poniedziałek, 21 września 2015

168. Praca nie moich marzeń - czyli o tym, że warto być otwartym na szanse rzucane przez los.

Witajcie kochani. Jak minął Wam weekend? Żeby nie powiedzieć - cały tydzień :P - tak wiem, miałam pisać częściej i na prawdę chciałabym, ale oczywiście nie wyrobiłam się. A to późny powrót i zmęczenie, a to wizyta u lekarza, a to coś tam jeszcze, no i tak mi się zeszło... cały tydzień. 
Zastanawiałam się jakiś czas, o czym napisać do Was najpierw i doszłam do wniosku, iż najbardziej na czasie będzie zdanie Wam relacji z mojej pracy - bo obecnie chyba o tym najczęściej myślę, najbardziej to przeżywam i nadal się fascynuję - dopóki nie popadnę w monotonię i nie zacznę zrzędzić, jak cała reszta świata spędzająca pół dnia za biurkiem. :P A poza tym stwierdziłam, że Warszawa nie zając - nie ucieknie i spokojnie zdążę Wam o niej opowiedzieć nieco później. :)


Na samym początku muszę się Wam przyznać, że gdy dostałam w Urzędzie skierowanie na staż w tej właśnie firmie, nie byłam jakoś pozytywnie nastawiona i nie chodziło tutaj o moje szanse czy to, że mogłam się bać, iż się nie dostanę, tylko o sam fakt, że nie podobało mi się miejsce i nie chciałam tam iść. Jednak w momencie, gdy byłam już na miejscu i spotkałam tam na prawdę fajnych ludzi, tworzących świetną atmosferę, zapragnęłam aby wybrali właśnie mnie. Tak też się stało - chociaż na telefon musiałam sobie poczekać cały weekend. 
Tak też od dwóch tygodni pracuję sobie w dużej firmie, zajmującej się międzynarodowym
tumblr
transportem ciężarowym. Żadne korpo, prywatna firma starszego pana i jego synów. Wszyscy bardzo pozytywni chociaż w sumie każdy inny - Szef, zwany rzez wszystkich SZEFEM - z pozoru poczciwy dziadek, trochę pan starej daty, jednak ma głowę na karku i nie powiem - chyba przed nim czuję największy respekt. :P (chociaż dzisiaj zaczepił mnie i zapytał czy ten mój peugeot to diesiel, a gdy odpowiedziałam, że tak - stwierdził, że jak nie będę miała paliwa, to mam przyjść, a on mi doleje :D Fajny szef, co nie? :P Chociaż pewnie nie będę miała śmiałości i nie pójdę, ale miło z jego strony). M. - starszy z braci, siedzi z nami w biurze. Początkowo jego też się bałam, ale chyba dlatego, że wieeeelki z niego chłop. :D Jednak z tak samo dużym poczuciem humoru i całkiem spoko charakterem. No i trzeci G. - typowy cwaniak i gwiazdeczka - zarówno z wyglądu, jak i zachowania. W dodatku dobry kumpel brata mojego B. :P Wpada do nas co drugi dzień pobujać się po pokojach i wychodzi. xD No, ale co tam - jak lubi... 
Tyle o "zarządzie", skupmy się teraz na atmosferze, bo to liczy się dla mnie najbardziej. A więc ludzie w firmie są na prawdę mili i sympatyczni. Nikt się nie wywyższa, chociaż połowa pracowników to chyba rodzina szefa. :D Każdy każdego traktuje na równi i pomaga sobie wzajemnie w razie potrzeby. Najlepsze dla mnie było to, iż już pierwszego dnia, wszyscy Ci ludzie kazali do siebie mówić na "TY" mimo, iż z większością z nich dzieli mnie pewnie minimum 10 lat. Przyjęli mnie bardzo ciepło, trochę interesowali się skąd jestem, jak się nazywam, co robiłam wcześniej - ale nie było w tym niczego nachalnego. Podobało mi się również to, że od razu zostałam oprowadzona po firmie, zapoznana z aneksem kuchennym i ekspresem do kawy, co zakończyło się słowami - "Jak coś stąd chcesz, to po prostu bierz." :D
Kolejną atrakcją w mojej firmie jest fakt, iż mamy... KOTA! Firmowego. :D Dla jasności - jest to żywy kot. Rudy kocur, o imieniu Ryży. Podobno przybłąkał się do firmy w czerwcu i tak już został. Codziennie rano M. (nie szef :P) serwuje mu śniadanie, za co on odwdzięcza się skacząc mu po biurku. :P Ma on również własną zabawkę - myszkę ze sznurka z którą szaleje po całym biurze. Przyznajcie się - co jak co, ale kota w biurze byście się nie spodziewali, co nie? :D Ja też nie, ale z racji tego, iż uwielbiam koty, to jestem tym faktem zachwycona. Nic nie poprawia lepiej humoru o ósmej rano, niż kocia mordka na biurku.  <3
Co do kwestii bardziej formalnych, to już pierwszego dnia dostałam własne, nowe biurko i osobny czyściutki komputer. Zdziwiłam się, gdy włączając go przywitała mnie nazwa użytkownika z moim imieniem. :D Od razu poczułam się częścią tej ekipy, tak samo, gdy kolega M. tworzył mi osobny profil do programu spedycyjnego - nie tak jak do tej pory miało to miejsce na praktykach - zaloguj się na X. zrób to z konta Y. Tutaj mam swoje własne konto! Mało tego swój własny komputer! I biurko! Ucieszyłam się również, gdy E. powiedziała mi, że czeka też na mnie firmowy mail, z oryginalną firmową domeną  (matko jak ja się tym wszystkim jarałam xD). 
Ogólnie rzecz biorąc wspomniana E. jest takim trochę szefem - jest wyżej niż inni, jednak i tak każe do siebie mówić po imieniu. Mam z nią bardzo pozytywny kontakt i to właśnie z nią spędzam najwięcej czasu, chociaż powiem Wam szczerze - przez pierwsze dni mnie irytowała. A czym? Wymyślaniem mi miliona zajęć - nie skończyłam robić jednego zadania, a na biurku czekały już na mnie trzy kolejne rzeczy do ogarnięcia. Obecnie sytuacja ani trochę się nie zmieniła, jednak teraz jestem za to wdzięczna, bo dzięki temu to osiem godzin mija mi w mgnieniu oka. Chyba nie ma nic gorszego niż nuda w pracy. A tutaj właśnie dzięki E. ciągle coś robię, wdrażam się coraz głębiej w firmę i wszystkie rzeczy wykonuję coraz sprawniej, a przy tym czas mija mi bardzo szybko. 
google
Skoro wszystko już wiecie pozostaje jeszcze pochwalić się swoimi obowiązkami. Docelowo miałam być spedytorem i być może na tym stanowisku zakończę. Wiecie spedytor ma przypisanych kilku kierowców, ustala im trasy i dostawy z zagranicznymi kontrahentami  oraz czuwa nad nimi przez cały czas, by przestrzegali przerw, jechali wyznaczonymi drogami, by nie zabrakło im paliwa itp. Obecnie jednak pełnię funkcję sekretarki, która jest na urlopie macierzyńskim. Zajmuję się pocztą, kartotekami kierowców, rozliczaniem paliwa i takim różnymi pierdołkowatymi sprawami. A gdy E. nie zdąży mi niczego wymyślić (tak są takie momenty, gdy np. zejdzie się pełno kierowców, którzy jadą w trasę czy właśnie z niej wrócili) - pomagam dziewczynom w księgowości - dziś np. bite 7 godzin dekretowałam wyciągi bankowe i powiem Wam, że te 7 godzin minęło mi jak 30 minut. :P Bo ja to po prostu lubię. :D 
Ogólnie rzecz biorąc praca w tej firmie bardzo mi się podoba i muszę się Wam przyznać, iż nie miałam pojęcia, że w transporcie tyle się dzieje i że aż tyle jest do zrobienia! Kierowcy są rozliczani dosłownie ze wszystkiego, każde auto musi być wyposażone w zagraniczne odpowiedniki polskich VIATOLI - przez co nasi wożą ze sobą chyba z 6 takich pudełeczek, z czego każde ma swój numer i jest przypisane do konkretnego samochodu. Tak samo auta są przypisane do kierowców - każdy z nich ma swoje osobiste. Wszystkie auta i naczepy muszą być ubezpieczone, więc pojawiają się kolejne segregatory, dodatkowo prowadzona jest ewidencja dowodów rejestracyjnych i jeszcze na prawdę mnóstwo innych rzeczy, z których tak na prawdę nie zdajemy sobie sprawy. Bo w sumie co to nas obchodzi, póki tam nie pracujemy? :P
Jak mogę tę notkę podsumować? No cóż, mimo, iż nie jest to taka typowa praca w moim zawodzie i nie jestem "nudną księgową", jestem zadowolona z takiego obrotu sprawy. Rozwijam się na nowej płaszczyźnie, zdobywam nową wiedzę z dziedziny logistyki, którą jakiś czas temu uważałam za nudą. Teraz jednak po raz kolejny sprawdzają się słowa, iż należy być otwartym na nowe horyzonty - bo bądźmy szczerzy - czego nowego mogę się nauczyć w księgowości po siedmiu latach nauki?? Obecnie sterczenie przed tablicą ogłoszeń i uparte szukanie pracy w księgowości byłoby dla mnie pójściem na łatwiznę i zamknięciem się w tej złotej klateczce. Pewnie, że robienie, tego co się lubi i potrafi jest fajne, ale wydaje mi się na dłuższą metę nudne. Najważniejsze to rozwijać się - tworzyć siebie na nowo. Więc może czasem warto zdjąć klapki z oczu i zejść z wytyczonej ścieżki, by poznać coś nowego, by sprawdzić się w nowej dziedzinie?
Ja nie mówię, że zostanę w tej firmie na długo - czeka mnie tam na pewno najbliższych 9 miesięcy, a co potem? Zobaczymy. Nie jestem w stanie już dziś powiedzieć Wam czy ta praca mi się znudzi. Może tak, może nie. Być może za jakiś czas zacznę rozglądać się za stanowiskiem księgowej - bo uznam, że praca spedytora nie jest dla mnie. Być może zamarzy mi się pójście na łatwiznę i w tę stronę pokieruję swoje życie. Na chwilę obecną jednak jestem bardzo zadowolona, że trafiłam właśnie do tej firmy i każdego dnia mogę pogłębiać swoją wiedzę w nowej, nieznanej mi dotąd dziedzinie. :) 

