poniedziałek, 1 sierpnia 2016

217. Trening pozytywnych myśli - wspominam lipiec i sportowe rekordy.

Witajcie kochani! Pogoda nam się skiepściła, mam jednak nadzieję, że to taka cisza, przed wybuchem upałów - ponieważ przede mną ostatnie cztery dni pracy przed tym wyczekanym urlopem. Powoli przygotowuję się do pakowania i kompletuję rzeczy niezbędne z serii "ażeby nie zginąć w górach". xD Jednak bądź bo bądź - walizeczka nadal pusta. Generalnie mój B. jest święcie przekonany, że zmieścimy się w jedną walizkę. We dwie osoby! Na 5 dni! W góry! Delikatnie mówiąc mam wrażenie, że oszalał i nie mam pojęcia jak to zrobimy, ale okej... Podczas pakowania zacznę wierzyć razem z nim (albo kompletnie stracę wiarę, gdy pakując tylko siebie zajmę więcej niż połowę miejsca). 
Dziś przygotowałam dla Was posumowanie lipca. A był to na prawdę dobry miesiąc!


google // niestety nie znalazłam nic swojego
 w tym temacie. :P
Początek lipca, to roczek chrześniaka mojego B. Generalnie byłam sceptycznie nastawiona do tej imprezy. Po prostu nie chciało mi się tam iść, większość ludzi to rodzina mamy małego, więc założyłam, że nie będzie z kim gadać i w ogóle stypa. Rzeczywistość była jednak inna. Rodzinka okazała się bardzo rozgadana i wyluzowana. Także czas mijał bardzo szybko i przede wszystkim wesoło. Dodatkowo jedzenia było tyle, że nie mieściło się na stołach - więc głodna do domu nie wróciłam. Co do samego maluszka - to wybrał różaniec, czym zszokował rodziców i przysporzył wszystkim powodów do śmiechu. 

Kolejny weekend to coroczny zjazd u babci B. Niestety przez większość czasu nudziliśmy się z B. przy stole, ponieważ jako jedyni z towarzystwa nie posiadamy dzieci. Wszyscy więc biegali za swoimi i nieswoimi dzieciakami, a my siedzieliśmy przy stole nie mając za kim biegać. :D Bądź co bądź najadłam się i pogadałam o ciekawych rzeczach z kuzynami B. zacieśniając rodzinne więzy i po raz setny wymijając się od odpowiedzi na pytanie "kiedy ślub". XD

Następny weekend, to moja rowerowa wyprawa życia - postanowiliśmy z B. odwiedzić Biskupin. W sumie, nie mam daleko, bo tylko ok. 25 km w jedną stronę, jednak gdy się to wszystko skumulowało, to na prawdę ciężko mi było wrócić do domu. :D Jednak gdy wypoczęłam, stwierdziłam, że nie było tak źle i z chęcią pobiję ten rekord. W Biskupinie zjedliśmy obiad, zrobiliśmy zdjęcie przed wejściem i wybraliśmy się w drogę powrotną. Żeby jednak nie było tak pięknie B. stwierdził, że odwiedzimy pobliską wioskę, ponieważ jest tam wielki biały pomnik konia. :P Jak się okazało, był to Leszek Biały (kimkolwiek on był). Droga w tamtą stronę była całkiem przyjemna. Zabójcza natomiast okazała się górka, którą trzeba było pokonać, wyjeżdżając z Biskupina. Koniec końców dałam radę, ale ogłaszam wszem i wobec NIE CIERPIĘ TAKICH PODJAZDÓW.

Instagram
Jeżeli jesteśmy już przy temacie roweru - to lipiec z pewnością będzie mi się kojarzył przede wszystkim z wycieczkami rowerowymi z moim bratem. Przez cały tydzień, codziennie wybieraliśmy się na przejażdżkę odkrywając nowe drogi wokół wsi i aktywnie spędzając czas. Kilka razy jechaliśmy drogą w nieznane - nie mając pojęcia dokąd prowadzi  i gdzie wyjedziemy. Wiecie co? Takie wycieczki są najlepsze! Jedziesz w nieznane i .... nagle jesteś w miejscu, które znasz albo chociaż kojarzysz i zaczynasz kombinować - jak dotrzeć do domu. :P Dodatkowo zaczęłam dostrzegać piękno okolicy, zwłaszcza podczas zachodów słońca - czym dość chętnie dzieliłam się z Wami na instagramie. 

Przedostatni weekend lipca spędziłam na łapaniu pokemonów. Oj tak, niestety dałam się w to wciągnąć. :P Przez cały piątek, sobotę i niedzielę jeździłam rowerem za moim B. i bratem, którzy byli w stanie objechać moją wiochę z 5 razy dookoła, żeby zakręcić setny raz pokestopem (czy czymś takim) i przejechać ulicą, gdzie pojawiają się pokemony. Generalnie pierwszy raz mi się podobało, ale później zaczęło mnie to nudzić i zdecydowanie bardziej podoba mi się normalne jeżdżenie rowerem, bo takie zatrzymywanie się co chwilę było męczące. :P 

No i przechodzimy do ostatniego tygodnia, który był naprawdę intensywny, jeśli chodzi o dobre wspomnienia. 

Poniedziałek to imieniny mojego taty. Generalnie w tym dniu nie widziałam go prawie w ogóle. Dopiero koło 23. pojawił się w domu na chwilę, więc gdy tylko usłyszałam, że jest zbiegłam w piżamie na dół, żeby wręczyć mu prezent. W zeszłym roku udało mi się upolować dla niego beczkę piwa, z której mógł nalewać sobie sam, wężykiem. Sprawiło mu to niezłą frajdę (faceci...), więc chciałam prezent powtórzyć. Niestety w tym roku nie udało mi się takowej beczki dorwać. Postawiłam więc na sześciopak jakiegoś lepszego piwa- też się ucieszył. ^^

Środa - wieczór, siedzę przed komputerem, maluję pazury i przeglądam strony internetowe. Krótko przed 22. dzwoni telefon - numer zastrzeżony. O cholercia! Odbieram, a tam jakiś miły pan pyta mnie czy nie mam przypadkiem ochoty pojechać na Eska Music Awards do Szczecina. O mamuniu! No jasne, że mam! Na co pan informuje, że wygrałam dwie wejściówki na Golden Circle i zapas napojów, tylko na antenie mam powiedzieć, dlaczego zagłosowałam na Dawida Podsiadło. Ot, wszystko. Dla zainteresowanych - w zgłoszeniu napisałam, że NAWET JEŚLI DAWID NA SWOJEJ PŁYCIE NAGRAŁBY MILCZENIE, TO I TAK POBIŁBY REKORDY SPRZEDAŻY. Na antenie posłodziłam mu jeszcze trochę - do tego stopnia, że pan posądził mnie o miłość, do wspomnianego wyżej wąsacza. xD No cóż? Czy ten dzień mógł się kończyć lepiej??

Instagram
Czwartek spędziłam w kuchni. Całkowicie totalnie zabiegana gdzieś pomiędzy piekarnikiem, a mikserem. Robiłam bowiem tort - a raczej pseudo tort. W piątek przypadały moje urodziny, a w pracy mamy taki zwyczaj, że jubilat zawsze coś od siebie przynosi. Wydedukowałam więc, że upieczenie ciasta wyjdzie mi taniej, niż zamówienie kilku pizz. xD Powiem Wam, że byłam strasznie zestresowana tym ciastem, czy im będzie smakować i w ogóle. Rozważałam nawet opcję, żeby poprosić ich, aby nie byli szczerzy podczas wyrażania opinii i powiedzieli, mimo wszystko, że im smakuje. xD

Piątek - chyba im smakowało. Tak na serio. Ciasto pochłonięte w całości, a ja obdarowana najpiękniejszym bukietem kwiatów nie świecie oraz białym winkiem. Do tego życzenia i uściski od wszystkich. Poczułam się na prawdę fajnie i mimo, że wiedziałam, że coś wykombinują (sama brałam udział w takich teoriach spiskowych już nie raz), to dałam się zaskoczyć, gdy wchodząc do biura zostałam "zaatakowana" bukietem przez jednego z kolegów. :P 
Po powrocie do domu mama przywitała mnie drugim tortem, który sama robiła na szybko, będąc w domu. A mój B. obdarował mnie zamówionym prezentem - nowymi oponami do roweru (no proszę, niech ktoś teraz nazwie mnie stereotypową laską! :D). Moje poprzednie były już całe popękane - w końcu miały coś koło ośmiu lat. :P Wieczorem mój B. pochwalił się swoimi zdolnościami mechanicznymi i samodzielnie mi ów opony wymienił. Teraz bez obaw możemy przemierzać wspólnie świat! ^^

W sobotę razem z B. robiliśmy ciasto - kopiec kreta. Na niedzielę zaprosiłam babcie na urodzinową kawę, a tort autorstwa mojej mamy jakimś dziwnym trafem nadzwyczajnie szybko znikał. Także w obawie przed tym, że nie będzie czym gości poczęstować postanowiliśmy upiec coś jeszcze. A żeby nie było banalnie postawiliśmy na ciasto, którego nie jada się u nas zbyt często. ^^

