czwartek, 18 września 2014

84. Alte Liebe rostet nicht!

...czyli w wolnym tłumaczeniu "Stara miłość nie rdzewieje!"

Witajcie. Dziś postanowiłam, że trochę popłynę. Popłynę po uczuciach - bo cóż, dawno tego nie było, a i zjawiło się ostatnio kilka czynników, które takowym rozważaniom sprzyjają (w sumie niczym innym się dzisiaj nie zajmowałam). A co do tytułu, dlaczego po niemiecku? Tak jakoś - sytuacyjnie. 
Wczorajszej nocy, jakimś cudem zasnęłam koło czwartej - dziś chodzę nieprzytomna. Ale uwielbiam takie noce, gdy leżę niby spokojnie, a muzyka wydobywa moje uczucia na wierzch - tak, że niczego nie chce się ukrywać, a może nie jest się w stanie już niczego ukryć...

Ludzie - jedni pojawiają się w naszym życiu, inni - z niego odchodzą. Są jednak osoby, które pozostają częścią naszego życia, nawet jeśli nie ma ich przy nas fizycznie. Są wspomnienia, które wracają jak bumerang, po usłyszeniu choćby jednej nuty. 
Mijają lata, a ludzie się zmieniają (fizycznie) - dorastają, nie wyglądają  już tak jak wtedy, gdy się poznaliśmy. A mimo to, w każdym z nas jest fizyczna część, która pozostaje taka sama - mimo upływu lat. Oczy, głębia spojrzenia. 
Możesz ściąć lub zapuścić włosy, możesz się przefarbować czy zrobić dready. Możesz zrobić sobie mnóstwo kolczyków na twarzy lub wytatuować całe ciało. Możesz wyszczupleć lub przytyć - Twoje oczy wciąż będą takie same. Zawsze będę z nich czytać, tak samo, jak kiedyś z ciemnobrązowych oczu zagubionego chłopca - dziś, mimo iż minęło osiem lat widzę w oczach mężczyzny ciągle tego samego, zagubionego chłopca. Chłopca, którego dziś chętnie poprowadziłabym za rękę. Niestety - nie mogę. (zawsze zakochiwałam się w dwóch rzeczach, zanim pokochałam kogoś tak "właściwie" - w oczach i w głosie).
Wiem, że przez te kilka lat w ogóle się nie interesowałam. Może byłam zła, może po prostu chciałam odejść przytłoczona presją otoczenia, która wytykała mi uczucie do tego, co tworzysz (na prawdę byłam znienawidzona - co wówczas było dla mnie nowością, dziś - codzienność, nie przeszkadza mi to). Chyba byłam za młoda, zbyt niedojrzała do tego, aby stać wiernie przy Twoim boku i Cię bronić. Poddałam się, ratując swój tyłek i zapominając o Tobie. Ale wiesz co? To uczucie nie umarło. Nieraz ukradkiem wracałam, patrzyłam i słuchałam. Słuchałam głosu, którego uwielbiałam słuchać, patrzyłam w oczy, w które uwielbiałam patrzeć. Nieczęsto, ale co jakiś czas. Systematycznie - pamiętałam. Chciałam nawet wrócić, o tak chętnie bym wróciła, ale... nie miałam do czego. 

Tak wiele wspomnień wróciło, gdy Go zobaczyłam. Nie dzieciaka, a mężczyznę - zupełnie innego. Mimo to, od razu poczułam to co kiedyś, dokładnie to samo. Poczułam, że jest taki sam, mimo, że inny. Tylko skąd wiedziałam, że to On, skoro się zmienił? Coś mi podpowiedziało... Teraz wiem, że jest we mnie jakaś mała część, która została przez Niego zniewolona lata temu i już zawsze będzie do niego należeć. Już zawsze będę się rozpływać przy każdej nucie, już zawsze będę nałogowo pochłaniać każde słowo, nie znając umiaru, aż w końcu przedawkuję (jeśli to w ogóle możliwe) topiąc się w głębi ciemnobrązowych oczu, przepełnionych iskierkami. Takimi samymi, jak kiedyś.

Skoro nie wolno mi Ciebie kochać, będę kochać Twoją muzykę... Chociaż tyle. 
źródło: tumblr
(Czytałam ten tekst chyba z piętnaście razy, zastanawiając się czy nie zagubicie się w nim zbytnio. Z drugiej strony - chyba chciałam Was nieco zakręcić. A tak, żeby raz na jakiś czas nie podawać wszystkiego wprost, żeby trzeba było się czegoś domyślić, coś dopowiedzieć samemu. A może nawet... znaleźć tam cząstkę siebie.)

34 komentarze:

  1. Potrzebuję jednej rzeczy bym w pełni zrozumiała tą notkę :) Czy chodzi o miłość z przeszłości? :) taką szkolną? :)

    I mam jedną uwagę odnośnie kwestii organizacyjnych Twojego bloga. Miałam już to napisać jakiś czas temu i to nie raz, ale gryzłam się w język. Dziś stwierdziłam, że to napiszę. Jak chce się dodać u Ciebie komentarz to strona odświeża się dwa razy, nie wiem czy to przez tą muzykę i często się zapomnę i przez to mi się skasuje w połowie napisany komentarz a dziś mi się całkiem wyłączył Twój blog przez to, bo mi net zgubił zasięg :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, można tak powiedzieć. :)

      Tak? Ojej, to na prawdę nie wiedziałam. Mi się dwukrotnie odświeża przy samym wejściu na stronę, później już nie, albo nie zwracam na to uwagi. Być może to wina wolniejszego Internetu? Postaram się dowiedzieć coś więcej na ten temat - czy to wina odtwarzacza i spróbuję temu zaradzić.
      Ogólnie podobnie mi się robi jak Tobie, gdy ktoś ma połączone konto z Google+.

      JEŚLI KTOŚ MA TAKI PROBLEM JAK ANELISE, TO PROSZĘ MNIE POINFORMOWAĆ! Postaram się znaleźć przyczynę i temu zaradzić!

      Usuń
    2. Ja mam podobny problem i również myslę że to kwestia muzy (która de facto wyciszam bo mnie denerwuje)

      Usuń
    3. Okej, więc wyłączę ją na próbę.

      Usuń
    4. Jeśli chodzi o kwestie organizacyjne to przy komentarzach mi się nie odświeżyło, więc problem zniknął, tylko odświeżyła mi się raz przy załączaniu bloga tak jak Ty pisałaś, że Tobie się robi :)

      Jak to się stało, że znów spotkałaś tego kogoś? :) Przypadek? :P

      Usuń
    5. No to się cieszę, że problem rozwiązany. :)

      Wiesz, wolę mówić sobie, że to był przypadek. Ale chyba podświadomie szukałam okazji do tego "przypadku". :P

      Usuń
    6. To może zamiast liczyć na przypadki, pora wziąć los we własne ręce i zrobić pierwszy krok? :)

      Usuń
    7. Mnie też na Twoim blogu tak się odświeża i czasem kasuje się komentarz zanim go zatwierdzę.

      Usuń
    8. Tylko, że ja chyba już nie chcę do tego wracać. Wolę się upajać tym uczuciem na odległość. :P

      Natalio, co mogłam to już zrobiłam w celu naprawienia tego, :)

      Usuń
  2. Ech zgadzam się z tytułem, moze nie do końca to jeszcze miłość, ale wspomnienia bywają bardzo silne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, właściwie rozumiem twoje uczucia. Człowiek ma niesamowita, cholerną pamięć- a jak nawet nie pamięta, zawsze coś znajdzie. Ja znalazłam napisane na biurku M w serduszku...jeszcze z czasów głębokiej gimbazy :D Bo ja z kolei mam coś do imion. Zapisuje je wszędzie. Na biurku M, jakieś E się gdzieś pałęta, a T pisałam od wczesnego, bardzo wczesnego dzieciństwa. jedno imię prześladuje mnie właściwie od urodzenia. A już nie daj Boże przypominasz sobie jakieś stare wydarzenia, sytuacje. Mi z tego cała piosenka wyszła, może kiedyś ją opublikuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do imion, to gdy byłam z gimnazjum - moje koleżanki wypisały pewne imię na całym bloczku samoprzylepnych karteczek i powrzucały mi je w różne miejsca mojego pokoju - odnajduję je do dziś. :P

      Usuń
  4. Ciemnobrązowe oczy przepełnione iskierkami, a do tego głos podrażniający serce. O tak, znalazłam cząstkę siebie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja w to definitywnie nie wierzę.

    http://jzabawa11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja uważam że stara miłość może zardzewieć, ba! pokruszyć się i rozlecieć, zakopać gdzieś w piachu. przynajmniej moje stare miłości takie były, nieprawdziwe. teraz jest inaczej :)
    pozdrawiam cieplutko myszko ;*
    ayuna-chan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, u mnie też ogólnie różnie bywało, ale... ta jedna i w sumie pierwsza, poważna miłość odcisnęła spore piętno w moim sercu i wiem, że nigdy tego nie zapomnę. :)

      Usuń
  7. Ja też często zakochuję się w głosie chłopaka... Czasami w oczach... Ale najbardziej dla mnie liczy się całokształt. Osobowość. Uważam, że stara miłość może zardzewieć. Ale to zależy od osób. Niektórzy ludzie kochają kogoś przez wiele, wiele lat. Nawet, jeśli oboje się zmieniają, to to nic nie zmienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam gdzieś, że kocha się tylko raz, a zakochuje wiele razy. Być może wtedy naprawdę kochałam. Dlatego tak bardzo pamiętam.

      Usuń
  8. no to teraz ja trochę skomplikowanie powiem co myślę :D
    czas leczy rany, goi ... zapomina się o wszystkim złym i rozpamiętujemy to co było dobre.. zwłaszcza my kobiety... jeśli się rozstaliście to z jakiegoś powodu..
    często sobie wyobrażamy jakby to było zacząć od nowa.. i skoro tyle czasu żyliśmy z tymi dobrymi wspomnieniami.. nagle też będziemy się stykać z wadami , złymi przyzwyczajeniami z tymi rzeczami, które nas zwyczajne wnerwiały... i oczarowanie kolejny raz pryska.. jak bańka mydlana.. puf...
    wiem mówi się "stara miłość nie rdzewieje" ale też się mówi " nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki " .. nic nie jest nie było y nie będzie takie same jak za pierwszym razem ... niestety :(

    OdpowiedzUsuń
  9. pamiętaj tylko, żeby te dobre wspomnienia nie zaćmiły oczu na nadchodzącą być może już wieczną miłość :)
    czasem po prostu przeszłość chce nadal żyć w naszej teraźniejszości niszcząc przyszłość

    miłego weekendu słodka! muaaa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, od zawsze mnie to męczyło, bo sama nigdy nie wiedziałam dlaczego nastąpiło to rozstanie. Po prostu i tyle.
      No a co do powrotów - nie mam zamiaru do niczego wracać. Myślę, że wtedy tak cała "magia" by prysła, a ja lubię się tym uczuciem upajać. :)

      Usuń
  10. Podstawowe pytanie brzmi- czy tęsknimy do człowieka, czy do miłości i tego, jak przekrzywiła to nasza pamięć- bo zawsze przecież przekrzywia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co? Chyba właśnie otworzyłeś mi oczy. Chyba tęsknię za tym przekrzywieniem, nie za osobą.

      Usuń
    2. Hm...teraz nie wiem, to dobrze czy źle?:)

      Usuń
    3. Myślę, że dobrze. Wiem, że nie chcę wracać do tego człowieka, mimo wszystko. Teraz, gdy wiem, że tęsknię za przeżyciami - nie będę musiała ze sobą walczyć.

      Usuń
  11. Czasami, szczególnie jak mam dzień pt. "Sens istnienia", zaczynam dużo myśleć nad jednym tematem. Dzisiejsza gimnazjalna miłość, a jak będzie jutro? Czy za 10 lat, gdyby urósł stał się dorosłym mężczyzną, chodził do pracy.... Czy dalej myślałabym o nim tak samo. Czy tu chodzi o głębsze uczucie, czy tylko szczeniackie zaloty. Często się mówi, że to taka pierwsza miłość, będą inni. Ale co jeżeli to ten jedyny? Co jeżeli za 10 lat będziesz siedzieć na łóżku i płakać, bo nie zagadałaś. Bo nie wiedziałaś.
    Za dużo przemyśleń. Nie jestem filozofem. Będzie co ma być. ;)
    Mogę zaprosić?
    http://normalnieszaleni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, uczucie o którym napisałam w notce pochodzi z czasów gimnazjalnych, z tych "szczeniackich" zalotów. Do dziś mam chwilę, że się zastanawiam - co by było gdybyśmy to uratowali. Sama nie wiem czy takie przemyślenia mają sens, pewnie nie. Czasu nie cofnę, ale... chyba nawet bym nie chciała. :)

      Usuń
  12. Zastanawiam się, czy własnie ta zniewolona cząstka w nas kocha nadal tego człowieka, czy może wspomnienia z nim związane? :

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama się w tym gubię. Wspomnienia wracają, gdy widzisz tę konkretną osobę. Może ta osoba, ja po prostu czynnikiem przywołującym to, do czego tak na prawdę tęsknimy.

      Usuń
  13. Te uczucia czasami są za bardzo żywe...

    OdpowiedzUsuń

  14. super wygląda!

    fashionable-sophie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspomnienia mogą wiele zadziałać, zamieszać niekiedy. Post bardzo prawdziwy.

    OdpowiedzUsuń