poniedziałek, 3 sierpnia 2015

156. Sportowe podsumowanie miesiąca.

Witajcie kochani. Moje modły zostały wysłuchane i od soboty spadła na mnie piękna i słoneczna pogoda, która ma się utrzymać jeszcze przez jakiś czas. W końcu lato w pełni, które można odczuć na własnej skórze. 
Co do dzisiejszego tematu - robię sobie i Wam małą przerwę od wszelakich wyzwań, tym samym pozwalając się dogonić, a może nawet przegonić (?) innym uczestnikom. :D (znajcie moją łaskę XD)
A temat na dziś jest iście sportowy, może nieco przechwałkowy i delikatnie motywujący (może komuś się zachce ruszyć tyłek sprzed komputera jeszcze w te wakacje? :P). 

Gotowi? Zaczynamy!
Uprawianie sportu czy może lepiej - ćwiczenia weszły mi w krew już jakiś czas temu i można by rzec i regularnie ćwiczę/uprawiam sporty już około 2,5 roku. Zimą, późną jesienią i wczesną wiosną trenuję głównie mięśnie brzucha, wykonując zamiennie serię 120 ćwiczeń (2x3x20) - czyli dwie serie składające się z trzech ćwiczeń, po 20 powtórzeń każde LUB kręcę hula hopem - około 30 minut. Kiedyś dochodziłam do ponad godziny, ale... nudziło mi się już. :D Czasem przy oglądaniu jakiegoś filmu, ten czas jeszcze leciał, ale gdy mam oglądać teledyski na 4fun, to w ciągu tej godziny zdążę
IG
obejrzeć wszystkie, po kilka razy, znając każdy szczegół. :P Tak też zostałam przy 30. minutach. 
Jednak gdy aura za oknem robi się korzystniejsza i temperatura idzie w górę - wówczas wynurzam się z domu i zaczynam treningi na zewnątrz. Do niedawna było to tylko bieganie, jednak wraz z końcem lipca, razem z moim B. dosłownie odkurzyliśmy mój rower i zaczęłam też jeździć. 
Powiem Wam, że ćwiczenia dają mi satysfakcję dopiero, gdy jestem spocona i zadyszana, bo wówczas czuję, że coś robiłam - tak więc w przypadku ćwiczenia brzucha - nie ma problemu, taka seria wyciska ze mnie siódme poty, jeśli chodzi o hula hop - mordercze tępo i nawet to 30 minut wystarczy. 
A co z bieganiem? No tutaj zawsze biegnę ile mam sił, jednak od zawsze trzymałam się jednej zasady - CHOĆ BYM UMIERAŁA NA CHODNIKU, TO MNIEJ NIŻ 2 KILOMETRY NIE PRZEBIEGNĘ - bo wstyd. xD Także granicy maksymalnej nie mam, zawsze miałam tę minimalną, która - nie powiem - wiele razy okazała się niezłym motywatorem, bo jak wszędzie - tak i podczas biegania nachodzą człowieka różne kryzysy. Obecnie biegam nieco ponad 3 km - co nie jest wielkim wyczynem, wiem, jednak taka trasa mi na razie odpowiada, no i z żalem stwierdzam, że NIE MAM GDZIE BIEGAĆ, by robić dłuższe trasy. Stwierdziłam, że najpierw opanuję tę, która prowadzi mnie pod sam dom, a później rzucę się na coś większego, co by w połowie wsi nie stwierdzić, iż nie mam siły i czołgać się po czterech do domu. :P
Co do roweru - no tutaj spocić się ciężej, bo nawet przy średniej prędkości 15/16 km/h potrzeba na prawdę kawałka trasy. Tak więc powiem Wam szczerze, że gdy wsiadłam pierwszy raz od kilku lat na rower wybraliśmy się na przejażdżkę około dwunastokilometrową, gdzie faktycznie byłam zmęczona, jednak na drugi dzień zrobiliśmy już ponad 20 kilometrów i miałam ochotę na więcej. :)
Tak więc ćwiczenia ćwiczeniami, tyle tytułem wstępu i wprowadzenia - gdyż notka miała opierać się na konkretnych danych - a mianowicie lipcowych. 
Postanowiłam się nimi pochwalić, gdyż dawno nie odnotowałam takiego rezultatu na swoim koncie. Lipiec był bardzo urodziwy w treningi i było ich u mnie aż (dla mnie aż, dla kogoś może tylko) 14, z czego 12 z nich to bieganie. Tak więc w lipcu przebiegłam łącznie ponad 33 kilometry, co jest dla mnie absolutnym rekordem (poprzedni spory wynik miałam w maju - 28 km). Natomiast jeśli chodzi o rower - dopiero zaczynałam, więc jest to tylko niecałe 15 kilometrów. Łączna odległość 48,33 km. Powiem Wam, że z łącznej odległości byłam dumna tylko do wczoraj, ponieważ po dwóch treningach rowerowych w sierpniu mam już prawie 40 km - także pod tym względem sierpień na pewno będzie lepszy. :)
A pro po sportu i robienia czegoś dla siebie - chcę Wam przypomnieć, że chodząc, biegając czy jeżdżąc na rolkach lub rowerze możecie pomagać również innym. Chyba każdy z Was słyszał już o corocznej akcji "Pomoc mierzona kilometrami"? Wystarczy pobrać aplikację ENDOMONDO i zapisać się do tej właśnie rywalizacji, a każdy zrobiony przez Was kilometr pomaga chorym dzieciom. Tak więc nawet jeśli nie uprawiacie sportu, a każdego dnia chodzicie na zakupy lub wyprowadzacie psa - możecie włączyć aplikację i pomagać innym, nie robiąc niczego nadzwyczajnego. Sama aplikacja, jak i udział w "zabawie" jest bezpłatny, więc niczego nie tracicie, a każdy może zyskać - Wy lepszą kondycję, dzieciaki Waszą pomoc. Także gorąco polecam!!! Ja od siebie dołożyłam już ponad 80 kilometrów, kto da więcej? :)

