czwartek, 18 sierpnia 2016

219. Z lekkim poślizgiem - lipcowe denko.

Witajcie kochani! Jak czujecie się po długim weekendzie, a już o krok od kolejnego wolnego? Mi ten tydzień mija bardzo szybko - z czego się poniekąd cieszę, ponieważ w sobotę znów uciekam. Tym razem nad morze. Mam nadzieję, że trafi mi się chociaż jeden dzień ładnej pogody. :P (no już nie będę tak przesadnie wymagająca) A jak tam Wasze wakacje? Jesteście po, w trakcie czy jeszcze przed wielkimi wyjazdami oczekując z wytęsknieniem pięknej pogody? :) Powiem Wam szczerze, że tegoroczne lato zniechęciło mnie do tego stopnia, iż na przyszły rok zaczęłam poważnie planować wakacje na jakiejś gorącej wyspie, co by raz a dobrze trafić z pogodą. :D 
A dziś przychodzę do Was z dość obszernym denkiem - więc zapraszam do czytania. ^^


Na pierwszy ogień dziś idzie trójeczka bardzo ładnie prezentująca się na zdjęciu. A jak było w u-życiu? ;)
Zaczynając od lewej, jako pierwszy przedstawiam Wam jogurtowy żel do mycia cała, oczywiście marki AVON (bo czyż jakieś denko może mieć miejsce bez kosmetyku tej marki? U mnie raczej nie xD). Jednego z przyjemniaczków z tej serii poznaliście w poprzednim poście - był to balsam do ciała, który pozytywnie zaskoczył mnie gęstością. Jak było w przypadku żelu? Zacznę od tego, co czuć od razu - zapach. Słodki i na prawdę jogurtowy. Jeśli ktoś zastanawiał się kiedyś, jak bardzo jogurtowy może być żel pod prysznic, to powiem Wam, że początkowo myjąc się nim czułam się dziwnie. A wszystko dlatego, że zapach sprawiał, iż miałam wrażenie, że faktycznie myję się jogurtem! Dziwaczne, prawda? Poza tym, według mnie wszystko z tym żelem w porządku. Ładnie się pienił, a zapach jakiś czas utrzymywał się na skórze - tutaj nie był jednak aż tak intensywny jak podczas samego mycia (całe szczęście). Żel ten mogę polecić każdemu, kto ma ochotę sprawdzić jakie to uczucie myć się jogurtem, bez użycia samego jogurtu. :D Uczucie dziwne, jednak cały produkt oceniam bardzo pozytywnie. 
Numer dwa to peeling do ciała pomarańcza i indyjska wanilia z perfecty. Produkt kupiony od niechcenia, pewnego razu w biedronce. Zazwyczaj zaopatrywałam się tam w mini peelingi z joanny, jednak tego dnia nie mogłam ich znaleźć i tylko ten peeling wpadł mi w ręce. Więc zabrałam go do domu i nie żałuję. Sam peeling ma konsystencję żelu i jest dość drobny - osobiście wolę grubsze. Jeśli chodzi o zapach - genialny. Jestem amatorką łączenia zapachu pomarańczy z cynamonem, goździkami czy właśnie wanilią, więc jest to mój zapachowy strzał w dychę. Niestety zapach na skórze nie utrzymuje się zbyt długo, ale co się nawąchałam pod prysznicem, to moje. ^^ Warto też wspomnieć o wydajności peelingu - kupiłam go jeszcze zanim zabrałam się za projekt denko, więc przynajmniej 5 miesięcy temu. Dodam że używałam go codziennie, więc wydajność robi wrażenie. :)
Numer trzy powinniście już kojarzyć - jest to balsam do ciała z isany, który opisywałam już jakiś czas temu, w jednym z denkowych postów. Określony on został jako gęsty (taki jak lubię) balsam, o zapachu przyjemnym nawet dla wybrednych męskich nosów (posiadaczem jednego z nich jest mój B.). Dziś mogę dodatkowo wspomnieć o wydajności - poprzednik pojawił się w majowym denku, więc balsam ten wystarczył mi na około 2 miesiące codziennego stosowania. Myślę, że to całkiem przyzwoity wynik. 
