wtorek, 29 września 2015

170. Wilanów i Łazienki - czyli pożegnanie lata w Warszawie cz. II

Witajcie kochani! Jak minął Wam weekend i początek tygodnia? Mi bardzo szybko, mimo iż w ten weekend leniłam się za dwóch, nie wytykając nosa na zewnątrz. W pracy za to robię 10 rzeczy na raz, ucząc się przy tym wielu nowości. Co jak co, ale ja cieszę się, że mam co robić w pracy, bo przynajmniej te 8 godzin mija mi w mgnieniu oka. Przełożona pozwala mi na coraz większą samodzielność, przez co czuję się pewniej i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że znalazłam się tutaj nie przypadkiem i jest to moje miejsce, które zagrzeję na dłużej. :) No i na koniec HIT - dzisiaj E. wypuściła mnie wcześniej do domu! Sama z siebie! Szok, szok, szok. Chyba zapiszę to sobie w kalendarzu, bo pewnie zbyt szybko się taka sytuacja nie powtórzy. xD
A teraz kończąc podnietę moim fascynującym życiem i pracą przejdę do tematu notki i zabiorę Was w dalszą podróż po Warszawie i okolicach - tylko uwaga, ubierzcie się ciepło, bo aura nie będzie najpiękniejsza. :)

środa, 23 września 2015

169. Zamek, pałac i muzeum - czyli o tym, jak żegnałam lato w Warszawie cz. I

Witajcie kochani. Musicie przyznać, że po ostatniej przerwie, która zdawała się nie mieć końca, nie spodziewaliście się mnie tutaj tak szybko. :P Ale oto jestem, co jest tylko dowodem na to, iż coraz lepiej radzę sobie z organizacją czasu po pracy. Jeszcze trochę, a okaże się, że mam go w nadmiarze i wieczorami będę jęczeć z nudów. xD A tak serio - trochę tęskno mi za takim błogim lenistwem i nieróbstwem. Na szczęście weekend za pasem, więc nie ma co narzekać. :) 
Dziś postanowiłam uraczyć Was wpisem na temat mojej ostatniej wizyty w Warszawie. 

poniedziałek, 21 września 2015

168. Praca nie moich marzeń - czyli o tym, że warto być otwartym na szanse rzucane przez los.

Witajcie kochani. Jak minął Wam weekend? Żeby nie powiedzieć - cały tydzień :P - tak wiem, miałam pisać częściej i na prawdę chciałabym, ale oczywiście nie wyrobiłam się. A to późny powrót i zmęczenie, a to wizyta u lekarza, a to coś tam jeszcze, no i tak mi się zeszło... cały tydzień. 
Zastanawiałam się jakiś czas, o czym napisać do Was najpierw i doszłam do wniosku, iż najbardziej na czasie będzie zdanie Wam relacji z mojej pracy - bo obecnie chyba o tym najczęściej myślę, najbardziej to przeżywam i nadal się fascynuję - dopóki nie popadnę w monotonię i nie zacznę zrzędzić, jak cała reszta świata spędzająca pół dnia za biurkiem. :P A poza tym stwierdziłam, że Warszawa nie zając - nie ucieknie i spokojnie zdążę Wam o niej opowiedzieć nieco później. :)

poniedziałek, 14 września 2015

167. Trening pozytywnych myśli - wspominam sierpień.

Witajcie kochani. Wasza córa marnotrawna wróciła. Na prawdę sporo czasu zajęło mi ogarnięcie siebie i wszystkiego wokół po powrocie z Warszawy. Prawdopodobnie dlatego, że bez najmniejszego dnia przerwy, od razu wylądowałam w pracy i dopiero uczę się organizować sobie czas, z ośmioma godzinami dziennie wyjętymi z życia. 
Pierwsze dni były dla mnie masakrą - kto wymyślił tak wczesne wstawanie!? A do tego jeszcze ten ziąb na dworze. Dziś całe szczęście się ociepliło i mogłam iść do pracy bez kurtki. Po południu, gdy byłam zanieść listy na pocztę, świeciło nawet słońce i pogoda była prześliczna. Miałam wielką ochotę na bieganie, jednak gdy wyszłam z pracy o 16. zastałam na zewnątrz okropne szaro-brązowe chmury, które nie opuściły mnie aż do teraz. Mimo, iż na dworze nie jest tak zimno, jak wygląda zza okna - nie poszłam biegać, w obawie przed ulewą, która w każdej chwili mogłaby spaść na mnie. A dodając do tego wiatr - coś czuję, że wylądowałabym u lekarza. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej i bez żadnej wymówki pójdę docierać swoje nowe buty. ^^ 
Co do samej pracy i pobytu w Warszawie - mam pomysły na osobne posty - typowo relacyjne, jednak widzicie jak to teraz jest - pomysły są, a czasu właśnie za bardzo nie ma (jeszcze wyzwanie od Lusi czeka w kolejce! :O Pierwszy raz mam wrażenie, że chyba jednak nie zdążę :P). Mam nadzieję, że z upływem kilku dni nauczę się pożyteczniej gospodarować swoim czasem do tego stopnia, iż na wszystko będzie mi go starczać. 
Dziś natomiast mam dla Was post, który powinien był pojawić się tutaj już dużo wcześniej - jednak lepiej późno niż wcale - wspominam sierpień!

środa, 2 września 2015

166. Sierpień - sportowe podsumowanie miesiąca.

Witajcie kochani! Jak się czujecie po ustąpieniu upałów? Ja Wam powiem, że nie spodziewałam się, iż poczucie chłodnego powiewu na skórze może być tak przyjemne. Wiem, że jeszcze będę jęczeć i tęsknić za latem, ale taka ulga jest na prawdę potrzebna - przynajmniej na chwilę obecną. 
Co do jakiś newsów z mojego życia - tutaj z przykrością informuję, iż owych brak. Nic się nie dzieje, a może dzieje się zbyt wiele, że nie jestem w stanie wyselekcjonować tych najważniejszych rzeczy. Tak więc zamiast paplania bez sensu, przejdę do tematu posta - czyli sportowego podsumowania sierpnia.