środa, 13 sierpnia 2014

70. "Wszystko spakowałaś??"

Witajcie! Dziś przychodzę do Was z postem z serii tych wakacyjnych, chociaż... jak się okaże za chwilę - nie tylko tutaj można go zakwalifikować. Z racji tego, że dziś wyjeżdżam - piszę do Was na temat moich bieżących odczuć i przemyśleń - dziś będzie o... pakowaniu, ale nie tylko.
Otóż do napisania tego posta skłoniło mnie jedno, mega rozbrajające pytanie, które widzicie na samej górze. Więc... po kolei. Przyjęło się, że kobiety na wyjazd najchętniej zabrałyby ze sobą całą garderobę - nawet gdy wyjeżdżają na jeden dzień. Nie wiem na ile w tym prawdy i ile z Was się z tym utożsamia oraz w jakim procencie. Ja osobiście mogę powiedzieć, że nie mam z tym jakiegoś problemu - chociaż jeśli chodzi o wakacje, to zawsze zabieram ze sobą ZA DUŻO ubrań - ale zawartość mojej szafy zbytnio na tym nie cierpi. Mam jednak na to usprawiedliwienie - lepiej zabrać za dużo niż za mało i potem chodzić na golasa, no nie? (wiem, wiem Panowie zapewne nie mieliby nic przeciwko - pozdrawiam!)
Ale... wracając do samego pakowania, to... Swego czasu nazywałam siebie samą nawet mistrzynią pakowania. Wiecie, studenckie życie na walizkach doprowadza do wprawy. Mnie doprowadziło do takiej, że na dwa tygodnie potrafiłam się spakować RAZ, że w dość małą jak na kobietę, walizkę. DWA, że w niecałe piętnaście minut i TRZY, że niczego przy tym nie zapominałam. Pozwolę się sobie zatrzymać przy wielkości mojej walizki - miała ona około 50 cm i to nie tak, że nic nie brałam, brałam dużo... duuuużo, tylko, że potrafiłam wykorzystać jej pojemność co do milimetra, że szpilki byście tam nie upchnęli. A później przy rozpakowywaniu się w mieszkaniu bawiły mnie zszokowane spojrzenia "JAK TY TO TAM ZMIEŚCIŁAŚ?!" - potrzeba matką wynalazku, a tym przypadku techniki pakowania. W sumie - mogłabym sobie kupić większą walizkę i spakować się "na luzie", ale... wyszłam z założenia, że skoro ta walizka i tak już była dla mnie ciężka, to co dopiero większa. No a z racji tego, że gentelmani wymarli prawie doszczętnie (przez dwa lata studiowania, panów, którzy mi pomogli mogę zliczyć na palcach jednej ręki - przykre, cholernie przykre - no i myślę, że panom powinno się teraz zrobić wstyd - jak nie za ich samych, to za kolegów, aleeee... to temat na inny dzień) postanowiłam, że zostanę przy tym rozmiarze walizki, który jestem w stanie SAMA unieść. Tak jest bezpieczniej.
Dobra, trochę poopowiadałam, pochwaliłam się, to przejdę do sedna. Otóż - pakujemy się. Jedni robią listy (sama pamiętam moje pierwsze pakowanie na studia - lista i sprawdzanie po setki razy czy wszystko jest) inny idą na żywioł i z głowy pakują to, co im się wydaje przydatne - tak robię teraz, gdy pakuję się na studia. Jeśli chodzi o wakacje jednak, to pozostaję przy liście - dlaczego? Otóż - gdy jadę na studia, to w mieszkaniu mam zawsze jakieś ubrania czy kosmetyki, więc nawet jeśli czegoś nie zapomnę, to nic się nie stanie, a tutaj - nie wiem czy przeżyłabym na plaży bez balsamu lub okularów.
Ale, ale... idźmy dalej. Spakowaliśmy się, wszystko ładnie pięknie. Zbliżamy się do wyjścia i... nagle ktoś troskliwy pyta: "WSZYSTKO MASZ?" lub "WSZYSTKO SPAKOWAŁAŚ?" . No i nagle wielkie BOOOOM! Nie wiem jak jest u Was, ale u mnie to działa tak destrukcyjnie, że chociażbym miała tę cholerną listę i sprawdziła ją piętnaście tysięcy razy, to i tak nigdy nie potrafię odpowiedzieć w stu procentach twierdząco - takie oto zwątpienie we mnie budzi to proste i jakże troskliwe zdanie. Zawsze odpowiem, że CHYBA tak, RACZEJ tak i zaczynam się zastanawiać CZY NA PEWNO. Całe szczęście nie wpadam w panikę i nie zaczynam się rozpakowywać, ażeby to sprawdzić. Całe uczucie niepewności też szybko mija, ale chaos zasiany w moim umyśle przez to niewinne pytanie tak mnie frustruje, że musiałam się z Wami tym podzielić.
Mój koteł chyba chce jechać ze mną. :D
Czy na Was też tak działa to pytanie? Czy tylko ja jestem jakaś dziwna? Jak tam u Was wygląda pakowanie? Robicie listy, a może pakujecie to co Wam wpadnie w ręce - bo wszystko się może przydać? :)
Pozdrawiam Kochani i trzymajcie kciuki za ładną pogodę, bo nie mam pojęcia, co będę robić, jeśli będzie padać. Buziaki! :)