A jak u Was wyglądają wakacje pod względem sportu? Ruszacie się czy trenują jedynie Wasze palce na klawiaturze i myszce komputera? :P Dzielcie się swoimi rezultatami i motywujmy się wzajemnie. ;)
Pozdrawiam i na dziś życzę Wam dużo przyjemnej aktywności! :)

52 komentarze:

  1. Ja niestety do tej pory nic nie zrobiłam jeśli chodzi o wykonywanie jakiegokolwiek sportu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie jest za późno, by zacząć. :D

      Usuń
  2. Kurde, chyba mnie zmotywowałaś do ćwiczeń :D Myślę, że powinnaś zrobić wyzwanie dla chcących, a nie "mogących" ćwiczyć :D Ja na pierwsze bieganie z bratem obrałam sobie trasę chyba 5 km więc dziś już wiem, że nie ja jestem taka nienormalna i słaba, że nie mogłam tego przebiec tylko za dużo na siebie od razu wzięłam. Potem biegałam 1 km ale i tak musiałam robić przerwy bo wysiadały mi płuca :(
    Za to na rowerze spokojnie robię 40 km, z tym, że naprawdę wolnym tempem i z przerwą. Tyle mam do Ciacha i spowrotem i raz lub dwa zrobiłam sobie taką wycieczkę i czułam się ok. Ostatnio chce schudnać, bo przytyłam już tak, że urosły mi cycki! Więc robiłam body wrapping i w 20 minut przejechałam 8 km, ale moim celem było 10 i tyle miałam jeździć też dziś, ale mam mnóstwo pracy i w sumie i tak spalę te same kalorie :) Ale gdybym miała np. raz w tygodniu zdawać relację z przebiegniętych kilometrów i minut przeskoczonych na skakance, chyba by mnie to motywowało! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę i o to chodziło. :D Wiesz, muszę poważnie pomyśleć nad jakimś takim wyzwaniem. :)
      Oj to faktycznie za dużo, jak na pierwszy raz. Ja kiedyś wybrałam się z dwoma kolegami na bieganie - 8 km. Co prawda robiliśmy 3/4 postoje i całość przebiegłam, ale na drugi dzień miałam takie zakwasy, że nawet siedzieć nie mogłam. :P
      Hmm... A może za duże tempo sobie narzucasz? Ja zawsze stawiam na dystans, nie na czas. Zawsze sobie mówię, że nie ważne w ile, ważne, że przebiegnę. :)
      To całkiem ładny dystans, który jest jeszcze przede mną. :) Ja do B. mam jakieś 37 km, ale on trenuje kolarstwo i do mnie przyjeżdża czasem. :D No i właśnie dzięki niemu ten rower wyciągnęłam. :P
      Ej, większość dziewczyn by się cieszyło z większych gabarytów. :D
      Hahaha, to muszę poważnie zastanowić się nad tym sportowym wyzwaniem. :P

