piątek, 17 lipca 2015

151. Projekt - języki obce.

Witajcie kochani. Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa pod ostatnim postem. Nie wiedziałam, że zrobi on aż taką furorę, więc bardzo miło mnie zaskoczyliście. :) 

Dziś niestety nie zaserwuję Wam kolejnej relacji z szycia, bo muszę Wam się przyznać - poza rozrysowaniem kolejnej rzeczy do przeróbki, nie zrobiłam nic w tym kierunku. Mogę się wytłumaczyć lekkim brakiem czasu i piękną pogodą, która do nas powróciła i wręcz nakazuje siedzieć na świeżym powietrzu. Dlatego też dziś rzucam dla Was post, który pierwotnie miał pojawić się ostatnio - a więc porozmawiajmy o językach. ;)
Jak wszyscy wiemy, w dzisiejszych czasach duży nacisk kładzie się właśnie na języki obce. Dzieciaki już w przedszkolu uczą się prostych słów, jednak po swoim bracie widziałam, że słówka niepowtarzane każdego dnia po prostu gdzieś uciekają z pamięci dziecka. No, ale co by nie było - pierwszy kontakt z językiem dziecko dostaje już bardzo szybko. 
google
Ja niestety tyle szczęścia nie miałam i moje pierwsze zetknięcie z obcą mową nastąpiło dopiero w czwartej klasie podstawówki. Jak już z pewnością wiecie "moim" językiem jest niemiecki - znienawidzony przez wielu, ukochany właśnie przeze mnie. 
Dopiero w gimnazjum spotkałam się z lekcjami angielskiego, jednak w tym kontekście można śmiało powiedzieć, że miałam pecha. Moja nauczycielka z gimnazjum, poza fajnym tyłkiem nie miała niczego do zaoferowania. Mało tego - już w drugiej klasie, po półroczu zaszła w ciążę, a ja z moją klasą spędzaliśmy wszystkie angielskie na świetlicy. W trzeciej klasie przyszedł do nas pan, który obecnie prowadzi pizzerię. Jak nam mówił - przyszedł tutaj tylko na prośbę swojej dziewczyny. Tak też na angielskim gadaliśmy o Premier Ligue, przy ładnej pogodzie graliśmy w piłkę i nie robiliśmy nic w kierunku edukacji. Oczywiście ówcześnie byłam tym zachwycona, bo który gimnazjalista nie marzy o takim nauczycielu? Ostatecznie mury gimnazjum opuściłam z piątką z angielskiego, która została przeze mnie wylicytowana - jak z resztą oceny całej klasy:
- Czwórka?
- (uczeń kreci nosem) A może piątka??
- Okej, niech będzie piątka. 
Całe szczęście podczas tej anglistycznej samowolki trafiłam na konkretną nauczycielkę od niemieckiego - także chociaż jeden język umiałam porządnie. 
W szkole średniej natrafiłam na kontynuację anglistycznej "bidy z nyndzą", bo trafił mi się pan LICENCJAT, który był dopiero w trakcie magistra. Ów pan licencjat również charakteryzował się luzackim podejściem do nauki i na zajęciach dodatkowych oglądaliśmy filmy - jednak były po angielsku? Były. Całe szczęście nie był już aż tak olewający w stosunku do nas i ROBIŁ NAM SPRAWDZIANY, przerobiliśmy nawet kilka podręczników! Szok, za szokiem. Jednak mimo tego - angielskim orzełkiem nie mogłam się nazwać. 
Jeśli chodzi o niemiecki - tutaj znów trafiałam na same konkrety. Miałam trzy nauczycielki, z czego zajęcia z dwiema z nich były na prawdę świetne. Najbardziej wdzięczna jestem babce, która przygotowywała nas do matury. Zadawała na prawdę cholernie trudne teksty do czytania ze zrozumieniem, hardcorowe słuchania - przez co Wszyscy przed maturą byli totalnie przerażeni (w jej tekstach może rozumieliśmy 50% całości). Jednak szok zaserwowany nam w dniu matury był bezcenny - aż na usta cisnął się uśmiech, gdy słuchanie i tekst czytany okazały się banalnie proste. Na prawdę miałam ochotę krzyknąć EJ LUDZIE, JA TO ROZUMIEM! I wszystko dzięki temu, iż owa pani nie rozpieszczała nas na zajęciach. :) 
Później przyszedł czas studiów i wiadomym było, iż wybiorę niemiecki. Przed rozpoczęciem studiów musiałam wypełnić test rekrutacyjny, który zakwalifikował mnie do grupy średnio-zaawansowanej, co też było dla mnie szokiem, bo jak dla mnie ten test był szczytem niemieckiego hardcore-u. A jednak, jakoś się udało i właśnie tutaj - na studiach trafiłam na nauczyciela idealnego. Z ogromnym poczuciem humoru, ale i uczącego czasem w sposób abstrakcyjny - np. nauka mowy potocznej poprzez pisanie smsów na zajęciach, liczne odgrywanie scenek, podczas których chłopcy ukazywali swoje kabaretowe zdolności, czytanie opowiadań i dopisywanie do nich własnych zakończeń. To coś, co sprawiało, że na ten niemiecki na prawdę chętnie się chodziło, nawet jeśli na kolokwium było do nauczenia po 200/300 nowych słówek. 
Mój nauczyciel powiedział jeszcze kiedyś bardzo ważną rzecz, która utkwiła mi w pamięci:
-Wiecie jak sprawdzić czy dobrze znacie dany język? Spróbujcie opisywać codzienne czynności, które właśnie wykonujecie. Jeśli nie macie z tym problemów, możecie powiedzieć o sobie, że z tego języka jesteście dobrzy. 
I tutaj miał pełną rację. Bo na co mi piątka z niemieckiego, na poziomie średnio-zaawansowanym, skoro nie posługuję się nim na co dzień i fakt faktem wiele słówek mi umyka? Dlatego też postanowiłam wziąć się za siebie - nie na płaszczyźnie jednego, a dwóch języków jednocześnie. W planach miałam zamiar rozpocząć to zaraz po obronie, niestety - przeciągnęło się i zaczynam dziś. A więc:

KAŻDEGO DNIA ZAPISZĘ TRZY ZDANIA UKAZUJĄCE CODZIENNE CZYNNOŚCI W TRZECH JĘZYKACH I BĘDĘ JE POWTARZAĆ W CIĄGU CAŁEGO DNIA.

Jeśli będę miała problem z wymyślaniem - otworzę książkę i wybiorę pierwsze przeczytane zdanie. Jak długo mam zamiar to robić? Przynajmniej do końca wakacji, a może wejdzie mi to w nawyk i zostanie ze mną na dłużej? 
W tym celu przygotowałam sobie w Wordzie tabelkę, w której zaprezentuję Wam moje dzisiejsze trzy zdania i codziennie będę dopisywać kolejne. :)


Co Wy na to? Wchodzicie ze mną w projekt językowy dla siebie i swojej przyszłości? ;) A jak wyglądała Wasza przygoda z językami obcymi? Bardzo jestem ciekawa czy ktoś miał takiego pecha do anglistów, jak ja. :D 

Pozdrawiam kochani i uciekam szykować się na dzisiejszą imprezę. ^^

40 komentarzy:

  1. To może być dobra motywacja do nauki języka. I ja powinnam wreszcie zacząć się uczyć jakiegoś języka obcego... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uczyłaś się jeszcze żadnego?

      Usuń
    2. W szkole uczyłam się angielskiego - do dziś poziom mnie nie zadowala. Dogadać się dogadam, ale chciałabym mówić lepiej w tym języku.
      W szkole miałam również niemiecki - ale tu robiliśmy wszystko, tylko się nie uczyliśmy tego języka.
      Dodatkowo jeszcze uczyłam się sama hiszpańskiego - i żałuję, że tego zaprzestałam...

      Usuń
    3. Zaprzestanie nauki języków, to coś czego ludzie po czasie chyba najbardziej żałują. Ja kiedyś "bawiłam się" włoskim. :P Ale też nic większego z tego nie wyszło.

      Usuń
  2. Ja jakoś nie mam szczęścia do języków obcych. W podstawówce uczyłam się od samego początku angielskiego, w ostatniej klasie poszedł mi rosyjski, który miałam z dyrektorką, więc możesz sobie wyobrazić jak ta nauka wyglądała. W gimnazjum za to miałam angielski i niemiecki, który okazał się dla mnie koszmarem. ;/ Dziś wiem, że nauka języka obcego zależy w dużej mierze od nauczyciela. A ostatnio zaczęłam uczyć się na własną rękę języka hiszpańskiego. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, bo to nauczyciel ma Cię z tym językiem zapoznać, zachęcić do niego, udowodnić, że nie jest wcale taki trudny. Także to, jakie nauczyciel ma podejście jest na pewno kluczowe.

      Usuń
  3. Ciekawy pomysł z tymi zdaniami w 3 językach, ale ja się nie piszę gdyż leń niesamowity ze mnie;>
    U mnie językowa sprawa wygląda b. kiepsko choć chodziłam jakiś czas i na angielski i na niemiecki. Lepiej więc o błędach młodości pisać nie będę, bo przez głupotę zrezygnowałam z zajęć, a szkoła okazała sie niewystarczająca.
    Fajnie, że znasz niemca - często stanowi furtkę do wartościowej pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, szczerość najważniejsza :D
      Też to zauważyłam, jednak muszę go na bieżąco ćwiczyć, by ta znajomość nie pozostała jedynie na papierze. ;)

      Usuń
  4. Ja lubię języki a w planach mam naukę arabskiego, kiedyś byłam na wakacjach i umiałam trochę prostych zwrotów ale zapomniałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dość oryginalny język i jego znajomość na pewno otworzyłaby wiele drzwi. :)

      Usuń
  5. Eh, zaraz mi się przypominają własne losy językowe....Niby jestem zdolna, ale języków to totalnie nie obejmuje i w świecie, w którym każdy mój znajomy perfekcyjnie gada po angielsku i pisze na fejsie z typami z Norwegi - ja nie umiem nic. W każdym razie - nie pokazuję, ze coś umiem.
    W liceum mam 4 z angola i nie jestem w najgorszej grupie, plus 5 z francuskiego, który bardzo lubię i będę walczyć o 6. Mimo to mam straszną barierę, zwłaszcza co do angola. Wczesne lata nauki tak mnie do niego zniechęciły, że nie potrafię się przełamać i powiedzieć czegokolwiek w tym języku. nawet jeżeli umiem - po prostu tego nie powiem. I tutaj, niestety, żadna nauka słówek nie pomoże, prawdopodobnie nigdy w życiu nie będę mówiła po angielsku, chyba że mnie do tego siłą zmuszą i zyskałam niechęć do całego tego kraju. Dlatego staram się rozwijać swój francuski, może mniej przydatny, ale chociaż moja rąbnięta psychika pozwala mi go używać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje otoczenie na szczęście nie jest tak biegłe w językach obcych, więc nikt mnie nie dołuje swoją perfekcyjną mową. :D
      Francuski też jest fajną opcją i należy do grona języków dyplomatycznych, więc jeśli będziesz go świetnie znała, to angielski już nie jest Ci koniecznie potrzebny. :)

      Usuń
  6. Och. Te języki. Mogę się nazwać szczęściarą - angielski miałam od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Pan nauczyciel Norbert, nie zwracając na to, że w zasadzie nie opanowaliśmy jeszcze umiejętności pisania, gonił nas do zapisywania w zeszytach słówek. Poczynaliśmy od nauki cyfr, tyle, że zatrzymaliśmy się przy 'six', bowiem pan tak napisał to 'i' jakby było 'e'. Ośmiolatki takie świadome! Później, od czwartej do szóstej klasy kilka razy zmieniała mi się nauczycielka, ale ja lubiłam angielski więc jakoś szkód nie widziałam, poza tym, od trzeciej/czwartej klasy chodziłam na dodatkowe lekcje do pani, na których to lekcjach robiłam ponadprogramowy materiał :) W pierwszej gimnazjum miałam bardzo fajną panią, która niestety od początku drugiej klasy poszła na urlop macierzyński. W drugiej klasie najpierw dorwał nas pan T., wówczas praktykant, którego po kilku miesiącach zmienił M., który, jak podejrzewam, się nas bał. Stawialiśmy więc opory i byliśmy ogólnie nieprzyjemni, ale druga klasa zakończona. W trzeciej zaś przyszedł z powrotem pan T., tym razem na legalu jako nauczyciel. I on nam dawał największy wycisk, wobec czego wszyscy go nienawidzili, a ja uwielbiałam. Wtedy też nauczyłam się większości słówek, bo co tydzień robił nam z nich kartkówki. W dalszym ciągu chodziłam na dodatkowe zajęcia. ;) Brałam z nim udział w konkursach, chodziłam na dodatkowe zajęcia przed lekcjami (gdzie tłumaczyliśmy teksty). W liceum przez dwie klasy, gdzie trafiłam do grupy 'zaawansowanej' (wpierw pisaliśmy test osądzający, ale poszedł katastrofalnie, ocenialni nas więc wg egzaminu gimnazjalnego), uczyła mnie pani, ucząca oprócz angielskiego biologii. Chodzą słuchy, że ani biologii ani angielskiego nie umie, więc jestem w stanie się z tym zgodzić. W trzeciej klasie wzieła nas inna pani, która mnie nie polubiła, bo ilekroć się zgłaszałam, to mnie ignorowała; powiedziała, że muszę przyjść coś na 4 poprawić na koniec, a koniec końcow wpisała 3. Chciałam jej iść pomachać maturą z angielskiego na 96 procent, ale stwierdizłam, że nie. Z końcem liceum zakończyłam również dodatkowe zajęcia z angielskiego, te na własną kieszeń, które - jestem skłonna powiedzieć - przygotowały mnie do matury, a nie szkoła. Tu, na studiach angielski miałam przez II, III i IV semestr. Nic nowego nie robiliśmy, bo jak tu coś robić jak połowa nie zna podstawowych słówek i nie umie czytać?

    Niemiecki miałam tylko przez trzy lata gimnazjum, jechałam jednak na dopuszczających, by przejść. Nie polubiłam języka, zaś moja siostra umie niemiecki w bardziej komunikatywnym stopniu niż ja XD Dlatego Cię podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale się rozpisałam! i jeszcze mi się coś przypomniało. odnośnie tego "myślenia" po angielsku, sama się staram. a jak chcesz to poćwiczyć, to możesz założyć sobie twittera i tam codziennie parę zdań po angielsku pisać. działa, a przede wszystkim szybko się przyzwyczajasz :) jak mam fazę na angielski to potrafię parę dni tweetować tylko po ang właśnie :)

      Usuń
    2. Twoja historia dotycząca angielskiego jest bardzo pozytywna. Super, że od początku polubiłaś język i świetnie sobie z nim radzisz. :)
      Ja miałam dość podobnie właśnie z niemieckim, dlatego to on jest moim wiodącym językiem. :P
      Szczerze? Nie ogarniam idei twittera! xD Nie czaję, po kiego grzyba coś tam pisać i ogólnie - co miałabym tam pisać??? :P Możesz mnie oświecić w tej kwestii, to będzie mi miło. :D

      Usuń
  7. Też na studiach trafiłam na świetnego nauczyciela, tyle że od angielskiego, bo jednak ten język mam opanowany bardziej niż niemiecki :) Słyszałam o takim projekcie, że cały dzień mówi się do siebie w innym niż swoim ojczystym języku i powiem ci, że to jest fajne.
    Czasem, ni stąd, ni zowąd, zdarza mi się myśleć po angielsku, mimo że nie mam akurat styczności z tym językiem... Nie wiem dlaczego XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś się starałam do siebie mówić po niemiecku przez cały dzień. :D
      Mi się to zdarza, gdy słucham dużo muzyki albo oglądam film z napisami. :P Mój mózg wyłapuje pojedyncze zwroty i potem do nich wraca - sam. xD

      Usuń
    2. Ale to bardzo fajna sprawa, bo dzięki temu coś tam zapamiętujesz :D

      Usuń
    3. Ogólnie facet, do którego chodziłam kiedyś na korepetycje z angielskiego zaczął się uczyć tego języka sam właśnie poprzez tłumaczenie tekstów piosenek. :)

      Usuń
  8. kocham niemiecki wpadł mi w ucho :) miałam świetną nauczycielkę za to od angielskiego tragedia i jeszcze bardziej zraziłam się do tego języka!
    buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. ja angielski lubię zawsze miałam fajnych nauczycieli od niego:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla mnie najlepsza nauka, to nauka przez rozmowę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam z kim rozmawiać po angielsku, a co dopiero po niemiecku. :D

      Usuń
  11. Świetna inicjatywa! :) Ja się powoooli zabieram za dokształcanie angielskiego, bo od skończenia technikum nieco to u mnie podupadło, a język ten darzę ogromną sympatią :) Chociaż podobnie, jak Ty, miałam nie najlepszych nauczycieli. W podstawówce był całkowity luz, jedynie w 6kl. przyszła pani, która naprawdę nas czegoś nauczyła. W gimnazjum co roku miałam inną nauczycielkę, i znów, dopiero w ostatniej klasie przyszła prawdziwa nauczycielka, a nie pseudo. Znowu w technikum miałam tę samą przez 4 lata, kiepską, ale za to z języka zawodowego miałam takiego hardcora, że to z nią przygotowywałam się do matury na zajęciach dodatkowych :)
    A co do niemieckiego, potrafiłam go naprawdę dobrze w czasie gimnazjum, bo miałam świetną nauczycielkę. Niestety, w technikum miałam masakryczną babkę i tak się moja przygoda zakończyła z niemieckim.
    Co do nauki języków obcych polecam ten filmik na temat sposobów uczenia się języków : https://www.youtube.com/watch?v=78FpZVVEpk8 . Mnie bardzo oświecił, bo mam największy problem z mówieniem (jak pan Grzesiak słusznie stwierdził, jesteśmy przeintelektualizowani i zamiast swobodnie coś powiedzieć, zastanawiam się w jakim czasie to powiedzieć).
    Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genialny filmik i genialny facet. :) Wiesz, ja z gramatyką w angielskim nie mam problemu, bo nie ogarniam jej w ogóle. XD

      Usuń
  12. Świetny pomysł! Na pewno w to wejdę. Mam tak, jak ty. Lubię niemiecki, choć... nie sądzę, żebym umiała opisać codzienne czynności, ale muszę się za to zabrać. Co do angielskiego, to... Nogą całkowitą nie jestem, ale z pewnością orłem nazwać mnie nie można. Chciałabym nauczyć się jeszcze norweskiego, ale to tylko takie plany... Szczerze powiedziawszy zdziwił mnie fakt, że angielski zaczęłaś w gimnazjum...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, bo niby wszystko umiemy, ale na tych najprostszych rzeczach w ogóle się nie skupiamy.
      Ambitne plany, za które trzeba się brać. ;) nie odkładaj niczego na później, masz wakacje, więc proponuję spożytkować nadmiar wolnego czasu właśnie na dokształcanie siebie. :)

      Usuń
  13. W sumie to dobry patent, zwłaszcza, że w ostatnim czasie przypominam sobie swój niemiecki i trochę opornie mi idzie:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, trzymam kciuki by od teraz szło Ci lepiej! :)

      Usuń
  14. Masz świetny pomysł! Ja dzielnie szkolę angielski, bo u mnie też w szkole właśnie taka "bida z nyndzą" była... A mnie jeszcze w podstawówce na niemiecki rzucili :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)
      Dobrze, że nadal szkolisz i nie odpuszczasz. :)

      Usuń
  15. Wchodzę! Ja uwielbiałam niemiecki, do czasu...do czasu gdy znienawidziłam go przez...ludzi w klasie w technikum przez których nic nie moglismy zrobić na lekcji, bo cały czas zagadywali nauczycielkę, a oa się dawała. no cóż.Za to angielskiego nie znosilam w gimnazjum, ale polubiłam w średniej <3

    Pozdrawiam i zapraszam na 6czerwca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, jak to się człowiekowi może odmienić. :)

      Usuń
  16. Ja chyba wejdę ;) Angielskiego chcę się nauczyć chociaż lepiej mi zawsze szedł niemiecki ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Angielski jest jednak powszechniejszy, dlatego też staram się z niego podszkolić. :)

      Usuń
  17. Miałaś przeboje z tymi nauczycielami :) Ja zdecydowanie bardziej wolę angielski, chociaż po niemiecku czasem też coś jeszcze zrozumiem, bo uczyłam się go kilka lat w szkole. Angielski jest jednak powszechniejszy dlatego łatwiej mi go zapamiętać. Polecam Ci wykład o uczeniu się języków, który na pewno Cię zainteresuje: https://www.youtube.com/watch?v=RUlt576iqDM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, znowu pan Grzesiak. :D Że ja go wcześniej nie znałam. :P

      Usuń