sobota, 11 października 2014

90. Życie to nie matma - nie musisz wszystkiego udawaniać!

Witajcie Kochani. Muszę się Wam na wstępie wyżalić, że JUŻ mam zapowiedziane pierwsze kolokwium, sterta notatek i piękna książeczka tylko czekają, aby chłonąć z nich wiedzę, ale... Ja jakoś nie mogę się zmotywować. Chyba jeszcze się nie rozkręciłam i mam tylko nadzieję, że do środy zdążę jakimś cudem wszystko ogarnąć (albo załatwić pytania od zaocznych xD Ależ to ZUE i nieuczciwe - wiem, przykro mi. :P) Jednak nie moje kolokwium ma być dzisiejszym tematem. 
Swego czasu dotarło do mnie, że nie ma sensu PRÓBOWAĆ udowadniać ludziom czegoś na siłę. Doszłam do wniosku, że to totalnie bez sensu. Po co chcesz za wszelką cenę udowodnić komuś, kto przez cały czas tego nie zauważył (lub po prostu było mu wygodniej tego nie widzieć), że potrafisz zajebiście śpiewać, rozwiązujesz najcięższe łamigłówki matematyczne w kilka minut czy masz idealną figurę na modelkę? Jeśli ktoś nie będzie chciał czegoś w Tobie dostrzec, to i tak tego nie zrobi – choćbyś stanął na głowie opierając się o czubek jego nosa…
Wiecie, przypomniałam sobie moje stwierdzenie, że „szkoda zachodu” czytając mój krótki opis na bloggerze.
 "Nieduża, niemała, nieładna
Niechuda, niegruba, niezgrabna
Niemądra, niegłupia, niezaradna
Niebieska, niebiała, nieczarna
Nie taka, nie siaka, nie żadna"

Nic konkretnego, nic wspaniałego – opis pasujący raczej do pokraki, życiowej niezdary – spoko, mi to pasuje. Chodzi o to, że nawet swoim opisem nie mam zamiaru wciskać Wam na siłę, że jestem jakaś OCH i ACH. Stwierdziłam, że nic na siłę. Jeśli ktoś nie polubi mnie za moje literki, nie chcę by lubił mnie za to kim jestem, za to jak wyglądam itp. Nie tędy droga moi drodzy. Dlatego też na moim blogu nie ma moich zdjęć (no czasem coś wrzucę – ekstremum to moje oczy i bodajże nogi od kolan w dół :P), odnośników do facebooka i innych pierdołek zdradzających prawdziwą tożsamość. Ale… wróćmy do tematu, bo niechcący nieco zboczyłam.
Ogólnie chciałam dziś rozważyć problem udowadniania ludziom na siłę, że się do czegoś nadajemy, że naprawdę jesteśmy w czymś dobrzy. Nie jestem w tym święta – no tak, przecież gdybym się nie sparzyła, nie mogłabym Was dziś pouczać (w sumie nadal nie wiem czy mi wolno, ale wolę żebyście się uczyli na moich błędach, niż je powtarzali).
Wiecie, swego czasu ciężko pracowałam na swoją pozycję w szkole średniej, a gdy już udało mi się osiągnąć to, co chciałam – szkołę trzeba było opuścić. Na studiach nikt nie wiedział kim jest pani Iksińska i okazało się, że moja cała reputacja przepadła. No cóż… Kilka razy starałam się udowodnić prowadzącym, że naprawdę wiem więcej niż mogłoby się wydawać. Były osoby, które to doceniły, ale zdarzyło się klika przypadków, dla których priorytetem było lizanie tyłka (a w tym niestety się nie specjalizuję – pozdrawiam z tym miejscu „kolegę” M. zostającego po każdych zajęciach dłużej w sali… - tak jestem wredna). Tak czy inaczej, nauczyło mnie to, że jeśli ludzie nie chcą czegoś zauważyć – to nic z tym nie zrobisz. Nie zauważą i już. O wiele lepiej pokazać im, że wcale Ci na ich opinii nie zależy i po prostu - robić swoje. Przynajmniej ja taką zasadę wyznaję i naprawdę od dłuższego czasu zdanie innych na mój temat mało mnie obchodzi – chyba, że osoby te są mi bliskie.
Także, tak na zakończenie – nie mam pojęcia jak wyobrażacie sobie autorkę. Może mała, zakompleksiona, ruda, piegowata z ogromnymi stopami? (Spoko, wyszło nawet komicznie. :D) Mam dystans do siebie, bo dla mnie ważne jest, że ja wiem kim jestem i co potrafię. Ważne jest to co chcę Wam przekazać, to, że z niektórymi z Was mam na prawdę wspaniały kontakt i mam nadzieję, że niektóre znajomości przetrwają na prawdę długo. ;) 
źródło: tumbrl
Chciałabym w tym miejscu jeszcze do Was zaapelować, abyście zawsze pamiętali o tym, iż najważniejsze jest właśnie to, co sami o sobie wiecie! To, że Wy uważacie się za pięknych, mądrych czy zdolnych w pewnej dziedzinie. Naprawdę nie musicie nikomu niczego udowadniać. Jeśli ktoś będzie chciał – dostrzeże w Was to co najlepsze bez problemu (nawet nie będziecie się musieli wysilać)! J  A jeśli nie… To niech spada.