22 komentarze:

  1. Zawsze mam wątpliwości czy aby napewno wszystko wzięłam:D no i zawsze biorę za dużo

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak mam: lista w ręce, gdy się pakuję, ale gdy mama spytać czy wszystko mam to mam ochotę wszystko wyciągnąć z torby i sprawdzić. Nie robię tego tylko dlatego, że potem mnie szlag jasny trafi jak przyjdzie mi to po raz drugi upychać do torby. I jadę ze strachem, że czegoś zapomniałam. Również często biorę za dużo, że tak jak napisałaś, lepiej wziąć za dużo i potem z powrotem to przywieźć ni chodzić nago z powodu braku ubrań ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie cierpię tego pytania :D Podobnie jak Ty, jeśli ktoś mi je zada, to później w podróży tylko rozmyślam czy wzięłam ze sobą to i tamto :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Na szczęście wszystkie wredne dranie w okolicy już się nauczyły, że mnie się o takie rzeczy nie pyta, bo pogryzę :D Pakuję się dość często, ale nie na więcej niż trzy dni. Po prostu jeżdżę na koncerty i nocuję wtedy w mieście w którym się odbywają oraz dość często jeżdżę na próby mojego zespołu (co najmniej 3 dni). Tak więc pakowanie mam już opracowane perfekt, wszystkie rzeczy dla dwóch osób (ja i gitarzystka) na trzy dni mieszczę do jednego plecaka typu kostka. resztki upycham w pokrowcu od gitary :)Listy nie robimy, bo aż za dobrze wiemy, co musimy zabrać, a resztę się dokupi gdzieś tam. Dlatego najczęściej zabieram za mało. Raz na koncercie pękły mi dżinsy- na tyłku, a jakże- i musiałam wracać do domu w spodniach od piżamy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam, że masz zespół. Fajnie!
      Hahaha nie no historia ze spodniami mega. Ja bym już miała problem, gdybym znalazła się na Twoim miejscu, bo rzadko kiedy śpię w spodniach. :P

      Usuń
  5. Cóż, do szczęścia potrzebna jest mi jedna czarna koszulka i bielizna, więc nie mam kłopotów z pakowaniem ;) Kosmetyków też prawie nie używam. Mam jedna uniwersalna listę rzeczy potzrebnych i wszędzie się według niej pakuję po prostu. Ale ja lubię pytanie "czy wszystko masz" bo wtedy zawsze przypominam sobie, że nie wzięłam piżamy ;)
    hmmy, nawet nie mam walizki. Używam tylko plecaków na stelażu. Wolę je, bo można je dowolnie rozepchnąć, mają miękki materiał. Oraz oczywiscie wszędzie gitara, do niej też można dużo upchnąć...
    Tylko potem wyciągasz wiosło przy ognisku i z pokrowca wylatuja skapetki...

