piątek, 12 września 2014

81. Lustereczko powiedz przecie... Minęłam Cię pięć minut temu w toalecie???

Witajcie Kochani. Przyznam się Wam, że chciałam już wczoraj coś do Was napisać - ba, nawet napisałam całą notkę, ale po skończeniu zamiast ją opublikować poszłam na kolację. Po powrocie uznałam, że jest beznadziejna i po prostu ją usunęłam. Później jakoś nie miałam weny na nic nowego i zaczęłam odpowiadać na pytania zadane mi w LBA - publikacji odpowiedzi możecie się spodziewać w najbliższym czasie (nie wiem kiedy skończę). No a że pytań wiele i odpowiedzi dość obszerne - nie zdążyłam w określonym czasie (mam dość uporządkowany plan dnia, którego staram się trzymać). Dopiero w momencie, gdy powinnam iść spać naszła mnie ogromna wena, której postanowiłam nie ignorować w obliczu ostatnich kryzysów twórczych. Także napisałam cały post, jednak z publikacją wstrzymałam się do "rana", bo wiecie - z pracą mózgu o drugiej w nocy różnie bywa. Wolałam sprawdzić świeżym umysłem, jak się to wszystko czyta. Także nie mając dalszych zastrzeżeń zostawiam Was z moimi nocnymi spostrzeżeniami.
Nie często zerkam w lustro, przez co wielu zmian, które we mnie zachodzą - po prostu nie zauważam. A może to dlatego, że widuję się codziennie? Nie dostrzegam drobnych rzeczy - tak jak wzrost dzieci, gdy z nimi mieszkamy - na co dzień nikt z domowników nie zauważa, że dziecko urosło, ale nagle ubranka stają się za małe - właśnie NAGLE. Zauważamy kumulację tych małych zmian, które tworzą coś wielkiego. Może też tak jest właśnie ze mną. Nie lustruję się codziennie, nie latam wokół siebie z miarą, po prostu nie. Nie odczuwam takiej potrzeby, a potem - a potem jestem zdziwiona.
Pamiętacie jak ostatnio wspominałam o swoich paznokciach? Nie zauważyłam kiedy urosły. Pamiętam tylko, że na koniec szkoły były tragicznie połamane i mega krótkie - jak na mnie. Teraz, dopiero na jednym ze zdjęć ujrzałam swoje szpony - nie ma co, trzeba przykrócić, dla dobra ogółu (żeby mi B. nie jęczał, że Go znów podrapałam).
Kolejnym zaskoczeniem dla mnie jest obecna długość moich włosów. Nie jest tajemnicą, że przycinam je co jakiś czas i dodatkowo cieniuje. Ale... Ostatnio mam je ciągle związane, naturalnie pokręcone - po prostu pozwalam im żyć własnym życiem. Dopiero wczoraj w lustrze, po umyciu dostrzegłam, że wyprostowane sięgają mi prawie do pasa- kolejny szok. Zastanawiam się jakie były przed obcięciem. o.O Ogólnie nawet ich rudość zauważyłam dopiero, gdy strzeliłam sobie samojebkę na plaży (fakt słońce przyprażyło w tym roku dość obficie i zafundowało mi darmową koloryzację, obecnie już jest mi coraz bliżej do blondu).
Kolejnym faktem, którego nie dostrzegłam w ostatnim czasie jest stan mojej cery. Polepszył się (odpukać w niemalowane drewno, żeby nie zapeszyć) i to znacząco. Nie miałam nigdy jakiś wielkich problemów w tej kwestii, ale od czasu do czasu parę elementów, których wolałabym nie oglądać pojawiło się na mojej twarzy. Codziennie po kąpieli więc nakładałam na nie specjalny krem - ostatnio okazało się, że... nie mam go na co nałożyć (o ja nieszczęsna hahaha). No i tak sobie stałam chwilę z paluchem umazanym w kremie konsternując w co go wytrzeć.
Ogólnie to nie jest tak, że mam jakiś problem z patrzeniem na siebie czy coś. Nie mam problemu z akceptacją swojego ciała, swojego wyglądu. Jest mi dobrze, tak jak jest. Wiadomo, jak każda z nas, mam raz na jakiś czas taki dzień, że możecie mnie wsadzić w sukienkę od Valentino, na nogi wcisnąć szpilki Louboutina do tego wymalować tak, że sama siebie nie poznam, a ja i tak powiem Wam, że nie czuję się CHOCIAŻBY ładna. Ale na co dzień tak nie jest... Patrzę w lustro i powiem Wam, że nawet akceptuję siebie bez grama makijażu - jakoś tak nie chce mi się ostatnio malować, to sobie wmawiam, że tak też jest fajnie (hahaha).
Także, jak widzicie - ja nie ogarniam w tym momencie samej siebie i tego, jak wielu rzeczy nie zauważam. Być może jest też tak, ponieważ na nic z tych rzeczy nie czekam - wiadomo jeśli zapuszczamy włosy - nie możemy się doczekać ich idealnej długości (a ja moje co dwa miesiące skracam). Wiecie, mam też tak, że nie raz idąc do toalety, w jakimś miejscu publicznym - no powiedzmy u mnie w szkole czy w jakiejś galerii, myjąc ręce - stoję 30 cm od lustra zawieszonego na całej ścianie i po wyjściu nie wiem jak wyglądam. Nie mam pojęcia czy jakimś cudem udało mi się tego lustra nie zauważyć, czy patrząc na siebie uznałam, że jest okej i olałam ten fakt. :D
źródło: tumbrl
Na koniec dodam jeszcze, że często zdarza mi się przeglądać MIMOCHODEM w witrynach sklepów, szybach pociągu czy tramwaju - także aż taka anty w patrzeniu na siebie nie jestem. Nie mam więc pojęcia jak to się dzieje, że nie raz po odejściu od lustra, nie mam pojęcia jak w tym momencie wyglądam.
A Wam zdarzyło się kiedyś coś podobnego? Ile razy w ciągu dnia przeglądacie się w lustrze?

21 komentarzy:

  1. Moja siostra czasem pyta czy widać, że schudła, a ja nie widzę bo zbyt często się widzimy:D A włosy też ścinam co dwa miesiące;) W lustrze przeglądam się nie za dużo:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam kilka osób, które na każdej przerwie siedzą w łazience, bo sprawdzają, czy przypadkiem jakiś włosek im nie odstaje. Osobiście nie lubię mieć szopy na głowie, no ale bez przesady!:)

    myheart-mymusic.blogspot.com
    katethecambrdiges.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja droga..bo to wielka przywara ludz. Nie tylko słuchamy, ale nie słyszymy, ale często i patrzymy, ale nie widzimy :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale filozoficznie do tego podszedłeś. :)

      Usuń
    2. Ano zawsze, pseudomądrości Kordiana XD

      Usuń
  4. Hm, wolę nie patrzeć w lustro. I tak wiem jak wyglądam w danej chwili: czarna, potargana kupa ciuchów na nóżkach jak szczudła. zwłaszcza zimą przypominam skład szmat wędrujący po mieście :D Nie mam złudzeń co do swej urody i pocieszam się tylko, że w gimbazie było gorzej. Mimo to lubię przeglądać się w wystawach i lustrach bo nie mogę powstrzymać się od podziwiania moich nowych glanów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. " zwłaszcza zimą przypominam skład szmat wędrujący po mieście" - nie no padłam ze śmiechu. Ale masz do siebie podejście. :D Ale dobrze, że trzymasz taki dystans. :)

      Usuń
  5. Ja w sumie dość często bo mam duże lustro w pokoju i nawet jak przechodzę przez pokój to spojrzę, w pracy w łazience też jest duże lustro. Małego lusterka już przy sobie nie noszę, ale mam spory telefon z wyświetlaczem dotykowym więc czasem jak coś czuję, że jest nie tak to przeglądam się w telefonie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W telefonie jako lusterka zdarza mi się używać przedniej kamerki . :P Ale to też, jak pisałam, bardzo rzadko.

      Usuń
    2. Ja dopiero od niedawna tą przednią kamerkę mam i raz już chciałam tak zrobić, ale byłam w autobusie więc nie bardzo :D Ale też dobry sposób :D

      Usuń
    3. No to faktycznie, ludzie mogliby się dziwnie patrzeć. :P

      Usuń
    4. No właśnie, toteż nie było to aż tak ważne :D

      Usuń
  6. Zazdroszczę długich włosów. Ja w wieku ośmiu lat miałam włosy za pupę i- głupia- oczywiście ścięłam po komunii. Później zaczęłam zapuszczać, a następnie znowu ścięłam. I tak w kółko. A teraz naprawdę zapuszczam... Co do przeglądania się... Wisi mi to, czy wyglądam wyśmienicie, w szkole czasem się przejrzę, ale mam inne zmartwienia niż dobry wygląd :). I tez się przeglądam w witrynach sklepów. Tak jakoś. Z przyzwyczajenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ścięłam dopiero w drugiej gimnazjum i od tej pory sobie rosły, chociaż ciągle je co nieco podcinam :)

      Usuń
  7. No ja za to bardzo często zerkam w lustro. I po przeczytaniu tego co napisałaś nie wiem czy to dobrze czy źle. Nie należę do osób ślepo w siebie zapatrzonych czy też przeciwnie, nie mogących znieść swojego widoku. Patrzę w to lustro, bo.. właściwie nie wiem czemu. Chyba się sobie całkiem podobam. Może to jest powód. Może też powodem jest to, że moje niesforne włosy, bardzo często lubią sterczeć we wszystkich możliwych kierunkach, a ja patrząc w lustro kontroluję je. :D :)

    Twoje posty są świetne, http://poburzywyjdzieslonce.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uważam, że to złe. Jeśli ktoś lubi na siebie patrzeć, to czemu nie? :)
      Ach, dzięki wielkie. :*

      Usuń
  8. haha! to chyba typowy odruch każdej kobiety! jakbym miała tak liczyć w ciągu dnia ile razy się przeglądam w lustrze..witrynach, w samochodzie!
    to jakieś uzależnienie!!! :D ahhh kobietą być :D
    psssssss rodzice mnie nazywają "laluś" ^.^ nie wiem skąd to się wzięło

    haha!

    miłego weekendu piękna!
    mua!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja często patrzę w lustro . Mieszkam w mieszkaniu . Aby przejśc do jakiegokolwiek pomieszczenia trzeba przejśc przez przedpokój w którym na centralnej ścianie wisi lustro . Trudno nie zobaczyć swojego odbicia ...

    http://Fidanzataa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. tez wielu rzeczy nie zauwazam, dopiero teraz kol zaczela mi wypominac jak bardzo sie zmienilam..

    dorey-doorey.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. na pewno znam temat z przeglądaniem się w witrynach sklepowych itp. Po za tym tyle co rano, albo jak jestem w łazience wtedy przyglądam się szczególnie wypryskom na twarzy, ale kiedy zmywam maskę cean and clear zawsze na zewnątrz okazuje się, ze jednak nie do końca i mam gdzieś jakieś białe ślady. To chyba dziwne, że się tak przyglądam czy nic nie ma, a jednak jest. Hmm, coś nie tak z tymi lustrami. A jeśli chodzi o makijaż stosuje tylko kredkę do oczu, Pozdrawiam i zapraszam [www.nielegalna-strefa.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń