poniedziałek, 25 stycznia 2016

190. O tym, że strach to TYLKO wielkie oczy.

Witajcie kochani. Jak mijają Wam dni? Mi od czwartku identycznie. Podczas piątkowej wizyty u lekarza, ten wcisnął mi L4 (tak, wiem, że obecnie L4 nie istnieje i zostało zastąpione ZLA czy czymś takim) do środy włącznie, co bym się w pracy nie przewróciła. Lekarz zdiagnozował mi jakieś ciężkie przemęczenie i wysłał na kompleksowe badania krwi (czy tylko ja mam ochotę zemdleć gdy widzę pigułę zmierzającą w moim kierunku w celu ZABRANIA mi mojej krwi?? :P). No i co z tego wyszło? A no nic, bo wyniki mam "wzorowe" - wszystko w granicach norm, więc jestem zdrowa jak ryba i powinnam się tak czuć - a niestety nie do końca tak było. 
Śmiałam się nawet, że czuję się jak przypadek z serialu Dr. House ,który ma idealne wyniczki, a mimo wszystko coś z nim nie tak. No właśnie coś.
tumblr
Generalnie nie mam zamiaru pisać tutaj notki na temat mojej przypadłości, ale to, co mi się ostatnio przydarzyło skłoniło mnie do pewnych refleksji i wyciągnięcia kilku wniosków, ale może od początku.
W czwartek rano wstałam normalnie do pracy. Może było mi nieco niedobrze, ale uznałam, że to z głodu i jak tylko wejdę do pracy i zjem śniadanie, to wszystko minie. Niestety do pracy nie było mi dane tego dnia dojechać. W połowie drogi dopadły mnie silne zawroty głowy i wszechobecne białe plamy w polu widzenia - nie nie padał śnieg, a ja nie zapomniałam włączyć wycieraczek. :P
Gdy po przewietrzeniu się, posiedzeniu itp. itd. nie przeszło mi, postanowiłam JAKOŚ wrócić do domu, gdzie dopadł mnie silny ból głowy. No nic - wzięłam tabletkę i wróciłam do łóżka. Prawdziwy JAZZ zaczął się wieczorem, gdy czytając notatki nagle znów ujrzałam te plamy, straciłam zdolność płynnego czytania na rzecz sylabowania niczym przedszkolak oraz miałam kłopoty z mówieniem, a raczej odnajdywaniem odpowiednich słów, które chciałam powiedzieć, bo język podrzucał mi jakieś zupełnie inne. Co tu dużo mówić - straciłam kontrolę nad własnym językiem (?), a może nawet umysłem. Całość trwała może kilka minut, chociaż dla mnie to prawie wieczność i przestraszyła mnie do tego stopnia, że ja - osoba wiecznie pozytywnie nastawiona do wszystkiego, miała przez moment wizję swojej idealnej przyszłości jako wieczne pozostanie w swoim bezpiecznym pokoiku, BO W RAZIE COŚ SIĘ STANIE TO NIC. Zaczęłam się bać, że to może się powtórzyć kiedyś w pracy, na uczelni czy na ulicy, że może się w ogóle powtórzyć i co ja wtedy zrobię? Wpadłam w chwilową panikę, z której otrząsnął mnie mój B. Zaczął racjonalizować wszystko co się ostatnio działo, po czym i ja sama doklejałam do układanki kolejne fakty. Całą ta sytuacja była kulminacją wcześniejszych objawów, które olewałam, zamiast zacząć reagować wcześniej.  Ale nie o tym chciałam pisać.
Chcę Wam przekazać kilka słów o pokonywaniu strachu. Strachu, który z chęcią wpędziłby nas w ciemny kąt, tak byśmy nie wychylali z niego nawet kawałka nosa. I nie chodzi tutaj o taką sytuację jak moja - bo mam ogromną nadzieję, że nikt z Was czegoś takiego nie przeżył, ani nie przeżyje - ale o każdy inny strach. O strach związany z dawnym wypadkiem, jakimś napadem, strach przed tym, że już raz nam coś nie wyszło, strach przed rozmową i zrobieniem kolejnego kroku na przód w swoim życiu. Nie możemy się dać mu sparaliżować i pozwolić zapanować nad swoimi czynami. 
Ja wytłumaczyłam sobie, że to co stało się właśnie mi mogło przydarzyć się każdemu, mogło to spotkać jeszcze milion osób na świecie i wiecie co? Założę się, że te osoby nie postanowiły zostać do końca życia w domu, a postanowiły dalej żyć i cieszyć się tym życiem. Właśnie - cieszyć się nim, bo nie wiadomo co nas w życiu spotka. Uznałam, że szkoda mi czasu na leżenie w kocu i obawianie się o każdy dzień, o każdą chwilę. 
Dlatego też apeluję do Was - jeśli jest coś, co Was hamuje i nie pozwala iść na przód, coś czego panicznie się boicie, to właśnie teraz jest moment, by to przeskoczyć, by przejść nad tym do porządku dziennego. Ja sama bałam się początkowo powrotu do pracy, ale teraz nie mogę się go doczekać, ponieważ się udowodnić sobie, że nic się nie stanie, wszystko będzie dobrze. Więc teraz mam pytanie - idziesz ze mną na przód? Ja idę, ale  Tobą byłoby mi raźniej. 

