sobota, 3 stycznia 2015

109. Podróż w czasie - dwanaście miesięcy do tyłu.

Witajcie. Dziś zabiorę Was w nieco sentymentalną podróż wstecz, zaczynającą się na początku roku 2014. Chciałabym nie tyle powspominać, co podsumować mój pierwszy rok na bloggerze. Ale o tym za chwilę. Najpierw małe sprawozdanie z Sylwestra.
Otóż wyszło tak, że koniec końców nie chciało mi się ruszyć nigdzie tyłka i zostaliśmy w domu. Najpierw przygotowałam kilogram frytek (proszę nie liczyć kalorii), a później upijałam się martini grając przy okazji w chińczyka i oglądając sylwestrowe zabawy w telewizji. O północy oglądaliśmy fajerwerki, jednak tylko te wystrzeliwane przez sąsiadów, ponieważ tak jak rok temu - w sylwestra zaatakowała nas mgła i nic dalszego widać nie było.
O której poszłam spać - nie mam pojęcia. Wiem tylko, że gdy zaczęło mi się robić niedobrze stwierdziłam, że pójdę wziąć prysznic i otrzeźwieję (wiem co mówię, nie raz trzeźwiałam leżąc w wannie - woda pomaga xD). Drugim aspektem skłaniającym mnie do wzięcia prysznica w stanie półprzytomności był fakt, że zaszalałam z różowymi włosami (zastosowałam wygraną kredę koloryzującą) i nie chciałam pofarbować całej pościeli na różowo. Najlepiej na różowe włosy zareagowała moja mama stwierdzając, że dobrze mi w takim kolorze i powinnam zrobić sobie tak na stałe. xD (fajną mam mamę, nie? Sama namawia mnie na noszenie różowych włosów xD)
W Nowy rok obudziłam się koło 14. z Saharą w ustach i resztę dnia przeleżałam oglądając TV lub filmy na laptopie. Tak mi minął pierwszy dzień nowego roku. :P
Tyle z teraźniejszości. Teraz cofnijmy się o rok wstecz.

Rok 2014

Styczeń,
tumblr
Założyłam bloga i postanowiłam rozpocząć swoją przygodę z tym światem. Pamiętam jak wyobrażałam sobie siebie na samym początku. Miałam wrażenie, że stoję w progu ogromnego zamczyska, którego drzwi przewyższają mnie dziesięciokrotnie. Stoję i sama do końca nie wiem, w którą stronę iść. Po zamku przemykają doświadczeni już blogerzy, mający tak wielu czytelników. Jejku jak ja im wtedy zazdrościłam. Zastanawiałam się czy sobie poradzę, czy wytrwam do przyszłego roku? Czy kiedyś będę miała równie wspaniałych czytelników? Otóż jak widać wytrwałam, a moich czytelników mogę określić mianem jeszcze wspanialszych!
Styczeń był również czasem sesji, tak więc zakuwałam ostro do egzaminu.

Luty, 
Luty przywitał mnie egzaminem semestralnym i popełnianiem błędów, które kusiły swoim smakiem, do ponownego ich popełnienia. Na szczęście oparłam się. Jeśli chodzi o bloga, to powoli się rozkręcałam, czepiałam się słówek i walczyłam z ich komercyjnymi znaczeniami - kogo tak na prawdę nazywamy PRZYJACIELEM i dlaczego nadużywamy słowa KOCHAM odbierając mu ten magiczny sens.

Marzec,
Marzec chyba spokojnie mogę nazwać czasem moich życiowych rozterek. Borykałam się nadal z per "Błędem" przez co wiele notek miało dość filozoficzny wydźwięk. Poza tym w marcu poszłam z B. na targi pracy i wyszłam obładowana darmówkami tak bardzo, że myślałam, iż nie będzie mi dane dojść do mieszkania. xD Jednogłośnie stwierdziliśmy, że następnym razem idziemy z walizką!

