piątek, 3 października 2014

88. Ostatni rok...

Witajcie. Pierwszy "tydzień" nauki za mną. Jeżeli 3 dni można nazwać tygodniem (ogólnie jeśli chcecie mieć mało zajęć i mnóstwo wolnego czasu - polecam FIR. Z tego miejsca pozdrawiam również kolegów z logistyki, którzy spędzają w szkole 8 godzin dziennie). W moim mieszkaniu Internetu jak nie było, tak nie ma - łaskawcy podłączą mnie do sieci w poniedziałkowy wieczór, więc postanowiłam wrócić do domu - przynajmniej tutaj, na wsi (paradoksalnie) jest cywilizacja! :D
 Dziś chciałam podzielić się z Wami moimi małymi fanaberiami.
Ostatnio odkryłam dlaczego tak bardzo nie chcę, aby ten rok akademicki się rozpoczynał. Czułam to od początku wakacji - chciałam by trwały wiecznie, nie chciałam wracać, chociaż lubię powroty. Przecież to ciągły kontakt z ludźmi, którzy są mi bliscy, ciągle coś się dzieje, nie można się nudzić. A jednak tym razem jestem tak bardzo na nie. Całe moje wnętrze próbuje jakby krzyczeć, wyrywać się w drugą stronę, szukać sposobu, by cofnąć lub chociaż zatrzymać czas. Niestety - nie da się, a ja muszę iść dalej.
Wiem, że z początkiem roku akademickiego dni popłyną szybciej. Ani się nie obejrzę, a będą święta, potem sesja, ferie, święta, maj, znów sesja i koniec. Wszystko minie bardzo szybko, jak co roku. Jednak tym razem zdecydowanie za szybko.
Jest to mój ostatni rok. Ostatni rok, w którym będę studiować dziennie. Mega beztrosko, leniąc się przez pół dnia i wychwalając życie studenta dziennego. Będę mieć mnóstwo czasu dla siebie, jak i innych. Będę się uczyć, zakuwać, pisać projekt i narzekać jak bardzo mi się nie chce już patrzeć na tę stertę notatek. Ale nie to jest dla mnie najgorsze, nie to...
Nie boję się nawet tej śmiesznej obrony. Pójdę jak na każdy egzamin. Prezentacja? Przecież to lubię, gdy wiem o czym mam mówić, nawijam jak najęta i podobno w ogóle nie widać po mnie zdenerwowania. Nie... Obrona to nie problem.
Problemem dla mnie jest pytanie CO POTEM? Potem miałam iść do NORMALNEJ pracy, zarobić. Miałam się wyprowadzić i zamieszkać z B. Tak sobie planowaliśmy, jeszcze w szkole - wtedy to było piękne i takie... odległe. Teraz niestety widzę to już na horyzoncie. Pewnie zastanawiacie się dlaczego niestety.
Za każdym dniem, gdy jestem bliżej tego usamodzielnienia się w pełni odczuwam strach. Nie wiem dlaczego. Może, że sobie nie poradzę, że będę musiała wstawać co rano do pracy, użerać się z upierdliwym pracodawcą lub wrednymi koleżankami z pracy? Wiecie, nawet to mnie aż tak nie rusza. Najbardziej rusza mnie ta cała przeprowadzka. No okej, niby mieszkam sama, większą część roku w Poznaniu. Radzę sobie, jest super. Nikt nie spogląda mi przez ramię - taka wolność jest człowiekowi potrzebna. No to czego się boję?
Boję się myśli, że mój dom nie będzie już moim domem. Wiecie, przeprowadziłam się do moich dwóch pokoi z łazienką w wieku czternastu lat - życie jak w bajce. Mam wrażenie, że jeszcze się tutaj nie na mieszkałam. Boję się, że będę za bardzo tęsknić za tym miejscem, w którym mam spokój. Za moim miejscem, w którym wylewałam hektolitry łez, bazgrałam całe stosy rysunków, śpiewałam setki piosenek. Boję się, że już nigdy nigdzie nie będzie mi tak dobrze i bezpiecznie jak tu. Bo przecież tutaj wystarczy, że zejdę na dół do mojej mamy podzielić się problemem, zawołam brata, żeby się przytulić, gdy mi źle. Dlatego tak bardzo chcę nacieszyć się tym miejscem, każdą sekundą spędzoną tutaj, jako domownik, bo wiem, że czas w którym się wyprowadzę zbliża się nieubłaganie. Nie wiem czy będzie to już za rok, za półtorej czy za trzy. Mimo wszystko widzę tę chwilę przed sobą i wizja stawiania własnych kroków samodzielnie mnie przeraża. Wiadomo - urządzanie własnych kątów jest czymś wspaniałym, ale to nie to samo. Chociaż...
źródło: tumblr
Może faktycznie właśnie tam będzie MOJE miejsce. Może właśnie tam będę się czuła najlepiej. Może potrzebowałam napisać tego posta, żeby zrozumieć, że nie można się bać nieznanego. Naturalna kolej rzeczy. Przecież wszyscy sobie radzą i nikt nie mówi, że się boi. A może po prostu się wstydzą? Będzie co będzie... Ale powiem Wam - teraz boję się mniej.

48 komentarzy:

  1. to normalne że się boisz... przez to samo kiedyś przechodziłam, ale to minie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to mnie aktualnie gnębi brak pracy..

      Usuń
    2. Aj, poznałam przedsmak tego poszukując praktyk - dosłownie odbijałam się od ścian. Takie tam... moje pierwsze zderzenie z rzeczywistością.

      Usuń
    3. Masakra jakas a na zmiany wcale się nie zapowiada. Przykre to wszystko.

      Usuń
    4. Nie można się jednak poddawać. Wierzę, że na pewno znajdziesz coś i nie będzie to BYLE CO. :)

      Usuń
    5. dzięki za otuchę ;) aczkolwiek chciałabym coś znaleść fajnego i wartościowego z czego będę w pełni zadowolona, po to w końcu się uczyłam ;)

      Usuń
  2. Zawsze było mi trudno wrócić po wakacjach;) a obawa przed przyszłością jest normalna. Niby się tego chce, a jednak coś jakby stopuje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak się czuję - z jednej strony coś mnie pcha naprzód, z drugiej jakby mnie ciągnęło za kołnierz w drugą stronę. :P

      Usuń
  3. Mam dokładnie te same obawy co Ty. Z jednej strony czuję się już dość staro jak na naukę i chciałabym już mieć solidną pracę i zarabiać 2 tysiące na miesiąc a nie 800 zł, ale jedank sytuacja jest jaka jest, a ludzie których spotykam i z którymi rozmawiam na ten temat wcale mnie nie pocieszają. Kto wie, czy nie trzeba będzie uciekać za granicę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowiłam się nie przejmować na zapas, chociaż z sytuacją zapoznałam się już poniekąd gdy szukałam praktyk - wysłałam chyba z setkę CV z czego odezwało się może z 5 osób. A ostatecznie i tak poszłam na praktyki dzięki znajomościom. - taki kraj...

      Usuń
    2. Ja nawet nie liczę ile wysłałam CV przez internet. Koleżanka też się chwaliła dużo liczbą i zerem odpowiedzi. Ja stawiam na to, by chodzić i pytać osobiście. Wprawdzie praktyki też ciężko było mi znaleźć, ale zakończyłam poszukiwania wynikiem pozytywnym po pierwszym dniu szukania.Ciężko było chodzić i pytać osobiście, bo to trochę wyglądało jak żebranie, takie pukanie od jednych drzwi do drugich. Ale jest jak jest i ja po prostu pamiętając to, że nie ma co liczyć na internet - wolałam taką metodę, która jednak trudniejsza, ale przyniosła skutek. Trzeba kombinować i liczę, że moja "kreatywność vel zaradność" pomoże mi po studiach...

      Usuń
  4. Co prawda na innym poziomie edukacji, ale mam dość podobnie :) też czasami myślę sobie, że to ostatni rok w którym mogę coś zrobić, dobrze się bawić, jeszcze beztrosko. Potem matura, studia i praca, bo jakoś dorywczo będę musiała pracować żeby nie umrzeć z głodu :P A tu fiu, fiu, był poniedziałek, jest piątek, rany, co ja robiłam przez ten czas? I dlaczego tego nie pamiętam?
    Ciekawe, czy ma to jakąś nazwę, syndrom ostatniego roku czy co, skoro dotyka tylu ludzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę Ci powiedzieć tyle, żebyś korzystała z każdego dnia. :)
      No fakt, to powinno być jakoś fachowo nazwane, skoro wszyscy - na różnych etapach edukacji przeżywają to samo. :D

      Usuń
  5. I dlatego ja jestem zadowolona ze studiów zaocznych. Nie proszę się o pieniążki rodziców, nie żyję wygodnie i beztrosko tylko zarabiam. Nie przedłużam sobie dzieciństwa nic nie robiąc i nie żeruję na rodzicach. Tak, tak bo to niby obowiązek rodziców, ale czy to bardzo nie dojrzałe? W poprzedniej notce pisałaś o niedojrzałych ludziach w związkach, a jak ludzie żyją na garnuszku rodziców, studiują zaocznie i o nic się nie martwią tylko narzekają jak to muszą się uczyć na studiach to nie jest niedojrzałe? Że sami nie potrafią zadbać o siebie na tych studiach? bo nawet dziennie da się pracować, może nie dużo zarobisz ale zawsze coś, zawsze kupujesz coś za swoje a nie wszystko za kaskę rodziców.
    A i jeszcze wtrącę się co do poprzedniej notki... Wiesz dziewczynie nie pozwalasz wyzywać byłego bo to nie dojrzałe, a Ty jako koleżanka/kumpele/przyjaciółka spędzając z nim mniej czasu dajesz sobie prawo mówić o nim źle bo Tobie bardziej wypada? No wydaje mi się,że nie. Bo wyzywanie kogoś jest ogólnie chamstwem. Wypowiadanie się na czyjś temat (choćby by pocieszyć koleżankę). Może ona sobie wyzywać - jej sprawa, ale Ty? Co Ty masz do tego? Hm? a jeśli pisałaś głownie o NICH a nie ogólnie to tym bardziej wiesz... To nie na miejscu bo nie powinnaś publikować czyiś problemów, burzyć się o czyjś związek.
    Także tego... Życzę Ci by ten rok był krokiem ku dorosłości.

    Sel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, muszę nieco zburzyć Twoją teorię o "życiu na garnuszku", bo ten... dostaję 3 stypendia - bynajmniej nie socjalne, a za wyniki w nauce i wiesz, można powiedzieć, że ŻERUJĘ na szkole, może na państwu - nie wiem, wybierz sobie. W każdym razie jestem w stanie się utrzymać za tą kasę, a i na zakupy zostaje - więc fakt, żyję sobie beztrosko, kosztem czasu poświęconego nauce. ;)
      Co do poprzedniej notki - nikogo nie wyzywałam i nie mam zamiaru. Stwierdzenie, że komuś odbiło czy coś, to ewidentnie stwierdzenie i nie mam pojęcia dlaczego tak się rzucasz. Pisałam ogólnie o TAKIM zjawisku, a ich przykład jedynie mnie do tematu przybliżył. Nie martw się, żadne z nich nie płacze.
      Dziękuję, pozdrawiam.

      Usuń
    2. Gratuluję trzech stypendiów:)
      Strach przed nieznanym jest normalnym zjawiskiem. Ja studia skończyć chciałam by wrócić do rodzinnego miasta, przeszłego męża i kociaków. Weekendy wspólne bowiem mi nie wystarczały. Nie bałam się tego co będzie, wierzyłam wręcz, że znajdę pracę i jakoś się to wszystko zawodowo ułoży. Wyszło co prawda inaczej niż zamierzałam, ale nie żałuję. Myślę, że każdy etap ma swoje plusy, pozostają piękne wspomnienia, ale i teraźniejszość się w nie kiedyś zmieni, głowa do góry!:)

      Usuń
  6. Mnie studia czekają za kilka lat, jeśli wgl zdam maturę, ale pamiętam, że jak szłam do nowej szkoły, to miała strasznego cykora. Bardzo się bałam, ale po miesiącu stwierdziłam, że w ciągu zaledwie miesiąca zdążyłam przyzwyczaić się do dojazdów, nowej szkoły, nowych ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdasz na pewno, matura to pikuś. :D (wiem, łatwo się mówi, jak się już to ma za sobą).
      Fakt, do wszystkiego się z czasem przyzwyczajamy i oswajamy się z nowymi sytuacjami.

      Usuń
  7. Ostatni rok na studiach dziennych zawsze jest rokiem kryzysu, jak tak obserwuję. Był i u mnie, u każdego znajomego. Bo to początek końca, początek nowego etapu. I to już nie tak pewnego, jak był po liceum. Po liceum wiedziałaś, co cię czeka, po studiach...cóż. Dorosłe życie. Niewiadoma. Szukanie pracy. To może człowieka przytłoczyć, ale nie można się temu poddać. Bo to też, po prostu kolejna przygoda:) Wszystko się musi kiedyś skończyć, żeby coś innego mogło zacząć. Czysta natura:)
    Będzie dobrze, niejeden sobie poradził i ty też dasz radę. Trzymam za ciebie kcuki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, już w połowie szkoły średniej staje jasna wizja studiów - jedynym znakiem zapytania był kierunek. A teraz? Teraz mam tych znaków chyba z milion.
      Fakt, spojrzenie na to jak na przygodę nieco rozjaśnia horyzont i jakoś pewniej się kroczy do przodu.
      Dziękuję :*

      Usuń
    2. Otóż to, dlatego pojawia się panika, przygnębienie...to normalne całkowicie, natualne, że te stany nas dopadają. Ale to minie, rozjaśni się z czasem:)
      I nie ma za co:)

      Usuń
    3. Wiesz, mam nadzieję, że za czasem będzie przede mną coraz jaśniej.
      Ogólnie to sama biję się z sobą w tym momencie. Bo z jednej strony tak bardzo chciałabym być już chociażby w połowie roku - żeby wiedzieć co dalej, a z drugiej próbuję od tego uciec.
      Zawsze jest. Każde słowo otuchy się liczy. :)

      Usuń
    4. Będzie, na pewno będzie, bo po prostu życie też toczy się swoim torem i to dużo robi jaky nie patrzeć, no nie?:)
      Rozumiem takie rozerwanie ale...nic czasu nie przyspieszy ani go nie zawróci, tylko cierpliwość może nieraz uratować.

      Usuń
  8. Nie jest to łatwy moment w życiu...

    OdpowiedzUsuń
  9. No to high five - ja też zaczęłam własnie ostatni rok. I z jednej strony sie cieszę, a z drugiej miewam właśnie takie rozterki, jak Ty - co dalej? Chociaż mam kilka pomysłów na siebie, to jednak pozostaje ten lęk, że może się nie udać, że może się nie potoczyć po mojej myśli...
    Ale damy sobie radę. Trzymam mocno kciuki też za Ciebie, żebyś ten rok wykorzystała jak najlepiej, a żeby po nim wszystko się ładnie ułożyło :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - pomysły na siebie może i są, ale nachodzą też obawy. Raz - czy mi się uda, dwa - czy to jest na pewno to, czym chcę się zająć w swoim życiu. (swoją drogą zawsze ciągnęło mnie do sztuki, ale jak wiadomo, mało komu udaje się z tego wyżyć - tak czy inaczej, moje studia kompletnie z tym nie współgrają).
      Dziękuję kochana. Od teraz i ja trzymam kciuki za Ciebie. Mam nadzieję, że uda Ci się wszystko, co planujesz! :*

      Usuń
    2. Też mam takie obawy, ale ich się chyba nie da uniknąć, wiesz? Jesteśmy na takim etapie życia, że stoimy na rozdrożu po prostu.
      Do sztuki? Mi się kiedyś marzyło ASP, ale właśnie, ciężko z tego wyżyć. Ale przecież dobrze jest mieć takie zainteresowania. A jak mi kiedyś powiedział ktoś mądry: "na realizację pasji musisz mieć nieraz dużo pieniędzy, a te najlepiej zarobić nie na niej, bo ci zbrzydnie." Coś w tym jest :)
      To jak tak trzymamy za siebie kciuki, to musi być git :D :*

      Usuń
    3. Wiesz, też zawsze się dziwiłam gdy mój B. mówił, że nie chce zarabiać na rysowaniu, bo mógłby przestać to lubić - po czasie zrozumiałam, że przyjemność zamieniłaby się w obowiązek, a to zabiłoby jej całą magię.

      Usuń
  10. Aż mi się zatęskniło za studiowaniem...

    OdpowiedzUsuń
  11. A gdzie studiujesz?

    http://jzabawa11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem w klasie maturalnej, na chwilę obecną nie mam nawet 18 lat i po skoczeniu liceum planuję się wyprowadzić, możliwe, że zamieszkać z chłopakiem, podjąć pracę i powiem Ci, że nie odczuwam żadnego strachu. Co prawda nie myślę o tym często i to może jest powodem mojego spokoju, ale ogólnie uważam, że czym szybciej się usamodzielniamy to lepiej, zwłaszcza dla nas.. Także głowa do góry, na pewno nie będzie źle. Zmiany w życiu człowieka są potrzebne. Inaczej by było nudno, a zamieszkanie 'na swoim' przyniesie Ci na pewno mnóstwo cudownych chwil, a w przyszłości wspomnień :)

    http://poburzywyjdzieslonce.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Chyba masz rację. Im szybciej, tym człowiek chyba mniej się nad tym zastanawia. Raz, dwa i po krzyku. A im później, tym trudniej rozstać się z beztroską. :)

      Usuń
  13. Rozumiem Twoje obawy. Przeprowadzka w końcu jest w pewnym sensie stresującym wydarzeniem. Ja miałam podobnie.. z jednej strony chciałam się przeprowadzić, spróbować innego życia, a z drugiej strony tęskniłam za rodziną, za domem, ale jak się okazało - nie było tak źle ;]

    OdpowiedzUsuń
  14. idealny obrazek!
    jeśli możesz to poklikaj w kliki w poście u mnie :)
    http://panmalofel.blogspot.com/2014/10/autumn-vibes-military-pants.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Chyba nie warto się za bardzo zastanawiać. Co ma być to będzie, a do domu rodzinnego zawsze będziesz mogła przyjechać. :))

    OdpowiedzUsuń
  16. początki zawsze są trudne i zazwyczaj wywołują panikę i przerażenie:D bo w końcu to coś nowego :D ale pociesz się,że to początek ostatniego roku ! :D inni mają gorzej,początek studiów/szkoły itd... czyli masa lat jeszcze przed nimi..a przed Tobą tylko rok:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, zawsze to już bliżej niż dalej. :P

      Usuń
  17. Początki zawsze są trudne. Trzymam kciuki za Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  18. sądzę, że każdy z nas boi się nieznanego. ja osobiście nie mogłam się doczekać wyprowadzki i też wyniosłam się z domu dość wcześnie. ale rozumiem, że ta wizja nie dla każdego jest tak obiecująca jak dla mnie. myślę, że kiedy już nadejdzie twój moment to po prostu to poczujesz, a zanim to nastąpi, nie ma co się katować czarnymi myślami.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja sama rzuciłam studia i poszłam do pracy. Uważam ze to najlepsze co mogłam zrobić. Teraz robię karierę jako grafik komputerowy. Początki zawsze są trudne, ale zmiany są dobre :)
    Dobry wpis, będę obserwować :)
    Zapraszam również do obserwacji mojego bloga:

    ---> firogma.blogspot.com

    oraz polubienia mojej strony na facebooku:

    ---> Firogma Facebook

    Z góry dzięki i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Póki co, to masz jeszcze ten rok, żeby przywyknąć, oswoić się :)

    OdpowiedzUsuń
  21. kiedy się wyprowadzałam, targały mną podobne odczucia. Finalnie przez kilka tygodni nie mogłam przyzwyczaić się do mojego nowego prawie samodzielnego świata, a nawet nie byłam i w sumie nadal nie jestem na to gotowa. W sumie to fajnie, że rodzice jednak nie gadali mi co mam zrobić, mogłam się luzować kiedy chciałam nie miałam problemów z kłótniami typu "dzisiaj ty robisz pranie" jak to bywało między mną, a siostrą. Fakt, ze masz swobodę w decydowaniu o tym co i kiedy to zrobisz był boski. Ale najlepsze co moi rodzice mi mówili prawie zawsze kiedy do nich przychodziłam to " zawsze możesz tu przyjść bo to nadal jest twój dom" i tak zawsze się czułam. Pewnie będziesz mieć podobnie:) Ale nie martw się będzie dobrze, z czasem przywykniesz do wszystkiego. Pozdrawiam [www.nielegalna-strefa.blogspot.com]

    PS u mnie new:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to najpiękniejsze słowa jakie można usłyszeć w takiej sytuacji i mam nadzieję, że w momencie mojej wyprowadzki na dobre moi rodzice też mi to powiedzą. :)

      Usuń