tumblr
Wiecie co jeszcze Wam powiem? Jak leżałam w łóżku zmęczona całym tamtym dniem - bólem głowy, stresem - myślałam tylko o tym, że już nie mogę się doczekać dnia, w którym ten moment będzie tylko wspomnieniem. Już w tamtym momencie, mimo rezygnacji, braku sił i strachu wiedziałam, po prostu wiedziałam, że wszystko będzie dobrze.

Jeśli chodzi o moje zdrowie, to czuję się dobrze. Sytuacja się nie powtórzyła poza drobnym incydentem w sobotę rano, gdy pytałam mamę, jak nazywa się to coś do mycia rąk. xD (MYDŁO!) Najlepsze jest to, że znałam angielski odpowiednik, a polskiego nie cholery nie mogłam sobie przypomnieć. :P Ogólnie byłam ospała, ale dziś dostałam sporą dawkę witamin i powiem Wam, że czuję się całkiem nieźle, nawet notatki przestały mnie usypiać. Byle do przodu. ^^

Powiem Wam, że odkryłam właśnie kolejny plus tego co się stało (pewnie myślicie - wariatka, ale tak mam, każde zdarzenie jest po coś :)) - cholernie dawno nie pisałam tego typu postów, a dzięki temu napisałam i powiem Wam, że chyba mi tego brakowało. :) Postaram się wracać do takiej tematyki częściej, bez prowokowania tak skrajnych sytuacji. :P


Na dziś kończę.  
Ściskam gorąco i pozdrawiam! :*

40 komentarzy:

  1. Chyba zwariowałabym ze strachu na Twoim miejscu... tak, czasami -w danej chwili - najlepiej myśleć o przyszłości. Że "to coś" zaraz się skończy.
    Fajny ten kotek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwie się, nie polecam takich przeżyć. :P
      ^^ Lubuję się w Kotełach, zwłaszcza czarnych. :D

      Usuń
  2. Też jestem zdania, że nic nie dzieje się bez przyczyny! Zawsze z każdej sytuacji życiowej można wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski. Ciebie podziwiam, bo ja chyba umarłabym z samego przerażenia całą tą sprawą. Ale grunt, że jest w porządku, to najważniejsze. :)
    Strach potrafi sparaliżować człowieka doszczętnie i może zniweczyć wszystkie plany. Ja osobiście miałabym o wiele ciekawsze życie, gdybym co chwilę czegoś się nie obawiała. Jak to mówił mój S. "Chciałabym, a boję się." Miał (jak ciężko mi to przyznać!) sporo racji, a ja nie dość, że bałam się spróbować czegoś nowego to w dodatku bałam się przestać bać... Ciągle zadręczały mnie myśli typu "co będzie, jeśli się nie uda?" albo "co, jeśli będzie jeszcze gorzej niż jest teraz?" (Zero pozytywnego nastawienia, a przecież kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana ;) ) Właśnie teraz jestem na takim etapie w życiu, że nie chcę już odczuwać tego strachu. Chcę przeskoczyć wszystkie te granice, które narosły wokół mnie i być o wiele bardziej wolna niż do tej pory. A strach to jeden z najgłówniejszych powodów, przez które ciężko mi ruszyć do przodu. Cóż, ja na pewno przyłączam się do Ciebie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz, że w takich chwilach za wszelką cenę próbowałabyś nie umrzeć. :P
      Świetnie, że sama doszłaś do takiego wniosku, że już nie warto marnować życia na strach. Chyba właśnie to zajmuje nam najwięcej czasu - wyciągnięcie odpowiednich wniosków i postanowienie, że czas ruszyć na przód.
      :)

