piątek, 3 lipca 2015

147. Chodź, pomaluj... moje włosy, na żółto i na niebiesko! (???)

Witajcie kochani! Powiem Wam szczerze, że przez te upały totalnie nie mam weny na pisanie postów. Nawet jeśli mam "upatrzony" jakiś temat, to cholernie ciężko jest mi się teraz zebrać w sobie, żeby coś sensownego napisać. Także problemom świata doczesnego i rozważaniom nad nimi póki co - mówię pas. Po prostu obawiam się, że moje wywody mogłyby być porównywalne do bełkotu pijaka pod sklepem - czyli gadania byle gadać, a o czym, to już Bóg jeden wie.
Dlatego też z racji pogody iście męczącej (gdy siedzi się w mieście, bo u mnie na wsi nie mam nic przeciwko niej) zdecydowałam się na tematy lekkie, bliskie nam wszystkim i mam nadzieję, że przyjemne.
Tak więc dziś porozmawiamy o farbowaniu włosów. ;)
Temat ten przyszedł mi do głowy z racji tego, iż sama w ostatnią środę poddałam się owemu "zabiegowi". Włosy farbuję w miarę regularnie, jednak nieczęsto - mniej więcej trzy razy w roku. Pewnie część z Was zdziwi się, że można tak rzadko. Otóż można - moje włosy są o tyle "fajne", że do pewnego momentu w ogóle nie widać na nich odrostów. Dopiero gdy przekroczą granicę około 6. cm stają się widoczne dla oka i wówczas MUSZĘ biec do sklepu po farbę.
tumblr
Przed farbowaniem jednak zawsze staram się podcinać włosy. Może nie bezpośrednio, bo czasem zdarza mi się to w kilkutygodniowych odstępach.
Pisałam Wam jakiś czas temu, że mam uraz do fryzjerów - z tego względu postanowiłam oddać
swoje włosy we własne ręce. Ścinam je co kilka miesięcy (jednak częściej niż je farbuję) głównie ze względu na rozdwajające się końcówki. Drugi aspekt, to oczywiście długość włosów, które po przekroczeniu pewnego progu (przynajmniej w moim przypadku) przestają współpracować i nie układają się tak jakby autorka sobie tego życzyła (zwłaszcza krótki przód).
Powiem Wam też, że od pewnego czasu zaczęłam mierzyć swoje włosy - przed i po ścięciu, czym zaraziła mnie Kathy Leonia (pozdrawiam!). A więc obecna długość moich włosów to 69 cm, ścięłam je z 72 cm. Grubość to niezmiennie 8 cm.
Pozostawiając jednak ścinanie pozwolę sobie powrócić do tematu głównego - czyli farbowanie.
Kolorów na głowie miałam tyle, że GŁOWA MAŁA. Od niegdyś naturalnego blondu, po samą najczarniejszą czerń, zahaczając o brązy, rudości, fiolety, a nawet róże (wariatka, co nie? :D).
Naturalnie jestem (a raczej byłam) blondynką - szarą nudną zimą, za to latem moje włosy stawały się niemal białe od słońca. Gdy miałam 15-16 lat z blondu przeszłam drastycznie w kolor czarny, który marzył mi się od zawsze - jako fance cięższych brzmień, mocnych makijaży i wydziaranych wokalistów, jednak po czasie wakacji stwierdziłam, że jednak to nie jest kolor dla mnie i pozostałam przy brązie (może nie tyle z wyboru, co KOLOR ZMYWALNY pozostał w postaci kasztanowego brązu i pewnie nie zmyłabym go do dziś). Zanim jednak definitywnie pożegnałam się z blondem korzystałam często z jego podatności na nanoszenie dziwnych kolorów - tak też w okresie wakacji zdarzało mi się chodzić z fioletową głową po wsi. ^^ (nie, nie goniono mnie wówczas z pochodniami :P)