Kwiecień,
W kwietniu natomiast zaczął się projekt międzynarodowy Interculture 2.0. - najwspanialsza rzecz jaka mnie spotkała na uczelni. Konferencje międzynarodowe prowadzone w języku niemieckim ze studentami z Hiszpanii, Danii i Chorwacji. Musieliśmy prowadzić firmę zawiązując spółkę z jednym z zespołów. Poza spółką nawiązaliśmy wspaniałe znajomości i mam wrażenie, że osłuchałam się z językiem niemieckim jak nigdzie. To co początkowo sprawiało problemy - rozumienie kogoś mówiącego po drugiej stronie monitora, na końcu stało się automatyczne. Jednym uchem słuchałam, drugim notowałam coś innego. Tam też dodatkowo poznałam A. i nacieszyłam oczy jego widokiem. :P
 Kwiecień był również miesiącem w którym kładłam ogromny nacisk na pewność siebie - chyba za sprawą wiosennego powera. :)

Maj, 
Jeśli chodzi o bloga, to maj okazał się najbardziej płodnym miesiącem - aż 13 postów! Uważam też, że właśnie wtedy poruszałam najlepsze tematy. Jakoś tak jest, że gdy zbliża się lato mam wiele energii i zapału do działania, co przejawiało się sporą ilością postów. Właśnie w maju rzuciłam hejt przeciwko Facebookowi, który okazał się jednym z najczęściej czytanych postów.

Czerwiec,
google
Czym byłby mój czerwiec bez mistrzostw świata w Brazylii?? Ludu, ja odliczałam dni do pierwszego gwizdka! Tak też 12. czerwca rozpoczął się dla mnie okres półtoramiesięcznej piłkarskiej rozpusty. Każdego dnia mecze, aż trzy dziennie. Coś pięknego. Pamiętam, że w międzyczasie robiłam dość duży projekt z analizy finansowej - oczywiście przy włączonym telewizorze (co nie zmieniło faktu, że na końcu miałam ochotę wymiotować na widok sprawozdań finansowych i ich obszernych tabelek). Czerwiec to również egzamin semestralny i koniec roku akademickiego - także luz, blues i orzeszki!

Lipiec,
No niestety nie mogłam napisać, że wraz z czerwcem nadeszły moje wakacje. Od pierwszego lipca chodziłam na praktyki w biurze rachunkowym. Jestem strasznie niezadowolona z tego okresu, ponieważ w najcieplejszych momentach tego lata, ja byłam zamknięta w nieklimatyzowanym pomieszczeniu i jedynym ratunkiem była lodowata woda z automatu (po prostu się rozpływałam). Plusem lipca był finał mundialu i zwycięstwo drużyny, której kibicowałam od początku (zapamiętajcie - gdy Polacy nie grają, ja zawsze kibicuję Niemcom! xD). Mimo wszystko jednak uważam, że najlepszym meczem tych mistrzostw był mecz półfinałowy Niemcy-Brazylia zakończony wynikiem 7:1 - coś pięknego. Dodatkowo podczas przerwy w tym meczu zagłosowałam na Esce i już na drugi dzień wygrałam bilety na EMA! Podsumowując więc lipiec nie był aż taki zły, mimo iż na blogu pojawiło się tylko pięć postów.

Sierpień,
Jak zwykle pod samą sceną - innego miejsca na koncercie
 nie uznaję. xD
W sierpniu najbardziej wyczekiwaną przeze mnie datą był koniec praktyk. Mimo iż lubiłam tą firmę i pracujących tam ludzi (poza jedną zołzą, którą znielubiłam od pierwszego wejrzenia). Miałam jednak zakodowane, że zaraz po zakończeniu jedziemy na wakacje! Tak też w sierpniu odwiedziłam polską IBIZĘ pijąc najlepsze mojito na świecie i grając na automatach. Niestety na plaży się nie wyleżałam, bo prawie codziennie padało. Po tygodniu pojechałam jednak do Szczecina na EMA - dobra zabawa wynagrodziła mi kiepską pogodę, a po koncercie znów wylądowałam nad morzem. Według postów, w sierpniu cierpiałam również na przypływ weny twórczej i zaczęłam pisać dwie książki, które do dziś "leżą" porzucone, bo nadmiar weny nagle się skończył i nastąpił wręcz jej niedobór. Ale spokojnie, kiedyś je skończę. Kiedyś.


