czwartek, 9 kwietnia 2015

129. Trening pozytywnych myśli - marzec.

Witajcie kochani. Święta, święta i po świętach. Jak Wasze samopoczucie? Nie objedliście się za bardzo sernikiem i gotowaną szynką? Ja na tę Wielkanoc pierwszy raz w życiu zrobiłam kopiec kreta - z moim perfekcjonistą B. w roli głównej oczywiście. Ach, jakie to było dobre... No ale niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Zwłaszcza jeśli nasze dobro jest ciastem. 
Ogólnie po świętach jeszcze wczoraj nie byłam w stanie dojść do siebie - z tego totalnego rozleniwienia. Cały dzień walczyłam ze sobą, żeby zrobić COKOLWIEK na uczelnie. Skończyło się na tym, że wydrukowałam notatki i umowy. A! No tak, bo jeszcze Wam nie mówiłam. Zapisałam się na studia - także droga ironiczna pani nie poprzestaje na licencjacie. Zapisałam się na studia magisterskie z podyplomowymi (to się chyba zwie SUM+ czy coś takiego). Stwierdziłam, że jest to oszczędność czasu (dwa dyplomy w dwa lata) i pieniędzy (bo są tylko tysiaka droższe od zwykłej magisterki, a za samą podyplomówkę pewnie drugie tyle bym musiała wyłożyć). Także od października edukuję się dalej i na dzień dzisiejszy chyba na tym poprzestanę. (mam nadzieję, że żaden doktorat ani profesura mi nie odbije :P)
Tyle z ogłoszeń parafialnych - teraz czas na wychwalanie marca i doszukiwania się w nim dobroci, słodkości i samych miłych chwil...

A więc co dobrego przyniósł marzec?


Pierwszą datą, która nasuwa mi się na myśl, jest ósmy marca - dzień kobiet. Dla mnie zaczął się on już dzień wcześniej, gdy otrzymałam kwiatki od mojego taty - bukiet tulipanów, mojego brata - bratka w doniczce i chrzestnego - też jakieś dziwo w doniczce, które jako jedyne rokuje na dłuższe przeżycie. Ogólnie kwiaty od mojego chrzestnego mają to do siebie, że są w stanie wytrwać ze mną najdłużej. Zeszłoroczny kwiatek opuścił mnie jakoś w styczniu - nawet nie wiecie jak mi było smutno. Przyzwyczaiłam się do niego. :P Mam nadzieję, że ten nie da mi się uśmiercić za żadne skarby.

Instagram
Kolejnego dnia odwiedzili mnie kuzyni i wujek. Ale to nie było największym pozytywem tego dnia. Gdy czekałam na pociąg (bo tożto była niedziela i biedne studenty musiały wracać na łono miast akademickich) dostałam wiadomość od B, który miał na mnie zaczekać i odebrać mnie z pociągu, że skończył dwie godziny wcześniej i chyba mu się nie chce czekać. Oczywiście wiedziałam, że mój facet to totalne uosobienie antyromantyzmu i od razu mu uwierzyłam, po czym w mych oczach zaczęły zbierać się łzy (bo przecież mieliśmy ten dzień spędzić razem!). Gdy wsiadłam do pociągu dostałam wiadomość, że jednak poczeka - co w chwili obecnej było dla mnie ogromnym szokiem i można powiedzieć delikatnym spełnieniem marzeń. 

Następną datą, którą uważam za godną zapamiętania jest 14 marzec, gdy pojechaliśmy z B. do mojej kochanej A. i jej męża na wieczór. Na drugi dzień A. miała urodziny, więc szybko skombinowałam jakiś upominek. Cały wieczór spędziliśmy jak zwykle - gadając i śmiejąc się, a do tego nie pijąc ani kropli alkoholu - co było totalnie NIE JAK ZWYKLE. Tym oto sposobem jednak udowodniliśmy sobie, że nawet takie stare konie jak my, potrafią bawić się bez alkoholu. :D 

Następnego dnia wybrałam się na zakupy, z których wróciłam w dwiema parami butów, co również należy zaliczyć do pozytywnych wspomnień. No, a jak dodam, że był to weekend zniżek z AVANTI, to już w ogóle pozytyw w 100%. Łącznie na butach zaoszczędziłam ponad 50 zł. 

