poniedziałek, 18 kwietnia 2016

203. Pierwszy denny post.

Witajcie kochani. Wróciłam do żywych - nie wiem na jak długo, ale wróciłam, co najważniejsze. Jestem po kolokwium, a następny zjazd mam dopiero za miesiąc - czyż to nie piękne? Co prawda byłoby piękniej, gdyby niczym cień, nie kroczyła za mną praca magisterska, ale cóż. Nie można mieć wszystkiego. Obiecałam sobie, że podczas tego "wolnego" wezmę się za nią porządnie i oddam ten pierwszy rozdział. Generalnie nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać, ponieważ tylko moja grupa, na zaliczenie semestru musi oddać pierwszy rozdział. W przypadku reszty - w większości mają oddać jedynie spis treści, a są też grupy, które DO WRZEŚNIA mają się zastanowić nad tematem. o.O Z jednej strony się cieszę, że jest taki nacisk, bo to faktycznie bardziej motywuje i może nie będę musiała robić wszystkiego na ostatni moment, ale z drugiej... jejku, mam tyle rzeczy na głowie, że ta praca to taka kula u nogi.
Odchodząc do tematów przytłaczających, pochwalę Wam się, że wreszcie, po kilku podejściach uda mi się odwiedzić Wrocław. :D Tak! I to w majówkę. Już na początku kwietnia zaczęłam naciskać na B., że w tym roku musimy gdzieś pojechać. Pierwszą opcją było jakieś SPA, bo zamarzyło nam się rozpieszczanie masażami, baseny, sauny itp., ostatecznie jednak, nie mając konkretnych preferencji nasunął nam się zapomniany nieco Wrocław. I powiem szczerze, że głównym motywem przyciągającym jest to słynne Afrykanarium. :) Tak więc, hotel zarezerwowany, pogoda zamówiona - pozostaje tylko czekać. ^^ A jak Wasze plany? 
Przechodząc do posta - wreszcie - dziś chciałabym zmierzyć się na własnej skórze ze znanym wszystkim "denkiem". 
Generalnie istnieje duże prawdopodobieństwo, iż zostanę zhejtowana przez tę część czytelników, która jest złakniona postów o tematyce iście filozoficzno-życiowej, no ale wybaczcie. Ostatnio mam ciągoty w tę stronę. :D A na filozofię przyjdzie jeszcze czas - gdy będę miała więcej czasu. ^^
Gdy pierwszy raz spotkałam się z tego typu postem pomyślałam - kurczę, ale fajny pomysł. Na początku marca, zmagając się z całą plagą zużytych kosmetyków pomyślałam, że może i ja spróbuję? Z jednej strony - jak lepiej zrecenzować kosmetyk, niż zużyć go na sobie do samiuteńkiego dna? A z drugiej - myślę, że pozwoli mi to również ocenić wydajność kosmetyków. Okaże się czego zużywam za dużo, a co jest bardziej wydajne - bo wiecie, me ekonomiczne zboczenie zawodowe nie pozwala szastać czymkolwiek na prawo i lewo. :D
A więc przechodząc do rzecz, prezentuję Wam moje pierwsze, marcowe denko:

Na pierwszy rzut - kosmetyki AVON. Już nie raz wspominałam, że sporo ich mam i jest to jedna z moich ulubionych - jeśli nie ulubiona marka. Na zdjęciu obok prezentuję Wam dwa balsamy do ciała, z serii naturals. Pierwszy o zapachu jagody i orchidei; drugi wanilii i drzewa sandałowego. Oby dwa urzekają zapachem i po prostu można się przez to w nich zakochać. Niestety nie podbijają serca niczym więcej. Są strasznie wodniste - przez co nadają się świetnie do opalania (sprawdzone info ^^), jednak jeśli liczycie na nawilżenie - niestety one Wam tego nie dadzą. Przez swoją konsystencję strasznie szybko się wchłaniają i niestety ja miałam tak, iż po posmarowaniu ciała wieczorem - rano moje skóra już była sucha i wołała o nawilżenie. 
Kolejnym minusem jest na pewno opakowanie. Ludu, ile się trzeba namęczyć, żeby wydobyć resztki balsamu! Czasem nawet stawianie denkiem do góry nie pomaga i trzeba paluchem zagłębić się we wnętrze buteleczki (zrobionej z twardego plastiku), żeby cokolwiek wydobyć. Poza tym - buteleczka jest bardzo estetyczna i z pewnością całkiem nieźle się prezentuje na łazienkowej półeczce. Także - dla zapachu i rozpieszczania typowo zmysłowych i estetycznych, polecam, ale jeśli szukacie nawilżenia - szukajcie dalej. ^^

