czwartek, 16 czerwca 2016

210. Majowe denko.

Witajcie kochani! Pragnę dziś Was przywitać radosną informacją, iż promotor zaliczył mi rozdział i to bez żadnych poprawek. :D Ogromny kamlot spadł mi z serca i teraz nawet ta trwająca sesja zbytnio mnie nie zatrważa. W pracy - jak wiadomo zaczął się sezon urlopowy i przez to mam nie tylko urwanie głowy, ale i rąk i nóg, no i generalnie musiałabym się "rozpięciorzyć" (pochodna słowa rozdwoić xD) żeby ogarnąć wszystkie zadania. Ale jest śmiech i miła atmosfera, więc z pięknym ARMAGEDON na ustach jakoś dajemy radę - jeszcze. Oczywiście nie gwarantuję, że po sezonie urlopowym nie będę musiała zaopatrzyć się w jakieś tabletki na obniżenie ciśnienia. xD Póki co żyję, pracuję, uczę się, a moja kość ogonowa ma się całkiem nieźle i praktycznie już nie daje o sobie znać. :)
Dziś przychodzę do Was z najbardziej rozchwytywanym tematem, czyli z majowym denkiem. Spokojnie, nie jest ono tak obfite jak poprzednie. :D 
A więc dziś mam dla Was siedem produktów, które wykończyłam w maju. (pisząc to poczułam się jak seryjny morderca)
Pierwszym z nich jest mój ulubiony dezodorant w sprayu Rexona MOTIONSESENS . Jak to zwykłam mówić - zapach zielony. :D Aloe vera. Jest to mój numer jeden, ponieważ jest bardzo wydajny, nie brudzi ubrań i przede wszystkim ma delikatny zapach, który jest praktycznie niewyczuwalny (chyba, że będziecie sobie wąchać pachę - centralnie). Dla mnie jest to bardzo ważne, ponieważ nie chcę żeby zapach dezodorantu mieszał się i "gryzł" z zapachem perfum czy mgiełek, których używam. Kiedyś dostałam w zestawie prezentowym dezodorant Dove o bardzo intensywnym zapachu i cholernie mi to przeszkadzało. :P Jeśli chodzi o inne walory, dla których przede wszystkim używamy dezodorantów, to maskuje on, a może nawet likwiduje zapach potu. Wracając z biegania - cała mokra, wąchając koszulkę (oczywiście w celach testowych :D) mogę Wam śmiało powiedzieć, iż czuć tylko i wyłącznie zapach dezodorantu. Dlatego jest to zdecydowanie mój numer jeden. ^^
Pozycję drugą znacie już doskonale - suchy szampon DOVE, niemniej jednak nie miałam okazji jeszcze wspomnieć o jego wydajności. Teraz mam już porównanie i mogę śmiało stwierdzić, iż przy codziennym stosowaniu wystarcza na około 2 miesiące. Oczywiście, ja stosuję go przeważnie w celu uniesienia włosów i podniesienia fryzury (ale nie tylko, czasem mam takiego lenia, że na prawdę nie chce mi się myć włosów i idę spać ze świadomością, że rano DOVE załatwi sprawę za mnie :D) - więc nie mogę Wam powiedzieć, na ile czasu wystarczyłby, gdyby ktoś postanowił zrezygnować z mycia włosów wodą na jego rzecz. Cóż, z pewnością wówczas wydajność byłaby niższa. :P
