poniedziałek, 23 lutego 2015

121. Weszło mi to w nawyk!

Witajcie. Na samym początku muszę się Wam wyżalić, że dzisiejszy dzień określony mianem powrotu na uczelnie, po trzech tygodniach ferii był TRAGICZNY! Jestem totalnie wymęczona, na wykładzie miałam wrażenie, że wyzionę ducha słuchając po raz setny o cechach i funkcjach bilansu. Ogólnie facet gadał cały czas z zamkniętymi oczami, tak też przełączał slajdy - jedyne co zaskoczyło mnie jeszcze bardziej, to fakt, że w pewnym momencie na te zamknięte oczy nałożył okulary, nie wiadomo w jakim celu. Aż zadałam S. pytanie:
- Czy jak się śpi w okularach, to ma się bardziej wyraźne sny?? - oczywiście jedyną odpowiedzią, jaką otrzymałam był śmiech, więc nadal nie wiem. (smuteczek)
Tego dnia nawet kawa nie postawiła mnie do pionu i chociaż jakimś cudem udało mi się przetrwać do końca - być może dlatego, że rewizja finansowa okazała się świetnym przedmiotem! - to zaraz po wejściu do pokoju poczułam jaka jestem nieprzytomna. Szybko powysyłałam ważne maile i padłam na łóżko. Mimo, iż moja drzemka trwała jedynie 20 minut, to czuję się teraz o wiele lepiej i jakoś udało mi się zebrać w szeregu szare komórki (późno bo późno, grunt, że w ogóle) by napisać dla Was kolejny post.
Temat ten chodził mi po głowie już od jakiegoś czasu. Szczerze, to chciałam go napisać już trzy posty temu, jednak najpierw nawinęły mi się szufladki, później moje wiosenne porządki odciągnęły mnie w kolejną stronę, tak więc przychodzę z nim do Was dopiero dziś.
Chciałabym poruszyć kwestię naszych przyzwyczajeń. Tych dobrych, pozytywnych, tych, które ktoś mógłby od nas ściągnąć, by i jemu żyło się lepiej, może weselej? Bo nie będę ukrywać - nie wszystkie moje nawyki mogę podciągnąć pod te "niosące dobro" (aż mi się skojarzyło z "czyńmy dobro") w tej iście pożytecznej postaci.
Myślę, że każdy z nas ma wiele nawyków, jednak nie zauważamy ich, dopóki ktoś inny nie zwróci na to uwagi, bo być może dla niego takie zachowanie jest czymś "wow". Tak samo ja - nie zauważyłam swoich nawyków, dopóki dla kogoś innego nie było to zaskoczeniem. Nie oszukujmy się - jest wiele czynności, które wydają nam się "zwykłe" i robimy je z automatu, często w przekonaniu, że reszta świata też tak właśnie robi, no ale przejdźmy do konkretów.

A więc weszło mi w nawyk, to że:

- codziennie myję włosy oraz nakładam na nie sporą ilość odżywki, co dla mojej mamy - do niedawna - było zaskoczeniem, gdyż ona nie używała odżywek w ogóle (dziś za moją namową to się zmieniło ;))
tumblr

- codziennie po kąpieli balsamuję całe ciało - CODZIENNIE

- przed snem smaruję usta balsamem do ust, a w ręce wcieram krem do rąk - taki mój rytuał

- gdy zasypiam sama - modle się przed snem, taka moja rozmowa z Bogiem, podziękowanie za cały dzień i prośba o kolejne pomyślne chwile dla mnie i dla rodziny

- co dwa tygodnie zmieniam kolor na paznokciach - chyba tak jakoś mi się utarło. Dwa tygodnie to idealny czas, po którym moje paznokcie mi się opatrzą i chcę wówczas nowego koloru.

- co 2-3 miesiące obcinam sobie włosy (sama, ale o tym już kiedyś pisałam. Dziś nawet było mi dane uchwycić zszokowane spojrzenia koleżanek po tym jak zauważyły, że podcięłam włosy, a ja oznajmiłam, że SAMA)

- pierwszą stroną, którą otwieram CODZIENNIE w przeglądarce jest pulpit nawigacyjny bloggera

- podczas "ogarniania się" w łazience włączam muzykę w telefonie - przy muzyce jakoś przyjemniej "się ogarniać" :D

- przed snem stawiam sobie szklankę z wodą koło łóżka i musi tam być - obowiązkowo! Nie ważne czy śpię u siebie czy u kogoś :P

- pierwsze co robię po przebudzeniu, to piszę sms do B.

- ćwiczę każdego dnia - poza sytuacjami wyjątkowymi - nie określam jednak ściśle typu ćwiczeń - raz ćwiczę na brzuch, raz kręcę hula-hop, a gdy pogoda dopisuje - biegam

- gdy dane mi jest gdzieś iść w samotności - zawsze chodzę ze słuchawkami i muzyką w uszach - szare dni nabierają wówczas barw, no i nie muszę wysłuchiwać tramwajowych rozmów o sensie życia

Póki co - to wszystkie moje nawyki, które przyszły mi do głowy (na pewno jest ich więcej, ale nie chcą się przypomnieć - skubane!). A przynajmniej to wszystkie te, które warto publikować. :P
Teraz rzucam zadanie w Waszą stronę - jakie są Wasze nawyki, które od razu przychodzą Wam do głowy? Co dla Was jest normalną czynnością, a dla innych może być wykonywane jedynie od święta? A może niektóre z moich nawyków możecie przypisać i sobie?

