piątek, 31 lipca 2015

155. Pięć osób, z którymi chcę zjeść lunch. [3/30]

Witajcie kochani. To co się dzieje u mnie za oknem skomentuję tylko jednym, wyrazistym ZAMARZAM! Ludzie, jest połowa lata, a mam wrażenie iż to końcówka jesieni i czas szykować kozaki do wyjścia... (swoją drogą dziś w nocy śniło mi się, że popylałam w swoich czarnych kozaczkach po mieście - także chyba TROCHĘ zmarzłam xD).
Poza zamarzaniem od wczoraj uskuteczniałam jeszcze "wiszenie na telefonie" i wydzwanianie do wszystkich nadmorskich pensjonatów, wzdłuż całej linii brzegowej. :P Tak też zaczynając od Kołobrzegu ostatecznie dotarłam do Jastrzębiej Góry, gdzie wreszcie udało mi się znaleźć wolny pokój. Tak więc tegoroczne nadmorskie wakacje spędzę właśnie tam. Ktoś z Was "wakacjował" może już w tej miejscowości? Możecie polecić jakieś atrakcje turystyczne, w razie braku pogody? (która podobno w przyszłym tygodniu ma być piękna - ale lepiej odpukać w niemalowane). 
Tak więc szczęśliwa z wykonania swojej misji, mogę dziś z czystym sumieniem zasiąść przy blogerze i stworzyć kolejny post specjalnie dla Was. Jako, że "lecę z Lusiowym wyzwaniem jak burza" stwierdziłam, iż będę to lecenie kontynuować, póki mam na to czas (chociaż powiem Wam, że stwierdzenie pod poprzednim postem, że "niczego lepszego nie da się napisać" zdemotywowało mnie nieco i przez myśl przeszła mi wizja utonięcia w blasku chwały i nie robienia niczego więcej xD).
Nie mniej jednak, ostatecznie stwierdziłam, iż nie mam zamiaru spocząć na laurach, tak więc temat na dziś to 5 PEOPLE I WANT TO MEET FOR LUNCH. 
Gotowi? To zaczynamy! 


Pierwszą osobą, którą zabrałabym na luch jest... oczywiście LUSIA! Tak! Bardzo chciałabym iść z Nią na lunch. Nie zważając na przeciwności losu, który chyba większość czasu spędza na podkładaniu owej Pannie nóg i robieniu jej zabawnych psikusów - chciałabym. Nawet jeśli miałabym
tumbrl
zostać częścią kolejnej anegdoty z życia Lusi (co jest marzeniem iście porównywalnym do zagrania w prestiżowym filmie) - poproszę bardzo i jeszcze frytki do tego. Właśnie pro po frytek - nawet jeśli zamawiając je w Macu przynieśliby nam... bigos - i tak chciałabym iść z Lusią na lunch (swoją drogą nie mam nic do bigosu i nawet go lubię). Jeśli jednak nic spektakularnego by się nie wydarzyło i zamawiając pizze przynieśliby nam po prostu zwykłą pizzę, bez żadnych fajerwerków i innych atrakcji, to i tak jestem pewna, że po takim spotkaniu bolały by nas brzuchy - może niekoniecznie z przejedzenia, a z nadmiernej ilości śmiechu. Tak więc biorę na siebie wszelkie konsekwencje i mówię kolejny raz głośno - CHCĘ IŚĆ Z LUSIĄ NA LUNCH. Podczas takiego spotkania na pewno umilałybyśmy sobie czas pieśniami happysadów, po czym - mam nadzieję, że weteranka Lusia zabrałaby mnie wreszcie na ich koncert, bo jak już niektórzy dobrze wiedzą - Lusia wyczuwa ich na kilometr i zawsze znajdzie się w odpowiednim miejscu i czasie.  :D Tak też naładowane energią z kalorycznych potraw, przedarłybyśmy się pod samą scenę i tam już bez skrępowania darły pyszczki z całych sił. Po wszystkim proponuję lody lub zimne piwo, na złagodzenie skutków wcześniejszego śpiewu. :P

