piątek, 12 sierpnia 2016

218. Zakopane.

Witajcie kochani! Co tam u Was słychać na półmetku wakacji? Ja właśnie wróciłam z pierwszej części wakacyjnego wypoczynku i chętnie pojechałabym tam znów, choćby zaraz. Co prawda pogoda nam się troszkę skiepściła, jednak optymistycznie nadal wierzę, że jeszcze będzie gorąco, w tym roku... w te wakacje... generalnie w tym miesiącu... Najlepiej po dwudziestym. :D 
Wiem, że biorąc pod uwagę kolejność dodawanych przeze mnie postów, dziś powinnam uraczyć Was deknową porcją zużytych kosmetyków. Jednak przepełniona pozytywnymi emocjami postanowiłam podzielić się z Wami wrażeniami przywiezionymi z podróży - póki są jeszcze świeżutkie i gorące, niczym poranne bułeczki. ^^ 


Instagram - widok z Kasprowego
Tak więc generalizując cały pobyt - jestem mega zadowolona i przyznaję wszem i wobec - przepadłam, zakochałam się w górach. Na dzień dzisiejszy powiem Wam szczerze, że wolałabym jechać drugi raz w góry niż leżeć nad morzem. (początkowo sama w to nie wierzyłam) 
Te całe wędrówki, mimo że są męczące, to dają człowiekowi mnóstwo pozytywnej energii. Męczysz się, ale tylko fizycznie. Głowa oczyszcza się całkowicie - nie ma myślenia o pracy, domu, problemach, pieniądzach, wojnach czy chorobach. Jedyne co siedzi wówczas w Twojej głowie to szlak, który masz przed sobą. Zastanawiasz się jedynie nad tym, jak go przejść i na którą skałę nadepnąć, żeby było Ci najwygodniej czy najbezpieczniej. Cały świat, którego nie masz przed oczami - znika, ponieważ ten który widzisz jest tak piękny, iż nie potrzebujesz niczego więcej. 
Pomimo, że wstawaliśmy bardzo wcześnie rano, a ze szklaku wracałam z połamanymi paznokciami, zakwasami i totalnie zmęczona fizycznie - pod względem psychicznym dawno nie byłam aż tak wypoczęta. O pracy i o tym, że koleżanka, w razie potrzeby miała do mnie pisać przypominało mi się dopiero w hotelu.
Podobnie było z poczuciem czasu. W górach kompletnie nie ogarniałam, który jest dzień tygodnia czy miesiąca. Dlaczego? Ponieważ tam każdy dzień wygląda tak samo - wstajesz rano i idziesz na szlak. Myślisz tylko o tym, co masz przed sobą. 
Same widoki są równie oczyszczające - na prawdę ciężko jest przypomnieć sobie o zabieganym świecie, gdy przed sobą masz surowe góry, które szczelnie Cię od tego świata odgradzają. 

Pierwszego dnia razem z B. pobiliśmy wszelkie rekordy, ponieważ przeszliśmy około 30 km. Chyba nie muszę wspominać o tym, że na drugi dzień dosłownie nie potrafiłam chodzić z bólu. Małe przegięcie, ale cóż - zdarza się. Po prostu B. myślał, że jeden ze szlaków jest krótszy (faceci i ich myślenie). 
Nasza pierwsza trasa to Morskie Oko - Czarny Staw - Dolina Pięciu Stawów . Oczywiście trasa na Morskie Oko, to największy lajt, jaki zaserwowały nam tatry. 9 km asfaltowej drogi - jeśli, ktoś wymięka już tutaj, wypada mi jedynie współczuć. :P
Trasa na Czarny Staw była cięższa, ale jedynie pod koniec, gdy nabieraliśmy wysokości. Zaczęło się robić stromo, no i z każdym stopniem coraz ciężej. Mimo wszystko widoki są tego warte. Gorzej było z zejściem, z wcześniej wspomnianej stromizny. Otóż na jednym z odcinków schodziłam ze skał prawie pionowo stawiając buty na skałkach (coś w stylu chodzenia po ścianie) i miałam niemały zawał. Także jakby coś - pamiętajcie o dobrych butach. Całe szczęście hardy odcinek trasy na Czarny Staw pod Rysami jest na prawdę niewielki, więc już po chwili miałam ten horror za sobą. 
Dolina Pięciu Stawów - panorama mojego autorstwa. :)
W kierunku Doliny Pięciu Stawów wybraliśmy się szlakiem niebieskim, który okazał się o wiele dłuższy niż początkowo zakładaliśmy. Podobało mi się na nim jednak, że nie mieliśmy już równiutko ułożonych skałek i momentami trzeba było pokombinować, jak wleźć na wyższy poziom. Oczywiście i tutaj pojawił się horror - przejście nad przepaścią, która nosi tam jakąś konkretną nazwę - nie pamiętam jej. W każdym razie miałam przed sobą białą ścianę z pokruszonych głazów, a poniżej resztę tej ściany (to poniżej ciągnęło się baaardzo w dół :P). Powiem Wam, że w takich przypadkach ogromną rolę odgrywa psychika. Bo tak - mogłam się zaprzeć, popłakać i powiedzieć, że dalej nie idę, a jednak poszłam, mimo przerażenia. A jak już wlazłam, to lepszą opcją okazało się przejście dalej niż spadnięcie w dół. Więc... jakoś przeszłam. Nad uchem słyszałam jeszcze B., który powtarzał w kółko "nie patrz w dół" i sama nie wiem czy mi to pomogło, czy po prostu wkurzało mnie jego gadanie i przeszłam, żeby w końcu przestał. :D Dalej nie było już większych horrorów, mimo  że zmęczenie rosło wraz ze wzrostem wysokości. Jednak widoki, które otrzymywaliśmy w zamian za wysiłek dodawały energii do dalszej podróży. Z Doliny Pięciu Stawów wybraliśmy się w stronę schroniska, gdzie napotkaliśmy kozicę górską, chętnie pozującą do zdjęć, a dalej szlakiem czarnym i zielonym w drogę powrotną. 
Po przejściu tej trasy orzekłam, że mam dość gór na najbliższe osiem lat. Moje oburzenie trwało jednak tylko kilka godzin, ponieważ na drugi dzień znów miałam ochotę chodzić po górach. 

Niestety ochota nie mogła równać się z ogromnym bólem, tak więc drugiego dnia postanowiliśmy zrobić sobie odpoczynek i pochodzić po Zakopanym. Naszym celem były Krupówki i Gubałówka. Na Krupówkach kupiłam kilka pamiątek oraz zjadłam bardzo dobry góralski obiad - żurek i ruskie pierogi. :D Na Gubałówkę - z racji bolących nóg wybraliśmy się wagonikiem, następnym razem obiecuję, że pójdę pieszo. :P Widoki z góry były również nieziemskie, mieliśmy pod stopami całe Zakopane. 

Zejście z Kasprowego. 
Trzeciego dnia zaatakowaliśmy Kasprowy Wierch. Oczywiście już na piechotę. Od rana nieziemsko grzało, także już po kilku minutach marszu pod górę mieliśmy niezłą zadyszkę. Tego dnia też opaliłam się chyba lepiej, niż nad morzem, więc wychodzimy na plus. :P Wchodząc na szczyt było nam strasznie gorąco, jednak na samej górze - jak się okazało po chwili odpoczynku - było koszmarnie zimno. W schronisku zjedliśmy obiad, zregenerowaliśmy siły i ruszyliśmy dalej - również pieszo, czego szczególnie nie żałuję. Widoki z drugiej strony Kasprowego były genialne.  Niestety w drodze powrotnej nieco nam się ochłodziło i zaczęły przemierzać nad nami chmury, czego ostatecznym wynikiem był deszcz. Deszcz ten był jednak tak delikatny, że nie opłacało się nawet zakładać kurtki. Niestety kamienie robiły się mokre i śliskie o wiele szybciej niż my. :P Co poskutkowało podwójną ostrożnością i kilkukrotnym stanem przedzawałowym. Ale jak widzicie - dałam radę. Żeby ukazać Wam, jakie ostatnio miałam szczęście muszę wspomnieć, iż zaraz po powrocie do hotelu zaczęło lać i rozpętała się burza. Sama burza co prawda nie trwała zbyt długo, ale deszcze nie opuścił nas przez cały kolejny dzień.

Pierwotnie ostatniego dnia planowaliśmy zaatakować Giewont. Niestety - raz że przez deszcze zrobiło się ślisko, dwa - podczas deszczu w górach chmury kompletnie osłaniają szczyty i zupełnie nie ma czego podziwiać, no i trzy - z deszczu bardzo szybko może urodzić się jakaś burza. Z racji tego, że w Zakopanem delikatnie mżyło, postanowiliśmy przejść się Doliną Kościeliską. Gdy dojechaliśmy busikiem na miejsce rozpoczęcia wędrówki, deszcz przybrał na mocy i już nie mżyło, a porządnie lało. Ja jednak pełna entuzjazmu, stwierdziłam, że co tam! Idziemy! Kupiliśmy śliczne i stylowe foliowe kubraczki, które osłaniały nas przed deszczem do kolan i ruszyliśmy. Uszliśmy jedynie 30 minut, ponieważ po tym czasie oboje mieliśmy wodę w butach i całe mokre spodnie poniżej kolan, przez co robiło nam się zimno. A że chorzy z wakacji wracać nie chcieliśmy, ogłoszony został odwrót, podczas którego ulewa oznajmiła nam głośno i wyraźnie, iż nie jest tylko zwykłą ulewą, a burzą. Tak więc po powrocie resztę dnia spędziliśmy w hotelowym pokoju i wcale nie było nudno. ;)


No i to by było na tyle. Troszkę mi się rozciągnęła ta krótka relacja, mam nadzieję, że dobrnęliście do końca. Jeśli macie ochotę na więcej zdjęć - zapraszam na instagram, gdzie dodawałam je na bieżąco. :) Tymczasem do następnego.

Pozdrawiam!

46 komentarzy:

  1. Ja również nie wierzyłam w to, że kiedyś polubię góry, a jednak to zrobiłam jakieś trzy lata temu. W tym roku również udało mi się pojechać w góry, jednak były one zdecydowanie mniejsze, niż te, na których ty byłaś. Szczerze mówiąc nie wiem, czy dałabym radę przejść nad przepaścią. Może i by się to udało, bo w końcu lepiej jest już przejść, niż spaść na dół, ale z drugiej strony znając siebie, w połowie takiego przejścia chciałabym zawrócić. A zdjęcia piękne! Widoki na prawdę robią wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama byłam w szoku, że weszliśmy tak wysoko. A najlepsze jest to, że teraz chce się iść tylko wyżej. :D
      Widoki warte każdego wysiłku. <3

      Usuń
  2. Ja lubię góry,nie powiem :)ale przez moją astmę nie czuję się tam idealnie. Za ostre powietrze mnie zatyka i powoduje ,że dużo,dużo szybciej się męczę :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że wyjazd się udał :) Uwielbiam Zakopane!

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam tam już kilkukrotnie i chętnie kiedyś znowu tam pojadę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też chętnie jeszcze tam zawitam. :)

      Usuń
  5. Ja uwielbiam góry, uprawiam nordic walking więc myślę, że u mnie takie dystanse są na spokojnie do przebycia :) zazdroszczę bo ja urlopu nie mam więc całe wakacje w pracy :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam w maju w Tatrach i schodząc z Czarnego Stawu prawie się posikałam ze strachu - kamienie były oblodzone i bałam się że spadnę i będę miała krwawą miazgę zamiast twarzy :D ale było warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem co przeżyłaś, bo sama się ślizgnęłam na jednej skale. :P

      Usuń
  7. W tym roku dwa razy odwiedziłem... Bieszczady. Raz skakałem, biegałem po górach, kilka dni z rzędu. Wczoraj tylko liznąłem i bardziej chodziłem w okolicy. Samych gór i lasów swoją obecnością nie zaszczyciłem. Ale, gdy byłem wtedy, w maju. To było cudo. Przeskakiwanie błota, przechodzenie po upadłych drzewach. Cały czas pod górę - tak jak piszesz - myśląc tylko o drodze. Gdy dochodzisz na samą górę i wszystko oglądasz serce rozkwita, a później idziesz ciągłym szlakiem wzdłuż. Mega!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczucia nie do opisania, to po prostu trzeba przeżyć. Jak czytam Twój komentarz, to jeszcze bardziej mam ochotę tam wrócić. :D