Czekam na Wasze odpowiedzi i mam nadzieję, że luzacki post przypadł Wam do gustu. Jeśli w tekście pojawiły się jakieś niedociągnięcia, to szczerze przepraszam, ale padam na twarz.
Dobranoc. :*

czwartek, 19 lutego 2015

120. Symbole.

Witajcie. W ostatnim tygodniu moich ferii, który właśnie trwa, naszła mnie ochota na wielkie porządki. Zazwyczaj podczas wolnego robiłam porządki w szafach z ubraniami - jednak tym razem gdy tam zaglądam, ubrania nadal leżą ładnie poukładane - także nie ma czego porządkować. "Ktoś się nauczył ładnie składać pranie" - pomyślałam. Na całe szczęście - czy też nie, w swej sypialni czekała na mnie jeszcze toaletka pełna kosmetyków i biżuterii oraz dwa stoliki nocne, które skrywają bliżej nieokreśloną zawartość (nie macie pojęcia, jakie cuda tam znalazłam!).
Tak też w poniedziałek, pierwszy raz od IKS lat wzięłam się za porządkowanie kosmetyków skrywanych w szafkach koło lustra (zazwyczaj porządkowałam jedynie kosmetyki makijażowe). Wywaliłam chyba trzy reklamówki wszelakich śmieci  od wyschniętych lakierów do paznokci, po mazidła do ciała, które datę przydatności utraciły całe wieki temu (aż mi wstyd, że taki burdel tam miałam). Gdy uporałam się z kosmetykami przeszłam do biżuterii. "Matko z córką - ile tego jest!" - pomyślałam, gdy zgarnęłam wszystko z toaletki i rozłożyłam na dywanie do segregacji. Doszłam nawet do wniosku, że chyba do końca życia już nie kupię sobie kolczyków, bo jeśli nosiłabym jedną parę dziennie, zmieniając je codziennie to starczyłoby mi na kilka ładnych miesięcy - całe szczęście, że mam więcej dziurek w uszach. :P Tak czy inaczej, mam biżuterię, która strasznie mi się podobała, a nie mam jej do czego ubrać - bo na co dzień jest zbyt elegancka, a na jakieś wyjścia potrzebowałabym konkretnego koloru ubioru. Zrobiło mi się więc żal tych nienoszonych drobiazgów i stwierdziłam, że raz na zawsze KONIEC Z NIEPRZEMYŚLANYMI ZAKUPAMI - bo coś mi się podoba. Muszę mieć najpierw wizję do czego to ubiorę, a dopiero potem EWENTUALNIE kupię. Czas pokaże.
Przeglądając tak stare i już nienoszone rzeczy przywołałam masę wspomnień - co od kogo dostałam, w jakich okolicznościach itp. Uśmiech sam się pojawił na twarzy, zwłaszcza, że o istnieniu niektórych drobiazgów zupełnie zapomniałam. Część rzeczy wyrzuciłam bo po prostu się zniszczyły. Odłożyłam też sporo koralików do pudełka z różnymi pierdołkami - w razie będę miała ochotę na DIY. Między innymi porozplatałam zerwane bransoletki czy koraliki, pozbierałam wszystkie zawieszki w jedno miejsce, więc może kiedyś najdzie mnie ochota na małe czary i powstanie w nich coś ciekawego. ;)
Tak piszę, piszę i nadal nie doszłam do sedna tematu. Otóż przeglądając tę biżuterię dokonałam ciekawego odkrycia - przez cały czas kolekcjonowania mojej biżuterii, czyli powiedzmy od początku gimnazjum, do dnia dzisiejszego, w moich zbiorach przewijają się ciągle te same motywy: skrzydła, ptaki - gołębie i sowy oraz klucze również wszelakie - tradycyjne i wiolinowe. Dodam, że nie nosiłam tego wszystkiego jakoś tak nachalnie - nosiłam pierwszą partię, później ją porzucałam i za jakiś czas znów wracałam do tych właśnie symboli w postaci nowych pierdołek. Z racji tego, iż niczego nie pozostawiam przypadkowi, postanowiłam doszukać się głębszego sensu w tym, do czego mnie ciągnie i odnalazłam znaczenie poszczególnych symboli - tym właśnie chciałam się z Wami podzielić.

tumblr
Sowa - pierwsze skojarzenie jakie przychodzi nam na myśl to oczywiście mądrość. Pewnie dlatego, że każdy z nas zna Kubusia Puchatka i jego przyjaciół, którzy z każdym problemem przychodzili do mądrej sowy. Tak też wpojono nam od dziecka, że sowa jest symbolem mądrości. Przekopując Internet znalazłam również inne, symboliczne znaczenia, które mnie zafascynowały. Otóż sowa symbolizuje również samotność, milczenie, jasnowidzenie, czujność czy proroctwo. Dowiedziałam się również, że sowa była od wieków kojarzona z wielkimi mocami - ludzie bojąc się ich nadawali im nieziemskie zdolności, sugerując im powiązanie z czarownicami lub właśnie biorąc je za czarownice w zwierzęcej postaci. Nawet w Biblii znalazło się miejsce dla sowy, której "głos ostrzega ludzi przed gniewem Boga".
Moje odczucia: uważam, że sowa symbolizuje coś tajemniczego, nie do końca poznanego, dlatego też fascynującego. Sowy są piękne, a zarazem nieco straszne. Dość dziwne może się okazać np. to, że z "Wesela" pamiętam właśnie fragment o puszczyku (Stańczyk nazywa tak Dziennikarza dwa razy). Kto by w ogóle pamiętał takie szczegóły?