Drugą osobą, z którą lunch mi się marzy jest... Anelise! Już dość dawno temu okazało się, iż mamy ze sobą wiele wspólnego, w kwestii gustów czy przyzwyczajeń. Tak więc myślę, że co do wyboru potrawy z pewnością też nie miałybyśmy problemu. Dodatkowo wiem, że Anelise lubi odwiedzać wcześniej wspomnianego już Maca, więc mam pewność, że mogłybyśmy zjeść coś PRAWDZIWEGO, a nie faszerować się zdrową zieleninką, bo po prostu jest... zdrowa. Poza gustami i upodobaniami uważam ową Pannę za bardzo pozytywną osobę i właśnie z tego powodu myślę, że poza raczeniem swych podniebień niewyobrażalnymi pysznościami, miło spędziłybyśmy czas na przyjemnych, babskich pogaduchach. Porozmawiałybyśmy o modzie, o swoich facetach, o wrednych koleżankach czy o sposobach dbania o swoje włosy. :) Ostatecznie myślę, że wylądowałybyśmy w biurze podróży wybierając najkorzystniejszą ofertę do zwiedzenia USA. Co by nam po tym spotkaniu pozostało? Nic innego jak pakowanie walizek - konieczne zabranie niebotycznych szpilek, iście koktajlowych sukienek i wyruszenie na podbój naszego wymarzonego Upper East Side. :D

Kolejną osobą, z którą chciałabym iść dobrze zjeść jest K., z którą mieszkałam przez trzy lata. Mimo, iż czasem strasznie mnie irytowało jej zachowanie i ostatecznie cieszę się, że już z nią nie mieszkam - na lunch bym poszła. Co jak co, ale talent do znajdowania miejscówek z jedzeniem w mieście, to ona ma. Jednak czego można spodziewać się po kimś, kto - jak śmialiśmy się na uczelni - całe życie jest głodny? :D Tak więc do wielu miejscówek, dzięki niej, mogłam iść już z wyrobioną opinią. W dodatku nie tylko opinią, że "tu warto zjeść", a "tutaj nie". Były to opinie iście szczegółowe, mówiące nawet co z menu warto zamówić i w jakiej ilości, co by głodnym i spłukanym jednocześnie nie wyjść. :D Tak więc myślę, że razem z K. wybrałybyśmy się do kolejnego nowo odkrytego miejsca, z jedzeniem tak przepysznym, iż miałabym potem ogromne wyrzuty sumienia, iż tyle zjadłam. Ewentualnie scenariusz naszego lunchu mogłybyśmy zmodyfikować do tego stopnia, iż zaprosiłaby mnie na swoją zapiekankę <3 Tutaj K., przyznaję bez bicia - UWIELBIAM TWOJĄ ZAPIEKANKĘ I JUŻ ZA NIĄ TĘSKNIĘ.  xD
tumblr

Po pewnym namyśle stwierdziłam, iż na lunch chciałabym też iść z moim B. Mogłabym powiedzieć żartobliwie, iż dlatego że zawsze on stawia. xD Ale nie będę taka. Powiem, że chciałabym z nim iść, bo lubię spędzać z nim każdą chwilę. Lubię odkrywać z nim nowe miejsca z jedzeniem,  gdzie siadamy i szperamy w menu licytując się, kto znalazł smakowitszy kąsek. Lubię też z Nim wyszukiwać ciekawe przepisy w Internecie, a później wspólnie przygotowywać owe potrawy (tak, mój facet na prawdę pomaga w kuchni!). Właśnie taki lunch z nim by mi się marzył - wspólnie wymyślony i przygotowany. Jednak nie ważne co i jak by nam wyszło - najważniejsze, że zjedlibyśmy to razem. :) (tak też dziś czekam na mojego B. z obiadem, może z lekka usychając z głodu, jednak - smaczniej je się we dwójkę ;))

No i jeśli chodzi o piątą osobę, to tutaj się zbuntuję. Pięć osób to zdecydowanie za mało! Bo tak na prawdę marzy mi się taki lunch, w taki obszernym miejscu, gdzie moglibyśmy pomieścić się wszyscy! Każdy przyniósłby to, co potrafi przygotować - nawet jeśli miałaby to być zupa z paczki - najważniejsze, że byłaby jedzona w tak doborowym towarzystwie, jak Wasze. Tak więc, jako piątą osobę określę - każdego mojego czytelnika. Myślę (mam nadzieję, że nie tylko ja), iż takie spotkanie przy jedzeniu, podczas którego moglibyśmy porozmawiać, poznać się w realu (niekoniecznie w tym sklepie koło zamrażalki z mięsem) byłoby fajnym przeżyciem. :) I mogę tutaj do wcześniej wymienionej Lusi i Anelise spokojnie dopisać Shadow, z którą ostatnio złapałyśmy wspólny język i okazało się, że nieźle nadajemy na tych samych falach, Asika - który jest tą naszą pozytywną iskierką, Kathy Leonię - którą podziwiam za codzienne dodawanie postów, jesteś moim guru w tej kwestii :D , Martę - która dzieli się swoimi szalonymi pomysłami i pięknymi zdjęciami, Iluvię i Uzależnioną, które są tutaj od niedawna, jednak już zdążyły się zadomowić i mam nadzieję, że zostaną na dłużej, Kasię, która wróciła po straaaaasznie długiej przerwie - ważne, że wróciłaś i nie uciekaj nam już więcej :) , Labravę, Czarną Firankę, Fridę - mistrzynię pisania kosmicznie długich postów :D , Gabriela - mojego modowego guru, który w przyszłości na pewno odniesie wielki sukces,  Agatę, która odpowiada na pytania równie wspaniale, jak i je zadaje podczas przeprowadzania wywiadów, Bukowinę, Norrie, Sówkę i wszystkich, których pominęłam, za co przepraszam, ale lecę z pamięci - z chęcią zjadłabym lunch z Wami wszystkimi lub jeśli wolicie - z każdym osobno (kurczę miałabym zaplanowane obiady na miesiąc z góry :D). To kiedy zaczynamy? :P

No i to by było na tyle - trzeci punkt z listy odhaczony, kolejne zadanie wykonane. :)
A Wy, z kim chcielibyście zjeść lunch? Z ulubionym aktorem, muzykiem, a może politykiem? :D
Czekam na Wasze komentarze.
Pozdrawiam i dużo ciepła życzę!

55 komentarzy:

  1. Z Anelise to i ja chciałabym zjeść lunch :). Klawa dziewczyna z niej. A tak poza tym to jakiś lunczyk z Kevinem Spacey- moim ulubionym aktorem :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz zaprosić ich razem. :D Chyba, że wolisz mieć Kevina tylko dla siebie. :P

      Usuń
  2. Jestem zaszczycona :P I lunch Ci miałam proponować już jak tylko przeczytałam pierwszy akapit :P Z geografii jestem słaba, ale Jastrzębia Góra to chyba już niedaleko Władysławowa albo Łeby jest a też w tym samym czasie jadę nad morze ;p Zdaje się, że we wtorek w nocy mamy wyjechać :D
    Dziewczyno, jak Ty mnie dobrze znasz xD Zaplanowałaś normalnie mój wymarzony, miałam napisać dzień, ale chyba by nam to nie starczyło, zwłaszcza z wylotem na Manhattan xD Aaaaaaaaaaa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, nie przesadzaj! Zaszczycona to mogłabyś być, gdyby królowa angielska chciała się napić z Tobą herbaty, a nie z powodu lunchu z taką szarą mną. :P
      Jednak nie jest aż tak źle z Twoją geografią, bo Jastrzębia Góra jest niedaleko Władysławowa. :) My wyjeżdżamy w czwartek rano.
      A widzisz, jak to można człowieka poznać - nie znając go osobiście? :D Czytanie notek i pisanie komentarzy robi swoje. :P
      Wiesz, jakbyś miała gdzieś w zanadrzu prywatny odrzutowiec, to ja myślę, iż ogarnięcie wszystkiego w jeden dzień nie byłoby problemem. :D Oczywiście, na miejscu zostałybyśmy dłużej!

      Usuń
    2. Zupełnie nie wiem o czym z Królową angielską bym rozmawiała ;p Wolałabym wypić z Tobą jakiegoś ruskiego szampana :D
      To po nas, a na ile jedziecie? :P
      Trochę się już w końcu znamy na tym wirtualnym świecie ;p A czasem mam wrażenie, ba, ja wiem to, że osoby z bloga znają mnie lepiej niż te z mojego otoczenia :)
      Odrzutowce mam we wszystkich kolorach, więc dobierzemy sobie któryś do koloru naszych szpilek :D

      Usuń
    3. Może o herbacie właśnie. :D Och! <3 A co do ruskiego szampana, to po obronie zastanawiałyśmy się z wyżej wymienioną K. - jak my mogłyśmy to pić (i w jakich ilościach xD).
      Od czwartku, do niedzieli. :) I tak przed południem pewnie będziemy na miejscu. :D
      Też mi się tak wydaje. Tutaj jednak nie ma tych masek, które czasem jednak na siebie w realnym świecie zakładamy, z obawy sama nie wiem przed czym. :P
      Och, jak to dobrze, że Cię mam! xD

      Usuń
    4. Ja najwięcej wypiłam w liceum. W trzy koleżanki wypiłyśmy trzy szampany, ale to było tak, że przy jednym odpadła pierwsza, więc kolejne dwa były na dwie, a przy drugim odpadła druga więc został cały :P Nie wypiłam chyba wszystkiego, ale na następny dzień zwlekłam się z łóżka dopiero o 13 :D
      To wracać pewnie będziecie tak jak my, chociaż ja bym chciała zostać jeszcze na poniedziałek :)
      Bo tutaj nie udajemy nikogo, bo nie boimy się żadnej oceny. Jesteśmy anonimowe i możemy wylewać wszystkie żale bez obaw, że dowie się o tym ktoś z naszego otoczenia. Gdy Karolina była moją prawdziwą przyjaciółką też jej mówiłam o wszystkim, co pisałam tutaj, ale z czasem.... wyszło jak wyszło i żałuję, że wszystko jej mówiłam ;)
      Hehe, co powiesz na czerwony? :D

      Usuń
    5. No to my mniej więcej tak samo piłyśmy. Wychodziła pewnie butelka na głowę. :P A potem na kacu w godzinę pięć litrów wody znikało. xD
      Pewnie jakoś pod wieczór. Zobaczymy ile dokładnie nam zajmie podróż nad morze. :) Ja to bym w ogóle mogła zostać do końca lata, ale niestety B. musi wracać do pracy.
      Dokładnie, chociaż tutaj też już staram się nie poruszać takich tematów, przez które mogłabym sobie nagrabić w realu - czyli nie czepiam się znajomych itp. :P
      Okej, tylko muszę odkopać czerwone szpilki. :D Wiesz, że kupiłam je kilka lat temu i jeszcze nigdy nie miałam ich na żadnym wyjściu? xD

      Usuń
    6. Ale impreza pewnie była nie żałowana ;p
      Ach ta praca, przekopane z tym. Ja się cieszę na ten wyjazd głównie dlatego, bo domyślam się, że za rok będziemy mieć z Ciachem o wiele mniejszy wybór gdzie i kiedy jechać. Kto wie, czy w ogóle będziemy mieć jakiś urlop :/
      Ja się nawet tym nie przejmuje ;p A może zwłaszcza tym i tu wreszcie mogę się wygadać :D
      Kilka lat temu i ja nabyłam takie mega wysokie czerwone szpilki na platformie, powiem Ci, że nawet wygodne, ale są bardzo twarde i szybko zaczyna mnie w nich boleć noga :/

      Usuń
    7. No to na pewno.. Ogólnie to miałyśmy dziwny zwyczaj imprezowania w środku tygodnia, po czym na drugi dzień szłam grzecznie z rana na zajęcia. Dziś pytam samej siebie - JAKIM CUDEM?! xD
      No z tą pracą ciężko. Z jednej strony jest potrzebna, ale z drugiej człowiek jest przez nią uwiązany. Najlepsze jest to, że jeszcze pracy nie znalazłam, a już mam poznaczone terminy, gdzie muszę wziąć wolne. xD
      Tutaj i tak nikt Cię nie wsypie, bo nawet jakby chciał, to technicznie rzecz biorąc nie - nie ma szans. xD
      No ja Ci nie powiem czy moje są wygodne, bo pojęcia nie mam. Ale skoro mówią, że każda kobieta powinna mieć czerwone szpilki - to mam . :D

      Usuń
  3. Wow, moja Oi :) Zrobiłabym dla Ciebie taki lunch, że zapamiętałabyś go na zawsze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oi? Jak słodko! :D
      Och, aż jestem ciekawa, co byś mi zaserwowała. :D

      Usuń
    2. Na pewno coś takiego co by Cię zaskoczyło :) I całkiem możliwe, że wpadłoby Ci w gust :)

      Usuń
    3. Ależ jesteś tajemnicza. :D

      Usuń
    4. Co za dużo wiedzieć to nie zdrowo, z resztą myślę, że może bym Cię czymś zaskoczyła i może coś by Ci przypadło do gustu a mam kilka fajnych przepisów :)

      Usuń
    5. Hahaha! No to Ci powiem, że moja ciekawość rośnie z każdą chwilą. :)

      Usuń
    6. Zapraszam do siebie to popróbujesz dobrych rzeczy :)

      Usuń
    7. A dokąd, bo nawet nie wiem skąd jesteś. :D

      Usuń
  4. Też bym chętnie spotkała się z Lusią. Fakt, przygody jej się trzymają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No narzekać na nudę, to ona nie może. :)

      Usuń
    2. Boshe, ja jestem sławna! Niewiarygodne! :D

      a moje życie mimo wszystko nudne!

