sobota, 26 lipca 2014

66."Nie mów, że chcesz, powiedz, że to zrobisz!"

Witajcie! Na wstępie chciałam Wam napisać, że ogromnie cieszy mnie entuzjazm z jakim spotkała się moja propozycja dotycząca prowadzenia drugiego bloga z opowiadaniem. Jesteście świetni! :) Także, blog jako taki już istnieje - muszę jedynie zająć się grafiką, aby wszystko wyglądało tak, jak to sobie wyobrażam. Krótko mówiąc, jeszcze TROCHĘ pracy przede mną. Ale... bądźcie cierpliwi.
Poza tym, pogoda się poprawiła i wreszcie wróciły upały (tak, uwielbiam upał, nawet jeśli muszę siedzieć w pracy, to wiem, że po wyjściu będę mogła się wygrzać na słońcu - w końcu od tego jest lato.
No a teraz temat. Dziś będzie to zdanie, które powiedział do mnie z ogromnym oburzeniem mój B. Jak się temu przyjrzeć dłużej, to ma rację. Przecież chcieć możemy na prawdę wiele rzeczy i kompletnie nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że "wystarczy chcieć". Trzeba jeszcze zacząć czynić, bo jak wiadomo - samo się nic nie zrobi. Jak mi napisała kiedyś jedna z Was - nawet siusiu. ;)
Doszłam również do wniosku, że wypowiedziane przez nas "zrobię to" wlewa w nas dodatkowo więcej pewności siebie, bo jak pisałam wcześniej - chcieć możemy dużo, niestety nie wszystko jesteśmy w stanie zrobić i mieć ot tak. Mimo wszystko jednak, od dziś - mówiąc o swoich marzeniach zacznę chyba zamiast "chcę" używać "zrobię", "będę", "pojadę" - nawet jeśli mi się nie uda, to przynajmniej będę się lepiej, pewniej czuć. Czyż nie milej jest powiedzieć sobie "Będę mieć Astona Martina" niż "Chcę mieć Astona Martina" ? No więc właśnie.
Ogólnie uważam, że w dzisiejszych czasach możemy osiągnąć na prawdę wiele, a najistotniejszą przeszkodą jaka stoi  nam na drodze jesteśmy my sami, nasze zwątpienie, bark wiary w powodzenie naszych celów i złożeń. Więc bez wahania - wlejmy trochę więcej wiary w siebie, zamieniając CHCĘ, a ZROBIĘ TO, BĘDĘ TO MIEĆ! Gdzieś czytałam, że nastawienie to połowa sukcesu - kochani uwierzmy w siebie, a to na pewno uczyni nas szczęśliwszymi i przybliży do realizacji tego, czego właśnie pragniemy. Nie mówię, żebyśmy rzucali się od razu na jakieś ogromne marzenia typu BĘDĘ PANEM WSZECHŚWIATA, ale może zacznijmy od tych małych rzeczy - WYŚPIĘ SIĘ PO CAŁYM TYGODNIU PRACY i TO BĘDZIE WSPANIAŁY WEEKEND.
źródło: tumbrl
 Okej, ja już napisałam, to czego bym chciała, zamieniając słowo chcę. Teraz Wasza kolej: napiszcie chociaż po jednym zdaniu, czego byście chcieli zamieniając słowo CHCĘ, na ZROBIĘ, BĘDĘ MIEĆ lub jakieś inne - sprawdźmy czy wprowadzi Was to w bardziej pozytywny nastrój i doda pewności siebie. Do dzieła! Jestem ciekawa czego dokonacie! :)

wtorek, 22 lipca 2014

65. Bajkopisarka.

Witajcie, znów sobie pofolgowałam - jeśli chodzi o bloga, ale pewnie sami wiecie jak to jest. Grzejące słońce, praca i miliard rzeczy do zrobienia każdego dnia. Myślę, że gdyby nie burza, która wygoniła mnie dziś z basenu - to dziś pewnie też bym się nie zmotywowała do napisania, także - dzięki Ci burzo.
Chciałam też bardzo Wam podziękować za tyle wsparcia z Waszej strony. Jesteście wspaniali i na prawdę poczułam ogromny przypływ energii i siłę do działania, no i najważniejsze - stwierdziłam, że nie mogę się poddać na starcie, bo nie jestem sama, mam Was i to wspaniałe uczucie. Także jeśli chodzi o moje zdrowie, to jest mi lepiej, mimo, iż na ostateczne wyniki jeszcze sobie poczekam.
A teraz do tematu. Nie wiem czy też tak macie, ale ja - bardzo często, może nawet codziennie wymyślam sobie w głowie historie, które nigdy nie miały miejsca, wplatam w nie różne osoby i tak tworzę i tworzę. Już jakiś czas temu zastanawiałam się czy nie spisać by tego wszystkiego i stworzyć jedną całość. Na samym początku pisania tego bloga, wspomniałam, że prowadziłam kiedyś blog - opowiadanie i nawet miał on popularność. Ale... nie o tym. Zastanawiałam się czy nie publikować historii fragmentami tutaj... Jednak po chwili przemyślenia doszłam do wniosku, że nie miało by to ładu, ani składu. Takie opowiadanie powplątywane w codzienne notki - eeee chyba nie. Jest wiec jeszcze druga opcja - czy nie stworzyć bloga specjalnie dla moich potrzeb pisarskich. Przyznam się Wam szczerze, że myślę o tym od dawna, ale waham się. Boję się, że nie wypali, że nie poradzę sobie z dwoma blogami, no i że cała historia będzie klapą... Ale i tak ostateczną decyzję pozostawiam Wam. Chcę abyście wyrazili swoją opinię na temat mojej propozycji. Oczywiście - nie na sucho. ;) Zostawiam Wam poniżej fragment wyrwany ze środka:
" Mogła po raz kolejny rzucić się w przepaść jego brązowych oczu i utonąć, albo odwrócić się i uciec - jak najszybciej. Jednak... utonęła, po raz kolejny. Topienie się dawało jej taką rozkosz. Patrzyła w te oczy i spijała każde jego słowo, nie z gracją czy elegancją - wręcz chłeptała każde jego zdanie, choć wiedziała czego się spodziewać. Czuła, że kolejny raz nie ma prawa na nic liczyć, a jednak dawała się w to wciągać. Tonęła coraz głębiej i głębiej.
Jednak i w samym tonięciu miała dwie opcje. Mogła biernie poddawać się jego słowom, mogła naiwnie pozwalać mu na owijanie siebie wokół palca, albo... Albo przejąć inicjatywę i tym razem złapać za ster, tym razem owinąć sobie jego wokół palca, a może obudzić w nim jakieś uczucie - jeśli faceci w ogóle mają uczucia - pomyślała.
Muzyka dudniła, światła migały - oni tak blisko siebie. Jej spojrzenie, jego uśmiech i nic więcej - bo nic z tego wyniknąć nie miało. Wiedziała jednak, że jeśli czegoś nie zrobi, to mimo wszystko - jutro znów będzie boleć. Jakaś tajemnicza siła będzie ją do niego ciągnąć i na nic się zda tłumaczenie sobie - że TO NIC. Długo nie myśląc, objęła go swoją nogą w tańcu, zbliżyła usta do jego ust...
-No pokaż, jaki jesteś niegrzeczny... - znaczące spojrzenie, plus prowokacyjny uśmiech i szaleństwo w tańcu. Chciała żeby był blisko, ale nie za blisko. Chciała żeby patrzył, ale nie dotykał. Chciała, żeby uważnie obserwował każdy ruch i chciał więcej, więcej, więcej... A wszystko po to, żeby jutrzejszego dnia, to on nie mógł przestać myśleć, żeby to on głowił się czy powinien się odezwać pierwszy, żeby to on poczuł się tak, jak ona wtedy... - jeśli faceci w ogóle mają uczucia - pomyślała."
źródło : tumblr
A Wy też coś tworzycie? Lubicie takie historie? No i jaka jest wasza opinia na temat mojej propozycji?
Pozdrawiam i dużo słońca Wam życzę!

wtorek, 15 lipca 2014

64. "Dlaczego ja?"

