poniedziałek, 17 sierpnia 2015

160. Moje ulubione... [4/30]

Witajcie kochani. Wreszcie po dość intensywnym weekendzie udało mi się usiąść na dłużej przy komputerze i zająć się blogiem. W ten weekend przejechałam rowerem ponad 50 km i zaliczyłam kolejną rodzinną imprezę, raczej ostatnią na horyzoncie (chociaż nigdy nic nie wiadomo). Tak więc dziś nadszedł dzień, kiedy to powracam do "Lusiowego wyzwania" (kurczę, podoba mi się określenie :D), bo owa Lusia już mnie wyprzedziła, więc nie pozostaje mi nic innego, jak ją dogonić - bo co, jak co, ale w tyle zostawać nie lubię. :P 
Zanim jednak przejdę do posta MUSZĘ, po prostu MUSZĘ podzielić się z Wami dzisiejszym fragmentem dialogu, prowadzonego przy obiedzie, pomiędzy moją mamą, a bratem:

M: - (...) w ten sposób, to liczą Hindusi! 
B: - No to widocznie jestem z Chin! 
(no i tutaj nastąpiło ogólne krztuszenie się obiadem ze śmiechu i krótki spór z dzieckiem, o to, że może jednak jest z Indii, bo w Chinach są Chińczycy. Czekałam jeszcze tylko na stwierdzenie, że w Indiach mieszkają Indianie, jednak nie doczekałam się.) Gdy jednak młody nie chciał ustąpić, mama postanowiła brnąć w to dalej, gdzież i ja się wtrąciłam:
M: To jak jesteś taki mądry, to kto mieszka według Ciebie w Stanach Zjednoczonych?
JA: Stańczycy Zjednoczończycy! (młody popatrzył na mnie z poważną miną, po czym rzekł:)
B: Obama... 

(dziękuję za uwagę, możecie zacząć się śmiać)

Po suchym wstępie czas na soczysty post, a wiec przechodzę do dzielenia się w Wami MOIMI ULUBIONYMI...
Pod ostatnim postem prosiłam Was o podanie jakiś kategorii, wg. których mogłabym tę notkę napisać - udało się kilka wykrzesać, więc spokojnie mogę zaczynać.

1) Ulubiona książka.

Jakimś zapalonym czytelnikiem nie jestem - tutaj przyznam się od razu. Najczęściej czytam w pociągach czy na plaży lub w chwilach, gdy nie mam co zrobić ze swoim życiem i mam ochotę na książkę - czyli nie zbyt często. Mimo tego udało mi się odnaleźć może nie tyle jedną książkę, co całą trylogię, dla której przepadłam bez reszty: Trylogia Driven K. Bromberg
Ten tom mógłby być ulubieńcem również za okładkę xD
Może co niektórzy pamiętają, że pierwszą część zażyczyłam sobie pod choinkę na te święta. Po przeczytaniu jej nie zawiodłam się ani trochę i z ogromnym zapałem sięgałam po kolejne części. 
Jak mogę Wam przybliżyć tę trylogię? Cóż, pierwsze co przychodzi mi na myśl, to ULEPSZONA WERSJA GREYA. Bo faktycznie są elementy wspólne - jak pochodzenie faceta, charakterystyczne przeczesywanie włosów, czy bycie aroganckim dupkiem dla którego liczy się tylko niezłe rżnięcie. Jednak ta powieść została pozbawiona napalonych dziewic czy zapychaczy typu "Halo Joe, co u Ciebie, bo u mnie fajnie, pa". Pojawiają się tutaj za to na prawdę fajne dialogi prowadzone z przyjaciółką, która swoimi odzywkami nie raz przypominała mi mnie samą, osobne wątki z życia bohaterki, która (uwaga!) potrafi funkcjonować bez faceta u boku i nie ryczy całymi dniami po rozstaniu. Więcej o całej trylogii postanowiłam napisać w osobnym poście w formie recenzji - za jakiś czas, ponieważ z taką recenzją się jeszcze nie spotkałam, a myślę, że warto Wam tę powieść przybliżyć. :)
A więc jeśli każecie mi wybrać jedną ulubioną książkę - to niech to będzie drugi tom - Fueled. Napędzani pożądaniem. - najwięcej emocji, zawirowań bohaterów i przewidywalność bliska zeru (serio, momentami zawału można dostać).

