poniedziałek, 15 lutego 2016

193. I'm back!

Czytając tytuł poprzedniego posta, tego powinnam zatytułować "Gdzie się podziała Oiornio?". Otóż to - chociaż wpadałam tutaj co jakiś czas, pisząc chociaż kilka komentarzy, to generalnie ostatni post pojawił się tutaj pierwszego lutego. No cóż brawo ja. Jednak po dość hardcorowych kolokwiach postanowiłam, że muszę przysiąść na dupsku przed ostatnim kołem i porządnie wziąć się za naukę. Odstawić na bok pierdołki i priorytetowo zająć się tym co najistotniejsze. I powiem Wam, że się opłaciło. :)

tumblr
Generalnie w tym poście pozwolę sobie na małą prywatę, bo szczerze - ciężko wrócić tutaj po takim czasie z konkretnym tematem, nie opowiadając o sobie zbyt wiele. Sam wstęp musiałby być gigantycznie długi + długość właściwej części posta = wszyscy śpią na klawiaturach. :D
Tak więc postanowiłam dziś pozostać przy moim powrocie i tym, co się ostatnio działo. 

Biorąc na tapetę uczelnię - znam prawie wszystkie wyniki, chociaż oczywiście tego, który interesuje mnie najbardziej, z racji wiszącej nade mną poprawki nie. Dlaczego? A dlatego, że nie od dziś wiadomo, iż nie ma na świecie bardziej wrednej istoty niż młody, zaledwie klika lat starszy od Ciebie wykładowca, który jakiś czas temu przeżywał to samo co TY (ale już przeżył, więc jest level wyżej niż Ty - jest lepszy!) dlatego teraz ma w pompie terminy oddania kolokwiów i on sobie je sprawdzi, gdy będzie miał czas i ochotę... Biorąc pod uwagę fakt, iż termin poprawki wyznaczono dopiero za dwa tygodnie, to oceny nie spodziewam się wcześniej niż w kolejny weekend. No trudno, no cóż.

Jeśli chodzi o pozostałe przedmioty, to jest dobrze - z jednego (tego TRUDNIEJSZEGO) dostałam piąteczkę, a z drugiego czwórkę. Także byle do przodu! Na wczorajszym egzaminie też poszło mi całkiem nieźle i pochwalę Wam się, że wyszłam z wynikiem 88/100. ^^ Także w kwestii szkoły mam chwilowy spokój, chill i luz - poza maleńką czarną chmurką, która przypomina mi, że mogę nie zaliczyć nadzoru. xD Ale... walić chmurkę. I młodych wykładowców. 

Przechodząc do tematów przyjemniejszych, bardziej słodkich i czerwonych - jak tam Wasze walentynki?? Moje były wspaniałe - nawet mimo tego, iż przywitałam je egzaminem! :D Bowiem pierwszy raz, od cholernie długiego czasu spędziłam je z moim B. Generalnie zawsze spędzaliśmy je osobno, a później spotykaliśmy się w weekend, nadrabiając zaległości. Dlatego też zawsze ta czerwona "mania jednodniowego kochania" w ogóle mnie nie ruszała. Tym razem jednak miałam okazję dać się jej ponieść i z niekrytą przyjemnością spędziłam walentynki... w walentynki! :D 

google
Z racji tego, iż pisaliśmy z B. egzaminy w różnych grupach - przez różne nazwiska (już się śmiałam, że trzeba przed kolejną sesją wziąć ślub xD) - o różnych godzinach, a do tego pociągi w ogóle do tych godzin nie pasowały postanowiliśmy zaszaleć i spędzić noc z soboty na niedzielę w hotelu - i to nie byle jakim! Walentynkowe szaleństwo zaczęliśmy w sobotnie popołudnie meldując się w czterogwiazdkowym Novotelu. ^^ Nie wiem jak Wy, ale ja lubię spać w hotelach, bo zawsze kojarzą mi się z wakacjami  i taką beztroską - że nie mam nic na głowie i niczym nie muszę się przejmować. Taki był też nasz główny cel - zrelaksować się i zapomnieć na chwilę o egzaminie, który zaprzątał nam głowę przez ostatnie tygodnie. Wieczorem więc poszliśmy na naleśniki z ogromną ilością nutelli (B. miał ochotę na naleśniki, a ja - od kilku dni borykałam się z niepohamowanym apetytem na czekoladę. xD), a później do kina na "Planetę singli" (gdzie podczas reklam zjedliśmy połowę megapopcornu). A jak był film, gdy wreszcie dane nam było się go doczekać? Wyborny! Sporo śmiechu, masa na prawdę spontanicznych i realnych dialogów, jakby wyjętych z naszego codziennego życia. Bez żadnego udawania. Były momenty wzruszenia i smutku, ale co oczywiście co ja uważam za najlepsze? Wplątanie przypadkowych żuli, w romantyczną i nieco dramatyczną randkę - bezbłędne i chyba najbardziej rozkładające na łopatki - bo z jednej strony takie nieoczekiwane, a z drugiej - cholercia żul + park = mega oczywiste! :D Chcecie wiedzieć więcej? Zapraszam do kin! ^^

Drugiego dnia walentynki kontynuowaliśmy po egzaminie. Zaciągnęłam B. do Sowy na gorącą czekoladę i tartę czekoladową (tak, nadal miałam napad na czekoladę xD). Całe szczęście przyszliśmy w momencie, gdy były jeszcze wolne stoliki, bo chwilę później ludzie tylko wchodzili, rozglądali się i zrezygnowani wychodzili lub brali słodkości na wynos - bo niestety miejsc było brak.

