poniedziałek, 29 grudnia 2014

108. Poświąteczna spowiedź z wyzwania.

Witajcie. Święta minęły mi strasznie szybko - nawet się nie zorientowałam kiedy - zapewne przez to, że były połączone z weekendem. Jednak nie narzekam, bo wypoczęłam jak nigdy. Przez te dni nie skupiałam się na niczym poza jedzeniem, oglądaniem filmów i układaniem puzzli.
Jeśli jesteście ciekawi, to owe puzzle są jednym z prezentów, który dostałam. 1000 elementów przedstawiających zdjęcie moje i B. Po złożeniu obrazek ma wymiar 50x70 cm. Wczoraj udało nam się skończyć i dziś owe dzieło zawiśnie już na mojej ścianie. :D
Co do reszty prezentów, to powiem tyle, że jestem zadowolona i nie dostałam tzw. nietrafionego prezentu. Trochę tego było, a że chwalić się nie lubię, jak i również irytuje mnie nieraz chwalenie się innych - nie przedstawię Wam swojej własnej litanii. Dodam tylko, że największym złem, które odwiedza mnie co kilka miesięcy jest TONA słodyczy z UK. Dlaczego złem? Bo jak łapie mnie mały głód, to zamiast coś sobie przyszykować sięgam po najcudowniejsze słodkości pod słońcem (no dobra, mogę je sklasyfikować na drugim miejscu - zaraz po niemieckich).
Na całe szczęście razem ze świętami zaczynają kończyć się również słodycze, więc jestem uratowana. A raczej będę - niedługo.
Okej tyle o świętach. Co do Sylwestra - do dziś nie wiem jak będę go spędzać. Oczywiście na żadną salę się już nie załapię. A nawet nie wiem czy bym chciała. Więc zostają znajomi. Może się jakimś cudem zorganizujemy. A jak nie to spędzę sylwestra w domowym zaciszu oglądając Polsat czy coś takiego. Yup!
Przejdźmy do wyzwania. Przyznam się, że od zeszłego tygodnia nie wylosowałam żadnej karteczki. Po prostu przed samymi świętami nie miałam na to czasu, a święta same w sobie były jedną wielką przyjemnością. :) (mam nadzieję, że uznacie moje usprawiedliwienie).

Środa, 17.12 - Serial

Jak serial, to oczywiście Plotkara. Niestety zostały mi do obejrzenia dwa odcinki i po tym czasie będę się zastanawiać co zrobić ze swoim życiem. :P Jednak tylko przez chwilę, bo w kolejce czeka już kolejny serial, który oglądałam daaaawno temu na łamach drogiego TVN-u. Jak to ja, nie widziałam całości i będę sobie teraz do tego wracać. Tak więc kolejny w kolejce - One Tree Hill.


Czwartek, 18.12 - Pomaluj paznokcie od stóp

Powiem Wam, że totalnie mi się nie chciało i nie miałam na to ochoty. Ogólnie moje stopy służą mi jako tester wszystkich nowych odcieni - bo przecież paznokcie od rąk wiecznie są pomalowane. Tak więc i tym razem spełnienie wyzwania postanowiłam ograniczyć do sprawdzenia dwóch wygranych ostatnio lakierów. Na początku bardziej zadowolona byłam z beżowego niż z limonkowego. Jednak na płytce paznokcia to ten drugi bardziej mnie zachwycił.


Piątek, 19.12 - Pooglądaj stare zdjęcia

Jak ja lubię to robić! Tyle wspomnień wraca. Tylko jakoś nie mogę się zmobilizować, aby zanieść je do wywołania. Jakiś czas temu dostałam od babci gruby album. Jednak cały czas świeci on pustkami. Muszę usiąść przy tym, póki mam wolne i zanieść zdjęcia do wywołania. Nie wiem jak Wy, ale ja uważam, że zdjęcia w formacie cyfrowym nie oddają tego klimatu, co fotka trzymana w rękach podczas oglądania.

Nikt nie powiedział, że twarz musi
 być widoczna, xD Ale jestem
przystojna, nie? :P
Sobota, 20.12 - Ćwiczenia

Staram się ćwiczyć każdego dnia - staram się. Czasem jednak po prostu jest już za późno albo zwyczajnie mam lenia. Tego dnia jednak nie było mowy o żadnych wymówkach. Dwie serie po 60 ćwiczeń zaliczone. :)

Niedziela, 21.12 - #Selfie

Hahaha, fajna zabawa. Stety niestety sama nie praktykuję tego zbyt często. Muszę mieć dzień albo stwierdzić, że wyglądam tak zajebiście, iż grzechem byłoby tego nie uwiecznić (hahahaha). Przy tym wyzwaniu przejrzałam z ciekawości swój telefon i powiem Wam, że znalazłam tam 2-3 selfie na miesiąc. Chyba nie jest ze mną źle, co? :D


Poniedziałek, 22.12 - Zakupy - biżuteria. 

Z racji tego, że byłam akurat w Poznaniu w poszukiwaniu prezentu awaryjnego dla mamy, wyzwanie to spełniłam. A pro po prezentu dla mamy, to muszę Wam powiedzieć, że na pana z allegro bardzo podziałała groźba zgłoszenia sprawy na policję, gdyż paczka dotarła do mnie w samą wigilię. ;) Ale wracając do wyzwania. Szukałam czegoś, co mogłabym ubrać do koszuli - czyli jakiegoś krótkiego łańcucha itp. - by znajdował się zaraz pod szyją. Obie ozdoby zakupiłam w SinSay, jedną za 10, a drugą za 15 zł. Koniec końców do koszuli w święta ubrałam złote serducho. Delikatne, ale widoczne. Uważam, że był to strzał w dziesiątkę.


