wtorek, 15 lipca 2014

64. "Dlaczego ja?"

Witajcie. Jakoś mozolnie mi wychodzi blogowanie ostatnimi czasy - wiem. Jednak staram się ciągle. No cóż ja Wam mogę powiedzieć. Mundial się skończył i mimo, iż wygrała drużyna, której kibicuję od zawsze (uwielbiam wszystko co niemieckie <3), to odczuwam pustkę i nie wiem co będę robić ze swoim życiem wieczorami. Pewnie będę miała więcej czasu na blogi.
Dziś chciałam poruszyć temat, którego refleksję przeżyłam kilka dni temu. Dowiedziałam się, że MOGĘ być chora i że to MOŻE nie być błahostka. Pierwsza chwila - strach, przerażenie. Po chwili panika i łzy oraz pytanie postawione jakoby samej sobie: DLACZEGO JA??? Co zaskakujące, po krótkiej chwili, moje wewnętrzne ja odpowiedziało mi, co prawda pytaniem na pytanie (a to złe i niewychowane JA, nie wie, że tak się nie robi?!): A DLACZEGO KTOŚ INNY??? - w tym momencie, w jednej chwili ogarnął mnie spokój i zaczęłam myśleć.
No właśnie. Dlaczego na moim miejscu miałby być ktoś inny? Czy uważam się za lepszą od kogoś tam i dlatego to jego zepchnęłabym na to miejsce? To proste pytanie będące zarazem odpowiedzią sprawiło, iż z pokorą przyjęłam swój los i zamiast się załamywać i bezsensownie szukać innych na moje miejsce - postanowiłam szukać wyjścia z sytuacji. Przestałam panikować i szukać dobrego uzasadnienia ZA JAKIE GRZECHY mnie to spotkało. Przełknęłam całą sytuację i staram się żyć dalej, czego nie ułatwia mi moja totalnie panikująca mama...
Drugą sprawą jest to, że od zawsze wierzę w takie duperele jak LOS czy PRZEZNACZENIE. Wierzę w to, że na tym świecie każdy ma przypisane swoje miejsce i swoją historię. Więc być może tak musiało być, może ma mnie to czegoś nauczyć, otworzyć oczy na pewne sprawy. Czasu nie cofnę i przeszłości nie zmienię, ale wiem, że mam wpływ na swoją przyszłość, więc muszę żyć dalej i na pewno nie stać w miejscu... Najlepszym wyjściem byłoby żyć dalej, po prostu żyć.
A co jeśli... NIE, NIE, NIE! Nie ma mowy... Przeczytałam ostatnio u Kordiana, jak spokojnie pisał o możliwości śmierci. Z jednej strony podziwiam, bo ja... nie potrafię. Nie chcę o tym myśleć, bo ogarnia mnie panika, jednak jednocześnie czuję się postawiona pod ścianą. No bo... Jak ma czuć się w takiej człowiek, który nigdy nie dopuszczał do siebie myśli o tym, że kiedykolwiek umrze??? Nie wiecie jak się czuje? To Wam powiem: czuję się jakby ktoś wyrwał mu skrzydła, a on z całym impetem runął na ziemię i zderzył się z rzeczywistością. Welcome to real world - aż chciałoby się ironicznie powiedzieć. Mimo wszystko jednak - ja nie będę o tym myśleć, nie będę się przygotowywać, nie będę kończyć spraw zaczętych, a wręcz przeciwnie - jak na złość pozaczynam jeszcze wiele nowych, bo... nigdzie się nie wybieram i postaram się żyć, tak jakbym nadal o niczym nie wiedziała, jakby było dobrze... aż do momentu, gdy ktoś mi powie JEST DOBRZE... Wiecie, chyba tylko o tym teraz marzę...
Żyłam sobie jak niebieski ptaszek fruwający w przestworzach. Żyłam sobie swoim idealnym życiem, w którym odhaczałam punkcik po punkciku z życiowego planu, który sobie powoli realizowałam, a teraz? Teraz muszę czekać na te cholernie wyniki, od których ma zależeć WSZYSTKO. Ten jeden świstek papieru powie mi czy moje życie pozostanie idealne, czy... no właśnie - co będzie dalej? To jest dopiero straszne. Nie mam żadnego wyjścia B. Nie jestem gotowa na nic innego, niż na werdykt, że jestem zdrowa. Może z jednej strony to dobrze, ale z drugiej... Nie widzę siebie w innej sytuacji. Co by się nie działo - w tym czasie mam zamiar oddać się w pełni NIEMYŚLENIU. Już nawet mam plan, jak zajmować sobie resztki wolnego czasu, ale o tym wkrótce.

Tylko nie martwcie się o mnie! Do następnego.

26 komentarzy:

  1. Ja żyję z chorobą, która potrafi mi krzyżować plany, utrudnia życie i niszczy niejedno marzenie. A i nie raz sprawia,że moje życie jest zagrożone. Z początku jest trudno, jednak, gdy się walczy, podejmuje leczenie, stara się żyć pełnią, jest dobrze :)
    Mam nadzieję,że jednak jesteś zdrowa, bo to dopiero podejrzenia ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jak widać początki zawsze są trudne, w każdej sytuacji.
      Tak, podejrzenia. Mimo to już mącą mi w głowie, ale póki nic nie jest pewne - staram się o tym nie myśleć.

      Usuń
    2. Nie mysl ;) ja doszukiwalam sie najgorszego ;) ostatecznie "tylko" otarlam sie o smierc. Teraz juz 5 lat i lecze sie i jest dobrze. Choc to daje o sobie znac i przeszkadza czasem. Jednak to tylko slabosc, ktora mozna zwalczyc.

      Usuń
    3. Twoja siła na prawdę stawia na nogi i pomaga ogarnąć się w bardzo szybkim czasie. Dziękuję. :)

      Usuń
    4. Znajdź swoją siłę, mam nadzieję,że masz wyniki już i mimo wszystko jest dobrze :) Ja trochę boje się jak to będzie tydzień nad morzem, bo jednak cały czas słońce a wczoraj na mieście było już mi niedobrze :P I nie ważne jakie leki biorę czy te silniejsze czy nie a i tak jest słabo, a zamierzam cieszyć się pełnią tych wakacji :)

      Usuń
    5. Nie mam wszystkich wyników i do końca moje obawy nie są rozwiane, ale jakoś mi lepiej, spokojniej.
      Podoba mi się Twoja postawa. Nie warto stać w miejscu, najlepiej iść ciągle na przód i Ty świetnie to założenie realizujesz :)

      Usuń
  2. Kochana!! Trzymam kciuki żeby wszystko było okey!
    Czasem los rzuca nam kłody pod nogi, a my te ciężary musimy niestety dźwigać. Mam jednak nadzieję, że podejrzenia okażą się błędne.
    Trzymaj się kochana , buziaki !!!;***

    OdpowiedzUsuń
  3. Post bardzo poruszający i dający do myślenia, sama nie mogę wiedzieć jak sie czujesz jednak zawsze warto walczyc i nigdy sie nie poddawać

    OdpowiedzUsuń
  4. To, że jesteś chora nie oznacza jeszcze, że śmiertelnie. Medycyna jest rozwinięta na tyle, że dla swojego własnego zdrowia najlepiej jest się nie martwić. Zmartwienia powodują nawet raka, wiesz o tym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już wiem. Tylko, że ja nie martwię się na zapas. Martwię się tym, o czym wiem. I mimo wszystko - staram się nie myśleć.

      Usuń
    2. Nie mam. Ale już jestem spokojniejsza.

