siebie w lustrze o myślę, że niedługo to nastapi xD
      Generalnie załamałam się wczoraj, spodenki, które latem mogłam ściągnąć bez odpinania, bo miały tyle luzu okazało się wczoraj, że są takie akurat xD chyba czas coś z tym zrobić..: D

      Usuń
    6. Hahah!
      Może po prostu skurczyły się w praniu? XD Ja na początku lata miałam problem z dopięciem jasnych jeansów, które noszę tylko latem, ale po powrocie z gór wszystkie zjeżdżały mi z tyłka. xD

      Usuń
  9. Efekty widać! Ja od nowego miesiąca też zamierzam coś z sobą zrobić :D
    najdalszy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może lepiej zacząć już od teraz, a nie czekać na kolejny miesiąc? :D

      Usuń
  10. wow, widać efekty całkiem dobrze :) podziwiaj zapał i konsekwencję, nawet w trakcie choroby, chylę czoła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. ^^ Pokonać siebie - to największy sukces. ^^

      Usuń
  11. A właśnie jestem na etapie - robię wszystko byleby nie wstawać od komputera i nie zacząć ćwiczyć... wygrałaś, zrobię ten dzisiejszy trening :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, no mam nadzieję, że jak napisałaś, tak zrobiłaś. :P

      Usuń
  12. Hah, naprawdę nieźle ci idzie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Podziwiam (bo nie daję rady wciagnąć się w ćwiczenia)! Na szczęście znów zaczęłam systematycznie sobie truchtać po lesie. Trochę słabo, że zaczynam o tej porze roku, bo myślę, że do tej pogody to należałoby być odpowiednio zahartowanym, szczególnie jeśli zatoki to nasza słabość, ale nie wybiegam za daleko w przyszłość, po prostu ubieram sie i wychodzę. Najważniejsze, że nie sama - od razu większa motywacja :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie w taką pogodę odpadam, zaraz by mnie przewiało, a mam dość wrażliwe nerki, jeśli chodzi o zimno. Bardzo chciałabym przebiegać zimę na siłowni, ale nie mam z kim chodzić. :P

      Usuń
  14. Jak tak na Ciebie patrzę to sobie myślę, że chyba czas pogodzić się z siłownią. Brawo!

    OdpowiedzUsuń