      Usuń
    3. Uważaj, jak pod Twoim domem ustawią się tłumy po autograf. :D
      Jak Ty masz nudne życie to ja już nie wiem co mam. xD

      Usuń
  5. Boshe, Kochana! Ja tu czytam, widzę tytuł notki, i pochłaniam, a tu paczę: ja! Ależ zakwiczałam z radości! I przetarłam oczy z niedowierzania! co jest marzeniem iście porównywalnym do zagrania w prestiżowym filmie - mój ulubiony fragment <3 , ale wiesz co?? to marzenie trza spełnić, tak to widzę! Co do tych gaf, i "czegoś spektakularnego" to jestem skłonna powiedzieć, że nawet jakbym starała się najmocniej jak potrafię nie zrobić niczego głupiego, pewnie bym to zrobiła. Ale! Ile emocjów! Wyobraź sobie nie wiem, pizzę z sosami wbitymi w centralnym jej punkcie. Albo bigosem zamiast frytek w Macu. Tożby dopiero było! Nie jestem dobrą przewodniczką, więc nie obiecuję, że oprowadzę Cię po Krakowie (minimum moich umiejętności to dojście do rynku, i powrót z niego do galerii na dworzec), jednakowoż WPADAJ DO KRAKOWA, bo nie mogę się tego lunchu z Tobą doczekać!
    Co do happysadów, to nikt mi nie wierzy, że to ostatnie, to był przypadek. Wobec tego tak: przyznaję się bez bicia, że prosiłam rodziców o wyprawę na koncert do miasta oddalonego niemal o 600 km. Brzmi wiarygodniej? :D
    A, koncert, to my możemy przeżyć, słuchaj, prywatnie, gdyż albowiem mam tyle nagrań (w ktorych słychać mnie, jako drugi głos XD), że wohoho. Mam nawet oficjalną płytę z koncertu Woodstockowego sprzed dwóch lat. Do dzis nie moge zapomnieć, jak przy zamawianiu płyty dostałam takich wielkich emocjów, że nie posoliłam ryżu, którego później nie mogłam przełknąć.
    Niemniej!, i piwo, i lody i ten lunch i wszystko wszystko wszystko jest aktualne, więc wiesz, po prostu wpadaj do Krakowa a ja przyjmę Cię z otwartymi ramionami <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lusiu, gdy czytałam Twój komentarz, to dosłownie śmiałam się przez łzy (ze śmiechu oczywiście :D).
      Wiesz właśnie sprawdziłam, że do Krakowa to ja mam TYLKO 497 km, więc spoko, zaraz jestem. xD
      Matko, wiesz gdzie się kwalifikuje ten koncert? Już Ci pisałam u Ciebie - to jest nałóg kochana! I jakkolwiek byś się nie tłumaczyła w mych oczach jesteś happysadowym nałogowcem :P
      Łaaaa! <3 A śpiewałaś może na tym nagraniu "W piwnicy u dziadka"? Bo ja ubóstwiam wersję koncertową i innej nie słucham w ogóle. :D Kurczę, ale ten ryż Ci musiał nie smakować, że tak zapamiętałaś ten moment. XD (Ty, może też Ci zaserwuję nieposolony ryż i będę miała pewność, że mnie zapamiętasz xD).
      Cieszy mnie Twój entuzjazm i już nie mogę się doczekać, aż zrealizujemy nasz szalony plan. :D

      Usuń
    2. Służę pomocą. Podać husteczkę? <3
      phi, co to nawet niecałe 500 km, czekam XD
      taki nałóg mi się podoba ;p
      oezu, za każdym razem sobie obiecuje, że nie, mam już te piosenki nagrane z innych koncertów i tym razem nie musze nagrywać ale nagrywam XD hahaha, koncertowa najlepsza, ale przesłuchaj tej płytowej, bo tam z kobietą śiewa Kuba :D
      e tam, ja Ciebie i tak zapamiętam więc wiesz <3
      CZEKAM <3

