sobota, 8 października 2016

227. Ostatni taki wrzesień.

Witajcie kochani. Jak znosicie pierwsze, aczkolwiek bardzo intensywne oznaki jesieni? Jak dla mnie jest już ZBYT ZIMNO i nawet nie chcę myśleć o prawdziwej zimie. Dziś rozpoczęłam pierwszy prawdziwy weekend od dwóch tygodni - poprzednie dwa spędziłam w szkole i powiem Wam, że gdy dziś rano wstałam, nie miałam pojęcia CO JA MAM ROBIĆ? Wolny weekend? SZOK. Całe szczęście szybko się ogarnęłam i z pewnością spożytkuję ten na prawdę wolny czas. 
Generalnie dopadła mnie jakaś melancholia, a może raczej jesienna depresja, ponieważ zaczęłam bardzo intensywnie odczuwać ogarniający mnie BEZSENS. Miałam kilka wizji na przyszłość, związanych z moim zawodem, jednak gdy wczytałam się w ustawę i kwestie prawne - odechciało mi się wszystkiego i zaczęłam kolejny raz żałować, że nie wylądowałam na architekturze. W pracy jakoś tak zrobiło mi się nudno, ogarnęła mnie monotonia. Brakuje mi kreatywności, kreowania, kolorów - jakby szarość zza okna wlewała się do mojego życia. Chyba z tego wszystkiego odkopię kolorowanki i zacznę naprawiać swój świat dodając mu koloru chociaż w taki sposób. 
Dziś natomiast przyszedł czas na odrobinę pozytywnych myśli związanych z wrześniem. Może i mój nastój podniesie się po takim treningu. :)

instagram
Chyba nikt z Was nie zaprzeczy, że wrzesień w tym roku przywitał nas na prawdę pięknie. Wysokie temperatury i piękna pogoda sprawiały, że Ci, którzy nie musieli już maszerować do szkoły w ogóle nie odczuli końca wakacji. Lato trwało nadal i jak dla mnie mogłoby trwać przez cały rok. Noszenie krótkich spodenek w połowie września - kurcze dawno czegoś takiego nie było. Dlatego uważam, że wrześniowa pogoda w pełni zasługuje na miano pozytywnego wrześniowego wspomnienia, które nawet dziś - gdy za oknem szaro i ponuro, rozgrzewa moje serducho.

We wrześniu też postanowiłam zacząć delikatnie wracać do pisania pracy magisterskiej. Powiem Wam, że takie pisanie, ze świadomością, iż mam jeszcze mnóstwo czasu jest o wiele przyjemniejsze. Litery same układają się w sensowne treści, człowiek pisze bez spiny, spokojnie, skupiając się na efekcie, a nie na ścigającym czasie - polecam nieodkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę. :D 

Cały wrzesień zasługuje u mnie z pewnością na miano miesiąca A6W, ponieważ większość wyzwania przypadła właśnie na ten miesiąc. Godziny treningów, litry wylanego potu i uciekające centymetry, to rzeczy, który powodują u mnie dumę i wywołują niesamowite uczucie spełnienia. Miałam kryzysy - wiadomo, jak każdy, w końcu nie jestem cyborgiem. Ale gdy pokonasz słabości i przejdziesz dalej, ponad swoim zniechęceniem poczujesz się wspaniale. Pokonasz wówczas swojego największego wroga - siebie samego. Jeśli przebrniesz przez a6w, poradzisz sobie ze wszystkim ^^ 

We wrześniu odwiedziłam również dentystę, z okazji wizyty kontrolnej. Okazało się, że mam tylko jeden ubytek, a pozostałe ząbki świetnie radzą sobie z odrutowaniem. :D 

Skoro już o drutach - pani ortodontka postanowiła zabrać się za ustawianie zgryzu. Ból kosmiczny, ale dzięki temu czuję, że jestem już bliżej niż dalej wymarzonego efektu. <3

We wrześniu również pierwszy raz od ośmiu lat odwiedziłam fryzjera. xD Wybierałam go długo, przeprowadzałam pieczołowitą selekcję, zbierałam opinie otoczenia i osobiście oceniłam efekt na włosach koleżanki, która od niego wróciła. Postawiłam na młodego, wyszkolonego i przesympatycznego pana. Obsłużona zostałam iście po królewsku, pan uraczył miłą rozmową, kilkoma poradami na temat włosów, wymieniliśmy wizje,  salon opuściłam zachwycona. Chyba pierwszy raz miałam na głowie to, o co poprosiłam. Z pewnością wrócę tam jeszcze nie raz. :)