2) Ulubiony film.

No i znów ciężki wybór. Do grona kinomanów również nie należę. Czasem wychodzimy z B. do kina, jednak dużo częściej oglądamy wspólnie filmy na laptopie lub w telewizji - w sobotę np. oglądaliśmy "Joe Black" z Bradem Pitem. ^^ Jeśli chodzi o telewizyjne premiery i nie tylko - zdarza mi się również oglądać niektóre filmy z bratem (ponieważ mój B. nie może się do pewnych rzeczy przekonać). Tak też w nieskończoność mogłabym oglądać wszystkie części Batmana, Transformersów czy Spidermana (chociaż tego polubiłam najmniej :P). Lubię też polskie kino, zwłaszcza to stare i niekoniecznie komediowe, bo to czasem zaciąga bardziej żalem niż śmiesznością.
Tak więc jeśli mam dokonać wyboru tego jednego filmu, który mogłabym oglądać w nieskończoność - niech będzie to film mojego dzieciństwa "Killer" z Cezarym Pazurą. Oglądałam go setki razy i zawsze był dla mnie śmieszny. ^^

3) Ulubione gry i zabawy z dzieciństwa

Tutaj jako pierwsza na myśl przyszła mi zabawa w... namiot! Czyli? Rozstawianie krzeseł po pokoju i nakrywanie wszystkiego kocem lub kilkoma kocami, a później już tylko zabawa w środku. Potrafiłam godzinami tworzyć takie konstrukcje, a potem w nich siedzieć. Czy to sama, czy z kuzynem - myślę, że była to najlepsza zabawa.

Drugą zabawą, jaką uwielbiałam, było budowanie przekrojowych domków z klocków - coś a'la simsy. Zawsze z kuzynem budowaliśmy albo jedną wielką willę na pół pokoju, albo dwa mniejsze domki, do tego ogrody i podwórka. Miałam mnóstwo figurek z kinder niespodzianek, które służyły nam jako ludzie, do tego figurki zwierzątek czy zdjęcia krzewów i kwiatów wycinane z gazet i przyklejane do ścian domów, mebelki robione z różnych pudełeczek itp. - kreatywność wówczas nie miała granic. Aż zatęskniłam za tymi czasami i chętnie bym do nich wróciła.

Jeśli zaś chodzi o grę to tutaj zdecydowanie wygrywa Monopoly. Jako dziecko potrafiłam grać w tę grę z moją sąsiadką całymi dniami. Dosłownie! Zaczynałyśmy rano, po śniadaniu, później przerwa na obiad i znów gra, a kończyłyśmy w momencie, gdy ona lub ja (w zależności, gdzie grałyśmy) musiałam iść do domu. Jednak to nie koniec! Na drugi dzień od rana zaczynało się to samo! Potrafiłyśmy tak spędzić kilka ładnych tygodni wakacji. :D 

4) Ulubione kosmetyki

Przechodząc do kosmetyków zastanowiłam się, które z nich można nazwać ulubionymi. No bo w końcu na to miano należy sobie zasłużyć, prawda? Dlatego też stwierdziłam, iż pokaże Wam te, do których wracam notorycznie od kilku lat i nie wyobrażam sobie zastąpienia ich niczym innym. Myślę, że właśnie dlatego, iż są wg. mnie niezastąpione, zasługują na miano ulubionych.
Trójca w pełnej okazałości - niestety obecnie
mleczko na wykończeniu i tylko modlę się o
jak najszybszą dostawę. :P

Tak więc na pierwszym miejscu u mnie jest maskara AVON SuperShock. Używam jej chyba od czasów późnego gimnazjum, na pewno wczesnej szkoły średniej. Jak dla mnie to najlepszy wybór, super podkreśla rzęsy i jest trwała - bezapelacyjnie numer jeden.

