piątek, 21 sierpnia 2015

162. Gwiazdy z Urzędu Pracy.

Witajcie kochani! Jak się czujecie z myślą, iż już po niedzieli czeka nas ostatni tydzień sierpnia? Uczniowie z pewnością, nie chcą o tym słyszeć i starają się wykorzystać te ostatnie dni na maksa - przynajmniej ja tak miałam. Tyle o ile nie przemęczałam się przez całe wakacje z nadmierną aktywnością, to z ostatniego tygodnia starałam się wycisnąć ile tylko było możliwe. 
Studenci, za to z wrednymi uśmieszkami odpowiedzieliby pewnie z pełnym cwaniactwem, że przecież jeszcze MIESIĄC wakacji. A no tak... Racja, też tak mam. :P 
Nie mniej jednak, staram się bardzo o to, by od tego września już nie leserować tak, jak to miało miejsce przez ostatnie dwa miesiące i znaleźć sobie jakieś płatne zajęcie. 
Z tego względu odwiedziłam wczoraj Urząd Pracy i o tym, kogo tam spotkałam, chciałam się z Wami podzielić...
Ale od początku - zarejestrowałam się w UP, jakoś końcem lipca. Tydzień później otrzymałam list z wezwaniem i powiadomieniem, iż mają dla mnie propozycję stażu.
Ogólnie od początku byłam cała w euforii, bo to już po tygodniu coś dla mnie mają, poczułam się tak och i ach - wiecie pierwsze wezwanie, to człowiek pojęcia nie ma co się z czym je i cieszy się z byle głupoty.
Całe wezwanie miałam na wczoraj, więc wybrałam się do danej placówki, w godzinach porannych,
tumblr
nieco zestresowana, chyba bardziej nową sytuacją niż czymkolwiek innym. Gdy dotarłam na miejsce, mój idealny obraz Urzędu, stażu i całej otoczki runął w gruzach.
Otóż byłam pewna, iż mają dla mnie jakąś indywidualną ofertę, skoro na stronie Urząd z taką dumą obwieszczał, iż ma ofert staży od groma i jeszcze trochę. A cóż okazało się na miejscu? A no okazało się, że poza mną, na godzinę 9.30 zaproszonych zostało jeszcze ponad 10 osób i WSZYSTKIE otrzymały skierowanie na TEN SAM STAŻ. No cóż, lekko zniechęcona wzięłam skierowanie i udałam się pod wskazany adres - na rozmowę z pracodawcą... ja plus pozostałe ponad 10 osób.
Oczywiście nie obyło się bez kolejki, jednak na samej rozmowie humor zdecydowanie mi się poprawił. Rekrutację przeprowadzała młoda, uśmiechnięta kobieta, która sprawiała na prawdę pozytywne wrażenie, aż mi się zachciało w tym miejscu pracować. Pytała o moją historię na uczelni, doświadczenie zawodowe, znajomość języków obcych czy obsługę komputera. Atmosfera była na tyle luźna, iż co do ostatniego zażartowałam, że obecnie nawet pięciolatki potrafią sprawnie obsługiwać komputer. :P No, ale wracając do rozmowy - moim zdaniem typowe, standardowe pytania. Żadnych ekscesów - nie zdziwiło mnie nawet pytanie o  możliwość rozmawianie w języku obcym przez telefon, bo przecież jest to firma logistyczna (szczerze to trochę mnie taka opcja przeraża, ale jeśli człowiek ogarnie słownictwo branżowe, to myślę, że nie ma problemu, a po drugie - po co stać całe życie w miejscu i za każdym razem mówić, że się nie chce, nie potrafi i boi? Doszłam do wniosku, że trzeba się rozwijać i jeśli mnie na ten staż przyjmą, to mogę i tego spróbować).
No, ale wśród tych ponad dziesięciu osób, trafiły się i takie, które były zaskoczone takim obrotem sprawy. Mało tego! One były oburzone! Bo przecież jak można wymagać od stażysty takiego czegoś?! Powinni dawać jakieś normalne zadania! Ludu! Czy one myślą, że pracodawca przyjmuje stażystów z dobrego serca, by sobie pobimbali i dostali za to pieniążki?? No chyba nie... Pracodawca dzięki stażowi może przetestować przyszłego (lub nie) pracownika, nie ponosząc przy tym kosztów. Dlatego dla mnie czymś normalnym jest, iż stażysta nie będzie parzył kawy (jak to się czasem na praktykach dzieje), a dostanie normalne zadania - jak pozostali pracownicy - czyli tutaj, wykonywanie telefonów. 
Jednak to nie był koniec oburzenia! Na prawdę miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, gdy jedna z oburzonych wykrzyknęła, iż chyba są niepoważni, że osiem godzin mamy tam siedzieć! To powinno być 6, maksymalnie 7 godzin dziennie! Tak, a może od razu dwie, góra trzy??? Ja po prostu nie rozumiem. Dla mnie ten staż identyfikuje się z pracą, może i faktycznie gorzej płatną, ale cóż - lepszy rydz, niż nic. No i może faktycznie, nie obraziłabym się, gdyby ten wymiar godzin był zredukowany do siedmiu. Mimo tego, uważam jednak, iż te osiem godzin, to nie jest nic przerażającego i nie ma sensu robić nad tym afery... Ludzie pracują po 10-12 godzin dziennie, bywa, że za gorsze pieniądze i nawet nie piskną, a tutaj? Jeszcze się na staż nie dostała i już psioczy, że za długo musi tam siedzieć (to jest pewność siebie! :D ). 

Co do całego stażu - odpowiedź mam otrzymać do poniedziałku, jeśli mnie przyjmą, a jeśli nie - będzie cisza. Dlatego też nie rozstaję się z telefonem, czekając na jakąś pozytywną wiadomość - jednak póki co, cisza. Z jednej strony fajnie byłoby wiedzieć, że ma się już zapewnioną jakąś w miarę ambitną pracę na te pół roku, z drugiej - jeśli mnie nie przyjmą, to płakać nie będę. Może trafi się coś lepszego? :)

Teraz opuszczam Was, nadal przyklejona do telefonu i pełna nadziei, a Wy cieszcie się piątkiem. :P
Pozdrawiam i do następnego! :)

32 komentarze:

  1. Trzymam kciuki, ale nawet gdyby się nie udało to i tak górujesz w kwestii językowej więc prędzej czy później trafi się coś super. Myślę jednak, że i teraz jestes b.mocnym kandydatem więc jestem dobrej myśli :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dziś już mogę powiedzieć, że... UDAŁO SIĘ. :)

      Usuń
  2. Haha ;D Standard. Mi babka w PUPie otwarcie powiedziała, że oni w znalezieniu pracy nie pomogą. PUP daje pracę tylko osobom w nim pracującym ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, a mi się udało dostać ten staż. :)

      Usuń
    2. Staż to pikuś. Prawdziwe cyrki są przy pracy ;D

      Usuń
    3. No fakt, jak przeglądałam oferty zaserwowane przez panią, to sama praca fizyczna - nic ambitnego mnie tam nie spotkało. :P

      Usuń
  3. o rety, jakbym czytała o sobie jakieś 5 lat temu. urząd pracy to temat rzeka - zawsze wychodze negatywnie nastawiona do ludzi tam pracujacych praktycznie po kazdej wizycie. dlatego niezmiernie sie ciesze, ze za tydzien sie wyrejestruje bo dostałam pracę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego negatywnie? Ja spotkałam miłe panie, tylko ta ostatnia, która dawała mi skierowanie była nieco wredna. :P

      Usuń
  4. Myślę, że Cię przyjmą, bo po pierwsze miałaś jako jedna z nielicznych osób pozytywne nastawienie i czułaś się ok co na pewno było widać i czuć ;) Zaś niechęć innych również z pewnością dało im się łatwo wyczytać z twarzy.
    Uważam też, że właśnie takie osoby jak te, z którymi się spotkałaś tworzą stereotyp o tym, że w Polsce pracy nie ma, że studenci mogą pracować tylko w Biedronce oraz że wszyscy pracodawcy wykorzystują pracowników. Chcieliby od pierwszego dnia pierwszej pracy mieć samochód służbowy, 10 tysięcy miesięcznie na rękę i by wszyscy im z drogi schodzili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dziś zadzwoniła Pani i oznajmiła mi, że wybrali mnie na staż. :)
      One jak dla mnie były za mocno wytapetowane jak na biedronkę. :D Także na pewno powiedziałyby, że to nie praca dla nich. :P No dokładnie tak jest... Naoglądają się filmów i potem się w głowie przewraca. :P

      Usuń
    2. Wiedziałam :D Gratuluję :*
      Wytapetowane powiadasz? :D

      Usuń
    3. Dziękuję. :)
      No... Ja to się na imprezę tak nie maluję, jak one przyszły na tę rozmowę. :P

      Usuń
  5. Jak mnie śmieszą tacy ludzie, którzy to od razu zakładają, że wszystko musi być fajnie, pięknie i po ich myśli, najlepiej żeby w ogóle się nie musieli napracować, a pieniążki niech przyjdą same.
    Trzymam kciuki za staż :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealny obraz ludzi na zasiłku - po co szukać pracy, jak i tak 8 stówek wpadnie za siedzenie w domu? :P
      Dzięki, udało się! :D

      Usuń
  6. Dla mnie te pytania przy rekrutacji to coś normalnego, ale najwidoczniej niektórzy ludzie nie potrafią sobie radzić z podstawowymi zadaniami. Ludzie myślą, że w pracy to się siedzi i się nic nie robi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, w mieście coś normalnego - już na studiach Cię do tego przygotowują, a jak ktoś skończył zawodówkę, to wiadomo jak ten język wygląda. Leserstwo się szerzy. :D

      Usuń
  7. przyjmą, zobaczysz :)
    nie zniechęcaj się i wykorzystaj ten czas na maxa :)

    udanego weekendu i dobrych wieści!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i przyjęli. :D Teraz muszę na maksa skupić się na języku. :P

      Usuń
  8. Na szczęście ominęłam Urząd Pracy szerokim łukiem, pierwszą pracę w Polsce znalazłam na własną rękę - pizzeria + pub = najlepsza praca jaką miałam w życiu :) Później kilka holenderskich porażek, aż w końcu administracja w transporcie - przyznam, że bałam się okrutnie, nie miałam żadnego doświadczenia ani w administracji ani w transporcie międzynarodowym. Ale do odważnych świat należy, w obcych sobie językach pracuje i w ogóle nie żałuję - to jest coś co chciałabym robić w życiu. Czysty przypadek podsunął mi dobry pomysł na życie. Mam nadzieję, że Tobie się uda i poznasz coś nowego i ciekawego :)
    Powodzenia!

    www.katee-m.blogspot.nl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie też bym sama sobie coś takiego znalazła, tylko sęk w tym, iż ja uparłam się na pracę w zawodzie i póki mnie nie "przyciśnie" poniżej swojego wykształcenia nie zejdę. :P
      Możemy sobie przybić piątkę, bo również dostałam się do administracji w transporcie. :D Super, że Ci się udało, no i że przy okazji rozwijasz się językowo. :)

      Usuń
  9. Najlepiej to niech ci inni siedzą w domu i dostają za to pieniądze :) ludzka mentalność, czyli jak zarobić, żeby się nie narobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, kombinacje na szeroką skalę. :)

      Usuń
  10. ludziom ciężko jest dogodzić...:) trzymam kciuki! :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Wchodzę, patrzę, nie za długa notka... :o No, przynajmniej deko krótsza niż zwykle.
    W każdym razie powodzenia życzę. Wiesz, niektórzy są tacy, ze rączek pobrudzić nie mogą jakąkolwiek pracą, jakimkolwiek wysiłkiem. Po prostu inni niech zapieprzają. Dobrze jest przyjmować jednak wyzwania. Dasz radę. A języki rozwijać można, przydatna funkcja.
    Niektórym ciężko dogodzić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nadal trzymam mocno kciuki, chociaż mam nadzieję, że jednak dali już znać? :)
    I och, te ludzkie narzekanie... niektórzy to by chcieli leżeć, nic nie robić i liczyć na to, że pieniądze będą leciały z nieba -.- Zresztą... pieniądze pieniędzmi, ale i o rozwijanie się chodzi przecież. Ale tak to już jest. Kraj kwitnącej cebuli :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Tak, dali - przyjęli mnie. :D

      Usuń