instagram
Wrzesień był też miesiącem rodzinnych spotkań. Najpierw rodzinna impreza w moim domu. Sporo ludzi, pyszne jedzenie, piękna pogoda i własnoręcznie wykonywane świeczniki na taras. <3 Godziny rozmów, opowiadania co się u kogo zmieniło od ostatniego spotkania. Później moje odwiedziny u kuzynki, w ramach urodzin jej córki i jej własnych imienin. Wspaniałe latte, które pijam tylko u niej, oglądanie nowego pięknego domu, czas spędzony na zabawie z moim chrześniakiem. Są to chwile, które są dla mnie bardzo ważne. Wiem, że w dzisiejszych czasach wartości rodzinne odsuwane są na bok. Teraz liczy się kariera, sława, kasa. Rodziny spotykają się tylko przy okazji świąt i to tylko do momentu, póki żyje babcia, która to wszystko scala. Ja zostałam wychowana inaczej. Zostałam wychowana w przekonaniu, że rodzina jest najważniejsza i nawet gdy świat Cię nie akceptuje, to masz rodzinę, która kocha Cię zawsze. Dlatego też takie więzi są dla mnie ważniejsze od czegokolwiek na świecie. 

W jeden z ostatnich wrześniowych weekendów B. zabrał mnie wreszcie na zakupy. Ostatni raz chodziłam po sklepach szukając zimowej kurtki i butów na zeszły sezon. xD W sumie nie miałam sprecyzowanych wymagań, co chcę kupić. Coś do szkoły, jakieś koszule - w sumie nic konkretnego. Może dlatego z zakupów wróciłam taka zadowolona. Kupiłam co chciałam, a może nawet więcej. A co uszczęśliwia kobietę bardziej niż zakupy? Chyba tylko więcej zakupów. :D

W tytule posta pojawił się też epitet OSTATNI. Być może ktoś zaczął zastanawiać się dlaczego. Otóż we wrześniu rozpoczęłam ostatni rok studiów. Studiów na które tak psioczę, przez które muszę się uczyć, a tak bardzo mi się nie chce. Studiów, przez które pozbawiona jestem wolnych weekendów. Jednak, gdy uświadomiłam sobie, że kolejny wrzesień będzie już inny - zrobiło mi się tak jakoś smutno. Poczułam, że coś się kończy - kolejny etap mojego życia dąży do zamknięcia. Zawsze, gdy coś się kończy - ogarnia mnie smutek, mimo że zabierało mi to czas i energię, kosztowało wielu wyrzeczeń. Będzie mi tego brakować. Nietuzinkowych wykładowców, absurdalnych przedmiotów i średniawej kawy z automatu, bez której jednak ciężko przetrwać cały dzień. Będzie mi brakowało ludzi, z którymi siedziałam na zajęciach, a nawet tych, którzy działają mi na nerwy. Kończy się moje studenckie życie, jednak póki co zamierzam cieszyć się słowem OSTATNI. Słowem, które mówi mi o osiągnięciu zamierzonego celu, o tym, że jestem coraz bliżej odhaczenia kolejnego punktu zawartego w moim życiowym planie. :)

No i to by było na tyle. Już mi lepiej, jakoś tak pozytywniej. A jak Wasze nastroje? Co dobrego spotkało Was we wrześniu?

Pozdrawiam i do następnego. :)

30 komentarzy:

  1. a ja myślałam o tym "ostatnim takim wrześniu" w kontekście ślubu XD myślałam że powiesz że ostatni wrzesień jako narzeczona, za rok będzie żona XD jestem nienormalna!

    poza tym też sobie nie wyobrażam momentu skończenia studiów mimo, że jestem dopiero na I roku magisterki XD jakoś to będzie! ściskam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, jeśli chodzi o to, to wrzesień raczej odpada na porę ślubu, bom ze wsi dziewoja, a wówczas sporo pracy jest. :P
      Będę siedzieć i się nudzić - już nie mogę się doczekać. xD

      Usuń
  2. Witaj w klubie ludzi z jesiennym podłym nastrojem. Jest nas więcej;)
    Zaraz i ja idę do dentysty,lubię się nim katować jesienią:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja u dentystów spędziłam większą część zeszłorocznej jesieni - w tym roku nie zamierzam już napychać im kieszeni. :D

      Usuń
  3. Rzeczywiście piękny był tegoroczny wrzesień :) dopiero ten październik dobił takim smutkiem i melancholią :/ W wiesz co jest najgorsze po studiach? Że nie ma wakacji, tylko krótkie urlopy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najlepsze? Nie ma sesji i nie musisz nic robić po pracy? :D