Kolejne zdjęcie i kolejne gwiazdy. Uwaga, uwaga! Będę poruszać delikatny temat mycia delikatnych okolic. :D Tak więc przechodzimy do żelu do higieny intymnej o nazwie iladian. Zacznę może od tego, że szukając odpowiedniego żelu nieźle się naszukałam, żeby znaleźć jakąś ładną recenzję. Nie muszę chyba wspominać, że naszukałam się na próżno, gdyż żaden blog nie zaoferował mi opinii o tego typu produkcie. Zaczęłam nawet myśleć, że być może blogerki się takimi rzeczami nie myją. xD (taki żarcik) Jedyne, co znalazłam to opinie na forach, gdzie jak wiadomo, każdy chwali, to co sam używa pisząc tylko, że jest DOBRE. Sęk w tym, że czytając to - każdy żel jest dobry. Dopiero niedawno zaczęły pojawiać się posty na ten temat, za sprawą pewnego "intymnego pudełeczka" - jednak mimo wszystko relacje są zdawkowe. Cóż ówcześnie postanowiłam więc zaufać reklamie i skusić się na produkt z apteki. Tak też zaczęła się moja przyjaźń z iladianem. :) Żel ten jest bardzo delikatny, ma dosłownie żelową konsystencję. Jeśli chodzi o zapach, to jest bardzo delikatny i dobrze, bo jak wiadomo - zapachowe substancje mogą podrażniać. Odkąd go używam nie przytrafiła mi się żadna przykra sytuacja, więc mogę powiedzieć, że w tym przypadku reklama nie kłamie - żel rzeczywiście zabezpiecza przez infekcjami. W przypadku zaistnienia infekcji momentalnie (dosłownie) przynosi ulgę - oczywiście w przypadkach zewnętrznych. Także ten produkt polecam wszystkim kobietkom - warto się z nim zaprzyjaźnić. ;)
Kolega obok, to płyn do płukania ust smile z biedronki. :D Kolor zielony - znawcy zapewne wiedzą, że występuje jeszcze niebieski. Jest to mój ulubiony płyn do płukania ust - jego miętowy smak nie jest dla mnie zbyt ostry i pozostawia świeży oddech na długi czas. Płyn wystarcza mi na dość długo, jednak nie mogę rzetelnie określić czasu, ponieważ nie używam go regularnie, tylko jak mi się przypomni. :D Bądź co bądź - z pewnością sięgnę jeszcze nie raz po ten produkt. 
Kolejne zdjęcie, to waciki kosmetyczne cleanic - z rossmanna. Kiedyś już wspominałam, że nie są to moje ulubione waciki, ponieważ wolę te biedronkowe. Muszę jednak stwierdzić, że są one z pewnością lepsze, niż waciki np. z belli. Nie rozdwajają się notorycznie - chociaż czasem im się zdarza, są delikatne dla skóry i całkiem nieźle zbierają makijaż podczas zmywania. Myślę, że w moim rankingu mogą spokojnie wskoczyć na drugie miejsce. :)
Obok puder sypki, matujący z rimmela, stay matt. O nim też już kiedyś wspominałam, mogłabym więc napisać o jego wydajności, jednak... Niestety tym razem skończył mi się on przedwcześnie. Ponieważ wpadł mi do umywalki... bez wieczka.... dnem do góry... xD Także sami wiecie jak to się skończyło. Całe szczęście puder nie jest tłusty, przez co całkiem nieźle i szybko udało mi się go sprzątnąć. Myślę, że można dopisać to do listy jego zalet. :D