      Usuń
  3. Uhuhuhuhu, Oironio !
    Musiałaś poruszyć ten temat?!?!?!?! Really?!?!?!?! No dobra, a tak na poważnie to w końcu zamierzam ruszyć swój ZGRABNY tyłeczek do biegania :D Nie przepadam za bieganiem, lecz uważam, że w obecnej sytuacji przyda mi się niezwykle. Muszę zadbać o siebie, swój rozwój... czyż nie? :)
    PS Gratuluję Ci mimo wszystko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, bo wiesz najważniejsze jest nastawienie. Mi też się nieraz nie chce wyjść tylko po to, żeby się zmęczyć, ale pobieganiu na prawdę lepiej się czuję. :) Ciało jest lepiej dotlenione no i robisz coś dla siebie. A przecież nikt nie każe Ci przebiegać maratonu, więc małymi kroczkami - bylebyś Ty była zadowolona ze swoich rezultatów.
      Dziękuję., :)

      Usuń
  4. Dlaczego tyle istot na świecie jest w stanie się zmotywować, tylko ja taki leń??? Jestem na siebie zła a i tak nic ze sobą nie robię... Były plany, nawet kilka podejść... I na tym się skończyło. Do tego słomiany zapał. Gratuluje wytrwałości w postanowieniach i dążeniu do satysfakcji :) Pociesza mnie fakt, że jestem codziennie zmuszona (dosłownie) do pokonania 10km rowerem do pracy - może dlatego mogę sobie jeszcze sama buty zawiązać ;p

    Pozdrawiam,
    www.katee-m.blogspot.nl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej nie jest z Tobą tak źle - 10 km dziennie całkowicie usprawiedliwia Twój słomiany zapał. :) I nie ważne czy jeździsz z własnej woli, czy z konieczności - ważne, że się ruszasz!
      Ej, po obejrzeniu Twoich zdjęć muszę Ci powiedzieć, że jeszcze Ci daleko do niemożności wiązania samodzielnie butów. :D Więc bez przesady!
      No i dziękuję. :)

      Usuń
  5. Ano, pogoda cudowna :) Aż chce się żyć! Bardzo motywujący post :) Wracam po porodzie do formy i jutro mam w planach pierwsze bieganko ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to.
      O, to trzymam kciuki za zadowalający wynik, koniecznie się pochwal. :) (nawet jeśli dobijesz mnie swym dystansem xD)

      Usuń
    2. Moje plany trafił szlag, bo mała była mega płaczliwa. Najdłużej nie płakała (pozostawiona w łóżeczku) całe 10 minut. Szał. Cały czas musiałam ją tulić. To niewiarygodne, ale tak bardzo za tatą tęskni. Wyobrażasz sobie, że uspokoiła się dopiero wtedy, kiedy rozmawiałam z Kudłatym i włączyłam rozmowę na głośnomówiący? Oszaleć można.