Gdy już oswoiłam się z brązem, podczas kolejnych wakacji zamarzył mi się RÓŻ. Niestety brąz nie był już tak ugodowym kolorem, jeśli chodzi o udziwnienia, więc o jasnym i wyrazistym różu niczym Audrey Kitching (którą swego czasu ubóstwiałam) mogłam zapomnieć. Niemniej jednak nie poddałam się i swój łeb pofarbowałam na róż ciemny, może i mniej wyrazisty, ale różowy - co najważniejsze. Tak też w swoje 17. urodziny popylałam na festynie z różową głową i bananem na ustach (ogólnie był to początek mojego związku z B. i do dziś jestem w szoku, że wtedy nie uciekł. xD). Róż w przeciwieństwie do wcześniej wspomnianej czarnej farbki okazał się spieralny, tyle, że zszedł mi razem z brązem i wówczas byłam RUDA, totalna marchewka, ale... co to dla mnie?
Uprzedzając pytania, prośby i żądania
dodaję zdjęcia włosów po.
Tak, wiem, że mam seksi ręczniczek.
<3
Ogólnie rzecz biorąc ruda bywam zazwyczaj dwa razy w roku - na początku i na końcu lata. Na początku, po zbyt długiej przerwie od farbowania, na końcu - od słońca, które usilnie wypala mi kolor z włosów każdego pięknego dnia, także przywykłam do "pocisków" mojej K., która ewidentnie uwielbia nazywać mnie RUDZIELCEM - a niech ma. 
Powracając jednak do samego farbowania, chciałam też wspomnieć, że tutaj od zawsze z pomocą przychodzi mi moja mama, która dzielnie farbuje mi pasmo po paśmie <3. Wyjątkiem był chyba tylko mój róż, który na łepetynę nakładałam sobie sama przetrzymując moich urodzinowych gości w pokoju. xD
Jeśli natomiast chodzi o farby trwałe - od początku niezmiennie wybieram L'Oreal Preference. Kolor: mroźny kasztan - dla mnie idealny na lato, pasuje do opalonej cery.  Jeśli chodzi o zimę, wydaje mi się może trochę zbyt ciemny i za bardzo uwydatnia blade kolory na twarzy. Tej zimy wypróbowałam nowy nieco jaśniejszy i cieplejszy kolor, ale za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć co to było dokładnie. Być może część z Was zdziwi się dlaczego akurat ta farba - raz, że śmierdzi, dwa, że droga. Przede wszystkim zaczynając z farbowaniem bałam się tych tanich farb, nie chciałam, żeby spaliły mi włosy czy coś takiego (zawsze z podziwem i przerażeniem jednocześnie spoglądałam na koleżankę ze szkoły średniej, która bez oporu kupowała najtańsze możliwe farby. W sumie włosy ma do dziś, więc pewnie nie było się czego bać). Poza tym, gdy już spróbowałam okazało się, że nieraz moje włosy wyglądały na o wiele zdrowsze i odżywione właśnie po farbowaniu niż przed, a że należę do osób, które nie lubią zmieniać czegoś co jest dobre - tak już wybór tej farby wszedł mi w nawyk i w sumie nie mam zamiaru jej zmieniać. ;) Podoba mi się też fakt, iż po farbowaniu tą farbą włosy nie wyglądają sztucznie, a na głowie pojawiają się naturalnie wyglądające refleksy, co dla mnie osobiście jest bardzo ważne. Nienawidzę, gdy na włosach widać, że są pofarbowane. :P