Witajcie. Jakoś mozolnie mi wychodzi blogowanie ostatnimi czasy - wiem. Jednak staram się ciągle. No cóż ja Wam mogę powiedzieć. Mundial się skończył i mimo, iż wygrała drużyna, której kibicuję od zawsze (uwielbiam wszystko co niemieckie <3), to odczuwam pustkę i nie wiem co będę robić ze swoim życiem wieczorami. Pewnie będę miała więcej czasu na blogi.
Dziś chciałam poruszyć temat, którego refleksję przeżyłam kilka dni temu. Dowiedziałam się, że MOGĘ być chora i że to MOŻE nie być błahostka. Pierwsza chwila - strach, przerażenie. Po chwili panika i łzy oraz pytanie postawione jakoby samej sobie: DLACZEGO JA??? Co zaskakujące, po krótkiej chwili, moje wewnętrzne ja odpowiedziało mi, co prawda pytaniem na pytanie (a to złe i niewychowane JA, nie wie, że tak się nie robi?!): A DLACZEGO KTOŚ INNY??? - w tym momencie, w jednej chwili ogarnął mnie spokój i zaczęłam myśleć.
No właśnie. Dlaczego na moim miejscu miałby być ktoś inny? Czy uważam się za lepszą od kogoś tam i dlatego to jego zepchnęłabym na to miejsce? To proste pytanie będące zarazem odpowiedzią sprawiło, iż z pokorą przyjęłam swój los i zamiast się załamywać i bezsensownie szukać innych na moje miejsce - postanowiłam szukać wyjścia z sytuacji. Przestałam panikować i szukać dobrego uzasadnienia ZA JAKIE GRZECHY mnie to spotkało. Przełknęłam całą sytuację i staram się żyć dalej, czego nie ułatwia mi moja totalnie panikująca mama...
Drugą sprawą jest to, że od zawsze wierzę w takie duperele jak LOS czy PRZEZNACZENIE. Wierzę w to, że na tym świecie każdy ma przypisane swoje miejsce i swoją historię. Więc być może tak musiało być, może ma mnie to czegoś nauczyć, otworzyć oczy na pewne sprawy. Czasu nie cofnę i przeszłości nie zmienię, ale wiem, że mam wpływ na swoją przyszłość, więc muszę żyć dalej i na pewno nie stać w miejscu... Najlepszym wyjściem byłoby żyć dalej, po prostu żyć.
A co jeśli... NIE, NIE, NIE! Nie ma mowy... Przeczytałam ostatnio u Kordiana, jak spokojnie pisał o możliwości śmierci. Z jednej strony podziwiam, bo ja... nie potrafię. Nie chcę o tym myśleć, bo ogarnia mnie panika, jednak jednocześnie czuję się postawiona pod ścianą. No bo... Jak ma czuć się w takiej człowiek, który nigdy nie dopuszczał do siebie myśli o tym, że kiedykolwiek umrze??? Nie wiecie jak się czuje? To Wam powiem: czuję się jakby ktoś wyrwał mu skrzydła, a on z całym impetem runął na ziemię i zderzył się z rzeczywistością. Welcome to real world - aż chciałoby się ironicznie powiedzieć. Mimo wszystko jednak - ja nie będę o tym myśleć, nie będę się przygotowywać, nie będę kończyć spraw zaczętych, a wręcz przeciwnie - jak na złość pozaczynam jeszcze wiele nowych, bo... nigdzie się nie wybieram i postaram się żyć, tak jakbym nadal o niczym nie wiedziała, jakby było dobrze... aż do momentu, gdy ktoś mi powie JEST DOBRZE... Wiecie, chyba tylko o tym teraz marzę...
Żyłam sobie jak niebieski ptaszek fruwający w przestworzach. Żyłam sobie swoim idealnym życiem, w którym odhaczałam punkcik po punkciku z życiowego planu, który sobie powoli realizowałam, a teraz? Teraz muszę czekać na te cholernie wyniki, od których ma zależeć WSZYSTKO. Ten jeden świstek papieru powie mi czy moje życie pozostanie idealne, czy... no właśnie - co będzie dalej? To jest dopiero straszne. Nie mam żadnego wyjścia B. Nie jestem gotowa na nic innego, niż na werdykt, że jestem zdrowa. Może z jednej strony to dobrze, ale z drugiej... Nie widzę siebie w innej sytuacji. Co by się nie działo - w tym czasie mam zamiar oddać się w pełni NIEMYŚLENIU. Już nawet mam plan, jak zajmować sobie resztki wolnego czasu, ale o tym wkrótce.

Tylko nie martwcie się o mnie! Do następnego.

czwartek, 10 lipca 2014

63. "..jak często tak się dzieje, że konkretnym chwilom w życiu dajesz tytuły piosenek?"

