niedziela, 26 kwietnia 2015

133. Sztuczne = Ładne ??

Witajcie kochani. Na wstępie chciałam przeprosić za to, że ostatnio jestem tu niezwykle rzadko, ale... Jestem codziennie! Choć co prawda na chwilę, ale każdego dnia odwiedzam kilka z Waszych blogów, nadrabiając komentarzowe zaległości (z prędkością ślimaka, ale zawsze!). 
Jak wspominałam ostatnio - teraz panuje dla mnie niezwykle gorący okres. Po majowym weekendzie mam dwa zaliczenia, w następnym tygodniu kolejne, dodatkowo do końca kwietnia powinnam złożyć promotorowi całą pracę dyplomową - a muszę jeszcze przekopiować trzy arkusze z Excela do pliku tekstowego i ułożyć z nich sensowne rozdziały. Po takim wyjaśnieniu chyba nie muszę pisać, że całe dnie spędzam w arkuszach, tabelkach i kserówkach z zakreślaczami i długopisami w dłoniach. Jedyny plus jest taki, że zrobiło się ciepło i mogłam wybyć ze stertą papierów na zewnątrz - nauka w promieniach słońca jakoś szybciej mi wchodzi (a może to świeże powietrze?).
Niemniej jednak, jak bardzo byłaby moja głowa zawalona nauką, to zawsze znajdzie się w niej miejsce na temat, który chciałabym z Wami poruszyć (szczerze, to w takim natłoku tematów rodzi się całe mnóstwo!). A więc przejdźmy do dzisiejszych rozważań: SZTUCZNE = ŁADNE ??
Jak zwykle temat nie wziął się z kosmosu, a konkretnie do rozważań nad nim zainspirowało mnie jedno, małe, niepozorne zdjęcie z Facebooka. Zdjęcie mojej koleżanki z czasów gimnazjum.
E. była zwyczajną dziewczyną o długich, prostych, brązowych włosach. Pamiętam jej charakterystyczną, prostą grzywkę a'la Sylwia Grzeszczak - tyle, że nosiła ją na długo przed całym szaleństwem na punkcie wcześniej wspomnianej. U sympatycznej E. makijażu się raczej nie uraczyło, ale po co, skoro była ładną, naturalną dziewczyną. Przyjemna, pogodna buźka, przeważnie uśmiechnięta, może nieco zaokrąglona, ale nie pulchna. Jak bym ją podsumowała? Po prostu - dziewczęca, naturalna, ładna dziewczyna. Widocznie nie wszystkim taki wygląd wystarcza...
Przechodząc do teraźniejszości - dobrze, że na Facebooku, nad zamieszczonym zdjęciem wyświetla się imię i nazwisko osoby, która je dodała, bo za pewne zareagowałabym tak: WTF? KTO TO W OGÓLE JEST?? Jeśli chcecie możecie jeszcze raz przeczytać opis "wcześniejszej" E, zanim przejdziecie do tego, co ujrzały moje oczy.
google
Na zdjęciu zobaczyłam blondynkę, z wychudzoną twarzą (może to efekt konturowania? Nie wiem, ale podejrzewam, że E. rzeczywiście mocno wyszczuplała), którą "zdobią" przesadnie długie sztuczne rzęsy, mogące robić za parasol na plaży i makijaż, który jednoznacznie skojarzył mi się z postaciami z mangi czy anime.
A więc czego się czepiam? Po kolei: do włosów nic nie mam, kobieta zmienną jest, a ja sama miałam na swej głowie już całą paletę barw, więc nie będę rzucać hipokryzją. Włosy okej, jeśli jej się takie zamarzyły, niech będzie E. w wersji blond. Przyczepię się jednak do rzęs - ja rozumiem długaśne rzęsy na jakąś imprezę typu wesele, studniówka itp., ale wszystko w granicach naturalności. Bardziej wyraziste rzęsy też mi się podobają, jednak już typowo na potrzeby jakiejś sesji czy czegoś takiego. Ale nie na co dzień! Już samo to razi po oczach niczym neon z napisem SZTUCZNOŚĆ. Dalej - makijaż rodem z kreskówki - oczy podkreślone w taki sposób, że moglibyście mnie kroić, a nie powiem, że widzę coś innego. Ja nie mam nic do makijażu, sama przyjaźnię się np. z eyelinerem odkąd skończyłam 15 lat, ale jeśli podkreślam oko kreską u góry, to resztę zostawiam w spokoju, by ten eyeliner wtopił się w całość i moja facjata nie emanowała sztucznością.
Ogólnie rzecz biorąc - jestem uczulona na przerysowane panienki: czarne brwi o szerokości pasa startowego, które wydają się być malowane smołom, usta na pół twarzy malowane szeroko poza linią warg, pozlepiane rzęsy, które tworzą jedną całość (w grupie raźniej...) no i na koniec brzoskwiniowa twarz, która wydaje się być doklejona do reszty pobladłego ciałka... Tak, to są rzeczy, które mnie może nie tyle drażnią, co wywołują we mnie zniesmaczenie i ogólne zdziwienie - jak można tak wyjść wśród ludzi.
Lubię makijaż, podoba mi się gdy dziewczyny malują się jakoś niestandardowo, ale tylko do momentu, gdy to nie razi po oczach. A na prawdę tak można - nie piszę tutaj o różnych imprezach, a o makijażu na co dzień.
Jednak nie sam makijaż drogiej E. skłonił mnie do napisania tego posta, a reakcja ludzi! Ich zachwyty: wszyscy piszący, że och jak ładnie, och jak pięknie, och jak ślicznie. A wśród tej fali zachwytu ja, której pierwszym zdaniem cisnącym się na usta było OCH JAK SZTUCZNIE, dopiero potem -  MOŻE I ŁADNIE, ALE GDZIE W TYM WSZYSTKIM JESTEŚ TY, E.? Bo na prawdę po dziewczynie, którą zapamiętałam nie zostało nic.
To wszystko trochę skłoniło mnie do refleksji - jak bardzo nieraz staramy się zmienić nasz wygląd, goniąc za jakiś ideałem (?) zbudowanym w naszej głowie, gubiąc po drodze samych siebie. Może E. nie lubiła swojego wyglądu, może chciała pewnego dnia się zmienić i zgubić tę ładną i naturalną dziewczynę - wiecie, nadal jest ładna, ale po drugim przymiotniku nie zostało ani śladu. Czy tak miało być? Nie wiem, ale jeśli ona teraz czuje się szczęśliwa - niech tak będzie. Mimo wszystko.