W marcu wyczerpałam (wreszcie) zapas mydła w płynie ISANA o zapachu mango i pomarańczy. O tyle o ile podobał mi się ten zapach na początku - o tyle miałam go na końcu już dosyć. :D Mydło pachnie tak intensywnie, że koniec końców, zaczęło mi działać na nerwy, chociaż trzeba przyznać, że jest to niewątpliwym plusem, iż po przelaniu do zbiorniczka, zapach nie ulatnia się, a jest wciąż mocno wyczuwalny, nawet przez kilka tygodni. Z pewnością sięgnę po nie jeszcze nie raz - jednak już w innej wersji zapachowej. :D 
Obok krem do rąk i paznokci CZTERY PORY ROKU. Tutaj wersja dla skóry wrażliwej - z olejkiem z bawełny i proteinami jedwabiu. Jak mam być szczera, to nie kupuję tychże kremów, a dostaję je od taty mojego B., który to, dostaje co jakiś czas w pracy ich karton, jako deputat. I tak, co jakiś czas sięgnie mi się spora seria kremów o różnych wariantach. ^^ Generalnie jestem z tego kremu zadowolona, ma ładny, delikatny zapach, szybko się wchłania i nawilża ręce - moje dłonie są gładkie i delikatne - a o to właśnie chodzi. :) Dodatkowo, ze tego co zaobserwowałam na sklepowych półkach - jego cena jest również całkiem przyjemna i jest niższa niż 5 zł. :)
Na samym dole - moje ulubione płatki kosmetyczne Carea z biedronki. ^^ Niby nie można zbyt wiele wymagać od kawałka waty, a jednak te płatki wszelkie me wymagania spełniają - nie rozdwajają się i ładnie zbierają makijaż, współpracując z mleczkiem. To samo tyczy się zmywania paznokci - nie pozostawiają na płytce "kłaczków", co mi się zdarzało w przypadku innych płatków. 

Kolejny kosmetyk, to żel pod prysznic Ziaja Masło kakaowe, kupiony... przez przypadek. Wiecie, tak to jest, jak się człowiek cieszy i nie umie czytać. Teraz widzę, że jest na nim jak byk napisane MYDŁO POD PRYSZNIC - w drogerii nie widziałam i kupiłam z myślą, iż po super ekstra promocyjnej cenie udało mi się wyhaczyć duży BALSAM do ciała. No cóż, dopiero w domu zorientowałam się, że jest to żel. Ale nie ma tego złego. Dzięki swojej pomyłce mogłam rokoszować się zapachem czekolady pod prysznicem, a mój B., nie zarzucał mi, że pachnę nesquikiem. ^^ Co dowodzi jedynie temu, iż zapach jest ulotny, ale jak to mówią - żyjmy chwilą. Dodatkowo żel miał "intensywnie nawilżać" czego moje skóra nie zauważyła - ale jak widać, jestem wymagająca w tej kwestii - albo totalnie przesuszona. xD Jednak bądź co bądź - nie mogę narzekać - balsam spełniał swoją podstawową rolę - nadawał się do mycia, nie podrażniał, pomimo intensywnego zapachu i bardzo umilał czas pod prysznicem.
Na koniec mój  ulubieniec, o którym było już nie raz - suchy szampon Dove. Używam go prawie codziennie, nie tyle zamiast mycia głowy, co zamiast lakieru. Świetnie unosi on włosy, nie sklejając ich w ogóle, dodatkowo ładnie pachnie i nie pozostawia białych śladów. Niestety, jak widać z wydajnością u niego kiepsko - przy codziennym używaniu i to nie na całej głowie starcza na około miesiąc, a i cena nie jest najniższa - ok. 22 złote bez promocji. Jednak jakby nie było - jest to najlepszy suchy szampon z jakim miałam do czynienia.

