środa, 27 maja 2015

140. Testowałam grejpfruty - czyli o pierwszej diecie, jakiej się podjęłam.

Witajcie kochani! Jak tam Wam mijają dni? Ja nadal czekam na maila od promotora, który dobitnie leci sobie w kulki z moją pracą, ale nie chcę o tym więcej pisać, żeby nie powracać do mojego porannego wzburzenia, podczas którego gotowa byłam zgryźć za krzywe spojrzenie. :P 
Przechodząc do rzeczy milszych, to wczoraj byłam na zakupach i udało mi się kupić sukienkę na roczek, drugą na obronę oraz dwie pary szpilek - więc tak, to był dobry dzień. Sukienkę z MOSQUITO musiałam zwrócić, bo niestety była za krótka i w sumie pierwszy raz byłam do czegoś ZA WYSOKA (ho ho ho). Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, iż sukienka miała mieć 87 cm długości, a w rzeczywistości miała 82 cm. Oczywiście na modelce, która ma 165 cm wzrostu wyglądała cacy (gdy się mierzyłam, to te nieszczęsne 87 cm miałabym przed kolanami, tak jak na zdjęciu...). Jednak z żalem uporałam się wczoraj na zakupach i już mi nawet za poprzednią sukienką nie jest tęskno. ;) 
Przechodząc momentalnie do tematu posta - dziś będzie cytrusowo i  dietetycznie! 

niedziela, 24 maja 2015

139. Intuicja, zwykłe przeczucie czy to może już zadatki na wróżbitę?

Witajcie kochani. Mamy dziś piękną, słoneczną niedzielę - przynajmniej u mnie tak jest. Chociaż w pierwszej chwili na zewnątrz wydaje się być dość chłodno.
Miałam dziś mieszane uczucia odnośnie napisania posta. Nie to, że nie miałam weny czy wizji, a miałam ich aż za wiele.
W poczekalni do publikacji czekał poniższy post, którego z racji czasu musiałam nieco zmodyfikować, dodatkowo z powodu określonej daty narodziły się jeszcze dwa kolejne pomysły na posty.
Mianowicie po przeczytaniu ostatniego wpisu u Fridy chciałam poruszyć temat swojego szczęścia, które ma 183 cm wzrostu, niebieskie oczy, zaczyna się na B, a kończy na J. Co ma data do tego? Otóż jutro przypada nasza kolejna już rocznica, kolejna, którą spędzimy osobno, spędzając razem zaledwie 20 minut w pociągu. Nadrobimy w weekend, dokładając do tego moje imieniny. ;)
 Kolejnym pomysłem była notka o najwspanialszej dla mnie kobiecie pod słońcem, którą określają zaledwie dwie litery, ustawione dwukrotnie, naprzemiennie ze sobą - MAMA.
Doszłam do wniosku, że do poruszenia pierwszego tematu będzie pewnie jeszcze okazja. Mam nadzieję, że nie jedna. A o mamie i jej cudownościach może uda mi się napisać we wtorek. :)
Tak więc dziś serwuję Wam post, który powstał jakiś czas temu i w sumie nie wiem dlaczego nie został opublikowany, tylko tkwił sobie w bloggerowym czyśćcu.

czwartek, 21 maja 2015

138. Polityka to ZŁO.

Witajcie kochani! Na samym początku oznajmiam Wam wszem i wobec, że we wtorek zmierzyłam się z ostatnim zaliczeniem na studiach licencjackich i od godziny 17.00 można by rzec, że jestem wolnym człowiekiem. No, ale nie ma tak dobrze. Czeka mnie jeszcze ta cudowna obrona. Przedtem jednak muszę do przyszłego piątku oddać oprawioną całość pracy. 
A pro po pracy - muszę się Wam pochwalić swoimi przebłyskami "blondynizmu" stereotypowego (nie urażając żadnej blondynki). Otóż dziś rano, wygrzebałam się z łóżka pomimo ogromnego bólu istnienia i zasiadłam do komputera, by nanieść ostatnie poprawki i dopisać brakujące elementy do pracy. Gdy skończyłam szczęśliwa kliknęłam ZAPISZ i zamknęłam plik. Jednak w momencie gdy ponownie go otworzyłam okazało się, że NIC SIĘ NIE ZAPISAŁO!!! No i godzina roboty poszła się jeb**. Możecie sobie tylko wyobrazić moją złość. Po chwili tragizmu i rozpaczy nad własnym losem doszłam do wniosku, że plik się nie zapisał, ponieważ INTELIGENTNA JA nie rozpakowała go przed edycją - brawa dla mnie i mojego chwilowego braku mózgu. Całe szczęście zmobilizowałam się i napisałam jeszcze raz to samo, tyle, że już w pół godziny. Tym razem nawet przy zapisywaniu byłam ostrożniejsza i zanim zamknęłam plik sprawdziłam trzy razy datę ostatniej modyfikacji. :D Ufff, tym razem się udało i całość leży sobie u promotora w skrzynce odbiorczej. Teraz pozostaje mi modlić się, żeby odczytał to jak najszybciej i odesłał swoje uwagi... 
Znając życie to dopiero początek moich przedzawałowych emocji, więc pozwolę sobie przejść do tematu, a do obrony wrócić kolejny raz w następnym poście. :P
W związku z tematem jednak czeka na Was nie mniej emocji...