Skrzydła - od zawsze fascynowały mnie anielskie skrzydła i zawsze mi się takie marzyły (w sumie marzą mi się do dziś!). Narysowałam niezliczoną ilość postaci z anielskimi skrzydłami, a więc co one oznaczają? Skrzydła są symbolem lekkości, duchowości. Wyrażają dążenie duszy do przekraczania tego, co ludzkie. Związane są z poznawaniem, wyobraźnią, myślą, wolnością i zwycięstwem.
Moje odczucia: Od zawsze jestem zafascynowana motywem skrzydeł. Są dla mnie czymś tak pięknym, że nie wiem czy jestem je w stanie do czegokolwiek porównać. Może z jednej strony są dla mnie symbolem wolności, ale bardziej chyba kojarzę je z pięknym wnętrzem, niewinnością i siłą. Coś z ciekawostek? Jarałam się tatuażem Dody na plecach, gdy wydziarała sobie swoje własne skrzydełka. :D

tumblr
Klucz - wiadomo, że klucze nosi przy sobie każdy z nas. Mnie jednak fascynują te bogato zdobione, rodem z dawnych czasów, gdy wszystko musiało być niepowtarzalne, a nie rzucone w masówkę. Klucz oznacza przede wszystkim władzę. Dodatkowo symbolizuje również wierność, opiekę, tajemnicę, dyskrecję oraz ostrożność. Internet podpowiada mi również, że klucz był talizmanem, który chronił dzieci przed chorobami i złymi mocami.
Moja opinia: w moim odczuciu klucz to pewnego rodzaju władza - możemy kogoś zamknąć lub jak to się mówi, znaleźć "klucz do serca" i kogoś otworzyć. ;) Na myśl przychodzi mi również tajemnica - coś zamknięte w wielkiej skrzyni. No a poza tym - klucze są piękne. Z ciekawych faktów mojego życia - gdy rodzice kupili sobie meblościankę ze złotymi wykończeniami, całe dnie bawiłam się przy szafie ciągle ją zakluczając i odkluczając. Chyba nie muszę wspominać, że klucze były pięknie zdobione - na stary styl. :)

Teraz rodzi się pytanie czy rzeczy, które wybieramy w swoim życiu - także biżuteria, mają jakiś związek z naszym wnętrzem? Z tym co odczuwamy? Czy ma to coś wspólnego z tą całą otoczką symboliki? Na pewno znajdą się sceptycy, którzy zawsze wszystko wyjaśniają modą, podążaniem z resztą lub hasłem "skoro tylko to jest dostępne to kupujesz". Możliwe - jeśli ta moda zaczęła się gdy byłam dzieckiem uganiającym się za kluczykami, kolekcjonującym aniołki i wsłuchującym się w "puchanie" sów będąc u babci i trwa do dziś. Wówczas tak - całe moje życie podążam za tą modą. Jeśli nie - pozwólcie, że sobie trochę powierzę w swoje powiązania, symbole i tę szczyptę magii, która ciągle wydaje się być gdzieś obecna, ale schowana pod powłoką totalnego realizmu codziennego życia. ;)

Czy wśród Waszej biżuterii również przewijają się jakieś główne motywy, do których wracacie co jakiś czas?

sobota, 14 lutego 2015

119. O dystansie do szufladek, własnego odbicia w lustrze oraz słów, które miały ciąć jak noże, a jedynie połaskotały niczym piórko.

Witajcie. Mamy dziś dzień kochany i jednocześnie nienawidzony przez miliony. Ale spokojnie, nie będę dziś rozprawiać o serduszkach, pluszowych misiach, ani romantycznych kolacjach. Na temat dzisiejszego dnia wspomnę tylko tyle, że świeci pięknie słońce, a moja mama ma dziś urodziny. Czekam więc aż wróci z miasta, bo obiecała mi pyszną urodzinową kawę i ciasto. ;)
Okej, koniec słodzenia - temat czeka.
Poprzedni post opowiadał o eksperymencie związanym z szufladkowaniem innych i ocenianiem ich po pozorach. Pod postem znalazły się słowa oburzenia, część osób podjęło "zabawę" samodzielnie klasyfikując się w podanych kategoriach, jeszcze inni natomiast oznajmili, że boją się opinii innych i tego, gdzie zostaliby wrzuceni.
tumblr
A więc po kolei - słowo do osób, które podjęły "zabawę" - piąteczka dla Was. Widać, że macie "Jestem ambitna, mam piękne blond włosy i jak nikt inny opowiadam o uczuciach" , "Jestem świetnym biegaczem, o piłce nożnej wiem wszystko, opowiadam najlepsze dowcipy", "Jestem skromna, pięknie rysuję i doceniam prawdziwych przyjaciół", "Jestem genialnym gitarzystą, o muzyce wiem więcej niż ktokolwiek i w przyszłości podbiję świat swoją muzyką!" - itp. Krok drugi - zadaj sobie pytanie czy wierzysz w to, co właśnie powiedziałeś? Jeśli tak - gratuluję, możesz iść spokojnie przez świat i być pewnym, że żadne opinie Cię nie złamią, a żadne szufladki Cię nie usidlą. Wiesz kim jesteś - jesteś wolny od tego całego wartościowania.
wyrobione poczucie własnej wartości. Wiecie kim jesteście na prawdę i żadne szufladki Wam nie straszne, bo przecież i tak mijają się z prawdą. Czyż to nie jest w życiu i całym społeczeństwie najważniejsze? Wiedzieć kim się jest na prawdę i być tego pewnym w stu procentach. Stań prze lustrem, spójrz sobie w oczy i powiedz sobie prosto w twarz kim jesteś.
A co jeśli nie do końca wierzysz we własne słowa? Wtedy zapraszam Cię do grupy drugiej, gdzie są jeszcze osoby, które wyraziły również obawę przed szufladkami.
Myślę, że należy zacząć od tego - skąd ten strach? Brak pewności siebie? Pewnie tak. Zacznijmy ją więc budować. Pomyśl, skąd ktoś, kto Cię nie zna może wiedzieć kim na prawdę jesteś? Bądźmy szczerzy - nie może. Z tego względu wszystkie opinie, które przypinaj Ci jakiekolwiek łatki są jakie? Nieprawdziwe. Oczywiście do czasu - aż sam nie zaczniesz w nie wierzyć. Jeśli pozwolisz zamknąć się w w szufladce nie będzie łatwo z niej wyjść. Jednak po co żyć w kłamstwie i bazować na opinii ludzi, którzy Cię nie znają? Ja sensu w tym nie dostrzegam.
Może się również zrodzić opinia, że w przypinanych łatkach jest ziarnko prawdy - może i tak. Kujon faktycznie dobrze się uczy, ale czy faktycznie nie ma przyjaciół i innych priorytetów w życiu? A co jeśli co weekend imprezuje z bliżej nieokreśloną paczką? Czy właśnie nie wymyka się z przypisanej mu ramki? Idźmy dalej - Królowa Balu, piękna uśmiechnięta popularna - w domowym zaciszu płacze w poduszkę niezauważana przez rodziców pochłoniętych pracą i nieszczęśliwie zakochana w kimś, kto uważa ją jedynie za fajną laskę - nie kogoś, z kim mógłby się związać. A nawet "ździra", która za swoim zachowaniem ukrywa tak na prawdę brak pewności siebie i strach przed tym, iż ktoś odkryje jej słabość. Widzisz? Każda maska kryje za sobą prawdziwego człowieka.
Przytoczę tutaj zdanie, które wypisałam już w poprzednim poście:
"W społeczeństwie jesteś tym, za kogo uważają Cię inni". 
Dlatego właśnie niektórzy specjalnie zachowują się w określony sposób, żeby zatuszować prawdziwą twarz, inni z kolei zostają wrzuceni do szufladki na siłę, mimo iż pragną wszystkim pokazać, że jest idą dumni przez życie ze swoją bezbłędnością w osądzaniu innych wypisaną na twarzy. Pokaż mi swoją facjatę, a powiem Ci, kim jesteś. Pokaż mi, jak zachowujesz się w szkole, a powiem Ci, jak skończysz za 10 lat. Pozwól, że popatrzę na Ciebie przez 15 minut, a wrzucę Cię do konkretnej szufladki.
inaczej. Wiecie, to całe szufladkowanie może być uznane za straszną rzecz. No i w pewnym sensie jest - bo nieraz nie dajemy ludziom nawet cienia szansy na poznanie. A jednak mnie to bawi. To całe szufladkowanie. Pewnie zapytacie co w tym śmiesznego? Otóż to, że ludzie nie mają pojęcia jak cholernie mijają się w prawdą i jeszcze to, że
To właśnie mnie bawi. W ogóle mnie to nie dotyka. Mogę być wrzucona do jednego pudła z "największą ździrą w mieście" - może przynajmniej dowiem się dlaczego znajduje się właśnie w tym pudle i czy aby na pewno jest w nim słusznie.
Nie dotykają mnie te wszystkie opinie na mój temat, bo wystarcza mi to, iż sama znam swoją wartość, sama doskonale wiem, jakim jestem człowiekiem i potrafię spojrzeć sobie w oczy stojąc przed lustrem. Właśnie dlatego, że wiem kim tak NA PRAWDĘ jestem opinie innych spływają po mnie jak po przysłowiowej kaczce i chyba właśnie dlatego nie znajdziecie tutaj spersonalizowanego opisu o autorce, który miałby Wam pomóc we mnie uwierzyć czy cokolwiek udowodnić. W zupełności wystarcza mi to, że ja w siebie wierzę, a to jak Wy widzicie mnie oczami swojej
tumblr
wyobraźni - może być nawet zabawne. Tak jak kiedyś pisałam - mogę być mała, ruda, poczochrana i mieć zeza, no cóż. (mimo wszystko mam nadzieję, że moje wnętrze i literki, które Wam zostawiam pozwalają wyobrazić sobie mój wizerunek trochę bardziej przychylnie xD). Dla mnie i tak liczy się to, iż w środku, gdzieś w okolicach serca - na prawdę czuję siebie. Wiem jakim jestem człowiekiem, wiem jakie popełniam błędy, wiem jak zachowuję się w określonym towarzystwie i jakie to może przynieść konsekwencje, no i chyba najważniejsze - oswoiłam się z tym, jak mogę być przez społeczeństwo postrzegana i mimo tego potrafię iść z podniesioną głową i spoglądać ludziom mijanym na ulicy prosto w oczy, rzucając spojrzenie mówiące "nic o mnie nie wiecie".
Ludzie, miejcie do siebie dystans (piszę jak na wiecu wyborczym), bo to na prawdę ułatwia życie. Bądźcie pewni tego, kim na prawdę jesteście, a nikt Wam tego nie odbierze. Wrzucanie Was do szufladek przestanie być kojarzone ze strachem, a na samą myśl zaczniecie się śmiać.
Wiem, że ktoś może sobie pomyśleć - ta łatwo mówić, trudniej zrobić. Fakt łatwiej mówić o zdobywaniu szczytów, trudniej je zdobywać. Jednak jeśli zrobisz pierwszy krok będziesz już o ten krok bliżej celu. Proszę nie mów - zacznę jutro, zacznij już dziś, teraz zaraz. Wyjdź do ludzi z podniesioną głową, zmierz się z ich spojrzeniami i pozwól po raz kolejny dokleić im karteczkę na swoich plecach. Nie się cieszą kolejną "nieomylną" opinią, a Ty - ciesz się, że po raz kolejny udało Ci się ich nabrać!
Uwierz w siebie, a z czasem i inni uwierzą. :)