Niedziela to odwiedziny babci i wuja. Potem pół dnia leniuchowania i wieczorna przejażdżka rowerem, podczas której przyszło nam wracać do domu w deszczu. Jednak był to przyjemny, delikatny deszczyk, który działał na nas orzeźwiająco. I tak oto minął weekend, a wraz z nim kolejny miesiąc. 
P.S. zauważyliście, że do końca roku pozostało 5 miesięcy?? :O

Czas na sport moi mili. 
Lipiec to absolutnie rekordowy miesiąc. Nie wiem czy uda mi się lipcowe rezultaty jeszcze powtórzyć, zwłaszcza, że dwa tygodnie z tego miesiąca muszę ująć na rzecz wakacji - chociaż nad morze planujemy zabrać rowery. ^^
Do rzeczy: w lipcu podczas 18. treningów przejechałam rowerem 238 km, przebiegłam jedynie 10. 
Spaliłam przy tym łącznie (w teorii) 5800 kcal, a łączny czas treningu zajął mi 19 godzin 48 minut. Aż chciałabym napisać, że w sierpniu spróbuję poprawić swoje wyniki, jednak  obawiam się, że nie dam rady. :P 
Jeśli chodzi o pomoc mierzoną kilometrami - dotychczas dołożyłam tam 277 km. 

A jak minął Wasz miesiąc zarówno jeśli chodzi o codzienność, jak i sportowe wyczyny? 

Pozdrawiam!

37 komentarzy:

  1. Jestem pewna podziwu, że upiekłaś tort, bo ja bym go spaliła na starcie :D Tak więc piec nie, ale jeść-jak najbardziej xD
    Twój B. to tak serio z tą jedną walizką? Niepoważny jakiś czy co?xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos. W moim ostatnim poście nawiązałam co nieco do jednego z Twoich postów ;) Jeśli jesteś ciekawa, zapraszam :)

      Usuń
    2. Też jestem z siebie dumna. :D
      Wiesz, zawsze można spróbować z tortem bez pieczenia. :P
      Ej, ale serio zmieściliśmy się w jedną. :D

      Już lecę czytać! ^^

      Usuń
  2. o jejku,ile się u Ciebie działo:) ja na rowerze mam 0,00 km;)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No troszkę. :)
      Trzeba ruszyć ten licznik. :D

      Usuń
  3. No to widzę, że lipiec dla Ciebie też był dobrym miesiącem. Czasem wydaje się nam, że impreza będzie denna, a wychodzi zupełnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak często mam z tymi imprezami. :-D

      Usuń
  4. Muszę kiedyś odwiedzić Biskupin. :P Blisko mam, a nigdy nie byłam. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy?
      Ja poprzednio byłam w podstawówce :-D

      Usuń
  5. U mnie lipiec pod znakiem tęsknoty, bo mąż w delegacji. Ale dostałam awans, mam urlop, spotykam się z przyjaciółmi i biegam. :) Jest dobrze.
    Twój kilometraż jest całkiem ładny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj no to genialnie z tym awansem! Gratulacje :-D

      Usuń
  6. Jeny, wchodzę po przerwie i patrzę, jakie ładne zmiany! Tylko zegarki od razu utwierdziły mnie w przekonaniu, gdzie trafiłam ^^
    I wow - gratuluję wyników sportowych! Nie powiem, motywujesz, tym bardziej, że już drugi tydzień "od jutra idę biegać" XD
    I matko, te pokemony XD Ostatnio z przyjaciółką 2h szukałyśmy naszych chłopów w parku w Poznaniu bo też im się zebrało na szukanie pokemonów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli znak rozpoznawczy działa poprawnie. :D
      Dzięki. :) hahaha
      Weź mi nic nie mów, w Poznaniu jest tyle punktów z tymi pokemonami, że ostatnio sama szłam do dentysty okrężną drogą, żeby coś nałapać. xD

      Usuń
  7. Ło jejciu. Ile sie u Ciebie działo. Imprezowa jesteś :D A te kilometry... To już w ogóle szacun :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, a gdzie tam imprezowa. Rodzinne posiadówy i tyle. xD
      Dziękować. ^^

      Usuń
  8. ha ja torty też piekę;D raz wyjdzie raz nie ale się staram:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajny miałaś lipiec. Tak dużo się u Ciebie działo. Twoje sportowe osiągnięcia mnie zmotywowały bardzo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy. ;) Mam nadzieję, że motywacja nie pójdzie w las. :D