      Usuń
  5. Daje to do myślenia ale uważam, że trzeba myśleć, że właśnie ja, ponieważ tylko ja jestem silna żeby przez to przejść

    http://jzabawa11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie choroba pokrzyżowała plany i zmieniła życie o 180 stopni. Po długiej rehabilitacji jakoś się poskładałam ale nie jest tak jak kiedyś. Trzymam za Ciebie kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasem sama zadaję sobie takie pytanie, dlaczego ja, dlaczego nie ktoś inny? Ja też wierzę w los. Myślę, że jeśli zachorowałaś, to z pewnego powodu, i może tak właśnie miało być. Czytałaś może książkę ,,Oskar i pani Róża"? Ona to świetnie oddaje, jeśli nie czytałaś to przeczytaj.
    ,,– A znasz ludzi, którzy cieszą się na myśl o tym, że umrą?
    – Owszem, znam. Na przykład moja matka. Na łożu śmierci łakomie się uśmiechała, niecierpliwiła się, spieszno jej było zobaczyć, co będzie potem. (…) Jednak większość ludzi nie ma w sobie tej ciekawości. Czepiają się tego, co mają, jak wesz w uchu łysego"
    http://olllie-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam, ale zachęciłaś mnie tym cytatem.

      Usuń
  8. Eh, mam nadzieję, że będzie dobrze z Twoim zdrowiem. A co do śmierci to mnie też ona przeraża, bo mimo wszystko bardzo kocham życie i chce jeszcze wiele w nim zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Może nie będzie tak źle. Ja kiedy dowiedziałam się o swojej przypadłości jakoś nie zmieniłam życia. Nawet o tym nie myślę, może czasem, gdy mnie mocno boli, ale tak to... Tylko jeżdżę częściej po lekarzach. Nie myślę o śmierci. Nim się o tym dowiedziałam żyłam normalnie, to dlaczego teraz miałabym być jakaś inna. No, może jestem trochę szczęśliwsza, bo czasem inaczej patrzę na świat i wiem, że zdrowie jest bardzo cenne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo podoba mi się Twoja postawa i... już biorę z niej przykład! :)

      Usuń
  10. Mam nadzieję, że to jednak nic poważnego i wyniki okażą się dla Ciebie pomyślne. Jeśli ja stanęłabym oko w oko z chorobą i istniałby choć mały procent prawdopodobieństwa, że uda mi się z niej wyjść, potraktowałabym to, jako sugestię, którą daje mi życie : ciesz się bardziej z tego, co masz i doceń każdą chwilę, bo niestety, zdrowie, jak i życie, bywają ulotne...Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Też staram się tak myśleć. Pierwsze emocje mnie opuściły i patrzę na wszystko spokojniej.

      Usuń
  11. Bardzo często, gdy spotyka nas coś złego, zastanawiamy się, dlaczego właśnie my, ale podobno nic nie dzieje się bez przyczyny. Podobno.

    OdpowiedzUsuń
  12. Parę rzeczy napisałem już u mnie ale....powtórzę się- żadna choroba, nawet taka to nie wyrok, wiesz? I trzeba znaleźć w sobie trochę tej siły, która pozwala nam walczyć.
    Wiesz, jak pracowałem na onkologii jako ten wolontariusz, to nie znosiłem, jak ludzie pytali "dlaczego ja". Bo to pytanie w ogóle nie ma racji bytu. Na nie się nie odpowiada, go się w ogóle nie zdaje. Pewne rzeczy zdarzają się po prostu, są części życia w szerszej perspektywie i cóż...trzeba je przyjąć takimi, jakie sa i zrobić z nimi to, co potrafimy najlepiej. Bo co innego nam zostaje? Choroba czy śmierć po prostu do nas przychodzą- i nie ma tu sensu doszukiwać się jakiejś sprawiedliwości, bo nie na tym rzecz polega. Czasem tylko dzięki nim potrafimy, jak dla mnie, dostrzec większy sens:)
    Nikt nie chce umierać ale wszyscy musimy, wiesz? kiedyś w końcu musimy i to nawet ma swoje piękno, jakkolwiek to dziwnie nie zabrzmi. Czy parzyłaś na to kiedyś tak, że to przeczucie śmierci nieraz nam daje skrzydła?

    Wiesz, może to głupie czy coś, ale jakbyś chciała pogadać to hm...zostawiam mojego maila:) Tak na wszelki wypadek czy coś XD whitteerabbit@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No podobno najłatwiej docenić to, co właśnie tracimy - w tym i życie.
      Hmm... nigdy na to tak nie spoglądałam, ale po chwili namysłu powiem Ci, że to ma sens.
      To nie głupie :) Dziękuję bardzo i na pewno się odezwę! :)

      Usuń