Numer trzy to jogurtowy balsam do ciała AVON z serii NATURALS - zapach granatu, maliny i jagody. Muszę się Wam przyznać, że był on dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Przede wszystkim ze względu na konsystencję. W poprzednim denku narzekałam, iż balsamy z tej serii są strasznie wodnite - tutaj sprawa wyglądała inaczej. Balsam był gęściejszy, nie spływał i całkiem przyjemnie się go rozprowadzało na skórze. Być może to sprawka jogurtu w nazwie? ;) Zdecydowanym minusem na pewno jest wydajność, gdyż buteleczka ma jedynie 200 ml i starcza na niecały miesiąc - może nawet 2 tygodnie. Trudno jest też wydostać z niej resztki produktu, więc bez rozcinania się nie obyło. ;P
Obok prezentuje się żel pod prysznic AVON, również z serii NATURALS - zapach zielonej herbaty i werbeny. W poprzednim poście była mowa o balsamie, z tegoż właśnie zestawu. O tyle o ile w przypadku balsamu orzeźwiający zapach zielonej herbaty nie odpowiadał mi w stu procentach, o tyle w przypadku żelu pod prysznic nie przeszkadzał mi w ogóle. Był rześki, pobudzający, ale i delikatny. Generalnie lubię żele z tej serii, ponieważ mimo niewielkich rozmiarów  - 200 ml , wystarczają na dość długo. Z pewnością stoi za tym fakt, iż nie potrzeba zbyt dużej ilości tego żelu aby porządnie się umyć. ;)
No i na sam koniec - serum do włosów x3. Chociaż w sumie powinnam powiedzieć - serum raz, śmieciowa odżywka w mikro opakowaniu x2. Zacznę jednak od lewej strony.
ELSEVE - błyskawiczna terapia dla włosów zniszczonych. Lubię od czasu do czasu potraktować swoje włosy czymś innym. Tym razem pretekstem do rozpieszczania był ogrom majowych imprez. Jeśli chodzi o produkty do włosów ELSEVE, to nie mogę powiedzieć nic złego na ich temat. Wszelkie odżywki, serum czy szampony działają dobrze na moje włosy i nigdy mi krzywdy nie zrobiły. Tak było i tym razem - po nałożeniu serum włosy natychmiast stają się delikatne i gładkie. Po prostu czuć, iż dzieje się z nimi coś dobrego. Po spłukaniu nie miałam problemu z rozczesywaniem, a suche włosy pięknie się błyszczały i wyglądały zdrowo.
Niestety w przypadku kolejnych dwóch produktów nie mogę powielić pierwszej opinii. W złotym opakowaniu mamy maskę nawilżającą do włosów mocno zniszczonych ISANA. Obok - do włosów farbowanych. Zarówno po użyciu pierwszej jak i drugiej nie poczułam tego efektu WOW, który towarzyszył mi w przypadku serum. Włosy nie wygładziły się ani trochę, a jedynie czułam, że mam na nich coś tłustego. Po spłukaniu nie miałam problemów z rozczesaniem, jednak suche włosy nie wyglądały tak spektakularnie, jak po użyciu ELSEVE. Co prawda maski nie zrobiły mi krzywdy, bo włosy nadal wyglądały zdrowo, jednak moim zdaniem szkoda kasy - mimo iż cena była bardzo niska, około 3 zł za sztukę. Szczerze mówiąc - efekt końcowy można opisać na taki, jakiego można oczekiwać od serum/maski za 3 złote. :P Także jeśli ktoś chciał kupić - polecam wziąć większą odżywkę z ISANY - efekt pewnie będzie ten sam (raczej nie zachwycający), ale wyjdzie Wam taniej. :)

