środa, 25 listopada 2015

179. TAK!

Witajcie kochani! Jak samopoczucie? Pierwsze przymrozki zdążyły już poszczypać Was po nosach? ;) Jak dla mnie już teraz jest zdecydowanie za zimno - aż strach pomyśleć, co ja biedna zrobię, gdy przyjdzie prawdziwa, mroźna zima! Dlatego też póki co, staram się ograniczać ilość swetrów, co by mieć jakąś alternatywę na później. xD Całe szczęście w pracy mam nieograniczony dostęp do kawy i herbaty, dlatego gdy swetry zawiodą - będę się grzać od środka. ^^
Dziś mam dla Was post dość osobisty, niosący światu radosną nowinę - z której ogłoszeniem  Wam czekałam ponad tydzień. Co prawda osoby z instagrama, wiedziały o wszystkim na bieżąco, więc nie można powiedzieć, iż się z tym ukrywałam, ale... zacznijmy od początku!


Cofnijmy się w czasie - nie za daleko, zostawmy dinozaury w spokoju. Wystarczy, że cofniemy się do 14. listopada roku bieżącego. 
Dzień jak co dzień - sobota, leniwy poranek, który przywitałam w domu mojego B. Codzienne, zwyczajne plany - przed południem dentysta, po południu mecz, a wieczorem kolacja i jakiś film obejrzany już u mnie w domu. Nic ani nikt na świecie nie zwiastowało tego, co miało się wydarzyć tego wieczoru. Ani miła wizyta u dentysty (nie wierzycie, że takie się zdarzają? Ba! Ja Wam powiem więcej - ja lubię chodzić do dentysty, dlatego według mnie każda taka wizyta jest miła :D), ani świetny mecz zakończony wysokim zwycięstwem naszej drużyny, a już na pewno nie moje odmarznięte stopy, które miałam ochotę już do końca życia trzymać przy grzejniku (bo po co ubierać na mecz kozaki, skoro można iść w jesiennych botkach? Brawo ja!).
:) <3
Tak więc, żeby nie przeciągać aż tak bardzo...

Po powrocie z meczu (i rozgrzaniu moich stóp) pojechaliśmy z B. do mnie. Mieliśmy w planach przygotowanie wspólnej kolacji - pisałam Wam już kiedyś, że na prawdę lubimy razem krzątać się w kuchni. Tak więc zabrałam się za kurczaka, a B. poszedł "robić miejsce" na stole w moim pokoju, co chwilę wracając do mnie na dół i pomagając mi w drobiazgach związanych z gotowaniem - a to podał przyprawy, a to pomieszał gotujący się obok makaron - typowa drobna męska pomoc kuchenna. ;)

Gdy kolacja była gotowa, B. pozanosił wszystko na górę, a ja postanowiłam posprzątać jeszcze po sobie kuchnie - tak ku przyjemności mamuśki, co by nie musiała zbyt wiele czasu, w ten sobotni wieczór w kuchni spędzać. Tak więc, gdy już doczłapałam się do pokoju czekał tam na mnie pięknie zastawiony stół z naszą kolacją oraz mnóstwem świeczek. Oczywiście wiedziałam, że coś się kroi, ale jednak skupiłam się na tym, iż bardzo lubię świeczki w niezliczonej ilości i będzie mi bardzo miło zjeść w ich towarzystwie kolację (oczywiście ich i mojego B. - mistrza ceremonii xD).

Idąc dalej - po kolacji układ świeczek nieco się zmienił - z chaotycznego, na przypominający serce, a w samym środku, na stole pojawiło się małe, czerwone pudełeczko również w kształcie serduszka. W tym momencie było już jasne, po co to wszystko. B. chwycił pudełeczko z dłoń, po czym złapał mnie za rękę i zaprowadził do pokoju obok, gdzie czekał na mnie ogromny bukiet czerwonych róż - z pewnością największy i najwspanialszy jaki kiedykolwiek dostałam. Mój mężczyzna uklęknął przede mną i otwierając pudełeczko powiedział:

- Jesteśmy już ze sobą tyle czasu i chciałbym, żebyśmy byli już na zawsze. A więc zostaniesz moją żoną? - nie mogłam oderwać oczu od ślicznego, błyszczącego pierścionka i szczerzyłam się jak wariatka, nie mogąc wydusić z siebie słowa - To będziesz czy nie? - ponowił pytanie.
- No jasne, że będę! - odpowiedziałam rzucając mu się w ramiona.