Witajcie. Wróciłam do żywych. Przynajmniej na razie. Moje życie ostatnio ma taki rytm, że ledwo znajduję czas na to, żeby włączyć komputer, a gdy już się to stanie to jest późno i nie mam siły niczego konstruktywnego napisać. Wakacje w pełni, piękna pogoda, ja sobie chodzę do tej swojej pracy i... mimo iż muszę przez nią wstawać o 6.55 to bardzo mi się tam podoba. No i jeszcze od wczoraj mam genialny humor, bo... wygrałam w radiu eska bilety na EMA!. Więc skrótowo i skromnie: u mnie wszystko OKEJ. ;)
A skoro wspomniałam o EMA, to może dziś rozważę temat muzyki właśnie. Jest wszechobecna - nie da się ukryć i nie wiem czy jest na świecie ktoś, kto nie lubi muzyki. Ja osobiście nie wyobrażam sobie życia bez niej. Ćwiczę przy niej, jeżdżę pociągiem, samochodem, szykuje się do pracy. Czasem poprawia mi humor, czasem pomaga się uspokoić, a czasem wyciska ze mnie potoki łez i pozwala się tym samym oczyścić.
W sumie o samej muzyce nie ma sensu dużo pisać, bo jaka jest - każdy słyszy. Wolałabym się skupić na jej leczniczym działaniu na naszą duszę, na tym, jak wpływa na nasz nastrój i w jak łatwy sposób potrafi nas przenieść do wspomnień, do dawnych miejsc.
Mieliście kiedyś wrażenie, że jakaś piosenka opisuje Waszą sytuację? Waszą radość, smutek czy żal? A może w tekście jest zawarta Wasza historia? Ja wiele razy się na tym złapałam i doszłam do wniosku, że człowiek to w jakimś procencie narcystyczna istota i wszędzie doszukuje się części siebie. W zależności od nastroju potrafimy odnaleźć fragment o sobie w piosence Pezeta, happysad czy Honey - a przecież nie znamy ich osobiście, oni nie znają naszych historii i daję sobie rękę odciąć - nie śpiewają o nas. Drugą sprawą może być fakt, że wszyscy jesteśmy (nienawidzę tego określenia, ale cóż) TACY SAMI. Jesteśmy TYLKO ludźmi i każdego z nas dotykają takie same lub podobne przeżycia. Możemy się z tym nie zgodzić, ale myślę, że teksty piosenek są tego najlepszym dowodem. Kto z nas nie doznał zawodów miłosnych, mocniejszego bicia serca na widok nowo poznanej osoby czy radości z osiągnięcia wymarzonego celu?
Kolejną rzeczą, która zawsze mnie zadziwia jest fakt, iż nasz umysł w zaskakująco łatwy sposób wiąże ze sobą dźwięki piosenek z konkretnymi sytuacjami czy osobami z naszego życia. Często, nie zdając sobie z tego sprawy, łapałam się na tym, że słysząc jakąś piosenkę sprzed kilku lat doznawałam TAKIEGO SAMEGO uczucia, jakbym TAM była, zupełnie jakbym cofnęła się w czasie, do konkretnej sytuacji, miejsca i osób. W jednej chwili przed oczami miałam cały obraz żywcem wydarty z przeszłości. Nie powiem, jest do dla mnie bardzo przyjemne uczucie, ale i mega zaskakujące. Na prawdę nie potrafię tego pojąć, ale przecież nie wszystko musimy rozumieć. Uważam, że ta nutka tajemnicy jeszcze dodatkowo potęguje nasze uczucia.
No i na sam koniec - sposób w jaki muzyka wpływa na nasz nastrój. Zaskakujące jest to jak melodia może wpłynąć na nasz nastrój. Energiczne dźwięki mogą nas rozbudzić, poruszyć do działania, a melodie łagodne, melancholijne - w mgnieniu oka nas uspokajają. Jedne dodają pewności siebie i pomagają iść przed siebie z podniesioną głową, a inne sprawiają, że czujemy się bezpiecznie schowani przed światem, pozwalają oswoić się z myślami i wszystkim co nas przytłacza.
źródło: tumbrl
Jakby nie patrzeć - muzyka jest piękna. Choć zapewne mamy zupełnie inne gusta i nie wszystkim musi podobać się to samo, to każdy wśród muzyki odnajduje tę swoją własną, ukochaną. Czy to nie jest w muzyce najpiękniejsze? Potrafi "zrozumieć" każdego z nas i każdy znajdzie w niej ukojenie dla siebie.
Może podacie mi tytuły swoich ulubionych piosenek i podacie powód dlaczego to właśnie one są dla Was tymi naj? Pozdrawiam!