Teraz uciekam liczyć zadania, bo w sobotę mam kolokwium, a wieczorem czeka nas wielki mecz! Mam nadzieję, że będziecie kibicować razem ze mną, a jutro rano każdy z nas wstanie w genialnym humorze - po wiadomym wyniku!
Także do następnego kochani! Trzymajcie kciuki za naszych! <3

48 komentarzy:

  1. Ja obstawiam naszą przegraną, realistka ze mnie:)
    Nie znałam żadnego kosmetyki, spróbuję dezodorantu:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obserwując ich ostatnią grę realnym było obstawienie minimum remisu. ;)

      Usuń
  2. Gratuluję poprawnego rozdziału. :P
    Kusi mnie ten żel zielona herbata, chyba sobie kupię. ;)
    Kibicujemy oczywiście! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Na pewno jest inny, niż te wszystkie słodkości, którymi zasypują nas drogerie. :)
      Udało się! :D

      Usuń
  3. Nie lubię dezodorantów w sprayu, wolę kulki. :) ten kiedyś miałam.
    I tą odżywkę z Elseve mam w normalnej wersji u A. jest bardzo fajna. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie kulek nie lubię. Wydają mi się niehigieniczne. :D
      Ja normalnych odżywek już praktycznie nie używam. :P

      Usuń
    2. Hehe, no każdy lubi co innego w sumie. :)
      Ja praktycznie tylko maski. ;p

      Usuń
    3. Dokładnie. :)
      No ja też właśnie. :D

      Usuń
    4. Chociaż podobno nie stosuje się masek nom stop. :)
      Ja na razie robię eksperyment i myje tylko szamponem, bez odzywki, maski później. Tylko serum na końce. ;p

      Usuń
    5. Ja używam 1-2 razy w tygodniu, zamiennie z olejkami. :)

      Usuń
    6. Ja stwierdziłam, że będę tylko w weekend, bo wtedy prostuj włosy. :)

      Usuń
    7. Ja teraz już prawie wcale nie używam prostownicy. Zaakceptowałam swój nieład. :P

      Usuń
    8. U mnie by to nie przeszło. :P Albo prostowane albo kok xD nawet do kitki zwykłej muszę je chociaż trochę przeprostować, bo ... no nie a się inaczej. :P

      Usuń
    9. Aż tak Ci się kręcą? :) Nie domyśliłabym się, bo zawsze widzę Cię w idealnie prostych. :D

      Usuń
  4. Brawo! Trzymam kciuki za rychłą obronę i będziesz panią magister :) a potem marsz planować wasz ślub, bo chyba nadal wszystko stoi w miejscu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tak szybko! Obrona za rok dopiero. :D Pisałam, że to PIERWSZY rozdział. :P
      Mamy zamiar po sesji wziąć się za ślub i w ogóle za wspólne mieszkanie. :D

      Usuń
  5. Na blogu tyle nowych postów, a tutaj cisza! pewnie mało lajków i straciłaś motywację do wrzucania, ale lajki bez contentu się tu nie zdarzą   kiedyś obserowowałaś moje smutne początki jako Try to design teraz zapraszam na Fly Nerd'a   może w wolnej chwili pomyślisz o nowym szablonie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co miało oznaczać "tutaj", jednak idąc tropem "lajków" wnioskuję, iż chodzi Ci o facebooka. Niestety muszę Cię zmartwić - Twoje "pewnie" okazało się pudłem. Generalnie popełniłam błąd zakładając funpage na osobnym koncie i jakoś jest mi do niego nie po drodze.

      Co do szablonu - może najlepiej na biały, taki jak wszystkie inne? :P A tak całkiem serio - myślałam o tym już spory czas temu, jednak z tego względu iż perfekcjonistka ze mnie - wszystko musi wyglądać tak, jak to sobie wymyśliłam. Toteż trochę trwa. Szczerze nie mam czasu teraz na takie pierdołki jak szablony, bo chyba przede wszystkim (przynajmniej tak mi się wydaje) liczy się treść. ^^
      A tak poza tym uważam, iż wtrącanie się w wygląd nie swojego bloga jest trochę nie na miejscu, ale dziękuję za troskę. :D

      Usuń
  6. Ja w ogóle mało używam kosmetyków, jedynie to co muszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też używam tylko tych, których potrzebuję. A że potrzebuję dużo, no cóż. :D

      Usuń
  7. Od dezodorantów wolę jakoś kulki. Cały czas mnie ciekawi ten suchy szampon, ale jakoś nie miałam okazji go dorwać. ;P

    Co do meczu to brak słów, nie na to jak grali czy wynik, ale o to, że chciałam coś od K. a on wolał oglądać mecz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja właśnie nie. :P

      Hahah, ze mną też nie było kontaktu. Siedziałam jak zahipnotyzowana. A dziś powtórka :P

      Usuń
  8. również posiadam ten balsam jogurtowy i świetnie się sprawdza!

    nowy post, zapraszam:
    ewamaliszewskaoff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Brawo za cały rozdział bez poprawek! :D Cała obrona pójdzie Ci równie dobrze jak teraz :D Co do pracy to skądś to znam, u mnie zapowiadają się niezłe nadgodziny :O

    A co do meczu mógł być wynik zdecydowanie lepszy, ale nie ma co narzekać! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :D
      Mi się już marzy mój urlop, którego nawet nie widać na horyzoncie. xD