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie nie ma tyle stresu... po protu każdy pakuje to, co uważa za słuszne, bez rewizji zabieranych rzeczy bądź potajemnego szperania w tym, co zabierają inni. Jeśli czegoś zapomnisz - twoja sprawa. Oczywiście sugestywne pytania o najważniejsze przedmioty czasem się pojawiają, ale nikt nie reaguje w niepożądany sposób. Nie ma sensu nawzajem psuć sobie humoru przed samym wyjazdem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja bardzo rzadko gdzieś wyjeżdżam, dlatego z reguły nie mam tego problemu jednak myślę, że to pytanie jest trochę STRASZNE :D Jesteś pewna, że masz wszystko, a tu nagle ktoś wyskakuje z tymi magicznymi słowami i zaczynasz się zastanawiać haha :D ;)

    http://poburzywyjdzieslonce.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam zawsze spakowane za dużo kosmetyków i to jest moim problemem, bo np. jeden dzień bez niektórych bym się obyła a później dźwigam pół litrowe butelki szamponu, odżywki, balsamu itd

    http://jzabawa11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na wyjazdy zazwyczaj zabieram próbki kosmetyków lub najmniejsze opakowania jakie mam i to tylko tych niezbędnych typu - balsam, żel pod prysznic.

      Usuń
  9. Taak, to niewątpliwie jedno z tych pytań, które zawsze wzbudza wątpliwości :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie robiłam listy co mam spakować i nigdy o niczym nie zapomniałam :)
    Zawsze pakuje się na spontana, bo takie planowanie dla mnie to totalna strata czasu.
    Zawsze 30 miuut w zupełności wystarcza, żeby wszystko ogarnąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio zapomniałam SZCZOTECZKI DO ZĘBÓW! :P

      Usuń
  11. Ja zawsze na koniec pakowania mówię: "zapytaj mnie" i wtedy zaczyna się wyliczanka - klucze masz? Portfel masz? Dokumenty? Ładowarkę? ;) Pomaga mi to utwierdzić się w przekonaniu, że wszystko zabrałam. Pakuję się szybko i z każdym kolejnym wyjazdem zabieram mniej rupieci. Uczę się też wykorzystywać jeden przedmiot do kilku zadań, co też pozwala zaoszczędzić miejsce. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zawsze jak gdzieś wyjeżdżam wolę robić listy. Właściwie mam jedną napisaną w zeszycie i tylko odhaczam to co może mi się nie przydać i nie pakuję tego po prostu. Jednak muszę przyznać,że w pakowaniu nie idzie mi tak dobrze. Staram się,żeby moja torbie nie znalazło się mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, ale jednak nie zawsze mi sie to udaje. Często zdarza mi się wziąć na za dużo kosmetyków albo ubrań. Nad sztuką pakowania będę musiała jeszcze trochę popracować.
    Nic nie mam do pytania "czy wszystko wzięłaś?". Nie przeszkadza mi ono w ogóle, a nawet mogłabym powiedzieć,ze czasem pomaga, bo wtedy sobie przypominam,że czegoś nie wzięłam

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie cierpię się pakować, zazwyczaj łapię wszystko co widzę pod ręką, bo może się przydać, a potem okazuje się, że nie ma tyle miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja nauczyłam się robić listę ;) Już dwa dni czy jeden dzień przed pakowaniem mam przy sobie kartkę i długopis i wpisuję wszystkie rzeczy, które przyjdą mi na myśl, że powinnam je spakować. Zazwyczaj to działa :) Na te wakacje nie zapomniałam ani jednej rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. jaki kochany koteł


    http://Fidanzataa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Na mnie też to pytanie działa destruktywnie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja też nie lubię tego pytania. ' A wszystko już maaasz?' albo ' I ty to tam zmieściłaś?!' Ja tam zawsze czegoś zapominam, a jeśli czegoś biorę za dużo, to książek. Ubrań czasami też. Zazdroszczę talentu do pakowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zazwyczaj biorę za dużo ubrań. Tym razem też tak było. :)

      Usuń