czwartek, 12 listopada 2015

177. Dialogi zebrane po raz drugi.

Witajcie kochani! Przepraszam Was za dość długą, ponad tygodniową przerwę, ale ten tydzień gna jak szalony, nie dając mi chwili wytchnienia. Dodatkowo złożyło się tak, że mam okazję w całości spędzić go z B. - co również odbiera mi szanse na pisanie czegokolwiek, poza komentarzami - chociaż tak mam z Wami sporadyczny kontakt. ;) 
Na mój chroniczny brak czasu, poza pracą i moim B. składa się jeszcze nadchodzące kolokwium i całe "cudowne" studia - nie mam pojęcia ile razy od początku semestru zadałam sobie pytanie "po co mi to było?". Szczerze tęsknię za studiami dziennymi i totalnym nieróbstwem rodem z życia "typowego" studenta. Jedynie B. trzyma mnie na tych studiach oferując swoją pomoc i pilnując mnie, żebym się uczyła, zamiast wymyślała sobie miliard ważniejszych rzeczy. xD
Przechodząc już zwięźle do tematu - po raz kolejny zarzucę Was porcją dialogów zebranych, które już po raz drugi ratują mi skórę, podczas pozablogowego nawału obowiązków. Także nie przeciągając dłużej - rozsiądźcie się wygodnie i zapraszam do czytania. ;)

1. Rozmowa prowadzona jeszcze w technikum na jednej z lekcji rachunkowości. Siedziałam wówczas z N. - totalną wariatką, muszę przyznać, że bardziej postrzeloną ode mnie. Niezliczoną ilość razy wyleciałabym z nią z lekcji, niezliczoną ilość razy płakałam z nią ze śmiechu, bo nasze pomysły i odpały były... delikatnie mówiąc chore. xD Jak poprzednio ja kryję się pod okrąglutkim O. ;)

N: (czyta, w książce od rachunkowości na głos, na prośbę nauczycielki) „…domniemywanych kosztów.”
O: Co do mnie masz?! - wystrzeliłam bez ostrzeżenia z niekrytym oburzeniem
N: Nic do Ciebie nie mam!  - śmiech przez łzy. Nie muszę chyba pisać, że Pani patrzyła na nas, jak na wariatki. 


tumblr
2.  Jeden z niemieckich przed maturą. N. bazgrze mi coś w książce, po czym nagle Pani każe mi czytać dialog, jako jedna z postaci - więc w tym przypadku będzie to raczej czytany monolog, w moim wykonaniu. 

O: cośtamcośtamszwargolęponiemieckuKaaaaa…. (widzę wybazgrane imię KAMIL i za wszelką cenę staram się sobie przypomnieć co znajdowało się w mojej książce wcześniej, myślę, rozszyfrowuję, walczę) …aaaaaarl! – udało się! - mam ochotę zamordować N., która w tym momencie tarza się ze śmiechu, omal nie spadając pod ławkę.  (P.S. Kamil to kolega z klasy, co do którego na topie było udawanie uwielbienia i zawstydzanie Go tym xD)


3. Stoimy z B. na przystanku w Warszawie. Jest późny wieczór, nikogo poza nami - do czasu. Nagle podbija do nas pijany koleś (P), który wziął się znikąd i od którego zalatuje wódą na kilometr.

P: Siema! (patrzymy jak na wariata bez słowa, więc kontynuuje) Skąd wracacie?? (nastąpiła chwila zastanowienia, po czym B. zabrał głos)
B: Z Lidla. (cóż odpowiedzieć, gdy przed oczami świeci Ci się ogromny szyld z napisem LIDL?? xD)
P: Yyyyyy… Aha, to nara. (widocznie pijanego kolegi nie usatysfkacjonowała nasza odpowiedź, uznał, że jesteśmy przenudni i postanowił sobie pójść, co by nie marnować swojego cennego pijanego czasu na arcynieciekawych podróżników z lidla)
O: Ale od niego waliło wódą! Ogólnie już dawno nie gadałam z nikim pijanym – szczerzę się, bo jakoś tak koleś swoim stanem wskazującym mnie rozweselił.
B: A ja gadałem, całkiem niedawno. - odpowiada z tajemniczym uśmiechem
O: Z kim? - pytam zaciekawiona jak diabli
B: Z Tobą! - czy ja muszę coś komentować? :P Po prostu I LOVE MY BOYFRIEND. 