Drugim moim ulubieńcem jest na pewno mleczko do demakijażu AVON. Moim zdaniem najlepiej radzi sobie właśnie z wcześniej wspomnianym tuszem, ale i innymi kosmetykami, jak np. wodoodpornym eyelinerem czy po prostu pudrem. Mleczko jest łagodne dla mojej cery i oczu, nie podrażnia, nie ma szczególnego zapachu i całkiem nieźle czyści.

Dalej do ulubieńców również spokojnie mogę zapisać fluid marki INRGID, którego również używam od kilku ładnych lat. Jest to fluid silikonowy, który ładnie wtapia się w skórę i staje się niewidoczny (chyba, że przesadzimy z warstwą). Nadaje cerze równy odcień, nie zapycha i nie podrażnia - również pod względem zapachowym.

Tutaj pozwolę sobie zakończyć wypisywanie ulubionych kosmetyków, bo powiem Wam szczerze, że jestem w stanie wymienić co najmniej drugie tyle, z czego powstałby materiał na kolejnego posta. :P Ale na dziś - odpuśćmy.

5) Ulubiona część garderoby.

To pytanie nieco zmodyfikowałam. Pierwotnie brzmiało - ulubione ubranie. Nie mam jednego ulubionego zestawu, sukienki, kurtki czy marynarki. Lubię eksperymentować, tworzyć różne zestawienia i ciężko byłoby mi wybrać jeden, ten ulubiony - bo przecież wszystko zależy od pory roku, pogody czy nawet nastroju. Tak więc tutaj postawiłam na wskazanie ulubionej części garderoby, którą bez wątpienia są... BUTY. Jestem trochę butomaniaczką, chociaż powiem Wam szczerze, że obecnie ograniczyłam trochę ich kupowanie. Można powiedzieć, że się zasyciłam. :D Specjalnie dla Was policzyłam część z moich butów i powiem Wam, że w samej sypialni jest ich... 50 par... Do tego na dole stoi ich jeszcze około 10., więc macie pełne prawo do nazwania butoholiczką. xD Ta sytuacja ma jednak też pewne plusy - gdy dostaję zaproszenie, na jakąś uroczystość czy imprezę, to moim jedynym problemem jest wybór ubioru, bo buty zawsze jakieś dopasuję. ^^ (chciałam dodać zdjęcie - było już nawet zrobione, ale po przeróbce stwierdziłam, że mam syf w szafie i wstydu sobie robić nie będę, także - innym razem :P)

6) Ulubiony perfum

I ostatnia kategoria z moich ulubionych. Tutaj nie miałam żadnego problemu, ponieważ moim ulubionym i ukochanym zapachem jest niezmiennie od kulki lat Far away AVON. Nie spotkałam się jeszcze na swojej drodze z żadnym zapachem, który przypadłby mi do gustu bardziej niż on, dlatego też bez wahania wracam do niego za każdym razem. Pięknie pachnie, a do tego ma śliczną oprawę w postaci buteleczki z frędzelkiem, no i zatyczką w moimi ulubionym fioletowym kolorze. ;) Niestety na zdjęciu buteleczka już pusta, jednak mimo wszystko musicie przyznać, że jest urocza. ^^

Czy coś z moich ulubionych należy również do Waszych faworytów? A może wśród nich znalazło się coś czego nie cierpicie? Bardzo jestem ciekawa odpowiedzi. Mam nadzieję, że post Wam się spodobał.
Pozdrawiam i do następnego. ;)

42 komentarze:

  1. haaaa! jestem pirwsza, boo obczaiłam na instagramach!! i jestem taaaaaaaaaka sławna! obrastam w piórka normalnie! może nigdzie nie odlecę :D

    widzę, że polecasz kosmetyki Avon :P ja się do marki zraziłam po kilku lakierach do paznokci. ale chwilowo szukam fluidu, polecasz ten z Ingrid?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ho ho! Jakież te instagramy przydatne xD Nie odlatuj, bo będę zmuszona Ci te piórka wyrwać :PPP

    Ja bardzo lubię i cenię w nich tą wygodę, że tylko zaznaczam co chcę w katalogu, a potem uprzejma znajoma mojej mamy je przywozi. :D
    Próbowałam wielu i powiem Ci, że albo odcień mi nie pasował, albo nieziemsko śmierdziały, albo ostatecznie nie trzymały się mojej twarzy lub warzyły się. A ten na moją cerę mieszaną okazał się być całkiem okej. Ceną też nie straszy, więc nawet na samo przetestowanie polecam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wyryyyyyywaj :(

      hahaha to prawda, to wygodne, ja zanim cokolwiek kupię to przeglądam pierdyliard blogów czytam mnóstwo opinii i wciąż niepewna, albo pochopnie coś kupuję, albo znowu nie kupuuję nic XD
      A dużo odcieni jest? właśnie... z tym mam problem, nigdy dokładnie nie wiem, jaki mam odcien skóry :) jak tylko znajde w sklepie to chyba sie skusze ;)

      Usuń
    2. To nie próbuj odlatywać :D

      Dla mnie takie opinie to tylko taki pośredni sygnał, że coś jest dobre lub nie, bo wychodzę z założenia, że każdy kosmetyk może jakoś inaczej działać na każdą z nas.

      Co najmniej 5 - przynajmniej u mnie, w małej drogerii tyle mają. Ja używam 16 - brzoskwiniowy praktycznie przez cały rok, jednak do bladych osób nie należę. Czasem jak nie mają to biorę 15 - jaśniejszy, bardziej żółty, jednak jak wtopi się w skórę, to jakiejś widocznej różnicy nie ma. Wiem, że na pewno jest jeszcze 17 ciemniejszy, bo kiedyś się zagapiłam i wzięłam, a potem musiałam się wracać i wymieniać. :P W drugą stronę nigdy nie patrzyłam, ale na pewno są jeszcze jaśniejsze odcienie.

      Usuń
    3. To wiadomo, samemu trzeba pobawić się w testera :D

      Jak będę we środę w Krakowie to zajrzę sobie do Rossmana :)

      Usuń
    4. Właśnie wydaje mi się, że w rossmannie ich nie ma. :( Na pewno są w drogeriach Sekrety Urody, bo ja się przeważnie tam zaopatruję, a poza tym jeszcze chyba w hebe je wdziałam.

      Usuń
  3. "Joe Black" uwielbiam - jest to film, który pierwszy raz oglądałam z moją mamą i to dzięki jej poleceniu bardzo go polubiłam :) Za produktami z Avon nie przepadam, kiedyś ich używałam jednak teraz 80% moich kosmetyków to Ziaja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł był mi znany, ale jakoś nigdy nie miałam okazji go obejrzeć. Aż do soboty i był to świetny wybór. :)
      Ziaja jest drugą w kolejności firmą, która najczęściej gości w mojej kosmetyczce. :) Lubię z niej kremy i balsamy.