W kolejny weekend byłam na imieninach u babci. Mówię Wam impreza w dechę - po 20. minutach wyłączyli prąd (chyba z powodu wiatru, a może śniegu? Nie wiem dziwny był ten marzec jeśli chodzi o pogodę) i tak sobie siedzieliśmy przy świeczuszkach. Dla mnie bomba, bo uwielbiam świeczki, no i nie trzeba się za bardzo swoim wyglądem martwić w takim oświetleniu czy też jego braku (eee i jeszcze nie widać, ile jedzenia pochłaniasz xD). 

Ostatniego marcowego weekendu znów dałam się nabrać mojemu B., który ewidentnie przeszedł jakąś wewnętrzną przemianę (pokemon - transformacja?). Powiedział mi w tygodniu, że mimo, iż nie ma zajęć i spędzi u mnie weekend, to nie zawiezie mnie do Poznania, a jedynie podrzuci na pociąg, bo wieczorem jest mecz. Oczywiście byłam na niego trochę zła i lekko sfochowana kazałam mu kupić mi chociaż bilet. Gdy wrócił w sobotę w pracy wręczył mi rzekomo kupiony bilet, który okazał się Jego miesięcznym. No i znów pokazał swoją nową stronę romantycznego Romea, który zaskoczył mnie totalnie. (nawet nie wiecie jak bardzo na miejscu byłby tutaj słowa - Gdzie jest mój B. i co z nim zrobiłeś???) Tak czy inaczej - owe zmiany traktuję bardzo pozytywnie. :)

Już wspomniałam o tym wyżej, ale na moim blogu wymaga to szerszego komentarza. Mecz Polska - Irlandia. Wiadomo, że mogło być lepiej, zawsze może, ale nie jest źle. Dla mnie to było wspaniałe i mega emocjonujące 90 minut i każdy wieczór spędzony na oglądaniu 22. facetów goniących za piłką będzie dla mnie nosić miano tej pozytywnej iskierki, która sprawia, że uśmiech się pojawia. 

Na tym chyba poprzestanę. Myślę, że sporo pozytywów nazbierało mi się w marcu. Mogłabym jeszcze dopisać bieg w deszczu do tramwaju, bo obecnie to wydarzenie odciska mi uśmiech na twarzy, jednak wówczas chyba nie do końca było mi do śmiechu albo odszukać ten jeden cieplutki dzień, którego miałam na sobie tylko rozpiętą ramoneskę i krótki rękawek, bo słońce tak dawało czadu. Pewnie jak bym posiedziała dłużej, to ta notka nie miała by końca.

A jak tam u Was? Ile pozytywności spotkało Was w marcu? Przysiądźcie i poszukajcie chociaż jednej. 
Pozdrawiam kochani i do następnego! :*

60 komentarzy:

  1. Urodzinki były w marcu jedna pozytywnoscia ;D
    paperlifex33.blogspot.com obs za obs ? zacznij i daj znac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim wieku urodziny przestają być pozytywnym wydarzeniem. :D

      Usuń
  2. Takie pokemonowe transformacje to ja lubię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, ja nawet też. Ale co się muszę stresu najeść przy tym. :P

      Usuń
  3. Hm wolne od szkoły :) taak czuje ze po swietach przybyło mi kilka kg wiecej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. no proszę jakie zmiany w związku i wszystkie na pozytywne :D ale nastraszyć potrafi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, lubi mi grać na nerwach, ale później wszystko wynagradza, więc wybaczam. :P

      Usuń
  5. U mnie też było sporo jedzenia, od wczoraj zaczęłam dietę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nigdy nie stosowałam diety i nawet po świętach się nie skuszę. :D

      Usuń
    2. A ja tak, po za tym muszę jakoś wyglądać :)

      Usuń
    3. Mi do tego dieta nie potrzebna. :P Ćwiczenia wystarczą. :)

      Usuń
    4. Ja się wspomagam wszystkim hehe :p

      Usuń
    5. Wszystko jest dla ludzi. W odpowiednich ilościach. :)

      Usuń
    6. Oj tak! A tak w ogóle jak tam w końcu wiosenne dni bo chyba teraz jest w miarę a nie tak zimno ...