Kolejny kosmetyk to pasta do zębów sensodyne extra fresh. Kupiłam ją kiedyś w biedronce w zestawie z płynem do płukania ust, który obecnie stoi na mojej umywalce. Już teraz mogę Wam zdradzić, że jest okropny! Natomiast pasta, jak pasta. Mimo, że nosi w nazwie EXTRA FRESH w cale nie jest jakoś piekielnie miętowa (cóż za zestawienie) zapewne dlatego, że jest to pasta do zębów wrażliwych, a takich lepiej nie traktować intensywnymi doznaniami. Mimo, iż swego czasu cierpiałam na nadwrażliwość zębów, to od dłuższego czasu kompletnie nie pamiętam z czym to się wiąże, więc pasta spełnia swoje zadanie, chroniąc zęby. :)
No i teraz nowość - męski punkt widzenia. Pierwszy raz zrecenzuję męski produkt, przy pomocy nieświadomego niczego B. :D Żel pod prysznic Nivea man. Sensitive. Jest to część zestawu, jak B. wybrał sobie na święta od mojej mamy. Żel ma bardzo ładny zapach - ja generalnie lubię zapachy męskich produktów nivea - który utrzymuje się na skórze jeszcze przez jakiś czas, dla mnie bomba. ^^ Myślę, że całkiem nieźle radzi sobie z myciem, skoro mój facet chodzi czysty. xD Można wspomnieć, że jest idealny dla panów o wrażliwej skórze podatnej na podrażnienia - seria sensitiv jest stworzona z myślą o nich. ;)
No i to by było na tyle, jeśli chodzi o produkty pełnowymiarowe. W lipcu postanowiłam wziąć się również za wykorzystywanie próbek i o moich wrażeniach z nimi związanych, również chcę Wam opowiedzieć. :)
Zacznę od absolutnego hitu. Po użyciu tych próbek zaczęłam żałować, że nie jestem posiadaczką pełnowymiarowych produktów. Mowa tutaj o balsamach do ciała love me green. Miałam w swoim posiadaniu dwie próbki - balsam pomarańczowy oraz zielona herbata. O ile za zapachem zielonej herbaty nie bardzo przepadam, o tyle zapach pomarańczy powalił mnie na kolana. Tak intensywny i naturalny, jakbym wąchała prawdziwą pomarańczę. Jednak nie samym zapachem człowiek żyje - to co jest dla mnie najważniejsze w balsamach to konsystencja. Dla mnie idealna, gęsta, do złudzenia przypominająca masło. Smarowanie się nim to istna przyjemność. Nawet zapach zielonej herbaty był znośny przy tej niebiańskiej konsystencji. Oczywiście po wypróbowaniu wybrałam się na internetowe przeszpiegi i znalazłam niestety dość drogie kosmetyki (ale jejku, ta jakość!) i balsam niestety tylko o zapachu zielonej herbaty. Jeśli więc ktoś z Was miałby wtyki do innych zapachów, to będę wdzięczna za podpowiedź. :D
Kolejne zdjęcie, to próbki trzech antycellulitowych balsamów. Nie żebym wierzyła w to, że wystarczy się posmarować, a cellulit wstanie i sobie pójdzie - po prostu postanowiłam wykorzystać wszystkie balsamy do ciała. :D 
Tak więc od lewej - próbka ekskluzywnego balsamu ujędrniającego z farmony. Jasne, że nie mogę się zbytnio wypowiedzieć o jego działaniu (w które nie wierzę), więc skupię się na konsystencji i zapachu. Otóż jak dla mnie balsam zbyt wodnity o dość neutralnym zapachu. Może równie wodnitym co sama konsystencja? Raczej nie sięgnę po pełnowymiarowy produkt.  
Obok próbka produktu, po którego otworzeniu uwierzyłam, że cellulit sam zwinie manatki i ucieknie gdzie pieprz rośnie albo przynajmniej tam, gdzie nie czuć zapachu tego balsamu. Mamy tutaj antycellulitowy balsam yves rocher. Ma on intensywny zapach kawy pomieszanej z czymś jeszcze - co powoduje, iż sama miałam ochotę uciekać. W życiu nie spotkałam bardziej śmierdzącego kosmetyku. Mimo wszystko postanowiłam zaryzykować i użyłam go. Mimo smrodu nieziemskiego, muszę przyznać, że z pewnością miałby on ciekawe działanie, gdyż po użyciu czuć było na udach mrowienie - wiec pewnie coś tam się działo. Niestety nie będzie mi dane sprawdzić działania produktu pełnowymiarowego, chyba że stracę węch. 
Numer trzy to balsam antycellulitowy z avonu. Jeśli chodzi o zapach - ten również zaciągał kawą, ale tylko kawą, przez co był znośny. Konsystencja typowa dla balsamów avon - jak dla mnie mógł być gęściejszy. :D 
Kolejny antycellulitowy cudak - tym razem z ziaji multi modeling. Generalnie lubię produkty z ziaji - tutaj konsystencja nawet mi odpowiadała. Balsam ten nie miał już rażącego zapachu, a właśnie ciekawy, dość naturalny i typowy dla produktów ziaji. Z racji wielkości próbki mogłam spokojnie posmarować nim nogi, coś mi się kojarzy, że nawet dwa razy. ^^ 
Podsumowując antycellulitowe cuda - jestem raczej zwolenniczką ruszenia dupy i aktywności fizycznej, niż smarowania się kremami i czekania na cud, także pod tym kątem nie wypowiadam się.  :D 
Na sam koniec balsam payboy . Przyznam Wam się, że używałam go pierwszy raz  - gdzie ja się uchowałam, co? ;P Pierwszy raz używałam także balsamu o tak intensywnym zapachu perfum. Jak dla mnie był on aż zbyt intensywny. Używam balsamu zwykle po kąpieli, przed snem. A z racji tego, że nie mam w zwyczaju perfumować się do łóżka, intensywny zapach perfum zaczynał mnie nawet drażnić. Nie zmienia to faktu, że zapach był bardzo ładny i stosowany np. na dzień całkiem nieźle sprawdziłby się, nawet gdybyśmy zapomniały o perfumach. :)