wtorek, 1 lipca 2014

62. Niemożliwe NIE ISTNIEJE!.

Witajcie, jestem po pierwszym dniu pracy. Ogólnie - myślę, że było okej. Wróciłam do domu padnięta. Oczywiście na początku nie miałam co robić, no bo co mi tu dać do pracy?? No a jak już się okazało, że coś potrafię, to się zaczęło. Wprowadzanie list obecności, dekretacja faktur i pisanie umów o pracę, ale... Zawsze lepiej mieć zajęcie, niż siedzieć te kilka godzin i się nudzić. Tak,że pierwszy dzień oceniam na PLUS.
Dziś temat, który poruszyłam wczoraj, podczas rozmowy z drogim kolegą Ł., który jest mistrzem pocisku sytuacyjnego. Muszę przyznać, że w tej kwestii nawet ja jestem przy nim LESZCZEM - ja, osoba nazywana przez znajomych CHODZĄCYM SARKAZMEM. Ale... nie o tym!
Miało być o pewnym słowie: NIEMOŻLIWE. Na początek - co ja o tym sądzę. Otóż moim zdaniem NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE! Tak, dokładnie. Jest abstrakcją żyjącą tylko w naszym umyśle i to tylko wtedy, gdy mu na to pozwolimy. Ja należę do osób, które na to nie pozwalają i nie uznają tego słowa. Nie ma rzeczy niemożliwych. W swoim życiu możemy zrobić wszystko, o czym tylko marzymy - a realizacja tych marzeń zależy tylko i wyłącznie od tego, którą drogą w życiu pójdziemy. Czyli, krótko mówiąc - jesteśmy w stanie osiągnąć WSZYSTKO. I nie mówię tutaj o polizaniu łokcia czy wypowiedzeniu literki "p" z otwartymi ustami (tutaj ukłony w stronę Ł., który właśnie takie argumenty mi przytoczył  w celu sprowadzenia mnie "na ziemię" :D).
Pewnie cześć z Was się ze mną nie zgodzi, ale tak jest. Słuchajcie, każdy z nas może być tym kim chce. Tylko nie każdy wie jak się za to zabrać, może jeszcze innym brakuje odwagi, a część aby to osiągnąć musiałaby porzucić swoje całe dotychczasowe, pięknie ułożone życie - więc po prostu nam się nie chce. Nie oszukujmy się, jesteśmy wygodniccy. Wiele osób zadaje sobie pytanie - po co zmieniać coś co jest dobre. W sumie sama do takich ludzi należę i nie lubię jakiś drastycznych zmian, ale są sprawy i MOŻLIWOŚCI, które zawsze będą mnie popychać naprzód, krzycząc do ucha, że NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE. 
Sama ta myśl jakoś tak pozytywnie mnie nastraja. Otwierają się przede mną ogromne wrota, a za nimi... WSZYSTKO, wszystko na wyciągnięcie ręki. Trzeba się tylko postarać.
Mogłabym się tutaj odnieść głównie do naszych marzeń, ale przecież nie tylko marzenia są tym, czego pragniemy. Czasem może chcemy kogoś zobaczyć, porozmawiać, pomóc komuś lub zrobić coś dla siebie, co w sferę naszych marzeń zupełnie nie wkracza - właśnie, możemy to zrobić. Możliwe jest to, abyśmy zmienili swoją sylwetkę, odświeżyli stare znajomości czy zaczęli wszystko od  nowa. Może teraz siedzisz i myślisz o konkretnej sytuacji - mówisz sobie - NIE, ale powiedz mi DLACZEGO to Twoim zdaniem jest NIEMOŻLIWE? Rozbierz swój problem na czynniki pierwsze, a zobaczysz- okaże się, że wszystko jest możliwe.
źródło: tumbrl
Nawet jeśli się ze mną nie zgadzasz - pomyśl, czy pójście przez życie z taką myślą nie jest łatwiejsze, a przynajmniej przyjemniejsze? Ja właśnie tak uważam, sama ta myśl bardzo pozytywnie mnie nastraja i nawet jeśli się mylę - swojego nastawienia nie zmienię. Po prostu - dobrze mi z tą myślą, że jestem ponad tym, jestem ponad NIEMOŻLIWYM, które z resztą i tak... NIE ISTNIEJE. ;)