No i kolejna szóstka za nami. Pozostały jeszcze TYLKO trzy - czyli jesteśmy na półmetku.
Z racji tego, że nie wiem czy dodam coś jeszcze przed nowym rokiem chciałam Wam króciutko życzyć, żebyście sylwestrowy wieczór i całą noc spędzili tak, jak to sobie wymarzyliście i przede wszystkim, żebyście nowy rok przywitali z ogromnym uśmiechem na twarzy.
 Buziaki Kochani! :*

wtorek, 23 grudnia 2014

107. Rodzinnie i świątecznie.

Witajcie. Dziś planowo przypadał post dotyczący wyzwania, ale stwierdziłam, że skoro już jutro wigilia - post zostanie również zachowany w tym klimacie.
Ostatnio bardzo dużo czasu spędzam z rodziną - głównie z moim bratem. Gramy w gry planszowe lub komputerowe, oglądamy seriale i takie tam sprawy. Ostatnio jednak sprawy rodzinne poszły jeszcze dalej. Jednego z wieczorów, gdy siedziałam z bratem przed komputerem podszedł do nas nasz tata i powiedział:
- Macie pięć minut na rozłożenie chińczyka! - popatrzeliśmy po sobie, nie do końca dowierzając
- Na prawdę? - zapytał mój brat, na co otrzymał potwierdzenie.
Tak więc tego wieczora całą czwórką graliśmy w chińczyka. Było strącanie się, zaczepne teksty i ubolewania, gdy ktoś kolejny raz musiał startować od początku. Ten wieczór przypomniał mi, że gdy byłam młodsza, w każdy zimowy wieczór graliśmy w gry planszowe. Czy to w chińczyka, warcaby, skrable, czy monopol - piękne czasy oparte na chwilach z rodziną. Nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy, że tak bardzo tych chwil było mi brak. Cieszę się, że mogłam do tego wrócić i właśnie tak spędzać wieczory, zamiast siedzieć sama w pokoju z oczami wlepionymi w monitor komputera.
A pro po oczu - przeprosiłam ostatnio moje okulary i chodzę w nich CAŁYMI DNIAMI. Jednak nie poddałam się bez walki - najpierw przez trzy dni próbowałam się uporać z pieczeniem, szczypaniem i bólem oczu - jednak ostatecznie stałam się znów czworookiem. :P Jak tak dalej pójdzie, to będę musiała pójść wymienić sobie oprawki na jakieś bardziej wyjściowe. xD
A co jeszcze chciałam Wam powiedzieć - pro po paczki, o której pisałam ostatnio. Dziś otrzymałam sms, że DZIŚ paczka została do mnie nadana - no po prostu SUPER! Jeśli jakimś cudem do mnie dotrze do jutra, to będzie święto lasu. Nawet już na to nie liczę. No cóż... Widocznie pan sprzedawca wystraszył się groźby doniesienia o sprawie policji... Dobrze, że w ogóle tą paczkę otrzymam...
Tak poza tym, prezenty mam popakowane, choinka ubrana, nad łóżkiem wiszą lampki. Wszystko gotowe! Pozostaje mi tylko złożyć Wam świąteczne życzenia, prosto z serca.

Moi kochani czytelnicy 
i Ci, którzy wpadacie tu przelotem - jak wiatr hulający za oknem,
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
chciałabym życzyć Wam przede wszystkim
Dużo miłości - czy to rodzinnej, czy damsko-męskiej 
- nieważne, ważne, by w tych dniach było jej dużo,
Życzę Wam również cudownych chwil
spędzonych z rodziną,
żebyście większość czasu spędzili właśnie z nimi,
a nie z komputerem
 - pozwólmy sobie na te dni zaniedbać nawet bloggera 
- on poczeka, spokojnie.
Życzę Wam, by w te dni, 
w waszym życiu nie było żadnych kłótni i sprzeczek 
- jeśli będziecie na kogoś źli, to zamiast na niego krzyczeć
zaśpiewajcie kolędę - tak głośno, jak silna jest Wasza złość.
Życzę Wam jeszcze mnóstwa uśmiechu i radości
- czy to spowodowanych żartami,
 czy widokiem kogoś, kogo tak dawno nie było obok.
Życzę Wam wspaniałych i tych wymarzonych prezentów
oraz tego, byście w oczach osób przez Was obdarowanych
ujrzeli tę iskierkę zachwytu, gdy będą odpakowywać pakunki. 
Na koniec jeszcze chciałam życzyć Wam tego,
czego obecnie brakuje mi w tych świętach
- śniegu za oknem.
Nie ważne czy będzie mokry i zdatny do ulepienia bałwana,
czy suchy i sypki 
Ważne by był, 
bo tak na prawdę - na chwile obecną niczego więcej mi nie potrzeba.
Wesołych Świąt kochani! :*


sobota, 20 grudnia 2014

106. Zrób sobie uśmiech!

Witajcie! Dziś mam Wam tyle do powiedzenia, że nawet nie wiem jak to ogarnę. Postaram się nie mieszać wątków, by wszystko było zrozumiałe. :D
Więc od początku - nawet nie macie pojęcia jak się wczoraj poirytowałam. Otóż zamówiłam w niedzielę, poprzez allegro prezent dla mojej mamy. W poniedziałek otrzymałam maila, że przesyłka została wysłana KURIEREM. No więc sobie myślę - spoko. Skoro kurier i już poszło, to w środę, najpóźniej w czwartek paczka będzie u mnie. Skąd więc u mnie ta irytacja? Otóż paczki do dziś u mnie nie ma i nie zanosi się by zdążyła przed świętami (jeżeli w ogóle) dotrzeć. Sprzedawca nie odpowiada na maile i nie chce mi podać numeru - rzekomo nadanej przesyłki. Z doświadczenia wiem, że w momencie nadania - firma kurierska informuje o tym fakcie czy to mailowo, czy poprzez sms - podając również numer przesyłki. Jaki więc wniosek? Sprzedawca bezczelnie kłamał - i właśnie to mnie najbardziej wkurza. Przecież mógł sobie odpuścić wysyłanie maili ze ściemą i przyznać się, że z racji świąt ma ogromny nawał pracy i się nie wyrobi - kupiłabym inny prezent, a ten zostawiła na inną okazję. A przez jego totalną niekompetencję jestem zmuszona na kilka dni przed wigilią szukać nowego prezentu. Także zapewne w poniedziałek zawitam do Poznania. Dobrze, że przy ostatnich zakupach miałam już w głowie prezent dla mamy na urodziny - tak więc zamienię je sobie. Ale gdybym nie miała planu awaryjnego, to chyba pojechałabym kopnąć tego sprzedawcę w wiadome miejsce - za okłamywanie klientów (z opinii, które wczoraj spłynęły na jego konto wynika, że nie tylko ja otrzymałam maila o wysyłce, która do dziś nie doszła). No i tyle z mojej irytacji... Przejdźmy, że rzeczy przyjemniejszych.
Wczoraj byłam opiekunką dla trójki dzieci mojej kuzynki - w tym mojego małego chrześniaczka. Powiem Wam, że trochę się bałam zostać z półrocznym dzieckiem na cały dzień, ale okazało się, że moje obawy były niepotrzebne. Świetnie się bawiłam z małym, jego starsza siostra pomagała mi w momentach, gdy potrzebowałam więcej rąk, a nawet uczyła mnie którą strona pieluszki to przód (no skąd ja mam wiedzieć takie rzeczy? xD). Jedynym minusem było to, że małemu nawet przez myśl nie przeszło, żeby iść spać. Tak więc w momentach, gdy był marudny musiałam stawać na głowie, chodzić z nim po całym domu i wymyślać coraz to nowsze atrakcje - co spowodowało u mnie chyba największy odpływ energii. Podsumowując jednak - jestem bardzo zadowolona z wczorajszego dnia i z przyjemnością bym go powtórzyła. :)
A teraz coś pro po tematu. Jakoś na początku tygodnia wyszłam z K. i B. na miasto. Umówiła się z nami jeszcze S., więc czekaliśmy na nią na przystanku tramwajowym. W pewnym momencie podeszła do nas dziewczyna, która rozdawała ludziom karteczki - pomyślałam, że to zwykłe ulotki, w końcu w Poznaniu, w okolicach rynku pełno jest ulotkarzy. A jednak się pomyliłam, dziewczyna rozdawała własnoręcznie wypisane karteczki z krótkimi hasłami skłaniającymi do... UŚMIECHU!
Tak więc ja dostałam "Zrób sobie uśmiech!"  B. "3...2...1... Uśmiech!" ,a K. "Jeśli życie daje Ci cytrynę, to zrób z niej lemoniadę!" - oczywiście cała trójka po przeczytaniu haseł obdarowała dziewczynę bananami na twarzy. Powiem Wam, że strasznie podobają mi się takie akcje i byłam tym wręcz zachwycona. Sama chętnie wzięłabym kiedyś udział w czymś takim, by obdarowywać ludzi uśmiechem. Karteczkę sobie oczywiście zachowałam i za każdym razem, gdy jestem zła czy smutna czytam to proste zdanie i się uśmiecham. Uważam, że każdy z Was powinien napisać sobie coś takiego na karteczce i przyczepić w miejscu, w które codziennie zerkacie - by każdy Wasz dzień zaczynał się i kończył uśmiechem!
Tak więc to jest moje wyzwanie dla Was: Wymyślcie zdanie, które wywoła uśmiecha na waszej twarzy - podzielcie się nim w komentarzu. Następnie przepiszcie na kartkę i powieście czy to na lustrze, czy to nad łóżkiem albo na drzwiach i uśmiechajcie się każdego dnia!
Na koniec się jeszcze Wam pochwalę jaki dziś piękny papier do prezentów kupiłam! :)
Jak idą przygotowania do świąt? Pozdrawiam! :*

środa, 17 grudnia 2014

105. "Zadbaj o siebie" - część druga.