      Usuń
    7. Taka pogoda jak dziś, to mnie akurat wkurza. Jak wiatr wieje, to zimno, a na słońcu za ciepło w kurtce. No i bądź tu mądra.

      Usuń
  6. ja marzec zakończyłam z wolą znalezienia nowej roboty i tak sobie czekam w obecnej pracy aż ktoś zadzwoni chcąc mnie brać do nowej:D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę. Masz coś konkretnego na oku? :)

      Usuń
    2. A jakąś inną branżę sobie upatrzyłaś?

      Usuń
    3. chcę odpocząć od sprzedaży. może administracja bardziej..

      Usuń
  7. Marzec minął więc na spotkaniach towarzyskich :) Nie było nudno :)
    Zjadłabym tego Twojego kopca kreta :P Z tego co pamiętam jest bardzo dobry :)
    I gratuluję nowych studiów :) Nie wiedziałam, że można tak te dwa dyplomy połączyć, powodzenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najważniejsze! :)
      Oj ja też. :D Tak, bananowy. <3
      Dzięki. Wiesz, bo to jest nowość. Na mojej uczelni dopiero drugi czy trzeci rok. Do tego taka możliwość jest tylko na trzech kierunkach póki co. :)

      Usuń
    2. Bananowy? :P Mi się kojarzy czekoladowy xD Ale to widocznie jadłyśmy inny :P
      Kombinują teraz z tymi kierunkami jak się da te uczelnie :P Coraz to nowe rzeczy wymyślają, żeby przyciągnąć studentów :)

      Usuń
    3. No ciasto jest czekoladowe, ale całe nadzienie jest bananowe. :D
      Dla mnie lepiej. Chociaż trochę mnie przeraża, że będę robić 4 lata w 2 lata. Więc... będę na pewno jęczeć na blogu jak to strasznie nie mam czasu. xD

      Usuń
    4. To ja takie bez nadzienia chyba jadłam ;p
      Dasz sobie radę, wiem to :)

      Usuń
    5. Samo ciasto. :D
      Oj, dziękuję. :* Mam nadzieję, chociaż przygotowuję się na to, że będzie ciężko. Zwłaszcza po tymi luzie, jaki mam w tym roku na uczelni. :P

      Usuń
    6. Nie bez powodu brak mi zdolności kulinarnych - po kimś musiałam je odziedziczyć :P Mama chyba kupiła ten kopiec kreta w proszku co są gotowe ciasta i takie zrobiła :P Chyba, że coś źle pamiętam, ale nie sądzę ;p
      Zawsze ciężko się przestawić, ale może wakacje Ci się znudzą i zatęsknisz za uczelnią to nie będzie tak źle ;p

      Usuń
    7. Hahah, no ja też robiłam to z kartonika. Osobno jest ciastko i osobno baza do kremu, do którego dodaje się śmietanę. :)
      Żebym w ogóle miała wakacje. :P Powoli rozglądam się za pracą, więc może wpadnę w rytm pracusia do tego czasu. :)

      Usuń
    8. To albo mam kiepską pamięć co bardzo możliwe, albo jadłyśmy ciasto różnych producentów :P
      Co do wakacji to miałam na myśli wakacje od uczelni, bo ja z tego co pamiętam moją kiepską pamięcią to czy Ty nie pracujesz aktualnie gdzieś? :P Czy pomyliłam Cię z Asik :P Właściwie to już jestem prawie pewna, że pomyliłam Cię z Asik, ale upewnię się: pracujesz gdzieś aktualnie? :P

      Usuń
    9. Możliwe. :)
      Nie, obecnie nie. We wakacje popylałam do biura. :P Więc pomyliłaś mnie z Asik.