Wrzesień,
Wrzesień rozpoczęłam w Warszawie. Strasznie ciągnie mnie do dużych miast, wielkich oświetlonych budynków, myślę więc, że Warszawa to dobry starter. Cudownie było oglądać miasto nocą z trzydziestego piętra. Byłam w tylu miejscach i ciągle było mi mało, ciągle chciałam więcej. Wiem na pewno, że do Warszawy wrócę.
We wrześniu również borykałam się z mieszkaniem - jak zwykle szukałam w totalnym chaosie, na szczęście JAK ZWYKLE udało się znaleźć coś przyzwoitego.
Sporą dawkę adrenaliny w tym miesiącu dostarczyli nam siatkarze zdobywając mistrzostwo świata. Jestem z chłopaków niesamowicie dumna i nadal pamiętam te emocje podczas meczów - uwielbiam ten stan, gdy serce łomocze jak szalone, mimo iż "spokojnie" siedzisz.
Wrzesień kończył się niestety jednym wielkim minusem, ponieważ w tym roku rozpoczynałam zajęcia już pod koniec tego miesiąca.

Październik,
O tym znaku pisałam właśnie jakiś czas temu. Wiecie, że
można go licytować na WOŚP? :D (google)
Ten miesiąc mogę opisać krótko - szkoła, szkoła, szkoła. Zaczęło się i tyle. Krótkim przerywnikiem w tej monotonii były mecze eliminacyjne Polaków w piłce nożnej (taaak, znów o tym nawijam). Dokładnie 11. października Polska zwyciężyła z Niemcami i to 2:0! Myślałam, że się popłaczę, coś pięknego, co będziemy zapewne wspominać przez kolejne 40 lat. W tym miesiącu dowiedziałam się również, że moja niedoszła szwagierka jest w ciąży i ,że już się jej raczej nie pozbędę. No cóż, takie życie, może kiedyś się zaprzyjaźnimy. Póki co upajam się widokiem, jak jej dupa rośnie... (si, jestem wredna)

Listopad,
Ten miesiąc przywitał nas niezapowiedzianym kopniakiem w najczulszy punkt. Odebrał nam Kordiana, zostawiając morze łez i dziesiątki pytań bez odpowiedzi. Chociaż pewnie nie pogodzimy się z tym nigdy, po czasie jakoś łatwiej spojrzeć na to, co się stało. Listopad to także pierwsze mrozy i oczekiwanie na święta.

Grudzień,
To w sumie najbliższa przeszłość i nie mam za wiele do wspominania. Ten miesiąc był bogaty w chwile z rodziną, poszukiwanie prezentów, przystrajanie domu - ogólnie cały miesiąc kręcił mi się wokół świąt. Wspominam go dość spokojnie i rodzinnie.

Tak więc podsumowałam miniony rok. Mój pierwszy rok spędzony tutaj - z Wami. Niektórzy są ze mną od początku tej drogi, inni dołączali w trakcie. Najważniejsze, że jesteście. Blog wniósł w moje życie wiele nowych znajomości, otworzył mi oczy na pewne sprawy. Dzięki blogowemu światu mogę spojrzeć nieco inaczej na rzeczy pozornie błahe. Dzięki temu, że rok temu postanowiłam stworzyć swoje miejsce w sieci, mogłam przez ten rok być z Wami w chwilach radości oraz wspierać Was w walce z problemami - z wzajemnością. Nie żałuję ani sekundy poświęconej blogowi i Wam, mogę żałować jedynie tego, że tak późno zaczęłam i dopiero teraz było mi dane Was poznać.
Jak Nowy Rok, to i postanowienia? Rok temu postanowiłam, że chcę wytrwać w blogowaniu i znaleźć się tu za rok. Tak też w tym roku:

Chcę prowadzić bloga kolejny rok i w przyszłym roku być tu nadal z Wami.

Dodatkowo:
Napiszę w ciągu roku 108 (lub więcej) postów.
Znajdę pracę w zawodzie (zaraz po tym jak obronię się na pięć xD).
Pojadę 11. października na mecz Polska-Irlandia na narodowym <3
Każdego dnia będę się uśmiechać i iść przed siebie z przekonaniem, że to będzie dobry dzień!

Więcej postanowień nie mam, jak mi się coś ubzdura - to się za to wezmę nawet i w środku roku, bo jak to wiele z Was pisało - nie potrzeba specjalnej daty, by sobie coś postanowić. :)

Jak zaczął się dla Was ten nowy, 2015 rok? Spisaliście listę postanowień? :)
Pozdrawiam i duuuużo uśmiechu w nowym roku!

57 komentarzy:

  1. Ja też się poryczałam, jak Polska wygrała z Niemcami! :D Aż moja mama palnęła mnie w łeb, że beczę, przez taką głupotę xD No cóż, moja mama mnie chyba nigdy nie zdoła ogarnąć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam bliska łez. :)
      Głupotę?! Toż to nie głupota proszę Pani! :D

      Usuń
  2. Masz jakieś zdjęcia w tych różowych włosach? :D
    Tobie woda pomaga, a mi szkodzi ;) Zwłaszcza prysznic na kacu, uuuuu :P
    Ten rok i dla Ciebie był zróżnicowany ;p Kochana, gdzie Ciebie w tym roku nie było?:P Od morza przez Warszawę chyba wszędzie byłaś xD
    Życzę kolejnego nie roku, a lat na blogu, z nami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam zrobić, ale na zdjęciu ten róż wtapia się w mój kolor - także nieciekawie. :/
      Nie lubisz dużej ilości wody podczas kaca? xD
      Hmmm.... Gdzie mnie nie było? A w tym naszym wymarzonym NY! :D
      Oj też sobie tego życzę, z całego serducha! :)

      Usuń
    2. Kurcze szkoda, bo ciekawa jestem jak to wyglądało ;p
      Do picia czasami owszem, ale co za dużo to niezdrowo w moim przypadku ;p
      A no tak, Nowy Jork będzie wciąż na liście naszych celów, aczkolwiek ja tam nie pojadę jeszcze w tym roku ;)

      Usuń
    3. Wyglądało tak... różowo. :P Stwierdzam, że pasują mi głupkowate kolory na głowie. xD
      Hahaha, to mi właśnie otaczająca mnie woda pomaga w takich sytuacjach. :)
      No w tej sprawie mam tak samo. Chociaż jestem powiedzmy, bliżej celu, bo ostatnio zgadałam się z kuzynką, że ona też chce tam jechać. Chociaż się przejść po tych ulicach - nic więcej. :D

      Usuń
    4. Spróbuj zielonego ;p
      Z kuzynką to ja się zgadałam już rok, albo dwa lata temu, właśnie mi o tym przypomniałaś xD

      Usuń
    5. Właśnie trafiłaś w kolor, na temat którego przysięgałam, że nigdy sobie takich włosów nie zrobię. xD U mnie w szkole kiedyś chodziła dziewczyna w zielonych włosach i wyglądała, jakby miała na głowie wodorosty. :D
      Och jaka ja dobra. xD

      Usuń
    6. Ech, ma się ten fart :D No ja tak sobie właśnie wyobrażam ;p W filmie "Sala samobójców" też była taka dziewczyna chyba z różowymi włosami głównie, ale z zielonymi też tam coś takiego kojarzę :D
      No, a jaka ja zła że zapomniałam xD

      Usuń
    7. Zagraj w lotto z takim celem. :D
      A nie widziałam tego filmu. Jedynie urywki w jednym teledysku. :P
      Hahaha xD

      Usuń
    8. Jak gram w lotka to tylko zwiększam szansę, że wygra ktoś inny ;) Grałam może dwa, trzy razy w życiu i nie miałam ani jednej liczby ;) Lepiej mi wychodzą zdrapki :P Wchodzę, kupuję za 2 zł, zdzieram, najczęściej wygrywam 2 zł i wychodzę :D
      Jak Ci się będzie nudzić to obejrzyj, niezły był, jak na polski :)

      Usuń
    9. Hahah, my kiedyś z B. kupiliśmy sobie zdrapki - w sumie nie wiem po co. :D Też któreś z nas miało 2 zł. :P
      Okej, zapamiętam. :)

      Usuń
  3. Dla każdego ten rok był pełen wrażeń, ale cieszę się, że się zakończył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie robiłam listy postanowień, po za tym co ma być to będzie.