      Usuń
  4. Widzę, że jak ja kiedyś jesteś fanką Avonu :P Również używałam tego tuszu do rzęs, ale musisz koniecznie wypróbować Loreal So Couture czy jak to się pisze :D Tylko nie So Black. Tylko So Couture. Dla mnie jest o wiele lepszy od SuperShocka, który też uważałam, że rewelacyjny i przede wszystkim jak podkręci te rzęsy to są podkręcone cały dzień a nie tylko 5 min jak po Shocku ;) Loreal jest droższy, ale na internecie kupisz go taniej :) Mleczko zaś z Avonu też miałam, ale bardzo mi wchodziło pod powieki i przez to miałam taką zaćmę na oczach :D Ale niestety do tej pory nie znalazłam godnego uwagi zamiennika :)
    Szkoda, że nie dałaś żadnego zdjęcia butów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaką on ma szczoteczkę? Bo z grafiki google ciężko wywnioskować, a ja nie potrafię się malować niesilikonowymi. :D Po prostu sklejam sobie rzęsy na amen. :P
      Ja tam nigdy nie przywiązywałam jakoś uwagi do podkręcania rzęs. Kupiłam sobie nawet kiedyś zalotkę, jednak nie użyłam jej chyba ani razu, bo ostatecznie jest mi niepotrzebna. :D
      A to z mleczkiem kiedyś też mi się zdarzyło. :P Jednak po tym, jak kiedyś "łagodny" płyn micelarny wypalił mi prawie oczy, wolę już nie szukać niczego innego.
      Na instagramie mam chyba trzy pary uwiecznione, więc zapraszam. :P

      Usuń
    2. W porównaniu do Shocka ma malutką dlatego byłam sceptycznie nastawiona, ale jednak pozytywnie mnie zaskoczył :P
      Ja najbardziej właśnie lubię efekt podkręcenia, ale z zalotki też nie lubię korzystać, może dlatego bo nie bardzo umiem :P
      Tak, też miałam takie przygody, ale częściej z kremami pod oczy. Kupiłam jakieś płatki i myślałam, że będę wyglądać jak wampir tak mi zżarło skórę. Chyba jestem uczulona na kwas hialuronowy bo po wszystkich kosmetykach z nim piecze mnie skóra...
      Nie mam Twojego instagrama :(

      Usuń
    3. Aha, no jak to mówią - nie rozmiar ma znaczenie. xD
      Mnie czasami zbytnie podkręcenie denerwowało, bo później nad okiem robiły mi się czarne kropki od rzęs. :P
      A to nie wiem, ja mało kiedy czytam składy czegokolwiek. Wyznaję zasadę IM MNIEJ WIESZ, TYM LEPIEJ ŚPISZ :D
      Po prawej stronie bloga, u góry, po obserwatorami jest odnośnik. :)

      Usuń
    4. Haha, dokładnie tak :D
      A te kropki to już wina tuszu :P
      Akurat z tym to miałam tak, że kupiłam jakieś płatki do oczu których głównym składnikiem był kwas hialuronowy, a później użyłam kremu mamy z tym kwasem i tak wyszło że się zorientowałam, że to od niego ;) Trochę mam problem bo to podobno najskuteczniejszy składnik na zmarszczki ;p
      To zaraz odszukam ;p Nie mam instagrama blogowego niestety, ale może nie masz zablokowanych widzeń z zewnątrz to podejrzę Cię na prywatnym :D

      Usuń
    5. Albo różnicy temperatur. Czasem jak zimą z mrozu wchodziłam do ciepłego pomieszczenia, to mi się te rzęsy pociły i też brudziły. :P
      A to faktycznie. Mnie np. uczula coś w jedzeniu, ale nie mogę dość do tego co, bo reakcji alergicznej dostałam po: zjedzeniu pewnych chipsów lub wypiciu mleka określonej filmy. Już próbowałam znaleźć jakieś punkty wspólne w tym, ale kiepsko mi to szło, więc postanowiłam omijać chociażby tych określonych produktów.
      Co do zmarszczek, to słyszałam kiedyś o kobiecie, która całe życie spała przy otwartym oknie, twarzą do niego - niezależnie od temperatury i dzięki temu nie ma zmarszczek mimo swojego wieku. :D
      Nie mam blokady, możesz podglądać. :P

      Usuń
    6. Dlatego mój tusz jest wodoodporny :P
      ja też jestem na coś uczulona, cały czas kicham ale wciąż nie dostałam się do alergologa :(
      Że też jej nie przewiało nigdy xD
      Oglądałam, ale więcej znalazłam lakierów do paznokci niż butów ;p