      Dobrze jest! :D Dziś będzie lepiej! :D

      Usuń
  10. Wiedziałam, że zdolna bestia z Ciebie :)
    kurcze, jeszcze nigdy nie miałam suchego szamponu a też nie chce mi się myć co chwilę włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, dzięki. :D
      Warto wypróbować. ^^

      Usuń
    2. No właśnie słyszałam opinie, że łupież po nich wyłazi. To prawda? :)

      Usuń
    3. Pewnie wszystko zależy od skóry i rodzaju kosmetyku. Ja używam suchych szamponów (stosowałam trzy rodzaje) od ponad dwóch lat i szczerze mówiąc przez ten czas nie miałam problemu z łupieżem. :)

      Usuń
    4. Kiedyś wypróbuję ale mam wrażliwą skórę głowy więc musze być gotowa na wszystko :p

      Usuń
    5. Wiesz, po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że ten łupież może też być mylony z nadmiarem szamponu. Bo bądź, co bądź - to jest proszek. I jak ktoś przez tydzień, zamiast myć włosy - pryska je, to koniec końców może zacząć w tej głowy lecieć. :D

      Usuń
  11. Gratuluję rozdziału do przodu :) Sama ostatnio przechodziłam ten koszmar, więc wiem co to za radość z akceptacji tego co się napisało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak. :) Jedno z głowy. Najbardziej bałam się, że będę musiała WSZYSTKO zmieniać. :P

      Usuń
  12. Mnie pisanie prac nigdy nie stresowało. Bardziej bałam się ustnych egzaminów. ;) Pisemnych wcale.
    Tych kosmetyków nie miałam okazji używać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie tyle stresowało samo pisanie, co obawiałam się, że będę musiała poprawiać nie wiadomo ile, a czasu więcej nie dostanę. :P Jakoś tak mało pewności siebie mam na tym polu. :D
      Pisemne też mnie nie stresują. Zawsze można lać wodę. :P

      Usuń
  13. Nie przepadam za kosmetykami z Avonu... Moja skóra źle z nimi oddziałuje, zawsze była podrażniona i coś na niej wyskakiwało w postaci czerwonych kropek :/ od tej pory zrezygnowałam i przerzuciłam się na bardziej naturalne kosmetyki :) Firmę Dove za to uwielbiam w każdej postaci! Jeszcze nigdy mnie nie zawiodła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie mało co uczula, na szczęście, więc mam szerokie pole manewru jeśli chodzi o kosmetyki. :D
      Miałam kiedyś balsam z Dove i był całkiem dobry. :)

      Usuń
  14. Miałam balsam z Avonu i całkiem fajny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten akurat dla mnie stanowi wyjątek. :P

      Usuń
  15. no to gratuluję, oby do przodu z pracą dyplomową :D
    podoba mi się ten jogurtowy balsam z Avonu, chętnie bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)
      Wyjątkowo pozytywne zaskoczenie. :)

      Usuń
  16. Najbardziej zaciekawił mnie suchy szampon DOVE :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam przekonać się na własnej skórze o jego właściwościach. ^^

      Usuń
  17. jogurtowy balsam do ciała - podoba mi się.
    sezon urlopów już taki jest, każdy nadrabia i czeka na wymarzony urlop.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość zainteresowała się właśnie nim. :)
      Oj tak, a przez to wakacje zlecą niewyobrażalnie szybko.

      Usuń
  18. Ta seria Avon Naturals to pierwsza rzecz, jaką miałam z Avonu w życiu (gdzie ja się uchowałam, pytasz? :D), tylko zapach inny - fajne, ale każdy produkt z tej serii z danego zapachu... pachnie zupełnie inaczej, są niespójne zupełnie pod tym względem i na skórze robi się dziwna mieszanka.
    Pod opinią na temat dwóch ostatnich się podpisuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, no mogłabym zapytać. :D
      O tak, też to zauważyłam. Chociaż jak dla mnie to ten zapach albo ulatnia się tak szybko, albo po prostu przyzwyczajam się tak szybko, że go nie czuję. :P

      Usuń