czwartek, 9 lipca 2015

148. Obroniona.


Witajcie kochani. Jak Wam mijają ostatnie dni? Ja, chociaż wakacje mam już praktycznie od połowy poniedziałku, to dopiero dziś znalazłam czas, aby napisać do Was i pochwalić się ostatnimi wydarzeniami. Co do pogody - u mnie ochłodziło się. Z jednej strony - nareszcie, można na chwilę złapać oddech, ale z drugiej strony, skoro mam już wolne - mogło by przygrzać, bym sobie poleżała i odprężyła się na słoneczku. ;) Ale wracając do tego, co chciałam Wam dziś przekazać...

Otóż w poniedziałek, o ósmej rano miałam obronę. Żeby było śmiesznie - w nieklimatyzowanym budynku. Także, gdy przyszłam na miejsce, to chyba z piętnaście minut musiałam się wachlować podkładką pod kartki. Po wejściu do sali okazało się, że tam jest JESZCZE GORZEJ - na prawdę współczułam mojej męskiej komisji, odzianej w garnitury przy takiej temperaturze. 
google
Ogólnie zaraz po wejściu byłam trochę zestresowana, jednak przed rozpoczęciem prezentacji sytuacja się rozluźniła - przewodniczący zaczął żartować z przejętego promotora, który ze stresu zapomniał włączyć pilot od rzutnika i pobiegł na dół po nowy, "bo ten jest zepsuty" (nie wiem dlaczego, ale skojarzył mi się ze stereotypową blondynką). :P Powiem Wam, że ta sytuacja rozluźniła atmosferę na tyle, iż w ogóle nie stresowałam się prezentując swój projekt. 
Przechodząc do pytań - po prostu wiedziałam, że trafię na coś głupiego. No i trafiłam, coś co może czytałam kilka dni przed obroną, ale kompletnie się na tym nie skupiałam. Oczywiście powiedziałam, co wiedziałam, ale K. uświadomiła mnie, że poleciałam gościowi starymi przepisami, sprzed dwóch lat. Jednak recenzent-finansista tylko potakiwał głową i mam wrażenie, że tych przepisów po prostu nie znał. 
Mimo tego, po wyjściu miałam stres i byłam pewna, że dostanę 4, może najwyżej 4,5 . Także z jednej strony ogarnęła mnie ulga, że mam to za sobą, a z drugiej poczułam zawód, że nie trafiłam na lepsze pytanie, którym mogłabym się lepiej wybronić. No cóż...
Koniec końców przy ogłoszeniu wyników okazało się, że cała grupa prócz jednej osoby obroniła się na 5 - i tą jedną osobą nie byłam ja. :P Mało tego, poza piątką na obronie, druga piąteczka ląduje na moim dyplomie. Gdy usłyszałam swoje wyniki uszło ze mnie całe powietrze, a na usta cisnęło mi się tylko "Jezuu...". 
Jednak to nie był koniec emocji. Na mojej uczelni, co roku wśród osób broniących się organizowany jest konkurs na najlepszą pracę. Każdy promotor może wybrać dwie spośród swoich "podopiecznych", jednak recenzent musi najpierw danej pracy przyznać status "wybitnej". Po ogłoszeniu wyników promotor zaprosił mnie na bok i oznajmił, iż moja praca wędruje na ten właśnie konkurs. Z jednej strony szok, z drugiej ogromna radość. Po czasie dotarło do mnie, że przecież faktycznie mogłam się tego spodziewać, ponieważ po zaprezentowaniu recenzent powiedział, iż "temat jest świetny", bardzo mu się podoba i "został genialnie zaprezentowany" (chociaż wtedy myślałam, że mówi tak każdemu xD).
Tak też dzień mojego sądu okazał się dniem bardzo radosnym, nie tylko z powodu obrony na 5, a nawet bardziej z racji wyróżnienia mojej pracy, której oddałam kilka miesięcy mojego życia. Świadomość tego, iż mój wysiłek został doceniony jest na prawdę bezcenna. 

Na dziś to tyle, co chciałam Wam powiedzieć. 
Pozdrawiam i uciekam nadal radosna korzystać z wakacji. ;)

36 komentarzy:

  1. Jejku, Kochana gratulacje! :)))))))))) Same dobre wieści! U mnie też euforia trwa i będę Wam niebawem o tym opowiadać:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) A więc czekam z niecierpliwością na relację! :D

      Usuń
    2. To może trochę potrwać, bo mam co opowiadać :D

      Usuń
    3. Obszerny pościk się szykuje! Mniam! :D

      Usuń
    4. I już jest :D Omnomnom XD

      Usuń
    5. Już lecę czytać! <3

      Usuń
  2. Serdeczne gratulacje. Cieszę się razem z Tobą, że spokój masz już i to z jakimi wynikami:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. wow, gratuluję wspaniałych wyników! śmiesznie, że promotor tak się zestresował :)
    ja dopiero we wrześniu oddaję pracę.. a Ty się ciesz latem!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Właśnie, ale ta sytuacja rozluźniła atmosferę. :)
      Cieszę się, cieszę. Nie muszę już sobie zaprzątać tym myśli.

      Usuń
  4. Moje gratulacje! Niestety ja nie doczekałam swojej obrony, bo wyjechałam do Holandii :) trochę tego żałuję, ale z jednej strony po co mam studiować coś, co jest bez przyszłości?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      A co studiowałaś, że uważasz to za kierunek bez przyszłości?

      Usuń
  5. Gratuluję kochana! ;)
    Klikniesz w kliki w nowym poście będę wdzięczna ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. gratguluje kochana!!! super!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. No nie :P Obrona na 5, praca wybitna, poszalałaś! :D
    Gratuluję pani magister! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie, szaleństwo na całej linii. :D
      Pani Licencjat. :P Magistrem będę za dwa lata, pani magister. :D

      Usuń
    2. Oczywiście, znów Cię postarzałam do mojego wieku... Wybacz!! :*

      Usuń
    3. Hahaha, oj tam. :D Wybaczam. :P

      Usuń
    4. Ale zdolna bestia i tak jesteś :D

      Usuń
    5. Hahaha! Tak mi dobrze, tak mi mów! :P :D

      Usuń
  8. Gratulacje! Same dobre nowiny ostatnio! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję, moja obrona przede mną, ale obecnie to jakoś mój ostatni problem na liście priorytetów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Takie podejście też dobre, ale pewnie masz do niej jeszcze sporo czasu?

      Usuń
  10. gratulowanie wygranej obrony:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję! Uf, masz to za sobą, szczęściaro! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Tak, wreszcie z głowy.

      Usuń
  12. Jestem tu pierwszy raz.... Gratuluję obrony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc witam w moich skromnych "progach". ;D
      Dziękuję. :)

      Usuń