Mam nadzieję, że wlałam w Was chociaż kropelkę pewności siebie - zawsze to kropelka więcej niż poprzednio. ;)

Buziaki kochani i cieszcie się dzisiejszym słońcem, serduszkami, miśkami, Greyem w kinie i czym tam jeszcze chcecie! <3
Pozdrawiam!

środa, 11 lutego 2015

118. Atleta, kujon, królowa balu, samotnik czy może... ździra?

Witajcie. Co mogę Wam na wstępie powiedzieć? Był śnieg - nie ma śniegu. Została tylko mokra chlapa - czyli nic fascynującego. Właśnie powoli mija mi drugi tydzień ferii, ale całe szczęście w tym tygodniu zajęłam się czymś pożytecznym i napisałam 9 stron pracy dyplomowej <brawa dla mnie> xD Także pochwalę się Wam, że łącznie mam już 32 strony.

Tyle z chwalenia przejdźmy do tematu. Pewnie czytając go zadaliście sobie pytanie "Co ona znowu wymyśliła?" A powiem Wam, że nie wymyśliła, a zainspirowała się serialem ponownie. Już tłumaczę, objaśniam i rzucam nieco światła na to, czym chcę się z Wami podzielić.
tumblr
Otóż, w jednym z odcinków mojego serialu natknęłam się na dość nietypowy, ale i inspirujący eksperyment przeprowadzony pośród uczniów szkoły średniej. Mieli oni za zadanie zakwalifikować jednogłośnie, po kolei każdą z osób do jednej z pięciu - skrajnych kategorii. Początkowo zadanie to wydało mi się śmieszne, ale... Jak nad tym przysiadłam, to kurczę - to może okazać się trudne, bo
kategorie są na prawdę skrajne.
Atleta - osoba, która udziela się w sporcie na terenie szkoły i poza nią.
Kujon - wiadomo, dobre stopnie, otoczony książkami, nie posiada zbyt wielu przyjaciół, bo przecież stopnie są naj.
Królowa balu - osoba otoczona wieloma przyjaciółmi, posiada super partnera, piękna znana i lubiana.
Samotnik - siedzi na uboczu, praktycznie nikt nie zna jego nazwiska, kilka osób wie jak ma na imię, nieznany, niezauważany.
"Przyjacielski" (ździra) - właśnie tym słowem nauczyciel opisał owe zachowanie, by miało łagodniejszy wydźwięk. Myślę, że tego akurat tłumaczyć nie muszę, wszyscy wiemy o jakie zachowanie chodzi.
Nauczyciel sformułował tezę, że wszystkich uczniów można zakwalifikować do jednej z pięciu kategorii, co również dla uczniów okazało się problemem.

tumblr
- S. zakwalifikuj proszę M. do jednej z kategorii, co o nim sądzisz? - pyta nauczyciel
- Uważam, że M. jest... miły.
- Nie widzę takiej kategorii na tablicy, chociaż mógłbym to podciągnąć pod "przyjacielski", a to oznaczałoby, że M. jest ździrą. 