      Usuń
    2. Trzeba iść dalej. :)
      Też myślę, że będzie co będzie. Wypisałam tylko to, czego najbardziej pragnę - jako jeszcze większy motywator, by to osiągnąć. :)

      Usuń
    3. Dokładnie tak, ale najgorsze są porażki, ale trzeba zrobić wszystko dla swoich celów.

      Usuń
    4. Porażka - kiepskie słowo. Nie podoba mi się i chyba je wykreślę ze swego słownika. Wolę je zamienić na - przesunięcie się celu w czasie. :P

      Usuń
  4. Życzę wytrwałości w postanowienich :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę jesteś na blogach dopiero od roku?? Cały czas miałam wrażenie, że czytam twojego bloga od bardzo, bardzo dawna, a tu taka niespodzianka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tia. Nie licząc krótkiego epizodu w gimnazjum, aleee... wtedy nie mogłaś mnie czytać. :D
      To chyba dobrze, że masz takie wrażenie. Przynajmniej tak mi się wydaje. :P

      Usuń
  6. Widzę, że ten rok był pełen emocji...także sportowych. Nie wiedziałam, że interesujesz się aż tak sportem ( bo też aż tak długo tu nie zaglądam) ale w sumie, to i dobrze:)
    Znaleźć pracę w zawodzie...mamy ten sam cel :D Choć u mnie to nie noworoczne postanowienie, ale, jedziemy na podobnym wózku:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię gdy coś się dzieje. Połowę dzieciństwa spędziłam na boisku, drugą połowę - biegając, jeżdżąc na czym tylko się da. Więc sport był ze mną od zawsze i może dlatego tak mnie to wszystko interesuje. (teraz np. co tydzień oglądam skoki narciarskie xD)
      Więc życzę nam obu - żeby się udało! :D

      Usuń
  7. Wychodzę z założenia, że postanowienia noworoczne są zupełnie bez sensu - najczęściej moimi postanowieniami były czynności, których nienawidziłam robić, więc - proste - miałabym z ich wykonaniem problem. A pod koniec roku miałabym z tego powodu wyrzuty sumienia. Ha! Brak postanowień -> brak problemów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie nigdy sobie niczego nie postanawiałam. Tylko teraz i na postanowienia wybrałam rzeczy, na których bardzo mi zależy.
      Też uważam, że nie ma sensu postanawiać sobie czegoś, czego tak na prawdę nie chcemy spełniać. :)
      Dobra taktyka. :D

      Usuń
    2. Ja zdecydowałam się jedynie na 52 Book Challenge 2015 bo jeśli o czytanie chodzi to wiem, że dam sobie radę :) i będzie ogromna satysfakcja :)
      Idealna! Bo jeśli coś zrobię, to jedynie się mi cieszyć pozostanie :D

      Usuń
    3. O, jak mam być szczera, to pierwszy raz słyszę o tym wyzwaniu. :) Musisz przeczytać 52. książki w tym roku?

      Usuń
  8. O i widzisz, teraz Twoje zamczysko jest jednym z tych bardziej znanych :)
    Zrobiłam wielki krok do przodu i przeniosłam się na blogspota :) jeszcze nie wszystko tam ogarniam, ale mam nadzieję, że mnie odwiedzisz w nowym miejscu :)

    Tosia z naczytane.blog.pl, teraz z naczytane.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeeee... No bez przesady. :P
      Myślę, że wybrałaś najlepsze z możliwych miejsc do prowadzenie bloga. Już do Ciebie zaglądam! :)

      Usuń
  9. NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO,
    to moja myśl przewodnia na Nowy Rok.

    Abyś za rok, w tym samym miejscu,
    opisała 2x tyle emocji,
    byś była z siebie dumna ! ;)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moje motto życiowe. :)

      Dziękuję pięknie <3

      Usuń
  10. Sporo teraz w blogosferze takich podsumowań :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Różowe włosy musiały ciekawie wyglądać ;).
    I też uwielbiam sport! ;) Finał mistrzostw świata w siatkówce był cudowny, naprawdę, uwielbiam oglądać takie wydarzenia. Piłka nożna trochę mniej, jednak mecz, o którym wspomniałaś - słynne 7:1 widziałam i aż szkoda mi było na nich patrzeć :). Jednak u mnie na pierwszym miejscu tenis ziemny ;).
    Fragment o szwagierce - bezcenny ;).
    A co do początków blogowania, to mam teraz podobne odczucia co Ty w styczniu ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginalnie. :D
      Mnie zarówno ja siatkówce, jak i na wspomnianym meczu rozpierała energia. :D
      O, pograłabym sobie w tenisa! Ale oglądać nie lubię. Nudzi mnie. :)
      Hahaha :D
      Byle do przodu. Najważniejsze - robić swoje i się nie poddawać. :)

      Usuń
  12. Wow, profesjonalne podsumowanie. :) Zatem nie pozostaje nic innego, jak życzyć powodzenia w Nowym Roku! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hm, zazdroszczę luźnego sylwka w domu :) a martini zapamiętale chlałam w święta, uwielbiam, i mojito uwielbiam przypominają mi wakacje eh!
    Za niemieckim nie przepadam, ale to Interculture to fajne doświadczenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) No to piąteczka, bo co do alkoholu mamy ten sam gust. xD
      Najlepsze w moim życiu! :)

      Usuń
  14. 108 postów to nie lada wyzwanie, ale to fajne postanowienie :)
    Ja w tym roku nie spisałam swoich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ubiegłam roku jakoś się udało. Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać poziom. :D

      Usuń
  15. ja tego nieco więcej napisałam postów xd ale postanowień nie spisuję..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem. Jesteś moim guru jeśli chodzi o liczbę postów. xD

      Usuń
  16. Ładnie Ci się ten blog przez rok rozwinął :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no. Myślę, że nieźle mi poszło. :D

      Usuń
  17. blog jest bardzo dobry :) I tło jest mega :*

    http://nikoladrozdzi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. No to kolejnych lat blogowania życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mecz Niemcy - Brazylia był epicki i jego nie da się zapomnieć. Ja włączyłam go dopiero chyba w 15. minucie z myślą, że dwie takie mocne drużyny to nic nie będzie się działo. I takie WFT?! 2:0? I zaraz następny gol. I następny. Aż do mnie siostra zadzwoniła i na wstępie powiedziała: cz ty TO oglądasz?! Albo Mistrzostwa w siatkówce. Coś pięknego. Oglądałam wszystkie mecze w internecie. Po arabsku. Ale były :D I mecz Polska - Niemcy. Wow. Szkoda, że Turniej Czterech Skoczni nam nie poszedł. Ale od Kamila nie ma co wymagać a tamci nie potrafią oddać dwóch dobrych skoków. Bo przecież nawet jak w 1. serii skoczą ładnie to w drugiej muszą wyrównać średnią i skoczyć 10 metrów bliżej...
    Dobra. Kończę. Wszystkiego najlepszego w nowym roku i spełnienia wszystkich postanowień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama nie miała wtedy prądu i też jej włączyli chyba w 15. minucie - po czym dzwoniła do mnie zaaferowana, że nie widziała piętnastu minut i już tyle akcji przeminęło. :D
      Ja miałam całe szczęście polsat sport i nie musiałam kombinować z oglądaniem przez co ustawiały się kolejki z tekstami "przychodzę do Ciebie na mecz!" :D
      Zeszły rok był piękny, jeśli chodzi o skoki. :) Mnie tam cieszy każdy udany skok. :)
      Widzę, że znalazłam fankę sportu, jak ja! :D

      Usuń
  20. Każdy bloger zaczynał kiedyś od zera :) Ciężka praca i wytrwałość to podstawa :))
    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Nie można od razu się poddawać. :)

      Usuń
  21. Naprawdę dużo się wydarzyło w tym zeszłym roku:) Trzymam kciuki, aby przyszły rok również obfitował w pozytywne emocje:)

    OdpowiedzUsuń
  22. czasami jedne błąd potrafi długo się za nami wlecz , ale w końcu jakoś dajemy mu radę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z niektórymi po prostu trzeba się przespać... kilka razy. :D

      Usuń