czwartek, 25 lutego 2016

197. Pierwsze zetknięcie z ortodoncją - potwierdzam fakty i obalam mity.

Witajcie kochani! Czy u Was, w dniu dzisiejszym również pogoda zwariowała? U mnie przez cały dzień naprzemiennie padał, a wręcz sypał śnieg i świeciło piękne słońce, które po chwili wszystko topiło. Po dziesięciu minutach znowu śnieg i znów słońce - i tak cały dzień. Trzeba było na prawdę wyczuć moment, żeby wyjść na zewnątrz. 
Poza tym wczoraj byłam tutaj nieobecna, z powodu mojej pierwszej wizyty kontrolnej u ortodonty, po której postanowiłam nocować u mojego B. Z tego względu na jakiś czas dajemy odpocząć wyzwaniom i tematom z listy, a zajmujemy się moją własną weną twórczą pod postacią opisu wrażeń związanych z pierwszymi sześcioma tygodniami noszenia aparatu. 

wtorek, 23 lutego 2016

196. Rzeczy, za które jestem wdzięczna. [9/30]

Witajcie kochani! Jak mijają Wam nieco cieplejsze dni? Gdy dziś byłam na mieście i stanęłam w słońcu, to zrobiło mi się na prawdę cieplutko. <3 Niestety chyba przez taką zmianę temperatury nabawiłam się jakiejś infekcji, ponieważ od wczoraj drapie mnie gardło. A jeśli to nie wina temperatury, to na pewno mojego brata, który pierwszy zaczął chrząkać. Na pewno przytargał coś ze szkoły. :P Bądź co bądź - obecnie siedzę pod kocykiem i leczę gardło herbatą z miodem i cytryną. Kurcze, tak dawno nie piłam takiej herbaty, że zapomniałam jakie to dobre! <3
Dziś z braku weny twórczej postanowiłam ruszyć dalej wyzwanie biorąc się za kolejny temat - Rzeczy, za które jestem wdzięczna. 

niedziela, 21 lutego 2016

195. Chciałabym...

Witajcie Kochani! Jak mija Wam weekend? Ja wczoraj zaliczyłam rodzinną imprezę w moim domu, niestety nie dotrwałam do końca, gdyż goście zabalowali do godzin grubo po północy, a mój organizm - przestawiony na tryb pracownika biurowego, nie jest już w stanie tak długo siedzieć. xD 

Powiem Wam szczerze, że borykam się dziś z brakiem weny. Generalnie dzień jest taki mułowaty - z rana padało, teraz jest pochmurnie, a gdy nie ma słońca, to i mi jest jakoś bliżej do łóżka, niż do czegokolwiek innego. Postanowiłam jednak nie poddawać się bez walki i mimo wszystko, coś dla Was napisać.

środa, 17 lutego 2016

194. Najlepszy przyjaciel, jakiego miałam. [8/30]

Witajcie kochani. Ostatnio obiecałam Wam, że przez najbliższe dwa tygodnie będę tutaj częściej - no i jestem. Chociaż dni wolne od nauki mijają błyskawicznie, to ja sukcesywnie wykreślam z listy, rzeczy, które postanowiłam zrobić podczas tego luźniejszego dla mnie czasu. Zdecydowanie powinnam umieścić na tej liście zadanie pod tytułem "Wyspać się", jednak póki co - wolę realizować bardziej efektywne punkty. 
Zanim przejdę do głównego tematu notki, chciałabym ogłosić wszem i wobec, wszystkim, którzy trzymali kciuki za to, by mój młody wykładowca miał dobry humor podczas sprawdzania mojej pracy, że już mogą przestać i... że chyba podziałało, ponieważ zamiast spodziewanych pięciu punktów z kolokwium dostałam... 27!!! :D Czyli nieco więcej, no i wreszcie mogę napisać z ulgą i niekrytą satysfakcją, że POPRAWKI NIE BĘDZIE! <3 
Kończąc niekrytą fascynację moją sesją, która w tym roku przyprawiła mnie o taki nadmiar emocji, jakiego nigdy w tym czasie nie doświadczyłam, przejdę do głównego tematu (wreszcie). Z racji tego, że oczywiście kreatywność zazwyczaj chodzi w parze z TOTALNYM BRAKIEM CZASU na pisanie, a nadmiar czasu powszechnie kojarzony jest z BRAKIEM WENY, postanowiłam wspomóc się w tej kwestii, dawno rzuconym gdzieś w kąt wyzwaniem The Pillowers Challenge, które postanowiłam dokończyć w 2016. roku.

poniedziałek, 15 lutego 2016

193. I'm back!

Czytając tytuł poprzedniego posta, tego powinnam zatytułować "Gdzie się podziała Oiornio?". Otóż to - chociaż wpadałam tutaj co jakiś czas, pisząc chociaż kilka komentarzy, to generalnie ostatni post pojawił się tutaj pierwszego lutego. No cóż brawo ja. Jednak po dość hardcorowych kolokwiach postanowiłam, że muszę przysiąść na dupsku przed ostatnim kołem i porządnie wziąć się za naukę. Odstawić na bok pierdołki i priorytetowo zająć się tym co najistotniejsze. I powiem Wam, że się opłaciło. :)

poniedziałek, 1 lutego 2016

192. Gdzie się podział styczeń? - czyli trening pozytywnych myśli.

Witajcie kochani. Melduję się po weekendzie i oświadczam, iż żyję i mam się całkiem nieźle. Codziennie przyjmuję witaminki i nie przesadzam z nauką, ani wysiłkiem, co by nie skończyć jak ostatnio. :P 
Jeśli chodzi o kolokwia to powiem, że 2/3 się udało. Kolokwium, z którego MUSIAŁAM mieć 50% punktów poszło mi najlepiej - w końcu to nad nim najwięcej siedziałam i przez nie wylądowałam u lekarza. xD Przeczuwam, iż nawet piąteczka może wpaść z tego przedmiotu - a przecież miał być taki trudny! Olaboga, jak się zepnę, to jednak potrafię. Schodząc w dół - na drugim miejscu kolokwium, z którego potrzebowałam 20. punktów do zaliczenia przedmiotu. Myślę, że się udało, ze spokojem, jednak w dużej mierze, to zasługa mojego B. od którego zerżnęłam jedno z opisowych zadań na 30 punktów. :P Drugie zrobiłam sama - żeby nie było, coś wiedziałam. No, a na sam koniec - nadzór czyli przedmiot, na który poświęciłam najmniej czasu, bo jest szansa zaliczenia go bez kolokwium. Po wyjściu z sali jednak przestałam wierzyć w tak optymistyczną wersję. Cała pierwsza strona to istne lanie wody - dosłownie o pupci Marianny, bo nie miałam pojęcia CZEGO TEN CZŁOWIEK ODE MNIE CHCE?! Reszta jakoś poszła, ale oczywiście źle spisałam dane z zadania, którego się nauczyłam liczyć i... zobaczymy ile naskrobałam swoją niewiedzą. Jestem pewna 5/40 marny wynik, ale może akurat wystarczy? :D Tak czy inaczej moja psychika już szykuje się na poprawkę, kiedyś musi być ten pierwszy raz. ^^
Zostawiając szkołę za sobą, cofnijmy się bardziej - wspominając styczeń, który przemknął niczym mistrz olimpijski w sprincie...