      Usuń
    7. Ja nigdy nie zwracam na to uwagi, ale chyba zacznę, bo to będzie dobry patent nawet na zimę. :D
      Ty kichasz, a moja reakcja alergiczna to ucisk w okolicach oskrzeli i cykliczny kaszel - jakbym się dusiła. :P Na szczęście po kilku minutach przechodzi.
      Zobacz, nie dość, że bez zmarszczek, to jeszcze jaka odporna! :P
      Pisałam, że gdzieś się tam z 3 pary tylko przewinęły. :D

      Usuń
    8. Wypróbuj ;p Warto próbować i porównywać :D
      Łoł, to masz zdecydowanie gorzej zważając nawet na to, że moje ataki kataru trwają znacznie dłużej... Mam nadzieję, że szybko znajdziesz winowajcę.
      No ja nie wiem jak ona to robi ;p
      No tak, w sumie pisałaś, ale myślałam, że to 3 to była taka liczba hm... taka no wiesz, akcentująca skromność xD

      Usuń
    9. Troszeczkę. :P Idzie się przyzwyczaić nawet i do takiego kaszlu. Najbardziej do głowy przychodzi mi jakiś konserwant, no bo w czipsach nic naturalnego się raczej nie znajdzie. :P
      Hahaha, skromnie dziele się swoją garderobą publicznie. :P

      Usuń
  5. O, ten zapach z Avonu i ja lubię :) szkoda tylko, że na mnie tak krótko się trzyma :(
    W namioty się nie bawiłam, ale za to budowałam na świetlicy dom z krzeseł- a jedno było zepsute i siedzisko podnosiło się do góry i to było wejście do piwnicy :D i jak byłam mamą to czasami tam kazałam iść niegrzecznym dzieciom, czyli koleżankom :D
    "Joe Blacka" nie lubię, bo... nie lubię Brada i chyba nigdy nie polubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może być też tak, że się po prostu do niego przyzwyczajasz i przestajesz go wyczuwać. Ja też tak mam, ale gdy po jakimś czasie wyjmuję z szafy sweter, który był nim spryskany - on nadal pachnie. :)
      Hahaha, zua matka. :D
      Gdy się nie lubi aktora, to ciężko z polubieniem jakiegokolwiek filmu z nim. :P

      Usuń
  6. tez uwielbiałam budowac bazy :D chyba kazdy lubił xd i siedzenie po ciemku w srodku ;p ale jak trzeba bylo isc w nocy to lazienki to be xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po ciemku fajnie, ale jak jeszcze babcia dała nam do środka jakąś latarkę - raj na ziemi! :D

      Usuń
  7. Heh, czuję się głupio z moimi dwoma parami butów :D Trampki na lato i glany na zimę....Uroki posiadania stopy rozmiar 43, po prostu nie masz szansy przesadzić z butami.
    Taa, też lubiłam jako dzieciak siedzieć w takich miejscach, zwłaszcza marzyłam o spaniu w prawdziwym namiocie :D Grałam w Eurobiznes, ale zawsze przegrywałam i miałam syf w pieniądzach, taka artystyczna dusza ze mnie, a w ostatniego Sylwka podczas gry chciałam założyć spółkę z kumplem, przez co mam zakaz grania w to :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie jesteś wysoka? ;)
      Ja spałam w namiocie... za domem :D Nie było wakacji, żebyśmy właśnie z tą sąsiadką tak nocy nie spędziły. :P
      Hahhahah, asiorka. :D

      Usuń
  8. Ja też robiłam domki z kocy i krzeseł :D czasami to były domki, czasami bazy :p piękne czasy ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż by się chciało do tego wrócić. :D