A jak tam Wasze aspiracje zawodowe? Trzymacie się jednej utartej ścieżki czy może jesteście otwarci na różne kierunki?? :) 
Pozdrawiam i życzę Wam dużo ciepła, opatulona wielkim kocem! :D

40 komentarzy:

  1. Tylko pogratulować! :) Mam nadzieję, że i ja kiedyś trafię na pracę idealną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)
      Też mam taką nadzieję, bo jak się praca człowiekowi podoba, to nawet wstaje się przyjemniej. :P

      Usuń
    2. Ja swoją nienawidzę zanim tam poszłam xD

      Usuń
    3. Ty w ogóle jesteś agentka xD

      Usuń
  2. Ja dostałam prawie palpitacji serca, kiedy w Gazecie rok temu od razu dali mi swój komputer, MEJL z imieniem i nazwiskiem i dopiskiem gazety, przy PRZEPUSTCE to nieomal zeszłam na zawał, gdy przewieszałam sobie ją przez głowę XD

    cieszę się, że trafiłaś tam, i że Ci się podoba - a to, że ludzie są ważni, nawet w pracy, też odkryłam - przynajmniej dobrze czas tam leci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli wiesz co czuję i przeżywam! <3

      Ja się przekonałam podczas zeszłorocznych praktyk, gdzie jedna K. działała mi na nerwy i głównie przez nią nie składałam w tym roku do owej firmy podania o pracę. :P