Naszły Was jeszcze jakieś refleksje?
Pozdrawiam!

44 komentarze:

  1. Można trochę poprawić urodę, wydobyć jej atuty, ale z umiarem:) żeby nie wyglądać jak lala;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - wydobyć atuty, a nie zakryć siebie toną makijażu.

      Usuń
  2. Mam koleżankę, która wygląda jak różowa lalka barbie - przesadna opalenizna, różowe ciuszki, dopinki itp. I z tego co zaobserwowałam to ludziom albo się to podoba albo nie. A jeśli ona jest szczęśliwa, jej chłopakowi się podoba ten styl to cóż można więcej powiedzieć? Ja akurat nie jestem za sztucznością, wolę naturalność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OMG, ja totalnie nie rozumiem takiej skrajności. No ale tak jak napisałaś - to jej wybór i skoro ona dobrze czuje się w takiej wersji siebie, to nic nam do tego, ;)

      Usuń
  3. Mi zawsze chodzi po głowie jedno pytanie: że im się chce?? Jak można być tak skupionym na sobie, że godziny które można by wykorzystać na coś pożytecznego spędza się na malowaniu własnej gęby? Jak masz talent do pędzla to pomaluj babci kuchnię. Jak nie chce ci się rano spać to idź z psem na spacer zamiast wpatrywać się w swoje oblicze w lustrze. Nic ciekawego tam i tak nie zobaczysz. I moim zdaniem większy szacunek mają ludzie którzy angażują się społecznie niż ci, którzy wyglądają idealnie i cudownie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bukowina jak zwykle trafny komentarz! :D Jakby było można, to bym kliknęła LUBIĘ TO!