I tak, po ponad sześciu latach związku, ponad sześciu latach szczęścia i smutków, cichych radości i głośnych kłótni, po ponad sześciu latach trwania przy sobie mimo wyrzutów "och jak Ty mnie wkurzasz!" i przede wszystkim przez nieprzemijające wyznania "tak bardzo Cię kocham" nasz związek wszedł na nowy tor. Teraz nie jesteśmy już chłopakiem i dziewczyną, a narzeczonym i narzeczoną - co przede wszystkim brzmi poważniej. I choć dla mnie to tylko taka formalność - bo przecież po tylu latach raczej wiadome było, że prędzej czy później sprawy przybiorą taki obrót - to cieszę się, bo chyba każda z nas marzy o tym, by móc z dumą pochwalić się nowym etapem życia. Dla mnie będzie to etap wielu formalności, bo planujemy ślub za około dwa lata. Trzeba więc będzie znaleźć salę, zespół, kościół, suknię i wiele innych rzeczy - co do których głowa mała, jednak wiem, ze damy radę. Największą radością napełnia moje serducho fakt, że mój facet jest w to wszystko zaangażowany w takim samym stopniu jak ja - a to daje jeszcze więcej siły, by się za to wszystko powoli zabierać, bo nie zależy tylko mi - zależy nam obojgu.
 Tak więc ludzie - będzie ślub! Kiedy? Pewnie w 2017. roku, a co do dokładnej daty - gdy sama ją poznam, z pewnością się z Wami podzielę. :)

Tymczasem zostawiam Was z radosną nowiną i uciekam kserować notatki, bo niestety - ale życie toczy się dalej i trzeba zejść z tych radosnych obłoczków przepełnionych marzeniami o wspólnej przyszłości, które już nie długo (mam nadzieję) wyjdą ze sfery marzeń i staną się rzeczywistością.
Tak więc do następnego kochani!
Pozdrawiam!

36 komentarzy:

  1. jejjjjjjjj! kochana moje wielkie gratulacje :* mimo przymrozku na zewnątrz i zimna, na sercu zrobiło mi sie gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :* I bardzo się cieszę, że rozgrzała Cię ta informacja. :D

      Usuń
  2. Ale masz fajnie...Gratulacje :) Chociaż ja bym nie wytrzymała chyba 6 lat w związku bez zaręczenia się. Tyle czasu! Ale jesteś starsza, widocznie dojrzali ludzie podchodzą do lat trochę inaczej niż osóbki które 6 lat temu własnie szły do gimnazjum...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Mi też się już dłużyło bez tego pierścionka, ale tak jak pisałam - dla mnie to raczej bardziej formalność. :)
      A nieco ponad sześć lat temu to ja skończyłam gimnazjum. :D

      Usuń
  3. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! ja już wiedziałam, ha ha ha! ale jeszcze raz gratulacje Wam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaaaaaaaaaaaaa! Dziękuję raz jeszcze :D :*

      Usuń
  4. Jak tylko zobaczyłam tytuł posta to już wiedziałam! Kochana! Ty moja! Ja się wpraszam na wesele, nie odpuszczę, będę Wam mowę weselną mówiła z toastem! Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha dziękuję pięknie! :*
      Jeśli wygłosisz mowę rodem z Twoich recenzji to jestem na TAK! :D

      Usuń
  5. Gratuluję:) Nie mogło przecież być inaczej, nie?:D W każdym razie cieszę się waszym szczęściem, bo ono aż promienieje z tego posta. Trzymajcie się tam, dalej pięknie razem w tej miłości :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no nie mogło. :PP
      Dziękuję, za piękne słowa :*

      Usuń
  6. Brawo! Gratuluje :D cieszę się razem z Tobą Kochana :) to wspaniale uczucie zgadzam się z Toba :-*

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakie cudowne oświadczyny. Gratuluję. :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Serdecznie gratuluję! :) Aż mi się przypomniało jak to było u mnie .. A teraz juz dwa miesiące po ślubie ;) Dwa lata zlecą bardzo szybko wypełnione przygotowaniami, tak było u nas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Właśnie każdego dnia zauważam, jak ten czas szybko leci, aż strach coś planować. :D

      Usuń
  9. Wielkie gratulacje i mnóstwo szczęścia:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. gratuluje :))

    ewamaliszewskaoff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Wielkie gratulacje! *-* takie piękne zaręczyny. Podobają mi się takie tylko we dwoje, gdzie kobieta dowiaduje się o tym dopiero, gdy zobaczy pudełeczko.. zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Mi się właśnie takie marzyły - bez żadnych restauracji i tym podobnych wymuszanych sytuacji.

      Usuń
  12. gratuluję :) świetnie to sobie zaplanowała :) czekam na zdjęcie pierścionka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Eee... Jeśli pojawi się pierścionek to ewentualnie przy okazji zdjęcia czegoś innego, bo nie jestem za tym, by się wszystkim chwalić. :D

      Usuń
    2. szkoda, ale szczęścia przede wszystkim :D

      Usuń
    3. Jeszcze raz dziękuję :)

      Usuń
  13. Aww jakie to piękne! Pozazdrościć! Gratulacje i wszystkiego dobrego :)
    A mnie mróz zabija, szczególnie jak o 6:30 idę na autobus :C
    KLIK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :))
      Całe szczęście mam to za sobą i muszę pokonać tylko drogę z domu do garażu po samochód. :D

      Usuń
  14. Gratulacje! Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę! :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratulacje :) Wspaniała nowina!

    OdpowiedzUsuń
  16. Gratuluję. Wspaniałe oświadczyny, cieszę się z Wami:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana, bardzo mi miło. :)

      Usuń
  17. Gratuluję !!!! :D życzę powodzenia :D

    blogbutterflyblue.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń