niedziela, 9 listopada 2014

97. Don't U go... I need U so...

Witajcie. Ostatnie wydarzenie, które nie powinno mieć miejsca, de facto namieszało w moim życiu, w moim planie ogarnięcia się. Ale... To nic. Dziś już ładnie się za siebie wzięłam, porobiłam MSG (mam wrażenie, że gdy tylko skończę ten przedmiot będę mieć odruch wymiotny na samą myśl o nim). Cały czas tylko te pieprzone stosunki gospodarcze. Już gdy słyszę na tvn24 o imporcie, eksporcie i wahaniach koniunktury to mnie trzęsie - luduuuuu, dajcie żyć. Ile można?! A no można dużo... Państwo prowadzący przedmiot potraktowali nas jak w podstawówce, gdy to zadawało się nie wiadomo ile na czas wolny - zróbcie wypowiedź pisemną, kartę pracy, zadanie na ćwiczenia, a ! I jeszcze nauczcie się na kolokwium. - chwała całej reszcie, że nie przyszło im do głowy to samo.
Wiecie, gdy tak siedzę i robię te wszystkie "ważne rzeczy" nie myślę o tym co się stało. Czuję się twarda. Pamiętacie moje stwierdzenie z początków prowadzenia bloga? "Nie mam czasu się przejmować. Muszę się uczyć." - jakież to bezduszne, pomocne i prawdziwe. Jednak są momenty w ciągu dnia, gdy nie mam dokąd uciec przez tym, co czuję.
"Noc, a nocą gdy nie śpię..." - beczę, gadam z Kordianem i sama nie wiem czego szukam na Jego blogu. Jednak wróćmy do gadania - gdy emocje opadają, ogarnia mnie pewnego rodzaju spokój i jakieś przeświadczenie, że On TU jest. Że właśnie teraz mogę z Nim porozmawiać i być bliżej niż kiedyś. Bo czyż nie ma On teraz daru bycia w wielu miejscach jednocześnie? (pewnie jakby mnie ktoś zauważył, to do mojego pokoju weszłyby dwie smutne twarze z białym kaftanem i wylądowałabym w Gnieźnie - najbliższym psychiatryku). Tak czy inaczej - to moje przeświadczenie pomaga mi się oswoić z prawdą, pomaga mi iść naprzód, czując Jego obecność obok, dosłownie obok. Jakoś sobie radzić trzeba. Idę więc naprzód i staram się dużo myśleć nad tym, co i jak robię. Zastanawiam się nad Jego słowami i tym, jak bardzo był zgodny z tą całą rzeczywistością, jak często powtarzał, że wszystko, co się dzieje jest potrzebne - ta filozofia mi pomaga. Więc idę dalej, a gdy tęsknię - wpadam do Niego i czytam zaległe wpisy, te pierwsze, te początkujące. Radosne, szalone i już wyjątkowe jak sam autor.
Wiecie, czas łez powoli mija - chociaż nikt z nas nie może obiecać, że już nie będzie płakać. Ale czas by zacząć wypełniać Jego wolę i wspominać Króliczka z uśmiechem. Ja staram się wracać do codzienności, jednak każdego dnia będę o Nim myśleć. Będę myśleć jak najbardziej pozytywnie się da. Może uronię łzę, wznosząc toast do gwiazd... Może rozpłaczę się czytając Jego wpisy o pięknym życiu, ale czas iść na przód i korzystać z życia, które jeszcze mamy - tak jak sam kazał. :)
Ja muszę ogarnąć swój projekt dyplomowy, bo póki co leżę i kwiczę. Msg pierze mi mózg i nie mam sił myśleć o dyplomie. Całe szczęście S. trzyma rękę na pulsie i zbiera cały zespół do kupy. Wiem, że jako szef, powinnam to robić sama, ale przez ostatnich kilka dni nie byłam w stanie. Dziś z jej pomocą napisałam do promotora i rozdzieliłam zadania do wykonania na wtorek (tak jestem brutalna i za nic mam długi weekend :P). Jestem jednak na tyle łaskawa, że unikam konfrontacji z największym projektowym leniem, który musi "pracować i grać w siatkówkę" bardziej niż cokolwiek innego - wysyłam do niego S. Lepiej niech ona go opieprza, bo jak ja mu wylecę z tą jego karierą pseudo siatkarza i mrówki korporacyjnej, to nie będzie co zbierać... Tak więc wyciszam się...
Jutro jadę do B., bez komputera, książek i wszystkich przeczy przypominających mi - MUSISZ COŚ ZROBIĆ. Zostawiam to na dwa dni, a potem znów wezmę się do roboty.

tumblr
Jak tam Wasze samopoczucie? Zbieracie się po tym wszystkim? Ja nadal jestem jakaś przyrąbana, ale... Razem damy radę iść naprzód. Jak nie my, to kto? :*

55 komentarzy:

  1. Odniosę się jeszcze do komentarzy pod Twoją poprzednią notką: niepotrzebnie, zupełnie niepotrzebnie opisywał siebie niepochlebnie. Nie miał do tego żadnych powodów. Oczy, w których się można zatopić - serio! A jakie bujne włosy, serio, ja, posiadaczka krótkich włosów, to aż mi oczy z orbit wyszły, jak je zobaczyłam. Pfi, Kordian, czemuś Ty o sobie tak mówił niepochlebnie, hm??

    Ależ właśnie. Inaczej by ze mną było, gdybym miała się czym zająć. A tu, o dziwo, niby coś wzięłam się za angielski, bo leży i kwiczy, ale nie mogę na niczym skupić myśli. I masz rację, przecież Kordian od środy jest wszędzie, jednocześnie, z każdym z nas z osobna. Nadgląda, przygląda się... I czuję, że jeżeli będziemy potrzebowali pomocy tam, z góry, na pewno nam jakoś pomoże. A jak już wylądujesz w Gnieźnie, to wylądujemy tam razem - będzie przynajmniej ciekawie, my dwie i Kordian w myślach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, aż się rozmarzyłam. :P (weź się podziel tą fotką xD) Wiesz, dla mnie zawsze był piękny - bez względu na wygląd, bo Jego słowa sprawiały, że nie można Go było inaczej odebrać. Miał piękne wnętrze, dlatego też był pięknym człowiekiem. Może był zbyt skromny? Często mówił o kompleksach...
      Ja też przez cały czwartek i piątek nie byłam w stanie niczego zrobić. Niby czytałam książkę, ale... nie zapamiętałam ani jednego zdania. Takie czytanie byle czytać - czyli bez sensu.
      Już nawet Go poprosiłam czy nie zgodziłby się zostać takim "aniołem stróżem" - już widzę Jego reakcję, na nazwanie Go aniołem - widzisz ten wybuch śmiechu? xD
      No na takie Gniezno, to ja mogę iść. :)

      Usuń
    2. Wiesz, ja dopiero dostałam jego zdjęcie, jak się dowiedziałam, że nie żyje, więc miałam czas wyrobić sobie o nim opinię wcześniej - boże, przecież nikt w prawdziwym świecie nie ocenia ludzi po tym, jacy są w duszy, bo przecież liczy się ten durny wygląd. A Kordian (kiedy się przyzwyczaję do czasu przeszłego??) miał duszę bujną, piękną i wspaniałą - najwspanialszą z możliwych, wesołą, pełną, nie wiem, czy istnieje taki epitet, który bym mogła do tego odnieść. I przy tym wszystkim był skromny... I przy tym wszystkim, jednocześnie, nie znając go, w ogóle nie myślałam o tym, jak wygląda, bo mi wystarczało to, że po prostu był. I cóż no. Jest. Będzie zawsze. Tylko pod inną postacią :)

      "Bogowie, aniołem, no chyba wszystkie zmysły potraciła, co jej się rzuciło na głowę? Ja, aniołem?"

      "Będę śladem w oczach ludzi, którym podarowałem uśmiech. Będę snem w nocy, który wcale nie przerazi, który dobrze śnić. To wszystko będzie trwało, z czasem coraz mniej widoczne. Ale moja opowieść być może zbuduje inne opowieści, opowieści, którymi karmi się świat. Nikt z nas nie jest bez znaczenia i ja też nie byłem. Dodałem coś od siebie światu."

      Kordianie, zostaniesz naszym osobistym Aniołem Stróżem? I nie śmiej się z nas, u licha, tylko przytaknijże!

      :))

      Usuń
    3. O, poprosiłaś o nie kogoś?
      Dlatego tak doceniam ten blogowy świat - tutaj nie ma znaczenia jak wyglądamy. Poznajemy się poprzez literki, swoje myśli, słowa, swój światopogląd - to się liczy, a nie ten "durny wygląd" - jak to ujęłaś. Dlatego też tutaj czuję się bezpiecznie, bo jeśli ktoś mnie tutaj polubi, to za to jaka, a nie kim jestem.
      Hahaha - genialnie to odtworzyłaś! Po prostu usłyszałam jakby to mówił, mimo iż nigdy nie słyszałam Jego głosu.

      Oj podarował uśmiech, wiele uśmiechu <3 I znów Jego słowa. Pamiętam jak pierwszy raz do Niego trafiłam - zakochałam się w pierwszym akapicie, potem w drugim i każdym kolejnym...
      Wiesz, tak sobie myślę, że nawet jak mi się przyśni to nie będę wiedziała, że to On. :P

      Tak, Kordian! Przestań się zwijać ze śmiechu i po prostu bądź i czuwaj nad nami - bo ufamy Ci, jak nikomu innemu. :))

      Usuń
    4. Napisałam do Asika, bo mnie pewna rzecz nurtowała, i kiedy tak sobie gadałyśmy, to spytałam, czy nie przesłałaby mi jakiś jego zdjęć, żebym go sobie mogła zapamiętać. I przesłała :)

      No mi niestety też nie było dane głosu usłyszeć, ale już widzę to politowanie w oczach, jak to mówi xD "no zwariowały" xD

      Bo ja chyba nie umiem o Nim składnie mówić, a jak widać pożegnalna notka, czytana po raz trylionowy może nie wywoływać płaczu, aż tak wielkiego, tylko poniekąd... daje mi po prostu spokój duszy..

      Będziesz wiedziała, będziesz ;)

      Teraz to jeszcze bardziej zaczął się śmiać, bezwstydnik jeden :P nic tylko się śmieje, a nie pomoże tym, których tu u licha zostawił :)))

      Usuń
    5. Aaaa... A nie podzieliłabyś się ze mną, chociaż jednym? :) Tak strasznie chciałabym Go zobaczyć. Jeśli odmówisz, to zrozumiem, więc nie czuj się pod przymusem, w razie co. :P

      Hahaha, no dokładnie. Zawsze padałam ze śmiechu, gdy opisywał coś w ten sposób. A pamiętasz Jego posty, gdzie ujawniał fakty o sobie? Jawnie płakałam ze śmiechu i myślałam, że się przez ten śmiech uduszę. Potrafił przedstawiać siebie w takim świetle - ach miał ogromny dystans do swojej osoby.

      Ja przestałam płakać czytając pierwsze zdanie, chociaż sama nie wiem czy ono już do mnie dotarło, czy jeszcze nie.

      Oj właśnie takiego chciałabym go pamiętać zawsze - śmiejącego się. Z nas, z siebie, z całego świata. :)

      Usuń
    6. Napisz do mnie na n.pierwiastek.nielad@gmail.com to postaram się :)

      Taaaa... Wczoraj je przeczytałam, te fakty o nim samym, i komentarze i miałam taki ubaw :) Normalnie jakbym czytała to po raz pierwszy, ale przecież tej, czytałam jak publikował :) Dystans, kochana, do całego świata, do wszystkiego.

      Ja codziennie wchodzę, i czytam "Kordian "Królik" Sobierajski zmarł..." i takie, okej, zmarł, no ale kiedy wróci? No bo wróci, co nie? I po chwili, "Lusiu, chyba jednak nie...".

      To jak mówię, daj mejla, a nie pożałujesz :-) Mam nadzieję, że taki też odszedł, uśmiechnięty i pogodzony:)

      Usuń
    7. Okej, jak tylko po odpisuję na wszystkie komentarze, to już do Ciebie piszę. :)

      Ja też muszę sobie je jeszcze raz przeczytać. :)

      Wiesz, chyba właśnie mi uświadomiłaś, na co czekam wchodząc na Jego bloga - ja mimo wszystko czekam, aż wróci... Co by nie było - poczekam sobie...

      :)

      Usuń
    8. Wiesz, właśnie - jakby nie było... to my się z nim spotkamy, kiedyś, kiedyś :)

      Usuń
    9. Przecież jest cały czas z nami... :) I to przez Niego wylądujemy w Gnieźnie przecież. xD

      Usuń
    10. Te, jak nas już tam sprowadzisz, Kordianie, to liczę, że będziesz naszym częstym gościem xD

      Usuń
    11. Coś czuję, że jakbyśmy tam trafiły, to wyjść już nie byłoby tak łatwo. :P
      Wyobrażasz sobie to, jak próbujemy tym wszystkim smutnym twarzom wyjaśnić z kim gadamy??
      - Prze pana, no tutaj jest Kordian!
      - Gdzie?
      - No tu!!! Przed panem!!!! xD

      Usuń
    12. Ale za to doborowe towarzystwo :P
      - No nie widzisz pan, stoi tu, o tu *wskazuje paluchem* i się z pana, psze pana, śmieje!
      a Kordian "bogowie, tym dwóm naprawdę zmysły odjęło, co poszło nie tak?!" :D

      Usuń
    13. Hahah i już widzę "facepalm" w Jego wykonaniu. :P
      Przynajmniej miałby z nas radochę! :D

      Usuń
  2. Byłam tu u Ciebie kilka razy wcześniej właśnie od Kordiana. Większość z Was miała z nim lepszy kontakt, wymienialiście maile itd. Ja czytałam bloga, czasami zostawiłam jakiś komentarz, ale podziwiałam to jakim wspaniałym człowiekiem jest, mądrym, z wyjątkowym podejściem do świata, pogodzony z tym co może go czekać, z jednej strony myślę pogodzony, tak świadomy, a z drugiej przypominają mi się jego marzenia, planowana podróż do USA, nurkowanie i wtedy wszystko się komplikuje i znów zaczynają lecieć łzy. Dlaczego tak wyjątkowy człowiek jak On już nie żyje...
    I też siedzę i próbuję ogarniać, ale co chwila wchodzę na blog Kordiana, czytam początkowe wpisy, komentarze które często mają wyjątkowy wydźwięk w obecnej sytuacji i kolejne łzy spływają.
    I też z Nim gadam, może jak to słyszy myśli sobie ' hmm kim ona jest...'. Ale to chyba jedna z najwartościowszych osób jakie w życiu 'spotkałam'. I tak się zastanawiam, że chyba już musi być zmęczony jak tak nas wszystkich gdzieś tam słucha... .



    i.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wymieniłam z nim tylko kilka maili. Dużo lepiej rozmawiało nam się tutaj.
      Był wspaniały i z jakiegoś powodu było dane właśnie NAM go poznać - czy to nie wspaniałe? Miałyśmy zaszczyt zagościć w Jego życiu, chociaż tylko na chwilę... Ale cieszmy się i tym.
      On na pewno wie kim jesteś i cieszy się, że pamiętasz o Nim. Pewnie łapie się za głowę i zastanawia się "Kiedy one w końcu przestaną nade mną płakać? Przecież miały śpiewać, tańczyć i się śmiać!" - oj poczekaj Kordianku, jeszcze będziesz miał tych naszych tańców dość, gdy będziesz się zwijał ze śmiechu patrząc na nie. :))

      Usuń
    2. Tak, to wspaniałe, że było nam Go dane poznać, właśnie uświadomiłam sobie jak bardzo wspaniałe, bo przecież 'wszystko jest po coś', 'dzieje się po coś' jak sam mówił i to, że Go poznałyśmy miało swój cel w naszym życiu. Szczerze mówiąc, zmienił mój pogląd na świat i wszystko to co się wokół dzieje. Swoim niewyobrażalnie pozytywnym, racjonalnym, zrozumiałym podejściem, jakiego chyba nikt nie ma i nie wiem czy ktoś osiągnie taki etap postrzegania świata jaki On posiadał.
      A teraz niech się jeszcze trochę pomartwi, że od czasu do czasu sobie jeszcze popłaczemy. Mam nadzieję, że z czasem będzie, więcej uśmiechu niż łez na myśl o Nim.


      i.

      Usuń
    3. Powiem Ci, że mój też zmienił. Przestałam się buntować przeciwko rzeczom, na które i tak nie mam wpływu, zaczęłam akceptować wszystko takim jakie jest - bo to wszystko jest na swój sposób dobre... tak pięknie mówił...
      O tak, pierwszy raz "spotkałam" człowieka, który potrafił zrozumieć każdego napotkanego na swojej drodze - nawet bezdomnego. Jego teksty niejednokrotnie otwierały oczy na pewne problemy, na to, że wcale nie jesteśmy tacy idealni, a On i tak później mówił, że to ludzkie błądzić i i tak nikogo z nas nie osądzał.
      Ja już więcej się śmieję. To moja druga noc gdy nie płaczę myśląc o nim. Chociaż pewnie jeszcze nie raz się złamię i wspomnienia wywołają łzy i kolejny raz to samo pytanie DLACZEGO.

      Usuń
    4. Dlatego musimy się cieszyć, że miałyśmy takie szczęście na Niego trafić :).
      Tak jak pisze Lusia... Wchodząc na jego bloga, czytając poprzednie wpisy, a później patrząc na ten ostatni, myśli się - zmarł, no właśnie, ale kiedy wróci!? Nie wróci...
      A z tym czy odszedł pogodzony.... Hmm.... Człowiek z takimi planami, marzeniami i chęcią do życia. Nie wiem czy mógł być pogodzony. Może chciał, żeby tak nam się właśnie wydawało, a co myślał, czuł... Tego nie wiemy.
      Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze kiedyś, gdzieś się z Nim spotkamy.
      Z mojej strony też już jest więcej uśmiechu, chociaż czasami jeszcze są z nim małe problemy ;).



      i.

      Usuń
    5. Ja jestem bardzo szczęśliwa, że było mi dane Go poznać, chociaż żałuję, że nie osobiście. Ale widocznie taka forma znajomości była nam pisana.
      No tak, wielokrotnie pisał, że chce żyć, nie chce umierać, ale pod koniec Jego życia dotknęło mnie to, jak na wszystko potrafił odpowiedzieć, że jest to potrzebne, żeby brać los jaki jest, że to wszystko czemuś służy.
      Myślę więc, że jedno drugiego nie wyklucza - chciał żyć, ale nie buntował się przeciwko śmierci.

      Usuń
  3. Może to brutalne, ale ja już się pozbierałam. Śmieć Kordiana zaskoczyła nas wszystkich, było mi bardzo smutno, ale tak niestety jest już w życiu. Ludzie przychodzą i odchodzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś bardzo twardą kobietą, widocznie. :)
      Ja tylko taką udaję - publicznie. :P

      Usuń
    2. Może za krótko go znałam. Ja z Kordianem nawiązałam znajomość kilka miesięcy temu i w ciągu tego czasu sporo razy znikał. Może to dlatego. Czuję jakby po prostu zniknął znów na jakiś czas.

      Usuń
    3. Znając Kordiana to byłby dumny z Anelise - że się już pozbierała, że żyje dalej :) musimy wziąć z niej przykład dla niego :)

      Usuń
    4. Mi Go strasznie brakowało, gdy tak znikał - tak samo jak brakuje teraz.
      No tak, na pewno siedzi i z góry mówi "Dobra robota Anelise!" :)

      Usuń
    5. Nie nabijać się ze mnie proszę :P

      Usuń
    6. My Cię podziwiamy, Anelise :)

      Usuń
    7. No właśnie, żyjesz dalej, idziesz przed siebie - tak jak tego chciał. :) Chyba jako pierwsza wypełniłaś Jego wolę.

      Usuń
    8. Może najkrócej go znałam i dlatego.

      Usuń
    9. Może. Najważniejsze, że było dane Ci Go poznać. :)

      Usuń
    10. To fakt. Był człowiekiem jedynym w swoim rodzaju.