      Usuń
    3. Cała paczuszkę poproszę. :D
      Kurczę, mogłam się zabrać, jak szli na pielgrzymkę z okolicy, bym miała po drodze towarzystwo, a potem bym odbiła w Twoją stronę. xD
      Aż się chce powiedzieć - zdrowy nałóg. :D
      Czyli masz multum wersji .xd Ej ja się zawsze na koncertach zastanawiałam, po co ludzie to w ogóle nagrywają i czy później tego słuchają i spójrz - okazuje się, że tak. :D
      Czyli obędzie się bez ryżu. :P
      <3

      Usuń
    4. Okejeczka!
      :<
      A zebyś wiedziała! :D
      W ciul :P ależ oczywiście, że oglądają, jak się trzeba pozytywnie naładować ;3
      Otóż to :P
      <3

      Usuń
    5. A tak w ogóle, to co będziemy jeść? :D

      Usuń
  6. Wow! Nie wierzę, mnie wymieniłaś?! :) Jest mi bardzo miło z tego powodu. Bardzo dziękuję :) Tak naprawdę jestem tutaj od dawna, lecz pod różnymi nickami. Tak czy owak bardzo się cieszę, że mam taką możliwość Ciebie czytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapadłaś mi w pamięci, więc pojawiłaś się i w notce. :)
      Kamuflujesz się nieźle. ;P Bardzo mi miło i wzajemnie!

      Usuń
    2. Bardzo mi miło zatem! Nawet nie wiesz jak bardzo! :)))

      Usuń
    3. Cieszę się, że sprawiam innym radość. :)

      Usuń
    4. Chętnie bym zjadła z Tobą lunch ;)) Nawet dwa :)

      Usuń
    5. To już by się dłuższy pobyt szykował. :D

      Usuń
    6. I dwie dłuuuugie noce :D
      PS Nie żebym Cię podpuszczała, ale nie sięgniesz po nią teraz (chodzi o książkę) :D

      Usuń
    7. Nocne pogaduchy to coś, co uwielbiam! <3
      Hahah, a więc taką taktykę przyjęłaś? :D

      Usuń
  7. o właśnie i to jest najlepsze ja bym chciała zjeść lunch z Tobą i z każdą osobą poznaną tutaj. na pewno byłoby mega fajnie i tematów do rozmów by nie brakowało ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak i coś czuję, że na samym lunchu by się nie skończyło. :D

      Usuń
  8. Ależ Ci się te pięć osób rozrosło ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciąża mnoga mi się z Was zrobiła. xD

      Usuń
  9. Spora ta restauracja by musiała być, żeby Nas wszystkie pomieścić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś by się znalazło. :D Najwyżej weselną salę by się wynajęło. :P

      Usuń
  10. Leon pije dużo zielonej herbaty i od tego ma taką moc xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To muszę chyba wziąć z Ciebie przykład. :P

      Usuń
  11. To powiedz gdzie i kiedy a przyjadę na ten lunch :P Swoją drogą, nigdy nie miałam okazji się tak 'blogowo' z kimś spotkać, ale ale! wszystko przede mną :) tfu - przed nami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie tylko zechcesz :D Ja też jeszcze nie, od jakiegoś czasu umawiałam się z Asikiem na piwo i jak na razie nic nam z tego nie wyszło. :P

      Usuń
  12. Taki zbiorowy duży lunch w Waszym towarzystwie - to i moje marzenie! =*

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakie atrakcje mogę polecić nad morzem? GOFRY! Peeeełno gofrów. :3 Tylko pamiętaj, że z dżemem i bitą śmietaną wywołują mdłości.
    Tez bym chciała zjeść lunch w naszym towarzystwie, dziękuję bardzo. A gofry na deser. Oczywiście z bitą śmietaną i owocami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubię śmietany i produktów mlecznych, więc jeśli gofry, to tylko z owocami. :D
      Hahah! Okej! Mamy już ustalone menu na deser - czyli jesteśmy bliżej realizacji celu. :P

      Usuń
  14. A taki lunch ze wszystkimi z bloga, albo z pewnymi osobami byłaby fajową sprawą:) Tak jak wcześniej pomysł ogniska...ciekawe, czy uda się to kiedykolwiek zrealizować? I wcale nie są aż tak długie, ja się jeszcze hamuję, serio, okrawam XD
    I z kim...a liczą się postacie nieżywe już?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kordian z Asikiem już ponad rok temu chyba planowali takie ognisko. :) Fajnie by było móc w końcu te plany zrealizować. :)
      Hahaha, no to jestem ciekawa jakie by były te nieokrojone notki. :D
      Oczywiście! Daję tutaj wolną rękę!

      Usuń