poniedziałek, 25 sierpnia 2014

75. Dla jednych podłogą, dla drugich zaś sufitem...

Witajcie! Jak widać wróciłam, cała, zdrowa i prze szczęśliwa. Wypad udał się wspaniale. Po krótce powiem Wam, że na koncercie było MEGA. Muzyka zrekompensowała mi długie oczekiwanie na wejście (organizatorzy mieli opóźnienie dobre 40 minut). Mimo tego i jeszcze kilku wpadek - wiem, że za rok jadę znowu, choćby nie wiem co. Emocje są nieziemskie i UWIELBIAM. Poza tym wbiłam nad morze - bo to moje drugie UWIELBIENIE poza koncertami. Tym razem było lepiej niż w Mielnie. Jakoś tak przyjaźniej, słońce grzało i nigdzie nie spotkałam pijanych ludzi. Także - jeśli lubicie spokój to polecam Dziwnów. :) A teraz do tematu.
Do poruszenia tego zainspirowała mnie jedna z notek Silenze - dzięki, której przypomniało mi się parę spraw, nad którymi nigdy się w sumie nie zastanawiałam. No i w końcu zaczęłam, więc - do rzeczy!
Zaczynając od początku, gdy człowiek jest w gimnazjum czy liceum - co dla niego jest tym tytułowym sufitem? Nie wiem w ilu przypadkach tak jest, ale w moim przypadku było to - bycie wśród tych NAJ, tych FAJNYCH. W sumie u mnie obowiązywało to tylko w gimnazjum - taka chora hierarchia, w szkole średniej - wszyscy byliśmy równi, no i fajnie. Ale... przyszedł czas na studia. To tutaj miejscowi - wychowani całe życie w wielkim mieście stykają się z przyjezdnymi, chcąc niejako pokazać im, kto jest wyżej. Te ładne dziewczyny trzymają się tylko z równymi sobie, obśmiewując przy okazji ludzi, którzy znaleźli się niżej - serio, poczułam się jakbym wróciła do gimbazy. Ale czego chcieć, od szkoły prywatnej...
Tak czy siak, zaczynając szkołę, niepewnie wkroczyłam w progi uczelni. Jednak nie miałam się czego bać - jak się okazało. Nie wiem jakim cudem "dostałam się" do grona tych NAJ, tych których zdanie zawsze jest na wierzchu - wiecie co wtedy pomyślałam? Że w końcu, jest udało się, że znalazłam swoje miejsce (zawsze miałam zapędy do kierowania ludźmi xD). Czułam się jak Blair z GG (jeśli wiecie o czym mówię). W jednej chwili mój "sufit" stał się moją "podłogą". Byłam ponad to. Myślałam, że mam wszystko.
Czas jednak zweryfikowało moje "wszystko" i ukazał mi, że bycie NAJ wśród pustych lasek, mogących godzinami rozmawiać o kolorze szminki - nie było spełnieniem moich marzeń. Zaczęło mnie to nudzić, irytować, dodatkowo - przekroczyłam świętą granicę, zaczęłam zadawać się z chłopakami, czego skutkiem było to, że miałam z nimi lepszy kontakt od nich. Niby wszystko było w porządku, ale... po feriach nie miałam do czego wracać. Spadłam na dół i znów mogłam spoglądać na swój "sufit".
Jednak ani nie płakałam, ani się nie załamałam. Okej, było mi trochę żal - ale w sumie czego? Sztucznych przyjaciółek, które kopnęły mnie w tyłek za zadawanie się z facetami?? Dzięki wielkie. Dopiero po czasie dostrzegłam, że ten cały sufit, tak na prawdę od zawsze był moją podłogą. Wśród chłopaków znalazłam dopiero prawdziwych kumpli z którymi nie raz, nie dwa śmiałam się do łez, z którymi na prawdę wolę rozmawiać o wczorajszym meczu, niż o lakierach do paznokci, których mogę "torturować" wymieniając im pięć odcieni zieleni...
Podsumowując - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Musimy dostrzec, co jest dla nas w życiu najważniejsze. Czy bycie na szczycie, tym szczycie, który oblegają wszyscy jest naszym marzeniem? Co zrobimy, gdy już się spełni? Będziemy zachwyceni czy może zauważymy, że nie jest tak fajnie, jak nam się wcześniej wydawało? Ja odnalazłam swój własny szczyt, wśród tych, co do których jestem pewna, że się na nich nie zawiodę. (Swoją drogą uważam, że faceci są dużo pewniejszą inwestycją niż laski, jeśli chodzi o kumpelstwo.)
źródło: tumbrl
A co dla Was jest "sufitem", do czego dążycie, co chcielibyście osiągnąć? No i co jest waszą podłogą - czyli co już udało Wam się osiągnąć, z czego jesteście dumni?