      Usuń
  3. Dużo zdrówka Kochana i...weny twórczej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. co ziom o Leonie zapomniałaś?;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy przenigdy. :) Tylko gdzieś zagubiłam Leona w codziennym pośpiechu. :P

      Usuń
    2. no jak to! Leonowi smutno;p

      Usuń
    3. Obiecuję więcej Leona nie gubić! xD

      Usuń
  5. Strach jest w sumie naturalną rzeczą, i naturalnie trzeba go olewać. Nie skupiać się na nim, nie wchodzić dialog, a po prostu olać i robić swoje. Wtedy przechodzi. Oczywiście taka postawa przychodzi z czasem, ale warto iść do przodu, mimo wewnętrznych obaw. Ja już tak potrafię:)
    Dużo zdrowia, i spokoju:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja generalnie też, jeśli chodzi o codzienne sytuacje. Ale teraz, gdy znalazłam się w nowej i całkiem obcej dla mnie sytuacji, to pozwoliłam mu na chwilę mną zawładnąć.
      Dziękuję. :)

      Usuń
  6. Witaj. Strach to tylko zwykła myśl. Człowiek się boi, bo nie zna czegoś i nie wie co go czeka, więc zaczyna to sobie wyobrażać. I często tutaj nasze wyobrażenia są gorsze niż pokazuje to potem rzeczywistość. Coś w życiu może Nam wyjść albo nie wyjść. A więc po co się bać i nakręcać skoro mamy aż dwie opcje do wyboru? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Nasz strach może podsuwać na prawdę przesadzone scenariusze. :P

      Usuń
    2. Słyszałam taką teorię na temat lęku wysokości: Nie boimy się wysokości tylko boimy się spaść. Dlaczego? Dlatego, że lęk i stres w czasach, kiedy mieszkaliśmy jeszcze w jaskiniach był czystą reakcją obronną. Człowiek pierwotny stojący nad przepaścią odczuwał lęk co mu po prostu dawało sygnał, żeby po prostu nie skoczył i nie zrobił sobie krzywdy. Czasy się zmieniają, ale pewne pierwotne instynkty w Nas zostają. Nie wiem, może pieprzę w tym momencie od rzeczy, ale wydaje mi się to całkiem logiczne <3

      Usuń
    3. Powiem Ci, że to ma sens. Strach jako reakcja obronna, to całkiem logiczne wyjaśnienie. :)

      Niestety nie mam dostępu do Twojego bloga. :(

      Usuń
    4. To zaraz będziesz mieć :D Już wpisuję Twój adres e-mail na listę i wysyłam zaproszenie <3

      Usuń
  7. Dziwny przypadek, ale właściwie masz rację, że w większości przypadków strach nas paraliżuje... To chyba największy problem, bo nawet jak ma nie wyjść to lepiej zaryzykować niż się bać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak i pierwszy dzień w pracy PO mam już za sobą, więc nie było się czego bać. ;)

      Usuń
  8. Nie martw się, przemęczenie robi z ludźmi różne rzeczy i to mogło być również coś takiego. Moja mama miała podobną sytuację - tyle że u niej występowały zawroty głowy i okazało się, że to choroba, a raczej uszkodzenie błędnika. Nie da się tego wyleczyć, ale powraca jakoś co 5-6 lat. Mama trafia wtedy do szpitala, bo samemu nie można sobie z tym poradzić, ale szybko wraca do nas i dalej żyje tak jak lubi. Aż czasami żałuję, że nie odziedziczyłam po niej tego opanowania i pewności siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że sobie z tym radzi i również ją podziwiam za to opanowanie, ale skoro już wie na czym stoi. :)

      Usuń
  9. O kurczę.. jestem zaskoczona, bo od jakiegoś czasu mam podobne objawy! Ostatnio siedziałam w pracy i tak mi się zakręciło w głowie, zrobiło mi się ciemno przed oczami, że przez chwilę miałam wrażenie, że straciłam kontrolę nad swoją (głową?) ciałem. Też robiłam badanie krwi i wyniki wyszły dobre. O co chodzi?! Też jestem tym przerażona, bo nie wiadomo kiedy można gdzieś paść ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam na ten temat z Fridą, jeśli chodzi o medyczny punkt widzenia. :P Prawdopodobnie to wina neuronów itp.

      Usuń
  10. Moja koleżanka miała podobne objawy jak Ty - słabła, zapominała podstawowych rzeczy... leżała nawet chwilę na neurologii ale nic nie znaleźli. Teraz jest dobrze, ale czasami objawy wracają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nie zbyt fajnie, bo ja po cichu liczę, że neurolog powie mi coś więcej. :P

      Usuń
  11. Obstawiam przemęczenie i tej wersji się trzymajmy :)
    Mój Luby ma podobnie jak Ty z mydłem - wie co to oznacza po polsku ale nie potrafi przetłumaczyć z angielskiego. To chyba jakaś inna choroba :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak by było najkorzystniej. :P
      Hahah, a może! :D

      Usuń
  12. Wystarczy porządnie wypocząć, zrelaksować się, porządnie zjeść i mam nadzieję, że będzie ok. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, tylko szkoda, że nie mam warunków, żeby sobie porządnie wypocząć, bo sesja sama się nie zda niestety. :P

      Usuń
  13. Ja tam nie narzekam. Mieszkamy w ogromnej metropolii, cieszę się, że ulice nie są zaśnieżone.

    OdpowiedzUsuń
  14. To ładnie robisz. I nieźle nas straszysz. Weź no o siebie bardziej zadbaj. Mam nadzieję, że to tylko przemęczenie i po okresie L4 wrócisz do pełni sił.
    A co to jest to nowe zamiast L4 bo nie wiem? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam wrócić, nie miałam wyjścia. xD
      W sumie to samo tylko nazwę zmienili. XD Wiesz, biurokracja. :P

      Usuń
  15. Ojeju... Kochana! Musisz zacząć o siebie dbac! Mam nadzieję, ze odpoczniesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudne zadanie, jak się ma miliard spraw na głowie. :D

      Usuń
  16. O medycznym aspekcie nie będę się tutaj wywodzić, starczy, że robię to gdzie indziej.
    Wiesz, przez wiele lat poznawałam ludzi na skraju- chorych choćby terminalnie na raka, teraz pracuję z ludźmi starszymi i...zauważam, że u niektórych dopiero strach przed śmoiercią wyzwala pragnienie życia. Strach przed niesprawnością, chorobą, potęguje jego głód. Podobnie jest u nas bo"szlaechetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz". Życie też doceniamy dopiero, gdy możemy je stracić, gdy pojawia się takie przeczucie. Ale inny pogrążają się w strachu właśnie, zapominając...że w strachu często najgorszy jest strach, a nie to, czego on dotyczy nawet:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no. :)
      Dokładnie, dopiero gdy dzieje się źle, doceniamy jak dobrze było do tej pory.

      Usuń
  17. trzymam kciuki, wypoczniesz na pewno na L4... nie dziwię się, że opanował Cię strach, sama nie wiem, co bym zrobiła w takiej sytuacji.. teraz będzie dobrze. fajnie, że skłoniło Cię to do przemyśleń o strachu właśnie. strach w nadmiarze nie jest niczym dobrym, choć oczywiście w życiu trzeba zachować trochę pokory ;) ale bycie zablokowaną przez strach jest nie dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nagły napływ wolnego czasu, to człowieka nachodzi na rozmyślanie. :D

      Usuń