To jeden z dialogów, który doprowadził mnie do śmiechu. Ale nie poruszyłam tego tematu po to, żeby analizować zachowania bohaterów. Zaczęłam się bowiem zastanawiać do jakiej kategorii zostałabym przypisana ja przez moich rówieśników. Otóż cała heca polega na tym, że nie możemy przyporządkować się sami do pewnej kategorii, a muszą to zrobić inni. W odcinku był również fragment w którym jedna z dziewczyn została zakwalifikowana jako Królowa balu, na co oburzyła się twierdząc, że jest samotnikiem. Nauczyciel jednak szybko ugasił jej bunt mówiąc, że "w społeczeństwie jesteś tym, za kogo postrzegają Cie inni." Coś w tym jest prawda? Powróćmy jednak do moich rozważań.
tumblr
Cofnęłam się do czasów mojej szkoły średniej. Zaczęłam po kolei - za atletę na pewno mnie nie uważano, bo całą szkołę średnią przejechałam na lewych zwolnieniach z wf-u, więc co to, to nie. Kujon  - o taaaak, nieraz słyszałam to za sobą, chociaż nie miało to wydźwięku negatywnego, bardziej żartobliwy. Jednak miałam same dobre oceny, kilkoro przyjaciół i wychowawczynię wychwalającą mnie przed wszystkimi (z czasem stało się to wręcz żenujące). Więc pomyślałam - tak. Znalazłam swoją kategorię. Jednak po chwili przypomniało mi się jedno wydarzenie z mojego życia, które kazało mi się skłonić, ku "królowej balu".
Po wyjściu ze szkoły, dokładniej po maturach zaprosił mnie na fb do znajomych pewien chłopak. Znałam go z widzenia, przed ustną maturą z niemieckiego nawet staliśmy większą grupą, ale nie przypominam sobie żebym z nim rozmawiała. Jednak z racji tego, iż z widzenia go znałam - zaakceptowałam. Otrzymałam po chwili wiadomość:

- Nie poznałem Cię na profilowym. :) - chwilę się zawahałam, nieco zagubiona, ale odpisałam
- To skąd wiedziałeś, że to ja? 
- No jak to skąd? Przecież Ciebie wszyscy znają!

tumblr
 Szczęka mi opadła na biurko i myślałam, że jej nie pozbieram. Jak to? Mnie wszyscy znają? Szczerze? Zawsze uważałam się z takiego szarego myszola, który sobie gdzieś tam przemyka korytarzem niezauważony, a tu taka niespodzianka. Oczywiście lubiłam to uczucie, gdy wchodziło się do szkoły i od razu wszyscy Cię mierzyli - ale sądziłam, że to działa na wszystkie fronty i nigdy nie zdawałam sobie sprawy ze swojej "popularności" - dżizas jak to brzmi?! xD

Okej, zostawmy szkołę średnią za sobą. Jako, że zabawa mi się podobała postanowiłam przenieść te pięć kategorii na inne etapy mojego życia. Najpierw cofnęłam się jeszcze bardziej - do gimnazjum, a potem wróciłam na studia.
tumblr
Gimnazjum, ach gimnazjum. Nienawidziłam tego miejsca, zwłaszcza w ostatniej klasie i nie mogłam się doczekać aż stamtąd wyjdę. Myślę, że z pewnością zostałabym tam ochrzczona samotnikiem, który z chęcią zamordowałby połowę ludzi mijanych na korytarzu i z tym się zgodzę. Miałam swoją grupę znajomych, z którymi wolałam siedzieć po zajęciach i oni spokojnie mogli by mnie nazwać "przyjacielską" - mniej lub bardziej serio. xD
A co ze studiami? Ze smutkiem (lub ulgą) stwierdzam, że łatka Królowej balu pozostała na zawsze kujon, z racji moich stopni. W grupie ćwiczeniowej mogę zostać przez dziewczyny zakwalifikowana jako ździra, bo przecież trzymam się z samymi facetami, a wśród bliższych znajomych będę atletą, bo przecież ćwiczę każdego dnia i usilnie wyciągam ich na siłownię.
w murach mojej szkoły i niech tak zostanie (albo znów dowiem się o wszystkim po czasie xD). Dziś pewnie znów jestem przez niektóre osoby postrzegana jako
Jak widać jednak sama nie do końca potrafię sklasyfikować się w jednej kategorii, pewnie tłum zrobiłby to lepiej, może nie do końca zgodnie, ale w końcu doszliby do konsensusu.

A jak Wy czujecie ten temat? Oczywiście ostrzegam: NIE TRAKTUJCIE GO W 100% SERIO. Sama podeszłam do niego z przymrużeniem oka i potraktowałam jako fajną zabawę na prawdę skłaniającą do myślenia i pewnej refleksji nad swoim zachowaniem.
A więc gdy już się zastanowisz mój drogi czytelniku, odpowiedz, do którego worka to Ciebie wrzuciliby inni? (uzasadnienia mile widziane!)
Pozdrawiam.


Dopisek. (po fakcie)
Pomyślałam, że powinnam dopisać wyjaśnienie dotyczące eksperymentu, aby zapobiec kolejnym zbulwersowanym komentarzom. Otóż kolejnym etapem eksperymentu było wypisanie swoich imion przez połowę klasy oraz wrzucenie ich na małych karteczkach do czapki. Druga połowa sali losowała imiona. Uczniowie musieli spędzić resztę lekcji w towarzystwie wylosowanej osoby wypełniając zadania np. powierzenie tajemnicy, opowiedzenie o czym się marzy, jak się wyobraża siebie za 10 lat itp. Po tym czasie uczniowie zdawali relację z tego czy zaszufladkowana wcześniej osoba okazała się rzeczywiście taka za jaką ją postrzegano. (oczywiście, że nie ;))
Cały eksperyment miał więc na celu ukazanie bezsensowność szufladkowania wg. pozorów (co często ma miejsce w szkołach), skoro danych osób się nie zna, ponieważ przy bliższym poznaniu okazują się one zupełnie inne. ;)

sobota, 7 lutego 2015

117. Co dobrego przyniósł styczeń.

Witajcie.
Jak wiecie, jakiś czas temu zobowiązałam się, że będę przywoływać pozytywne myśli w okolicach pewnej daty. Większość z Was wie, o jaką datę chodzi. Tak więc - zobowiązałam się i nie ma przebacz. Trzeba zadanie rzetelnie wypełniać. (pominę fakt, że jak zwykle mam mały poślizg :P)
Miałam nieco wątpliwości czy jestem w stanie skleić porządny post wychwalający styczeń. O ile w przypadku grudnia nie było to trudne - wiecie, święta, rodzina, wolne. O tym w przypadku stycznia pomyślałam, że będzie ciężko, bo "ot tak" nic nie przyszło mi do głowy. Posiedziałam chwilę i... oświeciło mnie, Hej czy nie o to chodzi w treningu pozytywnych myśli?? Nie o to, żeby doszukiwać się tych małych iskierek pozytywnych myśli, tam gdzie ich pozornie nie ma? No więc właśnie, wytężyłam umysł, wzięłam na kolana kalendarz w celu przypomnienia sobie kilku dat i oto, co z tego wynikło.

Uważam, że początek stycznia był dobry, dlatego, że miałam wówczas wolne od szkoły - aż do 12. Co prawda zaraz potem miałam kolokwium, ale to była rachunkowość, więc jako taka nauka była dla mnie przyjemnością. Z racji wolnego również przyszło mi do głowy założenie instagrama - jak na razie nie żałuję i cała idea mi się podoba. ;)

Styczeń był dobry, ponieważ oglądając serial natknęłam się chyba na najbardziej motywujące słowa pod słońcem. Tknęło to we mnie nową energię i od tamtego czasu powtarzam sobie ów słowa za każdym razem, gdy przez głowę przemyka mi nieznośne "nie chce mi się".

oooironiooo


Myślę, że styczeń był również dobry, ponieważ mimo wytężonej nauki miałam wieczorami czas na relaks - powiem nawet, że był on nawet trochę wymuszony. Otóż przepaliła mi się żarówka w lampce nocnej i wieczorami byłam wręcz skazana na siedzenie przy świeczkach. Powiem Wam, że trwało to chyba z tydzień, bo albo zapominałam o zakupie żarówki, albo po prostu nie było takiej, jaką potrzebowałam. Także... wieczory spędzałam iście po studencku - przy świeczkach, bo żarówka się przepaliła. xD
oooironiooo
Styczeń przyniósł mi jeszcze jedno upragnione od dawna wydarzenie - ostatni egzamin. Może pomyślicie, że zwariowałam, ale tak - nie mogłam się go doczekać. Po prostu chciałam mieć to za sobą i poczuć, że jestem wolna. Wiecie, ten moment, gdy wzięłam te wszystkie notatki i książki, po czym tryumfalnie wepchnęłam je do szafy - bezcenne.

No a skoro już po egzaminie, to w styczniu rozpoczęły się moje upragnione trzytygodniowe ferie. Powiem Wam, że pierwsze dwa dni - toż to jeszcze styczeń - celebrowałam wykonując jedynie czynności niezbędne do utrzymania mnie przy życiu + oglądanie serialu, słuchanie muzyki, przeglądanie kanałów tv, rysowanie itp. Wreszcie poczułam, że już NIC NIE MUSZĘ. 

Tak oto, jakoś udało mi się wygrzebać coś pozytywnego ze stycznia, chociaż początkowo szczerze w to wątpiłam. A co dobrego Was spotkało w styczniu?
 Pozdrawiam!

wtorek, 3 lutego 2015

116. Co zawdzięczamy modzie?

Witajcie w ten piękny i w końcu śnieżny dzień. Tak - jaram się, ponieważ pierwszy raz od dłuższego czasu widzę biały puch pokrywający drogę. W Poznaniu co prawda padało, ale wszystko momentalnie się topiło, za to tu - u mnie w domu jest ślicznie. Taką zimę to ja rozumiem. Moim zdaniem zimą powinno być biało i zimno - tak z -10 (bo jest mi za ciepło w zimówce xD), a jak się zimie nie chce mrozić, to niech spada i wpuści wiosnę, bo moja ramoneska już nie może się doczekać wyjścia z szafy...
Tak czy inaczej - mam ferie, więc tak jak obiecałam - jest mnie tu więcej. Dziś przychodzę do Was z tematem, który miałam zamiar poruszyć już w grudniu, ale jak sami wiecie - tyle się działo. Także temat grzecznie poczekał na swoją kolej i dziś stawimy mu czoło. ;)
Chciałam dziś obgadać z Wami kwestię - co dała nam moda, a konkretniej - jak zmieniła nasze nastawienie do noszenia pewnych rzeczy.
Część z Was pewnie powie, że ślepe podążanie za modą jest głupie - i ja również się pod tym podpisuję. Jednak uważam też, że nie wszystko co modne musi być głupie. Odnalazłam kilka rzeczy, które dzięki modzie wróciły do łask i pomagają nam np. chronić nasze zdrowie. (no nie róbcie takich oczu! :D)

