czwartek, 31 grudnia 2015

186. Q&A część druga odpowiedzi.

Witajcie kochani. Szczerze myślałam, że odezwę się do Was dopiero w nowym roku, jednak  dziś, mając wolny dzień od pracy i wstając iście wyspana dopiero po dziesiątej zadecydowałam, że sprezentuję Wam jeszcze jedną notkę w starym roku. 
Czasu mam sporo, bo na żadną iście wybuchową imprezę się nie szykuję - spędzę ten wieczór przy tostach, słodyczach, drinkach i grach planszowych w domu - bez stresu o nieukładające się włosy czy nadszarpnięty paznokieć. :P 
Tym czasem dziś mam dla Was kolejna część odpowiedzi na Wasze pytania - a więc nie przeciągając, zaczynam!

poniedziałek, 28 grudnia 2015

185. Q&A - pierwsza część odpowiedzi.

Witajcie kochani! Pozbieraliście się po świętach, po to by ruszyć w wir pracy na całe trzy dni? :D Ja dziś pół dnia się zbierałam i zebrać się nie mogłam, bo po prostu rozleniwiłam się przez te święta. Całe szczęście kolejny długaśny weekend na horyzoncie, więc nie mam zamiaru przyzwyczajać się do wiru pracy. :P
Dziś mam dla Was pierwszą część odpowiedzi na zadawane przez Was pytania. Przyznam Wam się szczerze, że nigdy nie chciałam się bawić w tego typu nominacje, ponieważ byłam PEWNA, że nikt nie będzie mnie o nic pytał, a tutaj - szok! Zalaliście mnie pytaniami totalnie - dlatego też postanowiłam dawkować Wam odpowiedzi na nie, cobyście nie pozasypiali na klawiaturze lub z nudów nie przelecieli od razu na sam dół. :P Mam nadzieję, że ilość będzie dla Was optymalna i obie strony będą zadowolone - jak na pierwszy raz. :)

poniedziałek, 21 grudnia 2015

184. Q&A część pierwsza i coś tam jeszcze ode mnie.

Witajcie kochani! Jak tam ostatnie (a może pierwsze, tak jak w moim przypadku) przygotowania do świąt? Domy wysprzątane, ubrania poszykowane, prezenty popakowane? Jeśli o mnie chodzi, to udało mi się jedynie kupić idealną sukienkę na Wigilię - ale to zawsze coś. ^^  Choinkę miałam ubierać dziś, ale jednak zrobię to jutro (a nawet jeśli nie, jak to mój B. powiedział "Gwiazdor chodzi dopiero w czwartek" - także do tego czasu raczej zdążę). Poza brakiem choinki i szeroko pojętych "porządków", to zostanie mi jedynie spakować prezenty, bo wreszcie udało mi się skompletować je dla wszystkich - nawet dla taty, co jest dla mnie rok w rok nie lada wyzwaniem.
Co by odejść delikatnie od tematu przygotowań i świątecznej gorączki przejdę do nieco tajemniczo brzmiącego tematu posta.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

183. Dialogi zebrane - trzecia odsłona.

Witajcie kochani! Jak idą przygotowania do świąt? Ubraliście drzewka i udekorowaliście domy? Ja pod tym względem jestem daleko w tyle, ponieważ poza powieszonymi lampkami nad łóżkiem, nie zrobiłam jeszcze nic, w kierunku dekoracji. Po prostu czasu brak - gdy wracam z pracy, odpocznę chwilkę i biorę się za naukę, co by nie umierać na zawał przed samą sesją, gdyż przedmioty mam teraz iście zajebiste - jak nie miliard stron durnej teorii, to jakieś kilometrowe obliczenia, które wg. wykładowcy są "super proste" i nie warto ich bardziej tłumaczyć. :P Także rozumiecie - święta muszą poczekać. xD Konkretne dekorowanie domu mam w planach po ostatnim zjeździe w tym roku - czyli już w przyszły poniedziałek. Spokojnie, ze wszystkim zdążę - tak sądzę. 
Póki co udekoruję Wasze życie kolejną porcją soczyście niebanalnych dialogów.

środa, 9 grudnia 2015

182. Świąteczna "chciejlista".

Witajcie kochani! Jak wrażenia po mikołajkach? Znaleźliście coś fajnego w swoich butach? ^^ W moich co prawda nic na mnie nie czekało, ale tego dnia dostałam kilka miłych upominków, od pewnych Mikołajów. :) Jeśli jesteście ciekawi, to Mikołajowie w postaci moich rodziców i przyszłych teściów obdarowali mnie i mojego B. słodkościami, a sam  B. podarował mi koszulkę i leginsy termoizolacyjne - idealne do biegania. <3 Także już nie mogę się doczekać, aż będę miała chwilę, by je wypróbować. ^^ Ja jako Mikołajka sprezentowałam B. książkę o Masie, którą pokazywałam Wam jakiś czas temu na instagramie. :)

Jako, że Mikołajki to tylko przedsmak świąt  dziś chciałabym Wam zaprezentować moją skromną świąteczną chciejlistę. 

czwartek, 3 grudnia 2015

181.Trening pozytywnych myśli - zamknięcie roku.

Witajcie kochani! Jak czujecie się ze świadomością, że mamy już grudzień? Jejku dopiero co układaliśmy sobie noworoczne postanowienia w styczniu, a za chwilę przyjdzie nam się spowiadać z tego, co udało nam się z tej nieskończenie długiej listy zrealizować, a co niestety nie. 
Są jednak plusy tego wszystkiego - już nie długo będziemy mogli stworzyć sobie kolejną taką listę i łudzić się przez następny rok, iż uda nam się tego wszystkiego dokonać. :P 
Póki co - możemy zacząć pisać listy do świętego Mikołaja, czy też naszego wielkopolskiego Gwiazdora. ^^ Macie już swoje wymarzone prezenty, które chcielibyście ujrzeć pod choinką? Ja mam kilka, ale stwierdziłam, że napiszę o tym nieco bliżej świąt, co by podkręcić atmosferę świątecznego szaleństwa, a teraz... Zapraszam Was na wspomnienia listopadowych radości. 

sobota, 28 listopada 2015

180. Kosmetyczne zakupy, czyli Rossmannowe promocje z mojej perspektywy.

Witajcie kochani. Jak Wasze samopoczucie w ten ostatni listopadowy weekend? Ja czuję się dość zadowolona, gdyż w końcu wyspałam się po całym tygodniu wstawania do pracy, a do tego jestem po wspaniałym śniadaniu, na które złożyły się naleśniki z nutellą. <3 :D Co do dzisiejszego wieczoru - spędzę go z B. oglądając filmy. A Wy, macie jakieś ciekawe plany na dzisiejsze Andrzejki? A może ktoś z Was był już na imprezie wczoraj? 
Przechodząc do tematu posta - dziś będzie kosmetycznie, gdyż tym razem i ja załapałam się na promocję w Rossmannie i z przyjemnością podzielę się z Wami tym, co upolowałam. Na wstępie napiszę jednak, że nie jestem typem osoby, która na widok słowa PROMOCJA biegnie czy to do sklepu, czy do drogerii, co by kupić cokolwiek  - BO JEST TANIEJ. Tak więc, jeśli chodzi o kosmetyki, to na zakupy chodzę tylko wówczas, gdy coś mi się skończy, a bardzo tego potrzebuję - niezależnie od tego czy mamy wówczas ogrom promocji - jak mi się trafiło tym razem, czy nie. Nie przedłużając więcej - przejdźmy do oglądania moich łupów, niezbędnych mi do życia. :D 

środa, 25 listopada 2015

179. TAK!

Witajcie kochani! Jak samopoczucie? Pierwsze przymrozki zdążyły już poszczypać Was po nosach? ;) Jak dla mnie już teraz jest zdecydowanie za zimno - aż strach pomyśleć, co ja biedna zrobię, gdy przyjdzie prawdziwa, mroźna zima! Dlatego też póki co, staram się ograniczać ilość swetrów, co by mieć jakąś alternatywę na później. xD Całe szczęście w pracy mam nieograniczony dostęp do kawy i herbaty, dlatego gdy swetry zawiodą - będę się grzać od środka. ^^
Dziś mam dla Was post dość osobisty, niosący światu radosną nowinę - z której ogłoszeniem  Wam czekałam ponad tydzień. Co prawda osoby z instagrama, wiedziały o wszystkim na bieżąco, więc nie można powiedzieć, iż się z tym ukrywałam, ale... zacznijmy od początku!

poniedziałek, 16 listopada 2015

178. Trening pozytywnych myśli - październikowe wspominki.

Witajcie kochani! Jak się trzymacie? Jeśli chodzi o mnie - wszystko jest dobrze, a może nawet lepiej, że tak sobie napiszę tajemniczo. ^^ Ale o moim przypływie szczęścia postanowiłam napisać następnym razem, ponieważ mam sporą zaległość, jeśli chodzi o trening pozytywnych myśli, który powinien pojawić się na blogu już jakiś czas temu - z początkiem listopada. 
Wiem, że być może niektórym z Was nie chce się pozytywnie patrzeć na świat, w obliczu piątkowo/sobotniej tragedii, której po prostu nie będę komentować - bo chyba już wszystko zostało powiedziane. Wiem, że publiczne wylewanie złości i żalu niczego, tak na prawdę nie zmieni. Powiem Wam tylko, że póki telewizja podawała same "suche" liczby - ten ogrom tragedii pośrednio do mnie docierał. Okej, zginęło mnóstwo ludzi - świadomość liczb daje do myślenia i uderza w nasze człowieczeństwo z ogromną siłą rzucając pod nogi pytanie DLACZEGO oraz wszelakie próby znalezienia odpowiedzi, które oczywiście nie zakończą się satysfakcjonującym rezultatem - bo odpowiedź "dla idei" rzuca mi na usta tylko jednoznaczne określenie: POJEBANE/CHORE/BEZ SENSU. I choć tak jak pisałam - same liczby, liczby tak duże dają nam do myślenia, to dopiero wówczas, gdy telewizja zaczęła przybliżać nam wizerunki ofiar, ukazywać ich bliskich czy ich plany życiowe dotarło do mnie to wszystko jeszcze bardziej i jeszcze bardziej mnie zabolało. To byli ludzie jak my i powiem więcej - los zadecydował tak, a nie inaczej, ale... to mogliśmy być my. 
Wiem, że w obliczu takich wydarzeń nie bardzo się chce patrzeć na cokolwiek pozytywnie, ale... chyba właśnie teraz trzeba. Trzeba wstać, ponieść się i żyć dalej, mając nadzieję, że będzie już tylko lepiej, nadal odszukując iskierek szczęścia w codzienności. Tak więc - na przywołanie miłych wspomnień i uśmiechów, zapraszam na wspomnienia z października. 

czwartek, 12 listopada 2015

177. Dialogi zebrane po raz drugi.

Witajcie kochani! Przepraszam Was za dość długą, ponad tygodniową przerwę, ale ten tydzień gna jak szalony, nie dając mi chwili wytchnienia. Dodatkowo złożyło się tak, że mam okazję w całości spędzić go z B. - co również odbiera mi szanse na pisanie czegokolwiek, poza komentarzami - chociaż tak mam z Wami sporadyczny kontakt. ;) 
Na mój chroniczny brak czasu, poza pracą i moim B. składa się jeszcze nadchodzące kolokwium i całe "cudowne" studia - nie mam pojęcia ile razy od początku semestru zadałam sobie pytanie "po co mi to było?". Szczerze tęsknię za studiami dziennymi i totalnym nieróbstwem rodem z życia "typowego" studenta. Jedynie B. trzyma mnie na tych studiach oferując swoją pomoc i pilnując mnie, żebym się uczyła, zamiast wymyślała sobie miliard ważniejszych rzeczy. xD
Przechodząc już zwięźle do tematu - po raz kolejny zarzucę Was porcją dialogów zebranych, które już po raz drugi ratują mi skórę, podczas pozablogowego nawału obowiązków. Także nie przeciągając dłużej - rozsiądźcie się wygodnie i zapraszam do czytania. ;)

poniedziałek, 2 listopada 2015

176. Dyniowe szaleństwo.

Witajcie kochani! Jak minął Wam kolejny weekend? Mam nadzieję, że w sobotę każdy wrócił w jednym kawałku z ewentualnych imprez z okazji Halloween, a w niedzielę nikogo nie spotkała żadna przykrość na drodze - bo wiadomo, jak sytuacja na naszych polskich drogach wygląda podczas Wszystkich Świętych. Dla mnie był to weekend bardzo udany, podczas którego udało mi się wypocząć i zrelaksować po tygodniu w pracy. 