Witajcie. Dziś zaliczyłam ostatni dzień zajęć w tym roku kalendarzowym - czy to nie piękne? A do tego dodam, że na uczelnię wracam dopiero w połowie stycznia. Wypocznę jak nigdy i co najważniejsze - przyoszczędzę trochę kasy, bo ostatnio przesadzałam z wydawaniem i to ostro. Ale... co zrobić? Przecież idą święta! A pro po świąt...
Totalnie wyleciało mi z głowy, że żegnając się dziś z ludźmi, żegnamy się prawie na miesiąc. Zupełnie nie czuję tej atmosfery i wszystkim poza S. i B. zapomniałam powiedzieć "Wesołych świąt" na pożegnanie. :P Może gdybym miała zajęcia tak jak rok temu - do ostatniego piątku przed świętami (pamiętam, że w pięć osób zostaliśmy na wykładzie - i tak musiałam czekać na pociąg, za co wykładowca dopisał nam po dwa punkty z aktywności), to jakoś inaczej bym to odczuła, a tak? Ludzie, jeszcze cały tydzień... No a do tego - dzisiejsze, ostatnie zajęcia i tak postanowiliśmy sobie skrócić. Poszliśmy na wykład, tylko dlatego, że gościu miał tłumaczyć o co chodzi w projekcie do zrobienia, a on wówczas popełnił największy błąd jaki mógł popełnić. Zamiast powiedzieć nam to tym na końcu zajęć - tak by wszyscy zostali do końca, on zaczął tłumaczyć zaraz po wejściu na aulę. Tak więc w przerwie narodził się genialny pomysł, by zwiać.
S. kombinowała co tu zjeść szybko na obiad - przez całą listę szybkich dań przemknęła pizza i od tego wszystko się zaczęło...
B: W Dominum mają zniżkę 50% do trzynastej. - spojrzałam na zegarek, była 11.00 , po czym dalej leżąc na stoliku zaproponowałam "Chodźmy!" - nawet nie wiecie jak mnie nużą te wykłady. S. się nieco wahała, ale za chwilę przyszedł B2 i jemu B1 także przekazał info o zniżce.
B2: No, zdążycie.
Ja: To idziemy!
B2: Teraz czy po zajęciach?
Ja: No teraz?
B2: A czemu nie po?
Ja: No żeby nie być na zajęciach??? - no i tak wyszło, że nagle 6 osób ulotniło się z auli.
Muszę Wam powiedzieć, że socjologia to przedmiot totalnie nie dla mnie... Tak straszliwie się tam nudzę, że jedynym pożytkiem z tego przedmiotu jest fakt, iż zaczęłam więcej rysować. Szkoda tylko, że długopisem i że w zeszycie od zajęć. :D
A pro po rysunków, ostatnio promotor składa nam życzenia: "Życzę Wam, żebyście spełniali swoje pasje..." po czym ja nagle otwieram notatki z socjologi i BOOM - wszyscy w śmiech, nawet promotor, który ujrzał moje "dzieła". Zostałam skomentowana krótko - póki mam socjologię, to swoją pasję na pewno będę rozwijać. :P
 To tyle o rzeczach nie związanych z tematem. Przejdźmy do zadań.

Czwartek, 11.12 - Pomaluj paznokcie u rąk.

No cóż, jakoś tak mam, że na święta Bożego Narodzenia muszę mieć czerwone paznokcie. Tak więc zrobiłam sobie próbę generalną i powiem Wam, że irytują mnie te gwiazdki. Nie mogę ich przykryć nawet kilkoma warstwami bezbarwnego lakieru przez co zadzierają się i po prostu drapią, a jakby się postarały, to podejrzewam, że byłyby w stanie zaciągnąć jakiś ciuszek. Dlatego też na same święta chyba namaluję sobie jakąś złotą choinkę i tyle...
Dla ciekawskich - lakier na moich paznokciach to AVON GEL finish, kolor Roses Are Red - jedna warstwa. Tylko na serdecznych mam dwie, aby gwiazdki się lepiej wtopiły (ale i tak lipa z tego wyszła). Lakier mam na paznokciach do dziś. Jedyne ubytki to delikatnie pościerane końcówki.


Piątek, 12.12 - Zjedz owoc.

B. przywiózł dwa duże granaty, po czym sam je obrał. Mi pozostało jedynie czekanie, aż skończy i zaczniemy jeść. <3 Uwielbiam granaty, a jak jeszcze ktoś mi je poda w takiej postaci, to w ogóle bajka.



Sobota, 13.12 - Zjedz coś słodkiego.

W tę sobotę zjadłam dużo słodyczy, bo mój brat miał imprezę urodzinową. Tak więc był tort, ciacha, żelki itp. Ja jednak postanowiłam uwiecznić na zdjęciu moje ulubione słodycze, które dostałam na spóźnione o tydzień mikołajki. <3


Niedziela, 14.12 - Poczytaj blogi.

Tak więc niedzielnego wieczoru przeznaczyłam dodatkową godzinę przed snem na lekturę Waszych blogów - dlatego też tak szybko wyrobiłam się z opowiadaniem na komentarze. :)

Poniedziałek, 15.12 - Uzupełnij "Dziennik".

Chyba każdy już słyszał o specyficznej książce pod tytułem "Zniszcz ten dziennik". Moja pseudo artystyczna natura nie pozwoliła mi przejść obojętnie obok tej pozycji i gdy tylko odszukałam ją w empiku, od razu pobiegłam z nią do kasy (oczywiście nie dosłownie). Bardzo podoba mi się pomysł kreatywnej destrukcji. Ogólnie bardzo podoba mi się wszystko co kreatywne.
tak jak widać po dacie na dole - to zadanie
 odrobiłam dopiero wczoraj. :)



Wtorek - 16.12 - Zagraj w Simsy. 

Ho ho ho. Tak, jestem simsomaniaczką. Tak, jestem stara i nadal lubię w to grać, ale myśl, że nie jestem z tym sama jakoś mnie uspakaja (pozdrawiam Anelise, która dokładnie wie co czuję). xD Tak więc macie szczęście, bo akurat trafiliście na mój ślub! Ogólnie byłby idealny, gdyby nie fakt, że pan młody zapomniał przebrać się w garnitur, ale... co tam (właśnie za takie drobne niedociągnięcia lubię te grę najbardziej).