tumblr
Po kolei. Na początek chciałam Was zapytać - jak wyglądała u Was w dzieciństwie sprawa z noszeniem czapki zimą? U mnie było mniej-więcej tak: czapki były brzydkie, okropne i stanowiły największe zło tego świata, które zjawiało się co zimę. Tak też - zawsze szukałam kurtki z kapturem, a czapkę ubierało się przed domem, a zdejmowało zaraz za zakrętem idąc do szkoły. Z tego co pamiętam - nie tylko ja tak kombinowałam i na prawdę było niewiele grzecznych dzieci, które nosiły czapkę przez cały czas. Obecnie mamy jakiś czapkowy BOOM. Czapki stały się modne i niektóre osoby, które mają FEJM noszą je nawet latem, przy +30. stopniach (spoko - włosy muszą im ładnie pachnieć). Tak czy siak - ja uważam, że moda na czapki wyszła wszystkim na dobre - czapki nie są już takie... byle jakie. Są ładne, mamy je dostępne w wielu fajnych wzorach, no i najważniejsze - są lansowane przez popularne osoby - na co dzieciaki zwracają chyba największą uwagę. To samo może się tyczyć bejsbolówek. Jak wiecie, noszenie czapki latem ma chronić naszą głowę przed przegrzaniem. Ja jako dziecko nigdy nie miałam z tym problemów - zawsze byłam "dziewczyną w czapce z daszkiem" - czy to czerwonej, czy niebieskiej, a ostatecznie czarnej ze srebrnym znaczkiem New Era, którą udało mi się odkupić od kuzyna (w sumie mam ją do dziś i jesienną porą w niej biegam, by mi czupryny nie zawiało). Obecnie trochę się w tej kwestii popsułam, ale da się zauważyć, że czapki z daszkiem też robią swoje i duża część nastolatków chroni łepetyny także i latem.

Drugą dobrą sprawą dla mnie jest moda na dłuższe kurtki zimowe - dłuższe, czyli okrywające chociażby biodra i część tyłka. Pamiętam, jak zawsze moja mama przeżywała, gdy młode dziewczyny chodziły zimą, na mrozie z plecami na wierzchu. Wrrr... Na samą myśl bolą mnie nerki. Mi jednak nigdy nie było dane posiadać takiej kurtki - przez co zawsze wybierałam płaszczyki, bo na puchówki jakoś patrzeć nie mogę. Całe szczęście dziś, noszenie przykrótkiej kurtki, odsłaniającej wdzięki w środku zimy uważane jest za obciach i osób niszczących sobie zdrowie w ten sposób też jest niewiele. Podsumowując - moda łapie kolejnego plusa.

tumblr
Co jeszcze mi się podoba? Np. moda na okulary - wszelakie i korekcyjne i przeciwsłoneczne. Sama pamiętam jeszcze reakcje dzieciaków, gdy byłam na początku podstawówki i ktoś nosił okulary. Matko z córką, cóż to była za fascynacja i... nieraz powód do wyśmiania. Dziś czasy się zmieniły, a osoby, które muszą nosić okulary nie są wyśmiewane, a czasem nawet podziwiane - bo okulary stały się elementem biżuterii, a dzięki ogromnemu wyborowi oprawek dosłownie każdy może dziś wyglądać świetnie (właśnie sobie przypomniałam, że miałam się umówić do okulisty xD). Fakt, jest też w tym odrobina przesady - tak jak noszenie przez pewne osoby zerówek.
Co do mody na okulary przeciwsłoneczne - dodatkowo wszystko zależy od producenta i tego czy mają one specjalne filtry. Więc trzeba uważać, żeby sobie oka nie psuć, chcąc je uchronić przed
promieniami słonecznymi - co jest też przez okulistów zalecane. Nie mniej jednak całą modę na okulary odbieram pozytywnie - zwłaszcza, że uwielbiam ogromne okulary przeciwsłoneczne. <3

Mogłabym wymienić jeszcze kilka rzeczy, do których noszenia przekonała mnie moda - jak np. dżinsy, które na początku podstawówki były wyśmiewane (serio! Sama się łapię za głowię i do dziś nie wiem DLACZEGO?!), a obecnie są jedynymi słusznymi spodniami w szkole mojego brata (w dresach bym go dźwigiem do szkoły nie zaciągnęła xD), ale to raczej nie miało jakiegokolwiek wpływu na zdrowie. :D

Tak więc teraz pytanko do Was - do noszenia jakich ubrań przekonała Was moda? Czy było coś, czego wcześniej za żadne skarby nie chcieliście na siebie zakładać i dopiero po ukazaniu tego w nowym świetle przez znane lub mniej znane marki postanowiliście spróbować?
Pozdrawiam, Wasza "dziewczyna w czapce z daszkiem" :D