      Usuń
  4. zazdroszczę tej polskiej pogody we wrześniu słońce... u mnie może i było słońce, ale jakoś słabo z jego ciepłem :( Czas tak szybko leci, że nawet nie pamiętam kiedy wrzesień się zaczął, a już prawie połowa października... A co dp wartości rodzinnych to masz rację. W dzisiejszych czasach nikt tego nie docenia. Ja zaczęłam coraz bardziej zwłaszcza teraz kiedy rodzina jest ode mnie cholernie daleko... No i gratuluję przetrwania początków A6W i życzę dalszych sukcesów w tym temacie.
    pozdrawiam

    www.nielegalna-strefa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najczęściej zaczynamy doceniać pewne kwestie, gdy dosięga nas ich brak...
      Dziękuję, :)

      Usuń
  5. mi tak brakuje tej letniej pogody wrzesniowej że nie mogę się przestawić na to zimno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nienawidzę marznąć, dlatego cała jesień i zima są dla mnie na NIE. :P

      Usuń
    2. Trzeba się przeprowadzić do jakiegoś wiecznie gorącego kraju. :D

      Usuń
  6. Osiem lat bez fryzjera? Ja pół roku nie wytrzymam nawet ;D
    Jest za zimno, bo właśnie wrzesień był mega ładny i tak nagle z ciepła zrobiło się zimno bez żadnego delikatnego przejścia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama podcinałam końcówki, mama mi włosy farbowała i tak jakoś dało się żyć. :D
      Taki szok termiczny przeżywamy. :P

      Usuń
    2. Jakbym sobie sama końcówki podcinała, to miałabym takie cieniowanie, że hej! ;D

      Usuń
    3. No a ja właśnie poszłam pocieniować. xD

      Usuń
  7. Ja tam zaczynam powoli żyć już atmosferą świąteczną;> Nie przeszkadza mi jakoś chłodek.
    Presja czasu nie sprzyja wenie i postępom - przynajmniej jak dla mnie;>
    Ja dosyć miałam studiów, bo tęskniłam za (obecnie już) mężem i kociakami. Powroty do domu na weekendy to dla mnie za mało było. Z perspektywy czasu jednak okres ten oceniam jako coś fantastycznego i niesamowicie klimatycznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja daje sobie jeszcze miesiąc na magię świąt. :P
      Oj tak, człowiek się stresuje i poprawia wszystko milion razy. :D
      Dzienne studia były dla mnie mega spoko i nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek w życiu przyjdzie mi się tak obijać. xD Tylko teraz studia + praca - wolne weekendy to dla mnie lekka przesada. :P

      Usuń
  8. Jestem bardzo ciekawa Twoich włosów po cięciu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój facet stwierdził, że nie widzi żadnej różnicy.xD

      Usuń
  9. Pogoda we wrześniu była wspaniała co sprawiło, że i ten miesiąc był wyjątkowy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Po pierwsze - kot w wiaderku! Cudo!
    Nigdy nie miałam na głowie tego, co chciałabym mieć po wyjściu od fryzjera :( i dlatego rzadko do nich chodzę, bo mam po prostu stracha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten kot uwielbia to wiaderko. :D
      JA dotychczas też nie, stąd taka długa przerwa. :P

      Usuń
  11. Fakt, że październik jest w tym roku o wiele zimniejszy niż w poprzednich latach ale...mi nadal zimno nie dopiekło. Nawet w mieszkaniu nie grzejemy jeszcze XD
    W sumie też musiałabym kupić zimowe buty. Ale ja jak zwykle pewnie kupię praktyczne, takie, które nadadzą się w góry XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam mam momenty, że chętnie bym ognisko w pokoju rozpaliła. :P
      Niestety często ta praktyka nie idzie w parze z wyglądem dlatego nie potrafię się na takie rozwiązanie zdecydować. xD

      Usuń
  12. To prawda wrzesień był piękny, mącił nam w głowie słońcem, a październik mocno zaskoczył tą wszechobecną chlapą. Nie powiem lubię deszcz, ale tak kilka tygodni z rzędu, to lekka przesada ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Deszcz deszczem - mi nie przeszkadza aż tak bardzo, gorzej z tą temperaturą.

      Usuń
  13. Niezwykle ujęło mnie zdanie o "delikatnym wracaniu do pisania pracy magisterskiej"! Do tego zadania rzeczywiście trzeba podejść ostrożnie i subtelnie, żeby należycie delektować się słodyczą jej tworzenia, hehehe! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, och tak. Trzeba sobie słodzić z umiarem - maksymalnie strona dziennie, co by od tej słodyczy nie zemdliło. xD

      Usuń