No i tyle. Kolejna szóstka za nami. A co wylosowałam dziś? O tym przekonacie się w kolejnym poście z tej serii. :) A Was ponownie pytam: jakie przyjemności zafundowaliście sobie tym razem? :)

niedziela, 14 grudnia 2014

104. Próbki - mali naciągacze?

Witajcie. Jak Wam minął weekend? Mi błyskawicznie. W piątek dostałam o tydzień spóźniony prezent mikołajkowy od B. - piękny, gruby szlafrok i moje kochane czekoladki. W sobotę mój brat organizował imprezę urodzinową i powiem Wam z ręką na sercu, że było świetnie. Nawet nie myślałam, że będę się tak dobrze bawić. No a dziś niestety trzeba było się po raz kolejny spakować i wyruszyć do Poznania, bo jutro szkoła (jak dobrze pójdzie, to ostatnie trzy dni przed świętami :D )
Od kilku dni męczycie mnie o zdjęcie moich włosów, więc dobrze. Coś tam pstryknęłam i proszę mi nie marudzić, tylko się cieszyć, tym co jest, bo Oironio jest leniem i jej się nie chciało prężyć przed lustrem, więc macie focie "z rąsi", a że rąsia za krótka (albo włosy za długie :P), to całości nie dała rady ująć. :D
Więc proszę, moje kłaczyska po dniu "ekstra" pielęgnacji specjalnie dla Was. W kwestii drobnych wyjaśnień - przegarnęłam całość na lewą stronę, fale i zawijasy są w moim przypadku zjawiskiem naturalnym, w które nie ingeruję w żadnym stopniu. Skutkiem tego jest fakt, że gdy chcę je wyprostować, to muszę się nieźle nagimnastykować, ale... Nie o moich włosach miał być ten post. Włosy załatwione, więc pozwolę sobie przejść do tematu. 
Próbki, próbeczki - kto z nas nie otrzymał małej, niewinnej saszetki z kremem, balsamem czy odżywką? Chyba każdy chociaż raz w życiu dostał taki nieoczekiwany podarek. Chociaż powiem Wam, że obecnie trudniej jest jakiejś próbki nie dostać, niż ją dostać. Producenci upychają je dosłownie wszędzie - do gazet, wrzucają Ci do torebek przy zakupach (mistrzostwo świata w tym procederze wg. mnie wygrywa Yves Rocher - przy zakupie wciskają Ci kartę rabatową -40% na następne zakupy i jakieś 10 próbek w minikatalogu), doklejają je do katalogów. 
Tylko po co tak nas obdarowują? No chyba, każdy zdaje sobie sprawę z tego, że po to abyśmy wrócili. I tutaj, (wiem, że nie powinno się zaczynać zdania od "i") chciałabym okazać ogromny podziw dla osoby, która pierwsza na świecie wymyśliła reklamowanie produktu za pomocą próbki - zwłaszcza jeśli chodzi o kosmetyki. Bo wiadomo - np. ubrania przyciągają nas głównie wyglądem, niektóre kosmetyki pewnie też, ale teraz, gdy mamy do wyboru tak ogromną gammę produktów, przeważnie patrzymy na etykiety, a gdy jeszcze możemy ZA DARMO wypróbować dany kosmetyki - jak współgra z naszą cerą, jak działa na włosy czy paznokcie - jesteśmy wniebowzięci. 
Osobiście uważam, że w dzisiejszych czasach, gdzie każdy musi dotknąć, aby się przekonać, wszelkiego rodzaju próbki są strzałem w dziesiątkę. Nie mam zamiaru ich negować, pod żadnym względem - bo dlaczego miałabym puszczać hejt na kogoś, kto daje mi coś za darmo? :D 
Czy jednak zawsze wracamy do producenta, który obdarowuje nas próbkami swoich kosmetyków? Ja osobiście udaję się kupić pełnowymiarowy produkt, który otrzymałam w próbce bardzo rzadko, prawie nigdy. Tak jest np. z kosmetykami Vichy - w ich próbkach zachwyca mnie wszystko, zapach, konsystencja i działanie na moją skórę, ale jakoś nie czuję potrzeby, żeby je kupić. Tak samo z perfumami - jak na razie żadna próbka nie oczarowała mnie do tego stopnia, żeby zdetronizować mój ukochany zapach. 
Ostatnio jednak próbki okazały się być dla mnie bardzo pomocne. Musiałam koniecznie zmienić krem do twarzy, gdyż ten, którego używałam do tej pory stał się dla mnie zbyt tłusty. No i tutaj problem - jak wybrać inny krem, skąd mam wiedzieć, że będzie lepszy, że idealnie wchłonie się w moją skórę? Od razu poszłam do pudełka, w którym zbieram sobie próbki (nie jestem w stanie ich wykorzystywać na bieżąco, a często zabieram je na wakacje - żeby kosmetyki zajmowały jak najmniej miejsca w walizce). Wykopałam tam dwa nietłuste kremy na dzień z Ziaji - wybrałam je, bo mam zaufanie do tej firmy. Każdy z nich testowałam po 3 dni i udało mi się wybrać krem idealny dla mnie. Także - próbeczki, piąteczka dla Was. ;)
moja mała kolekcja
Podsumowując - próbki są świetnym chwytem marketingowym, ale także niosą korzyści dla konsumentów. Dzięki nim możemy popróbować kosmetyków z górnej półki i przekonać się czy rzeczywiście "górna półka" to odpowiednie dla nich miejsce. Czasem również, jak to było w moim przypadku, pomagają nam podjąć decyzje dotyczące zmian dotychczasowych produktów na lepsze.

A jakie są Wasze odczucia dotyczące próbek? Lubicie je dostawiać? Gdzie dostajecie najczęściej? Najlepsza próbka, którą zamieniliście na pełnowymiarowy produkt? 
Pozdrawiam! 

środa, 10 grudnia 2014

103. Wyzwanie "zadbaj o siebie" część pierwsza!

Witajcie. Już dziesięć dni grudnia za nami, co oznacza, że do świąt pozostały nam TYLKO dwa tygodnie. Fajnie i niefajnie jednocześnie - tak, bo trochę nie mogę się doczekać - jak małe dziecko, a nie, bo jak zwykle nie wiem czy dam radę zrealizować wszystko co zaplanowałam w związku ze świętami, ale... nie ma co narzekać na zapas, tylko się cieszyć i czekać na śnieg, którego w moim regionie obecnie brak (dzisiaj rano szron próbował mi go zastąpić osadzając się na wszystkim wokół - no cóż, przynajmniej było biało. A wszystkich skrobiących swoje auta gorąco pozdrawiam! :))
Dziś chciałam Wam zdać relację z pierwszej części wyzwania, którego autorką jest Anelise. W skrócie powiem Wam, że wyzwanie polega na tym, by na małych karteczkach wypisać sobie małe przyjemności, które będziemy dla siebie realizować każdego dnia - losując jedną z nich.
Mi udało się wymyślić dla siebie 36 takich przyjemności, dlatego też mam w planach przedstawiać je szóstkami, ażeby było po równo. :) Tak więc dziś prezentuję Wam pierwsze sześć spełnionych małych przyjemności.


Piątek, 5. grudzień - maseczka na twarz. 
Kiedyś bardzo często stosowałam maseczki, obecnie - jakoś nie mogę się do tego zmotywować, mimo iż nałożenie gotowca zajmuje dosłownie minutę, tak więc to zadanie zmotywowało mnie do przerwania passy lenistwa i zrobienia dla mojej buźki czegoś ponadprzeciętnego.
Wybrałam maseczkę, z której kiedyś byłam bardzo zadowolona - Ziaja Maska oczyszczająca z glinką szarą. Powiem Wam, że faktycznie oczyszcza, co widać gołym okiem zaraz po nałożeniu maseczki - np. na nosie, gdzie u mnie pory, choć niewielkie są chyba najbardziej widoczne. pojawiają się wręcz kropelki sebum, które w nich zalegało. Po zmyciu twarz jest gładka i delikatna - doskonale oczyszczona.


Sobota, 6. grudzień - Przejrzyj AVANTI.
Jestem maniaczką tego pisma i jak już jestem w sklepie i minę je gdzieś na półce, to na bank kupię. Lubię pooglądać sobie ubrania dostępne w naszych sieciówkach, poprzeglądać nowości kosmetyczne no i ogólnie - lubię tę gazetę. W ostatnim numerze było sporo moich ukochanych kardiganów, moje NAJ połączenie kolorystyczne czyli czerni i biel, a także przeczytałam bardzo ciekawy artykuł o pielęgnacji długich włosów.


Niedziela, 7. grudzień - Poleż i pobujaj w obłokach.
No do tego to mnie akurat namawiać nie trzeba. Zgodnie z poleceniem, po przyjeździe do Poznania walnęłam się na wyrko i utonęłam w morzu niedorzecznych historii komponowanych przez mój mózg.


Poniedziałek, 8. grudzień - Pośpiewaj!
Nie wiem czy wiecie (pewnie nie, bo skąd?), że od dzieciaka uwielbiałam śpiewać na całe gardło, najlepiej przed jak największą publicznością, po czym na koniec występu zawsze padały słowa "Bijcie brawo!". :D Dziś moja publiczność ogranicza się do skromnej osoby mojego brata i małych dzieci - przy nich nie wstydzę się śpiewać. Tak szczerze, to to wyzwanie udało mi się w pełni zrealizować dopiero wczoraj, bo miałam puste mieszkanie i mogłam nie oszczędzać strun głosowych. Na pierwszy plan poszedł Fighter Christiny Aguilery i ćwiczenie tej charakterystycznej chrypki, a później to śpiewałam już nawet Grzeczakową. xD


Wtorek, 9. grudzień - Poprzeglądaj sklepy internetowe.
No cóż, już się zdradziłam przy zadaniu z AVANTI, że lubię oglądać ładne ubrania, więc przeglądanie ich bez wychodzenia z domu, z kubkiem gorącej czekolady w rękach, w taką pogodę jest wielką przyjemnością.



Środa, 10. grudzień - Zrób coś ekstra dla swoich włosów.
Hu hu, to moje zadanie na dziś. W sumie staram się rozpieszczać moje włosy na co dzień, ale jak coś ekstra, to wymyśliłam sobie, że ich pielęgnacja zacznie się dziś - a skończy jutro rano. Mam zamiar nałożyć na nie przed myciem wywar z pokrzywy, który jest w 100% naturalny i jest dziełem mojej babci zielarki (nie mam pojęcia jak go robi, ważne, że robi i potem obdarowuje wszystkie długowłose głowy w rodzinie :D). Następnie mycie, odżywka - ze sporą ilością na końcówkach, następnie olejek arganowy nakładany na wilgotne włosy. Rano - na końcówki jedwab, a na całą resztę spray z maliny i hibiskuska, mający włosy odżywić i nadać im połysk. Chyba będzie ekstra, co nie? :D



No i to by było na tyle. Moja pierwsza szóstka za mną - pozostaje czekać na kolejne. ;)
A Wy, jakie małe przyjemności ostatnio dla siebie zrobiliście?

sobota, 6 grudnia 2014

102. Nominacja pozytywnych myśli.

Witajcie. Powiem Wam, że trochę się wahałam czy pisać dziś tego posta. Od wczoraj bliżej mi do płaczu niż do śmiechu i jakoś ciężko było mi znaleźć w głowie te dobre chwile. Ale pomyślałam: Kurczę czy nie o to w tym chodzi? Aby w chwilach, gdy na prawdę nam źle odnaleźć tę iskierkę i się uśmiechnąć? Nawet jeśli nie widzę sensu by robić to dla siebie - zrobię to dla Niego.
Do tego pięknego zadania nominowała mnie Martyna vel Prosta - zachęcam do przeczytania i jej wspomnień, bo na prawdę rozgrzewają serduszko.
Dobrze, tyle tytułem wstępu. Biorę się za pisanie.