      Usuń
  4. Powiem tak: jak ja nieraz widzę, jak paniusie chodzą ubrane po korytarzach na uczelni, to nie wiem czy śmiać się mam, czy lepiej płakać. Ja sama się codziennie maluję, delikatnie usta, oczy, DELIKATNOŚĆ. Inna sprawa, gdy człowiek gdzieś idzie, gdzieś się chce pokazac, no ale ludzie! Umiar, umiar i jeszcze raz umiar :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - wszystko z umiarem!
      Ja nie zapomnę jak u nas w grupie kiedyś przyszła dziewczyna - taka dresiara bardziej, luzacko ubrana przeważnie - w mega długaśnych rzęsach. Wszyscy patrzyliśmy się na nią jak na jakiś niezidentyfikowany obiekt, bo totalnie jej to nie pasowało. :D

      Usuń
  5. Ja wole byc sobą,nie musze sie chy a zamieniać w jakąś paniusie, świetny post! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nic nie musi. Niektórzy po prostu chcą. ;)
      Dzięki.

      Usuń
  6. Naturalność sprawia że człowiek jest piękny i oryginalny,jedyny w swoim rodzaju :) * katie-about-katie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie tylko Ty masz taki natłok zajęć. Jednak przydałyby się już wakacje, nieprawdaż?
    Znam taką ,,E." jednak tamta nie przefarbowała się na blond i ma naturalnie długie rzęsy i poprawia je tuszem. Pozostałość - tapeta i woda zamiast mózgu. Nie twierdzę, że zgłupiała z powodu 'makijażu'. Jednak jestem tego samego zdania co Ty, niektóre osoby naprawdę przesadzają. Może i wstyd się przyznać ale nie znam wszystkich "składników" makijażu kobiety, bo twierdzę nawet, że aż tyle tego nie jest potrzebne. Najlepiej po prostu inaczej, naturalnie zadbać o cerę i delikatnie się pomalować używając choćby tylko i wyłącznie maskary. Uwielbiam te chwile, kiedy mam odpoczynek od eye-liner'a i tuszu do rzęs, których tylko używam (pomińmy cienie i błyszczyk/pomadkę/szminkę, które są rzadkością).
    http://screatlieve.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kończę zajęcia za 2 tygodnie, a potem będę się uczyć na obronę, więc mimo wszystko jakoś mi nie śpieszno do wakacji. xD
      Mi niestety sama maskara nie wystarczy, bo mam bardzo nieregularny kolor cery i żeby jakoś wyglądać przez cały dzień potrzebuję pudru. Ale poza tym - jedynym mocniejszym akcentem w moim makijażu jest kreska na oku. A jak nigdzie nie wychodzę, to nie maluję się wcale i daję cerze odpocząć. :) Nawet kiedyś czytałam, że taki "detoks" dla twarzy jest wskazany.

      Usuń
  8. Kochana moja to pracuj ładnie z tabelkami na świeżym powietrzu :)
    co do tematu,który poruszyłaś hmmm uważam,że każdy się ubiera,maluje i farbuje jak chce ale mnie również zraża ta cała sztuczność! i nie rozumiem co takiego w niej pięknego?
    sztuką jest podkreślić swoje naturalne piękno,a nie robić z siebie "sztucznego manekina"
    buźka ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś, po kilku dniach walki w końcu rozwiązałam projekt! :D
      Dla mnie nic pięknego. A, że inni tego nie zauważają, to chyba tylko i wyłącznie ich problem. Na szczęście mamy wybór i nie musimy na nich patrzeć. ;)

      Usuń
  9. Dla mnie naturalność jest tysiąc razy piękniejsza niż te panienki wyglądające jakby mieszkały w zakładzie kosmetycznym kiepskiej renomy. Mam takie koleżanki, dziewczyny przed 30 -stką, brwi od szklanki rysowane, tleniony blond, maksymalnie krótka spódniczka-uważają,że są śliczne... Wolę niepozorne szare myszki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam o tym określeniu - brwi odrysowane od szklanki. :D Kiedyś był chyba nawet taki profil na facebooku. :D
      Wiadomo, że naturalność zawsze jest lepsza. :)