      Usuń
  8. Mi się marzą studia dodatkowe, ostatnio myślę nad tym intensywnie. Mam wiele chęci, czy znajdę czas? Boję się,że nie. Gratuluję decyzji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto zaryzykować. Mama mi zawsze mówiła, że lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż że się nie spróbowało. ;) Także ja pewnie w październiku będę jęczeć, jak to strasznie dużo nauki mam. :P
      Dzięki. :)

      Usuń
  9. Współczuję chłopaka antyromantyka, wiem jak ,,cudownie" jest w Walentynki czy Dzień Kobiet, nie wspominając o urodzinach, które właśnie obchodzę w marcu. A co pozytywnego? Chyba nadejście wiosny i wypad w balerinkach na miasto ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie pamiętam, kiedy we walentynki byliśmy razem. :P Ale w sumie sama nie lubię przesadnie ckliwych historyjek miłosnych, więc i do tego mi łatwiej przywyknąć. :D
      Ja zostawiłam wszystkie letnie buty w mieszkaniu i będąc na weekend w domu, nie miałam w czym chodzić. :P

      Usuń
  10. Nie ma to jak kwiaty na dzień kobiet...ja tradycyjnie od męża dostaję...kwiat kalafiora :D Bo przynajmniej praktyczny i mogę go zjeść na surowo, jak uwielbiam :D nie ma co, romantyczna tradycja, nie?:D także, antyromantyzm u faceta rozumiem w pełni, a ten może być zabawny po prostu:) Ale dobrze, że jednak do tego twego lubego coś dotarło i poczekał, no:) I może cóż, przechodzi pewną transformację na wiosnę?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, fajna alternatywa. Mój B. nigdy mi kwiatów nie kupuje, bo mówi, że i tak zwiędną. :P A tak - to kalafiora może mi kupi. :D A potem go zje. :P
      Mam nadzieję, że ta transformacja nie minie wraz z wiosną. :P

      Usuń
  11. Urodziny mam w dzień kobiet tak więc marzec zwykle bywa dla mnie coraz..... mniej piękny z uwagi na przybywające lata :) Kopiec kreta, uuuwielbiam, nie zostało nic na pewno? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak fajnie. Przynajmniej zawsze dostajesz kwiatki. :D
      Oj, nie zniknął zaraz na drugi dzień. :P

      Usuń
  12. marzec marcem a tu poczatki kwietnia i jal dlam nie okropnie. po swietach jestem jakas przybita. chodze, placze... nie wiem co mi, dobrze, ze chociaz pogoda ladna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głowa do góry! Lato coraz bliżej. :)

      Usuń
  13. Ja przez pierwszy dzień świąt trzymałam się dobrze, ale drugi rozwalił mnie na łopatki. Sernik do dziś jest moją zmorą, haha.
    Marzec to był dla mnie dobry miesiąc. W końcu pojawiło się słońce i spędziłam wiele miłych chwil z ludzmi, na których mi zależy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyczuwam przedawkowanie sernika. :D
      Oby kwiecień był taki sam! Albo lepszy. :)

      Usuń
  14. Właśnie zaczęłam się tak zastanawiać, jak to się stało, że marzec się już skończył? Zdecydowanie za szybko mi ten miesiąc minął i cieszę się, że nie podjęłam się tego wyzwania, bo bym nie ogarnęła się czasowo ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko ja mam wrażenie, że czas za szybko mija . :P

      Usuń
  15. Ciąg dalszy edukacji - ambitnie :D To już dziś życzę powodzenia :D
    Hmm w marcu wiele dobrego się wydarzyło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Przyda mi się na pewno. :)
      To super. :)

      Usuń
  16. dla mnie marzec zaczął się fajnie dniem kobiet a skończył się smutno, bez pracy. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, znajdziesz na pewno.
      Już niedługo przyłączę się do szukania. :)