Po powrocie do domu zrobiliśmy jeszcze wspólną kolację i dopiero na koniec dnia przypomnieliśmy sobie o swoich walentynkowych upominkach. ^^

Tak więc uważam te walentynki za bardzo udane. Bo nie ważne co byśmy robili, to najważniejszy był fakt, że wreszcie spędziliśmy je razem. <3 

Postanowiliśmy teraz, z racji wolnego od szkoły, nieco ogarnąć kwestie związane ze ślubem i budową domu, więc może za niedługi czas uda mi się podać Wam konkretną datę, którą najbardziej na świecie sama chciałabym już poznać!!!! :D 


Teraz zmykam i obiecuję przez najbliższe dwa tygodnie być tutaj baaaardzo często! :D 
Buziaki i opowiadajcie o swoich walentynkach!! 

40 komentarzy:

  1. Ja nie mam o czym opowiadać... Mi pozostaje tylko czytać, co i jak u Was. ;) Fajne miałaś te Walentynki, cieszę się. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee, zawsze jest co opowiadać. :D Ja bym Ci powiedziała rok temu, że np. spędziłam cały dzień oglądając seriale. :P

      Usuń
    2. W zeszłym roku to chociaż kwiatka dostałam. A teraz no cóż, to był dla mnie przykry dzień. Wiem, że K. nie jest taki żeby obdarowywać mnie bez okazji, ale zawsze jak jest okazja to dostawałam i po prostu zrobiło mi się przykro. Ogólnie dzień nie był miły.

      W zeszłym roku to zrobiłam pyszne koreczki - takie z serem feta, szynką i winogronem i miałam szampana. ;)

      Usuń
    3. Może wynagrodzi Ci to jakąś niespodzianką? :)

      Usuń
    4. Nie wiem, raczej się nie spodziewam. Powiedział, że wynagrodzi mi to w tygodniu, ale z jego pracą raczej tego nie widzę... ;) Wiesz, rozumiem wszystko, ale nawet mimo to jest mi po prostu przykro.

      Ale... Pocieszam się tym, że inni mieli udane Walentynki. Nie wszyscy muszą mieć. ;)

      Usuń
    5. Znam to, bo przez ostatnie 3 lata minimum też nie było tego wow i nawet jak się w weekend widzieliśmy, to już nie było to samo. Ale w końcu przyszedł czas i sobie to odbiliśmy. :)
      Ja tam wierzę, że ci to wynagrodzi najlepiej jak będzie umiał. :)

      Usuń
    6. Od kiedy jesteśmy razem to akurat Walentynki wypadały w piątek i sobotę więc się widzieliśmy. Dostałam raz taką dużą, jedną piękną różę i poszliśmy na drinka a za drugim razem dostałam takie trzy bladoróżowe i spędziliśmy wieczór razem przy szampanie i koreczkach. W tym roku miałam winko, ale niczego się nie doczekałam. Niby mam obiecaną wizytę w tygodniu, ale jak się pracuje od rana do wieczora to potem wracając do domu już się nie chce, ale... pożyjemy, zobaczymy. :)

      Usuń
    7. No to pięknie! :)
      Mój facet ogólnie jest niechętny do kupowania mi kwiatów, bo mówi, że i tak zwiędną. XD Staram się go przekonać chociaż do doniczkowych. :P
      Tydzień jeszcze trwa. ^^

      Usuń
    8. Hahaha K. mówi mi dokładnie to samo! ;P A co do doniczkowych to powiem Ci, że kiedyś wykończyłam nawet kaktusa, ale mam już nowego i elegancko sobie stoi. ;)

      Trwa, trwa, ale właściwie zostały dwa dni więc czekam na sobotę... ;)

      Usuń
    9. Hahah, ja zawsze dostaję na dzień kobiet kwiat w doniczce od chrzestnego i taty, ale zawsze dożywały maksymalnie 11 miesięcy, a przed samym dniem kobie zdychały. xD Ale póki co - jeszcze stoją. :D

      Ważne, że w ogóle przyjedzie. ^^

      Usuń
  2. Ojojoj widzę, że nauka dopada każdego! Gratulację, ze wszystkim tak dobrze sobie poradziłaś :) Gdzieś w środku wiem, że i to kolokwium bardzo dobrze Ci poszło :) Zasłużyłaś razem z panem B. na takie walentynki :) Odpocząć też trzeba! Chciałam iść do kina na ten film i chyba tak zrobię, bo wszyscy go zachwalają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że masz rację. :)
      Mi właśnie B. mówił, że wszyscy tak chwalą ten film. :)

      Usuń
  3. O kurczę, ale fajna energia bije z tego postu :) Aż miło czytać że wszystko się układa i jest dobrze :) Gratuluję oczywiście dobrych ocen i czekam na kolejne notki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi również miło to czytać. :)
      Dziękuję.