No i tyle rzeczy pokończyło mi się w marcu - już dziś powiem Wam, że w kwietniu będzie tego więcej, gdyż moje denne pudełeczko ciągle się zapełnia. :) Mam nadzieję, że chociaż w małym stopniu sprostałam tematowi i jak na pierwszy raz ocenicie mnie łagodnie. ^^
A z jakimi kosmetykami Wy się ostatnio pożegnałyście? 

Pozdrawiam!

28 komentarzy:

  1. Oo, Wrocław również mi się marzy. :D

    Z wyżej wymienionych kosmetyków posiadam i używałam tylko AVONowych balsamów, ale jakieś inne zapachy miałam. Lubię je, jednak nie są to moje ulubione balsamy. ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się marzył jakiś czas temu, a potem o nim zapomniałam. :D

      Ja miałam całą gamę, bo miałam słabość do tych zestawów. :P

      Usuń
    2. Mi się marzy od jakiegoś czasu, może też niedługo zapomnę. ;D

      Ja lubię te perfumowane balsamy z avonu. :D mam teraz jakiś z incandessence i się świeci, bo ma jakiś brokat w sobie, genialny. :D

      Usuń
    3. Haha :D

      Z brokatem to miałam kiedyś taki po opalaniu, w niebieskiej buteleczce. Świecił się nieziemsko. :D

      Usuń
    4. Ten tez, polecam :D
      Planuje napisać o nim post, ale cos sie zabrać za to nie mogę..:)

      Usuń
    5. W takim razie czekam, aż w końcu Ci się uda. :P

      Usuń
  2. Również uwielbiam Avon :) Aczkolwiek, z serii naturals toleruję tylko mgiełki. Reszta, zwłaszcza balsamy i żele pod prysznic są niezbyt wydajne i właśnie wodniste.
    A suche szampony mnie kuszą coraz bardziej, bo czasem nie mam czasu umyć włosów - wybrałam 5 minut dłużej w łóżku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mgiełki też posiadam. :D Żele pod prysznic z tej serii lubię zabierać na wyjazdy, bo są właśnie malutkie i nie zajmują dużo miejsca w torbie. ^^
      Tylko 5?? W moim przypadku to jakieś 20 minut! :D

      Usuń
  3. Ja do Wrocławia wybieram się ponownie w czerwcu:)
    Uwielbiam te kremy do rąk, najbardziej neroli mi pasuje. Świetnie nawilżają, i są taniutkie:)
    Mój promotor był luzacki, w połączeniu z moim luzem skończyło się tak,że ostatnie miesiące spędziłam pełna nerwów, napiszę czy też nie:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super. :)
      Jakbyś mi powiedziała po kolorze opakowania, to bym Ci powiedziała czy miałam. :D Bo tylko tak je kojarzę. :D
      Dlatego cieszę się z jednej strony, że promotor ciśnie. :P

      Usuń
  4. ja pracę całą napisałam w 3 tyg ;p pierwszy rozdział pisałam w trzy dni :D da się ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i się da, ale przy totalnym odłożeniu na bok wszystkich innych spraw. No i wszystko też zależy od tematu. :)

      Usuń
  5. Ja na bieżąco używam kilku tych samych ulubionych i sprawdzonych kosmetyków. Mam własną spisaną listę z którą co miesiąc idę do drogerii. Ale jeśli zdecydowałabym się na coś nowego to trzeba zrobić próbę uczuleniową. Bo w końcu przecież jest to chemia <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz aż tak wrażliwą skórę?

      Usuń
    2. Mam cerę trądzikową jak Nastolatka przez co pewnie wyglądam młodziej :D Ja używam do mycia twarzy szarego mydła o nazwie: ''Biały jeleń''. Ponieważ na wszelakie toniki i takie tam moja skóra robi się czerwona <3

      Usuń
    3. Oj to nie fajnie. ;/
      To mydło miałam raz w rękach, jak na plastyce rzeźbiliśmy w mydle. XD

      Usuń
  6. ja też planuję w trakcie majóweczki napaść na Wrocław, tylko na jeden dzień i jeszcze w sumie nie wiem w który dokładnie!

    a za avonem nie przepadam, swojego czasu zamawiałam jakieś lakiery, teraz koleżanka niby ma katalogi i w ogóle, ale mnie to już nie kręci. fajny krem do rąk mogę polecić z evree, taki różowy, jest megaśny <3

    i toż to wcale nie jest denny post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja będę we wszystkie. :P Tzn. 3-go tylko z rana, bo wtedy wracamy. :)

      Póki co mam taaaaaaki zapas kremów do rąk, że nie wiem czy kiedykolwiek będzie mi dane jeszcze iść po takie produkt do sklepu. xD

      Dziękuję :D

      Usuń
    2. To wypoczniecie :D

      Hahahaha, co by nie powiedzieć to jednak kremy się szybko kończą :P

      Usuń
    3. Albo się nachodzimy za wsze czasy. :D

      Ciężko mi to ocenić póki co. :D Bo używam trzech jednocześnie. xD Jeden mam w pokoju dziennym, drugi w sypialni, a trzeci na biurku w pracy. xD

      Usuń
  7. Jezu o takim projekcie denko i ja ostatnio intensywnie i poważnie rozmyślam xD Nominuj mnie xD
    Ja swojego czasu uwielbiałam te balsamy i całe linie balsamow, żeli i mgiełek z Avonu. Kto wie, może teraz na lato też sobie jakiś zestaw wybiorę xD

    Pracę magisterską faktycznie bardzo szybko zaczynacie pisać. Ja seminarium miałam dopiero w ostatnim roku studiów, a zanim się dobraliśmy w grupy i w ogóle... Z promotorem spotkałam się już w nowym semestrze ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie rozmyślaj, tylko bierz się za pisanie! :D Jesteś nominowana, a co! (może nie do Oscara - jeszcze nie, ale zawsze coś. :D)
      Ja zamówiłam ostatnio jogurtowy zestaw i dziś odebrałam. :)

      A nic mi nie mów. Nie wiem w co ręce włożyć z tą pracą. :P

      Usuń
  8. Ostatnio udało mi się pożegnać z moim pierwszym w życiu własnym kremem do rąk. O ile kupując go, nie miałam problemów z przesuszoną skórą, o tyle teraz już mam i szukam jakiegoś dobrego nawilżacza.... Nie wiem, czy to wina źle dobranego kremu (kupiłam, bo promocja) czy moja skóra ,,dorosła" do takich problemów, w każdym razie jestem wkurzona, bo nie lubię stosować kremów codziennie. Pożegnałam go więc z prawdziwą radością...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Twoje dłonie po prostu przyzwyczaiły się do zewnętrznego nawilżenia i dlatego tak zareagowały? W sumie nie wiem, nie znam się. Ale pamiętam czasy, gdy krem do rąk w ogóle mi nie był potrzebny. :P Teraz to bym chyba oszalała bez niego. :D

      Usuń
  9. mam nadzieję, że niedługo przybędzie do Ciebie wena do pisania a przede wszystkim dobra niezastąpiona niczym motywacja do pisania ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tam idzie, powoli do przodu. :D Cieszę się z każdego napisanego akapitu. :P

      Usuń
  10. ja DNO wykańczam bardzo powoli....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raczej też, tylko zazwyczaj, jak już mi się coś kończy, to wszystko w jednym czasie. :D

      Usuń