No i to by było na tyle. Mam nadzieję, że ktoś przebrnął przez ten maraton. :D Znacie te kosmetyki? Znalazł się tutaj jakiś Was ulubieniec, a może kosmetyk którego nie znosicie?  
Czekam na Wasze opinie. :) 
Pozdrawiam i do następnego - po powrocie z nad morza. ^^

38 komentarzy:

  1. Ponoć weekend ma być dość przyjemny,wciąż liczę na fajną część sierpnia,tę końcową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już jest bardzo przyjemnie, potwierdzam. :D

      Usuń
  2. Mój tata używa tego żelu pod prysznic Nivea i faktycznie, super on pachnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w końcu mój tata, więc mogę. :P

      Usuń
    2. Hahaha, jesteście genialni. :D

      Usuń
  3. Nie miałam żadnego z wymienionych przez ciebie kosmetyków, ale uwielbiam zapach każdego kosmetyku z NIvei :D I byłabym ciekawa tego peelingu z Perfecty, ale... mam za dużo peelingów i żelów pod prysznic, więc... mooooooooże kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też zawsze urzekają zapachy nivei. :)
      Ja mam mnóstwo żeli pod prysznic i od dłuższego czasu usiłuję je grzecznie zużyć, jednak zawsze się jakaś nowość przypałęta - mimo wszystko. :P

      Usuń
  4. miałam te waciki... masakra:D rozwarstwiają się

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba żadnego z tych kosmetyków nie stosowałam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje ulubione waciki to te też z biedronki, więc pewnie tego nie zmienię i będę je kupować.
    Produkty o zapachu pomarańczowym na pewno by mi się spodobały, czyli peeling z perfekty (szkoda tylko, że zapach nie utrzymuje sie długo) i balsam love me green.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten balsam sama bym chętnie upolowała. :D

      Usuń
  7. Muszę się kiedyś przejść do drogerii i wypróbować kilka rzeczy ale jak zwykle nigdy nie ma czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też już strasznie dawno nie byłam w drogerii...

      Usuń
  8. Też mam ten jogurtowy żel do ciała, jest bombowy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też będę go pozytywnie wspominać. :D

      Usuń
  9. udanego pobytu nad morzem, ma być pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to pięknie troszkę się przesunęło w czasie, ale i tak jestem zadowolona. :D

      Usuń
  10. oo chciałabym taki peeling pomarańczowy :) muszę sobie sprawić peeling.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe czy u Ciebie by się taki znalazł. :D

      Usuń
  11. Nie bardzo odnajduję się w temacie kosmetyki, ale nominowałem Cię do Liebster Blog Award. Mam nadzieję, że podejmiesz się wyzwania! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Oczywiście, że się podejmę. :)

      Usuń
  12. znam tylko ten płyn do jamy ustnej... ale mam niebieski i jest OSTRY! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Żel do higieny intymnej muszę koniecznie wypróbować skoro polecasz :) Faktycznie blogerki bardzo rzadko poruszają ten temat :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, chciałabym aby mój wpis był początkiem wielkiej zmiany. xD

      Usuń
  14. Apropos pudru z Rimmela to napisałaś że sypki, bo się potłukł? :P Bo on jest chyba w kamieniu, bo sypkiego Stay Matta nie widziałam jeszcze ;p
    Mojej mamie przyniosłam próbki Multimodelingu i kazała mi na następny dzień kupić normalny produkt, bo podobno rewelacja. Ja jeszcze nie próbowałam ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mój błąd. Z rozpędu napisałam sypki, pewnie właśnie dlatego, że w głowie miałam fakt, iż się potłukł. :D
      Dla mnie wszystkie mazidła z ziaji są spoko, jeśli chodzi o sam fakt smarowania np. :P

      Usuń
  15. Mam puder, jest całkiem niezły. Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kolejna osoba, która chwali produkty Isana, a ja nie wiem dlaczego, ale jeszcze z nich nie korzystałam ! Koniecznie muszę to zmienić ;D

    Polecam balsam antycelulitowy z Eveline (jasnozielony ) - jest naprawdę genialny ! ;)

    Zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, musisz! :D

      Zapamiętam, może kiedyś. :)

      Usuń
  17. Mamy tak wiele różnego rodzaju kosmetyków w sklepach, że jest mi coraz trudniej trafić przy okazji denek na blogach na coś, czego używałam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, jest tyle różnego rodzaju kosmetyków, że też rzadko kiedy trafiam na innych blogach na "swoje" kosmetyki. :D

      Usuń
  18. Hmm. Ten żel może być ciekawy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz wszechogarniającą słodycz- na pewno. ^^

      Usuń