Myślę, że wystarczy już moich wywodów, a teraz czekam na Wasze opowieści dotyczące farbowania. Farbujecie włosy czy hołdujecie naturze, za to jakim kolorem Was obdarzyła? A jeśli farbujecie, to na jaki kolor? No i ile kolorów macie już na swoim koncie? ;)

Pozdrawiam i życzę leniwego weekendu nad jakąś wodą! ;)

46 komentarzy:

  1. Nie mam nic do farbowania włosów, jeżeli jest porządnie zrobione i nie straszy ludzi na ulicach. Niestety, często straszy. Póki co mam włosy szaro - bure, niby ciemny blond, ale z szarym połyskiem. Taki typowy, polski kolor. Do tego moje włosy są proste i słabe, fryzjerka się pytała, czy na słońcu dużo pracuję, ze mam takie zniszczone :P Więc czekam z farbowaniem, na razie ścięłam je na krótko. Z kolorów marzy mi się błękitny, i pewnie tak pójdę na studia, a potem - bo będę musiała do tego włosy rozjaśnić dość mocno - rudy. Mój chłopak jest rudzielcem, więc będziemy mogli wrabiać ludzi, że jesteśmy rodzeństwem :D Potem mam ochotę na szary, tak, całkiem jasno szary i z tego może uda mi się wrócić do normalnego koloru, bo moje włosy więcej raczej nie zniosą....Włosy mogą być ciekawym dopełnieniem stylu, nie dziwię Ci się, ze tyle eksperymentujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej straszy, gdy blondynka pofarbuje się na czarno i zaczyna mieć odrosty - wówczas często się zastanawiam czy ona nie jest po części łysa. :P
      Szary? Jejku nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby pofarbować się na szaro. :D

      Usuń
  2. Nigdy nie farbowałam włosów z własnej woli. Raz, kilka lat temu, moja mama będąc u koleżanki, chciała zobaczyć jak na mnie zadziała jej farba (rubinowa czerwień), stawiałyśmy, że z moich brązowych włosów wyjdzie jakiś odcień bordo. Porabowałyśmy dość grube pasmo od spodu (żeby tata nie widział - jest przeciwnikiem farbowania), trzymałam farbę na włosach prawie dwa razy dłużej niż było trzeba. Poszłam w końcu do łazienki z podekscytowaniem sprawdzić jak wyszło. Po umyciu okazało się, że w ogóle nie złapało, kompletnie nic nie było widać. Od tego czasu zrażona farbowaniem i obrażona na moje włosy, zostaję przy naturalnym brązie. Ale najbardziej uwielbiam je pod koniec lata. Gdy zaświeci słońce mam rude refleksy, cudnie to wygląda <3 a przez resztę roku mam naturalne ombre, może nie jest ten efekt tak widoczny jak przy farbowaniu, ale jednak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja przyjaciółka ma podobny problem. Tyle, że jej farba łapie, ale spiera się z włosów w ciągu 2 tygodni. I to nie ważne czy farbuje sama czy u fryzjera. Jej włosy nie tolerują farby.
      Jakbym miała naturalnie brązowe, to też bym nie farbowała. :D

      Usuń
  3. Ja farbuję włosy od pierwszej/drugiej gimnazjum, więc będzie jakieś siedem-osiem lat. Farbuję na ciemny brąz, bo sama raczej jaśniejszy miałam. Przez pierwsze pare lat farbowałam w domu, miałam swój "ulubiony" kolor - czekoladowy brąz. Jednak kiedy zorientowałam się, ze więcej farby zostaje na meblach/ciuchach a najmniej na włosach, poszłam do swojego fryzjera. Wpierw z jego farbami, które okazały się słabej jakości, więc chodzilam do niego ze swoimi. Na początku tego roku okazało się że ja chciałam się farbnąć, a on nie miał miejsca, więc poszłam do innej fryzjerki. Która to połączyła dwa kolory i wyszło... ideolo! Wciąż farbuję co ok 3/4 miesiące, ale kolor (tym razem) się spłukuje z całych włosów równomiernie, nie ma odrostów, no i nie ma rudych przebarwień. Kilkukrotnie miałam ochotę "wrócić" do naturalnego, ale jak miałam odrosty (!!) to traciłam cierpliwość i szłam do fryzjera. W wakacje niejednokrotnie próbowałam szamponetek, ale niestety czerwone się mię nie chytają:<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To szybko zaczęłaś. Ja w gimnazjum miałam robione tylko pasemka na wakacje. :P
      Dobrze, że masz fryzjera, któremu ufasz. :D
      Ja póki co o powrocie do natury nie myślę.
      A czerwieni nigdy nie próbowałam. Raz mi wyszedł czerwony, gdy kupiłam mahoniowo-jakiś tam kolor. Ale to zaraz poleciałam do sklepu po najciemniejszą brązową farbę jaką mieli, żeby to zakryć. xD