Grudzień, 2008
Sylwester. Chyba było nas pięcioro. Ja, S., który przyprowadził J przekupując mnie dodatkową butelką szampana, M. i M. Mimo, że było to tak dawno, pamiętam bardzo wiele. Począwszy od słuchania kretyńskich piosenek pokroju "Makaron-Szakaron", poprzez picie szampana z butelki pod oknem moich rodziców, gdy oni oglądali fajerwerki, a kończąc na zbieraniu razem z M. zapałek, które rozsypały nam się u S. na schodach - wyobraźcie sobie dwie gówniary klęczące przy -15 stopniach na schodach i zbierające po jednej zapałce do pudełka. Wszystko to poprzeplatane żenującymi zdjęciami, na której kocham patrzeć do dziś...

Maj, 2009
Kolejna randka z B. Umówiliśmy się z B. w parku za szkołą (wtedy jeszcze był tam śliczny park - dziś stoi aquapark). B. uważał, że musi mi coś ważnego powiedzieć, więc czekałam. Przyszedł jakiś wesoły i oznajmił mi, że ma dziś wielkie szczęście - otworzył tymbarka, a na kapselku miał napisane właśnie to, co chciał powiedzieć. Schował mi go do małej kieszonki w torebce i poprosił, żebym przeczytała dopiero jak będę w domu. Trochę mnie korciło w autobusie, żeby tam zajrzeć, ale wytrzymałam (nawet spokojnie zjadłam obiad). Gdy wyjęłam kapselek z torebki okazało się, że pisało na nim "Kocham Cię!".

Mam go do dziś.

Lipiec, 2009
Moje siedemnaste urodziny! Taką miałam tradycję, że (gdy jeszcze miałam przyjaciół) celebrowałam każde swoje urodziny w jakiś nie do końca mądry sposób. Moi tegoroczni goście to M. (z którą zbierałam zapałki w sylwestra), S., A., no i B. Najpierw zjedliśmy u mnie pizzę, a później poszliśmy NA PERONY (bo gdzie można pić na takiej wiosce, jak nie na opuszczonej stacji?). Mieliśmy 0,7 Finlandii, którą kupił B., ponieważ jako jedyny był wówczas pełnoletni, plastikowe filiżanki (bo kubeczków nie było xD) i jakiś sok do popicia. Dodam jeszcze, że na stacji, jako że była opuszczona, było strasznie ciemno, więc M. polewała po omacku, przez co jej spodnie na drugi dzień niemiłosiernie waliły gorzelnią. Wszystkiemu towarzyszyło mnóstwo śmiechu i miliard zdjęć, które przypominają mi, że MIAŁAM RÓŻOWE WŁOSY.

Spodnie M.
Elegancko - w filiżankach. :D

Sierpień, 2010
Egzamin na prawo jazdy. Pierwszy i zarazem ostatni. Nie wiem jak Wy, ale jak ja się na coś uprę to tak jest. Od samego początku, jak tylko się zapisałam powtarzałam wszystkim, że zdam za pierwszym i koniec. Nawet mimo tej pewności strasznie się stresowałam i nie chciałabym tego powtarzać nigdy więcej w życiu. Pamiętam jak ze łzami w oczach dzwoniłam do mamy, by jej wykrzyczeć ZDAŁAM!

Maj, 2012
Ustna matura z niemieckiego. Mimo, iż już wtedy szprechałam dość sprawnie, przed wejściem miałam dosłownie palpitacje serca. W dodatku wchodziłam pierwsza po przerwie, wiec na wyniki czekałam sobie ładnych kilka godzin. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, kiedy poproszono całą grupę do środka i wyczytywano wyniki. Zdobyłam najwięcej punktów z całej grupy, byłam z siebie taka dumna, łzy cisnęły mi się od oczu (zwłaszcza, że był to ostatni egzamin) i miałam ochotę skakać ze szczęścia.

Myślę, że tutaj zakończę, chociaż śmiało mogłabym pisać jeszcze długo, co stanowiłoby opis sporej części mojego życia. W sumie te wspomnienia poprawiły mi humor i czuję się dużo lepiej. Także kolejny plus dla Asika, za ten wspaniały pomysł. :*

Do podtrzymania fali pozytywnych myśli nominowane są:

Bukowina
Natalia Orlika
Joanna Zabawa
Oliwia Basiura

Zachęcam Was gorąco do podzielenia się z nami kilkoma Waszymi wspomnieniami, które wywołują uśmiech na Waszych twarzach! :) No i oczywiście - podajcie dalej.

środa, 3 grudnia 2014

101. Nie dalmatyńczyki, a... PREZENTY!

Witajcie. Po serii marudnych postów i narzekania na wszystko i wszystkich postanowiłam zboczyć z kursu i zamiast narzekania, pozachwycać się, no i ogólnie sprawić, żeby nam wszystkim zrobiło się miło. :) Ale to tym za chwilę.
U mnie ostatnio sporo się dzieje, dlatego tak rzadko tutaj jestem, a jak już jestem, to na chwilę - odpowiem na kilka komentarzy i uciekam. Ale obiecuję, że się ogarnę i wszystko nadrobię (i tak staram się zaglądać do Was na bieżąco :))
Jak to napisała Frida, grudzień przywitał nas bezlitośnie, nie dając nam żadnej taryfy ulgowej - osz niedobry. Na całe szczęście mam już kozaczki podszyte ciepłym futerkiem, ciepłą kurtkę osłaniającą tyłek (co dla mnie zimą najistotniejsze! xD), a do tego grubaśny szal, czapkę i rękawiczki. Także... zimo, przybywaj! Jestem gotowa, a na wypadek poranków ponadprzeciętnie mroźnych gruby sweter też się w szafie znalazł. Co prawda należę do zmarzluchów, jednak gdy jestem w ruchu - np. szybko chodzę, mój organizm bardzo szybko się rozgrzewa. Tak więc póki co - cienka narzutka pod kurtkę mi wystarcza. ;) A jak tam Wasze przygotowania do zimowych temperatur?
No a skoro zima, to nadchodzące święta, a skoro święta, to... prezenty! Chyba jak każdy lubię dostawać, ale jeszcze bardziej lubię je komuś robić. Wręcz uwielbiam to planowanie, co komu, za ile, w co spakować, gdzie kupić <3 .
W moim domu jest taka tradycja, że każdy robi każdemu jakiś upominek - oczywiście rodzice się składają wspólnie na prezenty dla nas, a ja z bratem czasem zrzucamy się na coś większego. Ale zawsze jest tak, że na każdego czekają kolorowe paczuszki, pięknie wyglądające pod choinką.
Powiem Wam, że w tym roku jakoś sprawnie mi to planowanie poszło. Zawsze miałam problem z prezentem dla mojego Taty, no bo weź coś kup facetowi?? No ale w tym roku pomógł mi B., który załatwił mi dwie koszule do pracy dla taty, więc myślę, że coś tam jeszcze dokupię (może krawat?) i będzie si.
 Co do Mamy, to pomysł na prezent podsunął mi B., gdy kupował prezent na urodziny swojej mamie - więc tak szczerze, zerżnęłam ten prezent od Niego xD i moja Mama dostanie to samo. :P Z resztą do niej nigdy nie miałam problemu z wyborem prezentu. Rozmawiamy ze sobą tak często, że zawsze wiem czego Jej brakuje, co potrzebuje itp. więc zawsze przy nadarzającej się okazji te jej "zachciewajki" wykorzystuję jako prezenty. :)
Co do mojego brata, to z racji tego, iż na początku grudnia ma urodziny i jako siostra zawsze nieźle szastam kasą coś mu kupując (w tym roku kupiłam białe Lambo na pilota :D), to na święta zawsze dostaje coś małego. Póki co wizji nie mam, ale na pewno coś mi w ręce wpadnie.
Urodzinowe Lambo dla brata. ;)
No i na końcu mój B. W tym roku zażyczył sobie zegarek (dostałam dokładny opis jak ma wyglądać i  czego ma nie mieć - tak dokładnie, ŻADNYCH TANDETNYCH BAJERÓW). Znając siebie i tak pewnie coś mu jeszcze dokupię.
Ach, no i w tym roku doszedł mi jeszcze mój Chrześniak. Dla Niego obmyślam jakąś zabawkę interaktywną, z tych większych i bardziej wypasionych.  (tak, tak na mikołaja ciocia też już kupiła prezencik i w sobotę pojedzie zawieźć).
Mikołajkowy prezent dla Chrześniaka :)
Rozpisałam się na temat prezentów dla innych, a co z moim listem go Gwiazdora? (tak, tak - jestem z Wielkopolski i do mnie zawsze w Wigilię przychodził nie Mikołaj, a Gwiazdor.:)) Jak tak sobie myślę, to mam w sumie trzy życzenia - bardziej pasuje mi to do złotej rybki niż Gwiazdora -  i byłoby miło, gdyby chociaż jedno z nich się spełniło.
A więc:
Pierwsza rzecz, którą chciałabym dostać, to książka "Driven". Od jakiegoś czasu włóczyłam się po empikach i różnych innych księgarniach w poszukiwaniu książki, która zainteresuje mnie już samym tytułem, no ewentualnie opisem na tyle - właśnie w ten sposób wybieram książki. Szukam konkretów i żeby książka wpadła w moje ręce na dłużej musi mieć to coś. Tak też dokładnie wczoraj zatrzymałam się w Matrasie przy tej właśnie pozycji. Chciałam ją od razu kupić, ale pomyślałam, że może ktoś zechce mnie nią obdarzyć, jako podarunkiem gwiazdkowym. :P
matras.pl
Drugą pozycją jest torebka. W sumie nie mam wymagań co do marki, znaczka itp. Ważne, żeby była wytrzymała i pomieściła moje teczki na uczelnię. Jeśli chodzi o kolor, to mogłaby być czarna z jakimiś złotymi wstawkami (jestem sroczką i uwielbiam gdy coś się błyszczy). Torebka, którą obecnie najczęściej noszę ma prawie rok i zaczął jej szwankować zamek, który raz się zapina, a kolejnym razem już nie jest do tego taki skory (uwierzcie, zapinanie torebki na 20 razy jest serio męczące).
No i numer trzy - to czarne szpilki. Klasyczne, ale nie do końca. Obowiązkowo platforma i minimum 10 cm. Swoje obecne nosiłam tak często, że po prostu spadają mi z nóg, nawet z żelowymi wkładkami. A jak wiadomo - czarne szpilki, to podstawa jeśli chodzi o kobiecą garderobę.

No i to by było na tyle. Kilka fotek się pojawiło, trochę opisałam, to może teraz Wy przedstawicie swoje listy do Gwiazdora czy Świętego Mikołaja? Właśnie, kto do Was przychodził w Wigilię? A może czekaliście na prezenty do rana? Piszcie, piszcie - zbliżają się nasze pierwsze wspólne święta, więc jestem bardzo ciekawa. :)