4.   Sytuacja dzieje się w pracy. Jeden z kierowców próbuje wykręcić się z trasy, twierdząc, że umarła mu mama, musi wracać do siebie, no i jeszcze miliard innych powodów. Rozmawia kolega M. okazujący szczyt szczytów empatii…

K: No muszę wracać, rozumiesz.
M: No rozumiem…
K: Mamę mam tylko jedną…
M: No już nie. (zapadła chwila niezręcznej ciszy) No nic, przykro mi! – i poszedł, jak gdyby nigdy nic. A ja w sumie nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy płakać. :P



5.  Rozmowa z M. w pracy - jest to ten sam M, co wyżej. Jego ulubionym tematem do rozmowy jest jedzenie i kot - nasz biurowy kot, ochrzczony jego kotem. Ale... tym razem nie będzie o kocie.

M: To kiedy jedziesz po chińskie? (w domyśle – jedzenie, bo niestety w naszym mieście chińska knajpka jest tylko jedna, w dodatku bez dowozu! Dacie wiarę??) – po moim litościwym spojrzeniu kontynuuje – No dzisiaj nie, bo dziś mam fasolkę. Od sąsiadów dostałem! - odpowiada z dumą
O: Nic się nie zmarnuje. Zostało im od wczoraj? - podśmiechuję się.
M: No! Bo ja jestem taki utylizator! - odpowiada jeszcze bardziej dumny z siebie. - No i przyznam, że nie powiedziałam już nic, bo cóż tutaj dodawać? :D


No i tyle na dziś dzień. Mam nadzieję, że mordki Wam się wykrzywiły chociaż w maleńkim uśmiechu. :) Ja ponownie uciekam i mam nadzieję, że po weekendzie znajdę więcej czasu na bloga - bo ten tydzień jest na prawdę zwariowany.
Pozdrawiam i do następnego! 

22 komentarze:

  1. Kochana :-* powodzenia w całym tym biegu :)
    Dialogi dobre nie mam pytan :D
    Udanego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Już nie mogę się doczekać, aż trochę odsapnę. :-)
      Dziękuję i wzajemnie kochana :-*

      Usuń
  2. Powodzenia. Mordka sie "wykrzywiła" :-)

    blogbutterflyblue.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. No to czekałam :) Numer 3 mnie rozwalił :D
    I czekam na następną część :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się. :)
      A ja czekam, aż będę w stanie napisać normalny post. xD

      Usuń
    2. A jakie to są normalne? :P Nie zauważyłam, żeby ten był chory psychicznie :p

      Usuń
    3. Hahaha, no taki, żebym mogła do niego spokojnie usiąść i poświęcić więcej czasu na wylewanie swoich przemyśleń. :P

      Usuń
  4. moje posty również blokuje szkoła :/
    http://madeleinye.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blog nie zając - nie ucieknie. ;) A szkoły lepiej nie zawalać.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Niektóre teksty tak mnie bawią, że śmieję się do rozpuku :p

      Usuń
    2. No to cieszę się bardzo! ;) Widzisz, jakie śmieszne mam życie. :P

      Usuń
  6. Widzę więc, że i Ty ostatnio dość zalatana jesteś ;p Ale wolne dni uświadamiają mi, że jednak dobrze mi mieć tą pracę. Koperta z wypłatą to jeszcze potwierdziła xD
    Z takich tekstów u mnie to nie zapomnę tekstu mojej mamy, rok temu na cmentarzu podczas Wszystich Świętych. Szedł sobie Paweł, chłopak tej mojej Karoliny, kumpel mój a moja mama do niego: A co Ty tu robisz?? z takim mega zdziwieniem ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak... Jestem, jestem. Ale masz rację - wypłata potwierdza, że warto. :D
      Hahah, mamy mają czasem takie wyskoki. xD

      Kiedy wracasz na bloga???????????

      Usuń
  7. Fajnego masz chłopaka xD
    I kolegę z pracy też... chyba :D
    I koleżankę z ławki z technikum też! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no, fajnymi ludźmi się otaczam. :D

      Usuń
  8. A u mnie w mieście nawet pół chińczyka nie ma :D to znaczy jest, ale to szmaty są :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Pozostaje mi tylko życzyć Ci wytrwałości ze studiami.
    A dialogi są bezkonkurencyjne. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;)
      Cieszy mnie taka opinia. :D

      Usuń