20 komentarzy:

  1. Na pewno jest dumna z tego, że nie patrzę już tak bardzo na to co ludzie o mnie powiedzą. Jeżeli jakaś "wytapetowana lalunia" powie, że jestem grubą idiotką lub że wyglądam jak dziwka to po prostu się zaśmieję i odpowiem "dlaczego tak twierdzisz?" z reguły teraz zamiast słyszeć znów pewny siebie ton i podniesioną prawie przy chmurach głowę nie usłyszę żadnego argumentu ,a ciszę która staję się dla osoby rzucającą obelgą czymś dziwnym. Teraz zamiast płakać lub agresywnie reagując na takie wyznanie, atakuje pytanie na które wiem, że nie jest w stanie odpowiedzieć :)
    To prawda, dopiero na studiach stykamy się z ludźmi , którzy do naszych miast przyjeżdżają, nie zawsze jest kolorowo i czasem to facet się staje równym kumplem niż laleczki, które jak wspomniałaś gadają godzinę o kolorze szminki o kopią nas w tyłek gdy mamy więcej tematów z chłopakami :)
    Buziaki kochana ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, a dlaczego ktoś miałby Cię AŻ TAK wyzywać?? Ludzie są nienormalni. Najważniejsze, że się tym nie przejmujesz i potrafisz ich zakasować jednym pytaniem. Barwo! ;*

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że mój sufit jednak nie okaże się podłogą. Ogólnie nie myślę o tym, bo myślenie o spełnieniu swoich marzeń zazwyczaj tym marzeniom szkodzi. Pamiętam, że kiedyś fanatycznie słuchałam Jacka Kaczmarskiego. Kiedy nauczyłam się na pamięć 200 jego piosenek zauważyłam, że już niedługo to źródło się skończy bo owszem, pisał dużo, ale nie więcej niż 300 tekstów i w końcu poznam wszystkie! Załamałam się wtedy, bo co ja zrobię bez mojego idola, czego będę słuchać, czym żyć? To był właśnie taki sufit który osiągnęłam... Po czym przeskoczyłam na inną podłogę, ponieważ przypadkiem poznałam rock i zakochałam się w nowym gatunku muzyki, o wiele obszerniejszym niż Kaczmarski.
    Obecnie jestem na samym początku swojej rock'owej kariery, uczę się, doskonalę, gram w zespole, poznaję nowe nurty. Patrzę w sufit, marze o nim... i nie chce myśleć o przyszłości, nie chce wiedzieć czy coś osiągnę i jaki to będzie miało skutek. Wolę żyć w przekonaniu, że jakoś to będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze to napisałaś. Ja sama jeszcze czegoś takiego nie doświadczyłam, ale pewnie nie raz dostane takiego "kopa w dupę". Dam więc tu może przykład mojej kuzynki, która, kończy właśnie studia, ale już gdy była w gimnazjum nikt nie lubił jej- po prostu nie była dziewczyną z bogatej rodziny, która ma milion korepetycji itp (w tej szkole wszyscy mieli). Miała fałszywe przyjaciółki także w liceum i dopiero na studiach została równa z innymi.


    ♡Pozdrawiam~oli-olli.blogspot.com♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że właśnie w gimnazjum z takimi sprawami jest najgorzej - tłum dojrzewających nastolatków, którzy sami do końca nie wiedzą gdzie ich miejsce i czego od życia oczekują... Na szczęście później układa im się w głowach, przynajmniej części.

      Usuń
  4. Tu się akurat zgodzę, 100 razy bardziej wolę się kumplować z facetami. Choć wiadomo, oni też bywają różni, ale w klasyfikacji generalnej na pewno wygrywają na tym polu.
    Co do szczytów, nie zawsze to czego chcemy jest dla nas najlepsze. Dobrze, że dostrzegłaś, co się dla Ciebie naprawdę liczy. To już dużo :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U facetów podoba mi się to, że jak coś im nie pasuje - to mówią wprost. Ewentualnie dadzą sobie po pysku i jest spokój, a laski tak knują za plecami, że nie raz ręce i wszystko inne, opada...