Jak mogliście zaobserwować na moim instagramie - w piątek i sobotę zabawiałam się nieco z dynią i ten temat właśnie chciałabym dziś rozwinąć. 

wtorek, 27 października 2015

175. Dialogi zebrane - część pierwsza.

Witajcie kochani. Ja wrażenia po weekendzie? Wypoczęci dzięki tej dodatkowej godzinie danej nam w gratisie z soboty na niedzielę? Ja Wam powiem szczerze, że dzięki tej zmianie czasu codziennie budzę się do pracy wyspana - mój organizm zapewne nadal myśli, że jest ósma, a nie siódma. :P Jest jednak jeden minus - w pracy robię się szybciej głodna! Tak jak wcześniej, po zjedzeniu śniadania w pracy, zaczynałam być głodna koło 16. - czyli o czasie, gdy zbierałam się do domu, tak teraz przymieram głodem po 15. i na prawdę ciężko mi dotrwać do końca pracy bez podjadania (zwłaszcza, że kierowcy ostatnimi dniami zasypują nas cukierkami przywożonymi z różnych stron europy - źli ludzie, na pewno chcą, żebyśmy przytyły :P). A jak tam u Was wygląda przyzwyczajenie się do zmiany czasu? A może w ogóle tego nie odczuwacie? :)
Co do dzisiejszego tematu - będzie o czymś, czego u mnie jeszcze nie było!

czwartek, 22 października 2015

174. Futbol obnażony.

Witajcie kochani. Jak się czujecie przed weekendem? Jakieś konkretne plany poza wyborami? ;) Ja w tę niedzielę idę jeszcze do szkoły i całe szczęście, ze sobotę mam wolną, bo wreszcie się wyśpię po całym tygodniu. Mimo, iż nie mam problemów ze wstawaniem, to jednak przychodzi mi to coraz ciężej, bo bądźmy szczerzy - komu chce się wychodzić z łóżka, gdy za oknem jest jeszcze ciemno? Być może zmiana czasu mnie nieco uratuje i zaczną mnie witać nieco jaśniejsze poranki - oby. ;)
Dziś przychodzę do Was z pierwszą w moim życiu recenzją książki. Szczerze, ten post "wisiał" sobie w wersjach roboczych na prawdę bardzo dawno, ponieważ jego pierwszy numer to 98 - sami spójrzcie jak baaaaaardzo dawno chciałam Wam tę recenzję przedstawić. :P A dlaczego nie przedstawiłam? No otóż, gdy byłam pod koniec pisania owego posta odwiedził mnie S., który wyżebrał ode mnie książkę "na trochę", żeby ją SZYBKO przeczytać i mi ją oddać - no cóż... Oddał mi ją wczoraj. Po prawie roku - grunt, że w ogóle i mogę skończyć tę recenzję. :P

poniedziałek, 19 października 2015

173. LBA po raz szósty.

Witajcie kochani. Tego posta zaczęłam pisać do Was jeszcze w czwartek, jednak z powodu brata wiszącego mi nad głową musiałam sobie odpuścić, bo skupić się w takich warunkach nie sposób. A później? Później już był weekend spędzony z B., podczas którego wreszcie pofarbowałam włosy. ^^ Ze spalonych słońcem rudawych kudłów na inne, nieco mniej rudawe kudły. B. po raz pierwszy powiedział mi, że podobają mu się moje włosy po farbowaniu. :D Ja sama muszę przyznać, że też jestem zadowolona z nowego efektu, przy którym chyba pozostanę na dłużej. ;)
Co do tematu posta - chyba nikomu nie muszę go tłumaczyć, bo LBA to zabawa stara jak świat, a co za tym idzie - wszystkim nam bardzo znana. Muszę przyznać, że dawno jej nie było w moich blogowych rejonach, bo z tego co pamiętam - ostatni taki wysyp nominacji miał miejsce ponad rak temu - gdy byłam jeszcze świeżakiem w tym kręgach. :D Teraz więc już jako doświadczona w tych sprawach blogerka, bez skrępowania zabieram się za odpowiadanie na pytania, które przekazała mi w "w spadku" Shadow. :)

wtorek, 13 października 2015

172. Pierwsze zetknięcie ze studiami zaocznymi.

Witajcie kochani, jak minął Wam kolejny - tym razem już zimny weekend? Mi bardzo szybko - głównie z powodu rozpoczęcia studiów. Ogólnie cały tydzień minął mi w mgnieniu oka i zdaje się nadal nie zwalniać tempa. Dziś - nawet nie wiem kiedy przeleciało mi osiem godzin w pracy - od dwóch dni totalnie się nie wyrabiam, zapieprzając przy tym na całego. Jak praca się skumuluje i wszyscy chcą czegoś na teraz, to nie mam nawet czasu zjeść śniadania. Wczoraj poranną kawę np. kończyłam pić o 16. :D Ale z drugiej strony - wolę ten natłok pracy, przez który dni szybko mijają, niż gdybym miała siedzieć, nudzić się i prosić kogoś o jakiekolwiek zajęcie - jak nie raz przytrafiało mi się na praktykach. 
Dziś jednak chciałabym cofnąć się nieco w czasie - do weekendu i skupić na nim. A mianowicie na moich wrażeniach po rozpoczęciu studiów - w nowym dla mnie, zaocznym trybie. 

poniedziałek, 5 października 2015

171. Trening pozytywnych myśli - wspominam wrzesień.

Witajcie kochani! Jak się czujecie z myślą, że mamy już październik? Jejku, ale ten czas szybko mija. W sobotę zaczynam studia magisterskie - nie obyło się bez drobnych problemów organizacyjnych, ale nie będę się na tym tym skupiać, by nie psuć sobie i Wam nastroju. Najważniejsze, że zaczynam i jestem nieco podekscytowana (taaaak, nie mogę się doczekać szkoły - xD). Nowi ludzie, nowe przedmioty - jejku! Co by nie było - mam nadzieję, że będzie super. ;) 
Dziś, z racji tego, iż jest to pierwszy post w nowym miesiącu - powspominamy wrzesień. Zaczynamy trening pozytywnych myśli! ;)

wtorek, 29 września 2015

170. Wilanów i Łazienki - czyli pożegnanie lata w Warszawie cz. II

Witajcie kochani! Jak minął Wam weekend i początek tygodnia? Mi bardzo szybko, mimo iż w ten weekend leniłam się za dwóch, nie wytykając nosa na zewnątrz. W pracy za to robię 10 rzeczy na raz, ucząc się przy tym wielu nowości. Co jak co, ale ja cieszę się, że mam co robić w pracy, bo przynajmniej te 8 godzin mija mi w mgnieniu oka. Przełożona pozwala mi na coraz większą samodzielność, przez co czuję się pewniej i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że znalazłam się tutaj nie przypadkiem i jest to moje miejsce, które zagrzeję na dłużej. :) No i na koniec HIT - dzisiaj E. wypuściła mnie wcześniej do domu! Sama z siebie! Szok, szok, szok. Chyba zapiszę to sobie w kalendarzu, bo pewnie zbyt szybko się taka sytuacja nie powtórzy. xD
A teraz kończąc podnietę moim fascynującym życiem i pracą przejdę do tematu notki i zabiorę Was w dalszą podróż po Warszawie i okolicach - tylko uwaga, ubierzcie się ciepło, bo aura nie będzie najpiękniejsza. :)

środa, 23 września 2015

169. Zamek, pałac i muzeum - czyli o tym, jak żegnałam lato w Warszawie cz. I

Witajcie kochani. Musicie przyznać, że po ostatniej przerwie, która zdawała się nie mieć końca, nie spodziewaliście się mnie tutaj tak szybko. :P Ale oto jestem, co jest tylko dowodem na to, iż coraz lepiej radzę sobie z organizacją czasu po pracy. Jeszcze trochę, a okaże się, że mam go w nadmiarze i wieczorami będę jęczeć z nudów. xD A tak serio - trochę tęskno mi za takim błogim lenistwem i nieróbstwem. Na szczęście weekend za pasem, więc nie ma co narzekać. :) 
Dziś postanowiłam uraczyć Was wpisem na temat mojej ostatniej wizyty w Warszawie. 

poniedziałek, 21 września 2015

168. Praca nie moich marzeń - czyli o tym, że warto być otwartym na szanse rzucane przez los.

Witajcie kochani. Jak minął Wam weekend? Żeby nie powiedzieć - cały tydzień :P - tak wiem, miałam pisać częściej i na prawdę chciałabym, ale oczywiście nie wyrobiłam się. A to późny powrót i zmęczenie, a to wizyta u lekarza, a to coś tam jeszcze, no i tak mi się zeszło... cały tydzień. 
Zastanawiałam się jakiś czas, o czym napisać do Was najpierw i doszłam do wniosku, iż najbardziej na czasie będzie zdanie Wam relacji z mojej pracy - bo obecnie chyba o tym najczęściej myślę, najbardziej to przeżywam i nadal się fascynuję - dopóki nie popadnę w monotonię i nie zacznę zrzędzić, jak cała reszta świata spędzająca pół dnia za biurkiem. :P A poza tym stwierdziłam, że Warszawa nie zając - nie ucieknie i spokojnie zdążę Wam o niej opowiedzieć nieco później. :)

poniedziałek, 14 września 2015

167. Trening pozytywnych myśli - wspominam sierpień.

Witajcie kochani. Wasza córa marnotrawna wróciła. Na prawdę sporo czasu zajęło mi ogarnięcie siebie i wszystkiego wokół po powrocie z Warszawy. Prawdopodobnie dlatego, że bez najmniejszego dnia przerwy, od razu wylądowałam w pracy i dopiero uczę się organizować sobie czas, z ośmioma godzinami dziennie wyjętymi z życia. 
Pierwsze dni były dla mnie masakrą - kto wymyślił tak wczesne wstawanie!? A do tego jeszcze ten ziąb na dworze. Dziś całe szczęście się ociepliło i mogłam iść do pracy bez kurtki. Po południu, gdy byłam zanieść listy na pocztę, świeciło nawet słońce i pogoda była prześliczna. Miałam wielką ochotę na bieganie, jednak gdy wyszłam z pracy o 16. zastałam na zewnątrz okropne szaro-brązowe chmury, które nie opuściły mnie aż do teraz. Mimo, iż na dworze nie jest tak zimno, jak wygląda zza okna - nie poszłam biegać, w obawie przed ulewą, która w każdej chwili mogłaby spaść na mnie. A dodając do tego wiatr - coś czuję, że wylądowałabym u lekarza. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej i bez żadnej wymówki pójdę docierać swoje nowe buty. ^^ 
Co do samej pracy i pobytu w Warszawie - mam pomysły na osobne posty - typowo relacyjne, jednak widzicie jak to teraz jest - pomysły są, a czasu właśnie za bardzo nie ma (jeszcze wyzwanie od Lusi czeka w kolejce! :O Pierwszy raz mam wrażenie, że chyba jednak nie zdążę :P). Mam nadzieję, że z upływem kilku dni nauczę się pożyteczniej gospodarować swoim czasem do tego stopnia, iż na wszystko będzie mi go starczać. 
Dziś natomiast mam dla Was post, który powinien był pojawić się tutaj już dużo wcześniej - jednak lepiej późno niż wcale - wspominam sierpień!

środa, 2 września 2015

166. Sierpień - sportowe podsumowanie miesiąca.

Witajcie kochani! Jak się czujecie po ustąpieniu upałów? Ja Wam powiem, że nie spodziewałam się, iż poczucie chłodnego powiewu na skórze może być tak przyjemne. Wiem, że jeszcze będę jęczeć i tęsknić za latem, ale taka ulga jest na prawdę potrzebna - przynajmniej na chwilę obecną. 
Co do jakiś newsów z mojego życia - tutaj z przykrością informuję, iż owych brak. Nic się nie dzieje, a może dzieje się zbyt wiele, że nie jestem w stanie wyselekcjonować tych najważniejszych rzeczy. Tak więc zamiast paplania bez sensu, przejdę do tematu posta - czyli sportowego podsumowania sierpnia. 

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

165. EMA - krótka retrospekcja i relacja z ostatniej gali.

Witajcie kochani! Jak Wasze samopoczucia? Kto z Was z samego rana śmiga na rozpoczęcie, a kto ma jeszcze labę? Założę się jednak, że nie wszyscy, którzy od jutra rozpoczną codzienne wstawanie do szkoły są smutni czy źli. Mi zawsze tego pierwszego dnia towarzyszyła niemała ekscytacja - zwłaszcza podczas zmiany szkoły. Nowa klasa, nowi ludzie, nowe przedmioty, nowe wyzwania. I tym razem będę się pewnie niemniej ekscytować na początku października, bo zaczynam kolejne studia i właśnie to mnie czeka - nowa grupa, nowi ludzie, nowe przedmioty i zupełnie nowa dla mnie sytuacja czyli... szkoła w weekendy! Mam nadzieję, że mój mózg nie oszaleje i szybko przyswoi sobie, co się wokół niego dzieje. :D
Tak czy inaczej - za wszystkich, tych niezadowolonych i tych podekscytowanych trzymam kciuki, by był to dla Was dobry rok i byście nie zawiedli zwłaszcza siebie, bo jak to mi zawsze mama powtarzała "uczysz się dla siebie" - po czym marudziła, gdy nie dostawałam piątki, ale mniejsza o to. xD
Przechodząc do tematu - dziś będzie nieco muzycznie, jak się już domyśliliście lub nie. ;)

piątek, 28 sierpnia 2015

164. Wymarzona praca. [7/30]

Witajcie kochani. Planowałam dziś napisać coś mądrego, wartościowego, motywującego i w ogóle, w ogóle, ale... ostatecznie niczego takiego nie wymyśliłam, więc kolejny raz będę posiłkowała się CZELENDŻEM.
Zanim jednak do tego dojdzie muszę się najpierw Wam czymś pochwalić. Otóż po pierwsze - Lusia nasza kochana (tak, obrastaj w piórka moja droga, obrastaj) przekonała mnie do Twittera! Mimo, iż więcej tam sobie po cichutku czytam niż piszę, to JESTEM. Powróciłam oficjalnie na jego łono, a więc brawa dla Lu. <3 Drugą sprawą jest strona bloga na facebooku - w końcu ruszyła. Moją największą obawą było jakiekolwiek ujawnienie się przed znajomymi, dlatego też zwlekałam, aż w końcu wczoraj naszła mnie genialna myśl założenia strony z innego konta. I o to jest i żyje - zobaczymy jak długo i czy jej pomożecie. :P Dla chętnych, tudzież ciekawskich wszelkie odnośniki po prawej stronie, w kółeczkach. ;) 
Tyle z ogłoszeń parafialnych, można więc przejść od notki. A zadaniem na dziś jest temat "Wymarzona praca".

wtorek, 25 sierpnia 2015

163. Moje przeszkody i wyzwania. [6/30]

Witajcie kochani. Dziś na samym początku chciałam Wam przekazać radosną nowinę: otóż dostałam się na staż, o którym pisałam ostatnio. :) Nie wiem co o tym zdecydowało, ale podejrzewam, iż w dużej mierze był to język obcy, którego nie boję się używać (bardziej boję się go nie używać, przez co jego znajomość traci na wartości każdego dnia), ponieważ pani w rozmowie telefonicznej stwierdziła, iż "spróbujemy z tym niemieckim". Tak więc we wrześniu skończą się i dla mnie oficjalne wakacje i zacznie się codzienne wstawanie - mam tylko nadzieję, iż atmosfera będzie taka, jak podczas rozmowy kwalifikacyjnej i nie pożałuję tego, iż mam tam spędzić kolejne pół roku. 
Przechodząc do tematu - dziś powracam do blogowego CZELENDŻU (xD), aby nadrobić jeszcze parę cyferek przed wrześniem, gdyż obawiam się, iż praca skutecznie obedrze mnie z nadmiaru wolnego czasu, a tym samym z blogowej systematyczności - ale... czas pokaże, nie ma się co przejmować na zapas. Tak więc dziś post może trochę z kategorii tych motywujących, pozwalających dostrzec to, co nie raz utrudnia nam osiąganie wyznaczanych sobie celów, a jednocześnie uświadamiających, jak nie wiele potrzeba, by te przeszkody przeskoczyć. Moje przeszkody i wzywania:

piątek, 21 sierpnia 2015

162. Gwiazdy z Urzędu Pracy.

Witajcie kochani! Jak się czujecie z myślą, iż już po niedzieli czeka nas ostatni tydzień sierpnia? Uczniowie z pewnością, nie chcą o tym słyszeć i starają się wykorzystać te ostatnie dni na maksa - przynajmniej ja tak miałam. Tyle o ile nie przemęczałam się przez całe wakacje z nadmierną aktywnością, to z ostatniego tygodnia starałam się wycisnąć ile tylko było możliwe. 
Studenci, za to z wrednymi uśmieszkami odpowiedzieliby pewnie z pełnym cwaniactwem, że przecież jeszcze MIESIĄC wakacji. A no tak... Racja, też tak mam. :P 
Nie mniej jednak, staram się bardzo o to, by od tego września już nie leserować tak, jak to miało miejsce przez ostatnie dwa miesiące i znaleźć sobie jakieś płatne zajęcie. 
Z tego względu odwiedziłam wczoraj Urząd Pracy i o tym, kogo tam spotkałam, chciałam się z Wami podzielić...

środa, 19 sierpnia 2015

161. Co wolisz..? [5/30]

Witajcie kochani. Dziś przychodzę do Was z kolejnym postem z serii "The Pillowers Challenge" - już piątym, więc jak łatwo obliczyć - zostało ich TYLKO 25. Huhu! Myślę, że do końca 2015 roku spokojnie się z nim wyrobię. Co do wyzwań - mam w planach wziąć udział w jeszcze jednym i być może kolejne zaproponować Wam osobiście - jednak o tym opowiem Wam bliżej pod koniec sierpnia. 
Póki co - muszę ogarnąć nieco obecne wyzwanie, bo koniec końców, jeśli zaangażuję się w kolejne, to wyjdzie tak, iż na tym blogu nie będzie działo się nic poza wyzwaniami. :P 
Tak więc nie przeciągając dłużej, zabieram się za odpowiadanie na niezwykle proste, a zarazem skomplikowane pytanie, które brzmi CO WOLISZ?

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

160. Moje ulubione... [4/30]

Witajcie kochani. Wreszcie po dość intensywnym weekendzie udało mi się usiąść na dłużej przy komputerze i zająć się blogiem. W ten weekend przejechałam rowerem ponad 50 km i zaliczyłam kolejną rodzinną imprezę, raczej ostatnią na horyzoncie (chociaż nigdy nic nie wiadomo). Tak więc dziś nadszedł dzień, kiedy to powracam do "Lusiowego wyzwania" (kurczę, podoba mi się określenie :D), bo owa Lusia już mnie wyprzedziła, więc nie pozostaje mi nic innego, jak ją dogonić - bo co, jak co, ale w tyle zostawać nie lubię. :P 
Zanim jednak przejdę do posta MUSZĘ, po prostu MUSZĘ podzielić się z Wami dzisiejszym fragmentem dialogu, prowadzonego przy obiedzie, pomiędzy moją mamą, a bratem:

M: - (...) w ten sposób, to liczą Hindusi! 
B: - No to widocznie jestem z Chin! 
(no i tutaj nastąpiło ogólne krztuszenie się obiadem ze śmiechu i krótki spór z dzieckiem, o to, że może jednak jest z Indii, bo w Chinach są Chińczycy. Czekałam jeszcze tylko na stwierdzenie, że w Indiach mieszkają Indianie, jednak nie doczekałam się.) Gdy jednak młody nie chciał ustąpić, mama postanowiła brnąć w to dalej, gdzież i ja się wtrąciłam:
M: To jak jesteś taki mądry, to kto mieszka według Ciebie w Stanach Zjednoczonych?
JA: Stańczycy Zjednoczończycy! (młody popatrzył na mnie z poważną miną, po czym rzekł:)
B: Obama... 

(dziękuję za uwagę, możecie zacząć się śmiać)

Po suchym wstępie czas na soczysty post, a wiec przechodzę do dzielenia się w Wami MOIMI ULUBIONYMI...

środa, 12 sierpnia 2015

159. Znalezione - niekradzione (?)

Witajcie kochani. Jak się trzymacie? Ja daję radę, ale pewnie tylko dzięki basenowi w ogrodzie mogę stwierdzić, iż te upały są "całkiem znośne". :P Poza tym uroczym miejscem ratującym życie, w moim pokoju od rana robi się istna sauna - mogę pospać maksymalnie do dziesiątej, bo później łóżko dosłownie parzy i nie da się w nim leżeć. Tak więc całe dnie staram się spędzać na zewnątrz, gdzie mimo upałów jest chyba lepiej niż w środku. Tak - jest lepiej, tam przynajmniej wieje wiatr. Od czasu do czasu, ale wieje. 
Powiem Wam szczerze, że dziś od rana biłam się z myślami - napisać post/nie napisać posta. A jeśli już napisać to czy o tym/o tamtym/ czy jeszcze o czymś innym. W pewnym momencie doszłam nawet do wniosku, że ten upał zrobił mi sieczkę z mózgu, bo nie jestem w stanie podjąć prostej decyzji. :P Na całe szczęście w nieszczęściu wydarzyło się coś, co wręcz krzyknęło mi do ucha PISZ!
A więc piszę...

wtorek, 11 sierpnia 2015

158. Relacja z Jastrzębiej Góry.

Witajcie kochani! Jak minął Wam ten podobno najgorętszy weekend tego roku? Ja powiem Wam szczerze, że wcale nie odczułam tej koszmarnej temperatury, ponieważ przeczekałam ją nad morzem, w najbardziej wysuniętej na północ miejscowości w Polsce - Jastrzębiej Górze. Tam temperatura wynosiła maksymalnie 27/29 stopni - czyli była dość optymalna w porównaniu do tego, co wyrabiało się w reszcie kraju. 
Z radosnych wieści, odbiegających nieco od tematu muszę się Wam pochwalić, iż w dzień wyjazdu, tydzień od zarejestrowania się w Urzędzie Pracy, otrzymałam list, z zaproszeniem na rozmowę, w sprawie stażu. Oczywiście list był na tyle tajemniczy, iż pojęcia nie mam, co to będzie za staż, jednak mimo wszystko ogromnie się cieszę, ponieważ moi znajomi czekali na swoje staże nawet pół roku, tak więc kolejny raz los się do mnie uśmiecha. :) Więcej szczegółów podam Wam, gdy sama będę coś więcej wiedzieć, czyli po dwudziestym sierpnia, bo właśnie wtedy mam ową rozmowę. 

Teraz jednak wracając do tematu - pozwólcie, iż przedstawię Wam bliżej Jastrzębią Górę.

czwartek, 6 sierpnia 2015

157. Trening pozytywnych myśli - wspominam lipiec.

Witajcie kochani. Jak mijają Wam pierwsze dni sierpnia? Mam nadzieję, że aktywnie i bardzo przyjemnie - z racji pogody. Ja ostatnie dwa dni spędziłam nad basenem pilnując dwójki dzieciaków i przy okazji kąpiąc się z nimi, co jakiś czas. Jakieś efekty? Cóż... - moja mama stwierdziła, że opaliłam się jak robotnik na budowie, więc chyba najgorzej na tej opiece nad dziećmi nie wyszłam. :D A przecież jeszcze nie zdążyłam wyjechać na wakacje... :P 
Jeśli chodzi o bloga, to informuję, iż odpoczynek od PilloversChallenge trwa i spokojnie możecie mnie doganiać, przeganiać i uciekać, bym to ja później musiała nadrabiać (wcale nie prowokuję xD). Dziś bowiem postanowiłam na szybko (z racji godziny) wspomnieć miło lipiec i przytoczyć chwile, dzięki którym szczególnie zadrżało mi w tym miesiącu serce. 
A więc do dzieła:

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

156. Sportowe podsumowanie miesiąca.

Witajcie kochani. Moje modły zostały wysłuchane i od soboty spadła na mnie piękna i słoneczna pogoda, która ma się utrzymać jeszcze przez jakiś czas. W końcu lato w pełni, które można odczuć na własnej skórze. 
Co do dzisiejszego tematu - robię sobie i Wam małą przerwę od wszelakich wyzwań, tym samym pozwalając się dogonić, a może nawet przegonić (?) innym uczestnikom. :D (znajcie moją łaskę XD)
A temat na dziś jest iście sportowy, może nieco przechwałkowy i delikatnie motywujący (może komuś się zachce ruszyć tyłek sprzed komputera jeszcze w te wakacje? :P). 

Gotowi? Zaczynamy!

piątek, 31 lipca 2015

155. Pięć osób, z którymi chcę zjeść lunch. [3/30]

Witajcie kochani. To co się dzieje u mnie za oknem skomentuję tylko jednym, wyrazistym ZAMARZAM! Ludzie, jest połowa lata, a mam wrażenie iż to końcówka jesieni i czas szykować kozaki do wyjścia... (swoją drogą dziś w nocy śniło mi się, że popylałam w swoich czarnych kozaczkach po mieście - także chyba TROCHĘ zmarzłam xD).
Poza zamarzaniem od wczoraj uskuteczniałam jeszcze "wiszenie na telefonie" i wydzwanianie do wszystkich nadmorskich pensjonatów, wzdłuż całej linii brzegowej. :P Tak też zaczynając od Kołobrzegu ostatecznie dotarłam do Jastrzębiej Góry, gdzie wreszcie udało mi się znaleźć wolny pokój. Tak więc tegoroczne nadmorskie wakacje spędzę właśnie tam. Ktoś z Was "wakacjował" może już w tej miejscowości? Możecie polecić jakieś atrakcje turystyczne, w razie braku pogody? (która podobno w przyszłym tygodniu ma być piękna - ale lepiej odpukać w niemalowane). 
Tak więc szczęśliwa z wykonania swojej misji, mogę dziś z czystym sumieniem zasiąść przy blogerze i stworzyć kolejny post specjalnie dla Was. Jako, że "lecę z Lusiowym wyzwaniem jak burza" stwierdziłam, iż będę to lecenie kontynuować, póki mam na to czas (chociaż powiem Wam, że stwierdzenie pod poprzednim postem, że "niczego lepszego nie da się napisać" zdemotywowało mnie nieco i przez myśl przeszła mi wizja utonięcia w blasku chwały i nie robienia niczego więcej xD).
Nie mniej jednak, ostatecznie stwierdziłam, iż nie mam zamiaru spocząć na laurach, tak więc temat na dziś to 5 PEOPLE I WANT TO MEET FOR LUNCH. 
Gotowi? To zaczynamy! 

wtorek, 28 lipca 2015

154. Jak łatwo zdobyć moje serce? [2/30]

Witajcie kochani. Jak się czujecie po weekendzie? Pełni sił do zdobywania kolejnego tygodnia? Jeśli tak, to świetnie. Ja osobiście po weekendzie czuję się nieco niewyspana, ale cóż - sama sobie jestem winna. Trzeba było jeszcze później kłaść się spać. :P 
Co do aury za oknem, to jest ona wyśmienita do tego, by cały dzień spędzić przed komputerem - czyli wietrznie i zimno! Ludu, kto wymyślił taki wiatr?? Jak otworzyłam okno, to myślałam, że mi pół domu wywieje... 
Kończąc marudzenie informuję Was, że przechodzimy do części właściwej dzisiejszego posta, czyli kolejnego tematu z listy Lusiowego wyzwania. :D Dziś temat numer dwa (a jest ich trzydzieści) czyli WAYS TO WIN MY HEART. 

niedziela, 26 lipca 2015

153. Nominacja dobrych myśli.

Witajcie kochani. Jak mijają Wam ostatnie dni lipca? Ludu, niedawno sobie uświadomiłam, że mamy już połowę lata, a ja w ogóle tego nie odczułam. Nie wypoczęłam, nie wygrzałam się na słońcu za wszystkie czasy i ogólnie z przerażeniem spoglądam na nadchodzące prognozy pogody - bo przecież mieliśmy jechać nad morze. Tylko po co, skoro temperatura ma nie przekraczać 22. stopni?? Przez to wszystko mam ochotę wsiąść w samolot i wylądować na jakiejś tropikalnej wyspie... Jednak co by nie było NADAL WIERZĘ, że jeszcze będę miała dość upałów tego lata.
Nie przedłużając więcej przechodzę to tematu dzisiejszej notki - czyli nominacji dobrych myśli, do której zaprosiła mnie Asik.

wtorek, 21 lipca 2015

152. Lekcje, które czegoś mnie nauczyły. [1/30]

Witajcie kochani. Jak minął Wam weekend? Mi bardzo szybko - od piątkowej imprezy zaczynając, na niedzielnej kończąc. Wybawiłam się, odświeżyłam kontakty i znów, na jakiś czas mogę zapaść w stan towarzyskiego uśpienia. :P 
Co do pogody - znów jestem rozczarowana. W niedzielę przez moją okolicę przeszła silna burza, która popsuła aurę i do dziś słońce nie ma ochoty do mnie wrócić. Wczoraj cieszyłam się, że dziś w końcu wróci lato (bo tożto miało być 27 stopni!), a co widzę za oknem? Szarugę i co chwilę popadujący deszcz - bosko.

No nic, nie marudząc już więcej przechodzę do dzisiejszej notki, która jest pierwszą częścią wyzwania, wykopanego gdzieś w czeluściach internetów przez pomysłową Lusie. ;) Z racji tego, iż owa Panna odmowy żadnej nie przyjmuje, nie pozostaje mi nic innego, niż tylko wziąć się do roboty, by wyzwanie przed końcem 2015 roku ogarnąć. :D 

piątek, 17 lipca 2015

151. Projekt - języki obce.

Witajcie kochani. Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa pod ostatnim postem. Nie wiedziałam, że zrobi on aż taką furorę, więc bardzo miło mnie zaskoczyliście. :) 

Dziś niestety nie zaserwuję Wam kolejnej relacji z szycia, bo muszę Wam się przyznać - poza rozrysowaniem kolejnej rzeczy do przeróbki, nie zrobiłam nic w tym kierunku. Mogę się wytłumaczyć lekkim brakiem czasu i piękną pogodą, która do nas powróciła i wręcz nakazuje siedzieć na świeżym powietrzu. Dlatego też dziś rzucam dla Was post, który pierwotnie miał pojawić się ostatnio - a więc porozmawiajmy o językach. ;)

wtorek, 14 lipca 2015

150. Potrzeba matką wynalazku - czyli pierwsza relacja z szycia.


Witajcie kochani.Dziś rano miałam w planach napisać dla Was post o tematyce językowej. Jednak z racji tego, iż stwierdziłam, że muszę się w pełni obudzić zanim zacznę pisać, przełożyłam tę czynność na później. A czym to poskutkowało? Tym, że zabrałam się do mojej pierwszej totalnie samodzielniej przygody z maszyną do szycia. Po skończeniu dumna z siebie postanowiłam podzielić się z Wami moją drobną przeróbką. Jesteście ciekawi, co z tego wyszło? 

sobota, 11 lipca 2015

149. Trening pozytywnych myśli - wspominam czerwiec.

Witajcie kochani. Jak się trzymacie? Upały gdzieś uciekły, a mi jest niezmiernie smutno z tego powodu. Wczorajsza temperatura zdołowała mnie totalnie, gdyż siedząc na dworze w dwóch bluzach, jeszcze trzęsłam się z zimna. Nie wiem jak Wy, ale ja z niecierpliwością czekam na poprawę pogody i powrót prawdziwego lata. :) 
Dziś przychodzę do Was z comiesięcznym postem, który stał się już tradycją i obowiązkiem, czyli treningiem myśli pozytywnej - tym razem w poszukiwaniu radości przeszukuję miniony czerwiec. Ciekawi, co tam znajdę? 

czwartek, 9 lipca 2015

148. Obroniona.


Witajcie kochani. Jak Wam mijają ostatnie dni? Ja, chociaż wakacje mam już praktycznie od połowy poniedziałku, to dopiero dziś znalazłam czas, aby napisać do Was i pochwalić się ostatnimi wydarzeniami. Co do pogody - u mnie ochłodziło się. Z jednej strony - nareszcie, można na chwilę złapać oddech, ale z drugiej strony, skoro mam już wolne - mogło by przygrzać, bym sobie poleżała i odprężyła się na słoneczku. ;) Ale wracając do tego, co chciałam Wam dziś przekazać...

piątek, 3 lipca 2015

147. Chodź, pomaluj... moje włosy, na żółto i na niebiesko! (???)

Witajcie kochani! Powiem Wam szczerze, że przez te upały totalnie nie mam weny na pisanie postów. Nawet jeśli mam "upatrzony" jakiś temat, to cholernie ciężko jest mi się teraz zebrać w sobie, żeby coś sensownego napisać. Także problemom świata doczesnego i rozważaniom nad nimi póki co - mówię pas. Po prostu obawiam się, że moje wywody mogłyby być porównywalne do bełkotu pijaka pod sklepem - czyli gadania byle gadać, a o czym, to już Bóg jeden wie.
Dlatego też z racji pogody iście męczącej (gdy siedzi się w mieście, bo u mnie na wsi nie mam nic przeciwko niej) zdecydowałam się na tematy lekkie, bliskie nam wszystkim i mam nadzieję, że przyjemne.
Tak więc dziś porozmawiamy o farbowaniu włosów. ;)

wtorek, 30 czerwca 2015

146. Eyeliner niegodny polecenia.

Witajcie kochani. Jak się trzymacie? Pewnie większość z Was (jeśli nie wszyscy) może się pochwalić świetnym nastrojem, bo w końcu zaczęły się oficjalne wakacje. Ja niestety wakacjami będę się cieszyć 6. lipca, jakoś koło godziny 9. rano, ponieważ dopiero wtedy będę po obronie. Jednak obiecałam już sobie, że wówczas, przez cały tydzień będę się lenić i nie robić NIC "bo muszę". Mam nadzieję, że pogoda dopisze i będę mogła się wyleżeć na słońcu czy nad basenem. 
Póki co leże pod kocem, walcząc z uciążliwym kaszlem i katarem - tak, zaziębiłam się, jednak z dwojga złego lepiej tydzień przed obroną, a nie na samą obronę. Mam nadzieję, że do tego czasu spokojnie mi przejdzie i nie wystraszę komisji swoim zmutowanym głosem (na prawdę, gadałam jakbym wypalała paczkę fajek dziennie przez jakieś czterdzieści lat życia xD).
Do napisania tego posta zabierałam się od wczoraj, jednak sama nie wiedziałam o czym mam ochotę napisać. Z braku chęci do poruszania obszernych i problemowych kwestii postawiłam na coś lekkiego, łatwego i przyjemnego, czyli... mini recenzja niosąca przestrogę przed zakupem. :P

środa, 24 czerwca 2015

145. O tym, jak znalazłam swój życiowy cel.

Witajcie kochani! Mam nadzieję, że macie lepszą pogodę za oknem, niż ja, ponieważ u mnie prawie od tygodnia, codziennie pada deszcz. Plus całej sytuacji jest taki, że zamiast latać po dworze, siedzę grzecznie w pokoju nad książkami i uczę się do obrony. Tiaaa... Uczę się - od czytania tych wszystkich książek o podatkach robi mi się powoli niedobrze, a są i fragmenty, że nie zdążę przerzucić strony kończąc w myślach zdanie znajdujące się na kolejnej. 
Niechętnie muszę stwierdzić, że mam chyba jednak za dużo czasu, bo efektywnej nauki z tego mojego siedzenia nad książkami jest bardzo niewiele. Przynajmniej w moim przypadku jest tak, że im mniej mam czasu, tym lepiej się do czegoś przygotowuję - bo jak trzeba, to trzeba, a jak można - to już niekoniecznie. Tak więc dziś, gdy stwierdziłam z rozdzierającym sercem, że WYKOŃCZYŁAM wszystkie zakreślacze, bez wyrzutów sumienia ogłosiłam - koniec nauki na dziś, bo jakże się uczyć nie zakreślając?? No sami widzicie - nie idzie. :P
Kończąc tradycyjny wstęp (tak mi pani w gimnazjum natłukła do głowy, że musi być wstęp-rozwinięcie-zakończenie i tego się trzymam! :P) przechodzę do tematu, który miałam poruszyć daaawno temu, ale sami ostatnio widzieliście - tyle się działo, iż musiał poczekać. 

sobota, 20 czerwca 2015

144. Trening pozytywnych myśli - majowe wspominki.

Witajcie kochani. Ostatnie dni starałam się spędzać na nauce - tak starałam się. Z jednej strony mówię sobie, że jeszcze TAK WIELE RZECZY muszę przeczytać przed obroną - bo jednak należę do tej grupy ludzi, którzy muszą umieć WSZYSTKO PERFEKT, bo inaczej nie zasną w nocy. :P Z drugiej jednak strony ciągle coś skutecznie odciąga mnie od książek - a to kuzynka podrzuciła mi małego, bo jechała na zakupy, a to pies tak żałośnie na mnie patrzy prosząc o spacer, a to truskawki proszą się o oberwanie,  to w końcu pomysł B., żeby ten weekend spędzić w Poznaniu. Tak więc kolejny dzień w pociągu za mną - miałam już nawet wizję, że może ja w tym pociągu zamieszkam, oszczędziłabym sobie na dojazdach do domu :P
I tak w natłoku miliarda rzeczy do zrobienia, tysiąca relacji do opowiedzenia, zagubiłam gdzieś w tym miesiącu trening pozytywnych majowych myśli - a przecież maj był wyjątkowo dobry, więc warto, zwłaszcza dziś - gdy brak słońca za oknem, a chmury zdają się prześcigać w konkursie pod tytułem "która jest bardziej deszczowa", wrócić do radości majowych chwil i znaleźć powód do uśmiechu na dziś. ;)

wtorek, 16 czerwca 2015

143. Warszawa zaliczona, Gruzja zwyciężona, czyli krótka relacja z weekendowego szaleństwa.

Witajcie kochani! Ja się trzymacie? Mam nadzieję, że u Was pozytywnie, bo u mnie jak najbardziej. Dziś wygłaszałam prezentację przed promotorem i w szoku jestem, że wczoraj udało mi się ogarnąć moją całą kwestię do tego stopnia, że tylko raz zerknęłam na kartkę. Oczywiście nie obyło się bez drobnych poprawek, ale ogólnie oboje jesteśmy z efektu zadowoleni. ;)

Jeśli chodzi o weekend to emocje jeszcze nie opadły, jeszcze gdzieś we mnie siedzą, dlatego myślę iż najkorzystniej będzie się nimi w Wami podzielić i puścić je w świat. A niech lecą! ;)

środa, 10 czerwca 2015

142. O najbliższej przyszłości słów kilka.

Witajcie kochani. Myślałam, że uda mi się napisać do Was szybciej, ale niestety - mam teraz tak gorący okres w życiu, że na dobrą sprawę nie pogniewałabym się, gdyby dni miały nie po 24, a po 48 godzin. Bądź co bądź mówię sobie - byle do wtorku. 

A czemuż u mnie teraz tak "gorąco"? Otóż w piątek idę na roczek do mojego chrześniaka, także jeszcze dziś szukałam butów pasujących do mojej sukienki (zachciało się malinowej, to teraz lataj!). Buty znalazłam - w ostatnim sklepie do którego weszłam. W dodatku czekała na mnie ostatnia para z tego modelu i był to właśnie mój rozmiar! Przypadek?? Moja mama śmiała się, że te buty czekały tam na mnie. :D Może i tak... Jednak nie zmienia to faktu, że zmarnowałam pół dnia na bieganie po sklepach (hola! Czy kiedykolwiek jakaś kobieta powiedziała, że ZMARNOWAŁA czas na chodzenie po sklepach??? Nie? To jestem pierwsza). 

piątek, 5 czerwca 2015

141. O mojej zbyt długiej nieobecności i ZŁOŚLIWOŚCI RZECZY MARTWYCH słów kilka.

Witajcie kochani. Na samym początku chciałam Was przeprosić za to, że zniknęłam z bloga bez słowa wyjaśnienia na ponad tydzień. Początkowo planowałam, że nie będzie mnie tylko przez weekend - czyli tylko trzy dni. Później jednak dopadła mnie złośliwość rzeczy martwych, a gdy ustąpiła miałam mnóstwo rzeczy do nadrobienia.
Ale co się tak właściwie działo przez ten tydzień? 

środa, 27 maja 2015

140. Testowałam grejpfruty - czyli o pierwszej diecie, jakiej się podjęłam.

Witajcie kochani! Jak tam Wam mijają dni? Ja nadal czekam na maila od promotora, który dobitnie leci sobie w kulki z moją pracą, ale nie chcę o tym więcej pisać, żeby nie powracać do mojego porannego wzburzenia, podczas którego gotowa byłam zgryźć za krzywe spojrzenie. :P 
Przechodząc do rzeczy milszych, to wczoraj byłam na zakupach i udało mi się kupić sukienkę na roczek, drugą na obronę oraz dwie pary szpilek - więc tak, to był dobry dzień. Sukienkę z MOSQUITO musiałam zwrócić, bo niestety była za krótka i w sumie pierwszy raz byłam do czegoś ZA WYSOKA (ho ho ho). Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, iż sukienka miała mieć 87 cm długości, a w rzeczywistości miała 82 cm. Oczywiście na modelce, która ma 165 cm wzrostu wyglądała cacy (gdy się mierzyłam, to te nieszczęsne 87 cm miałabym przed kolanami, tak jak na zdjęciu...). Jednak z żalem uporałam się wczoraj na zakupach i już mi nawet za poprzednią sukienką nie jest tęskno. ;) 
Przechodząc momentalnie do tematu posta - dziś będzie cytrusowo i  dietetycznie! 

niedziela, 24 maja 2015

139. Intuicja, zwykłe przeczucie czy to może już zadatki na wróżbitę?

Witajcie kochani. Mamy dziś piękną, słoneczną niedzielę - przynajmniej u mnie tak jest. Chociaż w pierwszej chwili na zewnątrz wydaje się być dość chłodno.
Miałam dziś mieszane uczucia odnośnie napisania posta. Nie to, że nie miałam weny czy wizji, a miałam ich aż za wiele.
W poczekalni do publikacji czekał poniższy post, którego z racji czasu musiałam nieco zmodyfikować, dodatkowo z powodu określonej daty narodziły się jeszcze dwa kolejne pomysły na posty.
Mianowicie po przeczytaniu ostatniego wpisu u Fridy chciałam poruszyć temat swojego szczęścia, które ma 183 cm wzrostu, niebieskie oczy, zaczyna się na B, a kończy na J. Co ma data do tego? Otóż jutro przypada nasza kolejna już rocznica, kolejna, którą spędzimy osobno, spędzając razem zaledwie 20 minut w pociągu. Nadrobimy w weekend, dokładając do tego moje imieniny. ;)
 Kolejnym pomysłem była notka o najwspanialszej dla mnie kobiecie pod słońcem, którą określają zaledwie dwie litery, ustawione dwukrotnie, naprzemiennie ze sobą - MAMA.
Doszłam do wniosku, że do poruszenia pierwszego tematu będzie pewnie jeszcze okazja. Mam nadzieję, że nie jedna. A o mamie i jej cudownościach może uda mi się napisać we wtorek. :)
Tak więc dziś serwuję Wam post, który powstał jakiś czas temu i w sumie nie wiem dlaczego nie został opublikowany, tylko tkwił sobie w bloggerowym czyśćcu.

