wtorek, 2 września 2014

78. Wynajmę mieszkanie! Najlepiej za darmo!

Witajcie. Dziś przychodzę się Wam WYŻALIĆ i wyładować swoje zbulwersowanie na temat poszukiwania mieszkania. Fakt, faktem - zaczęłam późno - jak co roku. Jak co roku również obiecywałam sobie, że zacznę wcześniej - oj no nie miałam czasu. Trzeba się było wyczillować. Za co teraz płacę zszarganymi nerwami. No, ale spokojnie. Nie pali się. Zacznie się palić, jak będzie 13. (od 14. potrzebuję mieszkania). Ale to nie o tym chciałam, przejdźmy do żali właściwych.
Nie mogąc znaleźć dwóch jedynek w tym samym mieszkaniu, postanowiłyśmy z koleżanką (od dwóch lat żyjemy w symbiozie - kochając się i nienawidząc na przemiennie, jednak nie potrafiąc żyć bez siebie) zagarnąć jakieś dwie zbłąkane duszyczki i wynająć całe mieszkanie. Wiadomo, im więcej osób, tym taniej wychodzi. Dodałam więc ogłoszenie na facebooku - bo gdziesz w dzisiejszych czasach szukać ratunku, jak nie tam? Dodałam je w trzech grupach, zrzeszających opóźnione w poszukiwaniu lokum, grono studenckie. Napisałam coś takiego: "Poszukuję dwóch dziewczyn zainteresowanych pokojem dwuosobowym, do wspólnego poszukiwania mieszkania wraz z koleżanką. Więcej informacji - priv." Niby wszystko jasne, nie? DWIE dziewczyny, pokój DWUOSOBOWY, POSZUKIWANIE mieszkania. Myślałam, że jest to dość czytelne i komunikatywne - myliłam się.
Napisało do mnie 12 dziewczyn, z czego nawet nie połowa zrozumiała o co chodzi w ogłoszeniu. Za to te, które zrozumiały - miały wymagania, że głowa mała, ale po kolei.
Dostawałam różne wiadomości, ze czego pierwsze, które mnie rozbiły to konkretne pytania o mieszkanie. Czyli gdzie ono jest, jakie ma wyposażenie i ile wychodzi na osobę. - ludzie! Czy słowo POSZUKIWANIE nie znaczy, że dopiero będziemy szukać??? Tłumaczyłam to niekumatym dziewojom tyle razy, że na końcu przestałam już odpisywać na takie pytanie. Po prostu opadło mi wszystko, co mi opaść mogło.
Kolejne kwiatki nie odrobiły zadania domowego z liczebników. Napisałam wyraźnie, że chodzi o DWIE dziewczyny i pokój DWUOSOBOWY. Zaczęły pisać dziewczyny szukające lokum same. Twierdząc, że zajmą jedno miejsce w pokoju dwuosobowym. Po czasie jednak próbowały mi wmówić, że myślały, iż to ja z koleżanką zajmę ten pokój dwuosobowy, a ona weźmie jedynkę - powiedzcie mi proszę, w którym miejscu to napisałam, bo chyba rzuciło mi się na oczy, albo jeszcze gorzej... na mózg. Nie wiem co piszę.
W końcu pojawiła się iskierka nadziei. Chociaż przebłyski blondu i strasznie przerysowane brwi kazały mi zwątpić. No, ale okej. Kumata laska - szukamy mieszkania, pytała o lokalizację, ile maksymalnie chcemy, by wyszło na osobę. Dobra - szukamy. No to podsyłam jej jedno, drugie ogłoszenie - po czym z łaski swojej oznajmia mi, że ona CHCE KONIECZNIE NA JEŻYCACH, żeby mieć na uniwersytet blisko... Już chciałam zapytać, DZIEWCZYNO, NIE UMIESZ WSIĄŚĆ DO TRAMWAJU???? Grunwald - nie, za daleko. Winogrady - no ewentualnie, ale to jest totalna ostateczność. Rataje - oczywiście za daleko. O okolice Malty nawet nie pytałam... Bo koniecznie JEŻYCE i nie szło jej przemówić, że tu prawie nic nie ma! A już na pewno nie w takich cenach jakie by sobie księżniczka życzyła. Ach, no tak. Zapomniałam o kolejnym wymaganiu. Na wieść o tym, że ja i koleżanka bierzemy jedynki - ona zaczęła kręcić nosem, bo też by chciała z koleżanką osobne pokoje. Ale, żeby nie płacić więcej niż 550 ze WSZYSTKIM. Nie wiem, gdzie się to dziewcze uchowało - ale szukam. Wpisałam - mieszkanie, 4 pokoje, maksymalna cena 2200. No patrz, znalazło się coś. Aż 3! Tylko, że jedno na Grunwaldzie, drugie koło Malty, a trzecie na Wichrowych - gdzie nawet ja już kapituluje. Także przykro mi, wymagania księżniczka miała zbyt duże i musiałam się z nią pożegnać. Nawet dobrze, bo zaczynała mnie drażnić. A jak ktoś mnie drażni, to lepiej niech ze mną nie mieszka...
źródło: tumbrl
Ogólnie w sprawie mieszkania, tudzież pokoi stoję w martwym punkcie. Może poza tym, że znam już większość ogłoszeń na pamięć. Poszukałam nawet dzisiaj pokoje, wysłałam koleżance opieprzając ją za te wszystkie niekumate laski, za to, że musiałam im wszystko tłumaczyć. Zostawiłam ją z tym wszystkim i powiedziałam, że mam dość, już mi się nie chce. Przynajmniej ruszyła tyłek i zaczęła coś robić.
Odniosłam też wrażenie, że z roku na rok ceny pokoi i mieszkań są coraz wyższe. Pamiętam, że gdy zaczynałam studia, to ludzie za pokój jednoosobowy wołali maksymalnie 650 złotych, dziś od 750 ceny się zaczynają... Ach te piękne czasy, gdy za całe mieszkanie płaciłyśmy 1100.
No nic. Wylałam swe żale i powiem Wam, że jak zwykle mi to pomogło. Czuję się lekka i mogę spokojnie iść spać. Mieliście kiedyś podobne mieszkaniowe przygody? A może coś jeszcze bardziej zakręconego Was spotkało? Dzięki za czytanie moich wypocin i do usłyszenia. :)

25 komentarzy:

  1. mnie chyba czeka to samo, miałam mieszkać w akademiku a do dzisiaj nie dostałam decyzji o przyznanie jego

    http://jzabawa11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj nie zazdroszczę Ci takich przygód :), ja nie miałam okazji szukać nigdy mieszkania, cały czas mieszkam w swoim domu, ale kto wie jeszcze może być wszystko przede mną :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale masz przejścia! życzę by w końcu Ci się udało coś znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Coś znajdę na pewno, tylko nie chciałabym brać CZEGOKOLWIEK w akcie desperacji :P

      Usuń
  4. powodzenia w szukaniu! widać nie można takich rzeczy zostawiać na później ;(

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Ja chyba nauczona corocznym fartem nie potrafię się zabrać za to wcześniej. :P

      Usuń
  5. Z mieszkaniami z roku na rok jest chyba coraz gorzej, ceny coraz większe. Ja już po studiach, ale też miałam niezłe przeboje z poszukiwaniami. O ponad roku mieszkam tylko z chłopakiem, w kawalerce, ale zdążyliśmy za ten czas zaliczyć już jedną przeprowadzkę, bo właściciele mieszkań są czasami niepoważni. Już sama nie wiem co gorsze - kłopot z współlokatorami czy właścicielami :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba z właścicielami. Oba typy problemów już przerabiałam i nieznośny lokator i małą pomocą się wyniesie - w przypadku właściciela, jedyną opcją jest nasza przeprowadzka - na samą myśl mi się nie chce. :P

      Usuń
  6. Współczuję Ci :) Ja na szczęście nigdy nie szukałam takiego mieszkania, bo mam dość niedaleko od siebie na studia i połączenie (pominę jakiej jakości) autobusowe.
    Nie wiedziałam, że takie perypetie tam są. Radziłabym Ci podzwonić po ogłoszeniach do właścicieli mieszkania i powiedzieć, że jesteś z koleżanką zainteresowana wynajmem. Często się okazuje, że oni mają już numery kilku osób, które szukują współlokatorów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam połączenie pociągiem, ale studiuje dziennie i nie chce mi się codziennie dojeżdżać. (tak jestem leniem :P )

      Usuń
    2. Też studiuję dziennie, ale mnie znów nie stać na wynajem mieszkania czy akademik. Z resztą doceniam święty spokój jaki mam w swoich czterech ścianach :) Kiedyś bardziej bym była skłonna mieszkać na mieście bo imprezowałam, a teraz... fajnie, bo bliżej i więcej możliwości i czas oszczędzony. Ale nie tak bardzo mi już na tym zależy :)

      Usuń
    3. W mieszkaniu też mam spokój, może nie tyle, co w domu, ale... Ja nie imprezuję, ale dzięki pomieszkiwaniu w mieście zaznałam chyba innego życia. :) No i spodobało mi się.

      Usuń
  7. łoł nie wiedziałam, ze studenci maja takie problemy. Hmm ja chce się wynieść z obecnego mieszkania i poszukać czegoś bliżej miejsca pracy. Po za tym tam gdzie mieszkam jest wszędzie daleko więc dobrze by było gdzieś niedaleko centrum, ale az się boje zacząc przeglądać ogłoszenia. Pozdrawiam [www.nielegalna-strefa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się zawsze przed tym bronię, bo wiem, że jak już zacznę, to tak szybko nie skończę.

      Usuń
  8. Sama nie miałam takich problemów, bo na studia dopiero wyjadę w jakiejś przyszłości. Za to coś słyszałam o takich kłopotach od brata. Na samym początku mieszkał w miejscu, które było daleko od jego uczelni. I niby jeździł autobusami, ale stwierdził,że zdecydowanie była za długa droga, te dojazdy go męczyły,więc postanowił znaleźć kolejne lokum. Tym razem nie odpowiadali mu współlokatorzy. A teraz mieszka sobie u cioci,która dostała mieszkanie po pewnej zmarłej osobie. Jedyny warunek jest taki,że musi zajmować się tym mieszkaniem i płacić za gaz, wodę i inne takie.
    Życzę aby udało się wam znaleźć to mieszkanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj przydałaby mi się taka ciocia. ;)
      Dziękuję.

      Usuń
  9. Szukanie mieszkania, zwłaszcza juz we wrześniu to zawsze jest koszmar...wiesz, jakby co to jakiś czas mogę cię przygarnąć, zaadoptujemy cię XD
    A moje Jeżyce w ogóle się bardzo popularne wśród studentów w ostatnich latach zrobiły, zdecydowanie. Zwłaszcza okolice Kościelnej etc:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, kochany wielkoduszny Kordian! :D W sumie jeden kot w tą czy w tą (bo wiesz, jestem mała - niczym kot. xD)
      Ja tam nie znam tych ulic za dobrze, bo tam mnie JESZCZE nie było na dłużej. Dla mnie najważniejsze, żebym miała tramwaj do centrum, albo chociaż do mostu dworcowego. :)

      Usuń
    2. No tak, zmieścisz się na kanapie XD
      No to koło ul. Dąbrowskiego musicie mieszkać po prostu. Z Kościelnej niedaleko. Poszukaj może ogłoszeń z Bamberskiego Dworu, o.

      Usuń
    3. Nigdy o tym nie słyszałam. o.O

      Usuń
  10. Dobrze,że nie mam takiego problemu bo by mnie chyba nerwica wzięła :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Współczuję Ci . J abym chyba zwariowała odpisując na takie wiadomości

    Czy możesz poklikać w link w najnowszym poście? Byłabym ci bardzo wdzięczna , ponieważ wiesz , że to dla mnie strasznie ważne , a ja za to wiem , że bez Twojego kliknięcia mi się nie uda

    http://Fidanzataa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj... Mnie by już dawno szlag trafił :D Życzę powodzenia :)

    myheart-mymusic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Klasyka gatunku, jak dasz ogłoszenie, że szukasz jedynki, to przychodzi z kolei tysionc pińcet wiadomości, że szukamy miłej studentki do dwójki, w całkiem innej lokalizacji niż preferowana... Albo ciąganie przez właścicieli na oglądanie, przy czym na miejscu okazuje się, że cena podana w ogłoszeniu nie obejmuje opłat, mimo że przez telefon padła inna informacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Piszesz, ze chcesz max 650 zł z opłatami, a przysyłają Ci oferty 700+opłaty.

      Usuń