piątek, 15 maja 2015

137. O odnalezieniu własnego stylu słów kilka.

Witajcie kochani! Na wstępie chciałam Wam bardzo podziękować za chęć pomocy pod ostatnim postem. Trafiłam w końcu na sukienkę, która bardzo mi się spodobała przez swoją "inność" i poważnie zastanawiam się nad jej zakupem. Osobą, która najbardziej trafiła w mój gust z propozycją sklepu okazała się Anelise. Aż chciałoby się powiedzieć - no a jakże by inaczej, skoro już na tak wielu płaszczyznach okazało się, że jesteśmy do siebie bardzo podobne. :) 
Chciałam się również podzielić z Wami moimi spostrzeżeniami dotyczącymi tematyki moich postów. Otóż nie sposób nie zauważyć, iż o wiele większym zainteresowaniem cieszą się posty poruszające tematykę mody czy kosmetyków. Z racji tego, iż nie pojawiają się one tutaj zbyt często, taka przypadłość dość mocno rzuca mi się w oczy. :D 
Dlatego też postanowiłam przynajmniej raz w miesiącu dodawać post związany z czymś luźniejszym - typu moda i uroda, a żeby każdy znalazł tutaj coś dla siebie. Jednak nie martwcie się - nie zacznę dodawać stylizacji, ani nie zagłębię się w recenzowanie kosmetyków, ponieważ nie chcę, żeby blog stracił swój charakter, który udało mi się mu nadać (mam nadzieję) przez te kilkanaście miesięcy. 

Chciałam też podziękować moim kochanym duszyczkom, które są tutaj ze mną bez względu na tematykę postów i nie boją się zagłębiać nawet w najbardziej problemowe posty. :* Ściskam Was mocno i już przechodzę do tematu. 

wtorek, 12 maja 2015

136. Mała czarna? Niekoniecznie!

Witajcie kochani! Jak mija Wam kolejny tydzień maja? Ja dziś miałam OSTATNIE zajęcia dydaktyczne na mojej uczelni, czyli można by powiedzieć, iż SKOŃCZYŁAM STUDIA. Ale niestety nie jest tak pięknie - za tydzień mam ostatnie kolokwium z planowania podatkowego, które wzbudza we mnie niewiele mniejszą wenę do rysowania, niż socjologia, którą z wielką radością pożegnałam w zeszłym semestrze. No, a po tym wszystkim - na początku lipca czeka mnie obrona. Trochę zaczynam się stresować. Może nie tyle samą obroną, co stanem mojej pracy i tym, że kalendarz pokazuje już dwunasty maja, a do 29. cała praca + prezentacja mają być u dziekana. Niby pracę w całości mam już "sklejoną", wysłaną promotorowi z załącznikami i bibliografią, ale nadal czekam na jego poprawki i stresuję się tym, że będę mieć poślizg, przez co ostatnie poprawki będę wprowadzać dosłownie z duszą na ramieniu.
Jednak co by nie było, martwić będziemy się później - mam nadzieję, że nie za późno. 
Przechodząc do tematu - myślę, że każdy zorientował się, iż będzie dziś o sukienkach. 

piątek, 8 maja 2015

135. Trening pozytywnych myśli - kwiecień.

Witajcie. Chyba pierwszy raz nie wiem, jak zacząć post. Mam jakąś taką pustkę w głowie, nie wiem czy ostatnio wydarzyło się coś wartego Waszej uwagi. No tak, pisałam wcześniej o zaliczeniu z bilansoznastwa - w moim indeksie widnieje już kolejna piątka. Gdyby ktoś powiedział mi na początku semestru, że taką ocenę otrzymam z tego przedmiotu, to kazałabym mu się popukać w czółko.
 Nie wiem czy też tak macie, że z przedmiotów, które początkowo wydają się nie do przebrnięcia zalicza się najłatwiej? Mi zdarzyło się to już kilka razy, może dlatego, że się bardziej przyłożyłam do nauki albo dlatego, że wykładowcy tylko udają groźnych, a potem wychodzą sobie w trakcie kolokwium. :P
Wiecie co jeszcze mnie bawi? Że na początku semestru założyłam sobie, iż chcę te przedmioty po prostu pozaliczać - bo toż to ostatni semestr, stypendium i tak nie przechodzi na studia magisterskie, więc nie będę sobie włosów z głowy rwać. No i tak jakoś ten strach przed niezaliczeniem mnie pcha na te same piątki, których początkowo wcale nie oczekiwałam. :)
Okej, dosyć o ocenach i niecelowym przechwalaniu się, które wynikło zupełnie przypadkowo z tego niewinnego wstępu. Zajrzyjmy co warto powspominać z kwietnia...

poniedziałek, 4 maja 2015

134. Majówka - przed, po i w trakcie.

Witajcie kochani! Tego posta chciałam napisać do Was jeszcze przed wyjazdem na majówkę, no ale... nie dałam rady (i tak prawie nie zdążyłam na pociąg). W tym roku majowy weekend spędziłam w Poznaniu z moim B. Ale jak go spędziłam - o tym opowiem za chwilę. :)
Początkowo chciałam poruszyć tutaj konkretny, kolejny problemowy temat, ale przed weekendem, w trakcie i zaraz po nim wydarzyło się tak dużo, iż uznałam, że mam wystarczająco materiału na osobny, nieco luźniejszy post. W sumie dawno tu takiego nie było, co nie?