czwartek, 21 maja 2015

138. Polityka to ZŁO.

Witajcie kochani! Na samym początku oznajmiam Wam wszem i wobec, że we wtorek zmierzyłam się z ostatnim zaliczeniem na studiach licencjackich i od godziny 17.00 można by rzec, że jestem wolnym człowiekiem. No, ale nie ma tak dobrze. Czeka mnie jeszcze ta cudowna obrona. Przedtem jednak muszę do przyszłego piątku oddać oprawioną całość pracy. 
A pro po pracy - muszę się Wam pochwalić swoimi przebłyskami "blondynizmu" stereotypowego (nie urażając żadnej blondynki). Otóż dziś rano, wygrzebałam się z łóżka pomimo ogromnego bólu istnienia i zasiadłam do komputera, by nanieść ostatnie poprawki i dopisać brakujące elementy do pracy. Gdy skończyłam szczęśliwa kliknęłam ZAPISZ i zamknęłam plik. Jednak w momencie gdy ponownie go otworzyłam okazało się, że NIC SIĘ NIE ZAPISAŁO!!! No i godzina roboty poszła się jeb**. Możecie sobie tylko wyobrazić moją złość. Po chwili tragizmu i rozpaczy nad własnym losem doszłam do wniosku, że plik się nie zapisał, ponieważ INTELIGENTNA JA nie rozpakowała go przed edycją - brawa dla mnie i mojego chwilowego braku mózgu. Całe szczęście zmobilizowałam się i napisałam jeszcze raz to samo, tyle, że już w pół godziny. Tym razem nawet przy zapisywaniu byłam ostrożniejsza i zanim zamknęłam plik sprawdziłam trzy razy datę ostatniej modyfikacji. :D Ufff, tym razem się udało i całość leży sobie u promotora w skrzynce odbiorczej. Teraz pozostaje mi modlić się, żeby odczytał to jak najszybciej i odesłał swoje uwagi... 
Znając życie to dopiero początek moich przedzawałowych emocji, więc pozwolę sobie przejść do tematu, a do obrony wrócić kolejny raz w następnym poście. :P
W związku z tematem jednak czeka na Was nie mniej emocji...

piątek, 15 maja 2015

137. O odnalezieniu własnego stylu słów kilka.

Witajcie kochani! Na wstępie chciałam Wam bardzo podziękować za chęć pomocy pod ostatnim postem. Trafiłam w końcu na sukienkę, która bardzo mi się spodobała przez swoją "inność" i poważnie zastanawiam się nad jej zakupem. Osobą, która najbardziej trafiła w mój gust z propozycją sklepu okazała się Anelise. Aż chciałoby się powiedzieć - no a jakże by inaczej, skoro już na tak wielu płaszczyznach okazało się, że jesteśmy do siebie bardzo podobne. :) 
Chciałam się również podzielić z Wami moimi spostrzeżeniami dotyczącymi tematyki moich postów. Otóż nie sposób nie zauważyć, iż o wiele większym zainteresowaniem cieszą się posty poruszające tematykę mody czy kosmetyków. Z racji tego, iż nie pojawiają się one tutaj zbyt często, taka przypadłość dość mocno rzuca mi się w oczy. :D 
Dlatego też postanowiłam przynajmniej raz w miesiącu dodawać post związany z czymś luźniejszym - typu moda i uroda, a żeby każdy znalazł tutaj coś dla siebie. Jednak nie martwcie się - nie zacznę dodawać stylizacji, ani nie zagłębię się w recenzowanie kosmetyków, ponieważ nie chcę, żeby blog stracił swój charakter, który udało mi się mu nadać (mam nadzieję) przez te kilkanaście miesięcy. 

Chciałam też podziękować moim kochanym duszyczkom, które są tutaj ze mną bez względu na tematykę postów i nie boją się zagłębiać nawet w najbardziej problemowe posty. :* Ściskam Was mocno i już przechodzę do tematu. 

wtorek, 12 maja 2015

136. Mała czarna? Niekoniecznie!

Witajcie kochani! Jak mija Wam kolejny tydzień maja? Ja dziś miałam OSTATNIE zajęcia dydaktyczne na mojej uczelni, czyli można by powiedzieć, iż SKOŃCZYŁAM STUDIA. Ale niestety nie jest tak pięknie - za tydzień mam ostatnie kolokwium z planowania podatkowego, które wzbudza we mnie niewiele mniejszą wenę do rysowania, niż socjologia, którą z wielką radością pożegnałam w zeszłym semestrze. No, a po tym wszystkim - na początku lipca czeka mnie obrona. Trochę zaczynam się stresować. Może nie tyle samą obroną, co stanem mojej pracy i tym, że kalendarz pokazuje już dwunasty maja, a do 29. cała praca + prezentacja mają być u dziekana. Niby pracę w całości mam już "sklejoną", wysłaną promotorowi z załącznikami i bibliografią, ale nadal czekam na jego poprawki i stresuję się tym, że będę mieć poślizg, przez co ostatnie poprawki będę wprowadzać dosłownie z duszą na ramieniu.
Jednak co by nie było, martwić będziemy się później - mam nadzieję, że nie za późno. 
Przechodząc do tematu - myślę, że każdy zorientował się, iż będzie dziś o sukienkach. 

piątek, 8 maja 2015

135. Trening pozytywnych myśli - kwiecień.

Witajcie. Chyba pierwszy raz nie wiem, jak zacząć post. Mam jakąś taką pustkę w głowie, nie wiem czy ostatnio wydarzyło się coś wartego Waszej uwagi. No tak, pisałam wcześniej o zaliczeniu z bilansoznastwa - w moim indeksie widnieje już kolejna piątka. Gdyby ktoś powiedział mi na początku semestru, że taką ocenę otrzymam z tego przedmiotu, to kazałabym mu się popukać w czółko.
 Nie wiem czy też tak macie, że z przedmiotów, które początkowo wydają się nie do przebrnięcia zalicza się najłatwiej? Mi zdarzyło się to już kilka razy, może dlatego, że się bardziej przyłożyłam do nauki albo dlatego, że wykładowcy tylko udają groźnych, a potem wychodzą sobie w trakcie kolokwium. :P
Wiecie co jeszcze mnie bawi? Że na początku semestru założyłam sobie, iż chcę te przedmioty po prostu pozaliczać - bo toż to ostatni semestr, stypendium i tak nie przechodzi na studia magisterskie, więc nie będę sobie włosów z głowy rwać. No i tak jakoś ten strach przed niezaliczeniem mnie pcha na te same piątki, których początkowo wcale nie oczekiwałam. :)
Okej, dosyć o ocenach i niecelowym przechwalaniu się, które wynikło zupełnie przypadkowo z tego niewinnego wstępu. Zajrzyjmy co warto powspominać z kwietnia...

poniedziałek, 4 maja 2015

134. Majówka - przed, po i w trakcie.

Witajcie kochani! Tego posta chciałam napisać do Was jeszcze przed wyjazdem na majówkę, no ale... nie dałam rady (i tak prawie nie zdążyłam na pociąg). W tym roku majowy weekend spędziłam w Poznaniu z moim B. Ale jak go spędziłam - o tym opowiem za chwilę. :)
Początkowo chciałam poruszyć tutaj konkretny, kolejny problemowy temat, ale przed weekendem, w trakcie i zaraz po nim wydarzyło się tak dużo, iż uznałam, że mam wystarczająco materiału na osobny, nieco luźniejszy post. W sumie dawno tu takiego nie było, co nie?

niedziela, 26 kwietnia 2015

133. Sztuczne = Ładne ??

Witajcie kochani. Na wstępie chciałam przeprosić za to, że ostatnio jestem tu niezwykle rzadko, ale... Jestem codziennie! Choć co prawda na chwilę, ale każdego dnia odwiedzam kilka z Waszych blogów, nadrabiając komentarzowe zaległości (z prędkością ślimaka, ale zawsze!). 
Jak wspominałam ostatnio - teraz panuje dla mnie niezwykle gorący okres. Po majowym weekendzie mam dwa zaliczenia, w następnym tygodniu kolejne, dodatkowo do końca kwietnia powinnam złożyć promotorowi całą pracę dyplomową - a muszę jeszcze przekopiować trzy arkusze z Excela do pliku tekstowego i ułożyć z nich sensowne rozdziały. Po takim wyjaśnieniu chyba nie muszę pisać, że całe dnie spędzam w arkuszach, tabelkach i kserówkach z zakreślaczami i długopisami w dłoniach. Jedyny plus jest taki, że zrobiło się ciepło i mogłam wybyć ze stertą papierów na zewnątrz - nauka w promieniach słońca jakoś szybciej mi wchodzi (a może to świeże powietrze?).
Niemniej jednak, jak bardzo byłaby moja głowa zawalona nauką, to zawsze znajdzie się w niej miejsce na temat, który chciałabym z Wami poruszyć (szczerze, to w takim natłoku tematów rodzi się całe mnóstwo!). A więc przejdźmy do dzisiejszych rozważań: SZTUCZNE = ŁADNE ??

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

132. "Gdy przestanę myśleć o czym myślisz i gdzie idziesz..."

Witajcie. Jak się czujecie po weekendzie? Ja swój spędziłam z moim B., więc jak zwykle minął mi on zaskakująco szybko. Teraz siedzę i tylko czekam na weekend majowy - mam nadzieję, ze pogoda dopisze i będzie przynajmniej tak ciepło, jak teraz. :) 
Z dobrych wieści mam jeszcze jedną - w przyszłym tygodniu znów nie mam zajęć. Ale z jakiego to powodu?? Pojęcia nie mam, moja uczelnia pod względem wolnego jest chyba uczelnią numer jeden w Polsce. Każdy powód by odwołać zajęcia jest dobry. Przez to jednak zaraz po długim weekendzie (od razu w poniedziałek!!! serca nie mają!) mam przedtermin z bilansoznawstwa i obronę projektu z rewizji. Całe szczęście, że udało nam się wybłagać ten przedtermin, bo miało być wówczas kolokwium właściwe, ponieważ gościu również (jak i ja) był w szoku, że za tydzień nie ma zajęć. Tak więc - wolne wolnym, ale nie będę się w tym czasie lenić, a uczyć się - przynajmniej do majowego weekendu. :P
Sprawozdanie z tego, co u mnie złożone. Mogę więc przejść do tematu. A co w temacie?? A w temacie osoba, która przewija się tutaj raz po raz - ostatnio nawet dość często. Aż się zaczęłam zastanawiać dlaczego - może dlatego, że miałam ten post napisać już jakiś czas temu i pewnie dopóki nie wyrzucę tego z siebie wizja tego tematu będzie powracać jak bumerang. A więc pozbądźmy się go - raz na zawsze. Przynajmniej spróbujmy. :P

piątek, 17 kwietnia 2015

131. Push up!

Witajcie. Jak Wam mijają kolejne iście "wiosenne" dni? Ja wczoraj byłam na zakupach ubraniowo-kosmetycznych i mimo zimna za oknem, jestem zadowolona. Ogólnie myślę, że co by nie było - powodów do narzekania nie mam. Przynajmniej gdy wyglądam przez okno, to wydaje mi się, że na dworze jest cieplutko i milutko, czyli tak jak to być powinno.

Do poruszenia dzisiejszego tematu skłoniły mnie zakupy - jednak nie te ostatnie, a robione przeze mnie już jakiś czas temu, w jednej z poznańskich galerii. Dzielnie przemierzając sklepowe wystawy, półki przeładowane odzieżą i wieszaki, z których to wszystko krzyczy - KUP MNIE doszłam do pewnej refleksji...

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

130. Gdzie byłeś dziesięć lat temu?

Witajcie. Dziś przyszedł dla mnie dzień powrotu do szkoły, po przerwie świątecznej. Pewnie chcecie mi napisać, że mam za dobrze? To Wam powiem, że wcale na dobre mi takie długie przerwy nie wychodzą, bo pełzam wówczas po uczelni niczym cień, walcząc z oczami. Dziś już wybitnie nie chciały ze mną współpracować, ale... dałam radę. Może dlatego, że gościu z bilansooo wypuścił nas prawie godzinę wcześniej, a na rewizji... graliśmy w grę planszową. :D Grał ktoś z Was w Cash Flow?? Na początku gra wydawała mi się nudna, ale jak się wkręciliśmy, to ciężko było się oderwać. Graliśmy całe zajęcia (2,5 godziny!) i na następnych również będziemy grać, tyle że wówczas trzeba będzie już kończyć. A szkoda, bo gra na prawdę wciąga. 
Poza tym, z racji tego, że byłam dziś MAŁYM ZOMBIE nie dostrzegłam w dzisiejszym dniu niczego na tyle fascynującego, ażeby warto się było tym z Wami dzielić. Także rozważania nad tematem czas zacząć!
Gdzie byłeś 10 lat temu i kim wtedy byłeś?

czwartek, 9 kwietnia 2015

129. Trening pozytywnych myśli - marzec.

Witajcie kochani. Święta, święta i po świętach. Jak Wasze samopoczucie? Nie objedliście się za bardzo sernikiem i gotowaną szynką? Ja na tę Wielkanoc pierwszy raz w życiu zrobiłam kopiec kreta - z moim perfekcjonistą B. w roli głównej oczywiście. Ach, jakie to było dobre... No ale niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Zwłaszcza jeśli nasze dobro jest ciastem. 
Ogólnie po świętach jeszcze wczoraj nie byłam w stanie dojść do siebie - z tego totalnego rozleniwienia. Cały dzień walczyłam ze sobą, żeby zrobić COKOLWIEK na uczelnie. Skończyło się na tym, że wydrukowałam notatki i umowy. A! No tak, bo jeszcze Wam nie mówiłam. Zapisałam się na studia - także droga ironiczna pani nie poprzestaje na licencjacie. Zapisałam się na studia magisterskie z podyplomowymi (to się chyba zwie SUM+ czy coś takiego). Stwierdziłam, że jest to oszczędność czasu (dwa dyplomy w dwa lata) i pieniędzy (bo są tylko tysiaka droższe od zwykłej magisterki, a za samą podyplomówkę pewnie drugie tyle bym musiała wyłożyć). Także od października edukuję się dalej i na dzień dzisiejszy chyba na tym poprzestanę. (mam nadzieję, że żaden doktorat ani profesura mi nie odbije :P)
Tyle z ogłoszeń parafialnych - teraz czas na wychwalanie marca i doszukiwania się w nim dobroci, słodkości i samych miłych chwil...