      Usuń
  10. Może trochę odejdę od tematu, ale mam znajomą, która każdego dnia poświęca ponad godzinę na zrobienie makijażu. I szczerze mówiąc w ogóle nie widać, że ona spędza przed lustrem tyle czasu żeby się wypindrować. Mnie by było szkoda czasu ;]
    A to, co sztuczne - zawsze sztucznym pozostanie. Ja osobiście preferuję delikatne makijaże, bez żadnych udziwnień ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mam czasem zawiechę to też nieraz siedzę koło godziny przed lustrem - ale wtedy najwięcej czasu schodzi mi na gapieniu się w jeden punkt i myśleniu o niczym. :D

      Usuń
    2. Jeśli idę do szkoły, to makijaż zajmuje mi ok. 30 minut. Jeśli na imprezę - od godziny nawet do trzech. Nie szkoda mi czasu, bo to moja pasja. Robiąc makijaż relaksuję się, zwyczajnie mnie to cieszy :) Tak samo, jak jedni mogą siedzieć godzinę w krzakach z aparatem, żeby zrobić jedno jedyne zdjęcie, które ich zadowoli :) To zwyczajnie sprawia mi radość :)

      Usuń
    3. Ja przed szkołą też przeważnie siedzę ok. 30 minut. ;)
      O widzisz, teraz pokazałaś to z jeszcze innej strony- to niekoniecznie zawsze jest stratą czasu. Bo skoro sprawia Ci przyjemność, to nie ważne ile czasu na to poświęcasz, ważne, że masz z tego radość. :)

      Usuń
  11. Najważniejsze, ze ona dobrze się czuje w takim wydaniu. Przyznam jednak, że i mi nie podobają się takie sztuczności. Na facebooku jakiś czas temu 'obejrzałam' jedną ze znajomych z przeszłości, kolegowałam się z nią jeszcze z 8 lat temu. To co ujrzałam powaliło mnie i w zasadzie cieszę się, że nie mam z nią już kontaktu mimo, że zawsze była dla mnie dobra i miła, nic złego nie zrobiła. Nie powinno się oceniać ludzi po wyglądzie, ale jak ktoś stylizuje się na lalkę właśnie (wspominałaś o dziwnych rzęsach, brwiach, a tu ponadto oczy całe obrysowane tak, że stylizacja rodem z horroru) to nie zachęca do odświeżenia znajomości. Może czuję się za staro na swój wiek, ale takie makijaże, narcystyczne zdjęcia umieszczane w sieci w celu podbudowania własnego ego (często w dość kusych stronach) i stawianie za wszelką - przesadną cenę na wygląd świadczą w moim odczuciu o infantylnych naleciałościach... No jestem na nie (choć tolerancją się teraz za bardzo nie wykazuję;>). Makijaż jak najbardziej (sama bez niego nie wyszłabym na zewnątrz), nawet mocny, ale wszystko z umiarem i nie na lalkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też racja. Ja tam nie mam zamiaru za nią biegać z widłami i jej nawracać, bo to jej sprawa. Po prostu przykro się robi, gdy ludzie nie doceniają swojej urody i zaczynają ją dopracowywać - z grubą przesadą. ;/
      Tolerancyjnie czy nie - umiar musi być! Gdyby każde wybryki były powszechnie akceptowane, to ten świat byłby jeszcze bardziej pokręcony niż jest. :P A tak to co niektórzy się będą hamować chociaż.

      Usuń
  12. Ja tak teraz mam ze sztucznymi paznokciami, które ma już prawie każda dziewczyna. Wciąż trzymam się swoich naturalnych, by się po prostu przełamać i powiedzieć sztuczności: nie. Kombinowałam ze sztucznymi rzęsami, maluję się też codziennie, ale staram się raczej podkreślić urodę a nie rysować sobie na twarzy kogoś innego. To jest ta różnica.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi jest szkoda moich, bo mam ładną, długą, dość grubą płytkę i wiem, że coś takiego by mi ją zniszczyło.
      Rzęsy miałam sztuczne na studniówce, ale po tym, co klej wyczynił z moimi naturalnymi powiedziałam - nigdy więcej. :P Były słabe, króciutkie, ogólnie porażka.

      Usuń
    2. Ja sobie tak właśnie zniszczyłam paznokcie. Dwa lata temu na Sylwestra zrobiłam sobie żele bo nigdy nie miałam a chciałam spróbować. Spodziewałam się, że paznokcie trochę mi się zniszczą, ale nie wiedziałam, że będą wracać do formy ponad rok :/ Dlatego też omijam póki co te eksperymenty szerokim łukiem. Karolina mnie teraz namawia na hybrydę, bo kupiła sobie lampę i się uczy, ale jak mnie przekona to już raczej dopiero wtedy jak się nauczy ;)
      Na moje rzęsy klej nie ma aż takiego wpływu - z tego co narazie zaobserwowałam :) Chciałam sobie dokleić rzęsy na wesele, ale mi za nic nie chciało wyjść i w końcu musiałam z nich zrezygnować :P

      Usuń
    3. Ja się chyba nigdy nie skuszę. :P Wolę kombinować coś na swoich albo powierzyć je kosmetyczce, bo wykombinowała coś klasycznie. ;)
      Ja robiłam u kosmetyczki i klej był mega mocny, bo rzęsy nosiłam jakoś ponad tydzień (Zaoszczędziłam na tuszu). :P Całe szczęście poprosiłam o naturalnie wyglądające i mogłam w nich potem spokojnie chodzić do szkoły. A sama pewnie bym nie umiała robić takich w kępkach. Może na tasiemce.

      Usuń
  13. Biedna E. chyba się zaplątała w dzisiejszym biegu do ideału piękna i gdzieś po drodze zgubiła siebie... Mam kilka takich znajomych, które zmieniły się nie do poznania i na wielki minus! a co piszą jej znajomi pod zdjęciami na FB - "piękna, naturalna!" a mnie aż paluszki świerzbią żeby napisać gdzie ta naturalność? Ale wolę odpuścić i niech sobie żyją swoim plastikowym życiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też tym razem świerzbiły. :D No, ale... szkoda zachodu. :P

      Usuń
  14. Ja też mam na uczelni gorący okres. Ale lalka Barbie była i nie wiem - może nawet i jest nadal - ideałem, do którego dążyły kobiety. Niestety efekt wychodzi jak wychodzi ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i jest z niej jakiś ideał, ale ja jakoś za żadne skarby nie chciałabym tak wyglądać. :D

      Usuń
  15. Nie mogłabym za dużo sztuczności w swoim wyglądzie wprowadzić... szczytem dla mnie jest farbowanie włosów ;D Nie lubię być uzależniona od czegokolwiek, a konieczność farbowania co jakiś czas jest niezwykle wkurzające ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świadczy tylko o tym, że dobrze się czujesz ze swoim wyglądem i nie potrzebujesz żadnych upiększaczy. :)

      Usuń
  16. Nienawidzę gdy dziewczyny przesadzają z makijażem, tak właściwie same nie wiedzą dla kogo to robią, bo na pewno nie dla siebie, a z kolei większości normalnych chłopaków to się nie podoba, a wręcz odstrasza. Sama maluję się codziennie, ale w moim przypadku oznacza to krem z podkładem (nie sam podkład!!!) i tusz do rzęs w rozsądnej ilości. Wydaje mi się, że to wygląda naturalnie. Nie lubię też spędzać przed lustrem godziny czy dwóch, irytuje mnie sam fakt stracenia w tak głupi sposób tyle cennego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zauważyłam, że większość facetów nie lubi sztuczności, więc nie wiem po co dziewczyny to robią.
      Mi się nie chce tyle stać przed lustrem, jak sobie pomyślę, że wieczorem i tak to wszystko zmyję. :D I po co tyle zachodu?