      Usuń
    3. Łał, nie wiedziałam, że Kudłaty wyjechał. Ale ostatnimi czasy często się zdarza, że dzieci tęsknią za tatą - mój chrześniak, gdy jego tata wyjeżdża na kilka dni, lustruje każdego napotkanego faceta, jakby taty właśnie szukał.
      Mam nadzieję, że takie przeboje niedługo przeminą i ciągły płacz małej się skończy. Ale chociaż na spacerek udało się wyjść. :)

      Usuń
    4. Nie Kudłaty, tylko ja ;D Kudłaty długo pracuje do środy (w sumie czwartku, bo kończy pracę o 2 w nocy), więc stwierdziłam, że nie chce mi się samej w bloku siedzieć i jadę na wieś do rodziców, żeby się babcia z dziadkiem wnuczką nacieszyli ;D A przy okazji trochę uciekniemy od upałów, bo zdecydowanie lepiej jest leżeć w cieniu pod drzewem, niż siedzieć w małym pokoiku na siódmym piętrze.

      Tata musi być ;D Dzisiaj na szczęście jest spokojna. I chwała, bo ostatnio śpię po trzy godziny na dobę (nie, nie położę się teraz spać, bo szkoda takiej pięknej pogody) i już mnie mięśnie ze zmęczenia bolą ;x

      Udało? To była konieczność ;D Jazda ją uspokaja i nie płacze ;D

      Usuń
    5. Aaaa, no to też dobra decyzja. Ja pamiętam, jak umierałam w mieszkaniu przy poprzedniej fali upałów, a przecież temperatury były niższe niż teraz. Także wieś, to najlepsza opcja na teraz. :)

      Nie masz ochoty pokimać sobie właśnie na zewnątrz, na jakimś hamaku/leżaku? :P

      Hahah, no to masz małą terrorystkę. :D Ale przynajmniej się nie nudzisz. Mój wujek miał gorzej - on musiał w środku nocy wsiadać w samochód i jeździć po mieście, bo jego syn tylko w aucie się uspokajał i zasypiał. :P

      Usuń
    6. A mój wspaniałomyślny mąż chce, żebym do niego przyjechała. Niedoczekanie! On niech przyjedzie tutaj ;P

      Opcja kusząca, ale... w zeszłym sezonie Matka Rodzicielka usadowiła swoją szanowną czteroliterową na hamaku z takim impetem, że się rusztowanie od hamaka rozdupcyło i hamaka nie ma.

      Nie jest tak źle :) Od czasu do czasu musi zapłakać. Ojjj... to już tragedia jest.

      Usuń
    7. Stęsknił się przykładny mąż i ojciec. :D

      Hahah, oj to przykro. Zawsze jest jeszcze opcja z kocykiem. :P

      Całe szczęście dzieci szybko rosną i wyrastają również z płaczu. ;)

      Usuń
  6. Dobrze słyszeć, że sport to część Twojej codzienności! :)
    Za bieganiem nie przepadam, ale już ćwiczenia bardzo lubię, zwłaszcza - jak u Ciebie - kiedy się spocę i mam zadyszkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Wielu ludzi nie lubi biegać, niestety. :P Ale fajnie, że lubisz ćwiczenia. :) Ćwiczysz coś konkretnego?

      Usuń
  7. Bieganie! Zaprzyjaźniłam się z nim też chyba ok. 3 lata temu ;). Jest dobre na wszystko! Na gorszy humor też, bo fajnie jest czasami złe emocje po prostu 'wybiegać', oczywiście obowiązkowo ze słuchawkami w uszach! ;) I mam tak samo z 2 km ;D. Minimum 2 muszą być ;D. Nawet jeżeli jest tylko chęć na bieganie, a inne obowiązki wzywają, ograniczając trochę czas treningu... To i tak zawsze minimum 2 ;D. A ostatnio mi się tak dobrze biegało, że 8km wyszło, do tego właśnie muzyka, pod koniec deszcz, jak dla mnie idealnie! ;) I gratuluję lipcowych osiągnięć i też sierpniowych 40 km! Aż strach pomyśleć ile będzie tych kilometrów pod koniec sierpnia, przecież dziś dopiero 4 ;p.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dokładnie, ja bez słuchawek się nie ruszam! O to fajnie, że masz warunki, ja planuję przebiec się tak nad morzem, linią brzegową - ile dam rady, nie patrząc na odległość. Sama jestem ciekawa co z tego wyjdzie. :)
      Dziękuję. :) A wiesz, pod tym kątem na ten wynik nie patrzyłam i w sumie zaciekawiłaś mnie również jak skończy się sierpień. :D