      Usuń
  8. Góry są piękne to fakt :) Zawsze zastrzegam się, że wędrówki po szlakach nie są dla mnie, ale kiedy już stoję u podnóża to nic mnie nie zatrzyma :D Chyba też kocham pokonywać te meczące kilometry :) Muszę przyznać Ci rację, że tylko ciało się męczy, bo umysł się oczyszcza :) Żadne problemy nas nie dosięgają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie tylko ja zwróciłam na to uwagę. :)

      Usuń
  9. Po raz kolejny cholernie zazdroszczę Ci wyjazdu. :(
    A ze zdjęciami byłam na bieżąco. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiech! ;)
      To po troszku tak, jakbyś była tam ze mną. :D

      Usuń
  10. Ja góry lubię, ale wychodzenie na nie mnie trochę dołuje :D Z racji tego, że mieszkam w Małopolsce, to często byłam w Zakopcu, ale jednak mimo wszystko po tych skałach czy jak to tam nazwać łazić nie lubiłam :)
    Zazdroszczę Ci wyjazdu, chyba sama z tego wszystkiego zrobię mały napad na Zakopane w weekend xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zawsze byłam na nie, ale w momencie, gdy już stałam na tym szczycie i widziałam wszystko poniżej, stwierdziłam, że są to widoki warte każdego wysiłku. :D
      I co, wypad wypalił? :P

      Usuń
  11. Brakuje mi takie oczyszczenia :) stanowczo za rzadko jestem w górach, chociaż blisko :)
    a zdjęcia widziałam widziałam :) są piekne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często tak jest, że nie korzystamy z uroków miejsc, które mamy najbliżej siebie. :)

      Usuń
  12. Pierwszego dnia po prostu przegięliście- jeśli ktoś nie ma na co dzień dużego wysiłku, to taka trasa zabija. Polecam na początek w górach coś b. lajtowego- Doliny np. Kościeliską ( można podejść do Smreczyńskiego- to najpiękniejszy staw w Tatrach albo przez Iwaniacką do Dol. Chochołowskiej ), a nie taki rajd.
    Coś takiego to dopiero na drugi a nawet trzeci dzień, jak nogi przywykną do wzmożonego wysiłku.
    Ta niebieska trasa z MOKO do Piątki to droga przez świstówkę-nigdy nie szłam więc się nie wypowiem, ja do Piątki szłam przez Szpiglasa i na moich oczach jakaś laska schodząca przede mną zjechała na plecach parę metrów w dół...
    Ale generalnie unikam trasy nad MOKO od kilku dobrych lat-nie mogę znieść tego tłumu na drodze i widoku koni ciągnących wozy pełne dup 20-30latków zdrowych jak byki.
    Wchodzenie na Gubałówkę można sobie śmiało darować- nothing special tylko widoki ładne. Można podejść trochę i zjechać z Butorowego z niej.
    Jedna uwaga- na szczycie Kasprowego nie ma "schroniska" tylko stacja kolejki i obserwatorium:)
    Teraz w Tatrach trudno znaleźć spokojne miejsce, gdzie nie ma tłumu-ja polecam Kopieniec, Tatry Zachodnie ( czyli okolice Chochołowskiej ) i trasę od Murowańca w stronę Krzyżnego- są szanse, że Was nie rozdepczą:)
    A z lokali w Zako polecam szczerze Gazdowo Kuźnię, Zapiecek i Staro Izbę- fenomenalne żarło i fajne kapele:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to już trochę po ptakach. :D Tak jak pisałam, mój B. źle obliczył długość trasy i wyszło jak wyszło. :)
      Aj, chyba by mi serce stanęło, gdyby ktoś ześlizgnął się przede mną.
      Zanotuję sobie te miejsca i być może w przyszłym roku uda mi się je odwiedzić. :)
      Jesteś z Zakopanego? Czy po prostu dużo chodzisz po górach i dobrze je znasz? A może jedno i drugie? :D

      Usuń
  13. ja też długo uważałam, że wakacje to tylko nad morzem, teraz jestem absolutnie odmiennego zdania, góry jak zadne inne miejsce oczyszczają głowy ze zbędnych myśli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiego trzeba spróbować, żeby zmienić zdanie. :D

      Usuń
  14. super, świetnie się to czytało :) tęsknię za górami. bardzo ładnie to ujęłaś - męczymy się fizycznie, ale głowa całkowicie się oczyszcza :) super panorama

    OdpowiedzUsuń
  15. Góry to świetny pomysł na odpoczynek. Mam nadzieję, że we wrześniu pogoda będzie jeszcze sprzyjać górskim wycieczkom. Piękne widoki, a przez Twoją relację po prostu się płynęło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja generalnie nie obraziłabym się na łagodną i słoneczną jesień. :D
      Dziękuję. :)

      Usuń
  16. Uwielbiam góry *.* Piękne widoki.

    OdpowiedzUsuń
  17. Odpowiedzi
    1. Widzę, że mają oni wielu fanów. :D

      Usuń
  18. Starzejesz się chyba skoro wolisz góry ;p
    Ja, gdy byłam w andrzejki w górach to kolega miał pomysł iść nad to Morskie Oko i Czarny Staw i jeszcze wtedy tak padał śnieg, że ledwie co było widać. Do tej pory dziękuję Bogu, że ludzie mu odmówili ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ujęłabym to inaczej - dojrzewam. :D
      Eee, a morskie oko to w śniegu bym się przeszła. Przynajmniej byłaby ciekawsza ta trasa. xD

      Usuń
  19. Świetna relacja! Aż czuć tą pozytywną energię jaka od Ciebie bije :D

    Zapraszam do mnie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mogłabym ten post podpiąć pod swój, że Polska jest pięknym krajem, który warto poznawać :)
    Piękne miejsca. Choć ja chyba zostanę przy morzu i mazurach ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo podziwiam za wędrówkę w deszczu. Sama jestem tego zwolenniczką. Wtedy wyprawa ma jeszcze więcej uroku. Ostatnio też byłam, ale nad Morskim okiem. Najnudniejszy szlak Polskich gór, ale trudno. No i jak mi mama opowiadała, że za szkolnych lat biegali od morskiego oka na dolinę pięciu stawów (była w klasie sportowej, trenowała biegi narciarskie) to nie mogłam w to uwierzyć. Sama mam tak, że na szlaku niestety w momencie zmęczenia łapie mnie niesamowita wredota. Narzekam na wszystko i nic mi się nie podoba, bo myślę tylko o tym, by dojść na miejsce, jednak ostatecznie zawsze jestem z takowej wyprawy zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ją podziwiam również. Kurcze, przecież to niebezpieczne było.
      Czyli mamy tak samo z tą wredotą. :D

      Usuń
  22. To ładnie pochodziliście po górach, zazdroszczę, ja niestety w tym roku zupełnie bez kondycji i po przejściu z Kasprowego na Kopę Kondracką i zejście w dół, już drugi dzień od zejścia nie potrafię schodzić po schodach, a siadam i wstaję jak kaleka. To się nazywa brak brak wyobraźni, tzn. miałam jakieś tam obawy, ale mój M. mnie naciągnął i przynajmniej mam teraz na kogo ciskać gromy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, no niestety góry wymagają od nas większej kondycji, niż nam się wydaje. Ale co poćwiczyłaś mięśnie, to Twoje. :D

      Usuń
  23. Polecam przewodniki po Tatrach autorstwa Nyki- są tam b. dokładne opisy tras i dość zgodne z rzeczywistością czasy przejść. Nyka to klasyka- warto kupić:)
    od ponad 20 lat jeżdzę w Tatry, przeszłam je w zasadzie prawie całe ( z wyjątkiem Orlej Perci, bo znam swoje ograniczenia i nie pcham się tam, gdzie mogłabym zesrać się ze strachu:)), więc jakbyś miała jakieś pytania to wal śmiało:) Możesz na prive'a tylko podaj mi swojego maila:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to muszę go podsunąć mojemu B. bo on ostatnio w internecie szukał właśnie opisów tras. :)
      Wow, jestem pod wrażeniem. Orla Perć jak dla mnie jest przerażająca, chociaż na dzień dzisiejszy, to nawet Rysy wzbudzają u mnie niepokój. :P
      Odezwę się na maila. :)

      Usuń