A więc co dobrego przyniósł marzec?

piątek, 3 kwietnia 2015

128. Narzekam na narzekanie.

Witajcie. Piszę do Was dziś, ponieważ postanowiłam sobie, że odezwę się jeszcze przed świętami - choćbym miała na głowie stanąć (póki co, jeszcze nie stoję, więc jako takiej desperacji nie ma :P). Jak Wam idą przygotowania do świąt? Ja wczoraj odpicowałam sobie mały stroik na stół, umyłam okna i dziś ogarnęłam pokoje. Pozostają tylko potrawy i będę mogła powiedzieć, że wszystko gotowe. Wypadałoby się również odnieść do pogody, na którą tak wszyscy narzekamy. A no było zimno, był wiatr, ale to co przyszło wczoraj przekroczyło wszelkie oczekiwania. Faktycznie, śmialiśmy, że będzie śnieg na święta, ale chyba każdy traktował to pół żartem, pół serio. Wczoraj jednak droga wiosna (czy też jeszcze zima) oznajmiła nam, że ona wcale nie ma zamiaru żartować i... cóż po prostu zasypało. W ciągu dziesięciu minut wszystko wokół zrobiło się białe. Dziś jednak po śniegu ani śladu, pięknie świeci słońce, chociaż mimo to temperatura jakoś znacząco się nie podniosła. Jednak nie ma co NARZEKAĆ! Bierzemy się za temat.

wtorek, 31 marca 2015

127. Spowiedź.

Witajcie. Jak tam się czujecie po zmianie czasu? Ja chodzę jakaś przyrąbana ostatnio i zganiam to właśnie na zmianę czasu - no bo w końcu ktoś musi być winny, nie? Może jeszcze ewentualnie pogoda, która dziś dała mi popalić. Gdy się obudziłam za oknem powitał mnie sypiący śnieg. Modliłam się, żeby przestało padać zanim będę musiała wyjść do szkoły. No i udało się. Ale za to wracając z zakupów dopadła mnie taka ulewa, że moje spodnie wyglądały jak wyciągnięte z pralki - bez odwirowania (mimo iż stałam na dworze może z 10 sekund). No, ale... Skoro już i tak wracałam do mieszkania to było mi wszystko jedno i naszły mnie miłe wspomnienia jednego z koncertów, gdy to dostałam gradem po plecach i mogłam robić za miss mokrego podkoszulka pod samą sceną. xD
Tyle o czasie, pogodzie i tym podobnych sprawach bieżących. Ten post postanowiłam napisać już w sobotę, ale z braku czasu i dzisiejszego kolokwium (na które musiałam się pouczyć) piszę go dopiero teraz.

piątek, 27 marca 2015

126. Mój wróg Twoim wrogiem.

Witajcie. Wiosna pokazuje się nam ostatnio coraz śmielej, za niecałe dwa tygodnie święta i kolejne wolne dni - czego chcieć więcej? Może tego, żeby czas nieco zwolnił? Jestem za. Ostatnio, na ćwiczeniach, niezbyt ogarnięta prowadząca zapytała nas czy mieliśmy kiedykolwiek rachunkowość. W tym momencie nie byłam w stanie opanować swoich pokładów sarkazmu i odpowiedziałam, że "Nie, za miesiąc kończymy studia na kierunku finanse i rachunkowość i nigdy nie mieliśmy rachunkowości..." - nie mam pojęcia skąd to babsko się urwało, ale ją ciągle coś zaskakuje. Na przykład to, że mieliśmy JUŻ praktyki. Czasami się zastanawiam czy ona wie, kogo przyszła uczyć? No ale... Gdyby nie to głupie pytanie, to nie uświadomiłabym sobie, że za miesiąc kończę zajęcia. Matko z córką... Kiedy to zleciało? Pamiętam jeszcze jak dopiero zaczynałam i przyjechałam z K. do Poznania, żeby poszukać uczelni dzień przed zajęciami, bo nie miałyśmy pojęcia, gdzie ona jest. Czas leci nieubłaganie szybko i pewnie za miesiąc będę Wam tutaj panikować, że "za miesiąc mam obronę" itp. Więc, przygotujcie się - jakby coś. :D

niedziela, 22 marca 2015

125. S.M.A.R.T. - jaki jest Twój cel?

Witajcie. No i mamy WIOSNĘ, za którą wszyscy tak tęsknili i której oznak doszukiwali się w każdym promyczku zimowego słońca. No cóż - u mnie wiosna jedynie w kalendarzu. Cały dzień było szaro, buro i nijako, po to, aby mogło się rozpadać dopiero w momencie, gdy zdecydowałam się wyjść z psem na spacer, czy jak to moja mama mówi "pójść wysikać psa" - też tak można. :P Tak czy inaczej, gdy już okiełznałam tą moją bestię, przypięłam ją ładnie i byłam gotowa iść - zaczęło padać. No, ale... skoro przecież tyle wysiłku włożyłam w upięcie rozradowanego, podskakującego zwierzaka, to nie będę go teraz odpinać z powrotem, no nie? Tak też stwierdziłam, iż mały deszczyk to kiepska wymówka, by odpuszczać sobie spacer - także SZACH-MAT LENIE. :D
Tyle o wiośnie, a raczej jej chwilowym braku. Czas przejść do notki. Do dzisiejszego tematu zostałam natchniona przez kochaną Anelise, która w przypływie (a raczej nadmiarze) dobrego humoru została okrzyknięta mą muzą, gdyż jest to już drugi temat z rzędu poruszany dzięki niej. :D

poniedziałek, 16 marca 2015

124. "Rachunek życia".

Witajcie kochani. Wiem, że strasznie rzadko ostatnio piszę, ale na prawdę zawsze, gdy mam się zabrać za napisanie DRUGIEJ NOTKI W TYGODNIU (tak, wiem ostatnio bieda u mnie :P) to dzieje się coś, co uniemożliwia mi pisanie. Tak też - w poprzednim tygodniu byłam chora, a w tym - zawalona zadaniami i prezentacją + jeszcze mój pies wymagał spaceru.
Całego tygodnia mojej nieobecności Wam streszczać nie będę - bo nie ma w tym sensu. Po prostu - do piątku siedziałam w zadaniach, później weekend spędziłam miło z B., no i dziś znów mamy poniedziałek. Jutro wygłaszam na zajęciach prezentację, a więc - Ci co znają mego bloga dłużej, to wiedzą, iż będę w swoim żywiole i już nie mogę się doczekać jutrzejszych zajęć. :)
Tyle tytułem wstępu ogólnego, teraz pora przejść do tematu, chociaż i ten wymaga swojego indywidualnego wstępu. Otóż temat zaczerpnęłam od Anelise, która właśnie na swoim blogu "rzuciła" taki temat, inspirując się właściwą literaturą. ;) Anelise zadała sobie kilka - niby prostych, ale niezwykle ważnych pytań, po czym zachęciła innych, aby zrobili to samo. No więc, ja jako osoba, która lubi na pytania odpowiadać - zwłaszcza te niebanalne - zdeklarowałam się do szerszej odpowiedzi na swoim blogu, co zaraz uczynię. A więc "Rachunek życia" czas zacząć!

niedziela, 8 marca 2015

123. Trening pozytywnych myśli - co dobrego przyniósł luty.

Witajcie. W ciągu ostatnich dni za oknem panował totalny misz-masz. Skutkiem takiej pogody dość porządnie mnie przewiało i do dziś jestem na antybiotykach. Codziennie zażywam garść tabletek + krople do oczu. Co więcej na ten temat? U lekarza dowiedziałam się, że jest podejrzenie zapalenia mięśnia trójdzielnego twarzy, czego poważnym skutkiem może być paraliż mięśni twarzy - całe szczęście po dziś dzień mam czucie i moja mimika twarzy ma się dobrze. Po więcej informacji na ten temat kieruję do wujka google. :P Dodatkowo miałam napuchnięte oko, jakbym się z kimś tłukła. Na szczęście antybiotyk w kropelkach podziałał błyskawicznie i moje oko wygląda już normalnie. Krótko mówiąc - mam się dobrze i jutro już pełna sił mknę na uczelnię.
tumblr
Mojego weekendu, więc nie mogę zaliczyć do mega udanych, ponieważ cały przejeżdżony był od lekarza, do lekarza. Przeleżany w łóżku czy na kanapie i w sumie mogę śmiało stwierdzić ze z czwartku i piątku mało co pamiętam - taka byłam przybita przez chorobę. Mam nadzieję, że kolejne weekendy w tym roku będą tylko lepsze i swoje chorowanie na dłuższy czas mam już odhaczone.
Koniec marudzenia, czas na temat notki. Notki, którą kolejny raz piszę z kilkudniowym opóźnieniem, ponieważ miała się ona pojawić piątego. Jednak, jak już wyżej wspomniałam - nie byłam wstanie nawet siedzieć przy komputerze tego dnia i o ile dobrze pamiętam moja aktywność tutaj była wówczas zerowa.
Okej, zajmijmy się lutym - a szczególnie tą jego lepszą stroną. Co dobrego spotkało mnie w lutym?

poniedziałek, 2 marca 2015

122. Pierścionek.

Witajcie kochani. Przepraszam, że tak długo mnie tutaj nie było, ale miałam tak intensywny weekend (który zaczął się już w czwartek), że nie wystarczyło mi już czasu na bloga i jakąkolwiek internetową aktywność. W czwartek byłam na urodzinach u teścia, gdzie się objadłam pysznościami i przekonałam się, że przyszła szwagierka nie jest aż taka zła i nawet da się z nią normalnie pogadać. W sumie myślę, że przez tę ciążę nieco spoważniała i jej stosunek do innych też uległ zmianie - na lepsze. :) W piątek mój B. miał wolne od pracy, więc spędziliśmy calutki dzień razem - ten dzień minął nam baaardzo szybko i wesoło, jak to razem. W sobotę moja mama robiła imieniny, więc dobrego jedzenia i rodzinnych rozmów ciąg dalszy. No a w niedzielę odwiedziła mnie kuzynka z moim małym chrześniakiem. <3 Co mogę powiedzieć - weekend miałam wspaniały i nie obraziłabym się, gdyby każdy tak wyglądał. ;)
Niestety wszystko co dobre - szybko się kończy, tak też weekend. Pora więc zabrać się za bloga. Muszę zrobić porządek z komentarzami (pojawiło się wiele nowych twarzy, za co bardzo dziękuję - ucieszyłam się ogromnie!), no i w końcu napisać coś nowego.

poniedziałek, 23 lutego 2015

121. Weszło mi to w nawyk!

Witajcie. Na samym początku muszę się Wam wyżalić, że dzisiejszy dzień określony mianem powrotu na uczelnie, po trzech tygodniach ferii był TRAGICZNY! Jestem totalnie wymęczona, na wykładzie miałam wrażenie, że wyzionę ducha słuchając po raz setny o cechach i funkcjach bilansu. Ogólnie facet gadał cały czas z zamkniętymi oczami, tak też przełączał slajdy - jedyne co zaskoczyło mnie jeszcze bardziej, to fakt, że w pewnym momencie na te zamknięte oczy nałożył okulary, nie wiadomo w jakim celu. Aż zadałam S. pytanie:
- Czy jak się śpi w okularach, to ma się bardziej wyraźne sny?? - oczywiście jedyną odpowiedzią, jaką otrzymałam był śmiech, więc nadal nie wiem. (smuteczek)
Tego dnia nawet kawa nie postawiła mnie do pionu i chociaż jakimś cudem udało mi się przetrwać do końca - być może dlatego, że rewizja finansowa okazała się świetnym przedmiotem! - to zaraz po wejściu do pokoju poczułam jaka jestem nieprzytomna. Szybko powysyłałam ważne maile i padłam na łóżko. Mimo, iż moja drzemka trwała jedynie 20 minut, to czuję się teraz o wiele lepiej i jakoś udało mi się zebrać w szeregu szare komórki (późno bo późno, grunt, że w ogóle) by napisać dla Was kolejny post.
Temat ten chodził mi po głowie już od jakiegoś czasu. Szczerze, to chciałam go napisać już trzy posty temu, jednak najpierw nawinęły mi się szufladki, później moje wiosenne porządki odciągnęły mnie w kolejną stronę, tak więc przychodzę z nim do Was dopiero dziś.
Chciałabym poruszyć kwestię naszych przyzwyczajeń. Tych dobrych, pozytywnych, tych, które ktoś mógłby od nas ściągnąć, by i jemu żyło się lepiej, może weselej? Bo nie będę ukrywać - nie wszystkie moje nawyki mogę podciągnąć pod te "niosące dobro" (aż mi się skojarzyło z "czyńmy dobro") w tej iście pożytecznej postaci.
Myślę, że każdy z nas ma wiele nawyków, jednak nie zauważamy ich, dopóki ktoś inny nie zwróci na to uwagi, bo być może dla niego takie zachowanie jest czymś "wow". Tak samo ja - nie zauważyłam swoich nawyków, dopóki dla kogoś innego nie było to zaskoczeniem. Nie oszukujmy się - jest wiele czynności, które wydają nam się "zwykłe" i robimy je z automatu, często w przekonaniu, że reszta świata też tak właśnie robi, no ale przejdźmy do konkretów.