      Usuń
  9. Odnośnie komentarza u mnie, Oczywiście, przyłącz się wyzwania o którym wspomniałam u siebie, z chęcią zobaczę twoje rysunki! :) Właśnie na blogach widziałam sporo wyzwań ale takich głównie do pisania, dlatego to wydało mi się być ciekawe. No i nie trzeba mieć ogromnych umiejętności, bo mogą to być zwykłe bazgrołki rysowane na szybko, co tylko nam wpadnie do głowy :) Będę czekac na twoje wpisy z nim związane, aż nie mogę się doczekać, nie spodziewałam sie że tak miło się to przyjmie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się jeszcze z takim nie spotkałam, dlatego tak mnie zachwyciło. :) Jesteś świetnym szperaczem internetowym. :D

      Usuń
  10. Dialog przezabawny (a mało co mnie śmieszy na trzeźwo;>).
    Z filmów widziałam Killera oraz Joe Black. Pozostałe to całkowicie nie mój klimat choć jakby ktoś mi zapłacił to może obejrzałabym;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi. ;)
      Ja też tak kiedyś myślałam! A później, gdy zaczęłam oglądać z młodym, to na prawdę się wciągnęłam. :)

      Usuń
  11. Graya nie czytałam zbyt oklepane ale do tych książek mnie przekonałaś. Co do perfum akurat far away nienawidzę, moja koleżanka namiętnie używa i chyba mam uraz :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przeczytałam, bo zaciekawiła mnie rozbieżność opinii na ten temat. Jedni totalnie zachwyceni, a inni - hejtowali nie pozostawiając na utworze suchej nitki. :P

      Usuń
  12. Miałam zacząć pisać notki z tej serii ale jakoś nie mam czasu na to. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praktyki tak Cię pochłaniają? :)

      Usuń
    2. Mam za bardzo zorganizowany czas, od pon do pt jestem po 6 godzin na praktykach, dodatkowo spędzam czas nad dziennikiem praktyk i zeszytem praktyk, więc to mi pochłania też całkiem sporo czasu :p A co do notki to dodałabym ... ulubione papierosy :p

      Usuń
    3. U mnie dziennik praktyk to była jedna wielka ściema pisana na kolanie, tydzień przed oddaniem :D
      Ale pamiętam, że podczas praktyk mój blog też nieco ucierpiał.
      Papierosy???? Bleee...

      Usuń
    4. No to u mnie tam w dzienniku praktyk to możemy sobie coś od kogoś odgapić i mniej więcej zobaczyć co jest w regulaminie praktyk, ale zeszyt to już zupełnie co innego, bo mamy mieć 30 opisanych od a do z leków bez recepty no i wszystkie recepty, które sami wykonujemy opisać z dokładnym opisem :p więc to nie jest takie proste :p
      No papierosy :p

      Usuń
    5. O, to faktycznie masz trochę roboty. Ja nie miałam zeszytu tylko ten dziennik właśnie i to tylko w technikum. Na studiach już niczego nie chcieli. Tylko pracodawca musiał wypisać obowiązki z listy. :P

      Usuń
  13. Ooo! Fajnie wiedzieć, że są ludzie, którzy lubią kosmetyki z Avonu. Przeważnie mają słabą opinię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony mają słabą opinię, a z drugiej firma całkiem nieźle się trzyma przez te wszystkie lata. ;)
      Wiesz, ja nie narzekam może dlatego, że nie jestem jakąś testerką i nie poszukuję ciągle lepszych rozwiązań. Jeśli coś jest dobre, to po prostu tego nie zmieniam. ;)

      Usuń
  14. Hahaha, Twoje budowanie domów i willi przypomniało mi, że jak byłam mała, to też budowałam domki (chociaż w przy Twoich to myślę, że były to domeczki xD), robiłam w ogóle całe miasto, ze sklepami, lodziarnią, szpitalem i... jak już się tego wszystkiego natworzyłam, to odechciewało mi się bawić, albo robiło się późno i mama kazała sprzątać XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie uroki dzieciństwa, że dni tak szybko mijały. :P

      Usuń