      Usuń
  4. Współczuję ci na pewno masz mnóstwo pracy z tym projektem dyplomowy. Fajnie jest tak czasem wyciszyć się, bez komputera itp.
    Zapraszam do mnie-->KLIK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale całe szczęście mój zespół się zmotywował i wziął do pracy. :)
      Oj tak, bardzo odpoczęłam. :)

      Usuń
  5. A ja nadal nie wiem o co chodzi ale to nic ;) Nie znałam człowieka, co prawda żal mi go, ale chyba bardziej bym to przeżyła, gdybym go znała :) Mimo wszystko szkoda :(

    myheart-mymusic.blogspot.com
    katethecambrdiges.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpisałam Ci pod poprzednim postem. :P

      Usuń
  6. Ja wogóle jak przeczytałam ten post u Niego na blogu to nie mogłam i nie mogę w to uwierzyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ciężko w to uwierzyć, nawet po czasie...

      Usuń
  7. Czas - potrzeba czasu. Przykre to ,ale nic nie poradzimy musimy się kiedyś z tym pogodzić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas... No tak - to jest najgorsze "nic nie poradzimy". Niestety.

      Usuń
  8. Jakbym o sobie czytała.. zawsze wiedziałam, że jestem emocjonalna, wrażliwa, ale nie myślałam, że aż tak. A może własnie to ON miał w sobie coś, co tak do nas przemawiało..
    Też ciągle wracam na jego bloga i czuję, że niedługo zacznę czytać zaległe wpisy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dużo przeżywam wewnątrz i nie daje po sobie poznać, że miotają mną emocje.
      Wiesz, ja już zaczęłam. Od razu po Jego śmierci zaczęłam od pierwszego wpisu.

      Usuń
  9. Prawdą jest że najlepiej zająć czymś swój cały wolny czas i umysł byle by tylko uśpić rzeczy o których myśleć nie chcemy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ostatnio robię miliard rzeczy na raz i nie przeszkadzałoby mi to, gdyby nie były one związane wyłącznie ze szkołą. :P
      Tiaaa... Jeśli chodzi o myślenie, to wyznaję zasadę "co za dużo, to niezdrowo" xD

      Usuń
  10. Współczuję Ci, że masz tyle problemów i pracy związanej ze studiami. Moja praca licencjacka... to był horror jakich mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim największym problemem jest obecnie brak weny - co przejawia się również na blogu (niestety). Ale dziś się wzięłam porządnie i naskrobałam całą stronę. ;) (co nie zmienia faktu, że blog nadal cierpi)

      Usuń
  11. Wiesz Skarbie, że strasznie mam ochotę zabrać Cię na piwo? Listopad mamy brzydki, ale na pewno nie jeśli chodzi o pogodę. Gdzieś nad Rusałkę, przejść się, pogadać po prostu i Cię przytulić. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo kochana! Jestem bardzo na tak, w wolnej chwili dam się porwać. :*

      Usuń
    2. Wiesz, w poniedziałek i wtorek będę jeszcze w Poznaniu :*

      Usuń
    3. Ja mam w środę ostatnio koło z msg, więc będę zakuwać... A kiedy wracasz?

      Usuń
  12. Nie czytałam tego Królika, weszłam przelotem na jego bloga, kiedy na stronie jednej z moich czytelniczek ;przeczytałam o tym co się stało. Przeczytałam tylko ostatni post, który ktoś umieścił już po jego śmierci. Jednak zaintrygowała mnie jego osoba. Mogę powiedzieć tylko, że to smutne, bo co więcej skoro go nie znałam ? pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też zaintrygował od pierwszego posta, którego u Niego przeczytałam. Już wtedy wiedziałam, że zostanę na dłużej. Nie spotkałam drugiej tak wspaniałej osoby, z takim unikalnym podejściem do życia i całego świata. :)
      Mogę Ci tylko powiedzieć "żałuj, że Go nie poznałaś", nawet za cenę cierpienia, które nas teraz dotknęło - było warto. :)

      Usuń
  13. Czy Kordian to prawdziwe imię tego mężczyzny?

    OdpowiedzUsuń
  14. hej
    jestem u Ciebie pierwszy raz ale zostaję na dłużej...
    pozwól,że się rozejrzę :)
    to przykre z Kordianem...nie znałam ale takie wiadomości zawsze człowieka przytłaczają...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwalam. ;)
      Tak, wiadomość, że ktoś odchodzi zawsze jest smutna...

      Usuń