      Usuń
    2. Taaaaaaaaaaaak <3

      Sądzę, że oni Cię po tym stażu zatrudnią. nie chciałabym zapeszać, ale wiesz :)

      Usuń
    3. Zatrudnić mnie muszą na minimum 3 miesiące na umowę o pracę, bo tak mam w umowie stażu. :D A co dalej, to zobaczymy. :P

      Usuń
    4. Pewnie im się spodobasz i zostaniesz tam na dłużej :D

      Usuń
    5. A mogłabym. :D Na jakiś czas na pewno. :)

      Usuń
  3. Boziu, aż teraz zatęskniłam za moim firmowym, bezimiennym kotem, który zakradał się do biura <3
    I najważniejsze, że jakoś się tak w miarę pozytywnie w tej pracy układa. Oby takie szczęście sprzyjało Ci cały czas! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli zjawisko kotów w biurze jest powszechniejsze niż myślałam. :D
      Dziękuję, za piękne życzenia. Mam nadzieję, że tak będzie. :)

      Usuń
  4. Bardzo fajna praca i przede wszystkim to, że jesteś z niej zadowolona :)
    P.S. Tło tekstu niestety nie jest zbytnio czytelne, przez to, że nie jest jednolite.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wątpliwości - jednak dobrze trafiłam. :)
      Słyszałam już o tym kiedyś, jednak nie mam czasu na odpicowanie bloga, a jeśli mam zmienić coś na szybko, żeby mi się nie podobało w 100% to wolę tego nie ruszać wcale. :P

      Usuń
  5. To trzeba przyznać, że całkiem fajna praca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe gdzie ja będę pracować hehe :p

      Usuń
  6. trzeba przyznać że skro Twój szef wie wiele to należy mu się respekt i szacunek bo nie raz idę do urzędu i okazuje się że ten ledwo co obsługuje komputer

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W urzędach to ja notorycznie jestem zasypywana pustą teorią. :P

      Usuń
  7. Ja się nawet nie będę wypowiadać w kwestii moich ostatnich doświadczeń zawodowych, bo jak czytam o Twoim szczęściu i jaką masz zaczepistą firmę to chce mi się usiąść w kącie i wyć ;) Coś czuję, że poszłaś tam na staż, ale chyba tak prędko Cię stamtąd nie wypuszczą :D A Ty przeczuwasz coś że dostaniesz normalną umowę? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej no bez przesady. :)) Na pewno znajdziesz jeszcze pracę, z której będziesz cholernie dumna, a my będziemy czytać z podziwem i zazdrością. :D
      Po stażu mam zagwarantowane 3 miesiące na umowę o pracę. A co będzie dalej? Nie wiem, zobaczymy czy odpowiednio wdrożę się w firmę. :D Tak jak napisałam na końcu notki - na dzień dzisiejszy nawet nie jestem w stanie się zadeklarować czy na 100% chciałabym tam zostać. Czas pokaże. :)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że znajdę ją przed 67 rokiem życia, a narazie, chociaż wiem że jeszcze masa czasu, ani widu ani słychu ;) Miałam dobry plan jak się za to zabrać a wszystko diabli wzięli a raczej jedna firma chociaż to chyba to samo ;)
      W takiej pracy byś nie chciała zostać? :P Kochana, weź się wczuj w moją rolę teraz i sobie wyobraź i pomyśl o tym jeszcze raz :D

      Usuń
    3. Hahah dobry żart z tymi 67. latami. :P
      Wiesz, jak tak teraz myślę, to fajnie byłoby tam zostać chociaż do końca studiów. Zawsze to jakaś stabilizacja i jeden problem z głowy.

      Usuń
    4. Czas wszystko pokaże, ale na pewno podejmiesz dobrą decyzję :) Ważne, żebyś to Ty była szczęśliwa :)

      Usuń
    5. Ciężko podejmować takie decyzje po dwóch tygodniach pracy. :D Zobaczymy za miesiąc, za pół roku. :)

      Usuń
  8. Potwierdzam: warto! Zajrzyj do mnie w wolnej chwili: http://virgo1982.blogspot.com/, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. W Domu Pomocy Społecznej też mamy koty XD Znaczy jeszcze tam nie pracuję, ale wiem że są, bo zarząd pozwala się opiekować pacjentom wszystkimi kotami po kolei w okolicy i...może coś w tym jest, nic tak nie tworzy atmosfery idealnej pracy, jak kot?:D A tak na poważnie, to cieszę się, że w tych sprawach, zawodowych ci się tak układa:) Ponoć udana praca to 1/3 udanego życia, ot co:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam kiedyś książkę o kocie w takim domu opieki. :) Myślę, że koty zapewniają idealną atmosferę i nawet jak ktoś deklaruje się, że ich nie lubi, to taki widok z rana wywołuje na twarzy chociażby cień uśmiechu. :)
      Też się cieszę, że nie chodzę tam na siłę, chociaż po pierwszych trzech dniach miałam kryzys i beczałam mojemu B., że już nie chcę tam chodzić. xD

      Usuń
    2. Po prostu to jest swojego rodzaju zooterapia. Sama wiem, jak mi moje koty poprawiają humor ja jest mi źle, a człowiek w takim DPS też...chce się czuć potrzebny, czekać na te zwierzęce odwiedziny. Więc to jest genialna sprawa.
      Bo to jest tak, że do pracy trzeba przywyknąć, ja tak mam w każdej nowej pracy XD Ale już wiem, ze trzeba dać sobie tak z tydzień, dwa...a potem się okazuje, że jest genialnie, tak jak w twoim przypadku:)

      Usuń
    3. Oj na pewno jest to pozytywna terapia. Nawet gdy E. mówi do naszego kota "spierdalaj" gdy ten wskakuje jej na krzesło, to mówi to z uśmiechem. :D
      Trzeba poczuć, że jest się na swoim miejscu. Ja nie lubię czuć się "nowa". :P

      Usuń
  10. Witaj, Oironio.
    Bardzo cieszę się, iż udało Ci się dostać na ten staż, a co więcej sama się do niego przekonałaś. Atmosfera w pracy jest bardzo ważnym czynnikiem tak naprawdę. Aaaa, macie firmowego kota? :) Bardzo ciekawie, chociaż ja nie przepadam za tymi zwierzakami. E. to chyba osoba dosyć specyficznie, ale dzięki niej nie możesz narzekać przynajmniej na nudę. :) Moja kuzynka pracowała w firmie takiej jak Ty. :) Teraz tak sobie przypomniałam ;p No i oczywście - na koniec co prawda, ale zawsze - GRATULUJĘ!
    Pozdrawiam
    (http://okiem-kobiety-na-swiat.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Masz rację, że E. jest specyficzna, ale na szczęście mamy ze sobą dobry kontakt, bo takie osoby najlepiej mieć po swojej stronie. :)

      Usuń
  11. Dobrze, że jesteś zadowolona ze swojej pracy i że Ci się ona podoba, to bardzo ważne :)
    Z wykształcenia jestem bibliotekarką ale pracuję w sklepie, nie o takiej pracy marzyłam, ale lubię to co robię i jestem zadowolona, chociaż czasem jest ciężko. Może kiedyś zmienię branże i spróbuję czegoś nowego - zawodowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Trzeba być otwartym na nowe horyzonty i w obecnych czasach, nie ma co wybrzydzać z pracą. :P

      Usuń
  12. Miła atmosfera jest najważniejsza. Wszędzie! Byłam teraz w szpitalu i wszyscy byli tacy mili i kochani i dzięki temu pobyt tam nie był dla mnie karą i minął mi naprawdę szybko.
    A widzisz, nie pracujesz w księgowości, a i tak zdarza Ci się tym zajmować, więc w zasadzie to praca marzeń - i się rozwijasz i robisz to co lubisz :D

    OdpowiedzUsuń