Buziaki kochani i miłego dnia! :*

40 komentarzy:

  1. Może mała, zakompleksiona, ruda, piegowata z ogromnymi stopami - rozwaliło mnie to, a wiesz, że ja mam bujną wyobraźnię? :D
    Święte słowa Kochana. Najważniejsze jest to, co robimy przede wszystkim dla siebie. Ja w ogóle od jakiegoś czasu próbuję się nauczyć nie przejmować opinią ludzi, przede wszystkim nieco odmienną od mojej. Bo mam taki charakter, że bardzo łatwo biorę sobie do serca, szczególnie złe rzeczy.
    Ale wiesz co? Tak sobie pomyślałam na przykładzie rysunku mojego. Bo ja kocham rysować. I dopóki robiłam to dla siebie, uważałam, że jestem w tym całkiem dobra i że sprawia mi to ogromną radość. A później założyłam sobie konto na digarcie, pojawiło się kilka hejtów i już mój świat i budowane poczucie wartości, że "coś tam potrafię" mi się zawaliło.
    Dziś robię to tylko dla siebie. Umiem rysować, a co!
    Patrzmy w lustro i lubmy siebie za to, co NAM się w sobie podoba, nie innym. I szanujmy się za to, co potrafimy według SIEBIE, a nie innych. O! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OMG! Aż mi się ciśnie na usta, a raczej na palce - narysuj to! xD
      Wiesz, ja się kiedyś przejmowałam, ale potem dostałam tyle kopniaków w tyłek, że gdybym nie zmieniła nastawienia, to prawdopodobnie nie byłoby mnie tu i teraz. Nie powiem, że złe rzeczy mnie nie ruszają - ale wtedy sprawdzam sama siebie - czy potrafię ten atak odeprzeć, jeśli tak, to BARDZO MI PRZYKRO, ale ich argument umarł. ;)
      Najważniejsze, że Ci ludzie nie zniechęcili Cię do rysowania. Ja chyba boję się takiej krytyki, dlatego zostawiam swoją "sztukę" dla siebie. :P

      Usuń
    2. Spróbuję xD Ale w sumie skojarzyło mi się z wkurzoną Małą Mi z Muminków ze stopami Froda Bagginsa :D
      W sumie nie na darmo się mówi, że jak ktoś ma miękkie serce, to powinien mieć twardą dupę. A ja mam miękkie chyba i to i to i za każdym razem, jak mi ktoś dowali, to jest ryk xD A tak na poważnie, to chyba powinnam też nauczyć się te ataki odpierać. Niestety póki co za mocno biorę sobie pewne rzeczy do serca.
      Wiesz, niektóre cenne rady się przydały. Ale niektóre słowa po prostu zwalały z nóg i strasznie demotywowało. Swoją drogą mam dziś ogromną ochotę na rysowanie :D

      Usuń
    3. Jestem ciekawa efektu. :P
      Powinnaś na przyszłość zacisnąć zęby i odreagować w jakiś inny sposób, niż płacz. :)
      Oj tak, nie ma nic gorszego niż krytyka naszej pasji. Dlatego też staram się na nią nie wystawiać. xD

      Usuń
    4. Ja też xD
      To jak nie płacz, to rozwalenie czegoś :D Kiedyś w napadzie wścieklizny ugryzłam poduszkę xD A potem dopiero sobie pomyślałam, jak to musiało komicznie wyglądać xD
      Hmm, no cóż... ja myślałam, że aż tak mnie krytyka nie dobije :P

      Usuń
    5. To musiało wyglądać MEGA! :D Ja kiedyś ze wściekłości rzuciłam telefonem o ścianę i... do dziś mam wgniecenie w tym miejscu. :P

      Usuń
  2. wiesz, twój opis właśnie bardzo mi się podoba. Z góry zakładam, że człowiek która potrafi pisać o sobie źle ma naprawdę dużo dystansu do siebie i w ogóle warto się nim zainteresować. Jeżeli ktoś uważa się za jakiś pieprzony ideał, bez wideł do niego nie podejdę. No i on pewnie do kogoś takiego jak ja też by nie chciał podejść :D
    Grunt to naturalność. Tak po prostu. Nie do przesady i zachowywania się tak samo w urzędzie jak wśród znajomych, ale taka po prostu zwykła, ludzka. Bycie takim samym i wśród ludzi za którymi nie przepadasz i z chłopakiem którego uwielbiasz. No rany, ktoś o tobie powie, ze jesteś dziwny albo nienormalny? Widocznie jesteś :D I co, zmieni to coś w twoim życiu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie nic! Zawsze mówiłam, że jak ktoś mnie nie lubi, to jest jego problem, nie mój. :D
      A co do tych "idealnych", to nie raz wyglądają i zachowują się gorzej niż "wieśniactwo" w ich mniemaniu.
      No i bardzo mi miło, że Ci się podoba. :)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. To cała prawda. I sama prawda. Tak powinniśmy robić, ale czasy są jakie są, mamy mentalność jaką mamy i wszystkie portale społecznościowe oraz ich popularność świadczy właśnie o tym, jak bardzo ludzie mają tendencję do porównywania się z innymi. Można więc stwierdzić, że w tej sprawie najlepiej mają ludzie, którzy nie mają facebooka czy naszej klasy. Ja niestety, jak większość mimowolnie porównuję się z innymi i często chcę się wykazać, coś udowodnić, czasem nie wiem po co. Najcięższą rywalką w tej dziedzinie jest moja była najlepsza "przyjaciółka" Karolina. Ale już się o niej nagadałam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to co się obecnie dzieje przeraża. Dziewczynki zaczynające gimnazjum chodzą wytapetowane po mieście, bo muszą wyglądać sexy itp. Ludzie! Mi w tym wieku do głowy by nie przyszło, że mam być sexy! :P
      Czasem sama mam taki dzień, że porównuję się z kimś i sama się dołuję, mimo iż wszyscy mi mówią, że wyglądam lepiej - nie wierzę. :P Ale wiadomo, są takie słabsze dni. Jednak na co dzień - moje lustro i moja opinia są dla mnie wszystkim. Ważne, że ja czuję się dobrze we własnej skórze. :)
      A no tak, coś tam o niej naczytałam. :P

      Usuń
    2. Ja się zaczęłam też malować w gimnazjum :P Na początku :P Ale pod koniec gimnazjum skończyłam :D Gimnazjum to czas kiedy zaczynamy się podobać chłopakom i chłopaki nam, ale fakt faktem... rodzice na za dużo teraz dzieciom pozwalają.
      To ja właśnie częściej sama się bronię przed takimi myślami ;) To ludzie częściej mnie dołują porównując mnie z kimś, dlatego sama musiałam wyrobić w sobie system samopocieszania ;)

      Usuń
    3. Mnie nauczyła się malować trzy lata młodsza ode mnie, ówczesna przyjaciółka! :D A ja byłam wtedy w drugiej gimnazjum. :P Nigdy nie zapomnę tego jej "LALKA BARBIE", gdy kończyła mnie tapetować . xD
      O, taki system jest na prawdę świetną opcją. :) Kurcze, powinni takie coś sprzedawać. :D

      Usuń
    4. Bo jednak makijaż to pewnego rodzaju sztuka :) Ja bardzo chciałabym się nauczyć profesjonalnie malować :)
      Hahaha :P Wolałabym jednak umieć przyjmować komplementy :P

      Usuń
    5. Mi zawsze podobają się wymyślne makijaże na powiekach. :)
      Ja tam zawsze odpowiadam, albo dzięki, albo WIEM. xD Zależy, kto komplementuje. :D

      Usuń
    6. Mi właśnie też, ale nie tylko na powiekach, ale całość :) Zwłaszcza odpowiedni dobór koloru różu, podkładu i szminki :) Ogólnie bardzo mi się podoba malowanie :)

      Usuń
    7. Mnie fascynują te oczy, chyba dlatego, że przyznaję się bez bicia - powieki potrafię malować tylko eyelinerem. A co do reszty, to jakoś mi to wychodzi. Nawet z ustami zaczęłam się ostatnio bawić. :)

      Usuń
  5. Miałem swojego czasu problem z udowadnianiem na siłę choćby w muzycznej, że jestem dobry. Cholernie dobry w tym, co robię, w sumie w tym jednym ale..pamiętam, skąd to się brało. Z ogromnych kompleksów i lat poniżania, wstydu, ubliżania mi, znęcania się psychicznego. Bycia dla kogoś miernotą. Więc...gdy widzę, że ktoś tak robi, coś na siłę, chce być lepszy, jest mi po prostu żal. Bo ja się z tego wyleczyłem, zdecydowanie, jak z wielu innych rzeczy ale wiem, co nieraz może takim człowiekiem powodować. I smutno mi, po prostu smutno. Bo czasem taki człowiek w środku strasznie cierpi i się ze sobą męczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kordiaaaaaaaaaaaaaaaaaan! :* (taaaak bardzo się cieszę! :D )
      No fakt, coś siedzi w człowieku, że chce być w końcu zauważony, doceniony. Niestety nie wszyscy to widzą i chcą zobaczyć. Mało tego, nawet satysfakcjonuje ich fakt spychania takich osób na margines.
      Mną samą chyba kierowało to, że już kiedyś ktoś mnie docenił - taka motywacja na przyszłość i chyba też dlatego te kopniaki potem mnie aż tak nie odtykały. No a w końcu doszłam do wniosku - NIE? TO NIE. :P I foch. xD

      Usuń
    2. Um, to miłe:)
      A, to już jest najgorsza rzecz z możliwych, spychanie innych, żeby samemu być na jakimś wyimaginowanym szczycie.
      Ale może bez focha jednak, brzmi lepiej XD

      Usuń
    3. No niestety niektórzy muszą się w jakiś sposób dowartościowywać - kopiąc innych w tyłek...
      Oj no... Co Ty mnie tak ostatnio strofujesz z tymi moimi wypowiedziami. :D

      Usuń
  6. Sama prawda. :D Nie warto udowadniać komuś czegoś czego on i tak nie zrozumie. Najważniejsze to wierzyć w siebie i w swoją siłe .:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz rację, każdy powinien wiedzieć to czego udowadniać nie musimy ;)
    mój blog, coomedyyyy

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialnie napisany post. Dobrze, że poruszyłaś ten temat. Nieważne, jak wiele potrafisz, ile talentów posiadasz, niektórzy po prostu na siłę nie chcą tego spostrzec, a tylko zaprzeczać faktom. Choćbyśmy całymi siłami chcieli pokazać, co potrafimy i do czego też się nadajemy, zawistni ludzie przejdą obok nas obojętnie z pogardą, mówiąc coś zupełnie innego.