      Usuń
  4. Też jestem naturalną blondynką i na pierwszym roku studiów w końcu przefarbowałam się na ciemno i się odnalazłam w tych kolorach idealnie :) wyglądam lepiej, włosów jest jakby więcej - same plusy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po przefarbowaniu się właśnie z blondu doszłam do wniosku, że natura nie zawsze wie co robi obdarowując nas takim, a nie innym kolorem. :D

      Usuń
  5. Lovely post! <3

    I have a new post up on the blog, would love to know your thoughts:

    * Electric Sunrise - Fashion and Lifestyle Blog *

    x

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, ja mam również bogatą historię włosów. Od blond po ciemny brąz, przez naprawdę czerwoną wiśnię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerwonej wiśni nigdy nie miałam. Jakoś mnie nigdy do czerwieni nie ciągnęło. :P

      Usuń
  7. ja też sama sobie ścinam włosy, nie wytrzymałabym, jakby mi ktoś za dużo ściął, albo nie tak, jakbym chciała :D i to jeszcze za pieniądze :D
    bardzo ładne masz włosy, ja nigdy nie farbowałam, boję się je zniszczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja właśnie kiedyś miałam NIEPRZYJEMNOŚĆ tego doświadczyć niestety. :P
      Dziękuję. :) Dobra farba nie zniszczy włosów, a może je nawet podbudować. ;)

      Usuń
  8. Bardzo lubię u dziewczyn włosy po ramiona, najlepiej w naturalnym kolorze, ale byle nie czarne. Nienawidzę czarnych włosów. Tekst z pochodniami i seksi ręczniczkiem bardzo trafny. Hhehe...
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie. Część pierwsza nowej kolekcji - Gabriel Data summer 2015 już na blogu. Bardzo zależy mi na twojej opinii, a jeśli post Ci się spodoba to proszę o +1 w Google.
    www.gabriel-data.blogspot.com - MY BLOG
    Fashion Projects

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, a czemuż to aż taka nienawiść do czerni na głowie? :D

      Usuń
  9. O, podoba mi się Twój obecny kolor i sposób cięcia :) Chociaż ten fiolet czy rudy chętnie bym zobaczyła :D
    Ja naturalne włosy mam koloru ciemnego brązu. Miałam okresy farbowania na wiśnię (świetny kolor tylko ciężko go wytępić, jak już się znudzi) oraz pasemka blond. Po czasie jednak, przy uzupełnianiu odrostów, było więcej blondu niż mojego brązu, więc walnęłam łeb na mój kolor i mam do dzisiaj swoje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, miło mi. :)
      No ja właśnie w wiśnie i czerwienie nigdy nie poszłam. :P Od blondu też na razie trzymam się z daleka. Ciemny brąz - piękny kolor. :)

      Usuń
  10. Mnie Bóg obdarzył blondem. Teraz są brązowe. Serio, kiedyś miałam ciemny blond, a teraz brąz, hehe. Sama chciałabym się przefarbować, ale nie wiem na jaki. Ale i tak rodzice nie pozwalają, bo "jestem za młoda". Zazdroszczę włosów, bardzo ładne ^^
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała naturalnie brązowe, to bym się nie farbowała. :D
      Dziękuję. :)

      Usuń
  11. No to witam w klubie farbowanych włosów ^^ W sumie to nie pamiętam, kiedy miałam naturalne. I też miałam wszystkie kolory na głowie, co Ty oprócz różu :P I ja muszę niestety trochę częściej, w sumie tak co 2 miesiące farbuję, bo moje odrosty wyglądają brzydko. W dodatku taki mysi, szary blond, brrr. I właśnie w liceum lubiłam chyba najbardziej bawić się w farbowanie na różne kolory, ale od pięciu lat jestem w sumie ruda. Tzn raz ruda, a raz czerwona, choć dla niektórych to jedno i to samo xD A obecnie wyszła mi taka fajna, krwista czerwień ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja ,tak jak pisałam - bywam ruda od słońca. :P
      A w czerwień nigdy się nie zapuszczałam. Jakoś nie ciągnęło mnie w stronę tego koloru. :)
      Kurczę, aż bym chciała zobaczyć te Twoje włosy. :D

      Usuń
  12. ciekawie to wygląda :)

    zapraszam na nowy post ;)
    ewamaliszewskaoff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. ale masz mięsistość włosów!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale Ty masz ładne włosy:o pozytywne zaskoczenie, jeżeli chodzi o szaleństwo farbowania, ale mam koleżankę która też przerobiła całą paletę kolorów i też włosy ma ok :) gorzej niż farba działa prostowanie, moja inna znajoma ma piękne loki, które od jakichś 10 lat niemiłosiernie dzień w dzień prostuje. Ma tak zniszczone i połamane włosy, że aż przykro patrzeć.
    Co do mnie, od zawsze blond. Farbuję, bo mi naturalny kolor ściemniał. Nie to, że nie chciałam spróbować czegoś innego ale nic mi po prostu nie pasuje! raz pofarbowałam na ciemne, to potem trochę mi zajął powrót do codziennego blondu. No i też używam l'oreala. Mocna farba, ale właśnie po niej zostają te naturalnie wyglądające pasma o których mówisz, zaś po tych tańszych farbach włosy (przynajmniej moje) wyglądają jak siano ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Oj tak, stylizacje na gorąco niszczą, dlatego ja prostowanie ograniczam do minimum. Postanowiłam pogodzić się z moimi falami. :D
      Ja właśnie innych farb nawet nie próbowałam.

      Usuń
  15. Eh, upały dają w kość. Dzisiaj umieram i nawet lody nie pomagają. Przypomniałaś mi jak ja dawno włosów nie farbowałam... Trzeba to zmienić. Tez nie lubię fryzjerów, ostatnio nawet cykałam się tylko przed podcięciem ich trochę. xD Kolorowe włosy są świetne - też miałam mieć fioletowe i nadal planuję ale podobno w zielonych/niebieskich (zależy czyje zdanie) wyglądałam świetnie i myślę nad powrotem. ^^ Na początku myślałam, ze te kolorowe są Twoje, a tu... tumblr. Jednak Twoje są naprawdę ładne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielone włosy to coś co mnie nieustannie zadziwia. Zawsze porównuję to do wodorostów na głowie. :P
      Dziękuję. :) Wiesz, studentowi przed obroną raczej nie wypadało mieć takich włosów. XD

      Usuń
  16. Jak dawno mnie tutaj nie było. A tu taki fajny post :)
    Ja osobiście "boję się" farbowania. Nie cierpię patrzeć na kobiety z iście zajebistymi odrostami, bo jest to dla mnie czymś strasznie odrażającym. Wiem, że żeby zapanować nad nimi pasowałoby farbować włosy często (co je niszczy) i przez to właśnie mam do farbowania dystans. Mój naturalny kolor to jasny brąz. Od wielu osób słyszę, że jest piękny i żebym nie dziwiała. No ale ja jak to ja, nie mogę powstrzymać się od tego, żeby wprowadzić jakąś zmianę. Tak samo mam teraz problem, bo pasowałoby mi obciąć włosy, bo zniszczone końcówki, a z drugiej strony tak strasznie mi ich szkoda... ach :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, zwłaszcza gdy odrosty strasznie kontrastują z kolorem farby. :P
      Wiesz, możesz wybrać koloryzację zmywalną. Podobno dobre są te pianki z L'oreala. No i jeśli nie chciałabyś się farbować często to należy wybrać kolor zbliżony do oryginału. :)
      Aj, podcinać końcówki trzeba, bo się pokruszą jeszcze bardziej!