      Usuń
    2. Tak, słuchawki to bardzo ważna część tego biegowego rytuału ;). A biegałaś kiedyś z kimś? Czy wolisz sama? Bo u mnie to taki wieczorny, czasami wręcz nocny przyjemny rytuał właśnie, tylko z muzyką ;). Kiedyś koleżanka stwierdziła, że zaczyna biegać ponownie, ale coś jej to nie wyszło i skończyło się na moim dogryzaniu 'to kiedy w końcu pobiegamy razem' ;D. Z tymi warunkami to różnie. To 8 km zrobiłam jeszcze jak byłam w mieście gdzie studiuję, a właśnie teraz też troszkę za bardzo nie mam trasy, tam już mam swoje ulubione zakątki, parki, mosty ;D. Ale kto tu mówi o warunkach! ;p Nad morzem, linią brzegową? To dopiero warunki ;). W najbliższym czasie planujesz na wakacjach, czy to taki plan na przyszłość? :)
      Widzisz... Może dobijesz setki? ;p Trzymam za Ciebie kciuki i dopinguję! ;))

      Usuń
    3. Kiedyś z chłopakiem, ale to było męczące dla nas obu - bo albo on mnie "ciągnął" swoim tempem, że po czasie wysiadałam, albo on musiał dla mnie zwalniać przez co sam się męczył, także chyba wolę biegać sama. :P
      Co do koleżanki - miałam tak samo! Tylko, że ona stwierdziła, że sobie siary robić nie będzie i nie chce ze mną biegać ostatecznie. :P
      Właśnie jutro wyjeżdżam nad morze i mam nadzieję, że może chociaż jednego wieczoru uda mi się wygospodarować czas na takie małe bieganko. :)
      O, to by było coś. :) Dzięki wielkie! Mam nadzieję, że nie zawiodę. :P

      Usuń
  8. ja biegłam wczoraj sprintem za autobusem xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, każda namiastka sportu jest dobra. xD (ja biegałam za autobusem notorycznie, gdy chodziłam na uczelnie - bo po co wychodzić wcześniej z mieszkania?? :D)

      Usuń
  9. Nigdy nie miałam dość motywacji wewnętrznej by regularnie ćwiczyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem potrzebny jest jakiś impuls lub metoda małych kroczków - nie tyle regularnych, co raz na jakiś czas. To w końcu wchodzi w nawyk. :)

      Usuń
    2. Myślę, że ten nawyk może pojawić się, jak będę biegać z wózkiem... ;)

      Usuń
    3. O widzisz, przy malutkiej dosyć się nabiegasz, nadźwigasz i w ogóle. :P

      Usuń
    4. Przy Niej na pewno. Zwłaszcza, że już ma ulubionego kumpla - naszego psa.
      Na nikogo tak nie reaguje, jak na niego. xD

      Usuń
    5. Hahaha, no proszę. Jeszcze go nie widziała, a już tak polubiła. :D A duży ten pies?

      Usuń
    6. Mały - york przybłęda. Ktoś wyrzucił pieska z problemami z żołądkiem, a my przygarnęliśmy. I jest najkochańszy ze wszystkich.

      Usuń
    7. Ludzie to w ogóle serca nie mają. A takie porzucone zwierzęta faktycznie wydają się kochać człowieka podwójnie.