      Usuń
  17. Bardzo lubię te twoje posty i jak narzekałem na styczeń i luty, to marzec był lepszy, a kwiecień zaczął się dla mnie wręcz fantastycznie!
    Zapraszam do mnie na jeszcze ciepłą recenzje niesamowitej książki i mix zdjęć.
    www.gabriel-data.blogspot.com - MY BLOG
    Fashion Projects

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      Wow, to oby tak dalej! :)

      Usuń
  18. Koncert happysadu! Och, ach!
    A w tym roku tulipana dostałam od taty (jak zawsze :P) i *badumtss* od chłopaka siostry, który przyszedł ją odwiedzić i po kwiatku sprawił każdej z nas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny. :D
      Dzięki siostrze załapałaś się na kwiatka. :P

      Usuń
  19. Wiesz co, podziwiam że to wszystko zapamiętujesz :D Ja w końcu zaczęłam zapisywać, bo nigdy nie mogę ogarnąć co się kiedy działo, jaki to był miesiąc i mam wrażenie, ze za duzo dobrego się nie dzieje, ba, ze nic się nie dzieje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak w pamięć mi wchodzą cyferki i wystarczy, że spojrzę na kalendarz na ścianie i potrafię odtworzyć, co mniej-więcej się w danym czasie działo. :P

      Usuń
  20. Sprawdź czy te studia dają Ci jakieś uprawnienia - dowiedz się czy mają odpowiednią liczbę godzin, bo uczelnie czasem w takich promocjach dają dyplomy, którymi można sobie, za przeproszeniem, podetrzeć tyłek. ;)
    Co mnie spotkało w marcu? Hmm... Wiesz, że w sumie to niewiele pozytywów? Marzec to godziny przegadanych na skypie rozmów z Y., bo jest na drugim końcu Europy. Poza tym trochę lenistwa. Ale niezupełnie, bo szukam pracy. Bezskutecznie. W związku z tym załatwiałam formalności ze stażem z urzedu pracy i bardzo się na to cieszyłam. Pracodawca złożył wniosek, że chce mnie przyjąć na staż, ale jak to urząd pracy - nie można na niego liczyć, choć wszystko pozałatwiałam. Stażu chyba nie dostanę - na to się zanosi... Wiele nieudanych rozmów kwalifikacyjnych w stylu "ogłoszenie o staż na stanowisku opiekunka dziecięca", a tak naprawdę masz sprzątać... Wiele takich. Za wiele. Nie mam nic do sprzątania, ale kurczę, po co mi staż w sprzątaniu??? Zwyczajnie chcą mieć robola za free. Trochę się tez podłamałam, bo zaczynam czuć sie przez wiele osób olewana: na pewno znasz ten moment, kiedy ktoś obiecuje pomoc, a potem wychodzi na to, że jednak "każdy sobie rzepkę skrobie". Także musze się jakoś raz dwa pozbierać i przestać smęcić. Taka chwila słabości. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko sprawdziłam o poczytałam. Normalne studia - tyle, że w trybie przyśpieszonym. Po dwóch latach dostaję normalny dyplom magistra + dyplom ukończenia studiów podyplomowych z dodatkową specjalnością. ;)
      Oj znam, znam. "Jakby coś to dzwoń.", a potem mają Cię w nosie... Ja sama stoję teraz przed trudnym wyborem, bo muszę zacząć szukać pracy. A sama nie wiem gdzie. Czy wracam do domu, czy zostaję "na emigracji". :P

      Usuń
  21. świeczuszki to ja również kocham <3! więc doskonale rozumiem Twoją radość :D
    meczu Polaków nie widziałam (szczerze niezmiennie wracam do starych czasów np.za Wójcika,teraz słabo mi się podoba ta gra i zawodnicy)bo usnęłam z dzieckiem :P za to wtedy moja Francja przegrała :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się podobał zeszły rok pod względem piłki. :) Jest jakiś progres.
      A francuskich piłkarzy to akurat nie lubię. :P

      Usuń