    Pozdrawiam
    http://yudemere.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie duża część ludzi traktuje jak worek treningowy i niestety do tej grupy zaliczam głównie swoją rodzinę. Ale w sumie dziękuję im za to, że jestem świadoma swojej wartości, opinia innych ludzi spływa po mnie jak woda pod prysznicem i mam ambicję, żeby wyruszyć gdzieś daleko, a nie żyć cały czas w jednym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Genialny post. Masz rację, nie musimy wszystkiego udowadniać postronnym.
    A Twój opis z Google, moim skromnym zdaniem, jest intrygujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam nadzieję, że taki będzie. ;)

      Usuń
  11. kiedyś prowadziłam bloga anonimowo, niestety nie udało mi sie ukryć mojej tożsamości, może Tobie się uda :D powodzenia!

    http://jzabawa11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. haha :D no nie wierzę! tyle się opisałam i mi się nie dodał ten komentarz! Eh, blogger, rozwalasz mnie :P
    No więc tak (znowu): na początku ten opis też mnie zastanawiał, ale potem, kiedy zapoznałam się co nieco z Twoimi notkami, zorientowałam się, czemu właśnie taki.
    Opinia ludzi zawsze spływała po mnie jak po kaczce. Jedynymi osobami, którymi zawsze wierzyłam, byli moi rodzice, dziadkowie i psiapsiółka. Resztę miałam w dupie. Kiedyś nawet doszło do tego, że wypaliłam nauczycielowi co o nim myślę. No, ale cóż. Trudno się powstrzymać, jeśli mówi o tobie skończona świnia z wybujałym ego. Więc po prostu olewałąm cudze zdanie, żyłam swoim życiem i miałam wszystkich i wszystko w dupie z małymi wyjątkami. W sumie to do teraz tak jest.

    myheart-mymusic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem też wolałabym ugryźć się w język. (całe szczęście dość często to robię) :P

      Usuń
  13. Koniecznie trzeba sobie załatwić pytania na kolokwium. Grzechem jest nieskorzystanie z takiej możliwości;>
    Kiedyś byłam zirytowana jak babcia zawsze mi wmawiała (i robi to w dalszym ciągu), że nic nie jem (miałam epizod odchudzania na studiach, ale od kilku lat nie ograniczam się, a wręcz towarzyszy mi obżarstwo) i stąd mam problemy zdrowotne. Stwierdziłam, że ludzi się nie zmieni, nie ma co wdawać się w dyskusję, sama najlepiej wiem co się ze mną dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też zrobiłam i powtórzyły się - całe szczęście, Więc liczę na dobry wynik. :)

      Usuń
  14. nie liczy się zdanie innych. ważne to wiedzieć swoje i do tego dążyć!
    jeśli możesz to poklikaj w kliki w poście u mnie!
    http://panmalofel.blogspot.com/2014/10/elegant-rock-supra-magazine.html

    OdpowiedzUsuń
  15. dobrze napisane :)

    http://gumijagoda.blogspot.com/2014/10/black-beanie-nike-dunk-sky-hi.html
    Zapraszam ! jeśli możesz kliknij w pogrubione napisy na końcu notki

    OdpowiedzUsuń
  16. Już dawno przestałam udowadniać, że jestem w czymś dobra (może dlatego, że nie jestem :D).
    Teraz wyznaję zasadę, że wystarczy mi to, że ja się czuję dobrze sama ze sobą :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Śmiesznie, że akurat dziś trafiłam na ten post.
    Niby wiesz, nie powinno się nic na siłę udowadniać, bo tak na prawdę dla każdego człowieka inna cecha w drugiej osobie będzie pociągająca. Można nie znosić swoich oczu, a ktoś inny się w nich zakocha i nie przetłumaczysz mu, że są one okropne w czyimś mniemaniu. Można się starać udowodnić wszystkim, jak dobrym się jest śpiewakiem a i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto skrytykuje nas z góry na dół. Jedni potrafią to do siebie dopuścić i się tym nie przejmować, z kolei bywają osoby, dla których jest to ciężkie i dołujące przez co tracą pewność siebie. Potrafisz dopuścić do siebie myśl, ze "nie warto", ale niektórzy nie umieją i walczą z tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie dzieje się przypadkowo. :)
      W sumie... lepiej bym tego nie ujęła.

      Usuń