      Usuń
    2. Ale mi ich tak szkoda, no.... (Firanka zaczyna marudzić :c...)
      O! A miałaś kiedyś do czynienia z taką pianką?

      Usuń
    3. Ale chyba lepiej ściąć 2-3 cm, niż później 5-6 :P (oironio przemawia głosem rozsądku xD)
      Ja nie, bo zawsze wybieram koloryzację trwałą, ale moja przyjaciółka kiedyś sobie robiła nią włosy. Nie pamiętam jaki kolor, ale wiem, że faktycznie jej szybko zszedł. No i ogólnie była zachwycona łatwością nakładania. :)

      Usuń
    4. Przekonujesz mnie powoli! Ale będę płakać, bo tak bardzo zależało mi na tym żeby były długie. No po cóż one się niszczą, grr :c
      Chyba faktycznie skuszę się na taką piankę. Ależ mnie naszła ochota! :D

      Usuń
  17. Zawsze uwielbiałam jakieś szalone kolory na włosach, sama jako nastolatka miałam ich na głowie wiele...do dzisiaj marzy mi się zieleń i w końcu pewnie po nią sięgnę XD Na razie tylko czasem farbuję włosy na rudo..i to zawsze sama, a nie z pomocą fryzjera. Jakoś weszło w nawyk, tak jak golenie sobie głowy samej XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie zieleń jest czymś, co właśnie na pewno na moich włosach nie zagości. :P
      Golisz sobie głowę? Wow.

      Usuń
  18. Kiedyś byłam bardziej w temacie farbowania, dziś nadal sporo o nim wiem, więc wiem, że jeśli farbujesz włosy tak rzadko to prawie w ogóle nie wpływa to na ich kondycję :) Ja z ciemnego brązu stałam się platynową blondynką, ale tak zniszczyło mi to włosy, że dziś mogę się pochwalić, że od dwóch lat nie mam z farbami do włosów nic wspólnego ;) Ostatnio jedynie kupiłam żel rozjaśniajacy z L'Oreala by nieco rozjaśnic końcówki, nie wyszły takie jak chciałam, ale nie zamierzam ich zafarbowywać ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też właśnie o to chodzi. Nie chciałabym ich niszczyć. :)
      O, to nieźle zaszalałaś. :D Ombre? Mój B. mnie ostatnio na to namawiał. :P

      Usuń
  19. ja mam obecnie swój naturalny kolor na głowię z dwa a może z trzy razy w życiu miałam farbowane włosy ;-) czasami nachodzi mnie na farby, które po kilku myciach się po prostu zmywają i nie niszczą włosów - ale u Ciebie chyba cała paleta barw na czuprynce była... i przybij piąteczkę ja też ledwo daję radę myśleć w tym upale. ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że taka opcja jest najlepsza dla kogoś, kto lubi swój kolor, a po prostu potrzebuje chwilowej zmiany. :)
      Na szczęście się ochłodziło. :)

      Usuń
  20. Mamy teraz identyczny kolor włosów ;D

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie farbowałam włosów od ponad półtora roku, bo stwierdziłam, że jednak szkoda mi na to kasy, skoro wtedy nie pracowałam. Miałam na głowie i blond, i brązy, i rude, i bordo, i pasemka, i prawie czarny. I baaaardzo podobają mi się takie udziwnione kolory włosów, jak niebieski, fioletowy, różowy, o ile nie ma się całej głowy w takim kolorze, tylko np. pasemka albo końcówki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się takie kolorki do dziś podobają, ale zastanawiam się czy w tym wieku jeszcze mi wypada takie szaleństwa popełniać. :D

      Usuń
  22. ja nie maluje wlosow juz od ponad roku i w sumie nie zaluje ze przestalam malowac ale wlosow juz nie mam takich jak kiedys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi zaczęły wypadać, gdy zaczęłam malować. Ale tragedii nie ma.

      Usuń