      Usuń
  5. Moim sufitem jest to co mam teraz - lubię to co robię, mam wspaniałego faceta, rodzinę, trochę zdrowie było kiepskie ale i tak nie mogę narzekać :) Nigdy nie miałam parcia na bycie naj. I co najlepsze... NIGDY nie miałam nawet dobrego kolegi/koleżanki, sami fałszywi ludzie - serio. Smutno to brzmi, ale tyle razy przejechałam się na ludziach... Którzy nawet nie byli naj :P Teraz mam Wilka, jest jedynym prawdziwym przyjacielem, mogę mu powiedzieć wszystko, nie bać się niczego, mogę być w pełni sobą. I jeśli ktoś mnie nie akceptuje - to trudno, jednak nie chciałabym by ktoś mnie wyzywał itp. bez powodu, jednak trzeba się przyzwyczaić,że wszędzie znajdzie się jakaś... flądra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej sobie powiedzieć, że jeśli ktoś Cię nie lubi to jego problem - nie Twój. :) Dobrze, że masz Wilka i wiesz, że jemu możesz w 100% zaufać. Ja też chyba najbardziej ufam swojemu B. No i może jeszcze mojej A. - mimo iż widujemy się raz na ruski rok, to wiem, że mogę na niej polegać. :)

      Usuń
    2. To ważne by ufać partnerowi w 100%, że można dzwonić nawet w środku nocy, mówić najgorsze sekrety i nie bać się :)
      I masz rację, to ich problem nie mój :D

      Usuń
    3. W sumie... Jakbym dzwoniła w nocy, to mój bo nie odebrał, bo wycisza na noc telefon. xD Ale poza tym - ufam mu najbardziej na świecie.

      Usuń
  6. kojarzyłam od razu ten cytat z książki

    http://jzabawa11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak. Z "Granicy" bodajże. Utkwiło mi to w pamięci. :)

      Usuń
  7. Mam tylko jedną, prawdziwą przyjaciółkę i nie mamy praktycznie żadnych koleżanek. Nie jest tak, że z żadnymi dziewczynami nie rozmawiamy, ale nie można nazwać tego 'trzymaniem się'. Za to mamy sporo naprawdę fajnych kolegów z którymi można normalnie pogadać nie martwiąc się, że zaraz polecą dalej i obrobią przysłowiową dupę. Także wniosek prosty. A co do tego sufitu... Też mi się zdaje, że nie zawsze szczyty wyglądają tak jak mogłoby się wydawać.

    http://poburzywyjdzieslonce.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. masz racje chłopaki to lepsza "inwestycja". Nie będą gadać za twoimi plecami i są bardziej lojalni niż dziewczyny. Po za tym między dziewczynami zawsze jest swoistego rodzaju rywalizacja nawet jeśli to przyjaciółki. Znam taki typ, nie przyzna się do tego, ale próbuje być zawsze lepsza od ciebie. zapraszam do mnie na pierwszy post po przerwie pozdrawiam [www.nielegalna-strefa.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajny, ciekawy wpis ;-)
    Obserwuje i liczę na to samo:

    http://nataliazarzycka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja wychodzę z założenia,że w grupie NAJ jest każdy z Nas tylko sami nie potrafimy tego dostrzec. Byłam i w grupach ludzi popularnych i tych mniej , ale jeżeli posiadamy samoświadomość i wiemy ile jesteśmy warci to inni nie mogą Nas zniszczyć, zostawić, sprawić, że będzie nam źle, bo zawsze sobie poradzimy w odróżnieniu do grupy, którą łączy tylko kolor pomadki.
    Moją podłogą jest moja kariera, mój mąż, rodzina, przyjaciele. A sufitem marzenia, które jak na razie (odpukać) konsekwentnie realizuje ;)
    Pozdrawiam,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafne i mądre spostrzeżenie, zgadzam się w 100%.

      Usuń
  11. Nigdy pewnie nie zrozumiem fenomenu jakiejś popularności hierarchii w szkołach czy nawet na studiach. W gimnazjum byłem kozłem ofiarnym może dlatego XD Ale jakoś nie nawykłem do szeregowania ludzi bo są tacy "pro" i "cool" i w ogóle...to nawet wydaje mi się trochę dziecinne XD Ważne, żeby ludzie byli sobą i szanowali nawzajem swoją odmienność. Ale pewnie takie utopie, jakie ja widzę nigdy nie znajdą odzwierciedlenia w rzeczywistości XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest dziecinne Kordianie i w sumie nie wiem czy się śmiać, czy płakać, że praktykują to DOROŚLI ludzie...

      Usuń