      Usuń
  10. sama sobie zrobiłaś tort na urodziny, no nieźle :D spóźnione wszystkiego najlepszego :*
    jak ja się ostatnio zabrałam za rower po 10 latach przerwy to też mi się trafił taki podjazd, że mi się odechciało xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! :*
      Hahaha, no czasem los rzuca nam dosłownie kłody pod koła. xD

      Usuń
  11. Jak jechaliśmy chyba pierwszy raz z Ciachem nad morze na tydzień to on też myślał, że spakujemy się w jedną walizkę ;) Ostatecznie ja miałam dwie wielkie torby i jeszcze kilka siatek ;p

    OdpowiedzUsuń
  12. Na początku pochwalę się, że mam taki sam czerwony rower ^^
    Sam, jeżdżę regularnie (od dwóch miesięcy przed wakacjami?). Dwa dni temu zrobiliśmy "dłuższą trasę", która skończyła się tym, że nie miałem siły wracać do domu I przyjacióła przenocowała mnie w ramach "dobrej woli". Na następny dzień wracaliśmy samochodem, tyle, że dla mnie nie było miejsca, więc wracałem w bagażniku z rowerami. I tak się nie wyspałem, później bo od razu pojechałem nad wodę.
    Mega gratuluję wygrania biletów, a odpowiedź bardzo zacna :D Spóźnione, ale szczere - wszystkiego najlepszego!
    "P.S. zauważyliście, że do końca roku pozostało 5 miesięcy?? :O" - tak I jestem tym przerażony. Chyba każdemu ten rok tak leci, nie do końca pogodziłem się z tym, że jest 2016, a tu już muszę się przygotowywać do 2017.
    Mega post, pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to piona! :D
      W życiu nie dałabym się zamknąć w bagażniku!!! xD
      Dziękuję, dziękuję. :)
      Już trzeba sylwestra zacząć planować. xD
      :)

      Usuń
  13. Same rodzinne imprezki :D Czasami tak jest... Wydawać by się mogło, że z tymi ludźmi to nudno będzie, a okazuje się całkiem inaczej :) 25 kilosów w jedną stronę to ładny wynik :) Powroty zawsze są gorsze, bo doskwiera wtedy zmęczenie. Co jak co, ale warto! :) Ale niespodzianka z tą wygraną! Dziewczyno nie mogłaś lepiej trafić z tym tekstem :D "NAWET JEŚLI DAWID NA SWOJEJ PŁYCIE NAGRAŁBY MILCZENIE, TO I TAK POBIŁBY REKORDY SPRZEDAŻY" Uśmiałam się nieźle, ale taka jest prawda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie coraz częściej mi się to zdarza. Chyba zbyt negatywnie się nastawiam. xD
      Oj warto, najlepsza jest ta świadomość - gdy już ochłoniesz, że dałaś radę. :)
      Dzięki. ^^

      Usuń
  14. W takim razie życzę Ci udanego urlopu aby pogoda nie zawiodła :)

    OdpowiedzUsuń
  15. mam nadzieję, że urlop się udał :) też uwielbiam wycieczki rowerowe, nie znam lepszego sposobu na aktywnosc fizyczna na swiezym powietrzu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bardzo. :)
      Oj tak, ostatnio bardzo zaczęłam to doceniać.

      Usuń
  16. Właśnie mi przypomniałaś, że i ja mogłabym zabrać brata na rowery i za jakiś czas pewnie to zrobię. Dla mnie 25 km w jedna stronę to dosyć sporo, szczerze mówiąc chyba bym tyle nie przejechała. Nieźle, że ci sie udało wygrać te wejściówki. A z tekstem dobrze trafiłaś, jest na prawdę niezły.
    Pozdrawiam
    przekrocz-siebie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)
      Małymi kroczkami, a i Ty przejechałabyś tyle, a nawet więcej. :)

      Usuń
  17. Brawa dla Twojego chłopaka za kreatywność w kwestii prezentu!! Kto powiedział, że kobieta ma dostawać na prezent tylko kwiaty, perfumy i inne duperele. Jeśli chodzi o rower to to mój przyjaciel w codziennym dniu. Bardzo lubię jeździć rowerem. Choć dojeżdżanie np.na uczelnie czy do sklepu nie dorasta do pięt wycieczkom rowerowym, a tych było w tym miesiącu mało. Nawet jakby były to twojego rekordu i tak nie byłabym w stanie pobić.
    Odpocznij na wakacjach! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. :D
      Trochę spiny i każdy dałby radę. :P
      :)

      Usuń