      Usuń
    8. Takie pieski kochają jeszcze mocniej.
      Mój sam czuł od początku ciąży, że w moim środku rośnie Malutka - tylko by się przytulał do Brzusia. :)

      Usuń
    9. Sama mam psa, którego ktoś porzucił i mimo tego, iż czasem jest na prawdę głupkowaty, to wiem, że bardzo mnie kocha. ;)
      No zobacz, jakie te psiaki są mądre. :) Ciekawa jestem jego relacji z Twoją córcią. :)

      Usuń
    10. Takie psy mają największe pokłady miłości. :)

      Wszyscy w domu obstawiamy, że to będzie największa przyjaźń! I że jak Mała zacznie raczkować, to nie będzie problemu ze 'zgubieniem' dziecka - będzie tam, gdzie pies. ^^

      Usuń
    11. Hahaha, to faktycznie, nie będzie problemu. :D Tylko gorzej będzie, gdy mała zacznie pieska za mocno przytulać :P Moja kuzynka też ma yorka i mały właśnie parę razy go pociągnął za włosy. Piesek teraz omija go na kilometr. :P

      Usuń
  10. Ćwiczeń nie lubię, ale taniec owszem :D Aktualnie na początku lipca zapisałam się na zumbę i regularnie, dwa dni w tygodniu na nią chodzę :D Generalnie nie lubię ruchu, ale uwielbiam taniec. To się wzajemnie wyklucza. Czy ze mną jest coś nie tak? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno zumba jest bardzo dobra, na utracenie zbędnych kilogramów. :) Zawsze to jakiś ruch i alternatywa dla tych, którzy właśnie typowego sportu nie lubią.

      Usuń
  11. OJOJOJOJO!
    Jak mnie tu dawno nie było !!
    jak miło wrócić na moje ulubione blogi!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi miło witać powracających czytelników. ;)

      Usuń
  12. Moim sportem wakacyjnym są próby przytycia, jednak w ogóle mi to nie idzie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atleci jedzą dużo kurczaka gotowanego na parze, aby nabrać masę. :D

      Usuń
    2. Muszę wypróbować :D

      Usuń
    3. Jeszcze mi podziękujesz, jak staniesz się kulturystką. xD

      Usuń
    4. Kulturystką być nie kcę, ale pięć kilo na plus to kcę xD

      Usuń
    5. No to musisz wiedzieć kiedy przestać. xD Z a tym kurczakiem to sprawdzone info, bo miałam na roku takiego jednego kulturystę (straszny był xD).

      Usuń
    6. Wierzę :-) Nie wiem jednak czy nie zapisać się do dietetyka bo od paru lat nic nie udało mi się przytyć.

      Usuń
    7. Może faktycznie powinnaś. Moja sąsiadka, jako nastolatka była bardzo chudziutka i jej mama gdzieś tam z nią jeździła (niestety nie interesowałam się gdzie) i powiem Ci, że dziewczę o całkiem przyzwoitych kształtach z niej wyrosło. :P

      Usuń
  13. Moje zdrowie rzadko pozwala mi na wykonywanie jakiegoś większego sportu niż "maraton do lodówki i z powrotem", ale jak już spłynie na mnie ta łaska, to staram się też regularnie ćwiczyć, lekko bo lekko, ale zawsze cokolwiek. Nie lubię siedzieć na tyłku i nic nie robić :D

    http://hd-emi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a to coś poważnego Ci dolega? Dobrze, że starasz się robić cokolwiek, gdy masz na to szansę. :)

      Usuń
    2. Troszkę sobie choruję od czasu do czasu... albo i częściej. Ogólnie to mam chorobę genetyczną, ale da się żyć :D A chwilowo sport ograniczyłam do minimum, bo schudłam i przytyć na nowo nie mogę xd

      Usuń
    3. Aaaa, rozumiem. Najważniejsze, że "da się żyć" tak jak piszesz. :)
      Wiesz, to mogę Ci polecić na przytycie co to Lusi - kurczaka gotowanego na parze. :D

      Usuń