      Usuń
  17. Ale jesteś pewna, że to było normalne zdjęcie, a nie po prostu stylizowane na jakąś kreskówkową postać? :) Ja jestem zdania, że każdy powinien wyglądać tak, jak mu się podoba. Jasne, też nie podoba mi się tego typu wygląd, ale tak naprawdę to ma się podobać tamtej osobie, nie mnie :) Najważniejsze, żeby za makijażem stała świadomość - jeżeli ktoś chce robić brwi jak pas startowy to ok, jeśli podobają mu się takie, specjalnie chce osiągnąć taki efekt lub ma jakikolwiek powód, ale robi takie brwi świadomie. Ja gdy zaczynałam malować brwi, robiłam to w okropny sposób - bardzo mocne, proste kreski w mega rudym kolorze. Nie robiłam jednak tego specjalnie. Po prostu nie zdawałam sobie sprawy jak to wygląda, bo wbrew pozorom bardzo trudno jest spojrzeć obiektywnie na siebie czy swój makijaż. Patrzysz i widzisz jedno, ale inni widzą drugie. Teraz, patrząc na zdjęcia, zastanawiam się czemu nikt mi nie powiedział, że te brwi były straszne i mogę się tylko z tego śmiać :D Dlatego tak ważna jest świadomość. Natomiast jeśli ktoś robi taki czy inny makijaż świadomie, to hulaj dusza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, normalna samojebka. ;)
      Może masz rację, ale nawet jeśli komuś się takie brwi podobają i robi to świadomie, to może faktycznie w oczach innych wyglądać po prostu komicznie. No ale oczywiście nikt uwagi nie zwróci, żeby nie urazić. :P Myślę, że właśnie dlatego i Tobie nikt nie zwrócił na początku uwagi, :)

      Usuń
  18. U mnie też urwanie głowy, ale równie podobnie nauka jakoś szybko wchodzi mi do głowy - to chyba rzeczywiście świeże powietrze i odrobina tego kochanego słońca!
    Wstrzeliłaś się z tematem w moje ostatnie przemyślenia. Czasem się zastanawiam jak zmienił się kanon piękna. Kiedyś do bycia piękną wystarczyło być sobą - dziś potrzeba do tego masy przyrządów i kosmetyków, których ja nawet nie umiem używać. W sumie nawet nie mam problemu z tym, jeśli ktoś ich używa, ale pomiędzy dobrym podkreśleniem swoich walorów, a zrobieniem z siebie klauna jest cienka linia. Chodzę po ulicy i się dziwię, jak tak w ogóle można? Aż chcę krzyczeć - dziewczyny, jesteście piękne z brwiami w naturalnym kształcie, a Wasza twarz ma naprawdę dobry kolor naturalnie, teraz wyglądacie jak pomarańcze! Z tym "pięknem" jest coraz gorzej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja całe szczęście mam już prawie wszystko za sobą. Zostało mi jedno koło przed obroną. <3
      Świetnie tę całą sytuację określiłaś "nowym kanonem piękna". Coś się dzieje i faktycznie nie idzie to w dobrym kierunku. Ale same nic nie zrobimy, możemy jedynie bronić swych twarzy przed inwazją pomarańczy. :D

      Usuń
  19. Zdecydowanie zgadzam się z Tobą, takie "metamorfozy" raczej nie moga być pozytwyne, ale zawsze może być gorzej. Tragedia dzieje się wtedy, kiedy w parze z wyglądem charakter zmienia się z naturalnego w sztuczny (;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Racja, ale chyba nie spotkałam się z taką przemianą. Chyba częściej to ten sztuczny charakter pociąga za sobą sztuczny wygląd.

      Usuń
  20. Zauważam takie metamorfozy dziewczyn również u siebie na Facebook'u. Cóż, przykre to i smutne, że ładne dziewczyny "w imię" mody, ogłupiających magazynów czy reklam zmieniają się niekorzystnie.
    Najważniejsze - nie dajmy się zwariować! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, za innych odpowiadać nie możemy, ale zawsze możemy pilnować siebie. ;)

      Usuń