A więc weszło mi w nawyk, to że:

- codziennie myję włosy oraz nakładam na nie sporą ilość odżywki, co dla mojej mamy - do niedawna - było zaskoczeniem, gdyż ona nie używała odżywek w ogóle (dziś za moją namową to się zmieniło ;))
tumblr

- codziennie po kąpieli balsamuję całe ciało - CODZIENNIE

- przed snem smaruję usta balsamem do ust, a w ręce wcieram krem do rąk - taki mój rytuał

- gdy zasypiam sama - modle się przed snem, taka moja rozmowa z Bogiem, podziękowanie za cały dzień i prośba o kolejne pomyślne chwile dla mnie i dla rodziny

- co dwa tygodnie zmieniam kolor na paznokciach - chyba tak jakoś mi się utarło. Dwa tygodnie to idealny czas, po którym moje paznokcie mi się opatrzą i chcę wówczas nowego koloru.

- co 2-3 miesiące obcinam sobie włosy (sama, ale o tym już kiedyś pisałam. Dziś nawet było mi dane uchwycić zszokowane spojrzenia koleżanek po tym jak zauważyły, że podcięłam włosy, a ja oznajmiłam, że SAMA)

- pierwszą stroną, którą otwieram CODZIENNIE w przeglądarce jest pulpit nawigacyjny bloggera

- podczas "ogarniania się" w łazience włączam muzykę w telefonie - przy muzyce jakoś przyjemniej "się ogarniać" :D

- przed snem stawiam sobie szklankę z wodą koło łóżka i musi tam być - obowiązkowo! Nie ważne czy śpię u siebie czy u kogoś :P

- pierwsze co robię po przebudzeniu, to piszę sms do B.

- ćwiczę każdego dnia - poza sytuacjami wyjątkowymi - nie określam jednak ściśle typu ćwiczeń - raz ćwiczę na brzuch, raz kręcę hula-hop, a gdy pogoda dopisuje - biegam

- gdy dane mi jest gdzieś iść w samotności - zawsze chodzę ze słuchawkami i muzyką w uszach - szare dni nabierają wówczas barw, no i nie muszę wysłuchiwać tramwajowych rozmów o sensie życia

Póki co - to wszystkie moje nawyki, które przyszły mi do głowy (na pewno jest ich więcej, ale nie chcą się przypomnieć - skubane!). A przynajmniej to wszystkie te, które warto publikować. :P
Teraz rzucam zadanie w Waszą stronę - jakie są Wasze nawyki, które od razu przychodzą Wam do głowy? Co dla Was jest normalną czynnością, a dla innych może być wykonywane jedynie od święta? A może niektóre z moich nawyków możecie przypisać i sobie?

Czekam na Wasze odpowiedzi i mam nadzieję, że luzacki post przypadł Wam do gustu. Jeśli w tekście pojawiły się jakieś niedociągnięcia, to szczerze przepraszam, ale padam na twarz.
Dobranoc. :*

czwartek, 19 lutego 2015

120. Symbole.

Witajcie. W ostatnim tygodniu moich ferii, który właśnie trwa, naszła mnie ochota na wielkie porządki. Zazwyczaj podczas wolnego robiłam porządki w szafach z ubraniami - jednak tym razem gdy tam zaglądam, ubrania nadal leżą ładnie poukładane - także nie ma czego porządkować. "Ktoś się nauczył ładnie składać pranie" - pomyślałam. Na całe szczęście - czy też nie, w swej sypialni czekała na mnie jeszcze toaletka pełna kosmetyków i biżuterii oraz dwa stoliki nocne, które skrywają bliżej nieokreśloną zawartość (nie macie pojęcia, jakie cuda tam znalazłam!).
Tak też w poniedziałek, pierwszy raz od IKS lat wzięłam się za porządkowanie kosmetyków skrywanych w szafkach koło lustra (zazwyczaj porządkowałam jedynie kosmetyki makijażowe). Wywaliłam chyba trzy reklamówki wszelakich śmieci  od wyschniętych lakierów do paznokci, po mazidła do ciała, które datę przydatności utraciły całe wieki temu (aż mi wstyd, że taki burdel tam miałam). Gdy uporałam się z kosmetykami przeszłam do biżuterii. "Matko z córką - ile tego jest!" - pomyślałam, gdy zgarnęłam wszystko z toaletki i rozłożyłam na dywanie do segregacji. Doszłam nawet do wniosku, że chyba do końca życia już nie kupię sobie kolczyków, bo jeśli nosiłabym jedną parę dziennie, zmieniając je codziennie to starczyłoby mi na kilka ładnych miesięcy - całe szczęście, że mam więcej dziurek w uszach. :P Tak czy inaczej, mam biżuterię, która strasznie mi się podobała, a nie mam jej do czego ubrać - bo na co dzień jest zbyt elegancka, a na jakieś wyjścia potrzebowałabym konkretnego koloru ubioru. Zrobiło mi się więc żal tych nienoszonych drobiazgów i stwierdziłam, że raz na zawsze KONIEC Z NIEPRZEMYŚLANYMI ZAKUPAMI - bo coś mi się podoba. Muszę mieć najpierw wizję do czego to ubiorę, a dopiero potem EWENTUALNIE kupię. Czas pokaże.
Przeglądając tak stare i już nienoszone rzeczy przywołałam masę wspomnień - co od kogo dostałam, w jakich okolicznościach itp. Uśmiech sam się pojawił na twarzy, zwłaszcza, że o istnieniu niektórych drobiazgów zupełnie zapomniałam. Część rzeczy wyrzuciłam bo po prostu się zniszczyły. Odłożyłam też sporo koralików do pudełka z różnymi pierdołkami - w razie będę miała ochotę na DIY. Między innymi porozplatałam zerwane bransoletki czy koraliki, pozbierałam wszystkie zawieszki w jedno miejsce, więc może kiedyś najdzie mnie ochota na małe czary i powstanie w nich coś ciekawego. ;)
Tak piszę, piszę i nadal nie doszłam do sedna tematu. Otóż przeglądając tę biżuterię dokonałam ciekawego odkrycia - przez cały czas kolekcjonowania mojej biżuterii, czyli powiedzmy od początku gimnazjum, do dnia dzisiejszego, w moich zbiorach przewijają się ciągle te same motywy: skrzydła, ptaki - gołębie i sowy oraz klucze również wszelakie - tradycyjne i wiolinowe. Dodam, że nie nosiłam tego wszystkiego jakoś tak nachalnie - nosiłam pierwszą partię, później ją porzucałam i za jakiś czas znów wracałam do tych właśnie symboli w postaci nowych pierdołek. Z racji tego, iż niczego nie pozostawiam przypadkowi, postanowiłam doszukać się głębszego sensu w tym, do czego mnie ciągnie i odnalazłam znaczenie poszczególnych symboli - tym właśnie chciałam się z Wami podzielić.

tumblr
Sowa - pierwsze skojarzenie jakie przychodzi nam na myśl to oczywiście mądrość. Pewnie dlatego, że każdy z nas zna Kubusia Puchatka i jego przyjaciół, którzy z każdym problemem przychodzili do mądrej sowy. Tak też wpojono nam od dziecka, że sowa jest symbolem mądrości. Przekopując Internet znalazłam również inne, symboliczne znaczenia, które mnie zafascynowały. Otóż sowa symbolizuje również samotność, milczenie, jasnowidzenie, czujność czy proroctwo. Dowiedziałam się również, że sowa była od wieków kojarzona z wielkimi mocami - ludzie bojąc się ich nadawali im nieziemskie zdolności, sugerując im powiązanie z czarownicami lub właśnie biorąc je za czarownice w zwierzęcej postaci. Nawet w Biblii znalazło się miejsce dla sowy, której "głos ostrzega ludzi przed gniewem Boga".
Moje odczucia: uważam, że sowa symbolizuje coś tajemniczego, nie do końca poznanego, dlatego też fascynującego. Sowy są piękne, a zarazem nieco straszne. Dość dziwne może się okazać np. to, że z "Wesela" pamiętam właśnie fragment o puszczyku (Stańczyk nazywa tak Dziennikarza dwa razy). Kto by w ogóle pamiętał takie szczegóły?

Skrzydła - od zawsze fascynowały mnie anielskie skrzydła i zawsze mi się takie marzyły (w sumie marzą mi się do dziś!). Narysowałam niezliczoną ilość postaci z anielskimi skrzydłami, a więc co one oznaczają? Skrzydła są symbolem lekkości, duchowości. Wyrażają dążenie duszy do przekraczania tego, co ludzkie. Związane są z poznawaniem, wyobraźnią, myślą, wolnością i zwycięstwem.
Moje odczucia: Od zawsze jestem zafascynowana motywem skrzydeł. Są dla mnie czymś tak pięknym, że nie wiem czy jestem je w stanie do czegokolwiek porównać. Może z jednej strony są dla mnie symbolem wolności, ale bardziej chyba kojarzę je z pięknym wnętrzem, niewinnością i siłą. Coś z ciekawostek? Jarałam się tatuażem Dody na plecach, gdy wydziarała sobie swoje własne skrzydełka. :D

tumblr
Klucz - wiadomo, że klucze nosi przy sobie każdy z nas. Mnie jednak fascynują te bogato zdobione, rodem z dawnych czasów, gdy wszystko musiało być niepowtarzalne, a nie rzucone w masówkę. Klucz oznacza przede wszystkim władzę. Dodatkowo symbolizuje również wierność, opiekę, tajemnicę, dyskrecję oraz ostrożność. Internet podpowiada mi również, że klucz był talizmanem, który chronił dzieci przed chorobami i złymi mocami.
Moja opinia: w moim odczuciu klucz to pewnego rodzaju władza - możemy kogoś zamknąć lub jak to się mówi, znaleźć "klucz do serca" i kogoś otworzyć. ;) Na myśl przychodzi mi również tajemnica - coś zamknięte w wielkiej skrzyni. No a poza tym - klucze są piękne. Z ciekawych faktów mojego życia - gdy rodzice kupili sobie meblościankę ze złotymi wykończeniami, całe dnie bawiłam się przy szafie ciągle ją zakluczając i odkluczając. Chyba nie muszę wspominać, że klucze były pięknie zdobione - na stary styl. :)

Teraz rodzi się pytanie czy rzeczy, które wybieramy w swoim życiu - także biżuteria, mają jakiś związek z naszym wnętrzem? Z tym co odczuwamy? Czy ma to coś wspólnego z tą całą otoczką symboliki? Na pewno znajdą się sceptycy, którzy zawsze wszystko wyjaśniają modą, podążaniem z resztą lub hasłem "skoro tylko to jest dostępne to kupujesz". Możliwe - jeśli ta moda zaczęła się gdy byłam dzieckiem uganiającym się za kluczykami, kolekcjonującym aniołki i wsłuchującym się w "puchanie" sów będąc u babci i trwa do dziś. Wówczas tak - całe moje życie podążam za tą modą. Jeśli nie - pozwólcie, że sobie trochę powierzę w swoje powiązania, symbole i tę szczyptę magii, która ciągle wydaje się być gdzieś obecna, ale schowana pod powłoką totalnego realizmu codziennego życia. ;)

Czy wśród Waszej biżuterii również przewijają się jakieś główne motywy, do których wracacie co jakiś czas?

sobota, 14 lutego 2015

119. O dystansie do szufladek, własnego odbicia w lustrze oraz słów, które miały ciąć jak noże, a jedynie połaskotały niczym piórko.

Witajcie. Mamy dziś dzień kochany i jednocześnie nienawidzony przez miliony. Ale spokojnie, nie będę dziś rozprawiać o serduszkach, pluszowych misiach, ani romantycznych kolacjach. Na temat dzisiejszego dnia wspomnę tylko tyle, że świeci pięknie słońce, a moja mama ma dziś urodziny. Czekam więc aż wróci z miasta, bo obiecała mi pyszną urodzinową kawę i ciasto. ;)
Okej, koniec słodzenia - temat czeka.
Poprzedni post opowiadał o eksperymencie związanym z szufladkowaniem innych i ocenianiem ich po pozorach. Pod postem znalazły się słowa oburzenia, część osób podjęło "zabawę" samodzielnie klasyfikując się w podanych kategoriach, jeszcze inni natomiast oznajmili, że boją się opinii innych i tego, gdzie zostaliby wrzuceni.
tumblr
A więc po kolei - słowo do osób, które podjęły "zabawę" - piąteczka dla Was. Widać, że macie "Jestem ambitna, mam piękne blond włosy i jak nikt inny opowiadam o uczuciach" , "Jestem świetnym biegaczem, o piłce nożnej wiem wszystko, opowiadam najlepsze dowcipy", "Jestem skromna, pięknie rysuję i doceniam prawdziwych przyjaciół", "Jestem genialnym gitarzystą, o muzyce wiem więcej niż ktokolwiek i w przyszłości podbiję świat swoją muzyką!" - itp. Krok drugi - zadaj sobie pytanie czy wierzysz w to, co właśnie powiedziałeś? Jeśli tak - gratuluję, możesz iść spokojnie przez świat i być pewnym, że żadne opinie Cię nie złamią, a żadne szufladki Cię nie usidlą. Wiesz kim jesteś - jesteś wolny od tego całego wartościowania.
wyrobione poczucie własnej wartości. Wiecie kim jesteście na prawdę i żadne szufladki Wam nie straszne, bo przecież i tak mijają się z prawdą. Czyż to nie jest w życiu i całym społeczeństwie najważniejsze? Wiedzieć kim się jest na prawdę i być tego pewnym w stu procentach. Stań prze lustrem, spójrz sobie w oczy i powiedz sobie prosto w twarz kim jesteś.
A co jeśli nie do końca wierzysz we własne słowa? Wtedy zapraszam Cię do grupy drugiej, gdzie są jeszcze osoby, które wyraziły również obawę przed szufladkami.
Myślę, że należy zacząć od tego - skąd ten strach? Brak pewności siebie? Pewnie tak. Zacznijmy ją więc budować. Pomyśl, skąd ktoś, kto Cię nie zna może wiedzieć kim na prawdę jesteś? Bądźmy szczerzy - nie może. Z tego względu wszystkie opinie, które przypinaj Ci jakiekolwiek łatki są jakie? Nieprawdziwe. Oczywiście do czasu - aż sam nie zaczniesz w nie wierzyć. Jeśli pozwolisz zamknąć się w w szufladce nie będzie łatwo z niej wyjść. Jednak po co żyć w kłamstwie i bazować na opinii ludzi, którzy Cię nie znają? Ja sensu w tym nie dostrzegam.
Może się również zrodzić opinia, że w przypinanych łatkach jest ziarnko prawdy - może i tak. Kujon faktycznie dobrze się uczy, ale czy faktycznie nie ma przyjaciół i innych priorytetów w życiu? A co jeśli co weekend imprezuje z bliżej nieokreśloną paczką? Czy właśnie nie wymyka się z przypisanej mu ramki? Idźmy dalej - Królowa Balu, piękna uśmiechnięta popularna - w domowym zaciszu płacze w poduszkę niezauważana przez rodziców pochłoniętych pracą i nieszczęśliwie zakochana w kimś, kto uważa ją jedynie za fajną laskę - nie kogoś, z kim mógłby się związać. A nawet "ździra", która za swoim zachowaniem ukrywa tak na prawdę brak pewności siebie i strach przed tym, iż ktoś odkryje jej słabość. Widzisz? Każda maska kryje za sobą prawdziwego człowieka.
Przytoczę tutaj zdanie, które wypisałam już w poprzednim poście:
"W społeczeństwie jesteś tym, za kogo uważają Cię inni". 
Dlatego właśnie niektórzy specjalnie zachowują się w określony sposób, żeby zatuszować prawdziwą twarz, inni z kolei zostają wrzuceni do szufladki na siłę, mimo iż pragną wszystkim pokazać, że jest idą dumni przez życie ze swoją bezbłędnością w osądzaniu innych wypisaną na twarzy. Pokaż mi swoją facjatę, a powiem Ci, kim jesteś. Pokaż mi, jak zachowujesz się w szkole, a powiem Ci, jak skończysz za 10 lat. Pozwól, że popatrzę na Ciebie przez 15 minut, a wrzucę Cię do konkretnej szufladki.
inaczej. Wiecie, to całe szufladkowanie może być uznane za straszną rzecz. No i w pewnym sensie jest - bo nieraz nie dajemy ludziom nawet cienia szansy na poznanie. A jednak mnie to bawi. To całe szufladkowanie. Pewnie zapytacie co w tym śmiesznego? Otóż to, że ludzie nie mają pojęcia jak cholernie mijają się w prawdą i jeszcze to, że
To właśnie mnie bawi. W ogóle mnie to nie dotyka. Mogę być wrzucona do jednego pudła z "największą ździrą w mieście" - może przynajmniej dowiem się dlaczego znajduje się właśnie w tym pudle i czy aby na pewno jest w nim słusznie.
Nie dotykają mnie te wszystkie opinie na mój temat, bo wystarcza mi to, iż sama znam swoją wartość, sama doskonale wiem, jakim jestem człowiekiem i potrafię spojrzeć sobie w oczy stojąc przed lustrem. Właśnie dlatego, że wiem kim tak NA PRAWDĘ jestem opinie innych spływają po mnie jak po przysłowiowej kaczce i chyba właśnie dlatego nie znajdziecie tutaj spersonalizowanego opisu o autorce, który miałby Wam pomóc we mnie uwierzyć czy cokolwiek udowodnić. W zupełności wystarcza mi to, że ja w siebie wierzę, a to jak Wy widzicie mnie oczami swojej
tumblr
wyobraźni - może być nawet zabawne. Tak jak kiedyś pisałam - mogę być mała, ruda, poczochrana i mieć zeza, no cóż. (mimo wszystko mam nadzieję, że moje wnętrze i literki, które Wam zostawiam pozwalają wyobrazić sobie mój wizerunek trochę bardziej przychylnie xD). Dla mnie i tak liczy się to, iż w środku, gdzieś w okolicach serca - na prawdę czuję siebie. Wiem jakim jestem człowiekiem, wiem jakie popełniam błędy, wiem jak zachowuję się w określonym towarzystwie i jakie to może przynieść konsekwencje, no i chyba najważniejsze - oswoiłam się z tym, jak mogę być przez społeczeństwo postrzegana i mimo tego potrafię iść z podniesioną głową i spoglądać ludziom mijanym na ulicy prosto w oczy, rzucając spojrzenie mówiące "nic o mnie nie wiecie".
Ludzie, miejcie do siebie dystans (piszę jak na wiecu wyborczym), bo to na prawdę ułatwia życie. Bądźcie pewni tego, kim na prawdę jesteście, a nikt Wam tego nie odbierze. Wrzucanie Was do szufladek przestanie być kojarzone ze strachem, a na samą myśl zaczniecie się śmiać.
Wiem, że ktoś może sobie pomyśleć - ta łatwo mówić, trudniej zrobić. Fakt łatwiej mówić o zdobywaniu szczytów, trudniej je zdobywać. Jednak jeśli zrobisz pierwszy krok będziesz już o ten krok bliżej celu. Proszę nie mów - zacznę jutro, zacznij już dziś, teraz zaraz. Wyjdź do ludzi z podniesioną głową, zmierz się z ich spojrzeniami i pozwól po raz kolejny dokleić im karteczkę na swoich plecach. Nie się cieszą kolejną "nieomylną" opinią, a Ty - ciesz się, że po raz kolejny udało Ci się ich nabrać!
Uwierz w siebie, a z czasem i inni uwierzą. :)

Mam nadzieję, że wlałam w Was chociaż kropelkę pewności siebie - zawsze to kropelka więcej niż poprzednio. ;)

Buziaki kochani i cieszcie się dzisiejszym słońcem, serduszkami, miśkami, Greyem w kinie i czym tam jeszcze chcecie! <3
Pozdrawiam!

środa, 11 lutego 2015

118. Atleta, kujon, królowa balu, samotnik czy może... ździra?

Witajcie. Co mogę Wam na wstępie powiedzieć? Był śnieg - nie ma śniegu. Została tylko mokra chlapa - czyli nic fascynującego. Właśnie powoli mija mi drugi tydzień ferii, ale całe szczęście w tym tygodniu zajęłam się czymś pożytecznym i napisałam 9 stron pracy dyplomowej <brawa dla mnie> xD Także pochwalę się Wam, że łącznie mam już 32 strony.

Tyle z chwalenia przejdźmy do tematu. Pewnie czytając go zadaliście sobie pytanie "Co ona znowu wymyśliła?" A powiem Wam, że nie wymyśliła, a zainspirowała się serialem ponownie. Już tłumaczę, objaśniam i rzucam nieco światła na to, czym chcę się z Wami podzielić.
tumblr
Otóż, w jednym z odcinków mojego serialu natknęłam się na dość nietypowy, ale i inspirujący eksperyment przeprowadzony pośród uczniów szkoły średniej. Mieli oni za zadanie zakwalifikować jednogłośnie, po kolei każdą z osób do jednej z pięciu - skrajnych kategorii. Początkowo zadanie to wydało mi się śmieszne, ale... Jak nad tym przysiadłam, to kurczę - to może okazać się trudne, bo
kategorie są na prawdę skrajne.
Atleta - osoba, która udziela się w sporcie na terenie szkoły i poza nią.
Kujon - wiadomo, dobre stopnie, otoczony książkami, nie posiada zbyt wielu przyjaciół, bo przecież stopnie są naj.
Królowa balu - osoba otoczona wieloma przyjaciółmi, posiada super partnera, piękna znana i lubiana.
Samotnik - siedzi na uboczu, praktycznie nikt nie zna jego nazwiska, kilka osób wie jak ma na imię, nieznany, niezauważany.
"Przyjacielski" (ździra) - właśnie tym słowem nauczyciel opisał owe zachowanie, by miało łagodniejszy wydźwięk. Myślę, że tego akurat tłumaczyć nie muszę, wszyscy wiemy o jakie zachowanie chodzi.
Nauczyciel sformułował tezę, że wszystkich uczniów można zakwalifikować do jednej z pięciu kategorii, co również dla uczniów okazało się problemem.

tumblr
- S. zakwalifikuj proszę M. do jednej z kategorii, co o nim sądzisz? - pyta nauczyciel
- Uważam, że M. jest... miły.
- Nie widzę takiej kategorii na tablicy, chociaż mógłbym to podciągnąć pod "przyjacielski", a to oznaczałoby, że M. jest ździrą. 

To jeden z dialogów, który doprowadził mnie do śmiechu. Ale nie poruszyłam tego tematu po to, żeby analizować zachowania bohaterów. Zaczęłam się bowiem zastanawiać do jakiej kategorii zostałabym przypisana ja przez moich rówieśników. Otóż cała heca polega na tym, że nie możemy przyporządkować się sami do pewnej kategorii, a muszą to zrobić inni. W odcinku był również fragment w którym jedna z dziewczyn została zakwalifikowana jako Królowa balu, na co oburzyła się twierdząc, że jest samotnikiem. Nauczyciel jednak szybko ugasił jej bunt mówiąc, że "w społeczeństwie jesteś tym, za kogo postrzegają Cie inni." Coś w tym jest prawda? Powróćmy jednak do moich rozważań.
tumblr
Cofnęłam się do czasów mojej szkoły średniej. Zaczęłam po kolei - za atletę na pewno mnie nie uważano, bo całą szkołę średnią przejechałam na lewych zwolnieniach z wf-u, więc co to, to nie. Kujon  - o taaaak, nieraz słyszałam to za sobą, chociaż nie miało to wydźwięku negatywnego, bardziej żartobliwy. Jednak miałam same dobre oceny, kilkoro przyjaciół i wychowawczynię wychwalającą mnie przed wszystkimi (z czasem stało się to wręcz żenujące). Więc pomyślałam - tak. Znalazłam swoją kategorię. Jednak po chwili przypomniało mi się jedno wydarzenie z mojego życia, które kazało mi się skłonić, ku "królowej balu".
Po wyjściu ze szkoły, dokładniej po maturach zaprosił mnie na fb do znajomych pewien chłopak. Znałam go z widzenia, przed ustną maturą z niemieckiego nawet staliśmy większą grupą, ale nie przypominam sobie żebym z nim rozmawiała. Jednak z racji tego, iż z widzenia go znałam - zaakceptowałam. Otrzymałam po chwili wiadomość:

- Nie poznałem Cię na profilowym. :) - chwilę się zawahałam, nieco zagubiona, ale odpisałam
- To skąd wiedziałeś, że to ja? 
- No jak to skąd? Przecież Ciebie wszyscy znają!

tumblr
 Szczęka mi opadła na biurko i myślałam, że jej nie pozbieram. Jak to? Mnie wszyscy znają? Szczerze? Zawsze uważałam się z takiego szarego myszola, który sobie gdzieś tam przemyka korytarzem niezauważony, a tu taka niespodzianka. Oczywiście lubiłam to uczucie, gdy wchodziło się do szkoły i od razu wszyscy Cię mierzyli - ale sądziłam, że to działa na wszystkie fronty i nigdy nie zdawałam sobie sprawy ze swojej "popularności" - dżizas jak to brzmi?! xD

Okej, zostawmy szkołę średnią za sobą. Jako, że zabawa mi się podobała postanowiłam przenieść te pięć kategorii na inne etapy mojego życia. Najpierw cofnęłam się jeszcze bardziej - do gimnazjum, a potem wróciłam na studia.
tumblr
Gimnazjum, ach gimnazjum. Nienawidziłam tego miejsca, zwłaszcza w ostatniej klasie i nie mogłam się doczekać aż stamtąd wyjdę. Myślę, że z pewnością zostałabym tam ochrzczona samotnikiem, który z chęcią zamordowałby połowę ludzi mijanych na korytarzu i z tym się zgodzę. Miałam swoją grupę znajomych, z którymi wolałam siedzieć po zajęciach i oni spokojnie mogli by mnie nazwać "przyjacielską" - mniej lub bardziej serio. xD
A co ze studiami? Ze smutkiem (lub ulgą) stwierdzam, że łatka Królowej balu pozostała na zawsze kujon, z racji moich stopni. W grupie ćwiczeniowej mogę zostać przez dziewczyny zakwalifikowana jako ździra, bo przecież trzymam się z samymi facetami, a wśród bliższych znajomych będę atletą, bo przecież ćwiczę każdego dnia i usilnie wyciągam ich na siłownię.
w murach mojej szkoły i niech tak zostanie (albo znów dowiem się o wszystkim po czasie xD). Dziś pewnie znów jestem przez niektóre osoby postrzegana jako
Jak widać jednak sama nie do końca potrafię sklasyfikować się w jednej kategorii, pewnie tłum zrobiłby to lepiej, może nie do końca zgodnie, ale w końcu doszliby do konsensusu.

A jak Wy czujecie ten temat? Oczywiście ostrzegam: NIE TRAKTUJCIE GO W 100% SERIO. Sama podeszłam do niego z przymrużeniem oka i potraktowałam jako fajną zabawę na prawdę skłaniającą do myślenia i pewnej refleksji nad swoim zachowaniem.
A więc gdy już się zastanowisz mój drogi czytelniku, odpowiedz, do którego worka to Ciebie wrzuciliby inni? (uzasadnienia mile widziane!)
Pozdrawiam.


Dopisek. (po fakcie)
Pomyślałam, że powinnam dopisać wyjaśnienie dotyczące eksperymentu, aby zapobiec kolejnym zbulwersowanym komentarzom. Otóż kolejnym etapem eksperymentu było wypisanie swoich imion przez połowę klasy oraz wrzucenie ich na małych karteczkach do czapki. Druga połowa sali losowała imiona. Uczniowie musieli spędzić resztę lekcji w towarzystwie wylosowanej osoby wypełniając zadania np. powierzenie tajemnicy, opowiedzenie o czym się marzy, jak się wyobraża siebie za 10 lat itp. Po tym czasie uczniowie zdawali relację z tego czy zaszufladkowana wcześniej osoba okazała się rzeczywiście taka za jaką ją postrzegano. (oczywiście, że nie ;))
Cały eksperyment miał więc na celu ukazanie bezsensowność szufladkowania wg. pozorów (co często ma miejsce w szkołach), skoro danych osób się nie zna, ponieważ przy bliższym poznaniu okazują się one zupełnie inne. ;)