      Usuń
  4. Mi też hotele kojarzą się z fajnym, wakacyjnym klimatem, chociaż w tak dobrym hotelu byłam tylko raz w życiu.
    I pisanie testu w walentynki :D Absolutny hicior. Miałam tak w zeszłym roku - pisałam olimpiadę z polskiego...Po czym okazało się, że mój ukochany zachorował i spędzę ten dzień sama, jak zawsze od początku mojego marnego życia. Na szczęście tegoroczne Walentynki wypadły lepiej, bo olimpiada była dzień wcześniej i nikt nie był chory :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ci powiem, że też. xD

      Uff, to całe szczęście, że historia się nie powtórzyła. :D

      Usuń
  5. No to fajne mieliście te walentynki. :D
    Planeta singli jest kozacka, a moment z żulami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no. ^^
      Chyba Ci obcięło komentarz. :D

      Usuń
    2. Faktycznie, nie wiem czemu...
      No ale chyba chciałam napisać, że moment z tymi żulami był najlepszy. :D
      W ogóle dawno na żadnym filmie się tak nie smiałam jak na tym. ;)

      Usuń
    3. Ja chyba ostatnio się tak śmiałam na Listach do M. :P Ale tej pierwszej części, bo na drugą nie zdążyłam do kina. :/

      Usuń
    4. Druga już nie była tak fajna jak pierwszą. :)
      Niedługo będzie w sieci. :D

      Usuń
    5. Albo na canal+ :P Odkąd mam dostęp, to już nie bawię się w hakera xD

      Usuń
  6. Super, że Walentynki się Wam udały :) Ja mam nadzieję, że moje będą za rok również udane... z kimkolwiek, a najlepiej, żeby ten mój książę z bajki już się pojawił, bo ciężko samej... xD
    Zazdroszczę tego wolnego. Mój czas stresów i gorączkowych przygotować do matury nadszedł! Niby jeszcze dwa miesiące, a jestem tak zawalona wszystkim, że niedługo zacznę zapałkami podpierać powieki :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to życzę Ci tego na przyszły rok. :D A najlepiej o wiele wcześniej. :D
      OMG, ja już nie pamiętam jak wyglądały moje przygotowania do matury. Najciężej wspominam WOS. :P Bo teorii i przepisów od cholery i jeszcze trochę. xD

      Usuń
  7. To trzymam kciuki za piąteczkę z egzaminu :)
    Miałaś bardzo czekoladowe Walentynki ;) Ja niezbyt odczułam,że są. Zresztą i tak ich nie obchodzę i nie mam z kim poza tym;)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. ;)
      No tak, dosłownie. :D

      Usuń
  8. też w sesję zaginęłam na chwilę z bloga, na szczęście wszystkie wyniki mam już dawno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zazdroszczę. Ja na ostatnie czekam już trzeci tydzień.

      Usuń
  9. witamy z powrotem i buziaki ślemy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czujesz nową, blogową moc?:p

      Usuń
    2. Szczerze, to bardziej czuję przypływ lenistwa spowodowany dużą ilością wolnego czasu. :D

      Usuń
  10. Jeśli chodzi o studia to znam taki kawał: Idzie Student załadowany zeszytami, książkami oraz notatkami. Patrzy na Wykładowcę, który ma przy sobie tylko jeden mały notesik. Student mówi: ''Pan to ma wszystko w jednym palcu!'' Wykładowca odpowiada: ''Nie, znacznie niżej Synu. Już w miejscu, w którym plecy tracą swą szlachetną nazwę...'' I tego Ci życzę po studiach! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, tego jeszcze nie znałam. :D

      Usuń
    2. Jeszcze jest jeden: Na uczelni Dziennikarz przeprowadzał wywiad ile czasu zajmie Ludziom nauka języka japońskiego. Doktor mówi: ''Dziesięć lat'' Magister mówi: ''Pięć lat'' A Student pyta: ''A na kiedy trzeba?!'' <3

      Usuń
  11. Łoo ten hotel mnie rozwalił - super pomysł :)
    U mnie bez rewelacji ale prezenty były "mega romantyczne" - ja dostałam jagody goi i dwa hantelki a Luby dostał książkę do nauki japońskiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też. :D B. skomentował pobyt tak "nie no, mógłbym być bogaty". xD
      Też bym chciała hantle :D O, widzę że Twój luby, to mega ambitny gość .^^

      Usuń
  12. ach, ci młodzi wykładowcy... pamiętam jak w liceum miałam takiego młodziutkiego WFistę, był straszny -_-
    gratuluję dobrych ocen i cieszę się, że tak miło spędzałaś ostatnio czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w gimnazjum był młody Wfista, który w piątki siedział w licealistami w PUBie. xD
      Dziękuję. ^^

      Usuń